(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Children's Library | Biodiversity Heritage Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Wisła: miesięcznik geograficzno-etnograficzny"

This is a digital copy of a book that was preserved for generations on library shelves before it was carefully scanned by Google as part of a project 
to make the world's books discoverable online. 

It has survived long enough for the copyright to expire and the book to enter the public domain. A public domain book is one that was never subject 
to copyright or whose legał copyright term has expired. Whether a book is in the public domain may vary country to country. Public domain books 
are our gateways to the past, representing a wealth of history, culture and knowledge that's often difficult to discover. 

Marks, notations and other marginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journey from the 
publisher to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to 
prevent abuse by commercial parties, including placing technical restrictions on automated ąuerying. 

We also ask that you: 

+ Make non-commercial use of the file s We designed Google Book Search for use by individuals, and we reąuest that you use these files for 
personal, non-commercial purposes. 

+ Refrainfrom automated ąuerying Do not send automated ąueries of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a large amount of text is helpful, please contact us. We encourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attribution The Google "watermark" you see on each file is essential for informing people about this project and helping them find 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just 
because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can't offer guidance on whether any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
any where in the world. Copyright infringement liability can be ąuite severe. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's Information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps readers 
discover the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli text of this book on the web 



at |http : //books . google . com/ 









UL-'- r- 



SlcLLr*5~/9£f. 7yć>, 4<> 




JftaibarS College Łibrani. 

raOM THK 

LUCY OSGOOD LEGACY. 

** To purchase such books as shall he mosl 

riłseded (br the CoMege Ltbrarjr, »o jib 

beat to promote the objecis 

of thc College:*" 



Rą;ceived 



fcJ^^O^.ll^^C. 






.T ( 



^:-r- 



^ ('i 



1. u 



( • '^ 



r r^ 



•- r''^r 



r -r, -^i 






.••rr 



rr:-/'^ 



;_^- (Tr 



. iL'w ^ 






v.r .1 



i- .■ ^-^r^ 






■W lItlllDIIItl ^ 



WISŁA 



MIESIĘCZNIK 



4:^<^ 



/■^' 




t^ 



^■1 11 li p !!■ — 






Z zapomogi K»sy pomocny dla oaób pracujących na pola 
naukowym Imienia Mian owskicigo. 



TOM IX. 

Rok 1895. 



WARSZAW! 
Skład głdwny w księgarni M, Arcta, Nowy-Świat, 53. 



1895. 






illL 6 'tR9fi 






i 



Bapmaea^ 25 Hmapn 1-896 zada. 






Druk Józefa Jc^yfiskiegOj Warszawa^ Danlłowiczowska, 16. 



SPIS RZECZY 

W TOMIE IX ,,wisły;' 



Table dea matióres du IX Yoluine de la revii6 

góograpMoo-etnographiąue \%'i»ra (la Yistule). 

Annóe l@95. 



sir. 
Bysiroń Jan Legienda o Sw. Piotne i podkowie. 

Legendo du 8t. Piorre et de fer a t:bevii1 , .116 

Chamska Helena Ś wizyta i aroczyałości doroczne w Mt^oze*- 
uiaie pod Płockiem, 

Fetes et Holeouites annuclles a Męczeiiin 
pr^e Płock, , . 81 

ćkrui/ Adolf ktoiy mityczne Serbów ŁuźyckicL Przełoży 1 
z łużyckiego Bninistaw Grabowski. 

Ktree mytbiąues cho£ los Sorbe^ luBacieus, 
Traduit du lusacien par BroniBlae Grabów^ 
aki . • 40, 249, 673 

Gloger Zygmunt Frycowe w Korytnicy, 

UsagCB d^admitiabn priileaajDnelleg a Ko- 
rytaica 765 

Golański Antoni Wieśniaczka z Cłiociwia. 

Une pay^anne de Chociw 883 

Grabowski Brouistaw Wystawa eŁnogTfti't<^^Qa w Pradze 

Czeiłkiej. 

EŁpoeition ethiio^^rapliiąue A Prague- 847 

Jasirz^bowski Szczęsny Przyczynek do ,, Sabałowej bajki 

i ,,MaŁu6inej duszy* ^ 
Oontribution aa „Conte de Sabała'" et 
au conte ^d© lYmie de U in^re," * 118 

Karłowicz Jan Systematyka pieśni ludu polskiego (z me- 
ludjami). 
Anatyae ded cfianta du peuple poionats 522, 645 



Karłowicz Jan Do ,,E[róla Leara/' ^tt. 

La chanson sor le motif de Lear . 106, 455 
Do „Lenory." 
A propos du th6me de „Lenora.*^ 400 

Dwa Towarzystwa ludoznawcze. 

Deux nouyelles Sociótós d'ethaographie • .215 

Karłowicz J. i Kowerska Z. A. Pieiń o starej kowalce. 

(Z melodją). 
ChaDSon de la yieille fem- 
me de forgeron. . . . 467 

Knoop OłŁo Podania i opowiadania z W. Ks. Poznańskie- 
go. Streściła z niemieckiego Z. A. Kowerska. 
(Z melocyą). 

Contes et narnitions notós dans le Grand Dnchó 
de Posen. Trąd nit de Tallemand par Z. A. Ko- 
werska 11, 305, 470 

Kowerska Z. A. „O dziewcynie przez rąk." 

La filie sana bras 104 

,0 mn^drej dziewcynie." 

La filie spiritnelle 399 

„O wyplttwance i pożyczance." 

Ce qae Ton crache et oe qae l'on prćte • . 539 

Łęłowski Aieksander Z życia Indn białoruskiego. 

Qiielqiies traits de la vie du peuple blanc- 
ruth^DĆ 514 

Ł. H. Bogi jelenie. 

Les bois de cerf 115 

Do pieśni na temat „Króla Leara." 

La chanson sar le motif de Lear 769 

Małłakowski Władysław Melodja dożynkowa. 

Une mólodie de la ffite de moisson . 538 
Mdłyds Karol Wesele Stalowskie. 

Noce de Stalów 225 

Przezwiska ludowe w pow. Tarnobrzeskim, 
Niskim i Brzeskim w Galicji. 
Sobriąnets popnlaires aax districts de Tarno- 
brzeg, Nisko et Brzesko en Oalicie .... 542 
Mierzyński Antoni „Nuncius cum baculo." Studjum archeo- 
logiczne o krywuli. Z dwiema tablicami 
rysunków. 
Etude archńologiqoe du b&ton comme clr- 

culaire, Atcc deux planches 361 

U..,ów Walenty Ubiór włościan w pow. Nowomińskim. 
Z rysunkiem. 

Costumes depaysans dans le district de No- 
wo-Mińsk 584 



Naikawski Wacław Kronika gieografiCEDa za r 1894. *fr. 

Chroni que geographiqiie poiir Tanuee 
1895 ,...,...,. 558, 770 

Nicdiwieihki Leanard Dolioa Zakopane, 

La vallće df^ Zakopane, 119 

Rayski Kunstanty Śpiewki i zagadki we wsi Białej Błot- 
nej w pow. Włoa^czowBkim. 

Cbansona et devenett&3 au ylllage Blala 

Błotna .......... 345, 45Sł 

Reyman Ltidwik Dlaczego u naa włościan kmieciami sowią? 

Fourąuoi appetic-t-na nos paysauti , ^kmiecie?'' G39 

Rodziewicz Gabrjel Rybołówgtwo na Litwie. 

La pćche en Litlinanie. ^2 

Rouba Napoleon Łactiwa i jej mieszkańcy. 

Le village de Łacliwa et soa Labitans . .734 
Sarnowska Ihhna Podaoie o ruinie Choceń»kiej. 

Une l^g^ende enr les ruiaea de Obaceu . . 398 
Sk, B. K, Szopka w Myazjńco. 

Le th^iitre populaire a Myszy mer 112 

Stfzei&kki Kazimierz Notatki antropologiczne. 

Noticee aiithropologiąues 630 

Kolor oezn i wtoflów n luiln naszego. 

La couleur de^ yeiix et des cbevoux 

chcz Kc peuple poionaia 6S7 

Traczyk Joachim Z okolie Babiej góry. (Z melodjami), 

Les euvirons de Babia Góra » .... 75 

Udziela Seweryn Opowiadania Indowe ze Starego Sącza. 

Karrationa popoluires notćes a Stary Sącz. 100 
Wasilewski Leon Dział etnograficzny na wystawie lwowskiej - 

SectioD etlinograpbique ^ roxpoaition de Lćopol 203 

Wasilewski Zygmunt Wystawa etnograficzna w Warszawie. 

Exposition etbnographique a YansoTie. 218 
Wawrzeniecki Marjan O „faaie." 

Le toDnean de aorciSroa 117 

Wiercieński Henryk Ze starych szpargał &w. 

Qiie(qnes yieiUes paperaases . , . .534 
Wierzbowski Teodor Dawne pieśni. 

YieJUea chansone S82 

Wilanowski Michał Kogi jelenie. 

Lea boia de cerf 114 

Wilorl Jan Litewska apolnota rodzinna, 

Communaute de familie od Litbuanió , , , . . 1 
Zieliński / G, ,,0 fasie." 

Le toDooau do Boroi^res « . S8:l 



Zieliński Władysław Kornet Pochodzetiie i niektóre iwy- str^ 
czaję Cyganów polskich. 
Provonance et usageti do Tzi^fines pulonais 529 

Poszukiwania' 
Recherchfis et enąuefes. 

L Lecznictwo lądowe. {Przyczynki Zofji Staniazewiklej, 
Pawia PHclity, ka, Wl, Siark owakiego, Ignacji z Pij|t- 
kow^kicli Kuczborakicj, Heleny SarnowwkŁCJ^ Szczt^sne- 
go JaHtrz^bowflktegu, J. 3. Ziemby, Romualda Oczy* 
kowBkicg|, Zofjt A. Koweidkioj, Jana Witorta i Ro- 
mana Zwi[i^kakie^i>). 
Mcded§P popuUire, U2, 401, 588, 806 

Ii. ObB^pF etnograftczny. (Przyczynki Micimła Witatiow- 

Bki^D i Uomana Zawili uskiego), 

Notre territoire eth[iograp]iique * » i. , * , fi91, 810 

III. Kula. (Przyczynki J. Karłowicza, li. O czy ko wa kiego, 

Uje roni ma Łopacifisklego [R, Lubicza], WL R. Kor,) 

Le baton curamo circulaire 127, 361-3^7, 402, 5ił2j filO 

IV. Chata. (Przyciynki Z, StanissscwBki*?j, H. Łopacifiakie- 
go, B, W* K., M. Witano wakiego). 

La chaumińre polonaiae 127, 402, 593 

V- Przysłowia. (Pri&ycEynki Włodzimierza BugLa, Staniała - 
wa Cerchy, Leona ITempla, Wł, Koaińakiego, Whidy- 
aława Nieiliiwiedzkiego, Aleksa mira OsipowiczH, ka. Wt, 
Siarkowakiego, Zygmunta Wasilewakicgo). 
Les proverbe3 . 129, 403, 593, 811 

VL A pochylone, (Przyczynek U, Łopacii'»Bkiego)* 

l^e Yoyelle J Jana It; patuia polonaia 4l5 

VIL Zwyczaje prawoe, (Przyczynek B. W, K,) 

jBiiges jnridiąiiea 220, 415 

IX. Poglądy lądu iia przyrodę, (Przyczynki Z, Stani- 
azewakiej, B. W, K., R. Oczykowakiego). 
Idćes cl u peupic sur Ja niiture . . . > I BO, 415, 593 

X. Nazwy topograficzne. (Przyczynki Z, Staniazewakicj 
i Wincentego Roiiia/a). 
Noma tapogrnpliiqiie*» .--.,.,,. 130, 811 

XIL Niecenia ognia £a pomocą tarcia. (Przyczynek U. 
Lopaciuakie*;tł), 
Feu par Iriction 812 

XItI. Pamięć o zmarłych. (1'rzyczyuki Z. Stanlsccwakiej 
B. \\\ K.) 

Le jgur doa morts t . . . ...... 131, 593 



XIV, PisaDki. (Pr/.ycxyiiki B, W, K., M» WiUnowakiogo). str. 

LeB oeofa pcinte . * • , 415, 594 

XVIIL Sobótka, (Przyczynki Z. 8tiiiil'łacwekiej, TT. Łopaci si- 
akiego, J, S, Ziemby^ M. Witanowakiego, Blaiąja Pu- 
wltiwipza). 
La V6ille do lu Salut Jean . * . . 131, 415, 594, 812 

XX- Szwedzi, Tatarzy i Taiey. (Przyczynki I{^n, 7* Piijtk. 
Knczborakifij, M. Witano wski^^o, J. KarTuwieza^ H. 
Oczykow&kiego, W. Ronisza). 
Lea SiiódoiB, le^ Tartarca et lea Tiircg dana la tradj- 

tion populairfl, , , 132, 416, 594, 812 

XXI. Kołysanka ludowa. (Przyczynki Z, A. Kowcrakiej, 1. 
z P* Kaczborakiej, IT, CliamskteJ, Marcina Kopca, J. 
Karłowicza). 
Une bercense populalre . , 1^2^ 4t 6 

Bibijografja, krytyka i wiadomości bieżącd. 
Bibliographie, critique at nouyelles- 

Ad alb o rg S, Księga przysłów, przoz (par) J, Kftj-hickza, 136. 
— T, A mira K. Thierstrafen n, Tbierprócesse, przez C. W, ICO* — 
Borchardt W. Die sprichwOrtlicIien HedenBarten im dcntnchen 
Yolktmunde, przez iL L^hicia 426. — C i sze w sk i S, Krr\kovffia<\y, 
przez Jana Knr łowicza 596. — Ccruy A, Rllznc listy o Luziny, pr, 
B. Grabft wsJckffo 1 3 8 . — [> a n i i ó w (J f lara k t er y aty k a an im p o1 o f,^ i c z n a 
i fizjcilogiczna wapółczeanej Indnoścf Pereji, przez W. OUcJmowiczn 
8:^0. — Dingettitedt Le rtjgime patriarcal ot le droit eontiimicr 
des Kirgliiz, przez M. Jaiowia 166. — Eigbt annual report of tlie 
Burean of Etljnology, przez L* Ktz^jwicki^g^ 816» — Iwanow 1\ Opo- 
wiadania ludowe o domowyali, leszyeb, wodnikach i raaałkach^ prze^ 
R, Lubicza 434.^ — Jaatrebów Materjaly do etnogr.iłji Noworosji, 
przez WhdzifnieTzu Buylu 60l, — JoHiiok E, Zaparaenouty koiit 
Blovanskyi przez Br, GrnUiiaskitgo 4t)0, — Ivr aaz e wa k i J. J, Wy- 
bór pi&ro, t, Vj p, /?, Lf^hicza 151,—Matyaft K. Podania ze Szcze- 
panowa^ przez Jona Knrlowiczn 429* — Te nie Zapiiiil:, Popielec, 
Wielkanoc w Tarnobrzeskim, przez Juna Karhutitza 60(J, — MedievAl 
Lorę, przez Z. A^ Kay^crshi 813. — Mocznieki Ślady InJowt^j Bi- 
blji w Blowiańikina i ataroriiakim piśmiennictwie, przez i?, LMezij 
821, — Pawińskt A. Młode lata Zygmunta Starego, przez H. Łv- 
pacińshiego 163. — He yinoii t W. Pielgrzymka da Jasnej Góry, przoz 
E, WaiHew^ikiego 42^. — ■ U u land W, Legiendy nadrei'jHkie^ przez 
J?, Lulicia 427, — SeveiiŁ annual report of tlie Burea<i of Etlm^dogy, 
przoz L, Krzywictieff^ 156.- — Spia miejacowości zaludniouyclj w gub. 
liadomakiej, przez S. Ja^trz^hotcskUgo 432, — Sntnc^ńw M Bajki ma- 
tom skie według zbiorów Kolberga i Moszyńskiej, przez //. jsupaciĄ- 
skif*/o 433. — T e u z e Kozbiór prac etnograficz. E. Koman o w a, p. IL 
Ł&pacińtkicgo 433. — S Wiatek J« Lud oadrabski, przez J, Karhttkza 
59S, — Zbiór materjalów do opisu miejacowoŚci i plemion Kauka- 
£0, przez J^ S. ZUmLę 821^ — Zograf JS, Badania antropometryczne 



wielkoruakiej Indnośc! gub. Wlodzimieraldej^ J&roaławakiej i Eo- 
»trom8kiej, przez Wladijniawa Olechnowicza 604. 

Przegląd czaiopism (Rcvtiq d6ep4riodiqnefl): Alt- 
preussiaciie Monatsschnft, 1892 i 1893* przez /, F. Oafslera 182, 
825.--Arcliivio per \q studia delie tradizioni popolari, 1894, przez 
Wairrję MaTrenoipą 167, fiOT, — BIUSZCZ, 1S92, przez /. Woianom- 
skicgo 624.— Biilletin de Folklore, 1891 — 1892, przez Z. A. Kower- 
$ką 822,— Óeaky Ud, 1S94, przez J. R GafMUfa 435, 820.— Etno- 
graficzeskoje Obozn, 1891 — 1 892 j przez S. Jastrzębowskiego 186,834, 
— Filologiczne zapiski, 1893 -1894, przez J?, Lubicza 441.— Folk- 
Lore, 1893 — 1894, przez Z. A. Koweirtką 180, — OazeU LubelBka^ 
1^92^ przez Ignacego Woianowskiego 445. — Gflzeta Swiąteezna, 1894^ 
przez Z, A, Koweraką 200. — Grodzieńskie gubernjalne w i ad o mole i, 
1835, przez W. Ranisza 442. — Gazeta Warszawska, 1895, przez 
tegoi 448, — IzwiesŁija Ros. To w. GieograBcznego, 1894, przez W. 
Nałkowskiego 437, — Kij Owaka Star i na, 1894, przez Rafuia Ltihicta 
017.— Krok, 1894, przez tegoi 185. — Łuitca, 1894, przez legni 185. 
— Ruski iilolngiczny Wiestnik, 1893—1894, pr»ez Ugoi Q23. — Sbor- 
nik charkowskiego Tow. historyczno-filologiezoego, 1892—1893, przez 
Ug&£ 441.— Wszechświat, 1892 — 1893, przez O. Toiwińskitgo 198, 
443, — Zapiski uniweraytetn noworosyjakiego, 1893, przez R^ Lubi' 
cza 442-— 2oitschriit des Yereina fllr Yolkakundc, 1891 — ^1894, przez 
J* K Gajslera 184, — Zeitsclinfl fur Etlinologiej 1894, przez i^goi 
6 IG. — Żurnal minist nar. pros w., 1894, przez /?. Lubicza 828. 

Nowoj^ci (N o a vean tes): Ludoznawalwo i rzeczy ludowe 
(othnographiąues et folkloriłinea) 202, 449, 626, 838, — Wi&roznaw- 
stwo (mythologiąues) 205, 450, 027, 842, — Dzieje cywilizacji i kul- 
tury (de JMiistoire de la civjlisation) 206, 459, 628, 842,— Gicogra- 
Qa i podróże (de góographie et dea voyagegJ 207, 451, 629, 844. — 
Nowoaei księgarskie (Nouveautea de librairie) 221, 453, 640,884* 

Melodje ludowe (Melodies populaires). 

„Oj na górze» na górze.,." 79; ^Moja matka Budzowianka.,/' 
80; pieśni na Cemat ,, Króla Leara" 106; kołysanki 132 — 135^ 
410 — 419; pieśA o Starej ko walce 467; podkoaiotok 499; 
pieśń dożynkowa 538; „Jaaio konie poił..," 647, 651, 653, 655; 
„Oli moja oU, studzionccka w roli..." 659; „Dała ml^ matoła daleko 
od aiebic." 669. 

^ Rysunki (Gravure8). 

Szopka w Myszyńcu (I je theatre populaire a Myszyniec) ob- 
jaAnienie (explication) 112. — Plan chaty w Gródku Kadbuinym (plan 
de ła cliaumii^re a Gródek sur Dug) 128. — -^ Krywnie (łes biitoiis 
comme circulaire), 2 tali, rys. łi, l-iątkowskiego^ w zeiz* 2-im, do 
str. 361 — 397,— ^biór włościan w pow. Nowomińakim (Costumes des 
paysans dana lo distrtcŁ de Nowo^Mińak); objaśnienie (explieation) 
584.— ^Wieśniaczka z Chociwia (Une payaanne de Chnciw), rys. A, 
Golańakiego; obja^Dicnie (ezplicatioo) SB^, 




<s/zc^iAtz ta- Q/^^ozyoiecc. 



LITEWSKA SPOLNOTA RODZINNA. 




aleźycie bodaj ndowodDioujm jest fakt^ 
że wezystkie ludy aryjskie w BWym roz- 
wojn dziejowym przeazly przez szczebel, 
zwaoy „ojcowskim ustrojem rodowym;" po- 
zostałoHci jego spatykamy na każdym kro- 
kUj zarówno o podnóża Himalajów'), jak 
na brzegach oceanu Atlantyckiego. 

Do nich niewątpliwie należą „spoino^ 
ty rodzinne/' noszące nazwy różne: „za- 
dr agi/ „skupBzczyzny" itd* u Słowian po- 
łudniowych, f, wielkiej rodziny"— n Wielko- 
rtiflów, ^jCompanias de Galicia" — w Galicji hiszpańskiej itd>; do 
niedawna jeszcze istniały one we Francji, gdzie zwano je 
„Parconn eri es.' ' ^J 

Ma Biq rozumieć^, te spólnotj rodzinne znajdują się w roz- 
maił} eh stopniach rozkładn 1 zanikn. Proces ten jesi ściele zwią- 
zany z rozwojem gospodarstwa wymiennego; tak np. kwitną one 
w Fendżabie, zanikają istopniowo w Rosji, Chorwacji, Bośni, 
Hercogo winie, Czarnogórzu i Bulgarji, a gdzieindziej znowu spo- 
tykamy się z niemi, jako pozostałościami azczątkowemi O w 
proces ich rozkładu i zanikania, moim zdaniem^ odbywał się 
przewainie w dwóch kierunkach: a) stopniowego zjednoczenia 
w ręku zwierzchnika spólnoty pewnych praw jej członków po* 
szczególnych, i b) podziału epółnoty na gospodarstwa i rodziny 



*) Pun/abe Custojnary £aw?, II, fltr. lO. 

*) Kariejew, Włościanie we Francji, str, 143, 

Wuia u IX zuz* 1 



2 JAW WITORT 



OBobiste. J^k b\^ zdaje^ kiGmnek pierwszy przeważał wprmd- 
Dio^ gdy d?.iś dzieje Bią odwrotnie; mówię tu o Litwie włańoi* 
wej, nie wyłączając Zmujcizi. 

Od swych sąsiadów zachodni cb Ind litewski odróioia się 
j^nacsnie większym konserwatyzmem, spotęgowanym zreeztfj 
przez dzieje i okoliezDości zewnętrzne; to tei śród niego spoty- 
kamy eię ze zjawiskami i pojęciami niemal z doby matrjar cha- 
ta, tudzteź z tych czasóWj gdy „powstał r6d przeciw rodowi** 
i „nie było sprawiedliwości." ^J 

Faktem jest, ie zemsta rodowa dotąd nie znikła doBzczęt- 
niej tu wystarczy jeden przykład. Działo się to w pow, Tel- 
szewskim w paraiji Kołtyniańskiej. Obie strony pozwały swych 
krewnych, naszących to samo nazwisko^ a uzbrojonych w kło* 
nice, i stoczyły walkę zaciętą. Zwycięzcy spustoszyli mienie 
zwyciężonych, ^jak Kiemcy:'' porąbali okna, drzwi i podłogi, 
oraz meble, zniszczyli piece, poobaiali płoty i parkany, poroz* 
bijali naczynia, powycinali drzewa owocowe, pojmane kobiety 
i dzieci oówiczyłt agrestem, a w zakończeniu,., puścili swoje 
świnie na ziemniaki zwyciężonych (Kołtyniański sądwh, 1888 r., 
nr. 118)^ Takie zajścia zdarzają się co czas jakiś; wypada 
w nich widzieć pozostałośó szczątkową ojcowskiego ustroju ro- 
dowego, 

Ale mamy jeszcze inną, a mianowicie^ spólnotę rodzinną. 
Spotykamy ją w całej gubernji, ale w fonnie najczystszej prze- 
watniś na pogranicza Kurlandzkimj w powiatach Szawelakioi 
i PoniewicBkim, Taka spólnota rodzinna składa się zwykle 
z ojca rodziny i jego żony, synów żonatych i kawalerów, córek 
zamężnych i panien^ zięciów, wnuków, a czasem i osób adopto- 
wanych, chociaż rzadko. Ci ludzie zwykle mieszkają razem pod 
jednym dachem, wspólnie wytwarzają i używają^ podlegając 
ściśle władzy patrjar chało ej swego zwierzchnika; wzajemna so- 
lidaniość społeczno-gospodarcza łączy ich w jedną całość. Każ- 
da taka spólnota rodzinna posiada mienie wspólne, dó którego 
należą: grnnty, zabudowania i narzędzia gospodarskie, bydło, 
inwentarz żywy, zapasy zboża, żywności, lnu, wełny itd., sło- 
wem: wszystko, co jest konieczne do wytwarzania, oraz zaspo- 
kajania potrzeb jej członków* Mienie niernchome nie ulega 



") Latopis Nestora {^Pomniki dziejowe^' A, Bielowskiego, t. I, 
fitr. 56i). 



SPÓI.NOTA LITSW8KA 



alJeDaeji; stanawi odo własność nie tylko pokolenia obecnego, 
ale i wszystkich przyszłych... wedle zamierających pojęć ludn; 
zresztą samo prawo pisane wzbrania sprzedaży grnntów nada- 
nych do nkończenia wykupu. Mienie zaś ruchome spólnoty mo- 
ie być zawsze aljenowane... wedle widzi-mi-się jej zwierzch- 
nika. Ale oprócz mienia wspólnego, stanowiącego własność 
ogólną^ każdy członek spólnoty może posiadać własność oso- 
bistą, ruchomą i nieruchomą, którą może rozporządzać dowolniej 
należą do niej fipadki^ darowizny, rzeczy znalezione; posag żo- 
ny 1 wogóle tOi co było nabyte bez żadnej pomocy ze strony 
spólnoty. Zarobek osobisty stanowi własność prywatną, gdy 
członek spólnoty wydala się z powodu kłótni wewnętrznych; 
w razie przeciwnym, przelewa się do kasy wspólnej. Zdarza 
się, iż z powodu nadmiaru rąk roboczych lub też przyczyn in- 
nych, sama spólnota wysyła swych członków dorosłych na za- 
robki postronne, które wówczas stanowią własność wspólną. 

Każda spólnota rodzinna posiada swego zwierzchnika 
zwanego zwykle gospodarzem (gospodoris); bywa nim zawsze 
najstarszy członek rodziny—ojeiec; tylko w razie starości, nie- 
dołęstwa, choroby itd* zajmuje kto innjr jego miejsce, ale 
według porządku starszeństwa; wybory są zupełnie nieznane. 
W razie braka dorosłych członków spólnoty, zwierzchniczką jej 
może zostać kobieta, ale tylko do osiągnięcia pełnoletności ja- 
kiego bądź kierownika^ jej członka; zdarza się to jednak bar- 
dzo rzadko. 

Prawa zwierzchnika spólnoty są obszerne a ważne; można 
je podzielić na majątkowe, gospodarcze i społeczne. Przede- 
wszystkim zupełnie niezależnie rządzi on mieniem wspólnym, 
sprzedaje i kupuje co mu się podoba; dowolnie rozporządza 
dochodami wspólnemi; może zawierać umowy rozmaite, wyda- 
wać weksle, obligi, zaciągać pożyczki itd.; kontroli żadnej 
nie ulega. Wszakże przypuszcza się, że zawsze musi on dzia- 
łać dla dobra całej spólnoty, nie zaś wyłącznie własnego. To 
samo zastrzeżenie stosuje się i do jego praw gospodarczych, 
które wogólności są nieograniczone; wprawdzie w razie zmian 
walnych w gospodarstwie lub wypadków nadzwyczajnych od- 
bywa się zwykle narada, w której biorą udział wszyscy do- 
r<)śli członkowie spólnoty^ ale z głosem tylko doradczym. Taki 
zwierzchnik posiada i pewne prawa społeczne: on reprezentuje 
gpótnotę w oczach władzy, oraz na zebraniach gromadzkieh 
i gminnych; odpowiada za opłatę akuratną podatków i wyko- 



JAN WTTOHT 



Danie powinnoćei natnralnyeh, które rozkłada pomiędzy nieżo- 
natych członków spólnoty; czasami nawet, ehociai jnź bardzo 
rzadko, jegt odpowiedzialoy za ich wykroczenia. Karać jednak 
nie ma prawa nikogo; nie może równiei krępować wolności 
OBobiBtej dorosłych członków erpólnoty luh ogratJiczaó prawa ro- 
dziców. Sama treść władzy takiego zwierzchnika jest przewai-^ 
ni€ natury moralnej, opiera %i% bowiem na szacankn^ poważa- 
niu, miłości i zaufa nin; nie należy jedoak zapominać, źe wszel- 
kie wykroczenia przeciwko niemu sądy włościańskie karzą sn- 
rowo, zwykle nie pytając wcale: „Kto winien?*' 

Takie są prawa zwierzchnika spólnoty, a oto jego obo- 
wiązki: Przede wszystkim, rządząc i gospodarząc dowolnie, 
winien on mieć na okn interes spólnoty, opłacać za nią podat- 
ki państwowe i gminnOi doglądać akuratnego wykonywania po- 
winności naturalnych, troszczyć się o dobrą sławę, oraz o dob- 
ry byt moralny i materjalny jej członków^ zaspokajać ich po- 
trzeby wszelkie^ nie wyłączając odzieży i obuwia, słowem; nie 
opuścić ani jednej sposobności, którą możnaby hyło obrócić na 
korzyść ogólną. W razie nadużyć zwierzchnika spólnoty, jej 
członkowie zwracają się zwykle ze skargą do zebrania gro- 
madzkiego lub gminnego, które ją rozstrzyga, oraz uchwala, kto 
ma zająć miejsce osaoiętego, a raczej zatwierdza jego zastępcę. 

Drugą osobą w spólnoeie po zwierzchniku jest jago żona, 
„gospodyni/' Stoi ona na czele ^gospodarstwa kobiecego; do- 
gląda porządku i czystości w chacie, warzy strawę, piecze 
chleba sporządza zapasy żywności, przedzie len i wełnę, tezę 
płótno i tkaniny rozmaite (jej obowiązkiem jest zaopatrzyć 
wszystkich w potrzebny zapas bielizny t od/.ieży), uprawia ogród 
warzywny, pielęgnuje ptactwo domowe itd. Je6H w spólnoeie 
jest kitka kobiet, to dzieli ona pomiędzy niemi roboty domowe, 
dogląda ich wykonania i wogóle posiada pewne pierwszeństwo: 
zwykle też odpowiada za postępowanie moralne kobiet i dziew- 
ciąt epólnoty, chociaż karać uikogo nie może. Ma swoje do- 
chody własne, które obraca tia potrzeby gospodarstwa kobiece- 
go; do niej bezwarunkowo należą: nabiały ptactwo domowe, 
trzoda chlewna, cielęta, ogrodowiny, owoce i jag;ody, zarobek 
osobisty itd.: niemi rozporządza zapełnię dowolnie. Znaczenie 
takiej ^gospodyni" w spólnoeie zależy przeważnie od jej przy- 
miotów osobistych; kobieta stateczna a leciwa ma glos we wszyst- 
kich sprawach, obchodzących ogół; zdanie jej cenią wysoko, 
a ją samą otaczają czcią i szacunkiem. 



LITEWSKA flPÓLNOTA 



Prawa i obowtąski pozostałych członków spólnotj zależą 
przede wszystkim od płci i wiokn; wogóle męiezyini mają wię- 
cej praw niż kobiety ^ ale zajadą ogólną jest, te każdy lub 
każda (z wyjątkiem mężatek) może dowolnie rozpor/ądz^ać swo- 
ją osobą w razie pelnoletoaici: wolno jest w każdej cbwilt 
opnlció spólnot^^ szukać zarobka postronnego, zająć się rze- 
mioflłem, handlem, pójdó na ^łnibę, ożenić się itd* Każdy może 
posiadać własność oBobistąf o czym jni wspomniałem; każdy 
posiada jednakowe prawa i obowiązki, wszyscy albowiem są 
równi; żonaci nie mają żadnych przywilejów szczególnych. Spoi- 
no ta jest obowiązana zaspokajać ich wszystkie potrzeby ma- 
terjalne i moralne (z kasy ogólnej aą opłacane chrzty, pogrzeby, 
61 aby itd.), ft w razie choroby, niedołęstwa, staroM Up. zapew- 
nić opieką i utrzymanie; osoby, wzięte do wojska, lub wogóle 
znajdujące się w położeniu wyjątkowym, mają prawo do po- 
mocy doraźnej. Wszyscy mężczyźni dorośJi uczę tętniczą w na- 
radach gospodarskich, ale z głosem doradczym. Obowiązani są 
oni Ućpo sluohać zwierzchnika spólnoty^ szanować i miłować 
go, spełniać jego rozkazy, pracować wedle sił i zdolności, sło- 
wem: dbać o dobro wspólne, jak o własne. W razie klęski cięż- 
kiej, np. nieurodzaju lub pożaru, moralnie winni oni pomagać 
spólnocie ze swych funduszów prywatnych. Biorą też udział 
w podziale mienia wspólnego, chociaż w stopnin niejedna- 
kowym. 

Prawa osobiste kobiet spoino ty są niemal takie, jak i męż- 
czyzn; tylko mężatki są poddane zn pełnie swym mężom. Ich 
prawa majątkowe są nader ograniczonej wszakże własnońć pry- 
watną posiadać mogą. Do nich należy to, co moie stanowić 
własność prywatną męską; kobietom również służy prawo do- 
wolnego rozporządzania. Wyprawa dziewcząt j składająca się 
z pościeli, bielizny, odzieży itd., stanowi ich własność bezwa- 
runkową; mają też one prawo do posagu. Wdowom po człon- 
kach spoino ty, gdy uic chcą w niej pozostać, wydają się z wy* 
kle do czasn zamęicia powtórnego nicjakio środki dożycia 
w naturze, np, 5—10 pudów żyta, po kilka purów jęczmienia, 
grochu itd. Oprócz tego każda kobieta zamężna, chociażby ich 
było kilka w spólnocie, posiada rmj ogród warzywny, siiwj^ 
ptactwoj trzodę chlewną itd., któremi rozporządza dowolnie; do- 
chodem z nich opędza swe potrzeby osobiste. 

Obowiązkiem kobiet jest pomagać gospodyni głównej, żo- 
nie zwierzchnika^ w jej zajęciach^ słuchać jej i szanować, pra- 



JAK WITOBT 



eować w ogrodzie i w pola, doglądać inwentarza iywego, po- 
magać mętez^yznom w niektórych robotach gospodarskich itd. 
Kobiety spólnoty są zwykle albo krewnemi zwierzchnika^ albo 
powiDowatemi (Bynowie); ich kłótnie wzajemne, tndziei niepo- 
rozumieDia ze świekrą, często aniemożliwiają pożycie w spól- 
nocie, co &ię zresuą dzieje i gdzieindziej. 

Opir6cz krewnych spotykamy wspólnotach i powinowatych, 
tj, zwykle zięciów, pochodzących z włościan mało lub zupełnie 
bezrolnych; oaleią oni, jak i osoby adoptowane, do składu spól- 
noty, posiadają wszystkie prawa i obowiązki jej członków; tyl- 
ko w razie jej rozpadnięcia się nie biorą udziału w podziale 
mienia nierachomego, gruntów i zabudowań, chociaż zdarzają 
się wyjątki. 



W takich spólnotach rodzinnych ani postępowanie spad- 
ków e, ani dziedziczeDie, mówiąc ściśle, nie istnieją, zrzeczenie 
się albowiem władzy przez zwierzchnika, czy też usunięcie go, 
albo wreszcie śmierci prowadzą tylko do zmiany osób, ale nie 
kładą kresa ich istnieniu; następuje on dopiero w razie podzia- 
łu, którego można dokonać tylko za zgodą wszystkich pełnoleł" 
nich m^tczyzn^ członków spólnoty. Do niedawna podziałem kie- 
rował iwierzcłiDik, zwykle głowa rodziny, uwzględniając war- 
tość moralną członków spólnoty, ich potrzeby materjalne i po- 
łożenie (np, liczbę dzieci), oraz prawo pierworodztwa i zwy- 
czaje inne. Zdarzało się, że syn nieposłuszny, ,,kumpinikaB," 
nie otrzymywał nic zgoła; dziś to znikło; zasada równości bie- 
rze Btanowczo górę. Podziałem teraz kierują komisarze włos* 
oiańscy^ osobno wynagradzani. Przedewszystkim mienie ocenia 
Bię bardzo szczegółowo i dokładnie; potym zawiera się umowa 
wzajemna w sprawie uregulowania długów, opłat pieniężnych 
i powinności naturalnych, obarczających grunty. Jeśli zaś oka- 
żą się kapitały w gotówce, to po opłaceniu długów, reszta ich 
idzie na posag daewezętom. Mienie ruchome, po odtrąceniu 
Ł zw, ^fposagów zlęelowskich*'^), dzieli się na części równe, ale 
przed podziałem robią z niego zięciom i osobom adoptowanym 



^) Mienie małżonków— mowa o ruchomym —jest wspólne; skła- 
da się ono z części iony i męża, które lud nazywa bez różnicy 
^posagami;'' atąd w aktach sądów włościańskich mówi się o „posa- 
gu męża^ Itp, 



SPÓLNOTA. LITEWSKA 



darowi ZDj szczodre* Bnohomości, które nalegały do kobiet lab 
przed ruioiy wytworzoae pracą kobieeą (zapasy lou i wełny, 
płótna i tkaniny), wogóle dzielą sią tylko pomiędzy kobietami 
i dziewczętami. Zona zwierzchnika spólaoty, zwykle babka lab 
matka dzielących mą^ oiiiada przy jednym z nich, który z tego 
powodu otr sytuuje część większą niż inoi. Dziewczętom w ra- 
choDłościach i gotowi^tiie wydają aię posagi odpowiedaie; w po- 
dziale DiernchoiDOiiei nic biorą one udziału. Zdarza Bię jednak 
czasami, że kobiety zamęine, wypoi^ażone uprzednio córki Inb 
wnuciki zwierzchnika, otrzymają kawałek grantu, jeśli należały 
razem z mężami do spólnoty. Przy podziałach iadoyoh obrzę- 
dów symbolicznych nie zacłiownją; nie jest tei wymagane po- 
zwolenie gromady lub gminy. Ziemię dzielą na tyle częSei 
równych, ilu jest członków spólnoty bez zięciów i osób adopto- 
wanych; różnice możliwe w wartości tych działek wyrównywają 
pieniężnie; teD tylko, przy kim osiadają kobiety spólnoty, otrzy- 
moje dział większy, Po ukończenia podziału, żadnej własności 
wspólnej nie pozostaje z wyjątkiem chyba pastwij^ka, którym 
często podzielić się nie można z powodu warunków fizycznych. 
Zabudowania gospodarskie dostają si<j zwykle najsŁarszemn 
członkowi spólnoty, który spłaca ich wartośó; jeśli we władania 
wspólnym był młyn, to przechodzi on na własnośó tego, który 
pracował w nim, wszakże z obowiązkiem wynagrodzenia pozo- 
stałych. Żołnierze nieobecni, oraz dzieei zmarłyeh członków 
spólnoty, otrzymają też działki ziemi, ale mniejsze. 

Dawniej umowy podziałowe zawierano bez żadnych for- 
malności prawnych; dziś są zaświadczane rejentalnie. Zdarta 
się, chociaż bardzo rzadko, że zwierzchnik spólnoty z różnych 
przyczyn zgadza się na podział, ale mogąc jeszcze pracować^ 
wymawia sobie kawałek grunta i nieco statków gospodarskich; 
budują mu chatkę osobną, za co musi ^^odrabiać dni." Nazywa 
flię to i^osadzeniem na kącie" lub „sprowadzeniem na kąt/' 

W chwili obecnej podziały spoino t rodzinnych są na po- 
rządku dziennym; ^(łożyło się na to wiele okoliczności, o których 
mówić tu nie miejsce. Wskażę tylko dwie przyczyny główne: 
przeobrażanie się stosunków ekonomicznych, którego treścią jest 
zamiana gospodarstwa naturalnego towarowym (zamiennym), 
oraz wyzwalanie się osobnika z pęt tradycji..* Wzrastająca 
ilość podziałów oddziaływa ujemnh na dobry byt ludu. 

Dziś jaż spólnoty rodzinne, uwłaszcza w formie opisanej, 
naleią do wyjątków: rodzina mała, ^złożona z matki, ojca 



^iE^ 



8 JAK WITDItT 



i dzieei, bierze przewa^n Btanowezą w życin. Formy nprzednJe 
poiycia rodzinnego znikają coraz częjoiej. Za lat kilkadziesiąt 
Bpńlnota litewska bidzie jnź nalef.a1a do przeszłością jak i po- 
krewne jej formy; zadrugi seibskie^ skupsz czyny cliorwackie, 
wielkoruskie „wielkie rodziny," ,,paTC0Tinerie8** francuskie itd. 

Ich pokrewieństwo blizkie, zwłaszcza zadrngi potndniowo- 
filawiańskiej i wielkornskiej „wielkiej rodziny/' z litewską BpÓl- 
notą rodzinną odraza rzaca B\q w oczy, albowiem rysy zasad- 
Dieze: wspólne władanie ziemią, wytwarzanie i spoiywanie przez 
blizkiek krewniaków w lioji męakiej (agnatów), mieszkających 
razem pod władzą głowy rodziny, — spotykamy w nich jasno wy- 
raione; nawel oznaki drugorzędne: zakaz aljeDacji nierncbomo- 
^ śej, granice i sama trefić władzy ich zwierzchników itd„ są 
jednakowe, jeśli nwzgl^dnimy warntiki historyczne i miejscowe, 
knltnrę itd. 

Sądzę, źe owe różnice^ o ile istnieją, moźnaby sprowadzić 
do rolnego stopnia rozkłada tych itistytneji, nwarnnkowanego 
przeszłością dziejową i teraźniejszością. Oczywiście, zamiaru 
podobnego nie żywię. Dla porównania jednak litewskiej spól- 
noty rodzinnej z instytncjami pokrewnemi^ przytaczam ich opi- 
sy, acz bardzo pobieine. 

O zadmdze poluduiowo-slowiatskiej, mniemam^ pisaó nie 
trzeba^ albowiem czytelnicy Wisly^) znają bez wątpienia piękne 
stadjnm p. B, Grabowskiego o niej, ongi zatnieezczooe w tym 
piśmie. Przechodzę tedy do wiclkoraakiej „wielkiej rodziny/ 
Cześó jej odkrycia należy do Orszańskiego^ a głównie do Ale- 
ksandry Jefimeńkowej (por. ^,ZaBada pracy w ludowym prawie 
zwyczajowym,'' Slo-mo^ 1878 r.), ale oboje nie zrozumieli treści 
zjawiska dostrzeżonego; teorja, broniona przez nich, otrzymała 
nazwę ^teorji panowania pracy w rodzinie wlońciańskiej/' lob 
krócej: j^artelowej;*' zasadą jej jest przyrównanie rodziny chłop- 
skiej do arteli lądowej. 

Głośny prof. I^achmann streścił podstawy główne tej teorji 
w sposób następny: u} zasada pokrewieństwa nie stanowi pod- 
Btawy rodziny chłopskiej, lecz jest czymś przypadkowym, b) 
władza głowy rodziny warunkuje się spólnością gospodarstwa? 
cj mienie rodzinne należy do członków wszystkich, dj udział 
każdego w nim określa się ilością pracy wyłożonej, nie zaś 



*J WUki, ra, 31* 



SPÓLKOTA LITEWSKA 9 

węzłami krwi, i e) prawo na wydział fltoeowtiej części mienia 
\Tftpólnego należy do każdego crJanka i zawsze może być urze- 
czywistuione, nawet pomimo woli głowy rodziny. 

Ka zasadzie olbrzymich materjałów, zebranych przez ko- 
misję w sprawie reformy sądów włościaóskich, wspomniany pro- 
fesor odrzocit tę teorję z powodów następnych: a) rodziny, we- 
dle pojęć ladn, nie możni przyrównywać do arteli, gdyż pierw- 
sza jest oparta na związkach krwi, drnga zaś na nmowlef b) za 
życia ^lowy rodziny jej członkowie mają tylko prawo nżywal- 
noSci mienia wspólnego, nie zaś rozporządzania, i c) ndział 
w mieniu pozostałym określa się pokrewieństwem, nie za4 ilo- 
ścią pracy, bliżsi bowiem krewni osuwają dalszych. Udział osób 
adoptowanych w mienia wspólnym tłumaczy się pokrewieństwem 
fikcyjoym (adoptaeją}. 

Okazało się obecnie^ że miał slnszność prof. Paehmann^ 
nie zaś p. A- Jefimeńkowa. Taka „wielka rodzina'' składa się 
z kilkn lub kilkonastn krewniaków, mieszkających razem z ro* 
dżinami w jednym domu pod władzą osoby bądi najstarszej 
wiekiem, bądź obranej. Zakres władzy takiego kierownika spól- 
noty jeat bardzo obszerny: dogląda on porządku i ładn^ wska- 
zuje roboty, pilnuje ich wykonania, rządzi wspóloym gospodar- 
stwem i mieniem, płaci podatki itd. Po jego śmierci władza 
przechodzi na syoa zmarłego lub jego brata, bądź z woli nie- 
boszezyka^ bądi z wyborów; zdarza się czasami, lecz bardzo 
rzadko^ że miejsce zmarłego kierownika zajmuje jego wdowa, 
W takiej spólnociCj gdy panuje zgoda, wszystko jest wspólne, 
oprócz bielizny, odzieży, obuwia itd,; kobiety kolejno spełniają 
najcięższe roboty, wchodzące w zakres gospodarki liobiecej; 
ulegają one władzy kierowniczki ^ coś w rodzaju j,domacicy'* 
serbskiej. Do „wielkiej rodziny/' oprócz krewnych, należą 
i osoby postroune: wyehowancy adoptowani, zięciowie itd. Mie- 
nie wspólne zawsze dnieli się na części równe. 

Takie spólnoty rodzinne spotykamy na każdym krokn 
w Kosji środkowej i północnej, oraz w Syberji. Stanowisko 
kobiet w nich jest wogóle bardzo upośledzone: kobieca cześć 
mienia wspólnego to tylko wyprawa i posag; despotyzm ro- 
dzinny^ poniewieranie godności osobistej i czci niewieściej 
(świekro wstwo, tj. pożycie miłosne świekra z synową), praca 
nadmierna itd., ciężko je trapią, to też niewiasty najwięcej 
przyczyniają się do rozpadania się ^rodiiu wielkich," czyli spól* 
not rodzinnych. 



r 



10 JAN WITOHT 



Francuskie „parconDeries," o których wyżej wspomniałem, 
władają wapóloie demią i kapitałem, a opasem prowadzą na- 
wet gospodarstwo wspólne; dziedziczenie w nicti nie jest znane, 
albowiem po ńmierci naczelnika c^ionkowie pozostali pracują 
nadal wspóloie. W „parcannerie les lacetts'^ Dnpln znalazł 
36 osób, zamieszkujących kilka bndynków, oraz widział doko- 
menly z r. 1500, w których mówi się o niej, jako istniejącej 
od czasów niepamiętnych; wedle tradycji, posiadała ona zawsze 
grnnty na prawaeh ypłasnońci, nie zad dzierżyła je od panów 
feudalnych. Do niedawna rządził niq krewniak najstarszy wie- 
kiem, a dziś naczelnik, obierany przez mężczyzn, bo oni tylko 
są jej ezłonkami; rozpór ^ąd^a się on wszystkim- gospodaruje, 
sprzedaje i knpnje produkty, moie nawet aijenowaó ziemię, ale 
w wypadkach ważniejszych działa za zgodą ogółu. Niema co 
wspominali^ ie członkowie ^par^onneries^ są krewnemi. Dziew- 
częta otrzymają tylko posagi. 

Na zakończenie kilka słów o m&ło znanych ^Gompanias 
de Galicia/* Są to spoino ty, do których należą wszyscy miesz- 
kający w jednym domu i zasiadający do jednego stołu* Wła- 
dają oni wspólnie ziemią, kapitałami itd.; czasem prowadzą na- 
wet gospodarstwo wspólne, równo dzieląc zyski i straty pomi^* 
dzy członków, którzy są krewniakami blizkiemi. Zarząd na- 
leży do naczelnika obieranego, który dniała za zgodą ogółu. 
Spoino ta rozwiązuje się w razie wygańnięoia jej członków 
w linji męskiej lub podziału dobrowolnego. 



Jan WiiofL 



PODANIA I O 




Z w. KS. POZNAŃSKIEGO. 
(Ciąg dalszy). 



XXXT, Duchy domowe, (Podania niemieckie). 

1. Smok we Wronkach. 

Pewien człowiek zamożny z Wronek kazał sobie dom bn- 
dować. Robotnica widzieli trzy razy „dzikie polowaoie" (die 
Wilde Jagd)j wpadające kominem do sąsiedniego domu. Według 
innych, smok był tam takie i zdobin bogactwa owemn ezłowie 
kowi. Haz chłopiec widziała jak smok wchodził do tego domu, 
zajrzał do wnętrza i zobaezył na utole trzy kopy zboża: psze- 
nicy, żyta i tatarki oraz szklankę z suehemi kłosami. Gospodyni 
spostrzegła chłopca i odpędziła go. Wkrótce poŁym ladzie owi 
wyprowadzili si^ z Wronek. Ustna od Niemki z Wrouek, 



2- Sparwas i Habwas, 

Jeieli rzemiedlaik nie chce pracować^ to żona powinna wo- 
łai: ^Sparwas i Habwas! (Oszczędzaj i Miej) wy dobre dachy! 
Wejdźcie do domnt Nie wypędzimy was nigdy 1^ Jeżeli się jed- 
nak iona omyli i zawoła wpierw Mieja, to nie nie pomoże^ bo 
Hiej nie przyjdzie tam, gdzie Oszczędzaj nie był. 

Okr, GnieźnieAaki, dostarczył 3. Brock. 

3. Grospodarczykt 

Jeieli Jsię koma nie powodzi, przypuszczają, ie gospodar- 
czy k (Hanskabold) jest w domu. Aby go wypędzić, mąi i iona 
ehodeą ze świecą o północy po całym dumn, mówiąc: ^Wszelki 



19 OTTO KNOOP 



dach Boga chwali," W miejsca, gdzie goBpodarczyk przebywa, 
widać wtedy plamę c&arną. Szukający wlepiają w nią oczy 
i mówi^ po trzykroć: ,,"VVszelki duch Boga cliwaliP Tenże. 



4. Kolbuk W ognin* 

Gdy się młyn 'palii w okoliciich Ryczywołu, ujrzano djabla, 
tańczącego w płomieniach* Ustne z Ryczywołu. 

5* Kot czarny. 

Niedaleko Bojanowa był młynarz^ który nehodzit za cza- 
rownika. Z jaj^ podkładanych kurom, wylęgały się robaki, a do 
sąsiada zakradał si^ kot czarny, którego żadnym sposobem wy- 
pędzić nie było można. Wybity, nie wydawał głosu i wraeał, 
WreBzeJe zabito go i zakopano w ziemi na dwie stopy gigbo* 
ko, ale nazajntrz kot zjawił się znown. Poczęto podejrzewać 
młynarza o zmowę z djabłem, Łymbardziej, że dnia pewnego 
kula ogui^ta wyleciała prz.ez komin domn, w którym kot stra- 
szył, padła na młyn i zapaliła go» Uc^. Uandtke z Poznania, 



6. Szó3ta i siódma księga Mojżesza. 

Pewien człowiek miał szóstą i siódmą księgę Mojżesza, 
którą czytał co wieczór, ncząc się z niej czarów. Raz zastał go 
przyjaciel nad księgą, a dowiedziawszy się o jej zawartością 
postanowił ją kupić. Właściciel nie mógł tego nczynić bez 
osobnego pozwolenia^ poszedł więc po nie, zostawiając księgę 
przyjacielowi, z zastrzeżeniem, aby jej nie czytał. Przyjaciel nie 
wytrzymał, począł czytać, Z początkn wszystko szło dobrze^ 
ale gdy zajrzał do środka, książka zadrżała i spadła na zie- 
mię. Przestraszył się niezmiernie i zamiast podnieść książkę 
i przeczytać na wspak wiersz czarodziejski, co było jedynym 
sposobem odczynienia uroku^ spalił książkę, której długo pło- 
mienie objąć nie chciały. O północy hałas obudził owego czło- 
wieka. Drab jakiś biały wyszedł z szafy^ na której książka 
leżała^ talerze, garnki i inne nae/*ynia kuchenne spadły na zie- 
mię i poczęły tańczyć, a kotbnk takt im wybijał. Człowiek 
wpadł we wściekłość, porwał kija i chciał bić kołbnka, ale ten 
znikh Nazajntrz w samo potndnie powtórzyło się to samo. Na- 



PODANIA T OPOWIADANIA 



It 



wet wójt i pastor nie iDOgli kofbnka wypędzić. Dopiero właści- 
ciel książki, przybywszy, powiedział nawspak wiersz^ przeczy- 
tany z książki, i czar prysuął. Ustne a Krzyia (Kreuz), 



XXXII, Skrzat albo skrzatek. 

6^ Skrzał prowadzi pijanych w bagniska, gdzie toną. 

Ustne z Hogoiria, 

/. W okolteach Gniezna Ind wierzy, źo djabel ukrywa 
się w czarnym ptaku z czerwonemi oczyma* Aby się przed nim 
ochronić, trzeba położyć się nawznak i wymówić trzy razy 
imię Boże. Wtedy wicher się zrywa i djabet ucieka. 

S, Brock w GnieiniCp 



XXXIT, Kuize płuca. 

Kurze płuca jestto strach na dzieci. Wieczorem straszą 
dzieei| mćwiąc: Idą kurze płuca ^ — albo: Idzie kurze dydko na 
słomianych notkach^ 

Straszydło to przebywa w ciemnych miejscach, najczęściej 
na strychu, albo pod dachem, i czyha ua dzieci, które same wie- 
czorem wychodzą. Gdy dziecko płac:ie, można zawołać kurze 
płuca y aby je nastraszyły. 

Strach ten powstał wskntek następującego zdarzenia: Pe- 
wien kmieć lubił niezmiernie płuca, i żona musiała mu je zaw- 
sze przywozić, gdy jechała na targ do miasta* Raz jednak za- 
pomniała o nich i aby je zastąpić, wyjęta płuca wisielcowi^ 
spotkanemn przy drodze. Ugotowała je, i mąż zjadł k wielkim 
smakiem. Ale po zachodzie słońca wisielec, który był czarow- 
nikiem, oiył i przyszedł do gospodyni, wołając: Dawaj\ babo^ 
moje plucal Kobieta zabiła knrę i dała czarownikowi jej płuca. 
Od tego czasn czarownik straszy, jako knrze płuca na słomia- 
nych nóżkach. 

Z Miękowa pod Owifiskiem, według opow, starego żebraka 
spisał naucz, Jai^zębawski w Eogoinie ^). 



*) Podobne opowiadanie jest znane w pcw. Wileńskim. — Rtdn 



14 



OTTO KNOOP 



XXXY. Ba bok, 

Babok jest straszydłem^ czyhającym nad?.ieci w zbain lub 
mieJBCach ciemnych. Straszą dziecię mówiąc: Nie płacz^ bo ci^ 
babok weźmie. Babok lubi porjwać brudoe dzieci. O człowieku 
Brnu t Dym Z6 zwieszoną głową mówią, ie chodzi jak babok, 

Naucsc. Jarzębowski z Rogoźna. 



XXXTI. Wylewaki. 

W długie wieczory Eimowe wieśniacy zgromadzają aię 
w izbie i skubią pióra albo przędą, opowiadając sobie bajki, 
śpiewając^ żartuj ąe. O godz. 10- ej podają t z w. podkurek, 
skłfidająey się z chleba i jajecznicy ze słoniną, lub t. p. No- 
wicjusza pytają, czy widział Wyiewaki. Jeżeli powie, 4e nie, 
wtedy jeden z chłopców idzie na strych, a nowicjusza stawiają 
n stóp drabiny z sitem na głowic, w które mają wlecieć wy- 
lewakij ptaki osobliwszego gatnukn. Nagłe parobczak ukryty 
na strychu wylewa na oczekującego wiadro wody. Nowicjusz 
upuszcza sito i przewraca się ku wielkiej uciesze widzów^]. 

Tenże z okolic O wińsk a. 



XXXVIL Bazyliszek. 

Bazyliszek wygląda jak kogut albo iudyk i ma plamy bia- 
łe na głowie, wyglądające jak korona, Ogoo ma węiowy, 
wzniesiony do góry, chodzi na dwóch nogach i jest żółty pod 
skrzydłami. Wylęga się z jaja, które znosi kogut dziewięcio- 
letni i zagrzebuje w nawóz koński, a ropucha je wysiaduje. 
Bazyliszek zabija wzrokiem każdego. Tenże. 



XXXTIII. Złośliwy wzrok (przyrok). 

a. Są ludzie zprzyrokiem. Na co spojrzą, to zginie; dla-^ 
tego tet mówi się często: — ,jNa psa przyrokp"" Człowiek; oa 



*) Por, WU4a, VII, 688— 589,— JSeti, 



PODANIA I OPOWIADANIA 16 

którego przyrok padnie, dogtaje undnoici, bóln glowj, febry 
albo innej choroby. Aby Bię od tego ochronić^ trzeba sobie 
obetrzeć głowę trzy razy wewnętrzną atruoą koszuli, albo wrzu- 
cić do wody trzy węgle i trzy kawałki chleba i nmyć sobie 
głowę w tej wodzie. Nauez. Śroku w Biskupicach. 

5, BAl głowy pochodzi częato z tego, że na cierpiącego 
spojrzała osoba^ która jako niemowlę była jakiś ezas odłączona, 
a potym zuown ssać zaczęła. Trzeba wtedy wrzncić do szklan^ 
ki wody kawałeczek chleba i węgiel rozżarzony. Jeżeli wę* 
gicl wpierw zatonie, to znacz j^ że mężczyzaa nrzekl; gdy 
chleb zatonie, znaczy, że kobieta. Wodę należy wypić, a resz- 
tę wylać w cztery kąty mieszkania. Jeżeli ból głowy nie nstą- 
pif spowodowała go inna przyczyna, 

Frof. dr. Hockenbeck w Wągrowca. 

c. Oczy ze źrenicami niezupełnie okrągłemi są przyrocss- 
ne i na co spojrzą^ to się nie udaje^ a ladzie i zwierzęta cho- 
mją. Kto ma takie oczy^ a cbcc spojrzeć na zwierzę lub no- 
worodka, nie szkodząc, powinien wpierw rzucić okiem na paz^ 
nogcie lab przednie kopyta. 

Nauc2. Klimaszewski w Hogoinlet 

d. Od bólu głowy z przyroku wrzucić do szklanki wody 
trzy węgle i trzy l^iawałeczki chleba, napić się tej wody trzy 
razy, zmaczać czoło, a resztę wylać Da nawóz. Tenże. 

e. Gdy dziewczęta, niosąc mleko, spotkają obcego, za- 
krywają naczynie, aby nieznajomy przyrokiem nie popsuł mleka. 

Ze Zdziechowej pod GnJezneni, 

XXXIX. Mora. 

L Mora jest żebrakiem, odprawionym bez wsparcia, który 
w nocy wcbodzi dziarką od klaczą i jako zmora dnsi nieli*- 
toóciwego* Uetne niemieckie z Gniezna, 

2* Kto się staje morą. 

a. Jeżeli przy trzymania dziecka do ehrztn będzie popeł- 
niony błąd jaki, dziecko to po Śmierci przychodzi pod postacią 
kota 1 obce ndnsić cłirzestnycb rodziców. Z okolic Mogilna. 



16 OTTO KNOOP 



b. Jeżeli ksiądz, obrzcsąe, popełni jaką omyłkę, dziecko 

będzie lanatykiem albo morą i będzie dneiło ludzi. Możua lema 

zaradzić, chrzcząc dziecię powtórnie. 

Z Gęściej ewa pod Kogoźnem (niemieckie). 



3* Jak poznać morę? 

Mora jestto człowiek uajezękiej bladj, który chodzi w no- 
cy i męczy ludzlp Aby poznać morę^ trzeba poloiyó na proga 
miotłę nową, nieużywaną. Kto pierwBzy przez nią przejdzie, 
jeBt morą. Ze Zdziechowej pod Gnieznem, 

4. Mora jako gruszka. 

Pewnego człowieka dusiła mora. Raz ebndził się w nocy 
i znalazł gm^^zkę pray sobie. Zjadł ją, odrzuciwazy korzonek 
i wier^cbołek. Nazajatr^ znalazł na strycbu głowę i nogi sła^ 
źącej. Z Gniezna, 



5. Mora jako jabłko. 

a. Mądra poradziła człowiekowi pewnemn, aby pochwycił 
morę, która go duBiła. Człowiek uisłuchat i schwycił jabłko. 
Zjadł je, odrzucając ogryzek z pestkami. Nazajutrz zobacz j^ł 
przy łóika szkielet człowieka. 

Ze Zdziecboivej pod Gnieznem* 

b, MnlarzBj tańczący w karczmie, wyćmieli jedną z dziew* 
czat za to, że ^le tańczyła. W nocy zmora duBiła icb wsz^at- 
kich po kolei. Ostatni obudził %\% znalazł jabłko i powiesił je 
na gwoździa. Nazajutrz ujrzał wyśmianą dziewczynę, która go 
prosiła, aby ją nwoluił. Puścił ją, gdy mu przyrzekła, że go 
zostawi w spokój n, Opow. A. Iwiński V¥ Gnieźnie. 

6. Mora pod postacią kota. 

Razn jednego ktoś znalazł kota na łóiku. Zbiwszy go bar- 
dzo, rzucił na irodek pokoju i drzwi zamknął. Nazajutrz ujrzał, 
jak się drzwi zamykały, a kola nie było* Z Gnie;£na. 



PODANIA 1 OPOWIADA mA 17 



7- Mora jako mysz biała. 

Stameska z Biskupic Bpotkała raz w lesie znajoii]eg0 pa- 
robka, śpiącego na ziemi. Zawołana na niego, ale nie mógł Elą 
porOBzyć, chociai się obudził. Zbliżyła się tedy i wzięła go za 
lewą rckq, aby go podDieśó, Wtym mysz biała wyskoczyła 
z oBt jego, on zaś zerwał mą i opowiedziała że clioeiaź eły- 
szał jej wołanie^ nie mógł wstać, bo coś niezmiernie ciężkiego 
go przygniatało. Była to mora. 

Kauez. Sroka w Biskapicach, 

8. Zmora zaproszona na śniadanie. 

a. Zmora dusiła często dziecko owczarza w Babimmoś- 
cie. Poradzono matce, aby zaprosiła zmorę na śniadanie i wy- 
biła ją miotłą. Matka zaprosiła zmorę. Nazajutrz przyszła ja- 
kaś stara kobieta, prosząc <» śniadanie. Litościwa matka dała 
jej śniadanie i nie wybiła Jej miotłą* Następnej nocy dziecię 
umarło. Ustne (niemieckie). 



ó. Pewien robotnik, pracujący w lesiem odpędził starnszkę, 
która chciała sobie drzewa nazbierać. Nie poznał w niej mo- 
ry, cbociaz nie miała ani brwi ani zębów, co jest znakiem nie-- 
omylnym. Od tego czasn zmora poczęła go dnsić. Wkońcn za- 
prosił ją na śniadanie; przysyła ta sama starnszka, którą był 
z lasn wypędził. Aby się przed nią zabezpieczyć, kładł odtąd 
mioŁtę na progn* A. Iwiriski w Rogoźnie. 

9. Mora zakinta. 

Dziewczyna^ prześladowana przez morę, miała nezueie, jak 
gdyby ją kłnto nożami. Za poradą mądrej, położyła przy sobie 
n6ź bardzo ostry, i gdy zmora ją przygniotła, poczęła nożem 
kłne powietrze. Nazajutrz ujrzała na krześle trap człowieka, 
pokłntego okropnie. 

Poebowała go, ale odtąd dacb zabitego straszył w nocy 
na cmetarzu. Urabia, mieszkający wpobllżu, chcąc go wypę- 
dzićf strzelił do niego dwa razy z pistoletu, ale knle odbiły się 
i trafiły hrabiego w samo serce. Z Jankowa H. Knuth, 

Wisia L IX sen. 1 2 



18 



OTTO KNOOP 



10. Mora oszukana. 

Mora dnaiła pewną kobietę. Udroezona połoiyła etę pewnej 
nocy naodwrót, tj* kładąc głowę tam, gdzie nogi leżały: ale to 
nie pomogło. Mora przysjJa i powiedziała jej, źe ją naatępnej 
nocy zabije* Wtedy kobieta ubrała miotłę w swój czepek i ubra- 
nie, połoiyła ją na łóikn, a sama Bcliowała się pod łóżkiem. 
Nazajutrz miotła była przecięta poniżej czepka. Od tego ezaen 
mora nie zaglądała do tego domu. 

A. Iwiński w Rogoźnie. 

11. Mora jeździ na kole. 

Wiara w morę czyli zmorę, jest bardzo rozpowszecłiniona 
wńród ludnośei polskiej. W Biskupicach w po w, Ostrzeszowskim 
kowal pracował riiz do póinej nocy. Po północy wySKedl przed 
kuźnię i żobacz^vł koło, toczące ^\% przez ogród sąsiedni. Koło 
przewróciło się przed koinią, a dziew c/^y na jakaś zjawiła sie 
przy nim i poczęła prosić, aby koło postawił. Kowal przeląkł 
się i ebciał uciekać ^ ale uiewiasta przytrzymała go, mówiąc, że 
jest morą^ że musi dziś jeszcze być w Kutnie w Polsce u pa- 
robka i że spotka ją i kowala nieszczęście, jeżeli on jej kola 
nie postawi. Kowal przeżegnał się i postawił koło, które się 
potoczyło, a niewiasta znikła mu z przed oeza. 

Naucz. Sroka w Bisku picach. 



XL Choroljy. 

1, Leczenie febry. 



a. Kiedy dziecko ma febrę, matka powinna wrzucać przez 
trzy dni do studni po trzy ziarnka napęczniałego grochu, rano, 
w południe i wieczorem. Jeżeli c!/. wartego dnia cboroba nie 
ustąpi, dziecko nie wyzdrowieje prędko, a może nawet umrze. 
W studni jest duża żaba czarna Jeżeli ta żaba zje ziarnka ze 
smakiem^ dziecko wyzdrowieje; w przeciwnym razie nic nie po. 
moie. 2 Gnieznu i Jankowa (polskie). 

b. Od febry napisać na papierze i połknąć wyraz Kalas^ 
drugiego dnia /tTa/ff^ trzeciego— /ł£^/, czwartego — Ka^ piątego—/^, 
a choroba ustąpi. Z Polskiąj Wsi pod Kteokiem, 



PODANIA I OPOWIADANIA 



19 



3^ Tak oddalono zarazę od Rakoniewic. 

w czasie wojen Bswedzkieh zaraza morowa poczęła gra- 
gowaó w kraju. Mieszkańcy Rakoniewic wyszli z procesją na 
pola okoliczne {przed -wschodem słońca]^ aby oddalić zarazę. 
Zapalono kadzidło. Jeśliby dym szedł w gÓrę, miało to ozna- 
czaój ie prośba będzie wysłn chana. Ale dym s)ał się po ziemi, 
i wszyscy zdrętwieli ze straefao. Wtedy etarnszek, dii ad dwóch 
chłopców bliiniąt^ powiedział- ie mn się śnił św. Jan z Dzie- 
ciątkiem Jezns i przemówił: .Masz wnuki bliźnięfca i jałówki 
białe bliźnięta. £ai im wyorać brózdę pr7.y miedzy ze wschoda 
na zachód, a będziecie zabezpiet^zeni od wszelkiego nieszozęócia.^ 
O wschodzie słońca bli^nii^ta rozpoczęły robotę i juz dochodziły 
do końca, gdy obaj clilopcy i jałówki padły martwe u a ziemię; 
ale starnszek zapewnił patrzących, źe śmierć wymagała ofiary 
dla siebie, i ie św, Jan dotrzyma obietnicy. Słowa te spraw- 
dziły się, i zaraza^ grad, a nawet chrabąszcze są w Rakonie- 
wicach nieznane. Naucz. Heinrich w ł^ępnie. 



4. Zaraza odwrócona od GościeBzyna- 

Lnd utrzymuj e^ że dawniejszy właściciel Dąbrowa w oko- 
licach BabiegomoBtn wy orał hrózdę wołami bliiniętann naokola 
całej paraijt GoscieBzyńskiej, co ją ochroniło od zarazy. Faktem 
jest, ie cholera nigdy nie była w Gośoieszynie, chociaż nią sro- 
żyła w okolicy. 

Ze zbiorów rękopiśmiennych Towarzystwa Przyjaciół Nauk, do* 
starczył L« Kurt z mann. 



G. Zaraza w Zaki^ewie. 

w Zakrzewie (pod Rawiczem) zaraza tak się szerzyła, że 
tylko trzy osoby zostały przy źycin. Udały się one o pomoc 
do wioski sąsiedniej. Mieszkańcy kazali braciom bliźniętom 
oborać wieś parą wołów i otoczyó rowami miedze graniczne. 
Potym uratowani z Zakrzewa przenieśli się do wsi i zarazy 
z Bobą nie przynieśli, bo nie mogła przejść przez rów na gra- 
nicy. Nikt we wsi nie amarł. 

Kaucz, senuti. Werner w Faradyłn. 



kt. 



80 ____^^_ OTTO KNOOP 

7. Zaraza w Lnboni. 

w Lnboni w pow. Lesecsyńskim sroźyła się lamsa^ która 
iistak dopiero^ gdy wójt potajemnie zakopał żywcem wycho- 
wankę Hwojłf. Z czasem postawiono krzyi drewniany na gro- 
bie dziewczyny. Tenże, 

B* Radom* 

Gdy zało^łono wień Radom pod Ryczywobm, oborano mie- 
dze graniczne parą krów białych, co miałe chronić od chorób 
i zarazy. Z czaeem chłopi poprzerzyoali, orząc, brńzdij ową, 
i choroby Izejezc wkradają eię czaBem do wioaki, ale pemoru 
ani zarazy nigdy tam nie było. Uatne z Itogoina. 

9. Zarasta w (lościejewie. 

Przed laty zaraza szerzyła się w Gościejewie (w powiecie 
Obornickim). Widziano ją siedzącą ua dachu pod postacią 
płachty, W damn tym wazyscj wymarli. Płachta |iod niosła mę 
w górę i odleciała. Ustne z GoiŚciejewa, 

10. Gliolera w Hogoźnie. 

PodczaB silnej cholery w Rogoźma, kilkoro ludzi, idąc przez 
laa^ nsłyBzało sznm w powietrzu i głos wołający: „Braacht Bi- 
bernell und Terpentill, — So wird der Tod hałd steben Btilll** 
(Używajcie biedrzeuca i terpentyny, a śmierć się zatrzyma}* 
Zaraz potym noga końska spadła ua ziemię. Ladzie mó- 
wili, ie rzncil ją „nocny myśliwy** (Nacbtjaeger). Hrodek wska- 
zany był nżywany i pomagał, Ustne z Rogoźna. 

XLL Smierc, 

1. śmierć zawiadamia o gobie. 

a* Pewien człowiek- mający dziecko cbore^ był w mieś- 
cie na robocie. Wtym coś zastukała przy nim tak silnie^ jak 
gdyby kamień spadł z dachu. Obejrzał się, ale nie nie znalazł; 
pomyślał sobie, że pewnie dziecko umarło, i rzeczywiście tak 
bjło, Z G&ieftna, 







PODAKTA T OPOWIADANIA 91 



b, W okolioach Biskupic (w pow. Oatrzeezov?»kim) muar- 
ła brabina. W sieni atał zegar starożytny^ który nigdy nie cho- 
dzi}, ale na kilka minut przed śmiercią pani, począł iś£ sam 
z siebie* We dwa lata putym zegar począł znowu iść o godz. 11 
w nocy. Rano dowiedziano sic^ że zmarł nagle klasyfikator 
owiec. Z Bitiknpic. 

% Woda zamieniona w wino. 

w jednej wsi pod Barcinem młoda słupca poszła o pół- 
nocy w wigiljc Bożego Narodzenia do stadni po wodę. Napiła 
^ic i spostrzegła^ że woda zamieoiła się w wino. Następnej no- 
cy poszła ZBOwu do studni o północy. Wtym, gdy już miała 
wod^f człowiek jakiś stanął przy niej ^ uderzył ją po oba policz- 
kach i powiedział: „Woda twoja, ale tyś moja," We trzy dni 
po tym dziewczyna umarła. Ustne {niemieckie), 

3. Policzek śmiertelny. 

PewuĄ) nocy o godz. 12, kilka dziewczyn wracało z tań- 
ców do domu. Wtym spotkały jakiegoś człowieka. Jedna 
z dziewczyo wziijła mu czapkę. Musiała mu ją jednak oddać. 
Wtedy dał jej policzek, i we trzy dni nmarła. 

Ustne (niemieckie), 

4^ Zabawa czaszkami* 

Gdy przebudowywano kościół w Bornszynie w pow. Obor- 
nickim, dwie dziewczyny znalazły czaszki ludzkie i poczęły je 
rzucać na siebie. Od tego czasu dziewczyny wybiegały co noc 
o północy na pole i biegły wzdłui rowu jedna brzegiem, druga 
środkiem rowu, Ka końca stał człowiek czarny, dawał każdej 
policzek^ poczym biegły do domu, jedna rowem, dmga brzegiem. 
Ludzie poczęli pilnować dziewcząt^ ale pouciekali przerażeni. 
Po upływie kwartału znaleziono na końcu rowu martwe dziew- 
czyny. A. Iwiuski z liogoina. 

5- Strach w Tlchorowie/ 

w gorzelni w Uehorowie siedzieli raz palacz t kominiarz 
na kotle obmurowanym i jedli obiad. Wt^m zbliiył się do nieb 



II 
J 



Sfi 



OTTO KHOOP 



I 



człowiek, przyzwoicia wyglądający, i poprosił, ftby mu pozwolili 
się ogrEftć* Robotnicy zezwolili. Nidzaajatny poszedł naprzód 
do jednyeli drzwi pieca, po tym do drugich, a ogrzawszy się, 
odszedł, mówiąc: ^Odchodzę, a wy pójdziecie niezadługo w ślad 
za moą,'^ W kilka minut palaez usłyszał szum w powietrza 
i wstrząśnienie murów. Zeskoczył z kotła, pociągając komi- 
niarza za sobą. W tejże cbwili kocieł wyekoezył w powietrze^ 
nie pękając^ i dopiero daleko za gorzelnią spadł na ziemię, 
Nieznajomego nie zdołano odszukać. Ustne, 

6. Śmierć w noc św. Sylwestra, 

Dla dowiedzenia się^ kto wpierw umrze, zbiera się 12 
osób i trzymając się za ręce, ńpiewają kolejno: „Wir wollen 
einmal einhergebn— Bis der Tod wird dtilla stebn. — Tod, was 
ist die Glook?*^ (Będziemy ebodzili^ dopóki śmierć nie stanie, 
O śmierci, co t^j dzwon?), Umrce teo, kto ńpiewa w cbwili, 
gdy północ uderzy. 

Raz w chwili, gdy dwunasty ńpiewał, północ wybiła^ i trzy 
dueby białe weszły do mieszkania. Dwa miały twar7.e osłonio- 
ne, trzeci miał trupią głowę i popcbnął śpiewającego, który 
padł martwy na ziemię. Ducby znikły zaraz. 

Ustiie z Kogo^na. 

7. Śmierć na drzewie. 

w okolicacb Krobi był pustelnik, który żył owoeami grusz- 
ki, rosnącej przy jego jaskini. Mieszkaocy wioski sąsiedniej 
kradli mn jedoak owoce Jednego dnia pustelnik dał u siebie 
scbronienie podróżnemu, który odcbodząc, obiecał mu spełnić 
jedno życzenie, 

Postelnik życzył sobie, aby nikt nie mógł zejść z gruszy 
bez jego pozwolenia i tak się stało. Odtąd miał pożywienie 
zapewnione. 

Lata mijały, pustelnik zestarzał się^ i śmierć prsyszta po 
niego, ale on posłał ją po gruszki na drzewo i [irzez Hlka lat 
schodzić jej nie pozwalał. W końen życie zbrzydło ma, kazał 
zejść śmiercią ale ona, mszcząc się na nim, iiie zabrała go^ 
i pustelnik źy/- musi do końca świata. 

Upow. JordaiL w Gn]t'i£uic (polskie). 



PODANIA I OPOWIADANIA 2S 



Xin. &rób. 

1, Wdowa i jej eórka- 

W pobij Zn S^remn znajdtiją aią po obu Btronacli szoey 
wiodącej do Jeiewa^ dwa do); okrągłe i głębokie. Mieszkała 
tu niegdyś wdowa z córką. Raz pokłóciły się z sobą i czas 
jakiś iyly w rozterce. W końcu matka uozyciła pierwsza krok 
pojeduawozy, upadła przed córką Da kołana, prosząc o przeba- 
czenie, ale córka trwała w zaciętaścL Wtym ziemia pochłonęła 
matkę i córkę, a azosa pi^edziełiła ielj mogiły. 

Z Gniezna, 

2. Spokój grobowy zakłócony. 

Pewna matka Hpoetrzegła na grobie dziecka dziurę, docho- 
dzącą aż do wieka trumienki. Zasypała tę dziurę, ale naza- 
jutrz znalazła ją znowu. Nabitępiiej nocy ojciec zasypał otwór 
i Bchowany za krzakiem pilnował grobu, Wieczorł^m pies czar- 
ny przybiegł i wygrzebał dziurę. WteJy za poradą księdza 
zasypano otwór ziemią ze śladu wozu, który wiózł był trumien- 
kę dziecka^ i od tego czasu grób był nienaruszony. 

8eminarz. Sehaefcr z Rogoźoa. 

3. Posągi w Maniecsskuch. 

Przy 8zosie w Manieczkach są dwa posągi na podmuro" 

waniu, pomiędzy klóremi była niegdyś droga publiczna. Dwaj 

bracia^ kochający tę samą dziewczynę, strzelali tu do siebie, 

a na miejscu, gdzie padli, wzniesiono posągi. 

Naucz. Kiraten w Poznaniu, 

4. Mogiła W Gornszkaeli. 

Na cmętarzu po klasztornym w Goruszkach, między Sarno- 
wem a Miejską-Górką, jest mogiła wiecHiie zielona. Spoczywa 
w niej dziewczyna, która umierając rozdzieliła majątek między 
ubogich. Przi^z wdzięoznoSi: mieszkaucy Gorns^ek usypali jej 
mogiłę i pokryli ją murawą z łąki, należącej do nieboszczki. 

Naucz, tteuiin. Werner w Paradyżu, 



Al 



24 



OTTO KKOOF 



5. Brzoza gryźytieka. 

w Gry^.fDłe tiad Obrą leżą zwaliska zamka z XII stnle- 
cia. Pod muratni rosła brzoza, pa ktńrej dz]i§ tylko małe bagno 
zostało. Do brzozy tej jeet przywiązane następne po damę: Na cmę- 
tarzu, otaczającym kościół Św. Marcina, pochowano raz dziecko. 
W kilka dni po pogrzebie rączka dziecka wyennęła się z gro- 
bu. Daremnie ksiądz przychodził ze stałą i krzyiem, daremnie 
modlono się i zasypy wano rączkę ziemią, — pokazywała si^ zno- 
wa< Uderzono w dzwony, ksiądz ndał się na grób z procesją 
i kazat matce wyznać, jaki jest powód ukazy waDia się rączki. 
Dowiedziano się tedy, że synek rozpieszczony uderzył był mat- 
kę. Ksiądz dał matce rózgę brzozową i kazał wybić nią racz* 
kę, eo gdy uczyniła, rączka się schowała. Rózgę ksiądz zatknął 
w mogile nad głową dziecka, i wyrosła na piękne drzewo, 
ostrzegające tych, którzy ule zachowują czwartego przykazania. 

Ustne. 



XLin. Zmarli się ukazują. 

1. Zmarłe dsriecko. 

w Krzyżu^ dziecię zmarłe, o którym ksiądz wbrew zwy- 
c/^ajowi nie wapomuiał na ambonie, przychodziło w nocy do ro- 
dziców i dręczyło icb, dopól^i ksiądz nie oddał mu czci nałei* 
uej 1 nie pomodlił aię na jego grobie. 

Dr. M, Belidm-Schwarssbach, 

2, Zmarła matka. 



w jednej wsi pod Nowym-Hoatem malka, która odamarła 
niemowlątkOf przychodziła do niego w nocy, karmiła je i po- 
prawiała mu posłanie. Przestała przychodzić od czasu, gdy 
mąż, ujrzawszy to, chciał ją pochwycić. 

Naucz, Stilk'1- w Nowyra-Moście, 



1 



PODANIA I OPOWIADANIA 25 

8. Bracia nieprzyjaciele. 

Dwaj bracia poróżnili się przy podziale ojcowizny i prze- 
stali bywać u siebie. Jeden znich, czując blizki koniec, próbo - 
wal z bratem się pojednać, bez skutku. W końcn rozchorował 
się i posłał po brata, chcąc się z nim pogodzić przed śmiercią. 
Zdrów ociągał się nieco z powoda niepogody. Wtym drzwi się 
otworzyły^ t wszedł umierający, śmiertelnie blady i bardzo po- 
ważny. Zbliiyl się do brata i podał mu rękę do zgody. Brat 
uścisnął dłoń jego^ poczym umierający odszedł tak, jak był 
przj szedł. 

Zdrowy pośpieszył zaraz do chorego i zastał go już be^ 
żyeia. Umarł był w tym czasie, gdy się zjawił u brata, któ- 
remu ręka, podana do zgody, uschła, i żadna umiejętność ludz- 
ka nie mogła jej powrócić władzy. Tenże. 



4. Mieszczanin rakoniewicki, chodzący po śmierci. 

Pewien człowiek z Rakoniewic opowiada: W roku 1849 
umarł mieszczaoin^ mieszkający na rynku. Opowiadający i kil- 
ku innych widzieli go pewnej nocy księżycowej, jak o północy 
wyszedł z grobu, udał się do domu swego, bawił tam godzinę, 
a o pierwszej wrócił na cmętarz. Tenie. 



5. Staruszka się ąjawia. 

w Swarzędzu umarła stai*uszka, którą za życia prześlado- 
wano, że szura nogami. Po śmierci zjawiała się w swoim daw- 
nym mieszkaniu i przeehodziła trzy razy przez pokój, szurając 
nogami. Ustne. 



6. Zmarli się ukazują. 

Dziedzic Brzostowa pod Wyrzyskiem ukazywał się po 
śmierci każdej północy w ogrodzie na miejscu ulubionym. Byl 
czarno ubrany i Miadał przy stole. 

Ustne z Sierakowa. 



s<t 



OTTO KNOOP 



7. SaperintendeBt Fnchs. 

N& om^tarsca brzostowskim spoczywają zwłoki euperinten- 
denta Ftichsa. Widnano go idącego w ornacie do kościoła. 
Pewien człowiek spotkał go raz o póluocy. Nieboszczyk czarno 
ubrany chciał się do niego zbliżyć, ale człowiek uciekł. Wi- 
dziadło załkało i znikło. Ustne z Sierakowa, 



8, Dziecko bezbożne. 

Dziecko bezbożne i zepsDte umarło bez błogosławię iit? twa. 
Ojciec zakupił mszę za dusz^ j^go, ale gdy ksiądz m^ nbierał 
w zakrystii^ ujrzał nagle dziecko w płomieaiach. Powiedziało 
księdzu^ że msza nie pomoże, ba jest potępione na wieki, 

M, Soltyński w Gni6;iniei 



i)^ Zmarła matka powraca. 

H' Matka od umarła w Gnieinie męża i wiele drobnych 
dziatek. Mąż ożenił ait^ powtórnie, ale macocha była zła dla 
dzieci, bila je i nie dbała o ich ubranie. Pewnej nocy, w cza- 
sie nieobectioAci męża, drzwi się otworzyły z bałatsem i weszła 
piei'^vszii żona. Połatała dzieciom ubrania, uprała to, co było 
brudne, i rozwiesiła na sznurze, który przeciągnęła wpopraek po- 
koju, Potym zbliżyła sic do macochy i powieiuiala: „Biada 
i% jeżeli nie będziesz dbała więcpj o dzieci!" Od tego czasu 
macoeUa była dzieciom dobrą matką. 

ó, W Palędziach pod Trzemesznem macocha widziała^ jak 
w nocy matka nieboszczka weszła przez okno zamknięte, uko- 
łysała płaczące dziecię i wyszła tą samą drogą* 

c^ W Kędzieczyoie pod Gniezuem umarła matka, zosta- 
wiając dziecię kilko tygodniowe. ^Mwiedzała je co noc po śmier- 
ci. Baz spotkała ją dziewczj^nkaj której się odtąd co noc śni- 
łO; że powinna pójść do ojca sierotki i powiedzieć mu, itó dzie- 
cina jego głód cierpi. Sny te przestały ją prześladować^ gdy 
o nich opowiedziała wdowcowi. 



PODANIA 1 OPOWIADANIA 



27 



10. Dach straszy złodziejów. 

w Piekar&cb pod Oniezuem duch zmarłego dsiedzica cho- 
dził po ogrodsfiie w nocy i w połiidoie, odstraszając złodziejów. 
Ras nastraszył kobietę^ która w połndoie chciała użąt trawy 
dla kOEj swojej. U, Kuutli w Gnieźnie, 

Ih Ślad ręki na drzwiach. 

w Chłądowie pod Witkowem kobieta, umierając, poleciła 
eórce, aby ją pochowała boso* Córka nie usłuchała i ubrała 
ją w trzewiki, W noey nieboszczka poszła do sąsiadki, pro* 
Bxąc jej, aby powiedziała córce nieposłusznej, żeby dała pienię- 
dzy za jej dnsz^, za io, źc nie wykonała woli nmierającej* Dla 
potwierdzenia słów swoicli wycisD^ła ślad pięciu palców na 
drzwiach domu. Ślad ten pozostał, i nieboszczka już się nie 
pokazała, Opow. Półka ułużąca. 

12. Ojciec nkazBJe się synowi. 

Jeden z ilziedzieów Mogilna był zły i twardy dla podda- 
nych swoich. Raz kazał kmieciowi zaorać dużą przestrzeń poIa> 
Kniec, widząc, że temn nie podoła, padł na kolana, prosząc 
łioga o pomoc. Gdy skończył modłitwę, był już wieczór^ a anioł 
boży orał brózdę ostatnią. Pan, widząc^ że rozkaz spełniony, 
wpadł we wHciekło^ć i wtrącił kmiecia do wicKieuta. O północy 
ojciec nieboszczyk ukazał się dziedzicowi, rc^zkazując nwolnió 
więźnia, którego łnbił za życia. Syn tak się przeraził, że sko- 
na! natychmiast. Kmie<', dowiedziawszy się o tym, zabił się, bo 
kocbał pana pomimo jego surowości. Zamek rozpadł się w gru- 
ty, i w noc Nowego Roku widać poetać człowieka, klęczącego 
przed kmieciem. Ucz. M. Zakrzewski z Gniezna. 

13. Duchy nieboszczyków wracają. 

w Jaraczewie i okolicy wierzą, że dusza zmarłego wraca 
do rodziny we łr^y dni po ómierci i oddaje jakąkołwiok n^łngę, 
np. otwiera okna, gasi lampę, zamyka drzwi, strzeże domu 
przed złodziejami itp. Żona nieboszczka uprzedza męża, ^dy 
dziefi ftmierci jego się zbliża. 

Pewien szewc z Jaraczewa stracił żonę. Nazajutrz po jej 



•^ 



28 OTTO KSOOF 



Smierri miał WHtać o czwartej, aby poczynić przygotowania do 
pogrzebu. GzeladDik miał go obudzić, ale zaspah Wtym punkt 
o god'^, 4-ej nieboszczka zjawiła się i obudziła go, uderzy w»zy 
go cztery razy w policzek, — Podobne rzeczy zdarzały gie i in- 
ny m udobom. 

Złodzieje cbcieii ukraść drzewo pewnemu człowiekowi, (tdy 
przechodzili koło domu jego, oj rżeli dncha nieboezczki żony 
właścicieia^ stojącego przy oknie. Przerazili &ł^ tak bardzo, źe 
padli zemdleni na ziemię. Ustnep 

U- Cela W Jesie słozewskim. 

Na wgehód Otłoezyna rozciąga ei^ las, należący do dóbr 
Służewa w Polsce* W lesie tym znajduje się lepianka, w któ- 
rej niegdyś mieszkał pustelnik. Nade drzwiami jest dzwonek 
odzywający się raz na rok w noc ńw. Sylwestra, 

Pustelnik byl panem możnym, który porzucił s&ycie świa- 
towe dla samotnodci. Pewnego roku w noc Św, Sylwestra zbójcy 
zamordowali go, spodzit wająe sii; znaleźć bogactwa. Pocbowano 
pustelnika w pobliżu celi. Odtąd w rocznicę śmierci wstaje z mo- 
giły i dzwoni* Niektórzy utrzymują, źe słyszeli dzwonek; ioni, 

ie widzieli człowieka w habiciei 

Ucz. O, Mittcllstaedt w Inowrocławiu. 



15* ZadnBzki. 

a. W nocy z I-go na 2-1 listopada dusze zmarły eb kato- 
lików zgromadzaj!^ się w koi^ciele. Jeden z księży nieboszczy- 
ków odprawia mszę św,, inni mu asystują. Wszyscy śpiewają 
Miserere^ De profundis i inne pieśni pokutne. Fo naboieństwie 
ducby udają się na miejsce dawnego zamieszkania, gdzie często 
znakami szczególnemi dają znać o sobie. Nocy tej służba po- 
zostawia otworem kościół i szafy z ubraniem^ 

Proi. dr. Hockenbeck w Wrjgrowcu* 

b. Wdowiec, cbcąc ujrzeć żonę nieboszczkę, położył się 
w noc zaduBzną na progu kościoła, w którym ionę oclirzc/*ono. 
Poznał ją po chodzi e^ ho była kniawa, pochwyci! ją i chciał za- 
braó do domu^ ale inne dncby odebrały mu ją. 

Ucz. K. Oii^owski £ Luczmlua (pow. Bydgoakj}i 



i 



PODANIA I OPOWIADANIA 



49 



c. tiltiga końeielny^ wssfiedezy do koMoła w Docy z dnia 
Wazystkicb św. na dzieo Zaduszny, ujrzał ćwiei^e zapalone na 
głównym ołtarzu^ kaicdza odprawiającego msz^ Św. i wielu da- 
chów modlących sie w lawkacb. Sługa pobiegł po księdza, ale 
gdy przybyli, kościół był już pusty. 

Uc2. Moczynski z Bydgoszczy, 



HIT. Upiór. 

I. Upiór. 

Niektórzy ludnie rodzą sie ze ikórką cienką na twarzy. 
Straazą oni po Smieroi na takiej przestrzeni, ua jakiej słychać 
dzwony kościoła paratjaluego, i pociągają do grobu za sobą 
krewnych, a potym innych ludri. Aby temu zapobiedz^ trzeba 
im zaraz po urodzeniu zdjąć skórka z twarzy, usuBzyć ją, ze- 
trzeć na proszek i dać wypić w mleku. Albo: wydobyć po 
śmierci z mogiły, obciąć rydlem głow^ i włoiyć ją pomiędzy 
nogi nieboszczyka, Z pow* Wyrzyskiego. 



2, Upiar w Iwnie- 

w IwnJe w pow. Szubińakim dziedzic był po śmierci Dpio- 
rem i zabierał krewnym dzieci pierworodne. Za radą Cyganki 
czarownicy, krewni najbliżsi odkopali uieboBzezyka, obcięli mu 
głowę i włożyli mu ją między nogi; od tego czasu dzieei się 
chowały. Ustne, 

3. Upiór. 

Lud z Biskupic (w pow. Ostrzeszowakim) i okoliey wie- 
fsy, że człowiek, który się urodzi z zębami, ma dwa dachy, 
z których jeden po nmierci utaję eię upiorem, wstaje po roku 
i, jak daleko okiem zasięgnie, zabija ludzi. Przed laty zmarł 
w Biskupicach młodzieniec nazwiskiem Szymanek^ Urodził 
się on byl z zębami. Utrzymywano, że chodzi w nocy i cbce 
walczyć z każdym, kogo spotka. Wkrótce ludzie poczęli umie- 
rać, a każdy chory opowiadał, że Szymanek go dusi. 

Utworzono więc grób Szymanka^ którego trap byl oieuszko- 



30 



OTTO EHOOP 



dscouy, tjlko mu broda długa arosła; pr^^yłoiono mtt rydel do 
gardła^ zasypano ziemią, aby krew tryskając nie padła na ko 
gOp bo miała 7^ab ojcze własnoBci, i iieięto mu głowc« Odtąd aie 
było wypadków DagJej nnii^rci. 

Naucz. 8roka w Biskupicach. 



XLY, Wozy i jeźdźcy straszący. 

K Straeh pod Chodzieżą- 

Na cznętarzn w pobliżu Chodzieży^ ukazują się o północy 
zające, kozy albo krowy o trzeeb nogach. Najczęściej zjawia 
B\ą koń^ przerastający drzewa. Ma trzy nogi, jeduą przeduią 
i dwie 'i tylu i ciągnie wózek malutki. Pewna kobieta widziała 
to iia własne oczy i styszata pisk i wycie w wózku. Strach 
znikł im roMajnych drogach^ ale wycie flłys/.ala jeszcze dlago. 

Opow. Niemka z Chodzieży, 



3. Jeździec na wole. 

Pod Ky czy wolem jest w lesie góra zwana Wołową (Och- 
senberg). Kaz wieczoretn ukazał się na taj górze jeździec na 
wolCj trzymający głowę pod paelią. tJstue z Ryczywołu. 



4- Łąka pod Krzyckiem-Małyra. 

Na wschód od jeziora rozciąga się łąka, zwana wojenną 
(Kriegswiese). Nazwę jej wywodzą od tego, źe łąka była nie- 
gdyń polem bitwy* Jeszcze teraz ukazują się na niej jeźdźcy 
bez głowy, łnui utrzymają, źe nazwa pochodzi stąd, iż ludzie 
co rok prowadzą tam wojno z krzakami i roi^linami kolczaste- 
mi, któru traw^ zagłuszają. Na północ od łąki, tam, gdzie się 
drogi krzyżują, straszą złe duchy i naiłują zwabić ludzi do 
bagniska. Kilku ludzi, skuszonych przez djabla, tam się po- 
wiesiło. Baz nawet duchy próbowały sprowadzić z dobrej drogi 
księdza pobożnego, przechodzącego tam wieczorem. 

Naucz* Mlinchberg w Krzycka-Małyai. 



«il 



POBASIA 1 OPOWTADAFfA 31 

5. Zaprząg straszącY pod Laskowem* 

w lesie ptid Laskowem w pow. Obornickim jeździł co noc 
powÓK czterokonny, kolo którego biegły psy ziejące ogniem 
OEiewczyna^ pasąea kouie, zrobiła raz koło i krzyż na drodze, 
którą powóz jeździć Konie zaprzężout^^ zbliżywszy się, poczęły 
parskać straszliwie^ czym przestraszone konie z Laskowa, po- 
rozbiegały się na wszystkie strony. Dziewczyna podąiyła za 
niemi i nie widziała co się stało z powozem. Od tego czasu 
nikt go jnż nie widsiał- Od gtarego robotnika z Eogoźua, 

6- Strach w Sędzinie. 

w Sęd Ślinie o milę od Bnka jest w parkn zdziczałym ka- 
plica, w której w r* 1848 Polacy przed Pruflikami sie bronili. 
Na mtiraeb widać ślady kni, W grobacb pod kaplicą złocone 
są zwłoki księiy i dawniejszych właścicieli Sędzina. 

Ktoś okradł pierńeienie z palców dwóch młodych niewiasta 
tam spoczywających. Złodzieja nie wykryto. Nieboszczki wło- 
żyły żałobę i ukazają się w południe samotnema wędrowcowi, 

W nocy, z uderzeniem północy na wieży kaplicy, drzwi się 
otwierają, i ukazuje się rycerz na białym konin, a za nim powóz 
ognisty, zaprzężony w cztery rumaki ogniste. Jadą w nim owe 
dwie pauie i dwaj słuiący, czarno ubrani. Powóz mknie tak 
szybko przez wieś i napowrót^ źe aż bruk jęczy » a iskry sypią 
aię z pod kopyt koni, z nozdrzy i z oczn jadących, O godz. 1 
strachy znikają. 

Ucz, A. Linemann w Hogożnie^ według opow, starej niańk 
Polki. 

7- Jeździec bez głowy- 

W Jaromierzn pod Kopanicą dziedzic nieboszczyk bez gło- 
wy jeździł na siwoszu także bez głowy. Naje^^ęiciej zaglądid 
do stajni, czy wszystko w pory:ątikn. Iskry sypały się wtedy 
z łańcucbów, któremi konie były pr?.y wiązane, 

U&tne z llogożua, 

8. Jeździec atraszoy i pieg czarny w Owińsicu- 

Na szosie w Owińsku jeździec na czarnym koniu zaczepia 
ttdii o półnoey. Przyczepił on aię raz do chłopa z Miękowa 



S2 OTTO KNOOP 



i powiedział mu, ie jedzie do piekarza. Chłop odpowiedział 
ma, że jeBzczeza weześnie i źe nie tędy dioga* Ujął go przy- 
tym za uogę. Była mięttka jak ciasto* Przerażony, skoczył na 
bok i pn^eźeguał się. Widziadło przepadło. 

Czasem ukaznje sic; pies ezarny z gorej ącemi oczyma 
i straszy przechodniów, albo ludzie pasących krowy Itib kradną- 
cyob koDiczyoę z pól owińskicb. 

Pies, zarówno jak jeździec, jest dziedzicem nieboszczykiem, 
który nie może zazna-' spokoju. 

Naucz. Jarzębowski w BogoŹDie, 

11, Król. 

w Kościanie był niegdyś król, który uciskał poddanyeb, 
po śmierei poeząl się ukazywać o północy jako jeździec t>ez 
głowy na karym konin. Ustue (niemlt^ekie). 

13. Jezioro pod Pai*liflkiem- 

Koło wei Parli nka w po w. Mogilniekim był kościół. Gdy 
się zawalił, jezioro ntworzyto się na jego miejscu. W każdą 
sobota o północy rycerz czarny, ziejący ogniem, jeździ na siwym 
konin wkoło jeziora. M- Sołtyueki w Gnieźnie. 

14^ Jeździec z Jankowa< 

w Jankowie pod Gnieznem aka^nje się w lesie dzieddc 
nieboszczyk na siwym konin. Był to pan snrowy i nielitościwy, 
i robotnicy zabili go przez zemstę. Dwór stał tam^ gdzie jest 
duża kupa kamieni. Ucz. H, Kuutli z Jankowa. 

15- Strach w Dyśko. 

We wsi Dyeiekj w okolicach Mogilna, pan, samobójca, jeż* 
ddl po śmierci jako pies ogniem isiejący w po wodę, zaprze Ao- 
rym we cztery konie. Niektórity widzieli psa tego, wyjadającego 
świniom pożywienie. Raz, w czaBie nieobecności państwa, »tni%ce 
usłyszały turkot. Wybiegły^ ale nie b^ło nikogo. Przelęknione 
uciekły do pokoju; wkrótce usłyszały chodzenie^ otwieranie 
i zamykanie drzwi we wszystkich pokojach, chociaż żywego dn- 
cfaa nie było. O god^. l^ej wszystko noioliło* Powtarzało si^ 



FODJŁTTA 1 opoiriAnAmi 33 

to, dopóki nie sprowadzono ksi^lsa, który odmówił modlitwę 
po łaciaie. Od Lego czasu Btraehy przestały ohodzió* 



16* Wó55 Btraszący w Obrzycku- 

pólooey wóz, zaprzężoay w czarne konie bez gtów i kie- 
rowany przez woźnicę bez głowy, przejeżdża od młyna wodnego 
w Obrzycku do iyoagogi żydowskiej. Turkot wozu tego bndjGi 
Indzi, a gdy kto wyjrzy, wszystko niknie. Ustne. 



XLYI. Widziadła i strachy- 

K Strach na plebanji. 

w jedoej wsi by!a plebanja, w której straszy ło, i iadea 
ksiądz w niej mieszkać nie mógł. Wkońcn jednak znalazł się 
odwainy proboszcz, który zamieszkał w plebanji. Raz odwie- 
dził go krewoy jego. Umieszczono gościa w osławionym po- 
koju, W nocy usłyszał kroki przy łóika. Zerwał się^ ale ooś 
rzuciło sii^ na niego i chciało go udusić. Obronił się z trudem. 
Kazajutrz przeszukano dom cały i znaleziono w piwnicy tru- 
mienkę z dzieckiem i jednym trzewikiem. Zakopano tramieiikę, 
i odtąd przestało straszyć. 

Dn Beheim^Schwarzbacli. 

% Dziedzic straszy. 

Dziedzic z pod Nowego-Mostu zmarł nagle w sposób za- 
gadkowy. Znaleziono zwłoki jego na brzegu rzeki przy kładce. 
Od tej chwili poczęło straszyć we wsi. 

Dwócb złodziejów, oiosj^oych kartofle ukradzione^ spotkało 
nieboszczyka nakładce. Spojrzał u a nich tak groji^nie, źeneiekli, 
rzuciwszy kartofle. Krawiec, wracający późno z Biezdrowa, spo- 
tkał powóz, nale^cy do dziedzica. Przysiadł się niepostrzeżenie^ 
wtym powóz począł pędzić z szaloną szybkością przez doły 
góry. Krawiec S poznał ze zgrozą^ że w powozie jedzie dzie- 
dzicznie boszczyk i Cd wie inne nieznane mu osoby* Zaczął szep- 



S4 



OTTO KNOOP 



tać modlitwę, i w tej samej chwili siła jak&ń wynfiiiciła go aa 

ziemię. NawpAł martwy dowlókł się do doma* 

Naucz. StilltJi' w Kowym-Moście. 

3. Człowieczek na lejcach- 

pewnej Doey zimowej wracał dsiedzic z pod Krzyia (Krea^) 
do domu. W tym między godz, 12-ą a 1-ą kotiie stanęły. Pan 
począł Bię gniewać na farmaua, myśląc, że usnął. Okalało się, ze 
Da lejcacłi usiadł człowieczek jakiś, Pau wyskoczył na ziemię, 
chcąc zrzucić człowieczka, ale go jai niebyło^ i konie eię oży- 
wiły, GWy jednak pan wtiiadt i chciał jechać dalej, człowieczek 
zjawił się znowu na iejcacb. Pan zniecierpliwiony począł 8am 
powozić i popędzać konie. To pomogło, tylko przesz długą 
chwilę biegł szczur za niemi i gryzł ze wściekłością wkoło siebie. 

Tenże, 

4. Strach w górach Ezeczyiiskich. 

Wzgćrza i bagna, zarosłe lasem, rozciągające się pod Kze- 
ezynem, nazywają eię górami Rzeczy ńskiemi. Pewnego dżdżyste- 
go wieczoru szedł uczeń blacharski z Rzecz} na do Wronek. Roz- 
piął parasol, — wtym poczuł na nim ciężar jakiś ogromny. Za- 
mknął go i ujrzał obok siebie kobietę podstarzałą, czarno ubraną 
z chustką białą na szyi. Chwilę azla, milcząc^ potym poczęta 
z nim rozmawiać o życiu i śmierci. Nagle zDikła, i blacharz 

dowlókł się z trudem do najbliższego domu. 

Tenże. 



5- Strach we Wronkach. 

w końcu wieka zeszłego pastor Giese we Wronkach do- 
szedł z Biblji, te jest strach prawdziwy we Wronkach^ a razu 
jednego mieszczanin zobaczył tego stracha, stojącego na emęta- 
rzu na grobie* Pastor modlił się nad nim, ale to nie pomogło. 
Chciał go ująć, ale nic nie cznł, chociaż go widział wybornie* 
W końcu człowiek, nazwiskiem Kriiger, podjął się rozpoznać 
stracha za butelkę wódki. Na znak, że był na grobie, miał tam 
położyć szczypce (do ńwiec). Okrył się prześcieradłem i zbliżył się 
do stracha, który go spytał: „ Czego cheesz ode mnie? Czy zrobi* 
łem ci co ^łego?^--! uderzył śmiałka po twarzy^ tak, że upadł 



FODAKtA 1 OPOWIADAKTA 3S 

Da zjeiofę 1 wkrótce skouał. Stmeh pokazywał się jeszcze przez 
dziewięć Docy i przepadł. Ustne z Wronek. 

6< Karciarz bałamncony. 

Haoczyciel z Kościerzyna chodził często na karty do Babie* 
gomoslu. Raz, wracając w nocy do domn^ zobaczył przed sobą 
człowieka, niosącego ciężar jakiś. Chciał go dopędzić, wołał na 
tiiego^ ale dareuinie. Wreszcie potknął się o kupq kamieni, 
npadł i fitracił z oczu nteznaj omego. Wtedy dopiero domyślił 
się, ie był tylko bałamucony. 

Kaucz, aemin, Werner w Paradyiu. 



7. Dziewica z Owieczek, 

w lefiie, który przed laty rozciągał eię między Begoźnem 
a Owieczkami, zbójcy zamordowali młodzieńca i narzeczoną je- 
go, obciąwezy jej poprzednio palce i uszy, dla zrabowania kosz- 
towności. Odtąd w noc ciemną* dziewica biało nbrana, z dużą 
latarnią, czeka na skraja laska gościejewskiego. Zbliża się do 
pnEecbodniH, pizygląda na u się, i jeieli ma czyste sumienie; 
przeprowadza go przez las, poczym z brzękiem rznea latarnię 
na kamień i niknie. Złym Indziom nkręca szyję i rzoca ich 
pod mar, otaczający cmętarz pobliski. 

Opow, Becker z Owieczek, 

8. Strach w Chodzieży- 

W pobliża Chodzieży znajduje się fabryka. Część jej marów 
st&DOwią podobno zwaliska zamku, w którym przebywała rodzi- 
na hrabiowska, której potomkowie byli królami polskiemi. 
Przejścia podziemne prowadzą do jeziora i do kościoła. Zmarli 
dziedzice nkaznją się i hii lasują w murach zamkowy eh, a jedna 
z tyeb postaci chodzi o północy na cmętarz. 

Naucz- Kuntz w Chodzieży. 

9. Strach w starym zamku w Osiecznie- 

Do starego zamkn w Osieeznie przywiązane są liczne po- 
dania o strachach, Więźuiowie, umieszczeui w sali sądowej 
utrzjrmywalij źe tam coś straszy. 



36 OTTO KFOOP 



Około 1350 r. pewna kobieta, odTriedzająea BiOHtrę uft^.am- 
kn, spotkała w korytarssu znajomego, ktiłry od kilku dni nie żyl, 
o Qzyin ona uie wiedziała. Zawołała go po imieniu i cbctała 
Bię dotknąć ubrania jego, ale on odwrócił Bic do niej uieeo 
i znikł, jak gdyliy iiq w sŁietnię zapadł. Sioi^tra^ dowiedziawszy 
się o tym, powiedziała Jej, źe słychać nieraz dreptauie jakby 
nóg kobieeyeh po Bchodach, szuranie pode drzwiami sałi i ta^ 
nieć rytmiczny. Potym pó>.Qo w nocy ałychać znowu ssselcBt 
sukni jedwabnych, bieganie po schodach, a przed zamkiem 
t^teutj strzelanie z bata i turkot szalony. 

Opow* p. W, Yoback z Ofliecziia, 

10. strach we mtynie- 

Mówiono, ie w starym zawalonym młynie coś straszy. Pe- 
wien młodzieniec postanowił się o tym przekonać, poszedł tam 
więc z rewolwerem, urządził sobie posłanie i zapalił świecę, 
O północy postać biało odziana wyntir/^yła się z ziemi, zbliżyła 
się do uiego, a gdy chciał strzelić, rzekła: „Nie możesz mię za- 
bić, bo jestem duchem/' Potym duch zgasił świecę i położył 
Bwoje lodowate re(^e na twarzy młodzieńca^ który umarł ze 
strachu. Ustne z Rogoźna. 

Ih Tellbracii. 

Po prawej stronie drogi z Poznania do Urbanów a, znajdu- 
je się parów dosyć szeroki i głęboki na 5 — 6 metrów. Przy 
wejściu do parowu biło kilka źródeł prs&ejrzystycb; daewa, 
krzewy i kwiaty pokrywały go obficie. D^iś parów ogołocony 
ze wszystkiego^ a iródła powysychały. Nazywa się ou Pas 
Tellbruch. 

O parowie tym krążą różne podani ^ tak, źe dzieci bały 
się tam chodzić, a nawet starsi nnikali go w iiooy, bo między 
godz. 11 ^ą a 1-szą widziadła jakieś w szerokim cdzienin snują 
się po parowiCi pokazując dię i znikając nagle. Widziano tei 
jeidżca na dziwnym jakimś zwierzęciu, ściganego przez potwora, 
podobnego do smoku. Jeździec porywał z sobą wszystko, co 
iyło, i padał wkońcn, jęcząc, na dnie parowu. 

Na wzgórzu nieopodal parowu stał krzyż zmurszały. Cza- 
sami w noce ciemne biło od niego światło. Wkońcu burza kła- 
mała go tuż przy ziemi« Na Wielkanue, gdy ^adzwouiouo na 



PODANIA ! OrOWTA DANIA 37 

rezurekcję, njrzaiio i en tatę jakąś, spii97,czając^ Bię do krzyża, 
i dziecię biało abrane, o długicli włosach, klęczące i modlące 
flię ze Kloionemi rączkami. Ladzie^ patrzący na to^ padli na 
kolana i modlili się, dopóki widzenie nie rozwiało Bi^ w zmro- 
ku. Na pamiątkę tego zdarzenia wy mm ow udo pomuik, przy 
którym ladzie modlili się ua Wielkanoc. Pomnika tego niema 
jaz obeenie. Od chwili zjawiska powyższego strachy przestały 
się ukazywali. Ustne z Poznania. 

12. Kościotrnpy walczące- 

Na ulicy Jeznickiej w Poznaniu £»ą piwnice głębokie, z któ- 
rych przejścia podziemne idą do kościoła jezuickiego i do in^ 
nych klasztorów. Nikt nie zna tych przejść, bo chłopiec, który 
za opłatą próbował zbadać podzietnia^ spadł z drabiny zmursza- 
łej i kark skręcił. Zresztą coś tam strfŁszy po nocach. Pewien 
człowiek zeszedł w nocy do piwnicy, Blysząc stnkanie we drzwi, 
i zobaczył kościotrupy walczące z sobą. Jeden z nich chciał 
go zatrzymać, ale szczęściem człowiek miał kij w ręce, którym 
utrącił rękę kościotrnpovri i nszedł szczęśliwie. 

W piwnicach klasztoru Jezuitów było dawniej dnio koś- 
ciotrapów. Drzwi wchodowycU dawuiejszego klasztoru żadna 
siła nie otworzy o północy. Słyszano tei hrjĄk narzędzi tor^ 
turowyclu Ustne. 

13. Dnsza wyklęta- 

W roku 1741, dnia Ił kwietnia, nauczyciel ewangielieki 
Bemdt śpiewał pieśń, idąc przez miasto Sarnowo za pogrze^ 
bem, chociai śpiew publiczny by I surowo zabroaiony, Z rynku 
skierowano iię na ulicę Garncarską: wtym wikary rozgniewany 
wyskoczył z domu pod nr. iS i rozpędził /gromadzonych, wy- 
trąciwszy Berndtowi i kilku innym śpiewniki, przyczym kape- 
lusz spadł mu z głowy, Oskar J^ył więc ewangielików o zniewa- 
żenie go czynnie i słowami, za co skazano icb na stanie przed 
ołtarzem katolickiego kościoła w stroju pokutnym. Wszyscy 
ewangielicy musieli odtąd być w kościele katolickim pięć razy 
na rok, w trzy święta ważniejsze i w dni Św. Jakóba i Anny 
(25 i 26 sierpuia), i słuchać kazania po nlemieckaj pełnego obelg 
dla heretyków. Musieli także dawać dwie świece na Św. Ja- 
kóba 1 św< Annę, oraz wznieść mar wkoło kościoła. Na płycie 



kamienne] nad fnrtą jest napia: — Fro scelerato et temerario au~ 
BO damuandaąue licentia, praecipne atroci mann u m Iniectione 
comiuaDitatlg aeaŁholicornm SarnoTienBiura in &ervam Dei in 
perpetnam, nt ceteri a similibus arceantar, exBtnixit memoriam 
Die 10. mensis Jnnii anno Dei 1741. 

Nane^yciel Berndt nie dał Bią natlonić do wejścia do koś- 
cioła katolickiego i trwał w nporze do śmierci. Jezuici wy- 
klęli Amtą jego i kazali jej pokutować w lesie, na połowie 
drogi do wsi Sikorcin, w miejscu zwanym Schniedekehk {gar- 
dło kowalów e)j gdzie o północy dusza kowala straszy i sły- 
eliad uderzenia młota. Podanie mówi, ie w południe człowie- 
czek siaduje pod choinami na końcn parowu i przędzie. Jest to 
dusxa Bcmdta. Gdy w Sarnowie wydzwonią południc, wi- 
dziadło znika. 

Zapisane w r. 1839 w kronice earu owakiej. Dostarczył pastor 
Henschel w Zdunach. 



14- Strach w Z6lczy. 

w Zólozy pod Szwarczynowem zbójcy zamordowali pana 
bardzo twardego dla poddanych. Odtąd postać, otulona w płachtę 
białą i obi^iąźona kajdanami, straszy w nocy, tak, iź żaden 
z mieszkańców nie opuszcza domu wieczorem. Ustne. 



15- Strach w Słapowie. 

Wieś Słupowo jest otoczona górami. Na jednej z nich 
fitała szubienica. Kości straconych wałały si^ pod nią, ałe je 
wkońcu zebrano i pogrzebano^ a szubienica sama eic rozpadła. 
Od tego czasu strach wysoki chodzi po górze i straszy ludti 
wrzaskiem i szelestem łamanych gałęzi. Ucz, Eadoński. 



16. Strach w RyWtwach* 

w Ey bit wach (Georgenburg) pod Pakością dwóch pijanych 
się pokłóciło, i wkońcu jeden z nieb zabił drugiego. Na miejscu 
tym pokazuje się około północy człowiek, oguiem ziejący. 

Ustne< 




PODANIA 1 OrOWlADANlA 89 



17. Świętokradca ukarany. 

Organista iv By siewie ukradł i sprzedał korale, zawieszo- 
no na obrali e N. M. Panny tndsfeź brylanty, k których zrobione 
byty irenicej aastąpiwgiy je podrobionemi. 'Wzbogaci! się tak, że 
uabyl w mieście dwa domy. Na lożn śmiertelnym wyznał grzech 
flwój, dodającj że nie może zwrócić tego, co ukradła bonie wie, 
gdzie się to s^najdaje. Po śmierci dach jego począł hałasować 
w kościele. Ksiądz rzocll mu nareszcie jstnłę pod nogi, co go 
przykuło do miejsca tak, źe poruszyć się nie mógł, i skazał go 
do piekła. Odtąd przeitało straszyć w kościele* 

Ucz. Dams w Giiie;?.me, 



18. Czarna zakonnica. 

Pewien pan szedł z siostrą przez pole. Wtym zając prze- 
biegł im drog^, eo Jest złą wróżbą. Jako^ wkrótce zbliżyła się 
do nich zakonnica, czarno odziana, w czarnym obavrin. Uno- 
siła się nad ziemia, dotknęła pana ramieniem, odwróciła się, 
s^rzytnęła zębami^ ale nic mu złego nie zrobiła. 

Ucz, M, Po widz ki z GrDiezna. 

(Ciąg dalszy nastąpi), 
Streidcila Z, A. Kowerska, OUo Knoop^ 



ISTOTY UITYCZNE 

SERBÓW ŁUŻYCKICa 

(Ciąg dałflzy). 



Lutki, palczykl 

Do malycb kubolmkdw pod roimaitemi względami zbliżają 
aię palczyki i Intki; z powodu wice owego podobieństwa chcę 
o nich mówić w tym samym oddzielę^ w którym mówiłem o ku- 
bołeikach ^). 

Nazwft łatki jest obecnie dolnołuźycką ^)^ w Łnżycach 
Góroycb, z wyjątkiem okolic pogranicznych, wcale nie jest zoa- 
na; na pograniczu mówi się: lutki, oraz liiźki [w podrzecKU 
grodkowskim; jedyny przykład owego wymawiania znajdujemy 
w bBiśm Jordana ^Luźki dają ploua^^J] w Łuiycach Górnych 
palczyki (w niektóryeb miejscach także jcBzeze ^Intk]"), 
gdzie dotąd nie stracono lub Die zapomniano wiary w owe 
iBtotki. Wprawdzie obecnie o palczykaeh już bardzo mało po-* 
wiadają, a również w starych zbiorach o nich niewiele mó- 
wiono. 

Wyraz lutki aż dotąd etale pisano „ludki" i wyprowadza- 
no od pierwiastku „Ind;*^ a więc ludki = mali Indzie, Tak wy- 
prowadzali go Smoler, PfuL li. Jordan i inni. Rzeczywiście wy- 
daje BiCy jakoby obecnie 6w wyezly z użycia wyraz lud tak wy- 
kładał, co, jak ei^ zdaje, okazuje formacja lużki. Do takiego 
wywodu lud zapewne przyszedł przez analogjc; zna on miano- 



^) Jednakże i o nich nie można mówić z taką pewnością, że 
są ,, bożkami domowemi/^ jal^ to czyni II. Mdchal, mówiąc: ,3ożki 
domowe zowią się u Łużyczan ludkami/' Kolęda^ 18^0, 344. 

*) Tylko w Rogowie dr. Muka zapi6ał „paijaczki/' co od- 
powiada górnołuiyckiemu .^pulczykl/' 

■) Zobacz wyżej. 



ISTOTT MTTTOZNB 41 



wicie ^nóene żMkł***) (bez wątpienia od pierwiastku „żM"*J, 
i zapewne wedlng tego wyrazu łatki sobie ttnmaczył. Przytym 
i bez owego porównania mógł Bobie eiemny wyraz ^iDtki** tlu- 
mac^jó jako ^Judki/' skoro o ich wielkości pomjstai Być moie 
takźe^ \Ł pnj tym wyrazie plntki** nie myślał o tB,dnym wy- 
wodzie, cboeiaź mówił: „Lutki byty to takie małe ezlowieczki" 
(Zagor')- jednakie nie powfada: „Letki, tj. małe ezłowieczki.^ 

Z tego powoda miałem wątpliwośó, ezy wywód teD można 
UEDać za Bankowy. Rozmyślałem w taki sposób: Forma „ludk'' 
(I pojed,) jest wprawdzie możEiwą i znaczy „mały lad*' 
(kleines Yolk)^ ^ladki^ zai są 1, mn.> owej formy. Jednakże 
w tym wypadku wyraz „Indki^ znaczy ^małe lady" (kleine 
Yolker) i nigdy nie może znaczyć ^mali ladzie" (kleine Lente), 
co rzecz} wiście mn^i oznaezaó wyraz , Jatki t'^ Na takiej drodze 
doszedłem do poznania, źe forma ^ludki" w znaczenia ^mali In- 
dzie" jeat niemożliwą. 

Stąd byt mi bardzo na r^ke wywód Miebała Hornika, 
któiy ten wyraz poczytnje za „Ijutki" albo „łatki*' = łątki* czes. 
loatky. Lnd obecnie nie wymawia ja^: łatki, ale mówi: łatki, 
podobnie jak siijmówi np.: ludaó zam Indae, laćny zam. łacny. 
Ten wywód wydaje mi się bardzo prawdopodobny; w Sło'iTacji 
takie iBtoty mityczne nazywają naprawdę lutki^}, tj. po 
czesko: loiitky ^lalki^ zabawki dziecięce), przez eo jeszcze bar- 
dziej aiq potwierdza prawdopodi^bieństwo wy wodo Hornika, Wy- 
razu „lutki*' używają Słowacy tylko w liczbie mnogiej^ eo po- 
wiedzieć należy także o wyrazie serbo^łużyckim ,Jntki;" ladzie 
zawsze mi o nich tjlko w liczbie mnogiej powiadali, a gdy 
niekiedy masieli rzeo w liczbie pojedynczej, mówili: ,jedea z lut* 
ków," ,jZ nich/* „jeden taki człowieczek,'' albo pomagali sobie 
w jaki podobny sposób^ byle tylk^o nie mówió liczby pojedyn- 
czej od „łatki/' 

Przejrzyjmy teraz p wieści dolnołiiżyekie i pograniczne 
o latkach, potym przystąpimy do szczątków baśni górnołaiyc^ 
kich o palczykacb, oraz do podobnych bajek w stronach po- 
niemezonych. Wszystkie te istoty będziemy później porówny- 



') Nazwa ,, nocne stfidki" rzadko się trafia. 

*) ,,Z5d/' ,,iidkV' po dolnołażycka „dziad,** „dziadki." — 
l\zyp, tium, 

*) P- Dobezinsky, Prostonarodme ofujcaje^ potf^^y a hnf thtfen-- 
iH, 114. 




42 ADOIłT CZERNT 



wali z podoboemi if^totamt a ianjeb Słowian i kdów, iebyimy 
o ile moŹDO^ei zdołali wy ti umączyć sobie icb pochodzenie itd. 

Co eię tyczy postaci lutków, opisują najwięcej tylko ich 
wielkość, tj. właściwie maleńkość. Osuae^ają ją \v rozmaity 
sposób. Najwięcej mówią, źe były one wielkości dziecięcej. 
^^Wielkie były jak dziecka d'£ i efli^cioletnie/^ — mówiono mi 
w Jemielicy, W Zagorju Rłj szałem tylko, ie ^byly to takie 
małe człowiecirki jak dzieciątka;' pewien człowiek z Gozda 
pod Jaeeaiem posiadał, że hyly mniejsze od dzieoi. ^Małe, 
tłuste były, niby dzieci,"— wspominano w Cifciku. Niekiedy cał- 
kiem nie mówią, jakiej były wielkości; powiedzą tjlkOj m byli 
to mali ladzie. Tak E. Muka zapisał w Rogowie: ^liyły to ma- 
luchne „złoj&szki ' albo ^palj^cki^' które mieszkały pod ziemią/' M 
W Spalaełi mi mówiono: j^Byli to tacy bardzo mali ludzie.* 
Często też porównywają je z rozmaitemt rzeczami. Tak słyszą* 
łem w Wojereeach: ^Lutki były takie małe, jak szklanka albo 
ta lampa.' U Schnlenbnrga czytamy: ^Były wtedy, jak szczotka 
(wie eine Kleiderbilrete), stopę i cal. półtorej stopy/' iWend' 
V(?lkssagen^ 277)^) Jak były maleńkiemi, okazuje lud na icłi 
czynach i tym podobnie. lak np, w Czorn^m Khołmcu słyszą* 
lem, ie ^Intki w Narcin tańcowały na piecu n Dochów/' U Smo- 
lera czytamy: *,Póki były małe, codsień jeden właził do poży- 
czonej dzieży i nsiłował dostaó się razem z naczyniem do do- 
mn tym Bpoaobem, le przewracał się razem z dzieżą'}. Schuleu- 
burg prawi, że mogłyby w piecu od chleba młócić*), że małą 
beczkę musiały nieść we dwóch, wielką w azeJeiu albo ośmiu 
{W€nd. Volkssagen^ 277). 

Zresztą bardzo mało opowiadają o ich postaci. Fo więk- 
szej części mówią, że miały całkiem taki wygląd, jak inni lu^ 
dzie*), potym między innemi i to^ że miały białą skórę. Słysza- 
łem też^ że są czarne jak murzyni: ^Lutki były czarne jak 



1) Ćasi^p. Muó. Serbskeje, 1884, str. 51, 

*) u Scljulenburga czytamy: Sie waren gro as wie Kinder Ton 
einem Jahre { FF. Voik8thum 1 70, ze Ślepego), Sie wareu*,, wie zwei- 
jahrige Kinder {W^^nd. yołkjtsagen. 277). 

') Porówn. Haupt, Sagenbtich, 72; Bchnlcnburg, Wend. y^ifciia- 
g€n^ 279; Yeckenstaedt, nr. 25, atr. 162, 

*) Porowa. Yeckenstedt, nr. 1, str, 157. 

^J To, co Yeckenstedt mówi: f,Die Ludki sind kleine Lente 
mit einem groBsen Kopf gewesen/' — ^Jest całktom nieznane. 



rSTOTT MITYCKNiC 43 



murzyni," ^powiadała mi stara Miercinkowa z Karcianej Winicy, 
od klurej zapisałem wielką Uoj^ć zajtniijącycb baśui, powiei^ci 
itd*}. Tutaj należ; także baśń^ w której między inneaJ syspo- 
mina się^ £e tniały czarne brody. 



22. Czarne człowieczki (Carne cłojaśkl). 

Pn&y drodi^e, która *i Luborazti kolo Ochoty pr/.€/. las 
Ocfaoeki do Chociebuża prowadzi, w pobliźn karczmy Tatańekiej 
jest ogórka Żydowska;'' górka ta uosi nazwę od kupnńw ży- 
dowskich, których tam rozbójnicy zabili i porąbali. Tam jesz- 
026 po dziś dzień Btraezy. Fewieo człowiek, zresztą Dajznpełniej 
trzeźwy i rozumny, opowiadał k3> proboszczowi Latkemn: ,,Szed* 
łem póżDO wieczorem z Ijiiboraza do Ocbozyi do do run z jar- 
tuarkn; skoro przyszedłem do górki Żydowskiej, chciałem sobie 
fajkę zapalić. Pocieram zapałki o spodnie skórzane, ale żadna 
nie chce się zapalić. Kziacam więc wszystkie ua ziemię. Naraz 
widzę dokoła siebie gromadkę samych małych czarnych czło- 
wieczków w wielkich kapeluszach, z czarnemi brodami. Z wiel- 
kim strachem pocieram zapałki dalej, a te małe człowieczki 
wszystkie chwytają. A tymczasem słyszę taki żywy szmer 
i szczebiotanie^ a człowieczki coraz wyrażoiej dokoła mnie ska^ 
(^ą. Uciekłem z największym strachem, przytym zgubiłem ka- 
pelnsz, i oblany potem, przybiegłem do domn. Inni Indzie mi 
mówili, że to były lutki. 

E- Mnka, Łulica^ 1884, nr 10, 

Lntki były to więc małe, bardzo małe człowieczki, lecz bar- 
dzo mocne. Tn już występuje ich strona demoniczna. 

Ubrane bywały w rozmaity sposób. Niektórzy mówią, ie 
nosiły czerwone*), inni znowu, ie miały białe szatyn). 



^J Była mi zwłaszcza miłym i wiarogodnym źródłem, ponie- 
waż jeszcze mocno wierzyła we wszystko, co powiadała. Jej dusza 
ciągle jeszcze iyła w owych czaaacłi, gdy wszystkie te i tym pt*- 
dobne wierzenia były zakorzenione w Judzie, latotnie bardzo mało 
spotkałem w^ród ludu podoboie zajmujących osób, jak Miercinkowa. 

-) Schulenbnrg: ^^llattcn rothe Jackeii uiid rothe MUtzen." 
Wtnd. Vołk*.9affin^ 211,— H'etid, l^oiHthnm^ 170. Że nosiły ubiór czar- 
ny, szary lub niebieski, jak to czytamy u Yeeken.stedta (str, 168j 
nr. 7j 8. 9), lud nie powiada. Tylko w Luźycach Górnych słycbau, 
ze miały ubiór szary (zob. niiej), 

^) Schnlenburg, W, Yoihthumj 170, (Ze ŚJlepego i Jabiouca). 



44 



JŁDOLF CZBKWT 



Zwłaszcza wepominają, io miały ^czerwoną myckę" (czapkę,— 
Skjarbość i in.}. W niektórych baśniach mówi si^, że miały ka- 
poty w pasy (zob. niżej nr. 23) i wielkie kapelnaze (nr, 22), 
Co do mieszkania j musimy Itttki podzielió na dwie kate^ 
gorje. Po większej ezęóci mówią, źe łatki przebywają w zie- 
mi; w niektórych odpowiednieh okolicach mówią znów, że prze- 
bywały w lasach i górach (pagórkacti). W stronach lesistyob, 
gdzie niema wcale pagórków, a tym mniej gór, mówią: ^^Wtym 
lesie były takie jamy, a tam były Intkr' (Jemielioa). i,Byly 
w krzakach w ziemi" (Zagor*, Jablońo). Kało Wieaki (Lngk- 
oitZj pod Mn^.akowem) podobno mieszkały pod wielkim dę- 
bem, pod który szła ścieika i tędy wchodziły i wychodziły 
(Jemieliea^). W lesie pod Praszywicą w Łnżycaeh Dolnych są 
jairy, które lud nazywa ^Intkowe doły,' także koło Ślepe- 
go (blizko kolei żełaznrj) są w lesie ^lutkowe dziury'^ (tam- 
że) i podobnie w innych miejtiieach. Tylko często powiadają 
taki^e: ^Tego nikt z ludzi nie widział, gdzie one w ziemię 
wchodziły i wychodziły" (Wojerecy^ł. Najwięcej mówią, że miały 
mieszkanie w górach*), Wicie pagórków w Łużycach nosi 
nazwtj ^lutkowa górka,*' płatkowa góra;^ w ogóle miejsce, gdzie 
podobno niegdyś lutki mieszkały, zowie się gdzieniegdzie ^lut- 
kownia**V- Jcdatł pole w Fopojcach zowie się „Intkowa górkaj"* 
a okolica niecB dalej ^za latko w*i górką'' (tamte). Na Horach 
pnd Wojerccami znnjdnje się ^Lewych lutkowa górka,'' a także 
pod Niemicsikiem mają „Intkową górkę'' itd, 8ą wszakże góryi 
o których mówią, że w nich Intki mieszkały, a które jednak 
nie nazywają się ..Intkowe iróry. " Takiemi są: pod Terpem, 
^gród" w Bórkowach^ Babina góra pomit^dzy Ślepym i Praszy- 
uieą itd. Tutaj należy wspomnieu także ,,koltki - domy" (domy 
czarownic) na Czornobogu ^). W górach miały długie korytarze 
do środka, jak to np. o .lużcynej górje" pod Syjkiem [zob. nr. 
13) powiadają. Bardzo rzadko (snadi) mówią, że nie miały wcale 
btałego mieszkania, ale że przechodziły z miejsca na miejsccT 
jak to Sebnlenbnrg w Gorjonowie zapisał^;; ja czegod podobne- 
go wcale nie słyszałem, 

*) Schttlenbur^, tamże, 

^) Por. także 3chuleaburg, Wend. YoiH^agtn^ 277« 

®; „Lutki mieszkały w wielkich górach w ziemi'' (Hory pod 
Wojerocaini) 

*) n, Jordan, Łuzi^an, 1876. str. 19. 

^) Patrz o nich ni^^ej i w oddziale KuUlcik. 

*J W€nd, ViilkM$agmy 277, 



ISTOTT MITYCZNE 45 



Lotki innego rodzaju przebywały pod chatami tud^^ 
ktemi; jedoakże takie powiejei w Łu^ycach rzadko eł<^ słys/ią. 
Według tych powieści, łatki zbliżają Bię do duchów domtkwyeb, 
do kubolcików, a jeBzcze więcej do mBkioh „domowych/' Tu- 
taj naleią baśuie A* Kabeuaua, które podaliśmy pod nr. (I) i (2) 
w oddziale „Kubołcik.' W Spalairh mówioDO mi, ie „pod do- 
mem Wuszków lutki byó^ muszą. Schuleuhurg powiada ( iV€Hd. 
Vaik:i£hHm^ 7\ ie w Grodku pod Kiemiti od kapliczki św* Je- 
rzego ai do pewucj budowy idzie korytarz, o którym powia- 
dają, ie tam były lutki. Zajmującą jest basu uaBtępująoa; 



23. Odejście lutkow. 

DawDiej tutaj w Wojerccacli były etajuie i gum Da panek i e 
Pewien stolarz uajął jeduo gumoo i począł w utm robić trum- 
ny* Ludzie mówili, ie lutki tego znieść iite mogły. To było 
tak: „Baz na dworze blizko Btarego gumna dzieci bawiły si^ 
i jeździły dokoła; d^ien^czyna w wózku disiecko woziła. Ogodz, 
dwunastej, akoio pambek przyjeeliat od siana^ dzieci poczę- 
ły pędzić do domu, tak, ie nie mogły się we drzwiach zmieścić. 
Hatka i parobek biegli uaprzeciwko, ale nic uie widzieli. Dzieci 
wszelako powiadały, ie zo stodoły szły trzy pary takich m a- 
lyeb lud^i, tańcząc i śpiewając. Jeden był z takim 
szamerunkiem jak huzar, który tu był we święta,^ 

Opowiadała Magdalena Miercinkowa (lat 70} z Narciauej 
Winiey. ' 

Pewien dział baśni poc zyt uje lutki sa istotnych 
ludzi i przypisuje im własuości człowiecze, Bodzity aig 
one, a dzieci ich chrzczone były, jak się to powiada w baś- 
niaoh nr. (1) i (2), ij\y w małżeństwie (jak to z tych aamych 
baiSui wypływa) i umrzeć też musiały. Cu się tyczy sposobu 
grzebania, Schulenburg powiada w jednym (jedynym) miej- 
scu, ie s umarłych swoich paliły i popiół oraz kości zakopywały 
w ziemi. Najbliżsi krewni przy tym bardzo płakali i przed 
oczyma trzymali łzawuicei w które chwytali łzy i które potym 
w grobie około wielkiej popieluicy stawiali/'^) Powieść tą mu^ 



*) fK VolkMagen, 280, Porówu. też Yeckenstedt nr, 24, 



i 



46 ABOLF COTBNT 



ńimy przyjmowacS z wielką oatroźaośeią jaa dla tego, /.e była 
zapidaoa tylko w JedDym miejscu a Schulenbarga (i w jedoyiD 
a Yeekeuatedta); a wszystkich zaó innych ^bieraczów nic podob- 
nego uie znaj dajemy, ja zaś u ludu nic takiego nie aty szałem. 
Przeciwnie, ełyszalem inne, niezaprseczenie ludowe objaśnienie 
popieluic, mianowicie j źe w nich lutki gi^towaly jedzenie, przy- 
czym opowiadający (opowiadająca) dodawali: „Jednakie pano- 
wie powiadają, że w nich umarlycb swoich grzebały." Priypasz- 
ezam, ie snadż lyd sam pr^yd/^edl do poznaoia ^naczeuia po- 
pieluic, znajdując w nich kości, ale sj^^eby sam zgadt znaczenie 
łzaw nic. to wydaje mi siq niemożliwym* Objaśnienie to do Ind a 
przyszło oajprgd^ej ud ucKonyeb; w Łnźycacli Dolnych już czę- 
sto gęsto w rozmaitych mieJHcach pos7.nkiwano w 2temi szcząt- 
ków arclieologicznych, a przy tej Bpasobneści Indzie dowiady- 
wali BJę o istotnym znaczeniu popielnic, l^awnic itd. Owo objaś- 
nienie nowoczesne lud przyjął Ka swoj^i i tym sposobem zmie- 
nił swoje dotychczasowe, jak przykłady tego znajdujemy wy za- 
dzie w tradycji ludowej, np, żaden mit nie zachował ftię w pier- 
wotnej postaci, ale często zostawał wielce zmieniony różnemi 
prtprawkami, ozdobami^ nowemi poglądami Ud,^ tak, \t z wielką 
trudnością poznajemy pierwotną jego postaó, a nawet wcale po- 
znać jej nie możemy. Niektórzy w tych wywodach (bardzo 
rzadliichj nierozszerzonych ogólnie) chcą widzieć ciemne remi- 
niaccncja ludu ^ cstasów pogańskich. Jest to najzupełniejsza 
niemożliwość; wprawdzie lud może pamiętać niejasno, że przed 
tysiącem lat byli tutaj poganie, ale szczegółów z ich życia wcale 
nie pamięta. Przykładu tego w żadnym ludzie nie znajdujemy. 
Wprawdzie rozmaite Indy powiadają sobie o swoich poprzedni- 
kach przedhistorycznych, jednakże w tych i tym podobnych 
baśniach jest tjlko tyle prawdy, że w tych lub owych krajach 
w bardxo dawnych czadach przebywały jakie- obce lady; 
wBzystkic inne azc^.egóły są najzupełniej wymyślone i zmienione 
w taki sposób, że pierwotną Ich posiać z trudnością poznajemy. 
albo całkiem nie możemy poznać. 

Pod ziemią lalki miały całe gospodarstwo, jak lu- 
dzie. Jedzenie gotowały sobie w garnkach glinianych z bardzo 
grubemi ścianami (Zaspy, Kogo w ild.)- -Wszystkie urny,— świad- 
czy Mnka w Czasopiśmie Mać, Scrd. 1884, str. 51,— które wy- 
kopują często w okolicy (Rogowa], ludzi poczytają za cza- 
sze i garnuszki owych lutków; a nawet stara niewiasta nieda- 
leko w Barbnku używa takiej małej urny za czarkę do Boli, 




ISTOTY MITTCZNS Łl 



i luówi^ ie sobie jej od lutków pożjczyła.^ Stara Mierciukowa 
% Nftroift powiadała mi: ,,Saiiia widziałam takie czarki od latków, 
które wykopano w lut kaw ej górce Lewych na Horach {pod Wn- 
jerecani])* Hiały one bardzo grube ^ciuDy. I^ud^ie śoiiali biq 
z tego i mówili: „Mnsiały mieć bardsto dużo drzewa, iż w ta- 
kich garnkach gotowały!'' Niekiedy tylko powiadają^ źe lotki 
przychodziły do ludzi gotować sobie jedzenie. Schnlenbiirg ( IV, 
Voikssagcn^ atr. 15) mńwi, że dzika niewiasta (od lutków) przy- 
cbodziła do dawniejszych mieszkańców Borków, gdy ci stawiali 
gobie donij pice zabij na ogtiiu. W iunym micJBCU (tamże, str. 
279) mówi, że łatki, które były na górce poza Smogorjowem, 
Bpaly w dzień, a w nocy przychodziły do wsi, aby sobie goto* 
wac jedzenie u ładzi. 

Jakie potrawy i naboje miały wogóle, poznajemy najlepiej 
z baśni, w który eh jest mowa a obcowaniu Intków z Indimi, 



24* Lutki pożyczają sobie dzieży. 

Przy drodze Cialowej^)^ która prowadzi zJemielicy do Ja- 
błońca, mieszkały Intki* Nateocza^ po .niedzieżę ' chodziły do 
Hieta (imię własne: Mięto) i chciały piec .niekołaeze ' (bochen- 
ki chleba). Mówiły zwykle: .Frzywiążcie waszego waszcierac- 
ka (psiaka), on nas gryzie, a my udniesiemy waszą niedzie^i^.^ 
„Niedzieię"^ przyniosły na ogień i ciasto na niej zaczyniły, a po- 
tym przyniosły .nie kołacze" za to pożyczenie. 

Opowiadał Hanso Muiik (TO-letni) z Jemielicy. 

Pod Wietoszowem pokazują miejsce, gdz^ie lutki podobna 
miały swój piec do chleba, ^Gdy na tym miejscu starożytnicy 
robili poszukiwania^ znaleźli tam wykładany kamieniami dołek 
z popiołem i takie same kamienie, jakiem! w prastarych cza- 
sach zboże na mąkę tłuczono." -) 

»Lntki przyszły pożyczyć sobie kierznię, potym robiły 
masło, a kierznię napowrót przyniosły.^' (Z Parozowa). 

Za pożyoione naczynia przynosiły ludziom maślankę, al- 
bo chleb (placki)* Jednakże ich chleb (placek) był podobno 



*) „Droga ciałowa** zapewne dla tego, ie nią cislo na cmc- 
taris niobą, 

•) H. Jordan, ŁMlihn^ 1876, atr. 19. 



48 



A.DOLF CZERKT 



Z piaBkiem^ z popiołem; niekiedy zaś mówią uaodwrót, źe byl 
bardzo dobry* Parobkom, którzy da polu orali, przynosiły nie- 
kiedy piwo (zoli, niżej}* 

Żeby mogły pieo cbleb, mneiały także siae ^yto. Rodzaj 
trawy Hordeum murinum (Mauergerste) nazywa si^ po doloo- 
łużycka .Jutkowo zboże,' które podobno lutki siały*). Gdzie* 
indi^iej nic o tyra nie iniWi^j. W De^zuie powiadają, że łatki 
przy żniwach tylko kłoski odrzynały, pozostawiały mś ^ślomę^), 
Ponieważ robiły maało, mtmiały też mieit swoje krowy. 

Ze ^łów ichf kiórerai eobie od lodi^i naczyń pożyczały, po< 
snajemy, że miały OBobną mowę. Najwięcej powiadają, że 
wszystkie rzeczowniki naprzód twierdząco^ a poty m prze- 
cząco wymawiały. Naprzykład mówiły: -Dajcie nam dzieżkę 
niedzieżkę^ my cbcemy upiec sobie kołacz niekołacz." 
Podobnie: masielnicę niemasielDiec, łyżkę niełyżkę, miskę nie- 
miakę itd. Niekiedy mówiły tytko przecząc o, jak w bał- 
ni nr 24. ^V niektórych bajiniack wszystkie ich słowa są cał- 
kiem przeczące: ^My nie cłicemy mieó nic waszą niedzieżkę." 
W niektórych stronach (około Bar^zcia) powiadają, źe lutki 
istot nie uie niuiały poserbo-łażyckn i że z niemi 
trnduo było się poroitumieć^). Scbnlenbtirg [Wcndische Viflkssa- 
£ełi^ 2h0} mówi: „Miały one inną mowę, tak, ze ladzie nie za- 
wsze je rozamieli; pokaz} wały więc, czego żądały. Te-^o, co mó- 
wiły po serbo-łnźyckUj dobrze nie mówiły, zawsze jedno słowo 
dobrze, drugie źle; jedno bIowo od początku, dragie od końca; 
wszystko jednym słowem mówiły." Ze nie umiały dobrze po 
serbo-lnżycku, widac to po ich zdaniach, które były nieprawidło- 
twe i niepełne; mówiły onenaprz,: „Wagi wigi, korytko (niecki) 
późycćo, klebupjac, kl^łi pHnjasć'' (Scbalenbarg, tamże). Do ser- 
bo-łażyckiego mieszały inne^ Łużyczanom nieznane wyrazy, jak 
„wagi wigir rozmaite isyrazy inaczej nazywały ni z Łnżycza- 
aie^ jak np* zamiast .psyk' mówili „wusćerack." 

Chętnie iańczyly i lubiły śpifiW i muzyka. Baśń nr, 23 po* 



*) Schulenburg, Wtnd, TolkMsagm. 283, 

^) H, Jordan, łiulican, 1876. str, 19. Według tego prowa- 
dziły gospodarstwo bardzo zacofane* 

*) H, JordaiL Łuliran, 1876, str^ 19,— W baśni ,, Dzwon Ln- 
owski" (zob, niżej) jest mowa o niezrozumiałym napisie na dzwo- 
liie^ pocłiodzącym od lutków. 



TSTOTT MITTCZNB 49 



wiada, ^e ze stodoły wychodziły ..tańeząe i śpiewaiąo." Slygze- 
Ijńmy już t&kKo, że w Narcti „ua piecu Dochów'' tańcowały, 
Smoler^i powiada: ^Były one takie mtisyk antami i grały oa pew- 
nego rodzaju cymbałach z tanpientami. Dlategro odwiedzały 
zabawy Ind/ii jako niuzykanty, a nierzadko tet jako tancerze 
i tancerki i przynosiły z aobą niemal zwykłe dary." 

Lntki byli to dobrzy ludzie: „Chytrzy (dobrzy) Indzie byli'' 
— mówiła mi ślepa niewiaHta w Zagorju* To eię też okazuje z roz- 
maitych baśni, które o nich powiadają. Ludziom nie szkods&ily 
{chyba że ich drażnili); owszem obcłiodzilL się z niemi po przy- 
jacielsku i często im wiele dobrego okazywały; przynajmniej 
starały się okazać im wdzięczność, o ile nmiały i mogły* Lntki, 
które poza wsią w ziemi (w górach albo w lesie) mieszkały, 
przychodziły do ludzi pożyczać Bobie rozmaitych rze- 
czy, najwięcej naczyń, jak dzieże, kiarznie, garnki do njleka^ 
łyżki, talerze^ szklanki itd. Niekiedy sobie pożyczały jedzenia: 
p Przychodziły do ludzi i mówiły; My chcemy wasz nieplacek, 
niechleb miee. I^Iacek pr^ek^awa^y na pół i mówiły: Przynieś- 
lismy wam waez niepłacek napowrót" (ze Ślepego). Lutki 
z grodziska (grodu) Borkowskiego przychodziły do ludzi na 
wieśr siadały na „murku" i f:;riaty się przy piecu"). Kiedy zwra- 
cały pożyczone rzeczy- był w nich zawsze jakiś dar dla ładzi 
(Smoler, Hanpt). Zazwyczaj tylko z jedną rodziną miewały sto- 
Aunki przyjacielskie (Bchulenbnrg); w rozmaitych wsiach opo- 
wiadaj ą« że chodziły do tej Inb owej rodziny (zob. niżej bajkę 
nr. 29) *}. Bały się ludzi nieznajomych, wysokich i psów. We- 
dług Smolera, pomagały ludziom w pracy*), co Ind opowiada 
w niektórych okolicach (Cisk, Jem i el i ca i indziej). Żeby były 
nikczemni kami j którzy kradti ludziom zboże z pola itd.^ jak to 
pisze Yeckenatedt (nr. 4, str. 157; nr. 24, str, 162), tego Ind 
nigdzie nie wspomina. 



*) Parnicki II, 268, Pf? nim Haupt. SagenhncJi, str. 52. 

^} Schulenbnrg, W, Yolkssagen, 2S6; porówn. Ycckenstedt, atr. 
160, nr. 18. 

^) Von Orosskoechen geht die Sflge, dąsa die Ludki jioch m 
neuerer Zeit die dasigeii Sorbeneiawohncr lieinilich uud zur Nacht- 
zeit bcsnciit uud mit ihnen' geheiointesYollen Yerkelir gehabt h^ibeii. 
Haupt Sagenótich, str, 52. 

"*) Suiolcr powiada; Lutki aind,,, dienatfertig. Porów, to, co 
niiej mówi si^^ <j palczykacJi, 

Wisła t, IJl *e*t, i i 



m 



ADOLF CZERNT 



Po wiqtgzej części mówią, 4e do Indzi przycliodziły Tvie- 
czorem albo w nocy, jednakie słyszałem takie, iż przycho- 
dziły w polndnie 'o godz, 12-ej (Zagor'^}, Wskaznje to 
ieb stronę demoDiczoą, gdyż godzina 12 w polndoie* daje moc 
rozmaitym demononi, zresztą w wierzeiiiacb Indowych ma po- 
dołine znaczenie, co godzina dwunasta w nocy. Tutaj należy 
takie zaliczyć to, co napisałem w Wojerecach: ^Po słońca nikt 
nie ośmielał siq wycłiodzić^ bo inaczej Intki Indziom wielkie 
figle płatały/' 

Inny rodzaj Intków (tych, które przebywały pod mieszka- 
niami Indzkiemi) okazywał się jeszcze bardziej przyjaznym dla 
Indzi, aniżeli łatki, które mieszkały w góraeb i lasach. Dla 
krótkości nazywamy je Intkami domowcmi. Lntki domowe lu- 
biły wyprawiać gody swoje w mieszkaniach ludzkich; przycho- 
dziły w nocy do izb i tu jadły i piły, tańcowały i weseliły się. 
Do izby przychodziły podobno korytarzami podziemuemi i dziu- 
rami myszemi, a to zwłaszcza wpobii^.u pieca, jak to opisuje 
baśń Habeuaua (nr, 2): gdy kticbarka siedziała przy piecu, po- 
częły się nagłe kamienie rnszać pod jej nogami, po chwilce 
rozst^iły się całkiem, i z ziemi wyBzedl człowieczek w czerwo- 
nej czapeczce. Kto ich zobaczył, nie powinien żadną miarą do- 
kuczać im, ale pozostawić w spokoju; kto im dokuozyt, tego 
dom ssczęście opuściło. Według tego. lntki okazują ^\% jako 
stróże i obrońcy szczęścia domowego^), 

Lntki, które przychodziły pożyczać sobie od ludzi rozmai- 
tych rzeczy, za pożyczenie ladziom dary przynosiły: swój ehlebi 
placki itd. Zwłaszcza lntki domowe dawały ludziom dary 
za usługi, które im ludzie wyrządzali. Takie dary od Int- 
ków domowych miały moc czarodziejską: póki je 
miano w rodzinie, poty szczęście kwitło; po atracie ich rodzinę 
szczęście opuszczało i wpadała w niedolę. Tak paui Heynioke 



*) Zoh, pripołdnica, prfimćnk. W południe pokazują si§ zu- 
mkij dawno w gruzy rozpadle itd. Z gumna, w baśni nr, 23, szły 
one także w południe o godz. 12-ej, 

*) Smo(er (tamże) powiada: Ilir LieblingsvergnUgen war aber. iu 
dem Elause einea Menscben bei Nacljtzeit eiu Gastmahl zu feiern. 
\^r Bie zu belauschen dag GiUck hattt;, sali sie daun durch unte* 
rirdieche GEnge und Mauselócher zum Yorschein kominen, Beleidi- 
gen dnrfto man sie alsdann nicht, wenn man aeiii biiuslifbes Gltlck 
lieb hatte. 



ISTOTY MITTOZSE 61 



^bajka nr (1), — która żoace latka pomagała w pologa, za swoją 
Ufłługę dostała od lutkńw pierBcień. Dopóki pierścień zacho- 
wywał Btę w rodzinie, szczęście przeliywalo pod jej dacłieoi. 
Wszelako pewnego razu, gdy paoi Heynicke jeż postarzała, 
piericieńf który ciągłe na palca nosiła, uagle p^kł, i od lego 
czasu rodzina Heynicków była uieBzczędiiwąO- Jednakże, cbo- 
ciai t^ame Indsiom za okazaną życzHwość dawały dary, od lo- 
dzi daraw brać nie lubiły. Gdy im ludzie coś dali^ nie 
przycłiodziły więcej. Kucłiarka w baśni Rabenana nr, (2) uszyła 
dla swego cbrześniaka (chłopczyka Intkowego) czerwoną cza- 
peczkę 1 dala ją ojcu, gdy według zwyczaju przyszedł do niej 
rmz wieczorem p Te u roześmiał si^, i rzekszy; ^DoM darowane, 
a jednak nie doś<! darowane,"— odszedł i nie pokazał się więcej, 
Lntki górskie i leśne dawały niekiedy Indziom dary 
z pewnym warunkiem^ mianowicie do darów swoich doda- 
wały jakąś zagadkę* Basu o tym częnto się przytrafiaj mo- 
tyw jej należy do najczęstszych w fiuźyeach, nawet slii^y on 
za podstawę pokrewnych baśni o wodnym człowieku* Podobną 
bainią jest na&tępnjąca. 



25. Lutki pod Trzelnem. 

Moja babka opowiadała nam dzieciom, że tntki niegdyń 
mieszkały nad rzeką w .starych kątach." Gdy tam pewnego 
razu orał gospodarz Jan, pooznł przyjemny zapach. Powiedział 
więc szybko: ^Zapewne lutki mają jakąś zabawę; mogłyby mi 
te^ przynieść placka!* Aż tn^ po chwili, było to około 11-ej 
przed południem, przychodzi jeden z liitków, niosąc placek 
i dzban napoju^ postawił jedno i drugie na trawniku i rzekł: 
^Zjei<5 możesz, ale nie waż się krajni^; wypie możesz, ale dzba- 
na do ust nie )>rzy tykaj. Inaczej źle będzie z tobą," Gospoda- 
rzowi Janowi na takie słowa zrobiło się niedobrze, drapał się 
w głowę i orał pomału dał ej « Skoro raz jeszcze zawrócił 
i przyszedł znowu na koniec, siadł na trawniku^ wydobył nóż 



^) Veckenfłtedt, ur. 25, str, 162* mówi: Was von den Bpsiseii 
bei der Mahizeit tibng bheb. das licBseu sie zurUck^ Am andern 
Morgę n taiid es 8ich dann^ daas sich diese Ueberreete in Gold rer- 
wandelt hattou. — O tym żaden inny zbieracz nie nie naówi, i ja też 
uic podobnego u łudu nie słyszałem. 



•w. 



52 



ADOL^ CZeRNT 



wjkrajał placek tak, iż spód cały został; i wykrajane ajadf, Pi6 
mn &ię takie cb ciało, ^ziął więc slomke, waadził do dzbana 
i prędko wszjgtko wypU. Zaledwie skończył, przyszedł ów 
człowieczek, chwycił kromkę i dzban, Tzekł: ^To ci sam exart 
poradKiI!" — i wyniAsl się* 

H. Jordan, Łuli^an, 1879, atr. 9, 

Podobną baśń obrobił Zejler w wiere^n (.Lutbi pod Czel- 
nem,** ^} W niej się zna)dnje inny szczegół: Chłop wywiercił 
w dnie dzbana dziurkę i z tej wypił wszystko piwo, ponieważ 
człowieczek mu przykazał, nby nie ważył aic podnosić wieka 
od dzbana (a bynajmniej nie to, aby niewaiyl się całkiem do- 
tykać dzbana)* Podobną baaó (tylko nie tak dokładną) podaje 
^cbnlenburg ( W, Voikssag€H, 285). Tam mówi także, że lulki 
pewnego razu chłopu na jegro żądanie przynioaty maślanki ^), 

Jeżeli ludzie wyśmiewali się % nich, jeżeli uie chcieli poży- 
czyć ini żądanej rzeczy, albo gdy się im w a^iymi sprzeciwili, 
lutki mścić się nmiały, Wszelako przykłady tego są bardzo 
rzadkie. Schulenbnrg na atr, 278 swego zbioru IV. Voikssa~ 
^en mówi, że szkodziły bydłu ty eh, którzy im niczego pożyczać 
nie chcieli, albo że pograrały się o to, by im się zboże nie ro- 
dziło (przyznaje jednak „Yereinzelt"). Tam też powiada o pew- 
nej matce, która ciągle śmiała się z małości lutków i mówiła, 
że musi to być zabawną rzeczą zobaczyć cłioó raz takie małe 
lalki; potym córka jej vTeale nic urosła. Na str, 283 mówi, jak 
pewnego razu łatki pod Strzadowem dziewczynę biły biczem, 
ponieważ na górze ich póiuo wieczorem krowy pagla^]. 

Skoro mówię o obcowaniu lutków z ludźmi, muszę też 
wspomoieó baśń, która żywo przypomina niemiecką „Sehnee- 
witcheu** i najprędzej będzie poohodzeuia niemieckiego* Ja jej 
nigdy u ludu nie słyszałem, i nikt inuy mi jej nie podał; zbie- 
racze łużyccy także jej nie znają. Podają ją tylko Scbulen- 
burg i Yeckenstedt: u obydwóch dziavyczyna (u Yeckenstedta 
z braciszkiem swoim) prstychotizi do jaskini górskiej, g<lzie 



^) ŁuHiSati, 1867, str, 67, 
^ '} Porówn. także Yeckenstełlt, nr. 7, str. 158; nr, 19, 20, 
str. 160, Nr. 22 jest Jordan a (nasza ;^ba8ii nr. 25), 

^} Całkiem wymyślone będzie to, ci> Voekensteilt mówi na 
Hi\\ 109: „Szkodziły tym ludziom, którzy w domu wcale nie mjpll 
liHilziai,^ i mirry," Nigdzie rówidiż w Luźycacłj uie inawin, aby 
ludziom tlzieci przemieniały (Yeckenstedt, iśtr. 178J, 



ISTOTY MrTTCZN^ 5Ś 



znajdnje Biedm (trzynaście] łóżek, talerzjków itd. Dziewczyna 
gotuje lutkom, lutki po7.nają, ze ktoś był w ieb mierizkaniu, 
znajdują dziewczynę, która zostaje n uicli jako kneliarka. 
U Yeckenstedta ciągnie si^ dalej jak w baŚDi niemieckiej; pn.y- 
cbodżi zła niewiasta i usiłuje ją zgładzić 2e świata; pierwszy 
raz przy czesaniu wbija jej igłę do głowy, drugi raz daje do 
?^jedzenia jabłko zaeziirowane. Za kaź^tym razem wódz lutków 
wybawia ją od śmierci. Nakoniee bierce ją Ea żonę. Jak wi- 
dzimy, jeat to tylko bardzo drobne odstąpienie od baśni nie- 
mieckiej. I rzeczywiście na końcu ba^ui Sehulenburga stoi: Das 
war ^Schneebnchsclien" auf dem Berge bei de' sieben Zwerge*). 
Z tego jasno widaó źródło niemieckie. 

Przystępnjeniy do własności, z których demoniczny cha- 
rakter lutków występuje jeszcze jaśnieje aniżeli z tego, co Jotąd 
mówiliśmy. Tu przedewszystkim wspominamy mglistą (ku- 
rjawojka) czapkę, która je czyui uiewidzialncmi. 

(16). Schnlenburg ( W. Volksstigen, 2SxO) podaje ba^ń 
„Lutchen mit Nebelkappen.*^ Pewien człowiek miał ua grodzisku 
w Borkowie grocb, ale strączków codzieu mniej było. Wpraw- 
dzie słyszał ciągle, że coś w strączkach szeleści, lecz nie wi- 
dział nikogo. Rozgniewał się, chwycił pewnego razu za cepy 
i walił w grocli niemi. W tym pokazał się lutek^ któremu zrzn- 
cił mglistą czapkę, Skakał kilka kroków^ podniósł mglbtą czap- 
kę, wsadził ją na głowę i znikł. Stąd, gdy ją mają na głowie 
są niewidzialne. 

Wiele baje się o tym, że lutki mają skarby lub strze- 
gą ich. W niektórych tych baśniach tutki są w związku z kró- 
lem serbskim i rycerzami śpiąeemi; niekiedy wspominają także, 
M skarby, strzeżone przez lutków, należą do króla serbskiego. 
Z baśni tych zwłaszcza zajmująca jest owa, którą Wjelan 
w Syjku zapisał, a H. Jordan w Czasop, Mac, Serk ogłosił; my 
podaliśmy ją w oddziale Zmij\ plon (nr, 13. Lutki dają plona), 
Gdrje skarb się zuajduje, tam podobno pokazują się płomyczki, 
i ludnie mówią, źe ^ pieniądze gtają,'' jak to już wyżej było 



^) Z tego widRĆ, Źe baśfi ową Schuleubnrgowi kto^ po nie- 
miecku opowiadiil, WenŁ Yoiktsagm^ 284; Vecken8tef]t, Wentf. Sa- 
tfin, ńtr, 172, Tutaj należy hnid, którą podaje Schiilenburg w dziele 
W, Fołkittfitim, 172, pod tyt.: -.Di^' Lutketikochin/' W Jabbńcu etii- 
żfła pewna dziewczyna u lulk^i, który później pojął ją za żonu. 
Skoro umarł, wyszła za drugiego lutka^ kturcmu Jzi^^ckg pi trudziła. 



f 



54 



IDOLF OZEENT 



mówione; mówią takżer „Tam są lotki.'' ^) Wierzenia o akarbacli 
Bą bardzo zajmujące; oiożemy jeduak podać takie jedjnie, któ- 
re mają związek z pawieściami o lulkach, inne zaś tylko po- 
bieźnia* Wyżej mówiliśmy, że Bkarb taki dostanie teu^ kto do 
„grających pieniędzy" rzEci nÓK, siekierę itp. -). Gdzieoiegdzie 
mówią: ^^Kto nóż do pieniędzy grająeyeti rzucie muiii nctekae 
i nazajutrz musi iśó pa nie. Gdyhy nie uciekł, toby się źle 
skończyło (z Niemców pod Wojerecami). Przykład nastręcza nam 
bftsń następująca. 



I 



26. „Zobacz, jakie mam czarne oczy.'^ 

Mrozakowie byli Łrzej dzielni chłopcy i zobaczyli raz^ że 
na górze Koszyńskiej pieniądze grają. Najmłodszy siadł na ko- 
nia^ wziął z sobą siekieię i pojeclial. Skoro tam przybył, rzu- 
cił siekierę do pieniędzy, zawrócił konia i galopem do domu, 
pędził. Po drodze ciągle coś wdtalo; „Obejrzyj sie i zobacz, 
jakie mam czarne oezyl" On się nie obejrzał, a kie<ly nadje- 
chał pod stajnię, siekiera leciała za nim i zacięła się w stup^ 
czy też we wrota. Nazajutrz rano ^zedl na to miejsce, i pienią-^ 
dze, które siekierą był trafił, leżały na bierni. 

Opowiadał stary Petrzyk z ICoszyny. 

Prawie w tej tłamej postaci basa tę zapisał dr> Mnka. 



27^ Lulki i skarb ich. 

(Od karczmarza koszytiskiego). 

Na górze Koszyńskiej miały lut ki piwnicę, w której swoje 
piękne skarby chowały. Za stróża postawiły p 1 o n a. Ten 



*> Gdy na polu było światełktł, ludzie mówili; ,,Tani są łat- 
ki," Z Ochozy podał E. Muka. Luzka^ 1884, str, 10. PadobDie* sły- 
szałem o górze Terpiuiidkiej: Pod Terpjf jest górka, o której mó- 
wią, ^e tam są lutki. Tam Swjceiło b]^ co wieczór, ale ^dy Indzie 
przyszli, żadnego iiwiatła nie było. 

') Gdzieindziej mówią, £e możesz płachtę, albo inną sztukę 
ubrania rzucić na og^ieu, n potym^ nie oglf|dając aiCy uciekać do do- 
mu; na drugi dzieA możesz powrócić i znajdziesz pod płachtą ple- 
uiądee (Bolborcy). 



ISTOT r MITTCZNg 55 



ciągle igrał temi piemędzmi w nocy na górze. Widzieli to 
oieraz lodzie kossyiiBcy zdaleka. Powiadali, źe ten byłby 
gchwycił w&zyatkie owe pieniądze, kto by do niob siekierę rzociłi 
Byli w Koiizynie trzej bracia; nazywali się Mrozakowie. Haj młod- 
szy był bardzo dzielny. Ten zerwał się, aiadł na konia, wziął 
z snbą eiekieri^ i pojechał na górę. Tam siekierę rzucił w pie- 
niądze. Naraz wyleciał ze swej komory wielki pIoD na niego, 
ie aż iskry na wiatr się sypały. Co żywo jechał do domn. 
A tu coś ciągle z tyla wołało: ^Obejrzyj sic^ choć razi" On 
jednak nie obejrzał się. Gdy z koniem pod eti'ze€hę zajechał, 
siekiera za nim w ełnp się zacięła, 

E. Muka, ŁuHca, 1885, str, 83. 

Wogóle o skarbach Intków w górze Koszyńskiej wiele opo^ 
wiadają. Zajmującą jest baśń następująca, w której Intki zja- 
wiają się jako stróże skarbów. 



28. Lutki oknło stoliczka z pieniędzmi. 

Pewna dziewka służebna^ Hanasówna z Łntów, słniyła 
w Kosznej (Koszy nie) i raz w południe szła na pole przez górę 
Koszy ńską, Wtym zdała spostrzegła, że nad winnieami trzech 
takich małych chłopczyków (lutków) skacze dokoła stoliczka, 
a na tym stoliczku świeciło się, jak gdyby tam były same pie- 
niądze. Ale ona bała się i szła mimo. 

Opowiadał stary Petrzyk z Koszy ny* 

W innej baśni o górze Koszyńskiej, Intki chciały nlnbień- 
cowi swemn dać klnez do skarbów. 



29. Lutki i owczarz. 

(Od Btsrego owczarza Hózmauakiego). 

W dawnych czasach lutki opuszczały siedziby swoje we 
wnętrzn góry Koszyńskiej i chodziły do domów do ludzi, któ- 
rym były miłe. Tak przychodziły często do pewnego owczarza, 
który pasał owce n podnóża ich siedziby, pomagały mu 
paśó owce i igrały z ich jaguiątkami. Chciały także okazać 
tnn wielką uprzejmość i poprowadziły go na górę, gdzie miały 
drinry do piwnicy % pieniędzmi, a tam kupami chowały 



M ADOLF CZE BK t^ 



złoto i djamenty. Tam kwitły trzy bardzo piękne błyszczące 
róie. Mówiły mu, 'Ae może sobie urwać je, ale jedną mutii 
zostawić: ale nie powiedziały^ ktt^irą, Trzeeia będzie mn dziury 
ńo piwnicy otwierała, z dwiema inoeini może iść <Io piwnicy. 
To rzekszy, zDikły. Owczarz orwał dwie róże i trzt^rią wiercił 
ziemia. Wszelako piwnica wcale si*; nie otworzyła. Z wnętrza 
ziemi zawołał nań jeden In tek, źe urwał także tą, która była 
kluc^etu do piwnicy, i że obecnie żaden człowiek do bogactw 
icłi doalać się nie mo^^e. Od tego czasu lutki do owczarza nie 
chodziły już, 

E- Muka, Łulica^ J8S5, str, 83. 

Lntki były podobno pog:anami. Pod wielkim dębem 
w Strzupcn odł>ywaly podobno nabożeństwo swoje (Heliulenburg, 
U\ Voikssage?Ł, nr. 22, str. 270). Wnioskują to uiektór^f.y z ich 
nie przyjaźni dla dzwonów; wezł^d^ie, ^dzie s^nana jeat 
nazwa Intków, opowiadają^ xe nie znosiły dzwonów i próbowały 
je zep8nć> Skoro i ni aic to nie udawało, chowały się do wnę- 
trza gór, albo wytiosiły się; gd/jenieg<izie powiadają, iż musiały 
umierać, bo icb dzwony poglnszyly itp.') Tataj mogę podać 
następujące baśni. 



SO. Lutki chcą zepsuć dzwon. 

W dawnych czasach w naszych Łużyoacb serbskich były 
lntki. Gdy się nasi ojcowie serbscy nawrócili na wiarę cbrzeać- 
jańską. poczęli budować kościoły i u a wieżach ich zawieszać 
dzwony; lutki nie mogły znieść dźwięku dzwonów i dzwonie- 
nia. Jedną z najpiervvBzych wsi, które dzwony miały, była 
Dolna Bukojna w Łużycacli Dolnych pod Hródkiem, Było tam 
także bardzo wiele Intków. Zaledwie Bukowianie kilka razy 
zadzwonitif zebrały się lutki, aby rozbić dzwony. Wykopały 
wielki okrągły kamień i chciały z nim jbó na dzwonnicę. Po- 
nieważ były to bardzo małe stworzonka, nic mogły tak cięż- 
kiego brzemienia podzwignąć; i)rzytym siły swoje tak nadmier- 



^) ,, Wprzódy ludzie trąbą na mszę trąbili, a skoro nastały 
dzwony, ]utki \\ygiM^iy" (z Jemielicy).— ,. Dzwony icii pogłuizyły'* 
(z Zagorja). Gdy ^ GołkojcHch poczęto dzwoiiić dzwimami. lutki 
podobno mówiły; ,.To l^d/Je imisza siuieri'!'" Tam puwiactsją tak^e. 
le Mzc^ekaui^ psów znomć im mogły (Ji« Jordan, Łukiiian^ 1 87 6, ldj« 




ISfOTY MITTCZNK 67 



nie wytężały, ze osłabły i prędkn wymarły tak, ie ich teraz 
nfema wcale. Kfimie/i wykopany flłiipi czas leżał pod okn^nni 

Retków w Bukowcach, i dopiero ]nmd dwudziesin laty, gdy tam 
piwnicę kopano, wpii&zczoiio ^o do zierni ^). 

Łnianj Jutnicka, 1843, stn 53, ^ H. Jordan, Najrienle 
iudowe Aajh\ str. 8- 



31. Lutki pod Wojereeami. 

Przy gnninfe Lewych na Horach byhi wielka góra. Na 
ki>ńcu tej góry mieszkali Budarowic, a tam lutki ciągle po dzie- 
żę chodziły. Wszystko mówiły nawjwról Powiadały: ^.My 
nie chcemy mieu niewai^zej nicdzie/y; iny nie chcemy niiee nie- 
waszej nie łopaty; my nie chcemy wam nicnaszego niekolac/^ka 
przynieść,*' ^) 

Teraz przyniosły niekolaczka, a tołłyl bardzo dobry chleb. 
A gdy Rndarowie piekli, lutki przyszły po chleb, gdyż po rax 
dmgi zapachniał. (Przedtym ludzie przy pieczeniu chleba nie 
patrzał! na ^egar^ a tylko uważali, kiedy chleb po raz drngi 
zapachnie. Skoro jjo raz drugi zapachnie, cldeb jeat jni upie- 
czony ). 

Przcdtym wszyscy ludzie musieli l>ye na nabożeństwie: gdy 
było trzech ludzi, jeden szedł do koiciola rano, drngi w poln- 
dniCj a trzeci po puluduiu. Tak jcs/-cze robią katolicy, Razn jed- 
nego stara Bndarku szła rano do kościoła, gdy w Wojerecacb 
pierwszy dzwon byl na wieże wciągniąty; przed tym żadnego tam 
nie było. Po drodze dościgła dwóch lutków. a tych znula, po- 
niewai im pożyczała ^oicdzieży/' Teraz jednak bardzo sit; ich 
bala, gdyż jedzcze l>ylo ciemno. Pytała, dł*kąd idą. Tc powie- 
działy, że niosą kamień i idą rozbić k lampa wc w Wojcrecach* 
Zlękła sie więc i prc*dko śpieszyła, a gdy przyszła na ]iierwszy 
most, dzwon zadzwonił. A te były dobry kawał od miasta i ka- 
mień ciągnęły; nie miały już wiccej mocy zaciągnąć go aż do koś- 



^) Baśń tę w krótszym brzmieniu podtŁJe także K« Haupt, 
Safjenbuch^ str. 62. W djatekcie Serbów łużyckich, mówiących p<ł 
niemiecku, podaje ją K, Preunker: Bikk^ in tik iaurii\ntii$eht lor^fW. 
U, 59. 

*) Kie-koła^k, koła^k= bułka, chleb a wieżo upieczony » 



58 



AfłOLP c?;ernt 



ciota. Tam więc leżał i był jeszcze, póki eię stodoły w Wojere- 
eacb nie paliły* 

Opowiadnla Magdaleua Miercinkowa z Narcianej Wimcy, 
W powj?źsxej haSni dzwony nazwały klampawami. 
Srlinlenbnri!: zapisał drugie takie wyrażenie: „Te brum baki 
wlaźą na świat, my mtiBimy teraz er^hodzie ze świata." ^) W na- 
stępnej baśni jeat mowa, ie i one miały dzwony^ ale mułe i mile 
brzmiące; diwięk dzwonów ludzkich był dla nich bardzo mocny 
i twardy, tak, źe go znieść nie mogły. 



32. Oiwon w Łutach* 

(Od 8tarł-^go awezarza w Hóznej)* 

Miedzy Kcłszyną, Taczcami i Łutami, na granicach Luiye 
Dolny rh. łeźy gÓra królewska, która zowie się górą Koszy ńską. 
Górę tę w dawnych czasach wybrały sobie aa swe paistwo 
dsiwne czlowieczki, które nazywały się lutki, wybudowały so- 
bie na jej szczycie piękną kapliczki^, ulały sobie mile 
brxmi ący d^won, którym na swe wesołe uroczystości dzwo- 
tiily. Skoro okoliczni ^r^erbowie, z któremt lulki zyly w dobrych 
stosunkach, nawrócili się na wjar*^ fhrzeŚLjańską i wybudowali 
pobte w poblizkich Łutacli kościół i tam dzwonem dzwonili, lut- 
ki nie mogły znieAó tego drugiego dźwięku i próbowały namó- 
wić swoich przyjaciół, żeby porztinili wstrctne im uaboieustwo. 
Skoro im się to nie udało, opuściły wierzchołek góry 
i wyniosły się do jej wnętrza, Potym pukazywaty się tym 
tylko ludssiom, których sobie za ulubieńców gwoieh wybrały 
i wyświadczały im wielkie usługi. Upuszczony dzwon Lu- 
towianie przenieśli do swego nowego kościoła i nim 
na cKwałę bołą dzwonili. Na szczycie kapliczki postawili krzyż 
cbrześćjatski i zamienili ją na dom boży. Długi czas kapliczka 
ta była głośnym miejscem laak boźyeb i miała cudowny obraz 
IJatki Boskiej. W dniach dorocznych nawiedzał ją lud z dale- 
kicb okolic* W czasaclj wojuy trzydziestoletniej przjszla pew- 
nego razu na tę ^órę gromada Chorwatów; vi naprzód połamali 
świece, a potym zapalili kapliczkę, i ta spaliła się do szczętu* 
Stało gię to r. 1633* Tylko fundamenty zostały i były widoczne 



^] Wend. Voiks»mpm, str. 2S1* 



rSTOTT MITYCZNE 59 



jesicze w począikacb naszego stulecia. Dziś jedstcze knpki kn- 
mieni leżą dokoła . W czasie reformacji kościół w Łutacli zbied- 
niał przez to, ie proboszcz taiueczDy, który razeiu z parafjfi 
nic ełiciał przystać do reformacji, ze wezystkiemi wielkienii pie- 
niędzmi kościelnemi uciekł do Rbotmea^ ktAry trwał jeszcze 
w katolicyzmie. Z tego powodu Łuto wianie ten ewój najlepszy 
rizwou sprzedać uchwalili. Komoro wianie kupili go za takio 
pientądse^ że im drogę od Komorowa do liUtów talarami jedeti 
za drugim wyłożyli. Teraz wiezioD" dzwon dwoma końmi do 
Komorowa. Skoro Eadjechano na granicę Łntńw i Komoro- 
wa, wóz nwiązł i nie ruszał dalej* I cztery konie uei^g- 
nąć go nie mogły. Wrócono więc ze dzwonem do Łutów. Sko- 
ro zawrócono, 7.nowD dwa konie dobrze ciągnąć 
zdołały. Znowu dzwon powieszono na dzwonnicy, i dla te^o 
do dziś dnia jeszeze mają w l.utaeh ów nt^rj piękny dzwon 
z dziwnym nikomu niezrozumiały tn napisem. 

E, Muka, LuHcu, 1889, str, m, 

Z podobnych powieści mogło nastać wierzenie dolnolużye- 
kie, źe pojedyncze kupy kamieni (tak zwane kamienie wędru- 
jące), które tu i owdzie leżą na polach, były w tę okolicę 
przez lulków sprowadzone ^). 

Oto są baśnie o lutkacb. dolnołużyckie i pograniczne. To 
zresztą, co Yeckenatedt o nich mówi, jest niepewne i bez wąt- 
pienia podrobione, ZwłaazcKH nie^^nane jest to, co mówi na 
fltr. 157: „Die Wenden stammen von Ludkis ab,.. Es wird \Tie- 
der eine Zeit kommen^ in weleher die Wenden wieder 8o kleiu 
wie ein Finger werden," 

W Luźycacb Górnych saskich wiara w lutki — palczy- 
ki jest obecnie prawie całkiem zapomniana. Terażniejfłzy 
zbieracz znajduje jni tylko okraszyuy owej wiary, starsi za4 
ifibierae^e bardzo mało zapitiali. Jednakże z tego, co było dru- 
kowane o palezykach i co nam ndało się zebrać jeszcze, widzi- 
my, jak wielce eą one do lutków podobne, i możemy sobie stąd 
utworzyć dość jasny obraz o tych istotach. 

Sądzę, że nazwa .palczyki'' nie jest stara, pierwotna nazwa 
owych istot, ale ie im była dopiero później nadana, gdy dawniej- 
sze ,,lQtki'^ poszły w zapomnienie; być może także, i^ było póż* 
niej równoległe z nazwą „Intki"' używana, jako tłumaczenie 



1) PfuJ, £uzku, 1887, &tr. 69. 



fiO ADOLF GZERNT 



tyeb istot według ich maleńkoścL i że wobec niej pierwotnu. 
niiKwa ,lutki" (juk niezrozumiałego pochodzenia) pomału była za- 
pomniana'). Być mo^.e, źe nazwa „palczyki" przeszła na owe 
z jBtoiy bflani j.holżk-palók" (czes* „palecek"). 

Za moim twierdzeniem przemawia przedewszystkim fakt, 
ze najdawniejsi zbieracie nazwy „palczyki'' nie znają, tylko 
nazwę ,,lutki/^ Czytamy j% po raz pierwszy dopiero u Smolera, 
Jednakie ten, lubo posiada nazwę ^^palczyk'' między mitycznemi 
istotami łuźyckiemi^ ma na my^li słusznie palozyka z baśni, nie 
za4 istotę^ któraby „lutkom" odpowiadała^). 

Równie dowód mojego twierdzenia widzę w tym, żewŁu- 
zycacb Górnych saskich udało mi s i ę, lubo bardzo rzad- 
ko, znajdować nazwc ,Jutki." Mam ją z dwóA miejsc; 
znała je mojaopowiadaezka z Boranec, a obok tego dostałem 
je zapisane h H o I h o i c ^ ), 

Powieści o palazykacli odpowiadają prawie podanym po* 
wieściom o I utka eh dolnołużyckich i pogranicznych. Brak tylko 
niektórych szczegółów charakterystycznych w baśniach górnołu- 
i^jckich (saskieh). Zwłaszcza nie się o tym nie mówi, że po- 
pielnice Ijyly ezas^sami palczyiców, dalej baśnie górnolużyekie 
o lutkach-palczykacb nie podają charakterystyki ich mowy, na- 
kofliec nie spotykamy się z wierzeniem, że palczyki słuchać 
dzwonów nie mogły* 

Jak o lutktich dolnołazyckich, tak też o palczykach sądzą, 
że tbiały mles/.kanie swoje w ^iemi; w dziurach albo jamach, 
zwlfliśzeza w górach. Tutaj suadż możemy poniekąd zaliczyć 
,,koltkidoQiy/ o których Haupt powiada i o których już wspo- 
minaliśmy, gdyż pod tym względi?m kubołciki i palczyki (lutki) 
bardzo są sobie blizkie i prawie odpowiadają jedne drugim^}. 



') Podfłbnie di\ Muka w Rogowie dolnolużyckim zapisał pa- 
IjAcki obok .Jutki,;' jak tu było wyżej mówione. 

') W artykuK: „SKCzątki z niitologji serbskiej" w Cza», M. iS\. 
1848, etr. 220 mósvi: ,,Palczyk, Nie jest większy od palca 
przez małość śwoją wpatla często w kłopoty i strach, z których 
znowu umie wydobyó *łic prze^. aw*ij^ mądrość i przebiegłość/' Po- 
dobnie powiada w Phnu*ktich, 

^] Od HaucKyclela Domabzk^i, 

*) P:Liniaclj, tamżOj nazwo ,Jutki" i „kołtki" (kubołciki) po- 
czytaj e za synonimy, podając dnigą nazwę obok pierwszej w na- 
wiasie: lutki (kołtki}» 



IBTOTT MITYCZNI?; ^^ 



Tntaj należy wspfimoiefi także, i z w Łniycaoh Górnych Jako 
diedzibn palczyków wi^pominaDe są zwłaszcza góry WósmnAoTra 
i Lubijaka. 

Co aic tyczy postaci palczyka, mówią o nim, że byl ma- 
ły jak palec (u ręki), albo wedlag innych^ tak mały, ik go 
w worecKku było moŻDa oosić^); w baśni nr. 33 mówi się, źe 
raz siedział w uchu końskim. Zresztą mówi się także, iz pal- 
czyki były wielkości małych dzieci. Na twarzy były 
białe jak Indzie i najezęściej nosiły krótki 1 szary*), nie zaś 
czerwony ubiór (z Bolborc). 

Wieczorem wythodzily i dziur Bwoich i nawiedzały ludzi; 
częslokroó pożyczały sobie od lodzi rozmaitych rze- 
czy, jak narzędzi, łopaty, wideł^ szufli itp. Za pożyczouie oka- 
zywały się wdzi<jeznemi; pomagały ludziom w roz mai ty eh 
pracaeh domowych, za pożyczenie płaoiły złotem, sre- 
brem albo kamieniami dr ogiemi (Boraueee, Bolborce). 
Jednakże, jeśli ich ludzie nie przyjęli uprzejmie i nie spełnili 
ich żądauiaj umiały pomścić się i ludziom rozmaite iigle pła- 
tały (PfnI, tamże). Tak np. niezadowolone i rozdrażnione roz- 
byaly szklanki, garnki, talerze i tym podobne rzeczy, wyrywały 
posadzone rośliny i Id. łBolborce). 

W noey, gdy wszystko spało, pizyohodztly do damów ro- 
dzin, miłych sobie, i koiczyły niedokończone prace do- 
mowe, Frzytym były życzliwe ludziom, jak następna baśń 
pokazuje. 



33. Palczyk pomaga orać. 

Ka Krzemieniu Łomszczańskim (Łomsk pod Nieswaczyd- 
łami) w dawniejszych czasach leżało mnóstwo wielkich kamieni 
pod powierzcbnią ziemi, i dziś jeazcze nieraz tam wielki kamień 
wyorywają. Ody tam przedtyui orano niekiedy, palczyk siadał 
koniowi w ucbo i gwizdah koń sam chodził, a kamienie tylko 
waliły się na bok, i nim parobek obejrzał się, pole było zo- 
rane. Palczyk pomagał orać. 

Pful, Łulha, 1SS7, Btr. 69, 



') Pluł, Luhca, 1S88, fitr. 6&. 

^) Poruwih także IłaupŁ, atr, 45, nr* 34. 



62 ADOLF CZEBKT 



W gtoanakach z Indimi palcsyki (Intki) zadawały iiu po- 
dobno zagadki, albo rozmaite zadania zagadkowe. Tak 
o paltiitykacli w górach Boran eczaiiakiej ] Wóamtiźowej opowia- 
dają podoboe baśnie^ jak o lutkaeb pod Trzelnen] (zob. nr, 25) 
gdzieindziej w Łnźycacłi Dolnycti. 



34. Lutki pod Boranecami. 

Pewnego razu parobek orał na pola w tę i tamtą Btronę 
i za każdym razem, gdy przychodził na jeden koniec, słyszała 
sŁe ktoś ciągle łopatami od chleba rzucał i słyszał wołanie: 
ijMarata, przynień łopatę! Marata, przynieś łopatęl" Zji- 
wolal więc: ,,Marataj przynieś plaekal'* A ^dy raz jeazeze 
br6zdą zawróci! i znowu przyjechała atał tam 8tolicxek z piro- 
^Mem, maatem i dzbankiem piwa. Teraz cos mówiło: 
,,Jedz i pij^ ile ehceaz, ale placek musi zostać eały i maalo tak- 
ie, a do naczynia nie waz Bię nosa wtykać/' Parobek mydlał, 
co ma c/ynić: jeść masip kiedy sobie dac kazała a jak tego do- 
konać? Po chwili wyciągnął nóż i wykrajal środek z placka, 
ale kromki nia przeciął, i jadł. Z masła odkrajał koniec, poło- 
żył go i z wewnątrz sobie posmarował; potym znowu koniec 
masła na wierzch położył, masło więc cale Kostało. Teraz pa- 
trzał na piwo, myśląc, jakhy wypić; pić musij a nie może nosa 
wetknąć. Wywiercił więc z łlołu we dnie dziurkę nożem i pi- 
wł> wypił Oli spodu, a naczynie znowu postawił. Teraz przyszło 
kilku chłopczyków i mówiło mii: ,,Kto eię tak mądrym uczynił, 
źeś tego wszystkiego tlokazał?*' A gdy znowu powrócił, stolicz- 
ka już nie było. 

Opowiadała Agata Bjarszowna (73-Ietuia) z Borauec. 

W baśni owej zadania zngadkowe są trochę inne niż 
w baś n i Dit c hy w ^^ ór Z€ W %*fs m u t nwej i L u hljslitj^ ) , roz wi ąs; an i a 
też są po części inne. Podobnież ros&wiązania we wspomnionej 
baśni o górze Wósmużowej są trochę różne od poprzedzających 
baśń owa podaje tei zBJmnjące szczegóły żywota palczyków 
(i innych duchów) w górze. Zwłaszcza zajmujące jest to, że 
niezgadnięcie (ze strony ludzi) ich zagadek było warunkiem 



*) 8flmpj baśni na tym nileJBOU nie podajemy, ponieważ jest 
w związku z inną, która należy do odi^^Ialu Śpią^tj rr/eerzt. Zob. 
tamże. 




■m 



ISTOTT MITTCZWR #0 



d&Uzego przebywania ich w górze* Skoro parobek dopełnił ich 
zagadkowego zadania^ mnsiały wydaliło eię % góry. 

O stoannkacłi palczyków góry Wógmnźowej % ludźmi 
Haupt ma dwie baśnie: 

(17). W pierwsze] (Btr. 44) jest mowa o Wógporexanacb, 
któray chcieli pewnego raxu robić piwo, ale; nie mieli panwi od 
piwa, wied7.ie1i zaś^ źe ją mają człowieczki (Bergmannlein), któ- 
rzy w gÓTze Wńemnżowej strzegą skarbów. Wybrali dwóch 
% podród siebie i posiali icli do człowieczków górskich po pa- 
aew. Tym na ich prośbę z wnętrza góry glos odpowiedział, 
aby o wschodzie słoń ta przyjechali wozem do stop góry, ze im 
Łam żądana panew dana będzie. Za pożyczenia mieli pr£y od- 
dania panwi włożyć do oiej chleb pszenny- i pieniądz srebrny. 
Tak sii; tez stało. Nazajutrz o wschodzie alońca Wósporezanie 
znaleźli panew; skoro piwa mirobili, zawieźli ją znowu na górę 
i włożyli w nią żądaną zaplata. Tak sobie długi czas panwi 
od palczyków po/.yczali. Jednakże pewnego razu jeden Wósz- 
porczanin oBznkał ich przy oddawaniu panwi: wziął chleb i pie- 
utądze i panew s[jlQgawił, Skoro po raz drugi Wószporczauie 
przyj ech alt wozem do góry, aby znowu panwi p ozy czy ć, pal czy 
ki wyszły z góry i wielkiemi kamieniami zabiły dwa woły, 
które były do wozu zaprzężone. 

(18). Druga basu (str. 45} jest podobna do naszej Luiki 
p&d Boranccamu Wieśniak dostaje w niej tylko jedno zada- 
nie: zjeśó nieukrajany plaeek. Skoro tego dokazał, palczyk za- 
wołał; „Czart cię rozumu nauczył! Strzeż się, abyśmy tobie nie 
2robili tego, czegOiSi ty na placku nas?.ym dokonał!'^ W kilka 
lat potym znaleziono wieśniaka zamordowanego) na górze Wós- 
mużowej: jego piersi były rozprute, a serce rozkrajane. 

Owa zabawa lutków (palczvków), że zadają zagadki lub 
zadania stagadkowe, przypomina baBu, którą tutaj przytaczamy. 



35. Cyketaruszek. 

Byli raz ojciec i matka i mieli dziewczynę, która była nie- 
słychanie leniwa. Ojciec chwycił za kij i gonił ją dokoła chaty. 
W tym przejeżdżał znakomity pan i pytał się ojca: ,,Dlaczego 



^) Forówn. baśń nr. ł3 Luih, dają pi&tia. 



64 



4DOŁF CZERITT 



bijesz swoją córkę?" Ojciec rzek}* j^Wezjstek leo wypns^dlti 
i puczęla jedwab piząść za B)omy owdaDej.^' Faa wit^c powie- 
dsial: ^Daj mi ją^ dam jej dosyć do przędzenia/' Wziął ją do 
siebie do zakrytego powozu i na drngi dzień zawiózł ją do ato- 
duły^ gdzie bjły komórki pełao słomy owaiauej; miała ją 
prząAó na jedwab. 

Skoro pan odszedł, dziewczyna bn rdzo płakała, że nie mo- 
^e prząśó lnu, a teraz musi prząść jedwab ze słomy. Naraz 
stauął przed nią 8zary człowieczek i zapytał jej: ^Narze- 
czonap jeśli mi przyr^eczesz, że będziesz moją, ja ei wc^zystko 
wy przędę. ' Dziewr^^ę cjięŁnie mu to przyrzekło, i niezadługo 
człowieczek wszystką słomę wy prządł na jedwab. Na to mó- 
wił człowieczek: ., Teraz o^.euię siij z tobą." W tym pab wszedł 
do Btodoly i człowieczek znikł, ale potym S7.epnął jej: ,.Jeńli 
uie zgadniesz mego imieoia, musisz być moją/' Fan 
rzekłf ukoro spostrzegł jedwab naprzędzony: .Teraz będzie 
uczta, ty będziesz moją panią/' Dziewczyna bardzo płakała po 
cicliu, że dała 8łovro człowieczkowi, i aczkolwiek gońcie wesel- 
ni byli bardzo weseli ^ nie przestawała płakać, i iadne ż&rty 
rozwesel ić jej nie mogły. Fan więc posłał dwóeb służebnik ów, 
aby poszli do lasu i na pole i sznkali czegoń nowego. Tam 
człowieczek robił sąiiue i skakał po nteti i śi)iewal sobie: ,jGdy- 
by niłodzinszka wiedziała^ jak się nazywam, dawnoby się ro- 
ześmiała: ja jestem Cyketaruszekl" Służebnik po wrócił do do- 
mu i powiedział, że w lesie człowieczek robił sążnie i śpiewał: 
,, Gdyby młodzinszka wiedziała, jak nię nazywam, dawnoby się 
roześmiała: ja jesfem Cyketaruszek." 1 panna młoda poczęła 
się śmiać i była tak wesoła^ jak i inni gosicie weselni, 

N iezadł ago przyszedł na wesele szary człowieczek 
i Bkakał po izbie i śpiewał: ..Zgaduj, zgaduj, młodziuszka, jak 
się nazywam/' Panna młoda mówi: ,,Ni6 jesteś ty smarkaty 
FiotrV"*",,(;lia, clial— rzekł, śmiejąc się człowieczek,— tym jesz- 
cze nie jestem!" I pytał dalej: ,,Zgadnj zgaduj, młodzinszka, 
jak się oa/.ywam.'' Panna młoda rzekła: ,,Więc jesteś głupi 
łjansek?*^— „Oba, chał— /.aśmial aięczlowieczek^— tym jeszcze nie 
jestem!'* I pytał po raz trzeci: ,, Zgaduj, zgaduje młodzinszka, 
jak się nazywam,^' A |>anna młoda rzecze: j, Jesteś więc Cy- 
ketaruszek?'^ Zląkł się tego szary człowieczek i znikł; ale po 
nim rozszedł się taki smród, te wszyto cy goście [pouciekali, pate- 
na tnłoda zaś się śmiała. 



ISTOTY MLTYCZNE 65 



H. DacEman (Wókzinski), Luiican^ 1860^ str. 57. Druko- 
wane leź w kfiiątce H, Jordana Na/rj^Me ludowe bajki 9>i\\ 77 ^). 

Coś podobnego powiadają w Polsce o boginkach-). Czj 

tataj nie mamy prsed sobą nic więcej tylko baśń? Jedoakże 

palczyki miały podoboo takie ddwne nazwy, jak .^liipelpapel^ 

i itiae (zob. niżej); w okolicach poniemezonyeh Łużyc Górnych 

pomagały łodziom prząśe, nosiły s^are ubranie itd. 

Palczyki górao-łużyckie mają skarby, albo strzegą 
ieh, a te zdradzają się płomyczkami; moiesz ich doBtać temt 
aamemi sposobami, jakie jnż wyżej były opisane, Niektóre po* 
zostawione aą tylko pewnym osobom (ludziom w pewnym wie* 
ko'). Tatij nalei% dwie następujące bańnie. 



36, Skarb palczyków w górze Kralów. 

(Z w. Wosyka, od Agnieszki Kralówny), 

W górze Kralów pod Prieczecami w dawnych czasach była 
panew piwna, pełna złota, strzeżona przez małych palczy- 
ków. Pewnego razu wszyscy Prieczeczanie kopali, by ją wy- 
dobyć. Skoro jui wielkie ucho wykopali, spostrzegli naglOj ie 
cała ich wieó w ognia stoi. Prędko pobiegli na pomoc. Skoro 
do wsi przybyli, nic się nie paliło, lecz wszystko było w nale-^ 
iytym stanie, Powrócili znowu na górę^ ale panwi już nie zna- 
leźli » Gdyby nie byli dali się odstraszyó, ponieważ mieli juź 
ucho panwi w rękacb, byliby zyskali tyle pieniędzy^ że mogli- 
by dziesięć takicb Prieczec zbudowaó, 

E. Muka, Łahica, 1888, str. 31. 



37, Skarb palczyków. 

Raz chłopak szewcki wczesnym rankiem ndal się w drogę 
z Bószyc, aby nowe bnty zanieśli do Khasowa. Skoro doszedł 



^) Podobną h^kia ze Słowacji ma K. J. Erbeti w zbiorze Sw 
prott^ndriHinich pahddek a povhti slovan»kyc}t^ pod tyt-,: Zinid pradkna* 

^) Zob, niżej w oddziale OdmitnUc, 

*) W Łnżyeach Dolny ub mówią, że pozostawi łjiic aą tylkt* 
j(dla niedzielny cl) dzieci i czystych panien/' 

WUła t. IX Mtt. 1 5 



66 it>Ot-F OZKBKir 



do Łnhowfikiego Krzemienia, spostrzegł przj drodze ciemnego 
człowieka. Teii do chłopaka powiedział: „Skąd idzieuz i do- 
kąd?'^ Chłopak powiedział ma jedno i drugie. Polym ciemoy 
człowiek szedł % nim kilka kroków, przyczym pytał %\% go: 
,Jle masz lat?'^ Oiiłopak przestraszony nie wiedział, co odpo* 
wiedziećf i rzekł mu jakieś opaczne lata. Były to właśnie te 
lata^ kt^re winieu mieć te [f, komn był sądzony wielki skarb, 
jeśliby tylko wtedy wcześnie rano szedł mimo Krzemienia. Ciem- 
ny człowiek 700 w u zapytał, ile ma lat; chłopak ZDown 
mu skłamał. Ka to przyetf^pił człowiek z chłopcem do wyso- 
kiego kamienia; ten otworzył ^ię: wewnątrz stała pit^kna mała 
skrzynka, a na uiej siedział palczyk. Ten zapytał chłopca: 
„Ile masz lat?*' Clił opak odpowiedział tak jak wprzód, Palczyk 
znuwn zapytał: ,,Czy napewno masz tyle lat?^' Chłopak rzekł: 
„Tak.'' Wtym skała zamknęła się z trzaskiem, i łgarz dostał 
taki policzek, że poleciał. Bóg wie jak daleko. Skarb pal- 
czyka c^eka tam na te^o, któremu jest sądzony. 
Pfnl, Łuiica^ 1887^ str. 70. 

Do porównania »ą bardzo ważne powieści o istotach, pa- 
dobnych do lutków, o których opowiadają w poniemczonycłi 
stronach Łużyc. Takie istoty są: Feensmannelchen ^) w oko- 
licach Ofitritza na wscliodoim brzega Nisy, Heinchen^) w oko- 
licy Niemazka (Niemitscli) pod Gnbinem, Qnerxe^) na połud- 
nie od obecnych Łuiye Górnych, Bergmannlein na wschód 
od pieh, BnscłimanncheD w okolicy Kouigshaina pod Zgo- 
rzelcem, Holzwei łileiu i Buscbweiblein też na wschód 
od Łniyc Górny cli. 

(19), Z ty oh najwięcej do lutków doluo-lu^yckieh zbli- 
żają się t zw. ihinch^n^ o których Grave tak powiada: W oko- 
licach Nlemszka pod Gubinem mieszkały Heinehen. Byli to 
mali} pobożoi, spokój u i indzie. Przed dźwiękiem dzwonecz- 
ków owczych, które dla nich były nieprzyjemne, uciekały pod 
ziemia. Gdy im ludzie mimowoli psują ich mieszkauia, Hein- 



^) Haupt pisze: YeiiiiinUnnei, Sagenbuch, 45. 

*) J. Grimm />. AlyihoL (2 wyd.) 1,414, ma nazw^ ,,he]m- 
clieu'* i mówi u niej: ^Jch trelle ihn nicht ttber das Yogtland und 
einen Theil des ostlicheu Thtlnagens hinaus an.^^ Za lepsze brzmie- 
nie ma „Leinchen/^ 

^) Wyraz Querx Biyazy aic jeszcze tylko wTuryngji. Urioimj 
tam^ei 415, priyp* 



ISTOTT MITTOZNE 6t 



chen proBzą ich o litość i obdarzają i cli plackami 1 owo- 
cami '). 

(20). Równie bardzo pokrewDemi z lulkami luiyckiemi są 
Feensmdnnel^ które podobuo mieszkały w ,,FeeiaBDaaunelbeig" 
pod Ostritzem u a prawym brzeg a Niuy. Często odwiedzały 
lodzi, pomagały w robocie domowej, zwłaszcza w przędze^ 
niu i B życiu; robota pod ich rękoma omożyła aic i udawała 
dobrze. Po zaprowadzeniu dzwonów wyniosły się i obiecały 
£e za lepszych czasów zuowu powrócą. Nie odeszły one w in- 
ne strony, ale tylko gK;biej w powyższej górze osiadły, aby nie 
slysteć dŁWouieuiu; dlatego tei obecnie już z góry ni© wycho- 
dzą. W noc bożą góra się otwiera; kto w tej ciiwiłi mimo 
przechodzi, może wewnątrz zobaczyć człowieczków, Biedzących 
przy kupach złota i wołających: „Greif ein Griff undstreich 
ein Strich, und packę dich!'^ (Graye 105, Haupt 45), 

(21). Bardzo zajmująca jest baśń następująca, którą po* 
daje 6rave na str. 174 pod tyt.: Die Zwerghochzeif (a według 
niego i według tego, co u ludu usłyszał, i Haupt str. 38). Baśii 
ta jest dlatego ważna, że dzieje się na granicach mowy aerbu- 
łuiyckiej. Pomiędzy wsią serbo-łużycką Huską i niemiecką 
Wiazońcą (Neukirch) idzie droga przez zarosłą górkę. Tu 
pod koniec przeszłego stulecia^); był trawnik (łączka), zwany 
„Tanzplatz.'* Na tym miejscu co lato w noc św. Bartłomieja 
(a zatym -24 sierpnia; Haupt mówi, że w noc św. Jana Chrzci- 
ciela, a więc 24 czerwca) występowała mgła z ziemi, a z niej 
wychodziły drobne stworzonka, mężczyźni i kobietki, starce 
i dzieci. Wszyscy szli parami. Z krzaków wychodzili muzykan- 
ci i grać poczęli. Skoro przyszli pan młody z panną mło- 
dą, wszyscy trzykroć obchodzili to miejsce^ siadali potym za 
stołem, jedli i obchodzili wesele młodej pary. Potym tańco- 
wali aż do mgły porannej, poczym wracali do ziemi. Jeśli kto 
przypadkiem przechodził, zapraszali go do tańca i obda- 
rzali; dary ich przynosiły szczęście i błogosławieństwo do 
domu'). Eto im ciekawością swoją w zabawie przeszkadzał, do- 
stawał cios od niewidzialnej pięści. 

Pendant do owej baśni tworzy inna baśń u Gravego: Der 
Leichenzug (149), która opisuje pogrzeb „Zwerga/' Opasz- 

1) Qrftve, Folkssagen^ Str. 106. Haupt, Sagenbuck, str, 50. 
*) 6rave: „...vor etwa 50 Jahren." Zbiór jego wyszedł n 1839, 
^) Por. Pamiętniki Paska, wyd. z r. 1877 (Wt^clf^wskicgo), 
str. 66 i 67.— Red. Wisiy. 



68 ADOLf rZiCRPY 



^z^mj ją, gdj^ w baŚDJacb Berbo-lDtyckicii żadnej podobuej 
nie znajdujemy. 

Powieści o qn€rxQdi^ jakie się na południe od Łużyc aerb- 
skieh Błyszą, podobne dą w rozmaity sposób do baśni o lutkach 
] palcs&ykacb, 1 one aą małe i mieszkają w jamacli w ziemi, 
zwłaszcza w górach^ mają ,,Nebelkappe,^' która je czyni niewi- 
dzialnemi ^\ i oni przychodzą w nocy do mieszkań ludzkich 
i tam swoje gody wyprawiają, za co gospodarsŁy obdarowują 
darami, które szczęście przyuosją^jt i one też były wypędzone 
prze^ zaprowadzenie dzwonów^), 

(22). O górze Lubijskiej ma Haupt (gtr. 42) baśń nastę- 
pującą: Raz dwaj LubijaDie przyszli iia górę, gdzie zobaczyli 
wielu drobniutkich człowieczków, którzy graii w kręgle i obu 
uprzejmie do gry zaprosili. Grali aź do późnej nocy, a gdy 
w końcu Lnbijanie pożegnali się z niemi, dostali od tycb czło- 
wieczków każdy po jednej kuli. Kule były bardzo ciężkie, dla- 
tego jeden z nic li kulę swoją po drodze raiicił w krzaki. Drugi 
byl rozumni cjszy i ze swoją kulą dowlókł się do domu Tu 
pokazało się, że była ona ze szczerego złota. Stąd został bo- 
gaczem i jeszcze dzisiaj potom ko (\ie jego są ludźmi zamożne mi. 

Pod rozmaitemi względami ^.Holzweibchen'^ i .^Buscbmau- 
neken'' są podobni do lutków; mówią o nieb w tych samych 
okolicach, gdzie są znane „Quericy/' ale pomiędzy niemi czynią 
różnicę. Najwięcej występują tylko j^Holzweibclien,^' małe ko- 
bietki, które przychodzą do ludzi i im posługują 
(Haupt, nr. 37), umieją dobrze piec placki (nr. 38*), pastuchom 
gęsi lub cieląt każą sobie włosy gładzić (ezesaó) i obdarzają 
ich za to liśćmi, które przemieniają się w złote pieniądze, albo 
też kobietom za ich usługi dają wrzeciono przędziwa, które jest 



^) Haupt, str. 37, W swoich ,jNebelkappa(:h*' chodziły nu 
wesela chłopskie i tu niewidzialne jadły potrawy weselne, 

*) Hanpt, nr. 27, str. 3B, Przychodzą rto izby położnicy i tu 
się zabawiają. Nagle przychodzi Querx i woła: ,^Stant matka Pump 
umarła/* Wszyscy neiekajUj tylko jeden pozostaje i podaje położni- 
cy pierścień zbty, z którym w rodzinie azcz^icie zamieszkuje. 

^) Haupt, nr. 31, str. 43, Odchodząc, podobno mówiły, że po- 
wrócą, „waisn Sachseuland wiedcr kiim' an FS^bmerland/* Piękną 
baśń o Queriach (podobna dii nr. 25 it Haupta), zapisaną w dja- 
lekcie, podaje K» Preusker BUcke m die imteri, For;«/, łl, 52, 

*) Gdy się kurzy na górach, chliipi około Zyta wy mówi^j: 
f,Die llolzweiLtelu kochen Katlee«'' iłaupt, ^Łr, 48, uwa^a. 



ISTOTY MITYCZNE 69 



psłne dopóty, dopóki kobieta Bię nie dziwi, albo też nie bada 
ciekawie, jaka tego przyczyna (nr* 39, 40); wreszcie prządkom 
pomagają w ich robocie. Mają ewojego księcia lub księż- 
nc, której imię w rozmaitych ba^nisctt zjawia się przy Bpo- 
sobności ich śmierci: Hipe1pip6l^ Deuto (nr. 36, 37). I ich tei 
dzwony wypędziły (nr, 36). 



Lntki i palezyki serbołnźyckie mają w baśniach lądów 
earopej^kich wiele ietot pokrewnych. U innych Słowian naj- 
bliiej ich stoją polskie kr aso oładki, inne pudobne im ijstoty 
baśoi Błe»wiańt?kicb są gorzoni Słowian lunebnrskicb, słowac- 
kie łatki, czeskie divć zenky, wo^óle di Ti lidć; po części 
tei są im pokrewni morawey łućkore, kasznbskie krośniętaj 
polscy karzełcy, krosnalcy itd.Vj Litwini mają swoje par- 
fitnki (^palezyki). Z aaszemi lutkami są bardzo spokrewnio- 
ne, niekiedy nawet identyczne niemieckie^ Zwerge, Qaerxe, 
UnterirdisebBi Heinclłen, H einzelmiiunchen itd. I n in- 
nych lądów europejskich znajdujemy podobne istoty; tutaj na- 
leią włoskie (tsycylijskie) mereanti igomitioi. angielskie 
e 1 Y e s, dnńi^kie n n d e r j o r d i s k e i tri , Zw rót*my teraz uwagę 
na to, pod jakim w/.giędem rozmaite istoty owe są podobne do 
lutków albo te^. różnią się od nich. 

W pomuikaeii mowy Słowian Inne Imrsk ich (która^ według 
świadectwa Niemca Werscbe, dopiero na początku naszego stu- 
lecia całkowicie znikła) znajdnjemy nazwij duchów górskich, po-^ 
dobuycli do lutków. Takie dachy nazywały się gorcouy (orto- 
grafią niemiecką: gor/.onii, sing. gorcon ik"); przebywały w gó- 
racłi i przychodziły do ludzi pożyczać dzieży i innych rzeczy 



^) WymierLicme w koi'icii iatoty: lucsikowie, krosSnicta, karzel- 
cy i krosnalcy zbliżają m^ więcej do kuboicików. 

*) W słowniczku rękopiiimiennyra Chr. Heiiningja ezytaiuy; 
,^Erdnn ^Lunche II b^y den hiesigen Leuten, aowohl Tentselien, nh Wen- 
den L'ntererdscJien genannt j^iirzonick, pJur g<5rzoriii, Scheint 
berzukommen voin Wort g;Ora, ein Jierg^, quaei Beri^mftiincłien.'' słow- 
niczek ów podaje .SVriiTQ»bi Dobruwskiego^ 1814 i 18 15. Zob* Caaop. 
Maó, Serb,^ 1863, 8tr. 85 i nnat,, ^dzie go przt^drnkowat Pful ze 
SU>vQnki w artykule swaini himniki Połnhjati shmhnUiny^ 



70 ADOLF CZEHNT 



piekarekicli, całkiem tak jak lutki; z.n pożyczenie płaciły bo- 
cbenkami ebleba, gdy iwracaly rzeczy poiyczoBe. Różnica po- 
między niemi jest ta, że przycliodziły niewidzialne^]. 

Krasnolndki polskie zbliżają eię do lutków domo- 
wych, t). do tycb, którzy pod mieszkaniami ludzkiemi przeby- 
wają. I kraBM oładki pomagają ludziom w robocie, przychodzą 
zwłaszcza w nocy kończyć rozpocKCte prace; i one Inbią tań- 
czyć, obdarzają ładzi za icb uBługi, chodzą w różuobarwnyeb 
gzatacb; i mówią, że po zaprowadzeniu dzwonów wymierać po- 
L^z^ły. Kóżnią się od nauzych łutków tym, że mają podobno 
\vielką głowę z groźnym obłiczem i że kradną dzieci, a za nie 
odmieńców podrzucaj ą*J. 

Do naszych lutków i pałezyków^ siedzących przy skarbach 
i pilunjącycb ich, zbliżają się nieco ałowaekie liitki albo per- 
monjki i polski skarbnik albo zimoy duch^). Są to istoty 
górskie^ które żyją w bajlaiacb górników; skarbnik podobno nie 
jest większy nad 15-letniego chłopca, lutki zaś są tylko ^^na 
piad" (na piędź). Tataj naleiy bain o czerwonym człowieczka 
(cer Ten y mazlk), którą opowiadają w Szląskn austrjackiin. 
Tn podobno w zamku polsko*ostrawekim przebywał pod ziemią 
^ćerveny muzfk" i miał tam swoje skarby, Kaz przechodzili 
tamtędy chłopcy ze szkoły; jeden wziął czapkę drugiemu i rzu^ 
eił do dziury czerwonego człowieczka. Chłopczyk płakał i pro- 
sił człowieczka j żeby mu ją podał; wkrótce człowieczek rzucił 
mu ją, pełną złota i srebra* Inny chłopczyk sam rzucił do 
dziury swoją czapkę, ałe czerwony człowieczek rozerwał mu 
ją na kawałki^}. I na wyspie Hycyłji wierzą w drobne lutki^ 
które przebywają pod ziemią i etrzegą skarbów zaczarowanych; 
nazywają się one gomititti. Podobne drobniutkie ezłowieczki 
z długiemi brodami nazywają się meroanti i pokazują się 
tyłko trzy razy na rok^j. 



^) J. Griiiim. /A Mt^fcft., I, str, 423, uwaga. 

■) lVis(a, 1889, str, 72^; O. Kolberg, Lud, Jego zwyczujc, *po- 
^ub itfcia itd. w różnych uaieJHcach, O tym, ic lutki dzieci pnemio- 
uinją, czytamy wprawdzk^ u Vi^cken9teclta, nh- nie a JTinycb zbiera- 
czów; ja tez o tym nigdy nic nie słyszą łeni. 

') St, Ciszewski, LntJ ndmczo-^ffórnicztf z okolic SiawJcowa^,.^ Kra- 
kóWj HS87, str, 17L Tutaj należy „Uer^iann" górniliów czeekicłi. 
Ndrodm pohddhj a povhii (wydani*^ Slavji, Str, 138). 

*) W PraBck, Vlagtiveda Scziku^ I, 17, Porówn, Haupt, n. 248. 

^) Pitre, Uii t GOtfumi, cridłnzeejfreffindizi di Sicilw, Wiaia^ lU, 838, 




mm 



i 



iPTOTT MiTrr^nn: 71 



Z latkami prawie identyczne są niemieckie Zwerge itd., 
które Kwlaszc/^a w baśni ^ich pcmiordkidi cz^^to występują. Od 
Bwoicli tniefłzkań nazywają się nąjcsęściej Unterirdiseben 
(Unnererdfiehk<^n, Thmererakeii. UnterirdHchken, Unnerśrtzken 
itd,, ale nazywają icli także Ulke, UUekes, Óllekes, ÓUer- 
keu it(L, co znaczy „die kleinen Alten^ (łjd ^olt, nit"). Wierzą 
zaś co do nJcbj że są to ^astatnie sisczątki jakiegoś In- 
do zaginionego^'*), co także i o lutkach mówią*). Mieszkały 
one rażeni i nrialy swoicli królów albo keiążąt. Rodziły eię 
jak ludzie (Jahn, nr, H8 i in,), miewały wesela /tamże nr. 119), 
a także tiniierały i bywały grzebane. Żony Indzbie pomagały 
żonkom ich w połogu (tamże nr, 88)^ ludzie (zwłaszcza chłop- 
cy) stawali dzieciom ich jako kumotry przy cfar^r^cie (tamże, nr. 
7Tj 80j HO). Powiadają także o nich, że umarłych gwoJch 
grzebały w garnkach glinianych (popielnicach zwanych 
.-Aschpotte"), i miejsca^ gdzie te wykopano^ zwały ai^ w ustach 
ludowych e tu^tarzami mały cli człowieczków (tamże, n, 92), Wiara 
ludowa osadza ich także w grodzi^^kach, jak a Serbów łu- 
życkich .w grodzie'' bórkowskim (lamże, nr, 10.^), ,,Unterirdi' 
scheu'' dzielą się na dwa rodzaje; są dolire i złe ^.llnnerlrdsch- 
ken,"" Lutkt 80rbivłnżyckie gą tylko dobre*;; ich własności 
demoniczne nie mogą uczynić ich złeroi. Zwłaszcza o lutkach 
scrbo-lnźyckich nie mówią tego, co wierzą o złych ^Untertrdi- 
sehen,*^ mianowicie^ że są to nikczemnicy (tamże, or. 67, 69,*)j 
że odmiepiają dzieci (tamże, nr, 66^ 120, 124J itd. Dobre „Un- 
terirdiseben'' są podobne bardzo do naszych lutków; przychodzą 
w nocj^) pomagać ludziom (tamże, Wó^ 106), ale za okazaną 
pnsyjażć nie pozwoliły uoble płacić (tamże, nr, 6G)^ pożyczały 



*) Ja!m, Voikxiag€n aus Pomm^n^ atr, 50. 

•) Scliulenburg, W, YoikAMagen^ 280. 

*) Snatlź tylko ,,Tióeiie iSdlti'' możemy poczytywać za takie 
iłt;, więcej demoniczno hitki, O nicU czytamy u Schulenb. W, Yolks- 
thum, 64: Nocne żśdki sind dir^ Nachtgeiater im Walde, MMnchpn 
ohno Kopff halb echwarz, lialb wciae, wie Str^Hinge. — Pewna nic- 
wiaeta, która apolkała gromndke takich czarnych ludsi, zaśpiewała 
ułomek pieśni: j,Ihr Hiillengcister, packet cuch, hier habt ihr nichts 
2 u scliaiten/' — i te wnet znikły, 

*) Tylko w jednej baśni nn (16) jeat mowa, że kradły groch 
na polu, 

*) Do izby przychodziły pod piec (Jahn, nn 66), jak nasze 
ItttkL 



j 



^m 



n 



ADOLF CEEBNT 



od ludzi dzieży (tamże, ur 106) i la poźyczeuie dawał j swój 
chleb, pTzynogiłj chłopom, orzącym ua polu, jeds^enle i picie 
(Umze, BT. 116) Itd. 1 one miały czapkę (kapelusz)^ która leh 
czyniła uiewidzialnemi, i strzegły skarbów (tamże, ur. 83'}. I one 
nie znosiły dzwonów {Grimm, />. Myih, 428)» 

Wszystkie istoty, z któreml dotychczas porównywaliśmy 
lutków serbo-łniyckich, mają postać drubuiuśkich człowieczków. 
Jednakie niektóre badnte o Intkaeb przypominają nam wyraź- 
nie i inne istoty. Mam tntaj na myśli czeskie divf^ ^^ny, wo- 
kale dirćlidi, którzy wedłng niektórych powieści postacią 
nie różniły się od innych ludii. Przebywały w górach i w la- 
tkach; uciekły z okolic, gdzie dzwony zaprowadzono. Od IndsGi 
pożyczały aobic dzieży i innych rzeczy całkiem podobną, ne- 
gatywną mową, jak Intki serbo- łużyckie: „Neprosim vAa ne- 
pSjćte mi nediii"^) itd- Wogóle ich mown jakoś obco brzmiała. 
1 „diyoleuky"' przynosiły ludziom, którzy byli na polu, chleb 
świeżo upieczony^), i w Czechach pokazują sit^ .,divi pece," tj. 
jjiece dzikich ludzi*). 

Przystępujemy teraz do wyjaśnienia lutków. Lud sobie 
istoty owe tak tłumaczy: 

1) Mówi, że Itttki były pierwszemi mieszkańea- 
m i Ł n ż y c, którzy mieszkali tutaj przed Serbami* Obok tego 
powiada, że byli to poganie^). 

2) Mówi, widocznie pod wpływem chrześi-jaństwa: Lutki 
są to ż 1 i aniołowie, Gdy źli aniołowie byli z niebios 
H trąceni, niektórzy padli w wodę. i są to mężowie wodni, inni 
zaś padli na ziemię, a to są lutki i błędne świeczki (ogniki). 
(Jemielica, Khrósciee i i u.). 

Że w powieściach o lutkaoh mogą kryć się niejasne wspo- 
mnienia o pierwotnych mieszkańcach Lnżyc, którzy byli jakie- 



^) Por, także J, Grimm, D. MijtL^ str, 403 i nast.; W, Mann- 
liardt^ Der BaumkuUus der Oermanen und ihrer NackharśiUmmCt S* li O, 
yf/n Urqu€Hj 1, 69 itd. 

*) Casnp. Mut. krdL cenkiko^ 1855, Str* 47, 

*) J, KoSt'41, Di\si iidff (Odbitka % progr. gim. w Nowym Byd- 
żowie, 1889), str, 2. 

*) Tam2e. I Machał poruwuywał lutki z dzikiemi lutUmi 
w art, O i! wy eh kinach, Scttazor, lS8'i, jjtn 222. Jeszcze więcej do 
czoBkich ,,divo2Gnek" zbliżają aic ,,HaschweibełiPu, Uolzwcibchen** 
lU], z poniemcKouych etron Lużyc. 

^] Selmicnburg, JK YolksBag^n, 280. 



ISTOTY M1TT0Z51: 73 



L 



goś innego rodu mi Serbowie łużyccy, zdaje »ię to wyplyws^ 
iiieiylko z baśni o lutkach, ale także i t podobnych powieści 
innych Indów Europy środkowej i południowej. Tak, w ba^oiacb 
pemorskirb jest mowa, ie „U n n e r ^ r d 8 c b k e n są ostat- 
niemt szczątkami jiikiego!^ Indu za^inioue^^o" (zobacz wyżej \ 
W Caecbach pod Szlapanieą (na południe od Welwar) znana 
jest nazwa topograficzna ^y ludkanh^'' ^dy tam kopano, zna- 
leziono Btare cmętarzyskoM' W innym miejaen w Czechach 
opowiadają o jaskiniach górskich podobaą powieść, jak u Ser- 
bów łużyckich o lutkach; są to jaskinie, zwane Drdhske sz^iź- 
nicky (izdebki), na górze Mnżuki pod Mnichowym Hradiezczem-}. 
Na Morawie powiadają coś podobnego o , Jaski ni ach sztam- 
berakich;*' w niob podobno w prastarych czasach przebywał 
lad czarny małej postawy, który był nieprzyja^nie usposobio- 
ny względem naicszkańców^). Antropolog czeski, dr. Lubor Nie- 
derle, sądzi Że te i tym podobne powici^ci i baśnie Bą ,, ślada- 
mi tradycji, według której w prastarych czasach 
unasobokludn słowiańskiego mieszkałjesz- 
czeiuny, obcy, nieznany lud małej postawy 
i ciemnego typ u*)/* Dalej mówi, źe .♦uie powinniśmy za- 
prteczaó prawdopodobieństwa mniemanin, że takie powieści mo- 
gą mieć prawdziwą podstawę." 

Jądro historyczne w powieściach o latkach badali dotych- 
czasowi zbieracze i badacze baśni ser bo łużyckich^ jak H. Jor- 
dan*)^ Pfnr), H, MachaP) i inui. Niektórzy zaszli w tym da- 
leko i według baśni o Intkaoh pr lubowali opiBa^i lud, który się 
w nich kryje, jego obyczaje itd. Niedorzeczność podobnego 
badania wykazaliśmy joż powyżej. Do tych wywodów zaliczają 
się i następne: ponieważ lutki d z w o n ó w nie lubią, musimy 
sądzić^ że były poganami. Wszakże i nasi przodkowie byli po- 



*) Pamitky arelioologickó, I, 285. 

*) Dr, Pia w Fam, arch,, XIV, str, 354. 

^j ómop. Mmejn{ho upoihi Oiomouck4hQ^ 1880, str. 60. Zob. tol 
MiiiK der Antrop. Gts^AUchaft in Witn^ XVIII, str. 40. 

*) PHsp^cky k andtropołoi/ii z^mi ce^kychf Praga, 1891, I^ 119.. 

*) H, Jordan; Ludki, Luzicau^ 1876. 

^] Dr Pfid, Zusicn, 1887, str, 69. 

') Dr. H, Michał: Ludki, /CoUda 1880; O ^hod^ nar. Łul. 
poeentt *e starolitnontmi a hintorii^ Sweiostrr, 1882; O dhych lendch^ tamże. 
Zwabr w flwoim HiowNiku mówi: ^ Ludki, fabclhafto Zwergmen^cben 
der Vorzeit/' 



u 



ADOLF CZ^nSY 



gauftmif i t^ hardzo długo! Pewną jeet rzeczą, że lud w nie- 
których powieściach i to mówi, że nie mogły slnchad dsswonAw 
dlatego, że były poganami, jednakże ten wykład ludowy mo- 
żemy bez wątpienia przypisać w pływce wi wiary ebrzeaćjaóskiej, 
Wi^^akŻB już w innych baśniaeh występnje demoniczny cbaral^- 
ter ladków jako przyczyna ich upadkn; porówn. rp. baM n. 30, 
w której, ekoro pocięto dzwonić, liitki straciły moc Bwoją 
i osłabły. Dźwięk dzwonów wogóle odpędza 
wszystkie złe duchy, a również czarownice 
I wiedźmy ^). litnieje teorja mitologiczna, według której bu- 
rza nazywała się metaforyczine dzwonem^ i dlatego dzwon 
jako symbol burzy według powBKechnego wierzenia Sło- 
wian, Niemeów i iuuych ludów, odpędza moce nieczystej demo- 
nów i czarownice (tamie ^). 

Józef Jireczek upatruje związek pomiędzy dzikiemi Indimi, 
ifltotami pod rozmaitym względem podobnemi do lulków, a du- 
chami domowemi (kubołcikami), tak rozumując: , -Według wie- 
rzeuift Bojków, zdziczeli did'kowie i poza domem iyją w ja- 
kimś towarzystwie i mają siedziby tłwoje na bagnach i moczą ^ 
rach, obchodzą tam wesela i chrzciny*.. Tak bez wątpienia są- 
dzili nasi (czescy) przodkowie, że „hospodarzjczkowie" (knbf 1- 
eiki), którzy pogniewali się ze swojemi rodrinamif albo których 
rodziny wymarły, błąkały się Imz domu po pastych miejscach. 
To są tameczni dzicy mężowie i dzikie kobiety,,/'*) Nie mogę 
godzić się z nim co do czeskich dzikich ludzi, gdyż n nich nie 
znajdujemy nic, coby ich do duchów domowych zbliżało. ,,Lesne 
żonki" itd. są uosobieuia lasów. 

Według podanych łiaśni^ porównań i po przytoczenia roz- 
inailyeh wykładów, mogę wJa^^ciwy sąd olntkaoh wypowiedzieć 
pokrótce temi słowy: 

Trzy są rodzaje lutków serbo-łużyckicłi; 

l)Lutki domowe, które przebywały pod mieszka-^ 
Biami lnd/.kiemi, zbliżają się do ,, domowych" (duchów domo' 
wych, kubolcikÓw*). 



*) M, SumcÓWj Boginki — mamunij^ Wisła- 1S91, str. 586* 

*) Porów, wierzenie, że co rok piorun uderza w jednego 

wodnika (zob, tamże), 

" J, Jireczek, SUuIia z obom myUiohgie efske\ Cfis, Afui.f 1863, 265 
*) Naprz, PannaRli wymienia Intki wogóle pomlętlzy fludiam. 

domowemi i łączy i cli z kubołcikami. Zoln wyżej str 6Cł uwaga;! 



IflTOTT MITYCZNE 



7r> 



2) Lntki polne, leśae i górskie^ które pod sło- 
wem ^Jiitk]^ najwięcej mamy na myśli , są to idtoty, podobue 
do dzikich luds^i, w któryeb snadi zachowało się żdżblo wspo- 
moienia o pierwotnych mieszkańcach naszej (łnżji^kiej) oj- 

S) Wszystkie lotki posiadają skarby; jednakże pewien ro- 
dzaj lulków wysCępnje tylko jako stróże skarbów. 

Przełożył z łużyckiego Bronisław Urabowski. 

(Cd. n.) A doi/ Czerny, 



z OSOUO B&SISJ 6ÓRT. 



L O smokach i płanetnikach- 




ak Paniczna (Pan Jezus) stworzył Jadama i Jewę, 
djeboł tez chciał se stworzyć Indii, ale iiis miał 
do tego pary (siły)* Widzi&ł^ ze się to robi 
z ^)]ny ełeka^ no i pomyślał se, ze i óu to potre- 
fi* Myśli se: „Stworzyłeś ty dwoje, to j& ci na 
psią złość stworzę dwanaście, i to samyk chłopów, 
zęby flie bela komn nie dali/ Narobił ci gliny 
w dołka, no i nalepił ludzi. Postawił ik przed 
chałpą, zęby obeschli, bo będą silniejsi^ jak nskoą. Widział, 
ze P&niettiB dmachał na Jadama, no i ón zacon dmnchać na 
tyk Indzie zęby się ożywili, Ale uie chciał Paotezos, zęby 
djeboł odnosił tryjonfy, i nie pozwolił na to/^ Djeboł goni 
i goni wele (wedle, koło) nich, a ta ani rns, zcby się któ- 
17 osy wił* Uozgniewał się djeboł i kopnon jednego; a ze ten 



liUtki zresztą mii^ezają sh z wodnemf mężami (Scłiuhmhnrg, fF. 
yMithum^ L72) i z przypołdnic^ (tamże, 46). 



IP^ 



JOACHIM TRA€2T« 



byl Z gliny i nsknon {nachnąłl juz ua ałoAou^ więc mu noga 
oiipadła. Akurat Da ten caa wypadła wojna w niehie między 
djeblanii a jatiirłł&mJ; djebły przegrały i &^, Michił ich wegnił 
dl) piekła. Musiał ci nieborucek i ten djehoł rusai^ do Bamego 
piekła, a ei ludnie, co ich narobił, dostali (zusUIt) na słonon, 
PanieicuB se potem myśli: ^^Bkoda^ zęby mieli zmarnieć! (Bo trza 
wiedzieć, ze djeboł był i]obry majster i j^warnie ieb niepił)* 
Ti*zeba icU ożywić. Ożywił ieh więc, ale temn bez nogi nic 
na tę nogę nie pomóg. Do»tal się taki kulawy na wieonolć. 
f^Cóz tu z wami zrobić?- mySli ae Paniezug,— do piekła aiema 
sia co wapł pobielać (posyłać), bi iście nie zgrzjejli^ do nieba- 
ście nie zasłnzyli> a na ziemi iiie mueie en robić: boście same 
chłopy, to i*i<j ni a możecie miio7.yć N41epi (najlepiej) będziecie 
w chmurak i będziecie niemi ki<;:rowa1i.'^ Od tego easu płanet- 
nicy jezdzą na chmurak i zmieniają się co rok porz^dziom (po- 
rzędzią^ porządkiem), Nńgon^y rok wtencis, jak jeździ ten ku- 
lawy płanetnik/* 

Skuteczną obroną przedw ptanattdkom jest dzwonienie. 
Dzwonek jednaka którego ma eię do tego używać^ ma być pri- 
iwięcuny pnte^ księdzu, jeśli moina prze^ biskupa, i nie pt»- 
winno eię dzwonie nim umarłemu; planetniey bowiem, choć 
są ludźmi, jednak nigdy nie umierali. Grdy chmura gradowa 
się zbierze, to ma bye bardzo ciężko dzwonić i potrzeba kilku 
ludzi do zmiany. Niebezpieeznie też jest przestać na chwilę, bo 
wteoezas płanettiik mści dię i gwałtownie grad upuszeza. O tym 
opowiada! mi mój oj czy m^ Majirher Morawa z Osielca (po w. 
iMyśleDicki) co następuje: 

,fBo to, widziłi ty, płrinetniki to ci musą strainie 
trzymuć grid, idyne juz nie tak), zęby nie leciał, jak 
Bie ino zwoni. Mój niebo»cycek Hoeiec zwonili r4z na ty 
chmury na Sołtystwie (nazwa obejleie, zamieszkanego przez 
kilku gazdów) w kapHcce. Z wonią i z wonią, a tu ieb straśuie 
ręce bolą^ a ani rus ustać, boby gi^ całkiem grad zwaliła kieby 
ino na ehwitusie ustali. Wreście planetnik nie móg utrzymać 
gradu, takci woł4 na nie boscy ka tatusia: „A nie rusaj^e temi 
baraniemi j..ami, bo juz nie mogę utrzymać*^^ A ił tatnś mieli 
zdgryzke (sprzeczkę, spór) i Wałkiem od Rozkaźnika (nazwa 
obejścia), a on wł^jnic wtenrAs budował cbałpinę, takci wo- 
łają na pł&uetoika: ,,Jak cbeeSp to ^e mozes usypać końdek 
(kawałeczek, trochę) do zrębu, eo tam stoi/' Planetnik, nie 
wiele myślący, nasypdł pełni u^inko do tego zrębu, tak, ze bez 



z OKOLIC BABIEJ GOBT 77 



całe lata Waluk ohałptD^ nie móg budować, bo grad Die chciał 
stajali/^ 

Nie aą jednak płanetoiey i bez pożytku, mają bowiem na- 
danie, jak się tylko gdzie smok pokaże, zaraz go brać i dopóty 
wożą na nim cbmury gradowe, dopóki od znużenia i guiecenia 
chmur Dte pęknie* >Smoki zaś tworzą siq w dwojaki eposób: 
ilbo % żaby^ albo z węża wiotkiego^ ,.go ma żółte zauńnice,'' 
(widoGzoie z zaskrońca), którego uważają za jadowitego. Wąż 
taki lub żaba musi dziewięć lat nie słyszeć dzwonu i nie wi- 
dzieć ani człowieka, ani żadnego bydlęcia domowego. O wiele 
gorazy i straszniejszy jest amok z iaby, niż z węża. Wężo- 
wi bowiem urosną tylko uo^i, a ogon przemieni się w strzałę, 
żabie zaś, ponieważ ma już nogi, urosną ^krzydł^ i dwa ogopy 
ze strzałami. Otóż planetoicy, gdy się tylko dowiedzą, źe gdzieś 
w górach znajduje się smok, zaraz biorą go w powietrze i obju- 
czają gradowemi chmarami. Biada wsiom, ponad które id^ie 
smok, chmuraoii ol>ładowanyI Jak go tylko planetnik uderzy 
kijem, to zaraz trzęsie aię i sprawia gradobicie. Tym sobie 
tłumaczą, że grad czasami t}'Iko jednym pasmem pada, jakby 
drogę znaczył. Przeciwnie, gdy grad pada ua całej przestrze- 
ni, to znaczy^ że Bóg karę zsyła, chociaż smok nie szedł tędy. 
W Osielcu, wspomnianej już wsi, przysięga] mi się gazda, że wi- 
dział w czarne) chmurze gradowej ogon smoczy. Mój ojczym mówił 
mi. ie w Babiej Górze niegdyś, dawuo, wzięli płauetniey smoka, 
to tak grad zbił, że ani listek na drzewie nie został, którędy 
go prowadzili, a gradu było na ,,kierpiec^' (miara śniegu, gdy 
opadnie taki, że już przez brzegi kierpców się przesypuj e)> Gdy 
zaś zdechłego smoka zrzucą z chmur, to następuje cholera. 



II. niektóre właściwości gwary nad Rabą 

i Skawą. 

W górach^ gdzie komunikacja odbywa się dolinami rzek 
lub potoków, ludność styka się z sobą właśnie w tych miej- 
scach; stąd w dolinie jednej rzeki wymawiają pewną głoskę 
tak, a w drugiej inaczej, 

Lud podtatrzański wgórę doliny rzeki Raby aż po My.'51e- 
Dice wymawia głoskę j jak i^ tylko ona nie mię k czy poprze- 
dzającej spółgłoski, up. siba^ cisty itp, W dolinach dopływów 



tB 



JDAOHIM TRAaZTK 



r/eki Skawy wpłjw mies/kaćcow okolicy miaaU K^t, gdiie ^ 
wymawiają jak tj^ doiiKedl aż do bardziej górskich okolie, a!e 
rdwEieź pasmami. Od ujścia rzeczki Pałeczki^ we wsi Zem- 
brzycach, gdzie t; wyujawiają dobrze, cboć skądltiąd mazurzą, 
ua0t^[nia wień Badżów, dalej Bieńkówka, Trzebnnia, Btróźa 
i Pcim mówią q zamiast (, We w§i Pcimiu zetku^ły się te dwa 
prądy tak, żb tu lud wymawia i zamiast y i ą zamiaet f, nie 
tak, jak gdzieindziej, gdzie tylko jedna z tych właściwości się 
słyszy. Począwszy od Oaiclea^ następne waie, jak Kojszówka, 
JuBZCZj^t]^ Bialkuj Maków, £:^neba. Zeiiibr?.yce, Tarnawa, a^. do 
Wadowic, wymawiają dobne, z wyjątkiem a^ któro czasem prise- 
chodzi w (i i i, które wymawiają jak :.. W niektórycb wsiach 
Babiogórszczyzoy Ind wymawia c prawie jak )\ npp gyi^^^ ^y- 
ka^ zyi^y^ a ss jak i; rz jednak wymawiają dobrze. Bardzo 
przykro dla znającego gwarę ludową slyszei w tak zwanych 
sztukach ludowych, gdy artyki, nai^ladująo gwarq Indn, mówią 
na scenie: zeA^a^ ncfa itp.; lud tak nie mówi, przynajmniej Gó- 
rale. Gdzie już szkoła ^acz^la wpływ wywierać, a ludność 
czyta, tam język coraz bardziej zbliia siq da ogólnego. Pozo- 
stają jednak resztki gwarowe mimo woli. i tak np. gdzie przyj- 
dzie szcz^ to chłop babiogórski w niektórych miejscowościach, 
gdzie prawie wtśzysey czytać umieją, nie mówi jednakie deszcz, 
ksiądz pruboszczj szczupaka deszczu/ku^ tylko deszc^ proboszc^ 
szctipak^ d€sz€ułka^ by ani temu^ ni owemu ni© było krzywdy- 

Bardzo często mieszkańcy jednej wsi wyśmiewają się z dru- 
giej za ich wymawianie. Tak np. mieszkańcy mojej rodzinnej 
wsi Osielca wyśmiewają się z Łętowian, że „sicko końciście 
kieby sidło mówią/* i nazywają ich z tego powodu ,, Simkami'' 
(dnio bowitim ludzi ma tam imię Szymon, od patrona kośeioła)- 
Umyślnie też są rozmowy wymyślane^ mająie na celu pośmie- 
wisko, np,: — Cóz ta słychać, Simcme?Su-ko ile, a z sie zicie 
przikrzi. — Cóz? — Z/lf/zJ?/' |Zj^i.7/ = nazwisko chłopa) sin (syn) 
z moim sinem to nozbili i/usi (hasy), a sióko (ws^y^tko) to po- 
sio pokrony (z powoda) Si inko we fajcini (fajczyiiy). Albo też: 
.,Posłałek do ciebie cłowicka^ nie bast, a tyś odloziła na da^ 
lekre casi (czasy).** Z tych zaś, którzy wymawiają ą zamiast ^' 
wyśmiewają się w ten sposób; 

Wysła koza na brzezą, 
A ja za niom polezą. 



Ł 



z OKOLTO BABIBJ 60RY 



l» 



i 
— P&uie mazykAuciC) zagnijcie palką na jedną nog%! 
Albo: 

Posldłok do eif^bii? clowieku nie dudij, 

Tyś mi odp^Mlzialu: „Za ciebie nie puda (pójdę)!** 

Lud podtatrzański wymawia / doli r ze. niie^ ^aś ku dolinom 
jak u krótkie. Ci^ kiórzy / dobr7.e wymawiają^ wybmtewają ai^ 
z drogi cli f że mają ,jOxory przyrośnięte;'" ci s&aśj co / wymawia- 
ją jak U^ śpiewają, drwiąc z tamtych: 



Albo: 



Kiebyś była placku dala, 
Taby^ była tańcowała! 

Sydlo, mydło, raotowidlo, lójl 



III. Uieco przezwisk ludowych. 

Nowotarżan przezywają Chvsiakami od ow^a, którego naj- 
więcej aieją, 

Jordan o wian BoHarzami od boba, bo ,. jadają ból), a uda- 
ją, że migdały jedzą,' * 

Makowian nazywają Barszcze nmkowskie od barszczu bu* 
raczanego. 

Myśłeniczan Mungami (^ cipra, eafaudulalp 

Wadowiczanie zwą sit; Flaczarzami^ bo w Wadowicach jeat 
dato rzeźników. 

Zembrzyozauie Luphrzami^ bo garbują akóry końskie. 

OBielczanie z górnej czyści w^i są przezywam przez Dola'- 
nów (mieszkańców dolnej ez^ści) Kijanidrzamt, bo robią kijanki. 
Jett na to i śpiewka: 

Oj D& gć-rse, DAgó-ne ea-ml ki-ja-nińne. 



80 



Budzowiftaie 
śpiewka: 



Oj na górze ^ na górze 
Sami kij ani arze. 
Oj przyjdzi*^ z góry na doi, 
Oj to isaś gospodarze. 



Przeiacdfzc^ bo robią przetaki. Do tego 



Mo - j» mat -ka fea-dzo-wiiii-ki^ A moj iia-clec nie i% - Ie*: 



E±=:^^# 



^lil^ 




Mo ja mat^ka 



ple Ua sitaka, A mój Uo-eiee 



prse-ta^kl. 



Z Orawców i Słowaków wyśmiewają eic, naśladując ich 
gwarą: — A skąd woni? — Od branice terazczańskie { Trzciana 
na Orawie)*— A woni?— A takoi. — Pozdraw Pan liog, bośmy 
krajanyl-Co wodi?— Metlar (miotlarz^ robiący miotły),— A wo- 
niy^-A pretacar ^przetaczarz, robiący przetaki). — Pozdraw Pan 
Bogi Lośmy remieślnikil- A umiej u woni mluwić po niemiecki? 
—O jo, jo!— Trinken gie Sehoaps?— Co woni mluwiu?— Napije- 
te se wódki?— O jo, jo!— Pozdraw Pan Bog!— Zdr&w! (T** udają, 
id coś piją). 

I?. Jewa z rodziną. 

w Osielcn (pow. Myślenicki) była baba, która miała nie- 
ślabną córkę Ewę. Górkę nazywano młodą Jewą^ a matkę shi" 
rą Jtwą. Poszły ,,na Maznry*'* narobotę (do Królestwa) i stam- 
tąd przyprowadziły do wsi jakiegoś dryblasa^ który miał się 
*enic z młodą Jewą, Tego nazwano Jewidrzem. Owocem mi- 
łostek ich była córeczka, którą najiwano Jetuiąciem. Cala 
rodzi u a więc była: stara Jcma^ miodd Jewa^ fewidrz^) i /ewi^, 

Joachim Traczyk. 



^) W Lubelskim p* R. Lobie z slysaaf: Mafjdzmrz i MamczaTi^= 
mąz Magdy i inamki* — Htti. 



V- 




mf^ I OBOCmiO^CI DOWIE 



w MĘCZENIKIE POD PŁOCKIEM, 




igilja Bożego Narodzenia. W pojęcia luda 
nasseego d^ień ten jest uważany za jedną 
z najważnieJBSjch dorocznych nroczyBŁo-- 
6ei. Zwyczaje, przywiązane do tej chwili, 
są z całą dokładnością zachowywane, ota- 
czane wielkim szaeaakiem, i jakiekolwiek 
acliybicnie w tym kierttnkn za grzech jeBt poczytywane, Przepiey 
kościelne pomieszały się Bajznpełniej ze zwyczajami mieJBCOwe- 
mi, Ind jednych od dragich nie odróinia, a bezwiednie prze- 
chyla się raczej na stronę ostatnich. 

W katdym razie Wigilja zachowała u nas bardzo wiele 
ceeb pierwotnych, i można ją stasznia uważać %n. ciekawą chwilę 
w życia wiejskim. Od rana samego gospodynie krzątają się 
czynnie, tradycja bowiem wymaga^ aby przy wieczerzy było 
koniecznie dziewięć dań, daio więc jest zajęcia, a często i kło- 
pota w mniej zamożnym gospodarstwie. Ażeby dociągnąć do 
obowiąznjącej liczby, gotują najrozmaitsze potrawy, j^o to 
groch j kapustę j kaszę, sżablak, owoce sos zonę, klaski, mak^ kar- 
tofle, a na zakończenie racucby. Jedząc to wszystko^ zapewnia 
się sobie ubywanie tych potraw przez rok ealy^ gdyż co tylko 
w Wigilję nas spotka, w jaki sposób czas spędzamy, jakie po-- 
karmy spożywamy, staje się naszym udziałem przez rok cały. 
Apetyt mają stolownicy z góry zapewniony^ i pomimo ilości 
jadła potrafią należycie ocenić zalety wiecaerzy, a to z tego po- 
wodu, że oprócz jednego kieliszka wódki z rana, jednego śledzia 
i kawałka chleba, nic przez dzieu cały do ust nie biorą. 

Stół do Wigilji zaścielają sianem, a następnie przykry- 

ają obrusem; pod obrns ten, w siano, gdzie leży łyżka, kładą 

abłka, cukierki, orzecby; w kółku rodzinsym przysmaki te eta- 

lowią podaronki. W czeladniach dworskich, gdzie stołów ników 

Wi9iQ L IX Z€SZ. 1 Sl 



82 HELENA CHAMSKA 



jest więcej, gdzie eą p&nny i kawalerowie, zwyczaj zamienia 
Bię w zabawę, a jednocześoie przepowiednię; w tym celu pod 
obroB kładą pierścionki, pieniądze, chleb, figurki ulepione z cia* 
flta; ponieważ nie wiadomo naprzód, kto gdzie miejsce zajmie, 
z przedmiotu, który konin się dostanie, wyciągają wróibę na 
przyszłość. 

Przy jedzeniu grochu ^ gospodarz rzuca pierwszą łyżkę 
w górę, ażeby grocli rósł wysoko* Opłatkiem dzielą aic rano. 
Zwyczaj również nakazuje^ ażeby zacząwszy od opłatka i śledzia 
z każdej potrawy odkładać pot roszę do osobnego garnusz- 
ka, i tak zmiess^ane jadło, razem z sianem, okrywającym stół, 
dać na drugi dzień rano, tj. w Boże Narodzenie, krowie Inb też 
by<lłn« zależnie od tego, ile kto sztuk posiada, a bydło się zdro- 
wo cłiowa, nie cliomje. W dniu tym powinno się je większemi 
niz zwykle wzglądami otaczać, gdyż w Wigiiję z nieba nadano 
mu wyjątkowe prawa: w nocy pozwolono przemawiać ludzką. 
mową. Wierzą, iż o północy się to dzieje. Człowiek wszakże 
powinien bardzo się wystrzegać posłyszenia tej mowy, bo w prze- 
ciwnym razie spotka go niezadługo śmierć. Pewnego razu ja- 
kiś ciekawy gospodarz chciał sie osobiście o tym przekonaći 
ukrył się wił^c w szopie i czekał; jakoż o północy odezwał się 
jeden wól do drugiego: „Bracie^ niezadługo wywieziemy nasze- 
go gospodarza,** Gospodarz wrócił przerażony do domn, a wkrót- 
ce potym te same woły powiozły go na cmętarz. 

Na zakończenie dodam, ie myśliwi starają się usilnie o za- 
bicie tego dnia zwierzyny; rokuje im to całoroczne pomyślne 
polowanie. 

Boże Narodzenie {>bchodzą w sposób przyjęty ogólnie, opie- 
wają kolędy, rozpoc/.yna się również noszenie szopek z reper- 
tnar^em seeuicznym, nie różniącym się niczym od /.wykłych 
przedstawień szopkowych. 

Nowy Kok ma w miejscowych pojęciach ten sam wpływ 
wywierać na nasze losy, jak Wigilja, tj., wszystko, co tylko 
nas wtedy spotka, przez następne 365 dni powtarzać się będzie. 
Tak jak myśliwi w WigilJL^ stamją się zużytkować tę przepo- 
wiednię na swoją korzyść, tak znów złodzieje Nowy Bok uwa- 
żają za ehwil(j, kiedy szczęśliwie popełniona kradzi^^z daje iui 
nadzieję pomyślnych rezultatów przez rok cały. Zdaje aię, że 
z tego, zupełnie aerjo traktowanego przez złodziejów zwyczaju, po- 
wstał inny, uważany zu żart między naszym ludem: pozwala 
on na chowanie sobie wzjjemnie rozmaitych przedmiotów, które 



I 



ŚWIĘTA 1 UROCZT8T0ŚCT DOROCZNE 83 

następnie za wykupem, tj poczęstowaniem wódką, bywają od- 
dawane prawym właścicielom. 

Karnawał albo zapngty dopiero przy samym końcn zaeln- 
gnja na tg nazwę, wtedy tylko bowiem i smaczniej jedzą i le- 
piej się bawią. Przeciąg czaan od Nowego Roku aż do tlnetego 
czwarikn niczym się nie wyróżnia. We czwartek, niedziela 
pODiedLiałek, wtorek, jako w dni, poprzedzające post siedmio- 
tygodniowy, jedzą kiełbasy, kiszki, pieką nieodzowne pączki 
i wogóle^ o ile na to pozwalają środki pieniężne, nzywane by- 
wają pokarmy mięsne i obfite. Sprowadzają sobie muzykę, wy- 
prawiają wieczorki taneczne, młodzież przebiera się, co w gwa- 
rze miejscowej nazywa się ^robieniem maszkar/' Maszkary nie 
odznaczają się wielką rozmaitością; są to zwykle Żydzi, niedź- 
wiedzie, żołnierze, bociany, dziady. Niewybredna publiczność 
bawi się nadzwyczajnie icb widokiem. 

We wstępną środę ksiądz w kościele posypuje nabożnym 
głowy popiołem, po wsiach zaj^ cblopcy i dziewczęta, uzbrojeni 
w pyty, napełnione popiołem, nie żałują nawzajem często na- 
der dotkliwych razów. Jest to kara za to, że w zapusty we- 
sel nie wyprawili. Za każdym uderzeniem wymawiają: ^Cze- 
muś się nie ożenił?*' Popielec to dzień przeznaczony na uniar- 
Iwienie ludzi bezżennycht Oprócz pyty grożą im na każdym 
krokn klocki; dowcip wiejaki wysila się, ażeby nadać moż- 
liwie najdziwaczniejszy pozór, gdyż im niezwykłej szy klocek^ 
tym więcej śmiecliu i zabawy. 

Wielki post obcłiodzą bardzo ściśle, o mięgie mowy nawet 
być nie może, potrawy z masłem lab mlekiem ogólnie są wy- 
kluczone; jedzą z olejem, a często tylko z solą. 

W połowie postu, we środę, Jest zwyczaj rozbijania garn- 
ków o drzwi i ściany domów; garnki te napełniają popiołem. 

W Palmową nied/^ielę odbywa się święcenie palm; robią 
je koniecznie z gałązek wierzl), pokrytych kockami. W każdym 
wiejskim domu palma podobna powinna się znajdować; ozda- 
biają niemi obrazy świętych, a kocki uważają jako i^rodek le- 
karski przeciw cierpieniom gardła; w tyra celu każdy po po- 
wrocie z kościoła połyka jedną,— ma to jnż na ealy rok zabez- 
pieczać. 

W Wielki Piątek chłopcy wiejscy robią z drzewa kołat- 
ki i podc:^s nabożeństwa wieczornego biegają z niemi wkoło 
ko!4cioła. 

Tydzień ostatni poświęcają gosposie wiejskie na przy- 



84 



H£LEKA 0HAM8SA 



gotowania przedświąteczne: pieką ciasta^ placki, biją wiep- 
rze, przyrządzają wędliny, a oprócz pracy około zapewnienia 
gtolownikoo) obfitego jadła, czyB!£Czą i stroją mieażkanta wedle 
moiuości. Przez cały rok teź ani razn wiejska izba nie wy- 
gląda tak uroczyście i kokieteryjnie^ jak w święta Wielkiejnocy, 
Wes&ędzie czyściutko, obrazy ubrane papierowemi kwiatami^ na 
ścianach zawieszoue różne ozdoby, etól, łóżka poprzykrywaoe. 
W grij tn wchodzi nie tylko rywalizacja z sąsiadkami, lecz nad- 
to wzgląd na księdza^ który w Wielką Sobotę święci przygoto- 
wane pokarmy i w tym celu odwiedza każdą chatę osobno* 

W przekonamn ludu jeść podczae Wielkiejnocy nieświęco- 
ne pokarmy jest oie tylko abliźeuiem względem religji, ale tak- 
ie poniża człowieka; mówi Bię zwykle, że: „Tylko nterogaciz* 
na i nieme bydlęta mogą to robić/ Jeśli ezaiem się zdarzy^ 
ie probo;»^cz z ważnych jakicti powodów ominie którą rodzi- 
nę, to ukarani w ten sposób dosłownie nie ośmielają się zna- 
jomym na oczy pokazać, a ci ze swej strony odsuwają się od 
nich i niemiłosiernie przedrwiwają. Na atole, gdzie święcone 
bywa ustawiane, powinno się^ znajdować potrosze kaidago 
jadła. 

Wielka Niedziela, jako święto bardzo uroczyste^ gchodzi 
na nabożeństwie i wogóle w sposób zupełnie powainy; wystrze- 
gają siłj zbyt głośnej i hałaśliwej zabawy. W nocy na ponie- 
działek, według dorocznego zwyczaju, chłopcy chodzą po wykn- 
płe od chaty do chaty^ stają przed nią i śpiewają: 



Od jerzyny do jerzyny, 

Wyłaf, pani, z pod pierzyny; 

Bo my dzisiaj rano wstali, 

Drobną roac otrząsali. 

My tu wózkiem nie jeździmy^ 

Ca n&m dacie, to weźmiemy. 

Nie proszę o barana, 

Bo nie mam dla niego siana, 

Ani teź o owcę. 

Bo ją pod kożuch me wkopcę; 

Tylko o kiełbaJif 

Co hic nią cztery razy opaszę, 

I łyżeczki^ masła, 

Żeby Bię państwu córeczka upa^^ła; 

I jajeczko w pięć, 

Żehy się państwu trafił dobry zięć. 



r 



ŚWICTA 1 DBOCZT8TOŚCI DOROCZNE 85 

W ten BpoBÓb zbudzoDa, gospodyni musi koniecznie zadość 
nesynić proćbie, i zajrzawszy do śpiżarai, jakim datki om pozbyć 
etq nocnych goM. 

Rano znów ione śpiewy; tym razem dziewczęta noszą tak 
nazwany gaik. Jest to drzewko, przystrojone we wstążki, pa- 
pierkjf lusterka, cel zaś ten sam, oo chodzących poprzednio 
eblopców. Gaik nie pomija nikogo we wsi, wszędzie zatym no- 
wa ofiara z zapadów świątecznych bywa poświęcana za przy- 
jemność wyałachaoia pieśni, która brzmi, jak naetępaje: 



Do tego to domkn wstępujemy. 

Szczęścia, zdrowia wioszujemy. 

Gaiku zielony, pięknie ustrojony. 

Pięknie eobie chodzi, bo mu się tak ^odzi. 

Ka naszym gaiku niebieskie wstążeczki, 

Bo6 go ustroiły nadobne dzieweczki. 

Gaiku zielony, pięknie ustrojony, 

Pięknie sobie chodzi, bo mn się tak godzi. 

My ze swoim gaikiem koło studni. 

Za naszym gaikiem tylko dudni. 

Gaiku itd» 

M7 z naszym gaikiem koło chlćwka, 

Za naszym gaikiem z garncem piwka. 

Gaiku itd. 

My ze swym gaikiem pod kominek^ 

Za naszym gaikiem pauaki synek. 

Gaiku itd. 

My ze swym gaikiem kolo brzeziny, 

Za naszym gaikiem pańskie syny. 

Gaiku itd. 

My z naszym gaikiem koło sadzaweczki, 

Za nami chłopaki z kwartą gorzateczki. 

Gaiku itd. 

My z naszym gaikiem kolo młyna. 

Za nami chłopiec niby trzcina. 

Galku itd. 

Za stodołą stoi kamienica, 

Za tą kamienicą zielona pszenica. 

Zielona j zielona, czemuż jej nie żuiecie. 

Pieniędzy do rąk panu nie składacie? 

Składamy, składamy, po stole toczone, 

Do pana zloiono^ 

Nasza pani siedzi w rogu atoła, 

Na niej suknia w złote koła. 

Naaza pani po pokoju chodzi, 



r 



86 



RELENA CHAMSKA 



Kluc^ Jakami brząka, kluczykami brząka, 

Dla iiaa ci to, dla nas podarunku szuka. 

NaBza pa li i w lustrze stoi, 

W tiulowy czepiec główkę stroi. 

Stroi, uiecli stroi, boć jej tak przystoi, 

A di&isleJszBgo dnia wszystkie chodzą strojitie. 

Za te dary dziękujemy, 

Colcie nam je dziś darowali, 

A jeszcze raz dziękujemy, 

Zdrowia ; szczęścia winszujemy. 



Zwyczaj śmigusu, tak jak w całyod kraju, znajduje i u naB 
gorących zwolenuików i mimo częstokroć bardzo szorstkiej 
formy ogólnie bawi i zachwyca. Nie jedna dziewczyna, zmoczona 
do nitki, szczekając od zimna zębami, wraca ze ata^s^u lub 
z pod 3tudni dumna i zadowolona^ że w ten sposób okalano 
zainteresowanie się jej osobą i oddano hołd jej wdziękom. Pod- 
czas świąt dzieci bawią się w grę w jajka: dwóch grających 
trzyma każdy po jednym jajku w ręku, uderzają je o siebie, 
a ten kto stłucze przeciwnikowi jajko, zabiera je i zjada, 

Niedifiiela Przewodnia to dalszy ciąg Wielkiej nocy; pieką 
i przyprawiają te same przysmaki, tylko już w mniejszej ilości, 
W dniu tym świąteczny pozór chat i ich mieszkańców znika, 
t życie miejscowe wraca do zwykłego trybu, aż do Zielonych 
Świątek, kiedy domy, zielenią przyozdobione zewnątrz i we- 
wnątrz, nadają znów więcej uroczysty charakter naszym 
wiaskom. 

Przed Bożym Ciałem kobiety robią wianeczki z dziewięciu 
ziółj tj. mięty, rumianku, kopytniku, rozchodniku, marony, ma- 
cierzanki, lubczyku, szałwji, lipiny. Wianki te, razem związane, 
kładzie się w Boże Ciało na ołtarzu, gdzie leżą do ostatniego 
nieszporu; wń wczas poświęcone przez księdza, wracają do właś- 
cicielek. Służą one jako lekarstwo dla bydła i w czasie burzy 
zawieszone w oknie chronią od piorunu. 

Św. Jan to dzień poświęcony wróżbom i czarom. Dziew- 
częta wiejskie, aby się dowiedzieć, czy w tym roku pójdą za 
mąż, rzucają gałązki bzu na strzechy domów; jeśli się zatrzy- 
ma, to znak pomyślny, jeśli spadnie na ziemię, trzeba jeszcze 
na godnośó mężatki poczekać. Wieczorem stawy mienią się od 
płomyków pływających świeczek; każda świeczka otoczona 
wiankiem z kwiatów, stanowi przepowiednię dla tej, która ją 
zapaliła. Wierzą>ówuież, że o północy kwitnie paproć, że kto by 



I 



r 



ŚWIĘTA I UROCZYSTOŚCI DOROCZNE 87 

^ I 

kwiat ten zerwał, posiędzie odrazu wiedzę i skarby tego świa- i 

la, z!e dufhy jednak tak go strzegą, że pomimo wiadomyeli, 

oclronnych Smdków, jak kreda i woda święcona, rÓK^iniec, 

nieoglądanie się poza siebie, dotychczas nikt jeszcze ule stał 

się s^częśtiwyra posiadaczem. Przypuszczam, ie obecnie niema ^ 

jnź takich, którzyby jakiekolwiek próby w tym kierunku robilij I 

przynajmnie] ja nie słyszałam nigdy o podobnym fakcie. 

Istnieje jeszcze w naszych stronach zwyczaj rohienia i 

straszydła: stare ubranie wypychają słomą, głowę robią ze . 

szmatj w nsiach fajka, w rękę wsadzony kij, i tak nazwanego I 

,,dziada^ umieszczają na samym szczycie dachu. Jadąc tego dnia 
przez mazowieckie wioski, widzi się często podobnie wystrojo- 
ne straszydła. Lad nasz uważa to za zabawę; znaczenia i cela 
wytłumaczyć nikt nie może. 

Po św, Janie rozpoczyna się w polu ciężka praca; lud po 
%& nią niema na nic więcej czasn; wypocząć wolno dopiero po 
itiiwach: doźyoki utanowią nagrodę za trudy i chwilę, w której 
po kilkotygodniowych znojach można zabawić się i pobalaó. 
Po icięcin zboża, zwykle w sobotę, wszyscy mieszkańcy wsi 
obierają się wieczorem i idą razem przed dwór właSoicieta; na 
e^ele pochodu dwie dziewczyny: jedna niesie na> głowie wieniec 
z pszenicy, druga z żyta; za niemi postępuje baba z pęczkiem 
zboża. Od bramy idą bardzo wolno, śpiewając zwrotki, nprssej- 
mie brzmiące dla dziedzica i jego rodziny, złośliwie dla służby 
dworskiej; gdy już każdemu coś się dostanie, przodowuice 
wchodzą na ganek, tam zwykle pani zdejmuje im wieńce z gło- 
wy i kładzie na przygotowaną tacę, dziewczyny pod wieńce 
podsypają po kilka jajek lub też trochę orzechów polnych. 
Dziedzic tymczasem, wziąwszy butelkę do ręki, piervYszy kieli- 
szek przepija do gromady; dalej idzie kolejką, wszyscy zebrani 
dobtają po kilka kieliszków wódki. Muzyka gra skocznego ober- 
tasa^ i pierwsze pary puszczają się w koło; w niektórych dwo* 
rach dziedzic i jego rodzina rozpoczynają tańce. Po jakiej go- 
dzinie gromada udaje się do uprzątniętego na ten cel spichrza, 
i tam dopiero zabawa rozwija się w całej pełni. Tak, bez eere- 
mooji, nie czując zaszczytnego, ale zawsze krępującego towa- 
rzystwa pai^stwa, skaczą do upadłego, nie zwracając nwagi na 
dobieranie w pary kawalerów i damy,— jak kto natrafi: baba z ba- 
bą, chłop z chłopem, byle tylko dziarsko się obracał, bez 
względn na wiek i płeć. Różne mazurki bywają śpiewano; pod 
tym względem przodują starzy, nie pojmujący tańca ba^ śpiewu. 



j 



88 



HELENA CHAMSKA 



Młodzi nŚmiecbają się z tego zępyczoju, dapiki jednak w gło- 
wach nie zaszumią bo wówczas, zapomniawszy o polkach i wal- 
cach, tną oberka i maznra^ ule żałnjac głosu na odpowiednie 
do okoliczności zwrotki. Treść i dobór słów niewyszokitny, ci^i- 
sto bardzo obrażający; gniewać się jednak w tym razie nie 
wolno; kaidy z dobrą miną musi przyjąć taki mazurek, jakim 
go oracza. Poczęstunek na okrężnym składa się z chleba, owo- 
ców, ogórków kwaszonych, wódki i piwaj trnnki, przed dworem 
w małych ilościach rozdawane, później zostawione są do woli 
goSci; niesłychanie podnosi to ogólną wesołość. 

Zwrotki przy niesienin wieńca: 



Plon niesiemy, plon, 

Dziedzicowi w dom, 

Żeby ta pezeniczka dobrze plonowała. 

Żeby po sto korcy z morga wydawałal 

Plon niesiemy, plon, 

Dziedzicowi w dom, 

U naszego pana okna lustrzane, 

A u ...skiego wiechciem natykane 1 

Plon niesiemy itd, 

A przede dworem kaczkt w błocie^ 

A nasza pani chodzi w zlocie! 

Plon niesiemy itd, 

A przede dworem czarna burza, 

A nasza pani kiejby rólal 

Plon itd, 

A przede dworem biała lillja, 

A nasz dziedzic na konin wywija! 

Plon itd, 

A przede dworem stoją żarna^ 

A nasza panna kiejby sama! 

Plon itd, 

A nasz ekonom we wielkim kbpocie, 

Ko zwiesił p„tki po całym plocie] 

Plon itd, 

A na ntebio czarna chmura^ 

Kasz karbowy kiejby rural 

Plon itd. 

A na niebie czarne łuty, 

Kaaz pisarz niby pies kndfaty! 

Plon itd. 

Zakwitła róża naprzeciw sieni, 

Naaz ogrodowy jest krzywych goleni! 

Plon itd. 



ŚWICTA 1 DBOCZTaTOŚCl DOROCZNE 



Zwrotki te, którył^h jest bardzo wiele, są często zmieniane 
dowaO, tadzie:^. tworzone na razie. 

Po żniwach tak ozimych jak jarych następuje kopanie kar- 
tofli, bardzo ważna czy o no ść illa mieszkańców wsi: kartofle tt> 
podstawa bytu i zamożności; żywią się niemi ladzfe, żywią 
Bwńj dobytek; niema bierly, ^Hy ale urodzą, grozi oiedoiłtatek, 
gł^y przepadną* Po wykopaniu, kiedy spiżarnie i kieszenie względ- 
nie najlepiej są napełnionej gdy czasn więcej wolnego, nastę- 
puje szereg wesel; pary, które już dawno mają się ku sobie, łą- 
czą się teraz^ w każdej wioaee bywa po kilka wesel. W jesieni 
najłatwiej przychodzi wynalezienie órodków na tak znaczny 
wydatek- Zumożni tylko mogą żenić się na wiosnę i latem; ubo- 
dzy zwykle w jesieni, mniej w Zapusty. 

Uroczystość weselną opiszę później, teraz zaś dopełnię 
iwiąt dorocznych, 

Zaduszki.,. Od rana aż prawie do wieczoru biją dzwony; 
ze wszystkich stron świata ciągną żebracy^ pełno ich przed 
drzwiami i w kruchcio kośeiełnej; tak ich wielu, że trndno zro- 
zumieć^ skąd wszyscy oni naraz się wzięli; wielu chyba, którzy 
zwykle nie fatygują się, dziś, nie mogąc się oprzeć świetnym 
widokom, jakie interes dziadowski w dzień Zadnszek nastrę- 
cza, ustroili się w łachmany i torby. Bo też to prawdziwe 
żniwa: za modlitwę obdarzają ich zamożniejsi pieniędzmi, lud 
kawałkiem chleba lub placka. Jeśli dziad lub baba wzbudzi 
zaufanie^ że sumiennie wywiąznje się z zamiany, to nieraz wra- 
ca do domu nie tylko z miedziakami w kieszeni, ale na ple- 
cach dźwiga torby^ wypchano pieczywem. Kobiety nasze wiej- 
skie na kilka dni wcześniej robią w tym cełu przygotowania. 
Każda z pełnym koszykiem idzie do kościoła: zwyczaj każe 
rozdać chleb pomiędzy ubt>gich. Księdzu dają na wypominki^ 
zakrystjanowi na podzwonne. Najubożsi nawet robią ofiary 
w dniu tym, ażeby swoim zmarłym przyjść w pomoc na tam- 
tym świecie* Wiara istnieje ogólnie między Indem, że w nocy 
w Zaduszki umarli powstają z grobu^ że odbywają się dla nich 
nabożeństwa po kościołach, że wolno im ua chwilę wrócić do 
iycia< Biada jednak człowiekowi, któryby zakłócił im samot- 
ności— śmierć niechybna go czeka. Jako dowód opowiadają/ że 
przed wiela laty zjechało się kilku księży do jednego probosz- 
cza na dzień Zaduszek, i o północy posłano miejscową służącą do 
kościoła, a łeby przyniosła jakiś zapomniany przedmiot. Dziew- 
czyna była odważna, więc poszłaj będąc już blizko kościoła, ze 



90 HELENA CHAMSKA 



z.dziwienietn apoHr Kegla, że światła zapalone, źe pełno Indzi, or- 
gany ^rają i przy oltarxii naboźeńatwo się odprawia; wrdcik 
wice do domu i opowiedziała tsięzom, co widziała. Ci .lednak 
jaj nfe wierzyli i gniewali eię jeszcze, źe im takie bajki powta- 
rza, a gdy dziewczyna zaklinała się, ie mówi prawdę, ktoś się 
odezwał iartem: „Jeśli icli jest tyln^ to na dowód chociaż jed- 
nego nam pr/^ynieś/' Poleciła dnsKę Bogn i poszła. Ledwie 
zdołała wejść na próg, zrobił się szum, świece zagasły, 
organy zamilkły, i nabożni gdzieś bez śladn znikli; jeden tylko 
zogtałj siedział w ławee jak poprzednio. Dziewczyna, zbliży- 
wszy się do nie^o, przekonała się dopiero, że jest bez życia, 
amarły, wzi(;ła go na ręee, zaniosła do pleban ji i pomiędzy 
księży na stole położyła. Przerażeni księża ze strachu stracili 
głowy i na wszystko prosili, aby nieboszczyka z powrotem 
odniosła. Cłicąc księży uspokoić, zrobiła jak sobie życzyli, 
a gdy miała go sadzać na tej samej ławie, skąd wzięła, umarły 
przemówił: „Dzięki ci, wybawiłaś mnie, bądź szczęśliwal'' Znikł 
w jednej chwili- dziewczyna zaś wkrótce umarła. 

Nie tylko Jednak w Zaduszki rozmowa z nieboszczykiem 
rokuje śmierć. Powiastka inna głosi, że niegdyś znów mulfirzom 
polecono budować grób na cmętarzn; kopiąc, trafili na dwie 
trumny; w jednej znajdowała się panna, w drugiej kawaler, 
tak dobrze zakonserwowani, ie chociaż trumny ze starości roz- 
padły gię w kawałki, oni wyglądali jakby żywi. Odniesiono 
oboje do dzwonnicy i tam zostawiono. W nocy mularze pili 
dużo, a z niemi i dziewczyna, która im jeść gotowała. Gdy 
już wszyscy byli nietrzeźwi, dziewczyna przechwalać się po- 
częła niezwykłą swoją odwagą. Oni jej na to: „Taka niby 
jesteś odważna, a do dzwonnicy bałabyś się iść teraz sama/' 
— „Nie tylko pójdę, ale i tych dwoje wam przyniosę." Jak po- 
wiedziała, tak zrobiła, i gdy z powrotem odnosiła, kawaler ścis- 
nął ją za rękę i wyrzekł: „Wybawiłaś nas. Myśmy za życia 
nienawidzili się i co tylko najgorszego starali się sobie nawza- 
jem robić; po śmierci pochowali nas obok siebie, a za karę 
mieliśmy pokutować dopóty, dopóki ktoś żyjący bez obawy się 
do nas zbliży. Tyś to pierwsza zrobiła, niech tobie będą dzię- 
kil" I w tej chwili ohoje w proch się obrócili, a dziewczyna 
swoją śmiałość śmiercią przypłaciła. 

Św, Andrzejowi w udziale przypada los uchylania przed 
ciekawym panieńskim wzrokiem zasłony, dzielącej nas od 
przyszłości. Dziewczęta badają go różnemi sposobami, często 



% 



A 



J 



ŚWICTA I UROCZYSTOŚCI DOROCZNE Ul 

obraźająremi' nawet powagę świętego, np. kiedy za pomocą 
instjDktti psa żądają od Diego, ażeby wypowiedział wróżbt}, prmz 
wybór jednej z kilku kości. Sposób to ogólnie znany; Bą inne: 
jak kilk^ trzewików razem wychodzących za próg; jak jeden 
trzewik, który dziewczyna rznca poza siebie; kamień wloiony 
pod poduszkę, który dnżo się przyczynia do nadania wainośri 
finoin, 

W kiernnka rozjaśnienia przyszłości nmysł ludzki nigdy 
nia bywa nasycony; poza wróżbami, wainemi tylko we właści- 
we dni, istnieją inne, odpowiadające w nieokreślonym ściśle 
czasie. Gdy się znajdzie ciekawa jaka kwestja do zbadn- 
uia, dajmy na to: ktoś chce się dowiedzieć, czy spełnią się 
jego życzenia, wtedy łodyżkę dziewanny przychyla du ziemi, 
lekko kaniuBzczkiem przyciska, tak, ażeby się nie złamała; 
jeśli roślina o własnych silach powstanie, możoa się po- 
myślnych rezaltatów spodziewać. Jeśliby znów która panna 
była ciekawa, czy jej wybrany odpowiada wzajemnością, wiąże 
się we właściwy sposób trawkę, mówiąc jednocześnie: 



Zawijam, zawijam kawalerskie ziele, I 

Niech ono powie- czy Jaś (Józiek, Antek) kocha smielc. | 

Mówiło drewno, że będzie napewno; i 

Mówił Fryc, że z tego nie będzie nic; | 

Powiedziała Flora, że będzie ładna para. I 
Niech Pan Wszechmogący 
Parę tę do kupy złączy. 

Helena Chamska. 



RMCTWO NA LITWIE. 




ddawBa, jak wiadomo, Litwa słynęła obfi- 
tością ryb i raków^ zadowalając nie tylko 
miejscowe potrzeby, lecz dostarczając ich 
także na ryDki miagt większych. Prócz dwóch 
rzek większych, Niemca i Wilji, praerzyna 
lasy 1 błota litewskie mnóstwo strumyków 
i rzeczek, niosących swe wody do tych głównych arterji kra- 
ju, lub do sąsiedniej Dżwiny, bogatych w jazie, pstrągi, miętu- 
sy i inne gatunki smacznych ryb. Nareszcie z północo-wscho- 
du na południo-zachód, ciągnie się przez Litwę gęsty pas je- 
zior i jeziorek. Zaczyna się on ze strony gubernji Witebskiej 
i formnjąc około 400 jezior w po w. Nowo- Aleksandrowskim, 
prawie tyleż w Trockim i Świ^ciaóskim, około 200 w Wilko- 
mierskim i Telszewukim, przez gab. Angnstowaką styka się 
z dolną Wisłą. 

To bogactwo wód ubywa wprawdzie jednocześnie ze 
zniszczeuiem wielkich obszarów leśnych: małe rzeczki i jeziorka 
powoli wysychają, lecz teraz jeszcze mogłyby one doslarczyó 
znacznego dodatkowego zarobku dla miejseowcj ludnością gdy- 
by gospodarstwo rybne było cboć nieco uregulowane^ lub przy- 
najmniej, gdyby było snrowo wzbronione niszczenie ryby tru- 
ciem i gęstemi sieciami. 

Okoliczni włościanie mają z jezior i rzek nie tylko smacz^ 
ną i pożywną strawę na post i święta, lecz nieraz ZDaczny do-^ 
chód, a niejeden bezrolny nawet całkowite otrzymanie* Jedni 
pracują na własne ryzyko^ dzierżawiąc drobne jeziorka^ lab po- 
ławiając na wędkę na cudzych jeziorach i rzekach » inni słnią 
dzierżawcom Żydom, któray zagarnęli w swe ręce cały handel 
rybny i dzierżawią brzegi większych rzek i znaczniejsze je- 
ziord. 

W szkica tym nie będę dotykał tej ekonomicznej strony 



ETBAOTWO HA LITWIE 93 

przemjBhlp leoz cheq awrócii tylko iłwagq czytelnika na przy- 
rządy i sposób rybactwa^ w których odzwierciedla się wynalaz- 
ezoĆć i pomysłowość Indu. Wiele % tych sposobów stanowi 
moie wynalazek dalekich przodków, dzikich mieszkańców pnsz- 
czy, niektóre wytworzyły eię później , z biegiem czasn pod 
wpływem nowych warnnków, — stanowczo jednak twierdzió 
można, że wszystko to^ co jest w tej sferzCi jest wytworem 
tylko Indu, długiej jego i mozolnej obserwacji, i żadne oankowe 
wynalazki nic znalazły tn jeszcze zastosowaniaf a jednak przy^ 
rządy 1 siecie bywają czasem tak dowcipnie obmyślane, że 
w podziw wprawiają. 

Eybactwo na wędę stanowi często świąteczną rozrywkę 
włościaninaf dostarczając mn przytym i smaczuego kąska na 
^połndzieó" (obiad). Przy każdym jeziorze można zualeić ukry- 
te w szuwarach czółno. Jest to % jednej kłody wyżłobione ko- 
ryto. Formą nie różni silono od lego, w którym na wsi kar- 
mią ńwioie, lecz posiada przy końca przegródka, poza którą 
składają ryby. Gdy czółno to nie jest zajęte przez wladci^ 
eiela rybaka, korzystać z niego ma prawo każdy sąsiad, ma- 
jący G^as i ochotę „pobawić %\%r W święto o wschodzie słońca 
tsożna widzieć na jeziorka kilkn takich przygodnych rybaków^ 
którzy na dość pierwotnie urządzoną wędę, z haczykiem włas- 
nego wyrobu, łowią zaw7.ięcie oknnie i płocie. Przjtym możoa 
zauważyć, że przed każdym zarzuceniem wędy rybak starannie 
pluje na przynętę, a po ułowieniu ryby pluje jej do pyska; jest 
to niezbędny warunek szczęśliwego połowa. Ledwie da się eły- 
azeć odgłos dzwonu, wzywającego wiernych do kościotaj a czólua 
2 jeziora znikają: wtedy łowienie ryb jest już grzechem* 

Urządzenie jeziornej wędy nie wymaga wielkiej staranno- 
ści; o rzecznej wędzie powiedzieć tego nie moina. Prąd wody 
pomaga opierać się rybie, a więc wędowisko musi być giętkie 
i wytrzymałe. Każdy rybak wie, że leszczyna odpowiada tym 
wymaganiom tylko na wiosnę^ gdy soki dopiero zaczynają krą- 
żyć, a więc zapas wędowisk robi się w marcu na cały rok; 
suszenie ich odbywa się też według pewnych prawideł, i w ten 
sposób otrzymuje się wędowisko o cieniutkim, giętkim końcu, 
a jednak zadziwiającej mocy> Giętkość jego dozwala używać 
bezpiecznie cienkiej ^ białej^ przezroczystej włośni; przymioty te 
są konieczne w przezroczystej rzecznej wodzie. Haczykami 
i popławkami fabryczncmi rybacy pogardzają* Haczyki robią 
sami, mniej hartowne i tak ostre, że duży haczyk może służyć 



0. BODZTUWIOK 



do złowienia nawet Diewielkiej ryby; popkwek zaS robią z piór- 
ka, natkniętego z 0ba końe&w koreczkarai, lub dla ryb ogtroź- 
niejszych i podejrzliwych % kawałeczka kory. Takiej doskona- 
!o6ci wędy spotkać moiiia tylko u rybaków z zawodu, żyją- 
cych % tego przetoy^ln* 

Rybak z nad Niemna Inb Wilji latem odbywa częato 
z wędą dalekie wycieczki. Wybiera on najpierw dogodny czae 
kn temu^ gdy woda mała i ryby skupiają się w jamach i na 
bystrych miejacach— „rapach,** jak tn je nazywają. Czółno bie- 
rze malc i lekkie, zwykle żłobione z jednego puia, z rozchylo- 
nemi po ćrodkn bokami; do czółna stawia ceberek na ryby, kła- 
dzie kilka węd na rozmaite ryby denne i wierijchuie, torbę 
z ciilebeoi, słoniną i serem, ciepłe odzienio na noc, kilka zao- 
strzonych pal ów do w bida w duo tam, gdzie czółno wypadnie 
przymocować na środku rzeki> i nakoniec zabiera z sobą kosz 
pleciony z aitowia, w formie wielkiej butelki, której gardło za- 
tyka słomą; w tym koszu, pogrążonym w wodę % tylu czół- 
na, przechowuje się żywe ryby. Przynęty musi być zapas 
znaczny j rozmaity, bo czasem trzeba ją posypać z wieczoru 
w tych mtejscaeh, gdzie zrana ma się łowić. Biorą ślimaki, 
„dziknny^ (robaki wylęgłe na mięsie z jajek mneh), wijuny, 
po lit, grauży, małe rybki żyjące w mnle^ raki, motylice, wo- 
łową krew itp* 

Tak uzbrojony rybak jedzie w górę rzeki wiorst EO — 30 
i potym powoli spui^zcza się z biegiem wody, łowiąc tu i ow- 
dzie, nie omiiając żadnej jamy^ żadnej rapy. Znany mu jest 
każdy kamień, każde zagłębienie, gdzie się ryby zbierają; rozpo- 
znawać je nauczył go jeszcze ojciec, gdy go brał chłopięciem 
na te dalekie i ciekawe wycieczki* Południe słu^^y mu na na- 
prawę narzędzi i odpoczynek, w nocy zaś mało zostaje ezaau 
do Hpaniaj bo i w ciemności wielkie jazie chwytają młode 
raczki, a wczesnym rankiem trzeba już być na posteru ukn. 
Plonem takiej wycieczki liywa pół pnda^ a ezaaem i więcej ży- 
wych ryb smacznych gatunków. 

Ka mniejszych rzekach^ zdała od miast, łowienie na wij- 
dę przybiera inne cechy , Na whi zawodowy rybak nosi na so- 
bie wszelkie teehy swego przemysłu: zbielałe na słońcu włosy, 
mizerna, pomarazczoiia, jak pergamin twarz, wymokle ręce, 
podrapane i poranione nogi. Jeszcze ciemno, gdy się wybiera 
na polów, W obdartej j najgorszej. Jaką posiada odzieży, boso. 
z zawiniętemi do kolan spodniami, zziębły od rannego chłodn, 



RYBACTWO NA UTWIE 95 

biegnie przes ogrody i łąki ku rzece, pełnej tajemDiczycli zagtą- 
bień i wirów, pokrytej kłębami mglistych oparów. Nsi ramie- 
iŁin iBOCńa węda o krótkim włosie, w torbie puszka z przynętą 
i okrajee cbleba. W przezroczystym strumieniu ryba widzi zda- 
leka człowieka, i wtedy zmyka do nór, lub jeżeli zostaje na 
stanów iakn, to nie daje się sknsić żadną przynętą, rybak więc 
pnEysiada już zdaleka, skrada się jak złodziej, chowa si^ za 
krzaki, kępy trawy, włazi w wysokie trzciniaki, kalecząc nogi, 
oblewany zimną rosą; nareszcie jest o kilka kroków od brze- 
gu, gdzie igrają na powierzchni przebiegłe jazie i pstrągi,— wy- 
ciąga swą dłngą wędę, ostrożnie zarzuca^ chwila... i na brzegn 
już się wije łakoma ryba, a jej towarzyszki pierzchają do kryjó- 
wek,— i w tym miejscu już się nic nie złowi: ryby poznały zdradli- 
wego człowieka. Tak do wieczoru torba się pomału napełnia, 
i rybak I choć głodny, zabłocony i obszarpany, ale wesoły, try- 
umfcjący wraca do domu, marząc o ciepłej strawie. Niestety, 
najczęściej lepsza część połowu zostaje w karczmie u Żyda: 
większość wiejskich rybaków to nałogowi pijacy, i prztj- 
mysł ten wśród włościan nie cieszy się poważaniem, chociaż 
traktują go jako zajęcie korzystne. Przysłowie białoruskie 
mówi: ^Strzelec łapcie plecie, rybak rybkę piecze." 

Bybactwo sieciami stanowi już zajęcie poważnie trakto- 
wane, niejeden bowiem biedak znajduje w nim jedyny lub co 
najmniej główny i^rodek do żyoia. 

Pomiędzy sieciami pierwsze miejsce zajmuje niewód; jesŁou 
zbyt drogi dla zwykłego rybaka i należy zwykle do Żyda, 
trudniącego się handlem rybnym w okolicy; jego też własnold 
tftanowi i wielka łódź, „bat,** który przewożą z jeziora na jezio- 
ro stosownie do potrzeby. Rybacy pracują u dzierżawcy jako 
najemnicy i wynagrodzenie najczęściej otrzymują w natnrze, tj. 
wódkę i drobne ryby z połowu. Letni połów nie przedstawia 
nic ciekawego: niewód na bacie wywożą na środek jeziora, 
okrążają nim pewien obszar wody i wyciągają na brzeg* Ist- 
nieje wiek błotnistych jeziorek, na których latem niewód jest 
beznżyteczTiy^ wskutek niedostępności brzegów i mnóstwa tra- 
wy wodnej. Zimą zaś, gdy gruby lód pokryje wodę, a duo 
oczyszcza się z trawy, niewód przynosi największą korzyść, 
lecz i używanie ^o staje się trudniejszym i pracowitszym. Zdała 
od brzegn rąbiii w lodzie jeden duży otwór, dla wpuszczenia 
pod lod niewodu, od tego otworu przerąbują cały szereg nie- 
wielkich dziar w lodzie takiej wielkości, aby przez nie można 



96 



G* RODZIEWICZ 



było przesEDąć źerdż % hakiem. Przy pomocy takich żerdzi 
przeciągają skrzydła niewodn pod lądem i okrążają niemi ozna- 
czoną przestrzeńp Wyciąga się niewód przez pierwszy otwńr; 
fiznury, przeciągnięte przez skrzydła, nawijają na wał, kręcony 
przez GZterech lEb więcej ludzi. 

Mniejsze sieci, których jest wielka rozmaitość, są zwykle 
własnością samych rybaków. 

Czerpak lub sak, najbardziej rozpowszechnioną siatka, 
można znaleźć w każdej chacie w pobliżu rzeki • Jest to prosty 
worek z gęstej, mocnej siatki, przymocowany do łękn, przy- 
twierdzonego do wideły które alnżą do trzymania siatki. Gdzie 
brzeg jest głęboki, porosty sitowiem, tam stawia się czerpak 
około samego brzegu przeciw prądowi i „bołtakiem/' długim ki- 
jem z gałką na końcu, wystrasza aio ryby i raki z pod brzegn. 
Gdzie zaś brzegi są płytkie i woda niegłęboka^ rybak włazi do 
wody i brodzi w samym korycie rzeki, przeszukując kępy traw, 
kamienie, kłody, gdzie tylko ryby mogą się ukrywać, i wy- 
strasza je nogami do czerpaka; boltak w takim razie staje 
yię nieu;^.ytecznym. Dzięki łatwości używania czerpaka, posiłkują 
się nim przeważnie baby i dzieci, i w postne dni zaopatrują 
ułKJgi stół wieśniaka w drobne ryby. 

Druga sieć, dość rozpowszechniona na Wilji i Niemnie, lecz 
oie używana na rzekach pomniejszych, jest podrywek. Jest to 
kwadratowa siatka, g^sta pośrodku, T/.adsza u brzegów, roz- 
pięta na dwóch giętkich, na krzyż związanych lękach, przytwier- 
dzonych do długiego drąga. Używają tej sieci przeważnie na 
wiosnę, gdy woda jest mętna, i ryby idą w górę rzeki ricucad 
ikrę, „narestowae/' jak tu mówią. Rybak w miejscu zacisznym 
z czółna spuszcza siatkę do wody, tak, że rozśeieła się ona na 
do 16, a po kilku minutach wyciąga, Przy czym lęki zginają się, 
i siatka przybiera formę worka; naturalnie, ze jeżeli w tym 
czasie była nad nią ryba, to zostaje ona złapaną. Ze strony 
rybaka potrzeba tu tylko siły fizycznej, reszty dopełnia traf. 

Za to bez wielkiej wprawy i zręczności nie może już 
rybak posługiwać się tak zwaną „siateczką/' Wyobraźmy sobie 
niewód w miujaturze, pleciony z cienkich, lecz mocnych nici, 
a będziemy mieli siateczkę, używaną tylko na wif^kEizych 
rzekach. Na Iowy wyjeżdża dwóch rybaków w malutkich, spee- 
jainie w tym celu żłobionych czółenkach' Rybak siada po- 
środku czółna, w reku od strony sąi^iada trzyma kij przytceier- 
d^ony na końcu do dolnego brzegu sieci, sunącej się po dnie, 



\ 



RYBACTWO HALTTWra 9T 

a na palcn tejie ręki ma nawinięty Bzaarek, podtrzymujący 
górny brzeg siateczki^ w drngiej zaś r^ce trzyma krótkie i sze- 
rokie wioBełko. Rybacy rozjeMźają się o kilka Bąini, aby wy- 
prostować sie£, potym cicbotko, jak oieDie, mkną z biegiem rza- 
k], omijają zręcznie kamienie, a wybierają miejsca głębsze i za- 
ciszne. Przezroczysta woda dozwala im widzieć kaidy podej- 
rzany ruch na dnie, najsłabsze drgnięcie siatki nie ujdzie icfa 
uwagi, i jak tylka ryba dotknie siatki czółenka^ w mgnieniu 
oka zbiegają się, siatkę wyciągają— i ryba jnź w ceberka* 

Do sieci, najczęściej używanych na jeziorach, równie jak 
i na rzekach, naleią bncze i więcierze. Stożkowatej formy, 
z wązkim, zwróconym wewnątrz siatki gardłem u szerszego 
końca, dozwalają one z łatwością wejść rybom w siatkę, lecz 
wyjście jest ntmdnione* Więcierz tym się różni od bneza, źe 
posiada jedno lab dwa skrzydła, tj. wązkie pasy siatki, roz- 
pięto nakształt pi o tu, które kierują swobodnie pływające ryby 
do otwora siatki, Dlabnczów zaś budują ,jazy,'' płoty z chrósta 
wpoprzek rzeki z otworami dla wstawienia w nie baczów. Te* 
go rodzaju siatki stawią na noc i dla zamaskowania pokrywają 
je gałęimi jedliny, 

Brodzień -sieć, nżywana na mniejszych rzekach! jeziorach,— 
jest bardzo pospolity n włościan. Kader często robią go z tka- 
niny w rodzaju bardzo rzadkiego i grubego płótna. Piat takiej 
tkaniny lub gęstej siatki rozpina się na dwóch długich drew- 
nianych płozach, podobnych do płóz od saó^ tylko znacznie 
dłuiBzyeh i związanych z sobą żelaznym wiązadłem w nieza- 
gi^tych końcach. Do tego wiązadła ruchomo przytwierdza się 
drąg, t zw. ogier, który służy do podtrzymywania górnego brzegu 
siatki i do przyciskania płóz do dna rzeki, Całość jest podobna 
do dwóch ogromnych skrzydeł. Łowią we trzech; dwaj ciągną 
za płozy, brodząc w wodzie poszyje^ trzeci, jak mówią: „jedzie 
ua ogierze," tj> trzyma się za drąg i nalegając ciężarem całego 
ciała, pilnuje, aby płozy sunęły się po samym dnie, W ten 
sposób skrzydłami okrążają część rzeki, podsuwają siatkę do 
brzegu, składają płozy razem^ podejmują ponad wodę i wyno- 
szą na brzeg. Praca to ciężka i prędko wyczerpująca siły; 
namokła sieć Sfima jest dość ciężką^ a mnóstwo trawy i mułu 
zagartywanych przez płozy, ciężar ten potraja. Rybacy mają 
wprawdzie na sobie lekkie odzienie, lecz służy ono tylko do 
ochrony ciała od poranicó przez ostre trawy i badyle, Naj- 

WUia u IX z€»z. 1 7 



98 G. BODZIEWIOZ 



wy trwalszy po 3-ch godzi oftch zaczjna dzwonić zębami i nozji" 
wać ogólne zDuźenie. Za to połów taki rzadko nie udaje si^ 
raki, drobne rjby, a często i grubsze sztuki powoli napełniają 
lorbę rybaka. Brodaień ma tę zaletę, te może być używany 
tam, gdzie wszelka inna sieć jest nieużyteczna: na dnie mulis- 
tym, porosłym trawą i trzciniakiem^ bardzo lubionym przez nie- 
które gatunki ryb. Używanie tkanego brodnia powinno być jed- 
nak bezwarunkowo zabronione^ wyniszeza on bowiem tysiącami 
młode rybki, ^molawkę/ wyciąganą na brzeg i pozostawianą 
tam razem z trawą i mułem. 

Do sieci, uad których wynalezieniem umysł ludzki musiał 
oczywiście więcej popracować, bez wątpienia zaliczyć trzeba tak 
zwaoą „tryubicę" lub „trehnbicę;" pierwsza na^wa wydaje mi się 
właściwszą. Przedstawmy sobie dwie sieoie, szerokości około 
dwóch łokci a długości dowolnej, o bardzo wielkich okach, przez 
które swobodnie przejść moie każda ryba. Potyia weimy trze- 
cią sieć, plecioną z cienkich delikatnych niei i dość g^stą, lecz 
dwa razy szerszą i o wiele dłuższą, niż pierwsze. Jeżeli terać 
złączymy wszystkie trzy sieci razem równo brzegami, lecz tak, 
aby g^sŁa była w środka, to oczywiście, że ta ostatnia, jako 
znacznie większa będzie formowała mnóstwo fałd i zmarszczek. 
Do jednego brzegu takiej potrójnej sieci przyczepmy ciężarki 
z wypalonej gliny, a do drugiego popławki z kory sosnowej 
lub brzozowej, i tryubica będzie gotowa. Na jeziorze ^ Inb na 
rzece sieć taka przeciąga się od brzegu do brzegn w jakim 
przesmyku Inb wejściu do zatoki, Syba, chcąc przebyć prze- 
smyk, spotyka sieć, śmiało przechodzi przez pierwszą rzadką 
i włazi do fałdy drugiej, pcha ją naprzód i wciska w oczko 
trzeciej sieci, tj, włazi jak ręka w rękawiczkę; jest teraz jak 
w worku, plącze się skrzelami w delikatnych niciaeb i zostaje 
uwięzioną, sparaliżowaną w swych ruchach. Im ryba jest 
większa i silniejsza, tymbardziej się rzuca i coraz więcej wikła; 
poplawek w tym miejscu powtarza jej ruchy, i rybak, nie wy- 
ciągając sieci, widzi już, gdzie ma szukać ryby. 

Prócz opisaDych sposobów rybactwa, na Litwie praktykuje 
się jeszcze bicie szcznpaków ościami. Wczesną wiosną, gdy szczu- 
paki „narestują'' (rzucają ikrę), podchodzą one pod sam brzeg 
na miejsca płytkie, czasem wchodzą na łąki zalane wodą. Wjas^ 
ny słoneczny dzień zdaleka widać w przezroczystej wodzie ruch 
ryb. Włościanie wtedy, stojąc u brzegu po kolana w wodzie, 
nieruchomi jak posągi^ z ością w ręku, czatują na zbliżającego 



ETBACTWO NA LITWIE 



Bią azGznpaka i nieraz zręcznie rzuconym pociskiem zabijają 
ogromne Hztaki. 

Nie mogę pominąć milczeniem jeszcze jednego Bpoeobu ło- 
wienia ryb, rozpowszecbniająeego eię coraz bardziej i przynoszące- 
go ogromną ezliodę w gospodarce rybnej, mianowicie trucia ryb. 
Prawo wprawdzie zabrania nźywania tego BpoBobn, pomimo to 
w glqbi wsi trndcieie bezkarnie wyjaławiają rzeki i jeziora. 
Trutkę łatwo dostać w każdym żydowakim kramikn na wai. 
Wrzncić ją do wody moina w nocy, gdy nikt nie widzi, a wy- 
ławiać otrate lyby wraak może każdy, niekoniecznie ten, kto rzucał 
trutkę. Odurzona ryba wypływa na powierzchnię wody i kręci się 
jak pijana, a wtedy z łatwością można ją wyławiać małą sia* 
teeską. Większe sztuki rzadko wypływają na powierzcbnię, 
a zwykle chowają się do nór lub trawy, tam zdychają i gniją, 
zarażając wodę; zdrowe zaś ryby unikają takieh miejsc i uciekają 
jak najdalej. Samego traciciela trudno złowić na gorącym 
nczynktt, lecz naleiałoby karać każdego łowiącego trute ryby, 
a w ten sposób możeby się udało wytępić ten zły zwyczaj. 

Zapewne w rozmaitych zakątkach Litwy istnieją i inne 
sposoby rybactwa, zależne od miejscowych waru oków i zwy- 
czajów. Opisanie ich stanowiłoby ciekawy przyczynek do et- 
nograOi kraju^ ilustracja do pomysłowości ludu w tej jednej 
z najstarszych gałęzi przemysłu ludzkiego. 

Opisałem to, co sam widział. 



G, Modziemicz, 



OPOWUDAUIA LUDOWE 



ZE STAREGO SĄCZA. 



IX. Legiendy o św. Eunegundzie. 

t 

Frted Tatarami nciekała św, Knoegnuda z saodeekiego 
klaB7.tora ku Węgrom, a gdy juź doganiali ją wrogowie, rzu- 
ciła poza siebie grzebień, i z tego gr2ebieiiia wyrosły zaraz gę- 
ste i wysokie lasy, prze* które z trudnością przedzierali aię Ta- 
tarzy. Zmęczona, UBiadła potym uad Dunajcem i prosiła, żeby 
ją ludaie ukryli, albo też żeby jej Krośnieńczanie dali koni, 
Ale oni nie <*hcieli, więc płakała Kunegunda, żaliła się na nie- 
wdzięczność ladzką i przeklęła Krośnie ńezan: ^Oby nigdy nie 
mieli koni^ ani nawet bntówi" — ^a skargi swoje pisała paleem 
na twardym kamieniu. Ulitowała się ziemia^ zebrała łezki jej, 
i powt^tało źródełko małe, ściekające kroplami w poblizki Dana* 
jec; zlitował się kamień i zmiękł i podziśd^ień noBi na sobie 
ślady pisań yefa jej żalów. Ladzie, ialnjąe swej złości, postawili 
tam później kapliczkę między Krościenkiem a Szczawnicą- 

Na polu blizkim orał chłop Kras, on to wyprzągł woły 
z płoga i wywiózł Kingę na Pieniny, za co mu błogOBławiła 
żeby aię zawBze rodziło na jego poln i rzekła: 

— Jak się o mnie będą pytali, wskażesz inną drogę i po- 
wiesz, żem uciekała wtedy, gdyś siał to zboże. 

Potym na Krasego pole rzuciła szczotkę, a giętym szezo* 
tem posehodziło natychmiast zbo^e. Kras dumał nad tym cu- 
dem, kiedy nadjechali Tatarzy i pytają: 

^ Jak dawno neiekala tędy Kinga? 

— A juścic, jakem sial to zboże, przechodziła koło mojego 
pola, 

— To jej już nie dogonimy!— rzekli do siebie, bo myśleli, 
ie to dawno było: stare zboże jnż tak wysoko porosłoj— i zwró-^ 
ciii się w inną stronę, szukając Kuuegondy. 



^ OFOWIADAKIA ŁPDOWE 101 

I £DOwn ją d opędzali wrogowie. Wtedy rznciła róianiec, 
a z tego różaóca wyrosły z /Aemi wieBcem skały Pieniny i za- 
kryły ją. Lecz Tatarzy znowu toż za nią, więc rzuca zwier- 
ciadło, które się zamieniło w wodę. Ucieka Pieninami, a woda 
%m nią, i Dunajec przegryzł się przez Pieniny, bo wprzód nie 
tak głęboko płynął^ a kiedy wody spadły, to eię cofał w górę 
i zalewał wioski. Dopiero Kunegnnda, gdy uciekała^ przepro- 
wadziła go Pieninami, Skoro Tatarzy zobaczyli taką wodę, za* 
raz wrócili. 

W końcu dopadła zamku w Pieninach, a ten zamek ba- 
dowali dla niej anieli, znosząc na skrzydłach kamienie. Nadje* 
chali teź i Tatarzy, zaczęli strzelać i dobywać zamku. Ale ów. 
Knnegonda rzuciła swoją zasłonę, a ta zasłona przemieniła się 
w chmurę czarną i gęstą, otuliła zamek i nkryła go przed Ta- 
larami, £e nie wiedzieli, gdzie mają strzelać, i tdko sittbie ra- 
nili strzałami. Leciały gtrzaly naoślep i pozabijały ich do- 
wódców, A w tej czarnej chmurze zaczęło dndnieć nad Tata- 
rami, zaczęły pioruny bić, aż się skały trzęsły, posypał się grad, 
a woda zalewała wszystko dokoła: prawdziwy sąd boski[ 

Poznali Tatarzy, źe Knnegnada jest świętą królową, źe 
sam Fan Bóg jej brooi^ wi^c neiekU co tchu. 

2. 

Jednego razu szła dw> Kuuegunda z mężem i matką do 
zamku w Pieninach^ a szła boeo, gdyż w obuwiu nie można 
tam dojść: skały są bardzo spadziste i nogi się ślizgają. 8zła 
i płakała^ ho sobie poraniła nogi i ścieżkę znaczyła krwią i łza- 
mi. A gdzie padła łza, tam wyrósł goździk biały, a gdzie kropla, 
tam goMzik czerwony. Skoro zaś wysiadła z łódki na brzegu 
Duiiajca pod Pieninami i stąpiła na wielki kamień, to kamień 
ten zmiękł i ślad stopy świętej w^ycisDfił mq na nim. Siadła 
na tym kamienia św. Knnegunda i gorzko zapłakała, a z pod 
kamienia wytrysło źródełko gorzkawej wody. 



X. Wielki dzwon u fary w Starym Sączu, 

Jedna pasterka pasała bydło na pastwisku pod laaom 
i zauważyła, że jedna krowa szczególnie ładnie wygląda: okrąg* 
lutka, Bieró połyskuje się na niej, —a inne, ebociai razem z nią 



102 SEWEKYS UDZIELA 



się karmią i paaą nie wyglądają tak ładnie, Ale ta krowa nie 
zawsze chodziła z drugiemi po pastwisku, bo każdego dnia, jak 
bydło wyszło na paszę, znikała gdzieś na godzinę lab dwie 
i potem dopiero wracała* 

Pasterka chciała wiedzieć, dokąd ta krowa chodzi i dla- 
czego tak ładnie wygląda; więc raz zostawiła bydło swoje przy 
innej, a sama zdaleka poszła za krową i zobaczy ła, jak weszła 
między gęste krzaki i znikła. Dziewczyna zbliżyła się ostroinie 
] njrz&ła otw6r daiy w bierni; zajrzała i zobaczyła, jak tam 
krowa cod jadła, czy lizała. Weszła dalej do tej jaskini, a tam 
była sól, którą krowa lizała i na tej soli tak się podebrała. 
Zaś obok soli w kącie była kopa złotych i srebrnych pieołędzy. 
Ucieszyła się pasterka^ nabrała pieniędzy do fartncba i razem 
z krową wróciła do bydła, a z bydłem wieczorem do domn, 

O tym, co się stało, nic nie mówiła nikomtt, a pieniądze 
schowała w stajni pod iłobem. Powtarzało się to codziennie 
przez całe lato. Dziewczyna naznosiła pełno pieniędzy, ie się 
ledwie pod żłobem mogły zmieścić. 

Jednego dnia szukał gospodarz czegoó w stą)ni koło źłobn, 
poroszył szmaty, któremi były przykryte pieniądze, i zobaczył 
z przerażeniem pełno złota i srebra, ie ai blask bił od tego. 
Spytał się dziewczyny, skąd to jest, a ona opowiedziała mn 
wszystko, jak bylo» Gospodarz bał się tych pieniędzy ruszać, bo 
to może zaklęte przez jaką nieczystą silę, i poszedł do probosz- 
cza poradzić się, co z tym zrobić. Proboszcz powiedział, żeby 
te skarby oddać Panu Boga na chwalę i ulać z nich dzwon 
do kościoła. 

Tak się też stało. Ulano wielki dzwon do fary, a na pa- 
miątkę wyrobili na tym dzwonie pasterkę s krową, że to ona 
ten dzwon ufundowała. 



XI, Grzyby. 

Szedł Pan Jezus ze św. Piotrem po ziemi, jako biedni 
dziadkowie^ i dostali od pewnej gospodyni podpłomyk. Szli da- 
lej, Pan Jezus naprzód, a św. Piotr za nim, ścieżką wśród lasu. 
Sw. Piotrowi zachciało się spróbować tego placka, lecz nie 
śmiał Pana Jezusa prosić o to. Wziął, ułamał kawałek placka 
i zaczął gryźć pokryjomu, bo myślał, że Pau Jezus nie będzie 



OFOWIADANIA LODOWfi 103 

wiedział o tym. Wtedy Chrystas, chcąc go prxekonaó, ie jest 
wszystko wiedzący, nie oglądając bI^, zawolat: 

— Piotr^et 

Aby natycbmiaBt odpowiedzietJ i nie zdradzić siij z łakom- 
ełweiDj wypiął ńwi^ty Piotr pogryziony płacek z nst i rzekł 
czymprędzBj: 

— Słocbam, Pantel 

Pan JezuB coś mu powiedział- a potym B^li datej w mil- 
cienin. Wtedy św. Piotr ułamał znowu kawałek placka i po- 
czął go gryźć, iiiDiemająe, że go zje bez wiedzy Chrystusa. Pac 
Jezug, uic oglądając się weale^ zawotał powtórnie: 

— Piotrzel 

Święty Piotr wypluł natycłimiagt pogryziony placek z uat 
Bwotełt i odezwał ńię: 

— Słucham, Panie! 

I tym razem powiedział mu coś Chrystus, i dalej wędro- 
wali ścieżką wśród lasu. 

Za trzecim razem wyjął Sw, Piotr kawałek placka z tor- 
by, ale jakże był niezadowolony, gdy Chrystus znowu się ode- 
zwał, flkoro tylko Święty włożył do ust placek. A skoro i te- 
raz wypiął pogryziony placek| którego nie miał jeszcze czasu 
przełknąć^ wtedy Chrystus odwrócił sitj i rzekł; 

— Zgrzeszyłeś^ Piotrze, bo myślałeś^ że ja nie wiem 
wszystkiego. 

Święty Piotr upadł do nóg Panu i błagał o przebaczenie. 
Jezus mu grzech odpuściła ażeby zaś wypluty chleb nie zmar- 
niał bez pożytku, zamienił go w grzyby. 

Seweryn Udziela. 



o DZIEWCTHE PRZEZ RĄK/) 




fitało dwoje dzieoi po ojcach, brat i Bioetra. 
Lnhieli sie bardzo i powyraBtali azc*^śliwie, 
I wzicny i postawiły ae sklep taki: midły 
I tam wszyćko het, co iao komu potrzeba. Co 
óo ntargow&ł, to dawał siostrze oa schoyra- 
nie. Potem sie oiyniał, ale zawsze wpirw 
siostrze mówiuł co utargow&ł, a dopir potem ionie. A ta iona 
była z&drośni (zazdrosna) o to i eiu°gle mówiła: „Co to je ta- 
kiego? tak nie powinno byćl jA jezdem jego iona, to ja pireza 
siostry/' Umyśliła se, że mnei aioatre zgubić. Wziena i zabiła 
konia, co mu był najmilejszy. óa wrac4 ze aklepn, idzie do 
siostry, mówi i (jej) co ntargowśł, a żona do niego: „Widzis, ty 
i mówis wszyóko, a óna oi konia zabiła/' A zmArtwial sie 
tón knpieo, ale nie nie mówinł, Dragiego dnia, żona zabiła 
pieska, co go kupiec bardzo lubiał. Ón idzie ze sklepn prosto 
siostry, a iona pr^ebig^ mu drog^ i wołA: ^0 ta Boga^ co ty 
mas za siostrę! Pieska ci udnsiła. A ty i wszyćko mówis!" Ku- 
piec zm&rtwiuł sie, ial mn było pieska, ale nic nie mówinł, 
i zawdy i powiedzić musiał, co utargowal. Żona była zł4 na 
nich i jui sama nie wiedziała, co zrobić. Nareście udusiła 
dziecko, co mieli. Kupiec lubiał okrutnie to dziecko, bawił się 
z niem k&źdego dnia- A tu żona wyleciała do niego z krzy- 
kiem i placem: ,Bój sie ty Boga, snmini4 ni maB! Siostra nie- 
tylko ei majn^^tek marnuje, ale dziecko ci udusiła!'' Jui tak 
krzycy, jui tak płace, źe muH uwierzył, że siostra taka niego* 
dziwi i z wielgim iilem, ale musiał ju"" kńzaó zabić* Wy więzły 
ju* do lasu i poobcinały i ręce i tak ju" ostawily. Óua bidna 
pomodliła sie, żeby ju"* Bóg nie opuściuł i poszła w świat. Szla^ 
szła dłogo, JB,i przyszła do takiego miesca, dzie był sad ogróm- 



^) Zapisana w Józwowie w pow. LuboUkim, Porciwn. hajkij 
Sl-ą w „Kinder- und llausmarchen'' braci Grimmów. 



r 



O DZIEWCTNIE PRZEZ RJ^K 106 

ny, ft w nim były jabka, A to byl Bad takiego bogatego pana, 
syn jego obodzint se po sadzie, a ta idzie kalika i gębn"" rwie 
j&bkft i 00 nr wala, to zjadta. Była bardseńko ładań i spodo- 
biła ma sie, Wzión jii° do pokoja i oźyniuł aie 2 niu°, Óna 
nic nie robiła, bo ni mogła nawet^ i tylko tak siedziała u nie- 
go. Okrutnie eie nawidziały. Tak było oaa króti^zy cy dłai- 
siy i ÓD posedł do wojska. A temcasem óna miała syna, co 
mi&ł miesiu^e na czole, tak, ie jai Bią jasno w izbie zrobiło. 
A tam była w domu jego matka. To była dobra kobita i \vzie- 
na se przywłu^zanie do eynowy* Jak sie ten synek z mie- 
sin^^cem narodził, zar& napisała do syna z wielgn"^ nciecha": 
tak ] tak, jest syn z miesin^^cem oa czole. Oddała ten list po- 
słańcowi. 1 ten posłaniec naezeł akarat do brata ty kaliki. Bra- 
towa pozwoliła mu przenocować, i jak sp4ł, tak zamieniła mu 
list na drogi, na którym napisała, ie żona miała psa. Cłowiek 
zaniós ten list, a mu^^ż, jak to przecytdł, tak zaBmuciał sie, ale 
mówi: „Ua, co miała, to miała; niech tak będzie do mojego 
przyj azdn, — i tak napisał w liście i kńzńi temn clo wiekowi 
zaniść do matki, A Ón zsown wracAł tu*^ samn** droga" i za- 
nocow&ł n ty bratowy. I ta bratowa przeeytała w nocy, jak 
ón spAł, ten list i przepisała, żeby ju'> kóneenie wypędzili z tern 
dzieckiem, ale to kóneenie, bo jak ni, to sie bidzie gniw&ł. Je- 
go matka, jak ten list przeeytała, tak sie zmArtwiła okrutnie, 
ale bAla aie syna, więc pedA do syn owy: „Moje dziecko, nim A 
rady na to, mnsig iśó." Przy wia^zała i (jej) dziecko na plecach 
i z wielgim źAlem wyprawiła. Ta bidna kalika chciała pość do 
brata, tak se myślała, źe ón bez ten cAs sie uspokój uł, t& mu 
ptzetłumacy, że nie nie zrobiła. I przysyła do rzćki i pić i (jej) sie 
zacliciało. Tak schyliła sie, chce pić, a tn dziecko bęc i (jej) do wody 
wleciało. Ona już tak krzycy, już tak place, chce ratować, a tn 
nima jak, bo rąk ni mk. Aź ta stano- dziAdck siwy jak krza- 
cck kole nij i wołA: „Schyl sie, matkol'^ Óna chciała nogn'' wy- 
du^gnn^ć to dziecko, ale gdzie to tol A dziAdek znnż (znowui): 
,jSchyl sie, łapAj rć^^kamil" A to byl Pan Jezns. Ona usłucha* 
la, aż tu ręce i (jej) przyrosły i wyciu^^gnena dziecko. Chciała 
dziękować dziadkowi, a jego już nie było, Dopiro przyślą do bra- 
ta, a óny i 0ej} nie poznały i dały i noclig u siebie. Wiecorem, 
óna opowiedziała jem, het od pocu^tkn, o tym, że był brat 
I siostra, te same słowa, wszyćko co było % nia'', a bratowA 
przeszkAdzala i: „£, co wy tam pleciecie, babko, dosyćf' Ale 
brat: ,,Nic, nic, gadajcie, a to w moim domu tak było/' Dopiro 



i 



loe 



z. A. KOWERBSA 



jak opowiedziafa, tak pedi: ,,A j4twoj&stOBtra/^ Żona mafliala 
gie przyzuac, c^i zrobiła. Knpiecwyprowadzial ju"* w pole i wy- 
stn&eljł w niu", a sam zabrał sie z siostrą do i męża, i tam jai 
byli razem do ńmierci, 

Zapiiała Z. A, Kowerska, 



D@ Hróla Lea?a.' 




osypały się odmiatiki pieśoi, którą 
wszystkie dotychczasowe zbiory nasze 
pomiDętyp Przynosimy znown sporą wią- 
zankę warjaoCów^ za którycb dostarcze- 
nie szczere dzięki cbętnym wspólpra- 
covvnikom składamy. 

Nazwijmy odmiaokę od Gradowa 
pierwszą, od Małej Dąbrowicy drngą^ 
a od Malic trzecią; następne oznaczać 
będziemy dalszemi liczbami porząd- 
kowemi, 

4, Gauia Lubelska (1894, o. 276) 
zamieściła odmiankę pfeńni naszej, zapisaną przez pana A. B« 
w Zawad&cb (pow. Garwoliński). Niedawno, za łaskawym po- 
iirednictwem p. H. Łopacińskiego, otrzymaliśmy jej melot^ę i tę 
przedewszystkim umieazczamy, przedruków njąc tekst po niej 
i nadmieniająCf £e każdy wiersz śpiewa się dwakroć, a nadto 
jeszcze powtarzają się trzy ostatnie zgłoski jego, jak to widać 
z teksta pod melodją. 



m 



^ 



tt 



5 



■€i^ 



El 



FP*łT 



^^ 



N&j-etar-B% oir-kf ła ib.\% dać, N&J-sUr-s% e6i-k§ 



i) Patrz Wi»ła^ TM, 444-449, 801. 



DO KRÓLA ŁBATtA 



107 



f^^i^s^^i^H^^I 



za mąidać^ is mąz dać, I za ato rn-bll 



p O' pa g dae po - sag: dn d 




^i^^ 



I za sto ru-Mi po-eag dać. 



Nń.jgtar8ą c6rkę za inąz dać 

I 2a sto rubli poang da6, posag dad: 

„A mis Cl, córko, daj^ cl^ 

A mkB mnie trzymać do śmierci/* 

A średnią córkę za mąz dać 

I za sto rubli posag dad: 

,,A mśs ci, córko, daję ci, 

A mis mnie trzymad do śmierei.'* 

Najmłodsą córkę za mąz dad. 

Za osiem rubli posag dad: 

„A idAs ci^ córko, daję ei, 

A mds muie trzymad do śmierci/' 

Wzinn se I4secke, eed po wsi 

T used do Łdj najstaradj^ 

A jak w jój progi wetępowAł^ 

Scęśeia i zdrowia wineowdł: 

„Chciałaś mnie, córko, to mnie mAs, 

A m&s'mm6 zywió na Btarośd/* 

A córka do młyna posła 

I młyński kamień przyniosła: 

„A mis ci, ojce, utop sie, 

Po moich progach nie włóc aier* 

Wysed na drogę, zapłakał: 

„Cego ja grzysny docekśłl^' 

Wziun se lasecke, sed po wfli 

I zased do tój ośredni^j {iak)^ 

A jak w jej progi watępowAł, 

Scęścia i zdrowia winsowdł: 

„Chciałaś mnie, córko, to mnie mas, 

A mis mnie zywid na starośd/' 

Górka do obory posła 

I powróz z krowy przyniesła: 

„A naści, ojce, powieś sie, 

Po moich progach nie włóc sie!*' 

Wysed na drogę, zaplakdł: 

„Cego ja grzysny docek^l!** 

Wzlun se lisecke, sed po wsi 

I zased do tój najmłodsój. 

Córka do komory posła 

I chleba z masłem przynieała: 

^jA naścij ojce, pożyw sie, 

Fo ludzkich progach nie włóc siei*' 



108 



t»0 KBÓLA LCABA 



5. Tq i naalępną odiDiankę zawdzięczamy p, Józefowi 
Boja8iń»ki€iDii; obie napisane w GrodzUkn (powiat Błoński); 
pierwsza od mi&BZCzauki, druga od rob0Łnjka fabrycznego. 



A naez Utnlo Bt&rowny ^ 

Z swemi trzema córami* 
A jak naJBtarszą za mąi dal, 
Dziesięć t^aiccy za nią dal; 
A jak weśrednią za mąż dal, 
Dziewięć tysięcy za nią dal; 
A jak najmłodszą za mąi dal, 
Siedem tysięcy za nią dał. 
I wzioi laseczkę, sted po wsi, 
ZaBzed do córki najstarszy. 
A kiedy w progi watępowal, 
Zdrowia i szczęścia wiensssow&l: 
„Oto m&az, córkOf oto masz! 
Miałaś mnie żywió, żyw terazl'' 
Górka na górę wskoczyła 
1 ojcu linę podała: 
„Na, dziada, linę, powieś sic, 
A żywid do mulenie ehodź siei'' 



A ojciec wyszed, saplakai: 

„Czegóż ja biedny doczekał]'' 

I wzioł laseczkę, szed po wei, 

Zaszed do córki weśrediiiśj, 

A kiedy w progi itd, (jak wy^tj) 

Córka do progu wskoczyła 

I ojcu kamień podała: 

^Na, dziadu, kamień, utop sie, 

A do mnie żywió nie chodź sie!** 

A ojciec wyszed itd. (jak wy£ej) 

Zaazed do córki najmłodszy, 

A kiedy w progi itd, {iak wyUj) 

Córka do stołu wskoczyła 

I ojcu chleba podała: 

^Na, ojcze, chleba, naidz sie, 

I małe dziecię kołyszcieP' 

A najmnij wiana dostała , 

Ojca do śmierci trzymała. 



6. Tutaj kaidy wiersz i trzy ostatnie jego zgłoski powta- 
rzają ai^ jak w odmianee 4*ej. 



Dziadulo stary, starowny, 

Ze swemi trzemi córami. 

I te najstarszą za mąż dał 

I sto tysięcy wiana dał; 

I te weSredoią za mąż dał, 

Osiem tysięcy wiana dal; 

I te najmłodsze za mą2 dał, 

I sześć tysięcy wiana dal. 

I wzioł laseczkę, szed po wsi, 

Zaszed do córki najstarszy: 

„O moja córko, dałem ci tysięcy, 

Zyw-że mię teraz do śmierci/' 

Córka wskoczyła na górę 

I ojcu powróz podała: 

^A wei-żOj dziadu, powieś sie, 

A do mnie żywić nie chodż-że," 

I stary dziadek popłakał; 



„Czegóż ja bidny doczekali" 
I wzioł laseczko, szed po wsi, 
Zaszed do córki weśrednij; 
„O moja córko../' itd. ijakwy£tj) 
Córka skoczyła do komory 
I ojcu kamień podała: 
„We£»że, dziadu, utop sio, 
A do mnie żywić nie chodż-że!" 
I stary dtiadek itd, {Jok wyiej) 
Zaszed do córki najmłodszy: 
„O moja c6rko„/' itd, (Jak wyiUj) 
Córka do stołu skoczyła 
I ojcu clileba podała. 
„Ja najmuij wiana dostałam, 
I ojca żywić musiałam. 
Tamte najwięcy dostały, 
Wieszać sie, topić kazały." 



7, Warjantem naBtępDym obdarzyła uas panua Helena Cham- 
ska; pochodzi OD z MęcKeniua pod Płockiem i najbardziej zbliża 
się do odmianki 2-ej« 



DO ETtÓLA LEABA 109 



A W Polsce jeden ojciec byi^ Po moich progach nie włócz aięl" 

Z trzema córkami bi^ rządził. Zapłakał sobie, szedł po wsi 

Jak te najstarszą za mąz ddl, I zaszedł do tej sredniejszy^ 

Tysiąc mbli za nią dał^ „Córko, córko,.,** itd. (Jak toyUj) 

Jak te drugą za mąz dał, Córka na górę skoczyła, 

Ośmstet mbli za nią dał; Postronek oj en rzuciła. 

Jak te trzecią za mąz dał, „Masz-że, dziadn, powieś się, 

Dwasta rubli za nią dał. Po moich progach nie włócz sięl" 

I wziął kijekj szedł po wsi, Zapłakał ojciec, szedł po wsi, 

Zaszedł do tej najstarszy I zaszedł do tej najmłodszy, 

j, Córko, córko^ dałem ci^ ^Córko, córko... *^ itd, (jak wyi€j) 
Chowaj mnie teraz do śmierci." Córka do alołu skoczyła 

Córka na drogę skoczyła, I chleba ojcu rzuciła: 

I kamień ojcu rzuciła: ^Uasz^źe, ojcze^ naidz się, 

^Maaz-le, dziadu, utop eię. Wleź pod pierzynę, wyśpij się.'* 



8' Współpracownik aasz, p« Szczcbdj Jsetrzębowaki, oa^ 
desłał nam dwiQ następne odmiaDkL Pierwsza znana jeat 
w Mikuło wicach, Wojciecbowicacli i Jankowicaoh (powiat Opa^ 
towakij, 

A jeden starzec taki był, (&(*) 
Z trzema córkami aie rzodził. {hU) 
A jak te starso wydawiił. 
Trzysta i (jej) rubli wiana dał: {hi§) 
„O córko, córko, daje ci, 
MAs mnie trzymać do Śmirci-" 

Dalej powtarzają atę wiersze 1, 2 i dalaze z odpowied- 
niemi zmianami: ,iredaio," „ dwieście" i: ^Enbla i tylko wiaoa 
dal/* 

I wzicn l^secke, sad po wsi 

Wstepnje do ty najst&rsy: 

„O córko, córko, kochanie, 

Mis ml dać dzisiaj śntAdaiiiel*^ 

PoBła córka do woza, 

Przyniosła ojcu powroza: 

^yk neścij ojce, powieś sie, 

Po moich progach nie wlóc siel*^ 

1 wzion Usecke, sed po wsi. 

Wstępuje do ty iredniejsy: 

„O cÓrkOj córko,*.*' itd. {Jak myżąj) 

Posła córka do młyna, 

Przyniosła ojcu kaminla: 

„A nelci, ojce, utop sio, 

Po moich progach nie włóe Biel" 



fe-. 



110 



DO EBÓŁA LEABi. 



I wzion Iśsecke, aed po wbi^ 
Watepuje do ty Baj młoda y: 
„O córko, córko, bestyjo, 
Mda mi daó dzisiAj kolaoyjol'' 
Poala córka do komory, 
FrzynioBła ojcu kawał chleba apory: 
„A aeścj, ojce, pożyw sie^ 
A moje dzieci kołyscie, 
I moje dzieci kołyściel*^ 



9. 

e^yeki). 



OdmiaDka poniżana pochodzi z Kr^ielewio (pow, Łę- 



A jeden ociec w iwiecie zyl, 

Z trzema córkami aię rządził. 

Jak te uajstarsą wydać miii, 

To i za ato rubli wiina dńł: 

„A neSci, córko, dije ci, 

A mis mie trzymdć do emiercjl*' 

Jak te średmo wydać mi&ł, 

To i za siedm rubli wiinek (tak) dii: 

,,A neSci, córko, tu mnie m^s^ 

A mńs mnie trzymió na etaroiil*' 

Jak te najmłodao wydaÓ mi4ł, 

Tylko i za Bto rubli wiinek dii, (mk) 

WzioE lisecke, aed po wai, 

Zaaed do ty najetiray; 

Jak w i prog^ wat^powił^ 

Wazyatko i dobre winsowił^ 

A córka do obory poała, 

Powróz z krowy przynioala. 

I ociec sobie zaplakil: 

tjCego ja bidny docekśłl'' 

Wzion liaecke, aed po wai^ 

Zaaed do ty óredniejey; 

A jak w i progi wat^powil, 

Wszystko i dobre winaowil. 

A córka do mlyniey poała, 

KamiA młyiaki przyniosła; 

j^A neści, ojce, ntop sie. 

Po moich progach nie wióc siei** 

A ociec Bobie zapłak&l: 

iłCego ja bidny docekAłl*' 

Wzion liaecke, aed po wai, 

Wetąpił do ty najmlodey; 

A jak w i progi watępowśł^ 

Wasystko i dobre winaowił. 



DO KUÓŁA LBABA Ul 



A córka posła do komory, 
Przyniosła ojcu kawśi chleba spory: 
„A neści, ojce, pożyw Bie 
I moje dzieci kołys-zel*' 

10, Współpracownik Wisiy dr, K, MAtyas raczył nadesłać 
nam WArjant, spieany z mi Boży Szlaianki £ Zaborowa (po w. 
Brseski^ w Galicji). 

Tam 2^ Krakowem cliłop atary, Foała ta córka do młyna, 
Ha tlón tam piękne trzy córy, PrzynieBła Dój en kamienia: 

Gdy nóu te pireo wydawilj *-Ne2 wśm^ tatusia, a idźciel 
Trzysta talarów sia uio dił: A idźcie mi eie tlutopciel 

— ^A neści^ córko, by fi miała^ Gdy Oón do drugi watępowAł, 

Byś mie na ataroŚ chowała, I tak i piknie wijsowśł: 

Gdy juz nie bede móg robić —Oj córko, córko... itd. (/'^i: t(?3/%") 

I na swych nóżkach juz cbodzićl Posła ta córka do woza, 

Gdy Oón te drugo wydawił, Przyniesła ojcu powroza: 
Dwieście talarów za nio dśl: ^Nez fram, tatusiu, a idiciei 
— A neici, córko... itd, {hk wy*€j) A idfciez mi aie powieście! 

Gdy Hón te trzecio wydawdł, Gdy tión do trzeci watępowił, 
Ruciany wiAnek za nio dił, I tak i piknie wijsowił: 

— A neści, cÓrko,„ itd. (Jak wy±ej) —Oj córko, córko.., itd. {Jak wtfiej) 

Gdy tjón do pirsy wstępował, Posła ta córka do kómoiy^ 
1 tak i piknie wijiiOwAł: Przyniosła tlojcu dwie apyry: 

— Oj córko, córkoj to mie mis, — Nez wŚra, tatusiu, a idźcie 
To mie do śmierci docliowAsl I to mi dzicie kołyściet 



UpraBKamy o dalsze nadsyłanie tekstów 
pieśni powyższej, ilo mażnass melodją. 



9^ 



SZOf KA W MYSZYŃCU. 




Ę&y Kurp sam w siebie i miłujący siebie 
chce widzieć swoją osobę w każdym po- 
czesnym miejscu. Staje więc np, ca obra- 
zie kolo Pana Jezasa w kościele Nowo- 
grodzkim; chce widzieć, według uiektóryob 
pisarzdw, Matk^ Boską w stroju swym na- 
rodowym^); tak też do dziś duia jeszcze 
jest szopka w Myszyńcu, gdzie Kurp staje obok narodzonego 
Dzieciątka Jezus, aby być jakoby jednym znaj pierwszych przy 
FaDU Jezusie. 

Na dołączonym obrazku widzimy właśnie ową szopkq, do 
dzid dnia istniejącą w Myszyńcu. Ustawiono podstawa coś w rcH 
dzaju stok ołtarzowego, pokryto białym obrusem; oa tym stoi 
szopka^stajenka. W tej szopce na przedzie widzimy Paua Je* 
zusa w kolebce; dość pięknie to przybrano, a na wierzchu 
wstążka jasnoniebieska, długo spuszczona (gust kurpieeki), aby 
ją widać było. Z jednej i drugiej strony kolebki stoją Kur- 
pie; dalej ku brzegom — dwócb królów; trzeci król klgczy za 
kolebką, a w głębi stajenki Matka Boska i św, Józef, tudzież 
wół i osiet I gdy inue osoby > jak Matka Boska i św. Józef i §L 
trzej królowie są dłuta lepszego, rzeźba dość piękna, to Kurpie 
zrobieni przez domorosłego rzemieśloika: sam jakiś Kurp te fl- 



*) Co do tego ubierania Matki Boskiej w strój narodo- 
wy mam niemała wątpliwość. Pytałem się Kurpiów me młodycli^ 
bo po lat 60 mających, a na pytiinie moje o owym ubicranin 
w kurpieckie etroje Boiej Matki odpowiadali mi kategorycznie: 
,/rtigo nigdy nie było. Szopka taka istnieje jui dawien z dawna, 
ale nigdy nie bywało, by Matkę Boską inaczej przystrajano/' Gdy 
za4 zwracałem uwagę, ie moie dawniej to byio, może im kto z ojców 
opowiadał, — zawsze mi przeczono. 3ądzę wiec, że mylnie może pi- 
sano, albo jeżeli to iatniało^ to niegdyś bardzo dawno; teraz zaś nie- 
ma o wy cłi jasełek, o którycłi i w ostatniej pracy o Kurpiach w Bihłjti- 
tece Warsz. p. L. Krzywicki pisze, że jasełka (jrt^wają Kurpie w My- 
szyńca, gdzie Matka Boska występuje konieczuie w stroju narodo- 
wym. U tym^ że nie fjrtfwają dzisiaj i w ostatnich czasach nie gry- 
wali, to wiemy najlepiej, jako mieszkający w Myszyńcu, 



SZOPKA W MTSZYl!^CD 113 

gurki zrobił — ] co prawda—doŚć niendaliiie. Obaj jedoak ci 
Karpie aą w etroju narodowym, wice sukmana z sukna ciemiio- 
bTonz0wego kolorn, takież apodaie, pod szyją widać białą koBsulę, 
zawiązaną wetąteezką (faforem), a jednego niebieską, n drugiego 
róiową; ebaj w ezapkacb rogaty wkacb, formy przez starsze po- 
kolenie prawid jedynie noszonej^ obaj mają torby, których uiy- 
wają juź to w podróżach dalszych lub bliższych, szczególnie gdy 
pieszo udają się w drogę, jnż to' pasąc trzody. Jeden z kijem, 
jako podróżny (z lewej strony), dragi z biczem^ jako pasterz 
(z pr&wej strony rysunku)- 

Podczas nabożeństwa z obu stron tej szopki palą się świe- 
ce. Bractwo, zapali wsscy świece^ zbiera na światło z okazji tej 
szopki, a lud dość chętnie daje. I wogóle mają Kurpie do tej 
szopki nabożeństwo, by uczcić przychodzącego na świat dla od- 
kupienia Indzkości Boga^ którego tn widzą wyobrażonego. Przy- 
chodząc do kościoła, czy to w dzień świąteczny^ czy nawet po- 
wszedni, przystępują do owej szopki, zakołysscą ^rzy razy ko- 
lebką z Panem Jezusem i dają jakąś ofiarę; pieniądze na światło, 
albo coś w naturze. Najczęściej dają len, gdyż jest przeko- 
nanie wśród ludu, że kto naniesie len do Pana Jezusa^ to mu 
się dnźy urodzi. 

Stoi taka szopka od Bożego Narodzenia do postu. I tak: 
naprzód występują przy Panu Jeznsie, oprócz Matki Boskiej, 
Iw, Józefa^ w stajence będących, wołu i osła, obaj Karpie, ja- 
koby pastuszkowie, którzy pierwsi bold składają narodzonemu 
w naturze ludakiej Bogu. Takjeat do uroczystości Trzech Króli, 
Na tę uroczystość są wystawieni w szopce już i Trzej Królo- 
wie, i tak aż do uroczystości Oczyszczenia Matki Boskiej > Po 
tym święcie usuwają już bractewni z szopki: Św. Józefa^ Trzech 
Królów^ Kurpiów, wołu i osła, a zamiast Matki Boskiej, poprzed- 
nio w postaci stojącej, stawiają figurę Matki Boskiej w postawie 
siedzącej na fotelu, na kolanach trzymającą Pana Jezusa. 
Pan Jezus wszakże pozostaje w kolebce, jak poprzednio. 

Taka szopka stale bywa w Myszyńca; eo rok to samo się 
powtarza. Jest tak od bardzo dawna^ gdyż Karpie starsi wie- 
kiem powiadają^ że zawsze tak było, a początku postawienia 
niniejszej szopki nie pamiętają, 

MyazyDieo, 1S93 r. K. B^ SŁ 



WuiQ L IX se». I 



BOGI JELENIE, 




edłng bardzo starego podftiLia, zapieanego 
w r. 1665 prses o. AmadeuBza Małaczyft- 
skiego w kronice klasztornej kka. Anga- 
sŁjanów w WielunitJj Władysław Flwaoz 
(Odonicz), kB]%źq kaliaki i rudzki, w r. 121 7 , polająo w lesistej 
okolicy Budy (dziś o 3 wiorsty odległej od Wielania), ej rżał jele- 
nia, którego gdy zapamiętale ścigał, do miejsca, gdzie obecnie 
wznosi się kościół po-Augostjański, znikł jeleń, a oczom zdzi- 
wionego księcia ukazał się baranek, stojący nad kielichem, 
opromieniony niezwykłą jasnością. Z tego powodn poboiny ks. 
Władysław wystawił wśród glncbyełi ostępów pierwszą pustel- 
nię dla zakonników regały św> Augnstyna, wokoło której ską- 
piąc się poczęła osada zw. WleluDiem, od cudownego może zja- 
wiska, bo: jeleń, Wieleń, Wielnń— podobny mają żródloslów*)* 
Podanie to przypomina równiei i herb ziemi Wieluńskiej: Bara- 
nek Boiy z chorągiewką, na białym polu, a z jego piersi są- 
czy Bię krew do ono^zącago się w powietrzu kielicha. (Rys. u Pa- 
prockiegOj str. 915 wjd. z r. 1858), 

Najstarszy ten kościół w Wieloniu, bo powstaniem swoim 
wyprzedzający kościół farny, był zarazem najstarszym kJaszto^ 
rem Auguatjańskim w Polsce. Wystawiony w pierwszej polo- 
wie XIII w. pod wezwaniem Bożego Ciała, za herb przybrał głowę 
jelenia, z monsiraneją mięilzy rogami. Godło to moina do dziś 
dnia widzieć w kościele, ponad wielkim ołtarzem umieszczone, 
oraz na jednej z kamienic w rynku, gdzie według zdania miesz- 
czan, ów legieodowy jeleń miał się zatrzymać. 

Kraj nasz pokryty niegdyś rozległemi borami, obfitował 
w grubą zwierzy nę^ ua którą polowanie stanowiło rycerską roz' 



*) K. Szajnocha (IV, 226) nazwę Wielunia wyprowndza od 
normańskiego Juiina, M. H*'W^ 



i 



ROGI JĘLEIHE 116 



rywtc zarówno szlachty, jako też i władców. St%d bardzo 
wiele wspomnień o tych monarszych łowach zachowało aic 
wśród Indu- Oto i o Pająka z rogów jelenich w Kazimierzu 
nad Wielą, którego rysunek podała Wisła w tomie VII, sły- 
sz ałem legiendę, iź król Kazimierz W., zabawiając się nlnbio- 
nemi łowami w okolicznych lasach, gdy zabił aiezwykłej wieU 
kości jeleniaj rogi jego złożył na pamiątkę w kościele tam- 
tejszym^). 

Michał Mamict- Wtianawski, 



TL 

1 - W miasteczkn Kłobucku w pow, Gz^stoehowBkim, 
w kościele dziś paraCaln^m, a dawniej Kanoników Eegnlarnycfa, 
fundowanym przez Długosza (pamiątki po nim w kościele tym 
dochowane: kielich i oraat z herbem Wieniawa; herb Wieniawa 
widzimy tei na odrzwiach wewnątrz kościoła), znajduje się jele- 
nia głowa z rogami i słnźy dziś jako ówiecznik. Dopytać aię 
na miejsca o pochodź enin tej głowy nie mogliśmy. 

2. Dowiedzieliśmy się w Kłobnckn, ie takież rogi jele- 
nie znajdują się w pohlizkim miasteczkn Krzepicach^ również 
w pow^ Częstochowskim leżącym, gdzie kośeiół takie do Ka- 
noników Kegnlamycfa należał. 



') Antor niniejszej wzmianki najuprzejmiej proai sz, czytel- 
mków^ o przyBylanio mu za pośrednictwem redakcji Wisły wszel- 
kich pod&ił Indowych o tej wiekopomnej pogtaci. 



Legienda o Św. Piotrze i podkowie. 




wracam iu uwagę oa legieodę lodu nad- 
rabskiego, zapisaną przez J. Świątka (Lud 
nadrabskt, Btr, 333, nr, 13): ^^ak P^ojezuB 
ukarał świętego Pietra za lenistwo/ Le- 
gieoda ta zDana jest powezechnie z wier- 
sza Goethego p, L: nLegende/' zaczyDają* 
cego 81^ od słów: 

^jAls noch, verkannt und selir gering, 
Uneer Herr auf der Erde gieng,»." 

Treść jej jest Daet^pająca: Gdy jeszcze Fan Jezae chodził 
z uczniami swojemi po ziemi, szedł pewnego razu ze ńw /Piotrem 
drogą dD jakiegoś miasteczka Zobaczywszy Da drodze złamaDą 
podkowę, kazał św. Piotrowi podnieść ten kawałek żelaza. Św> 
Piotr, zajęty ważniej szemi sprawami, nie chciał się jednak schy- 
lać dla przedmiotu tak błahego. Pan Jezus więc sam podniósł 
nłamek podkowy^ sprzedał go w mieście kowalowi, a za otrzy- 
mane pieniądze kupił czereśni. Dzień był niezmiernie skwarny, 
a św- Piotrowi okropnie dokuczało pragnienie. Pan Jezus co 
chwila upuszczał po jednej czereśni, Św. Piotr akwapliwie kai- 
dą poduosił, a Pan Jezus dał mu nauczkę: ,,Gdybyś byt raz je- 
den schylił się po kawałek żelaza, nie potrzebowałbyś teraz 
sehylać się tak często po każdą czereenię z osobna.- 

„Th^t&t du zu recbtcn Zeit dich regen, 

H^ttat du'a bcąuemer hsben mogen, 
Wer geringe Ding' wenig aeht% 
Sich urn geringere Mube macht.^ 

Zuiiełnie taka jest także treść legieudy nad rabskiej, poda- 
nej przez p. iŚ wiatka. Komentatorowie wierj^za Goethego twier- 
dzą, że nieznane jet^t źródła, z którego mogła wypłynąć le- 
gienda Goethego^}. Prawdopodobnie Goethe gdzieś słyszał 



^) Wicraz Goethego był napisany prawdopodohnie na wiosnę 
r, 1797 i ogłoszony po raz pierwszy w „Muaenalmauachu,'' wyda- 
wanym przez bcJiillera, du r. 1796. 



LSOIENDA O ŚW. PIOTRZE I PODKOWIB 



117 



podanie lodowe o iw, Piotrae i o podkowie (niezapisane przez 
nikogo) i wieraz swój z oiego atwor^ył. Zdaje się jednak, że 
legienda ta jest bardzo rozpowazeclmiona, i ciekawą bjloby rze- 
czą dowiedzieć ei^^ czy znana jest n nas wszędzie, 

y. Bys/roń. 



Do „Wisły" t. I, str. 174. 




ówiąe o procesie Frakowej, autor na wj- 
iej wskazanej stronie mówi: 

Sąd nakazał tortury. Frakowa ,,po 
dwa razy pociągana (tj. m^^czooa wycią- 
ganiem ciała) i świecami palona," nie 
przyznaje si^ do czarowania. Biedna Fra- 
kowa po mękach nie mogła jaż ohodzić 
(ciągnie dalej antor); „będąc przyniesiona 
w /asie przed sąd/' caczęła zeznawać coraz więcej... i przyzna 
wała się do wszystkiego itd. 

Zdawać by się mogło, że owa /asa shiyła poprostn d& 
przyniesienia Frakowej, której nogi, okaleczone przez torturę, 
odmawiały posłaszećstwa. Kasnwają mi się jednak poważne 
wątpliwości co do owej dobroczynnej /iisy^ a to z przyczyny 
że Frakowa na mękacb, zaostrzonych u^^yf^i paleniem świ€€ami 
wołała, iż gotowa nmrzec^ ża tego [o co ją obwiniano) nic 
czyniła. Dla czegóż więc, przyniestona w fasie^ przyznawała 
się do wszystkiego? 

Zdaniem moim^ owa fasa nie była wcale tym, za cobyśmy 
ją poczytywać mogli, tj, środkiem, udogodniającym bezwład- 
nej Reginie zjawienie się przed sądem, lecz przeciwnie, wy* 
szukaną i bardziej od wyciągania i palenia skuteczną męc^zar- 
nią. Zresztą, gdyby Regina tak już była osłabiona, że trzeba 
było ją przed sąd przynosić^ to pewnoby nie wydobywano jej 
% owej fasy na nową torturę^ obawiając aię, iżby dncba nie 
wyzionęła. 

Rzucam myśl, czy pomiędzy tą fasą a tak zwanym Des- 



118 



M. WAWRZBrnSCST 



sauer Trog (koryto Deeanskie), niywanym w Niemezech, nie 
zaoliod^] jakiś stognnek. Jeżeli w roku 1772, dla schwytanej 
w Starogardzie na Pomór a^ti bandy opryszków, sprawiono takie 
w DeBsan używane koryia^ to oczywista, że przyrząd ten daw* 
niej znany był i nźywany, a l Niemiec mógł przejśu do nas^ 

^^Deasaner Trog'' było to koryto, nakrywane wiekiem^ 
z otworem w wiekn oa głowę i po bokach na ręee; w takim 
korycie winowajca poty leżał, aź nim nie zmiękł i nie zaczął 
zeznawać; największą męezariuą w owym korycie była aiemoż- 
no4ó bronienia si§ od robactwa, któremi roiły się dawne wię- 
zienia. 

Czy w takim korycie, czy w zwykkj fasie przyniesiono Ee- 
ginę, mech specjalni badacze rozstrzygnąć raczą. 



Monachjnm, 
czerwcu 1894. 



Matjan Wa^rzemeckL 
artysta-malarz. 



Yimmi lo Mi\m W i Mmi W 



(Patrz Wuła, V, 865 -87i;. 



W Wędrowcu % r. 1882, t. I, nr. 13, str. 203, w artyknle 
,,Zal)obony, pieini i obrzędy ladn, mieszkającego n żródel Sanu 
i Bniestrn" (napisał Adnaw), odnaleźliśmy nową odmiankę opo- 
wiadania Sabały i „Matnsinej dney/^ którą razem z trzema 
warjantami podaliśmy w WUk z r. 1891. W roli posłańców 
Buga po dnszę matczyną występują w niej aniołowie, tak jak 
w opowiadaniach z gnb. Snwalskiej i pow. Chełmskiego [s, 868 
i 869). Motyw zastąpienia aniołów przez takichże głochych 
i ślepych, odpowiada motywowi w bajce z Ropczyckiego (s. 866), 
w której Bóg głuchotą karze ómieró nieposłuszną. 

;,6yła jedna wdowa z siedmiorgiem dzieci, pracowała na nie, 
hodowała swoje sierotki, była im wszystkim na świecie, i ojcem 
i matką. Wtym wdowa zaniemogła cięiko. Bóg przeznaczył 
ją na ćmierd i posiał po jej dusz^ łrzech ania/dw. Aniołowie nad- 
lecieli do jej chaty^ aby wziąe duszę biednej wdowy, ale nsły- 
szawBzy plącz drobnych dzieci, widząc ich rozpacz, odlecieli 



I 



PBZTCZTNBK DO ^^MATUSINEJ DU9t" 119 

i powiedsieli „Hoapodii,** ie nie mogą wziąć tpj duszy, bo im 
ial nie daje. B6g więc poiiłał innych trzech anialów i nakazał 
wziąć dnszę koaieczEiie* Ci nadbiegli i zaczynali już brać du- 
szę z ei&ła, ale dzieci tak płakały, tak piszczały, ie żal óeisnął 
ich serca, i duBzę zoetawili. Powrócili do nieba* Bóg pyta ich: 

— Gdzie dusza? 

— Paaiel— odpowiedzieli— my duszy nie wzięli, bo źal nam 
sierot. 

Wtedy Bóg posłał trzech aniołów głuchych i ńlepyeb, aby 
płaczu sierot uie słyszeli, żalu ich nie widzieli. Ci dopiero na- 
brali duszę wdowy i do nieba ją zawiedli, gdzie czysta i S£czę- 
Stiwa na wieki z Bogiem została/' 

Wczesny JastrzębamskL 



D 



OLINA ,jZakOPANe" 

w roku 1832 ^) 



Zakopane jest to miano wsi i doliny w Tatrach, idącej 
w tymże kiemnkn, co dolina Kośeieliaka. 

Z niej wypływa Biały Dunajec, jak Czarny z Kościeliskiej. 

W jej obrębie znajdują się najobfitsze w tej okolicy rudy 
ielazne. 

Biały Dunajec obficiej tu płynie i okazalej niż Czarny 
przy swoim źródle, z kamienia o kamień się rozbija. 

Cała dolina, mianowicie przy brzegach Dunajca, zawalona 
głazami, które woda ogładza i wyrzuca, nim je zabierze w na- 
stępnej powodzi i dalej poniesie. Głazy te słyną szczególnie 
ze mchu czerwonego, amarantowego; jest on prawie niedojrza- 
ny gołym okiem, głaz pod nim wydaje się jak powleczony 



1) Wyjątek powyższy z rękopisu, zawierającego opis podró- 
iy, odbytej w zimie n 1832 przez Leonarda Niediwicd^kiego, za- 
wdzięczamy uprzejmości przyjaciela pisma naszego, p. Samuelu Dick- 
Btciua^ - Rtd, 



120 



LEONAEH KlEDZWIEDZKt 



czerwoną barwą, potarty bielizną— iólty filad na niej zogtawia^ 
pacbuie jak Colek^ zwUazeza podczas pięknych letnich porań ^ 
ków. Mówiono mi, źe kamień tak umezony, trzymany w izbie 
wydaje z siebie ten zapach bardzo długo. 

Szliśmy kn iródłu Dnnaj ca jego brzegiem; przy drodze mie- 
liSmy piękną polanę Kalato wkę, otoczoną wysakiemi górami, da- 
lej bijący w oczy ogrom róinoksztaltiiycb opok, który, jakwie- 
Diec, otacza wzniosłą górę i zowie Bię: Zakopański zamek. Z pod- 
nóża jego posady wypływa Biały Dunajec wodogpadcm cztero- 
gąŻDiowej wysokości; w lecie uroczy ma przedstawiać widok ta 
woda, bijąca po umszonych kamieulach, biała od wiecznej pra- 
cy; w Bimie wybucha cokolwiek niżej i mniej ^altownie. 

Pierwsze i główne stanowisko w dolinie jest Hamernia 
czyli kuj^nia żelaza, przy której leżą domy mieszkalne, a mię- 
dzy niemi dom samego wlaSciciela tej okolicy, Z tego pnnistu 
rozpoczęliśmy naszą wycieczkę, której ostatecznym kresem miida 
być rnda żelazna^ skąd biorą materjal surowy do Hamerni Ta 
ruda czyli kopalnia, albo jeszcze inaczej w tutejszym języku 
bania, leży o dwie godziny drogi od Hamernia w grzbiecie góry 
zwanej Magóra. 

Droga do bań przestronna, dobrze utrzymana^ ale tak przy- 
kro zawijana wokoło góry, bo rudy leżą pod samemi szczytami^ 
że wozom prowadzącym rudę żelazuą do Hamerni, zdejmują 
zadnie koła, a to jeszcze nie może przeszkodzić, aby konie nie 
zlatywały w całym pędzie ai na miejsce mniej spadziste. 

Wewnętrzny widok bań ma w sobie coś smutnie zajmują- 
cego. Ci ludzie z dziką wybladlą twarzą, albo snujący się po 
licznie rozgałęzionych podziemiach^ to z żelaznemi w rękach 
kagańcami, to z taczkami skrzy piącemi^ albo z ctężkiemi młota- 
mi pastwiący się^ jak złośliwo istoty^ nad łonem ziemi -matki; 
to mdłe gwiazdki kagańców, płouących wprost tam w górze 
o kilkadziesiąt sążni, tam w dole w takiej że głębokości, albo 
biegące z taczkami jak błędne ognie cmętarza; zresztą ta ciem- 
ność, to cisza, ta sfera całkiem grobowa,— przenoszą myil w ja- 
kąś dziedzinę fantaisji dzikiej, czarnej, nie ludzkiej a nie anielskiej. 
Szesnastu ludzi pracuje w tej bani od niedzidi do piątku. 
Sobota jest dniem odpoezyukn. Jest nawet wiara między gór- 
nikami, że ktoby odważył się pracować tego dnia w bani, dach 
opiekujący się niemi, skarałby takiego jakimś wielkim niesicGzę- 
ścicm, a nawet zawaleniem całej bani. 

Zresztą banie te obfitują w źródła bardzo dobre. Górnicy 



DOLINA ZAKOPANE 



121 



wychodną na noc z baai i mają szałas^ gdzie odpoczywają. Stoi 
on pod zawisłą g6rą i wstrzymuje częste sztnrmy to lawin, to 
kamieni pękających od mrozu i toczących eic na dół. Mają 
swojego naczelnika z pomiędzy siebie, który snrowo karze 
WBzelkid przestępstwa łopatką, umyślnie na to sporządzoną. Ude- 
rzeniem tej łopatki poświęcają takie pierwszy raz zwiedzają* 
eycb te banie. 

Na Magórze^ na której byliśmy, to mi jeazcza powiadano, 
ie w lecie przylatują tu ptaszki, do kanarków b&rdzo podobne 
i ze śpiewem podobnym. 

Leonard Niedhmedzkk 




POSZUKIWANIA. 



I LECZNICTWO LUDOWE. 

1. z obszerniej fizoj pracy Tękopilmiennej p. Zofji Staniszewskiej 
o Gródku Niidbuinym w po w. Hrubieaseowskim wyjmujemy nant^p- 
ne szczegóły, dotyczące lecznictwa ludowego*): 

„Chociaż niektórzy mieszkańcy Gródka radzą si^ jui teraz 
lekarza, znają nawet kilka środków aptecznych, jak chininę, olej 
rycinowy, jodjTię, jednakże daleko więcej wierzą w znachorów, 
zamawiaczów i leki, przez nich zadawane. Do lekarza udaj^ą sig 
dopiero w ostateczności, i to zaw^sze z powątpiewaniem, czy on 
cokolwiek pomoże, skoro jni znachor nie pomógh Lekarstwa 
apteczne, względnie najprzyjemniejsze w uiycin, budzą w chłopie 
wstręt, odrazę; bierze je niechętnie, jedynie z racji wydanych pie- 
niędzy; przepisane jednak przez znachorkę najvirstrętniej8ze mie- 
szaniny łykają bez skrzywienia, a najboleśniejsze operacje wyko- 
nywają wiernie co do joty. 

,;Prżed kilku laty chorowała w Gródku kobieta na tyfus. 
Fr^ez kilka tygodni byia między życiem a śmiercią, bez żadnej 
opieki i pomocy; cudem podniosła się naresłzcie na łóżku. Ale wy- 
czerpana chorobą, a nastł^puie brakiem wszelkich wygód w czasie 
rekonwalescencji, straciła zupełnie siły, i kilka miesięcy upłynęło 
już od chwili przesilenia, a przez izbę przejść jeszcze nie może 
o swojej mocy. Radzi się baby, Uaba powiada: „Trzeba wziąd 
drobnych gałązek z tarniny wiązeczkę sporą, bylicy, piołunu, ma- 
cierzanki, rozchód ni ku, mięty, pokrzywy i różnego ziela, wosku 
nietopionego cały plaster, kilkanaście trzasek żywicznej sosny, to 
wszystko ułożyć na środku izby, pokropdć święconą wodą, zapalió 
i dotąd przez ten ogień bosemi nogami przechodzió, dopóki się 



*) Z tego równiel rękopisn aamieszczamy niżej przyczynki 
do innych poszukiwać — Red, 



POSZUKIWANIA 123 



wazy&tko nie spali, a ealą niemoc z nóg ogień świł^^ty wyciągnie/* 
Chara rozpala ogion podług przepisu i zaczyna chodzi l% nie ba- 
cząc, ie nogi parzy, że dym gryzący tamuje oddech. Wreszcie 
pada zemdlona na ziemię,.. Sporo czasn iiptynęlo, nim ktoś przy- 
szedł i zobaczył co aię dzieje. Okazało aie, ie chora ma straKzli- 
wie poparzone nogi, palce zwęglone* Odwieziono biedaczkę do 
szpitala w Hrubieszowie, skąd po sześciu tygodniach wyszła boz 
palców u obydwóch nóg,., ale znachorka pocieszała jjj, ze gdyby 
nie jej ogniowa kuracja, byłaby nie odzyskała mocy w nogach, 
a tak, chociaż bez palców, chodzić przecie może*,. Tłumaczenie tra- 
fiło widocznie do przekonania poszkodowanej, gdyż nigdy nie sły- 
szałam, aby się o babie z żalem lub urazą odzywała, 

,,Mimo wiary, jaką otacza lud miejscowy swoich ,, znających," 
miru oni ani szacunku nie mają, owszem uważani są za coś zbli- 
żonego do czarownic, i strach tylko powstrzymuje ich od jawnego lek- 
ceważenia i wzgardy. 

„Tak samo ma się i z gusłami różnemi. Wierzą w nie świę- 
cie, stosują się zawsze do swoich zabobonów, ale czarownic, w któ- 
rych ześrodkowuje się cala owa władza cudotwórcza, boją się, 
a w głębi duszy uważają je za istoty wstrętne, nikczemne, złe, 
brzydzą się niemi i wymyślają tysiące sposobów ku zniweczeniu 
ich ,,zlej'' mocy, 

„Baśni o „wiedźmach" i szczegółów o zdobywaniu przez nie 
siły nadprzyrodzonej jest mnóstwo w podaniach ludu tamtejszego, 
ale opowiadać o tym nie lubią, aby nie rozbudzić „złego'' i biedy 
nic ściągnął^ na siebie lub swój dobytek. 

,, Czarownice lubują się przedewszystkim w porze nocnej, bez- 
księżycowej, wietrznej i zimnej; wtedy bujają sobie wesoło po 
świecie, szukając komuby szkodzić mogły. Na granicach wsi^ na 
rozdrożach zbiegają się o północy w kilka i ze „złym" naradzają 
się nad swemi tljabelskiemi sztukami* Tu w jednym miejscu trze- 
ba krowom mleko odebrać, tam dziecku zadać „na płacze;'' w in- 
nym „poswarzyć*' z sobą małżeństwo lub „uroki" rzucić, i tak dla 
każdego coś znajdą, do kogo tylko złość czują, a skoro kur pierw- 
szy zapieje, wracają do domów i kominem wsuwają się do izby, 
aby nikt z domowników nie podejrzewał, że ze „złym" mają „po- 
znajomienie," 

„W dziefi Wniebowstąpienia raniutko przed wschodem słońca, 
czarownice zupełnie rozebrane biegną do lasu, gdzie rośnie jarzę- 
bina, i obrywają z niej wszystkie młode pędy, drzewo trzy razy 
w kółko oblatują i wracają czymprędzcj do siebie; gałązki chowa- 
ją pod strzechę, a te zadawane po troszce krowom, sprowadzają 
tyle mieka, że go przejeść nie mo^a, ku szalonej zazdrości sąsia- 
dek, którym znowu podrzucają do obór gałązki z drzewiny, użytej 
na „majenie" świątyni w Zielone Święta, aby ich krowy cały rok 
mleka nie dawały, 

„Na odbieranie mleka poszkodowane gospodynie starają się 
sobie radzie i szukają różnych sposobów, aby zlcmu zapobiec^ 
a więc najpierw, żeby się dowiedzieój kto jest sprawcą szkody, tak 



124 



POSZUKIWANIA 



Bię poatępuje: trzeba wziąć ceflzilko płócienne, zwykle do cedzenia 
mleku u^ywanc^ trzy razy pt> trzy kolek z tarniny, tyleż ifcieł, i go- 
towali to razem w glinianym garnuszku, kłując ciągle wrzecionem 
i mieszając nim zamiast łyżki. 

^Po niedługiej chwili niezawodnie ten, kto „coś porobił** kro- 
wie, przyjdzie do chaty i stanie przy progu, a tak się będzie mie- 
nił na twarzy, tak go będzie wszędzie kłuło, że w końen nie wy- 
trzyma i zacznie prosić^ aby dali pokój i przestali gotować cedził- 
ko, to on im „odczyni** krowę, nigdy mleka nikomu nie da ode* 
brać, i tyle obiecuje a obiecuje, że go i puścić trzeba, bo nuiby 
jeszcze póiniej przez złość co gorszego ,,zsdał?...** 

„Inny sposób na powrócenie mleka jest również ciekawy, choć 
rzadziej praktykowany, gdyż trudniej skutki pożądane przynosi: 
Skoro krowom „coś** mleko odbierze, zmawiają się trzy dziewczy- 
ny z jednej wgi, i każda z nich osobno do dnia idzie po wodę» ale 
w trzy różne miejsca, Naczerpnąwszy wody, pędem wracają do 
wsi i powinny się razem zbiec w jednym punkcie jednocześnie, 
poczym wodę do jednej chaty zanoszą i dobrze chowają. Na drugi 
dzień te same dziewczęta z podobnemi ostrożności ami idą na trzy 
granice po jednakowe ziele, na trzeci dzień na trzy drogi rozstaj- 
ne po tarninę, lub jakikolwiek patyczek, wracają do wsi i w se- 
krecie przed wszystkiemi gotują w owej wodzie zerwane ziele i pa- 
tyczki, a odwar ten będzie taki żółty i gęsty, jak olej... Wtedy 
rozbiegają się na trzy granice, rękoma wykopuje każda dołek 
w ziemi i swoją część odwaru wlewa. W jednym z tych dołków 
czarownica musi się utopić; urok zatym minie i krowom mleko 
wróci. Dziewczęta tylko powinny pamiętać, aby wracając z wy- 
cieczek swoich po wodę, ziele i tarninę, pod żadnym pozorem nie 
oglądały się za siebie i nie potknęły na drodze, bo cała wyprawa 
będzie na nic. 

„Podobnie jak odbieranie mleka krowom, tak i „płacze'* 
o niemowląt bywają uważane stale za sprawę czarownic. Dziecko, 
w ten sposób urzeczone, cały dzień zachowuje się spokojnie, ale 
od zmierzchu do świtania płacze i płacze bez odpoczynku, i niczym 
utulić go nie można,. Pewnej kobiecie z drugiej wsi dziecko pła- 
kało przez dwanaście tygodni. Strapiona, rady już sobie dać nie 
mogącj poszła użalić się przed awemi krewniaczkami i rozpytać się 
między starszemi kobietami, coby na to radzić. — „Idźcie do starej 
U&aezychy, ona wam najlepiej powie," — -zakonkludowały baby. A sta- 
ra Usaczyeha to gąsfadka strapionej matki i „wiedźma" osławiona 
na wiole okolicznych wiosek. 

j, Kobieta oczywiście usłuchała rady i idzie prosto do owej 
„znającej*' sąsiadki ze swoją prośbą, popartą kawałkiem słoniny. 
Ueaczycha dar schowała i poszła zaraz za proszącą do jej chaty, 
stanęła nad kołyską, poszeptała kilkanaście stów, trzy razy się 
wkoło rozejrzała po izbic, a wyszedszy na dwór, z nad drzwi 
wchodowych ze strzechy wyjęła trzy szmatki: białą, czerwoną i nie- 
bieską, za ,, pazuchę'* wsunęła i nie oglądając się odeszła, dziecko 
zaś od tego dnia płakać przestało* 



P0S2irEIWANTA 125 



„Te i tym podobne przykłady, w których prosty przypadek, 
traf, zbieg odpowiednich okoliczności, uchodzących uwadze nieświa- 
domych, przyczyniają się do utwierdzenia wiary w te niedorzeczne 
zabobony, chociai siła tych wierzeń nie jest równa w całej maaie. 
Jedni przyjmują owe fakty z uśmiechem wątpliwości, a nawet lek- 
ceważenia, lecz tych niewielu, inni z najgłębiizjan przekonaniem, 
z przeświadczeniem o niezbitej ich prawdziwości i mocy, i próżno 
się silić, aby im te gusła wybić z głowy. Owa Usaczycha naprz. 
umarła ; o ile przypuszczam z opowiadania, na raka w zołądkn; 
otóż opowiadano mi o niej, ie Jej kiszki bokiem wyszły, bo je 
krzywda ludzka wypchnęła. Starałam etę sprostować to mylne 
mniemanie, przytoczyłam jako dowód kilka znanych im samym iden- 
tycznych wypadków u osób najzacniejszych, ale wszyscy mieli jed- 
ną odpowiedź: „Ej... to co innego, tu był dopust boźy^ nieszczęś- 
cie* a tam złe wyparło i już," 

„Wiara w uroki ogólnie najsilniej jest zakorzeniona pomiędzy 
tutejszemi mieszkańcami. Urokom podlega wszystko: ludzie, ich 
sprawy, zdrowie, interesy, „chudoba,'* tj, wszelki żywy dobytek, 
urodzaje, jednym słowem: wszystko. Ktoś się ożeni, a po ślubie 
zobaczy, że pod jakimkolwiek względem zły wybór zrobił: utrzy- 
muje, że go druga strona urzekła; zachoruje nagle, zaziębi się: 
oho! już go ur zoczono; jedna baba ma łon piękny, kapustę w du- 
żych głowach, druga obok na zagonie jedno i drugie liche, — to na- 
pewno, ie jej uroki rzucono. I tak w każdej rzeczy, jeśli jest tyl- 
ko gorsza od Ogółu, upatrują zawsze „uroki/* 

„O zboczeniach umysłowych, warjacji, szaleństwie nie mają 
naturalnie żadnego pojęcia i wszystkie tego rodzaju chorobliwe 
objawy uważają jako dowód stosunków ze z!ym duchem, albo też 
opętanie. Opowiadano mi naprz,, że w jednej z okolicznych wiosek 
jest kobieta, która goni za ludźmi, gdy kogo złapie, bije, drapie, 
dusi, że trudno jej taką ofiarę odebrać z rąk, a choć zwykle stoi 
zamknięta na kłódkę w chlewie, jednakże czasami taka siła ją na- 
pada, że wyłamuje drzwi i ucieka z zamkuięcia. Kobieta ta po- 
przednio umiała „zmawiać ' ukąszenie psa wściekłego, „a teraz sa- 
ma jest gorzej psa." 

„W Gródku jest kobieta, która od złego obchodzenia się 
męża z nią, bicia i różnej poniewierki, dostała uderzenia pokarmu 
na mózg i teraz ma niekiedy napady pomieszania zmysłów, zupeł- 
nie dla nikogo nieszkodliwe. Mąż wygania ją na noc z domu, 
nikt przyjąć do siebie nie chce, więc z malutkim dzieckiem przy 
piersi nocuje w dolach, skąd glinę wybierają... Bita, głodzona, po- 
niewierana, ośmieszona żyje jednakże i żyje na swoje nieszczęś- 
cie. Kobiety sąsiadki jej litują się nawet nad nią, niejedna dziecko 
jej wykąpie, nakarmi, mlekiem poczęstuje, ale strach paraliżuje 
dobre popędy, i na stałe nikt się tą biedotą zająć nio chce. 

„Zamawiania, czyli ^zmówienia,*' jak zwykle się wyrażają, 
w każdej chorobie są w użyciu, chociaż najskuteczniejszemi mają 
być po ukąszeniu przez psa szalonego, od bólu zębów, od róży 
i ód jjłamauia po kościach,*' W tych wypailkach ^^zmówienle*' jest 



126 POSZtrKlWANTA 



środkiem niezawodnym, a zamawiaczc ssnani aą daleko wokoło: Ind 
się do nicli schodzi o kilka i kilkanaścio miL Chłop z sąBiedniej 
wioski Ozeniiczyna, umiej .'jcy zamawiać wściekliznę, dobre intereay 
robii na tej swojej praktyce, gdyż za każdą butelkę cudownego 
lekarstwa i jednorazowo zamówienie bral po 30 kop., wobec zań 
znacznej liczby przyj eidiajijcych do niego po poradę, sądzę, że 
jsporo zarabia! rocznie. Lekarstwo, któro dawał pokąsan^^-m ludziom 
i zwierzętom tak do picia, jak i do przemywania ran, o ile można 
było dojść na oko, stanowił barszcz dzieżny z chleba razowego i nie- 
wiadomo jak spreparowany maik pospolity (Melo^ proBcarabaona), 
gdyż cząsteczki jego bardzo wyraźnie można było rozróżnid (skrzy- 
dełka, czasem główka żle roztarta); w jaki jednakże sposób wszyst- 
ko razem przyrządzał, niepodobna było się dowiedzieć. Faktycznie 
zaś lekarstwo to pomagało; sprawdziliśmy to i u siebie na pokąsa- 
nych psach i koniach, i słyszałam o tym od wielu zupełnie wiaro- 
godnych osób. Formy zamawiania nie mogłam Ui zdobyó nigdy, 
mimo wielu najrozmaitszych forteli, używanych w tym celu; słowa 
zas, dorywczo podsłuchane, są napozór słowami boz związku i sen- 
BQ, i u każdego zamawiacza zdają się być zupełnie różno, ^ 



2- W okolicy Rzeszowa i Sokołowa znachorzy i zna chórki, cu- 
dotwórcy i cudo twórczynie po dziń dzień znajdują łatwowiernych 
zwolenników swycli praktyk lekarskich. Niedawno panował w Przy- 
Bzowie tyfus plamisty. Dwaj młodzi wieśniacy, podpiwszy sobie dla 
odpędzenia stracliu, udali się na cmętarz żydowski do Eozwadowa 
o północy, wyjęli niedawno pochowane ciało i przynieśli do wsi. 
Dhigo ukrywała się ta potworna sprawa, aż dzieci, pasące bydło 
w polu, wyśpiewały przed żandarmem, źe u nich w domu, w skrzy- 
ni jest kawałek ciała żydow&kiego, którym się kadzą przed tą 
wielką chorobą.— W innej wsi znowu zachorował parobek wiejski 
na jakąś chorobę zewnętrzną, podobno na parchy czy ^wierzbę. 
Sąsiad jego, dowiedziawszy się, przyszedł do niego i poradził mu 
jakieś skuteczne lekarstwo. Naprzód nasmarował go psim sadłem, 
potym kazał mu się ubrać i wIckó do pieca chlebowego, z którego 
dopiero eo chleb wyjęto. Następnie piec zabił szczelnie deskami 
czy też cegłami, tak, żeby jego pacjent nie móg! prędko wyjść 
stamtąd, I rzeczywiście więcej już nie wyszedł: kiedy wieczorem 
wrócił gospodarz do domu, zastał w piecu trupa. — Jeszcze trzeci 
przykład podobny do poprzednich. Pewna wtościanka w okolicy 
Rzeszowa nabawiła się świerzbu, a chcąc się wyleczyć, udała się 
do znachorki, Znachorka, wziąwszy 5 zir. jako wynagrodzenie, 
utłukła sinego kamienia (siarczanu miedzi), zmieszała ze szmalcem 
i nasmarowała całe ciało. Dla dokończenia kuracji, spuściła cho- 
rą przy pomocy jej męża, o północy do studni i trzykrotnie za- 
nurzyła w wodzie. lVzy trzecim zanurzeniu powróz się urwał, a zna- 
cliorka uciekła. Na krzyk męża ludzie sio zbiegli i uratowali za- 
bobonną pacjentkę od śmierci przez utopienie. 

Paioei Ptiehia. 



POBZJTKJWAmk 127 



3. Uiymonh rot^ na oczy jako kkarHioa. Bftzyli Rychlewicz W ka- 
zaniach, wydttnych 1698 r., na atn 138 takie podaje lekarstwo, 
wypisane przezeń z sekretnika poważnego jakiegoa kaznodziei: Na 
początku tnieBi^ca lipca, wtórego dnia, przed wschodem Bło/ica 
z ilomu wyprawić panienkę, aby ta w czystą chuatkę, albo teź tu- 
walnic, Inb białe przeacferadło, z pszenice mianowicie zbierała ro- 
sę. Ta roaa niech będzie wyciśniona we flaszkę i do chłodnego 
wstawiona lochu, albo sklepu, a po tym przez kilka dni bez prze- 
stanku oczy tąż niech będą umyte rosa; w krótkim czasie jasności 
i czystości wzroku nabędzie. 

lU. KUL A. 

W zeszycie następnym zamieścimy obszerni ej Bze studjum prof. 
Antoniego fitiorzy^skiego okuli, p. t,: ,,Nuntius cum baculoJ' 



IV. CHATA. 

Oródtk Nadhtiiny. 

Zewnctrzuii fizjognomja wsi, po bliiazym zwłaszcza przyjrze- 
niu się, jest nadzwyczaj jednolita, ^dyż chaty we wszystkicii szcze- 
gółach, prócz rozmiarów, są podobne do siebie jak dwie krople 
wody. Stare chatynki, w ziemię do polowy zapadłe, z dachami zie- 
lonemi od mchu, o malutkich jednoszybowych o kie likach ^ z sionką 
i z niej izdebką mieszkalną, wielkości szei^ciu kroków wzdlaz 
a pięciu wszerz, — takie staruszki ju^. w Gródku prawie zaginęły, ale 
i domkami z ganeczkiem, z podsieniem, z okiennicami, czy z małym 
ogródeczkiem na łroucie Gródek takie się nie pochwali. Chaty prze- 
wainic stoją szczytem do ulicy i tworzą figTirę, którą poniżej za- 
mieszczam dla dokładniejszego objaśnienia. Wejście główne jest 
przoz okólnik, zabudowany na wysokość chałupy, z bramą od drogi 
i daeltem, wspartym oil środka na slupach, co stanowi poddasze, 
służące na skład drzewa, narzędzi gospodarskich, wozów, sań itp. 
Jedna strona tego poddasza jest zabudowana zupełnie, naturalnie 
ścianą cbróśeiauą, i tam mieszczą się chlewy dla bydła i trzody, 
Doin dzieli się na dwie połowy sienią przechodnią na przestrzał. 
Z jednego boku jest komora, czyli poprostu spiżarnia, schowanie 
ua mąkę, krupy, słoninę, pszenicę itd.; z drugiego — izba mieszkalna 
i „prjbok:'' stancja nie ogrzewana, ciemna, zapełniona ski'zyniami, 
wieszadłami pełnemi koiucliów, sukman, kaftanów; jeżeli w chacie 
są nowożeńcy, to „pribuk^* nawet zimą sluźy im za miejsce nocle- 
gu, dopóki dziecka nie mają. Później kobieta śpi w izbie z ro- 
dzicami, a mąż jej w stajni lub w stodole* Dzieje się to tylko 
wówczas, gdy nowożeńcy mieszkają przy rodzicach i rodzeństwie, 
jeśli zaś odrazu idą na swoje gospodarstwo, to zamieszkują izbę 



« 



128 



POSZUKIWANIA 



główną^ chociaż do całego gospodarstwa wyjątkowo tylko niektórzy 
dochodzą, bodaj z tego jedynie względu, źe para złożona z IS-let- 
niego męża i 16-letiuej żony nie umiałaby się rządzić jak należy. 



Ogrody j Ogrody 




C h 


1 e 


w y 


II 

E 


Komora 
n e A 


O 


p ] 




1 


Izba 


© 








d d 


a s z e 







Brama 



g 



W chatach czyato i porządnie. Podłóg niema nigdzie, tylko 
tok równo libity, zamieciony zawsze starannie, lekko skropiony wo- 
dą, aby i kurzu nie było i zbytniej wilgoci również. Kominy przed 
piecem chlebowym, pod dużym okapem, po dawnemu służą do go- 
towania, gdyż blach angielfikich zupełnie nie znają, i ani jednej 
takiej niema w całej wsi. Kominy codzień po ugotowaniu jedze- 
nia rano, w miejscach okopconych zabielają, potrawy przeznaczone 
na obiad chowają do pieca chlebowego i zatykają drewnianą za~ 
tuła, podobnie ubieloną, co sprawia wrażenie nader korzystne 
i Bcidudue, 

Stodoły proste, przeważnie w czworobok zabudowane (n a 
Haj k owi, por. poszukiwanie X w niniejszym zeszycie)^ niewiel- 
kie, chróścianti, obłożone pęczkumi trzciny, przymocowanemi do ścian 
listwami drewniancmi u góry i u dołu. Koło chat mają piękne 
chlewy u a krowy i trzodę, również chróściane, ziemią od dołu obsy- 
pane, a zimą od mrozów mierzwą lub słomą zabezpieczone. W ca- 
łej wsi niiiuia ani jednego budynku gospodarczego o ścianach z tar- 
cic — ^ wszędzie cbróst i chróst, 

Z wiosną, gdy Bug wyleje, część wioski woda zatapia, a miesz* 
kańcy wówczas chronią się do stodół, wyżej położonych, i nieraz 
przez kilka tygodni z dziećmi i dobytkiem koczować tak miuszą, 
przymierając głodu i chłodu, nabawiając się febry i tyfusu* Jak 



POSZUKIWANIA 129 



tylkt> wocla sipndnie, wnet wt^siystkn wrata du porzfjdkn: sttiwiaja 
rozwalinie kominy^ lepi;i i bielą Bciany, naprawiają popsute ptoty 
i cUlewki, i rliaty znowu czyste i wesołe,.* 

Z. Slanisząmska. 

Co do napisów ua Udkach Kwanycli a tragarzami lub BiCBtrssa- 
uami modemy przytoesiyO wzmiruiki następujące: 

1. Łukaaz Goiebiowski w ttzicle ^Doniy i Dwory" (Warsza- 
wa, 1830), mowUc o zakladzinneh ti(miu i pozostawiani u pamiątek 
wgpóiezesnycli, daty lub opisu w ńindameutacU lub bani, dodaje: 
-Gdzie mniej itrzędow^oaci przy zakładziuach, nad wnijśeiem ^łow- 
nym, albo na belce u pułapu, rok postawienia i krzyż wydłubano" 
(tiUr. 9)- 

2. Krasicki w „Panu Podstollm" pisze: ^Fostrzcglcm wyry- 
ty na stra<?arzu napis: Antiąuh inofibun/* 

3. O żłobieniu na rokucin znaku krzyża, daty poatawiflnia 
chaty, a czasami imienia i nazwiska funtlatora na stwhku, tj. belce, 
odpowiadającej s tragarzowi lub siestrzauowi, wspomina Kolbcrj^ 
w opisie ^Pokucia," t. 1, str. 57. 

4* W cennym dziele Wl, Matlakowskiej;r<3 „Budownictwo lu- 
dowe na Podhalu/' Kraków, 1892 (por. iVisia VII, 222), szczegó* 
Iowo opisuje autor sntręhtf (str. 47), o napisach zas mówi co na- 
stępige: ^Xa wielu sosrębacli widzi si^ rok zbudowania izby.» Naj- 
rzadziej spotyka sfe wyrzezane nazwisko budarza, lub jakie hasło 
pobożne, jak w rbaeif^ Oromady, w której czyta ssie: „Ułog^eslaw 
Birle Dom ten y w ntm miezkajocych Ludzi-^Jan Loias," W rzCK- 
bie często napotkać można kościelny monogram Marji i Zbawiciela/' 

5- Prot". Samców poświecił w „Kultur, pereżiw." (Kij. Star. 
i w osobnej książce, 18D0) jeden rozdział napisom na swołokach 
(str* 102—105). Stwierdziwszy, ze zwyczaj ozdabiania mieszkali 
daje się zauważyć już u ludów dzikich i barbarzy/iskieh (Waitz, 
Antliropologie. 51), że rozpowszechniony byl u starożytnych Gre- 
ków i Rzymian, przeeliodzi do Kusi i przytacza siedem najłiHÓw 
z wieku zeszłego, które ocalały w domacfi kozackich na Malej Ru- 
si; w napisach tyeli wyrobiła sie ogólna krótka fonna t^haraktern 
reH;^ijncgo z wymienieniem daty zbudowania domu. oiaz inueni:i 
i nazwii^ka założyciela. Niekiedy spotyka sie w tych napisach 
zdania z Plama Świętego (por. lVuta, III, Jł53). 

Raf al Liihic^* 

V. PRZYSŁOWIA. 

W koacu roku zeszle<?o ukazała się w haudlu kslęf^arskhil 
wspominana nieraz na tym miejscu ^Ksicp:a Przysłów" p. Samuela 
Adalbcrpi (p. dział n^lcratów w zoHzyrie niniejszym). Poczynając 
i>d przyszlej^o zeszyto, bcdzicmy im tym mieJHCU podawali przysło- 
wia Inh łHlmianki przyslowi, nie z;imieszcziłne w ..Ksit;dzc/" Otrzy- 
maliśmy jn^ takie przyczynki od ks. W, Sisirkńwskici^^n i p. W. 
Niedżwiedzkiciro* 



180 



posii[]Rnr;ti«rA 



IX. POGLĄDY LUDU NA PRZYRODĘ. 

Gródtk NadhuŁny, Eonie roboc^sc zowtą: „kuni/* „kunie/* — źre- 
bięta zaś; „lo&ie*' w liczbie pojedynczej, „loazcta" w liczbie mno- 
giej. Wołają na konia z (Uleka: „ciea, scica, Bcie4!" Kierujcie na 
prawo: „Iiefta" — na lewo ^wiśta,** Zachceająe do biegu: ^^^^^ 
win," 

Krowy nazywają: krasula, ezadoelia, szmat ałachaj raba, ra- 
bula, kalina, żukola, kwietoclia, łysa, boczula, malowanka-^a wo- 
łając do sit^bie: ,jia, na, na, żukola, na, na, na!" 

Psy: bukiet, kruczek, burek, kusy, rabu^, raby, łysek itp. Na 
małe azczenit^ta, odpędzając, wołają: „a do kuczy, do kuczy!"— 
Szczając psami: ,,buzia, huzia — a buźj huź!" Wołając ku sobie; 
»,tu, tu, tu, tu!'' Z- St. 



X. NAZWY TOPOGliAFIOZNE. 



Gródek N a d b u ź n y miał bye niogdy^ grodem, a Ind 
do dzi4 daia opowiada, że na plaszczy:£nie Bocianowej {jo* 
ry wznosiło &ic przodtym miasto Wołyń, od którego powi$tała 
nazwa kraju, ciągnącego się wialnie po drugiej stronie Buga. 
Miały tu być wielkie skarby i bo{,'act\va nieprzeliczone, ale wszyst- 
ko to zginęło w czasie wojny, w czyści zaś jest zakopane w ziemi, 
ale nikt nie wie gdzie. Jadąc od strony Hrubieszowa, do któ- 
rego niema więcej niź pól raili, wioski nie widać wcale, gdyż kry- 
je się za doić sporym wzgórzem, i rozsiana na jego stoku, podsu- 
wa się aż pod eam brzeg rzeki, zostawiając wolnej przestrzeni le- 
dwie kilkaset kroków. Bok wzgórza, który stanowi wieś właściwą, 
na wierzchołku — ^ .,n a II aj k owi,** jak mówią zwykle, mie- 
i5ci w zwartym szeregu wszystkie stodoły miejacowycłi gospodarzy. 
Na lewo od stodół, nad stromym urwiskiem, cerkiewka i plebanja 
wśród kępy stary cb drzew, ciekawie zaglądających w^ ciemny kil- 
koaąiniowy wąwóz, po za którym mamy 6w historyczny „Bo- 
cian,^' wznoszący się wyniośle tiad całą równiną i niemal prosto- 
padle jeduą biafą ścianą spadający wprost do rzeki. Wracając się 
jeszcze ku wzgórkowi środkowemu, na którego stoku stoi wieś, 
drugi stok jego od strony Hrubieszowa, przedstawia bardzo dokład- 
nie naj wyraźniejszą fosę forteczną, na niektórych kawałkacli nic 
a nie jeszcze nie uszkodzoną. Na prawo od wioski leży dwór, 
obecnie spalony i niezamieszkany, poczym cale płasko wzgó- 
rze nagle Bię urywa, znów wąwóz i nagle wyrasta przed nami 
„h o r o d y s k o," z jednej strony oblane w^odą iluczwy, wpadającej 
nieopodal do Buga, z drugfej odcięte powyźszjTU wąwozem, który, 
jak się zdaje, musiał być umyślnie zrobiouym przekopem, a z trze- 
ciej obeenio łączy się dosyć przykrą pochyłością z drogą idącą 
przez wieś, dawniej zaś w tym miejscu musiał być most zwodzony, 
łub na wysokim podmurowaniu brama wjazdowa, dająca jedyny 



posauKrwAKiA 181 



dofitęp do Kamczyska ua szczycie. Stanąwszy na wierzchołku „he- 
rody *ka/' mamy przed fciobą dosyć cluź^^ kwiidratową płaszczyznę, 
wokół obwałowaną, i z ulej widok daleki na łąki, pola, samotne 
kiirliany, wioski okolir-zne i migotliwą wstęgę Buga,., 

Wioski okolrczne nazwami ewemi zaznaczają róMcę w daw- 
nym położenia społecznym Gródka. Oto niektóre z nich po tej 
i drupej gtronie Buf^^a: Kosmów, Czitmów, Teptików, Strzylów, 
Cinćniów, Ambuków. Nawet dzisiejsze miasteczka mają zakończe- 
nie na ,,ów:" HrubiCŁszów, Krylów. Gródek tak aie nazwą swą wy- 
szczególnia, że można prawie napewno wierzyć opowiadaniom łndu 
ff owym grodzie wielkim na B o c i a ii o w e j ^ ó r z e, gdzie wiel- 
kie pany mieszkały, i o horo dysku obronnym, ii którego stóp kości 
ludzkie po dziś dzień wykopują. 

Xm. PAMIĘĆ o ZMAM-YCH. 

W Gródku Nadbuźnyra obchodzą dorocznie w poniedziałek po 
Przewodniej Niedzieli t, z w, „pomynalnycię/' W ten dzioii groma- 
dzi się naokoło cerkwi taka moc dziadów, kalek, sierot i różnych 
włóczęgów j ie formalnie miętłzy niemi przecisnąć się nie moźna^ 
a jednakże cały ten tłum żebraczy pod koniec dnia ledwie jeat 
w stanie unieść swoje worki i sakwy, a ^dy dziadów z jednej ro- 
dziny jest kilka osób, to nazbierawszy kilka worów clileba, wieprza 
nim wypasają. Daje to pojecie o otiaiiiości powszechuej. 

XVIII SOBÓTKA. 

111* Gródek Nadhuiny. 

W nocy w wigilję hw. Jana dziewczęta zbierają paproć i za- 
kładają za strzechę na HzczcHcie, ale „niesprawiedliwa" {tj. taka, 
której dziewiczość jest wątpliwa) nigdy takiej paproci nie urwie, 
bo choć ją znajdzie, paprOiT wziąć się nie dai co rękę wyciągnie, 
to uchwycie nie moze^ a kiedy się już rozwidni, to i urwana na 
nic, jiiź mocy nie ma. 

Dziesięć, a meźe więcej lat temit, słyszałam podczas zabawy 
weselnej pieśń, w której śpiewano coś o IĆupale; teraz jednak do- 
pytać się o tę pieśń nie mogłam... ,,0j Łado, Łado!'' powtarza się 
w pieśniach weselnych bardzo często* 

Z, Su 

112. W ,,Kalcndarzn Ziemianinie dla wsi i miast na r, 1895" 
(Warszawa), znajduje się na atr. 4X— 45 artykuł Henryka Goldstei- 
na p* n*: j^Zabawy i zwyczaje ludowe w prseddzień św. Jana/' 

113. P. WUla^ Vm, 855 i 856. 



132 



Pna7,UKIWAKIA 



XX. SZWEDZI, TATARZY I TURCY. 

We wsi Lubno pod Blaszkami w pow. Sioradzkim są trzy 
wielkie mogiły, 2wane grobami szwcdzkietiir. W leaie smardzewskim 
i pod wiatnikiem w Smardzewie są tez znaue mogtły z czasów wo- 
jen Napoleońskich, (Por. Siown. gitogr,, K, 865). 

XXI. KOŁYSANKA LUDOWA. 

L Od panny Zofji A, Kowerskiej, z Józwowa pod Bychawa 
(pow. Lubelski), otrzymaliśmy sześć następnych kołysanek. 

Nr, 1. 






T^=^t.^^ 



1^^ 



1^^^ 



Hys, \ijb, byś, hye, pod ko - lib - b^ eie - dii myei. 

(od Józwowa). 



Nr. 2. 



^1^ 



ffiii^^E^iSi^-J^iSEjiJig^ 



a a kot-ki dwa ssa-ref bu-re o-by-dwa* 




Jedea eza-ry, dro - gi bo- ry, o*ba ła-^pi^ ni j -ery, fizcsu-ry. 
albo: Jeden szary ^ dnig^i biały, 
Oba mi mę spodobały, 

Albo początek jak wyiej, a potym: 

* ^ ^ h^ 






\ \ ^ \ „_ 



¥ ¥ V f ¥ f 

nfcniebc-dą ro-bi-^Jy, I - no daieo-ko ba-wt4y, 

(Jozwów), 



Kr. 3. 



Albo: 




f^i^if^^ilH 



la* lu 



lu- 1q* lu. 



(Jdzwów), 




FOSSDKIWAMA 



133 



Nr. i. 



K "T^ 



A A lu>Iii-sin mo-JA ma-)a Ma-ry-siu. 

(^Józwów), 



Nr. 5. 



Ę— C — ^ lu-lft-na po-rvał wilcKek ha-ra nJi. 

A owieczkę psi, psi, psi, ńpij aniołku^ ńpij, śpij, śpij* 
E, ę, c, luhilu, kollbł!C^k;i z marmuru, 
Pieluazeczki z riibeczkii, Spijźc, mój iinioIccKku! 

(Jamce, pow. Opatowski). 



^>, 0. 



^ Uś-nij-ie mi, ttś-nij, iiUbo mi u - ?o&-nijl Mo *.e>z lui e'^ 

pr^iy-dau, w pni© gj^s-ti T^y^guae wy-gn,'.ó 



Uśnij £e mi, uśnij, 

Albo mi urośnij! 

iiozeriz mi sic przydnć, 

W pole ganki wy^nnO. {hi^) 



WyKciiiesz guaiatk?^ 
PrssyjdzJi^sz po tNehjtkrt; 
Cóz to zjŁ pociecha 
Z maleg^o dzieci ątka! {bis) 

(Jasico), 



II. Od p. Ignacji Piątkowskiej, ze Smardze wa jmkI triera- 
dzcm, otrzymaliśmy uastłjpmj teksty kołysanek. 



1, A a kotki dwa. 
Szaro, bure obydwa. 



To dziecinkę kolebały. 

Jeden Kzury, ilrnKJ bury, 

A ten trzeci myk do d/Jury, 



Nic nie bciUj robiły. 

Tylko dziecko bawiły. — 

— Żeby tylko jcilini byl, 

Jak się kotki rozi^^raly, Toby z dzieckiem mleczko pil. 

Tylko dwa pierwsze wierize a,^ stale; reszta dwuwierszy do- 
wolna. 



2, Uśniji^e mi, nśuij, 
Dziecino kochana; 



Pójdę ja na pole 

Z g^rabiaini, do siana- 



134 



FOB20KIWANTA 



Uśnij Że ini, uśnij, 
Albo mi iirośiiijl 
Możesz mi się przydać, 
W pole gi|ski w>^giiał!^ 
Wypędził gąsiątka, 4. 

Poezedl po cielątka: 
Jakaż to przysluf^a, 
Z małego dzieciajtkal 

5. Kolebźe się, koleba 



Z. Hyaiu, hy&iu, hye< 
Pod kolysią mysz, 
A w koiyei druga, 
Kotek na nją mruga, 

4. A lulajże, dziecię naaze, 
Gotuje ci mama kasze; 
Będą jedli kolebacze 
I to dziecię, co tu plaezc. 



Kolebeczko sama, 

Ja sobie pójdę, gdzie ja będę chciała. 

Pójdę sobie, pójdę, tam gtl zie mnie nie znają, 

Jeszcze mnie tam, jcszcae panną przywitają. 

— A witajźe, witaj, ty panno dzieweczko, 
A gdzieżeś podziała swiije dzieciąteezko? 

^Abo to wy wiecie, 
Że ja miałam dziecię? 
A ja mlodziusiefika, 
Jak na bom kwiecie. 



A uMjze, uśnij, 
Ty maty narodzie^ 
Com ja cię znalazła 
W marchwi na ogrodzie, 
A lulu, luln, lulu, 
Siedzi baba w ulu, 
A dziad na stodole 
Wygląda na pole. 
A lulu, lulu, lulu, 
Kolebka z marmui'u, 
Pieluszki rąbkowe. 
Dziecię Jasinkowe. 
A a bzibzianaj 
Porwał wilczek barana, 



A owieczkę psi, psi, psi^ 
Moje dziecko, spij, śpij, śpij. 

10, U kaczuszki złote uuzki, 
U kaczora złote pióra; 
Nynej, dziecię, do wieczora, 
Az matusia wróci z pola. 

11. Lulajże mi, lulaj, 
Czarne oczki Btulajl 
Jakże-ci je stulać, 

Kiedy nie chcą lulać? 
13* Kolebze sie, koleb, 
Kolebko bukowa! 
Niecbżo cię, dziecinko, 
Pau Jezus nam chowa. 



IIL Panna Helena Chamska udzieliła nam następnej koły- 
sanki, z Męczeuina pod Płockiem. 

Andante eaatabile 






Efl-ły-pn-ła ba^ba daia-da, od po-ran-ku do o-bla-da: 
Ażrjj-iomi te o-tr^-by, wy-bi-ję ci wał-kiem zc-by; 






Nic mog^-łft (TO 
A 6pij>te mi 



U' Vfv*ły-sa<^j ma-sia-ia mu śnia-da-nie dnć. 
do wie-CEo^rs, dam ci kaczkę i Ica-eso-ra. 



r 



POSBUKrwANTA 



135 



IV. Pan Bfarcin Kopiec, % Warszawy, nadesłał nam niżej 
mntcszczone kołysanki, razem z listem następnym: 

,,Na stcntek odezwy Szan, Redakcji, dotyczącej zbierania 
i przesyłania wszelkiego rodzaju kołysanek, mam honor przy ni- 
niejszym przestać trzy kołysanki, które mi moja matka, a ja dzJo* 
eiom moim przy kołysce wpiewalem. 

Są to kołysanki sz^skie, śpiewane na Starej Wsi, na Pro- 
azowcn, na Nowych Zagrodach i lunycli miejscowościach pod Raci- 
borzem, na Grórnym Szląsku, 

Nr. 1 i 2-gi opiewają w rytmie pow^olnym przy kołysce, tak, 
jak bieguny cłiodzą; piosenka nr. 3 bywa także często śpiewana 
w rytmie prędszym, podrzucając dziecko na kolanie*" 



Nn 1. 



AndaDte 



^^^, 




^ 



Hu -la hu-Ia-ny, po-je-dzie-my do ma-my, a od ma-my 



do ta-ty, jest tam Pan 

Tratl-tuti-tana, 
Marjanka kochana^), 
Marjanka maluśka, 
Lcźy ae saguśka"). 
LuJu-lulu-lulki, 
Leiy bez koszulki. 



*ftQ B6g bo-ga-ty. 



Nr. 



Marjanka kochana, 
Cała zamazana^). 
Trati-tiiti-myszki 
Przyjdą do kołyski, 
Obgryzą paluszki, 
Ugryzą i UBzki^ 



Nr* 3 (Dla chłopczyka), 



9^^ 
^ 






aa ko-aiu. Na ko-aiez-ku 
aih ko-niu, Pny- je dzie-my 



Hop hop, Bar- tu- ni u, po-jtf-dzjo-my 
Uop hop, BaMu niu^ po-je dmiemy 

do ma-mul-ki tej bo -giętej. Hop liop, Par-tu-Diu, 



po pie - la-t^ria 
na ko^niez-ku. 



:^— 



da aam oble-ba po kra-lcz-ku Z ma-slem ze so - \\, 



=?ł 



^ po-je-dzie-my na ko-uiu. 
bo się krón-^ki o-cie-l^. 

Imiona zmieniają ei^, np. Franciszek, Fraucck» Francnftiu; Ka- 
rol, Karlik, Karluniu itp. Jaw Katioiticz. 

*) ŚJpiewa się takie w rodzaju męskim, np.r ...tany, Karliczek 
kochany; maluśki— sag uśki itd. 
*) Naga. 
') Zapłakana; albo tei „zawalana/' ,^zamurzana.^* 



BIBIJOGRIIFJII, KRYTYKA I WiOMO^CI iM, 



S> Adalbcrg Księga przysłów, przypowieści i wy- 
rażeń przysłowiowych polskich. Warszawa, 1894, str. XVIII 

+32-^-805, w 8-ce słownikowej. Cena 3 rs. 

Od dawna zapowiadana, dlngo oczekiwana, w piękną szatę ze- 
wnętrzną ustrojona Księga ukazała się nare^jzcie i w rzędzie nowj^ch 
publikacji na czas dłuższy zajęła pierwsze, honorowe miejsce. Słusz- 
nie jej &i^ to należy i z wyglądu i z treyci. Jest to wspaniały ko- 
deks przysłowi waszych, zawierający ich do czterdziestu tyaięcy, 
ułożony starannie, umiejętnie i porządnie, zgromadzony z niezwykłą 
pracowitością ze wazyatkich druków i rękopieówj dostępnych auto- 
rowi. Nie waham się wyrzec, że Księga ta jest dziełem pomniko- 
wym^ dziełem znaczenia niepożytego i ntepozytej zasługi: przeminą 
i zaponmiane będą liczne powieści i powiastki, niezliczone rozprawy 
i rozprawki, podręczniki i przewodniki, ale taki skarbiec uniknie 
zapomnienia fali i diugie lata, długie wieki będzie księgą ważną 
i poważną, tak jak zbiory Rysińskiego, Knapakiego, jak słowniki 
Mączyńakiego i Lindego i inne nieliczne skarbce mowy i myśli ca- 
łego narodn^ Jedni może Niemcy pochlubić się mogą swoim Wan- 
derem, jak my mamy prawo szczycić się Knęgą p. Adalberga. 
Francuzi np, i Anglicy nie zdobyli się dotychczas na lak wyczerpu- 
jący i porządny skarbiec przysłowi swoich. 

Druk Księgi trwał lat pięć, ale praca ułożenia jej przeszło dwa 
razy tyle czasu młodemu autorowi zajęła: zabrał się do niej jesz^ 
cze na szkolnej ławie i ze szlachetnym uporem, mimo wielkie trudy 
i przeszkody, prowadził ją wytrwale i doprowadził do pożądanego 
eela. Trzeba też oddać sprawiedliwość i społeczeństwu naszemu 
i Kasie imienia Mianowskiego, źe odrazu oceniły doniosłość usiło- 
wań p, Adalberga i wszelką pomocą otoczyły piękny zamiar jego* 
Najwięcej zasługi należy się p, Ignacemu Bernsteinowi, który zgro* 
madził jedną z najbogatszych w Europie bibljotek, specjalnie przy- 
słowiom poświęconą, i pozwolił korzystać z niej p. Adalbergowi, 
umożliwiając mu poznanie najrzadszych i najkosztowniejszych za- 
bytków i isbiorów odpowiedniej treści. 



:^ 



SIBLJOGRAFJA 137 






L 



Kitkanaśfiie stron K$ięgi zajmuje na początku w^tęp, w którym 
autor opowiada dzieje p u wystani a dzieła swojego, u:casadnia układ 
jego i >skromnie zazuacza, leje poczytuje za podwalinę i fundament 
pr^Tcy przy&złtj, dopełniającej i pomnaiaj^cej jego ziJjory. Nastę- 
puje dalej {atn 1 — 31) apis :£ródel, drukowaiiycli i rękopiśmienny cli, 
z których pan A, czerpał; wykaz to imponujący ogromem swoim: to 
cała bibljoteka, licząca przeazło tyBiąe numerów, wśród których 
znalazło się miejsce i na kalendarze i na pisemka ulotne, dawne 
I nowe, znane i zupełnie przebrzmiałe. 

Główny, że tak powiem, korpna Księgi stanowią przysłowia 
(str. 1—659) i dopełnienia (660—710), Ułożył je autor podług 
głównych wyrazów każdej przypowieści. Tak np. przysłowie: „Dziś 
gody, jutro głody^ znajduje aię pod wyrazem Gody, Ale ponieważ 
w przysłowiu tym je&t też równie ważny wyraz glód^ więc dla oaób, 
któreby w przysłowiu tym więcej zajmował wyraz glód^ niż godg^ 
pan A. ułatwił znalezienie przysłowia i pod wyrazem glmiy dodając 
(itr. 711—806) „Skorowidz," ułożony abecadłowOs w którym znaj- 
duje Eii| wyraz głód^ a pod nim wskazówka, źe słowo to zawiera 
się w pewnej ilości poprzednio podanych przysłowi: zobaczymy więc 
tu notatkę, odsyłającą nas do wyrazu god^ nr. 1, i tam właśnie 
spotkamy głody ^ o które nam chodziło. 

Tym skorowidzem autor zastąpił powtarzanie przysłowi (w da- 
nym razie np, powtórzenie całego przysłowia pod wyrazem gió*l\ co 
znacznie zmniejszyło objętość Księgi i uwolniło autora od zarzutu 
niepotrzebnego a kosztownego jej rozszerzenia. Czy lepszy jest taki 
skorowidz, czy też lepszymby było umieszczenie w samym korpusie 
przysłowi odpowiednich wskazówek {np» pod wyrazem ghid oilsy ta- 
cza do gody), o to nie będę się sprzeczał z panem A., bo w każdym 
razie szukane przysłowie znajduje się, a całe dzieło przez powta- 
rzanie tych samych przysłowi nie urosło do rozmiarów niepotrzebnie 
powiększonych. 

Okład taki jest jedynie racjonalnym i możebnym: wydaje się 
on prostym i naturalnym; u jednak tylu poprzedników pana A,, 
u nas i za granicą, nie mogło sobie dad rady z trafieniem na właś- 
ciwą drogę: łamali sobie głowy, szukając systemów porządkowania 
według działów przedmiotowych, rozbijając przysłowia na ^gospo- 
darskie,'' „religynej'' ^roślinne," „zwierzęce** itd, i nigdy nie mo- 
gąc wynaleźć wyjścia z labiryntu. 

Posiadamy przeto uakoniec wspaniały thenaurm przy^slowi na- 
szych! Ile pożytku i rozkoszy znajdzie się dla każdego czytelnika 
z wertowania tej Ksi^i, niech zaświadczy każdy chociażby po pół- 
godzinnym z nią obcowaniu^ odczytując karty na wyrywki, Jlo tu 
jest czasami dowcipu, ito mądrości, ile wzorów zwięzłego a dosad- 
nego formułowania głębszej myśli i wiekowych doświadczeń! 

Ileż rysów człowieka dawnego, ile wspomnień dziejowych, ile 
pouczenia językowego i gwarowego! A wszystko tak proste^ tak 
doatępne i zrozumiałe, a tak blizkie sercu i umysłowi naszemu! 

Wołamy jednak z Byronem: ^Excelsior, ezcelsior!** Praca p. A,, 



r 



138 BtBUOGRAFjA 



to dojłierD, jak fiam oił powiada, podstawa i podwalina. Na tym 
mocnym fundaińeucie zbudować musimy gmaclt okazały i wspaiiiały; 
Kii^ga nio wyczerpała, bo nie moghi wyczerpać, całego zaeolm 
przysł łwi naezycłi; kryje aię icłi spora iłJŚć jeszcze w rękopisacli, 
któryt-li pan A, mieć w ręku nie mógł, pomimo bajeczną swą wy- 
trwalobó i zabiegli wość; buJB icJi jeszcze mnóstwo ponad połami 
i łabami wai nas^yclj; może drugie tyle, może dwa razy tyle? 

Zabierzmy sit; więc ochoczo do pracy zjednoczonemi silami, 
niecił każda dobrej wołi jednostka szuka, a pewno znajdzie albo 
takie przy sio wie^ którego w Kni^dzc niema, albo odmian k^ w niej 
znajdującego się, albo wreszcie trafniejsze wyjaśnienie od tego^ 
które podał p. A- Wisła z przyjemnością wydrukuje dopełnienia 
i w następnym już zeszycie zamieści sporą ich wiązankę, nadesłaną 
przez p. Niedzwiedzkiego i ks. 31 ark o w sk tego. 

Praca ta dopełniająca będzie z naszej strony dowodem naj- 
szczerszego uznania dla prawdziwie obywatelskiego czynu, którym 
pan Adalberg i literaturę naszą wzbogacił, i sobie zdobył zasłoioną 
aław^. 



Adolf Czerny Rfizne Hsty o Luzici, Feuilletony 
a drobne crty. {Lu^ne kartki o Łużycach, Fejletony i drobne 
szkice. Matice lidu, rocz. XXVIiI nr, 3 (bielący 165), Praga, 1894, 
str, 135 w 8-ce m. 

Okruszyny od większych atudjów, drobne artykuły, które nie 
weszły do akłudn obszerniejszej całości, dobrze znany nam i współ- 
pracownik Wiiiłj Adolf Czerny ułożył w jedną ksiąieczkę, a puściła 
w świat Matica lvflti^ od łat dwudziestu ośmiu istniejąca w Pradze, 
Sam autor ukazanie Bię książeczki uzasadnia we wstępie w nastę- 
pujący sposób; ^Wydaję tę gai*jSć drobnycli szkiców o Łużycach, 
poniewa?. nie mam nadziei, bym prędko znalazł możność wydania 
swych obszerniejszych studjów, lub wreszcie dzieła systematyczne- 
go o tym kraju słowiańskim i jego ludzie„. Szło mi przedewszyst- 
kim o odmalowanie ludu, jego bytu narodowego, charakteru, o przed- 
stawienie dążeu patrjotycznych^ myśli, prac, a zarazem o prawdzi- 
we odry sowa nie przeszkód i utrudnień, na które trafiają owe dąż- 
ności idealne, oraz o przedstawienie cierpień luiyckich wogóle; prze- 
to z mych szkiców luilyckich wybrałem tylko te, które charaktery- 
zują żywot łużycki albo pod względem patrjotycznym lub etnogra- 
ficznym, dotyczą położenia politycznego, stosunków z resztą Słowian, 
dąle^ giermanizacyjnycli itd...*" 

Pierwszy szkic opisuje „sakołę łużycką'' w Łuźycach Dolnych, 
której zwiedzenie autorowi pozos*tawiło żywe wspomnienie. „Byłem 
zachwycony— mówi p, Czerny — tym różnobarwnym, wdzięcznym 
obrazkiem, złożonym z drobnycli główek dziewczęcych, pokrytych 
wielkiemi kolorowcmi lub biatemi iapamu' tóą to chustki na glowę^ 
zawiązywane w uusterny sposób; dwa rogi łapy spłatają się nad 



DIBLTOGTIAFJA 139 



czołem, a koi^ce ich wiszą po bokach, albo (u lap różnobarwny r li) 
swobodnie, poruszając się przy każdym mchu gtowij, albo (ii htp 
żałobnych, białych, wy krochmalony eh) sterczą prostopadle na dół; 
pozostałe dwa rogi zakrawają szyje. Lapn nie codzień wiąże 
się na głowie; zabierałoby to gospodyniom zbyt wiele czasu- Przeło- 
żona twardym papierem, zawiązuje się na głowie raz na czas dłuż- 
szy. prz>T)iaa szpilkami, aby zawiązanie nie puściło, i zastęp nje po- 
tjTn czepiec- Rozwiązuje sic wtedy tylko, gdy już chusta pomięła 
fiic i potrzebuje wyprasowania/' Zacliwytu autora zapewne nie 
dsiolił ,.knjez hucabnik" albo „swl*^r" (pati uauczyciel), który mę- 
czy! biedne urocze dzicwczjjtka i chłopców niemczyzną, a i^n je- 
dynie zbawczy język dzieciom ,31ot'* (Spreewald) nie przychodził 
snadnie. Było to przed r. 1891, ;^dyż w roku ow>Tn nowe rozpo- 
rządzenie rządu pruskiego do szkół łużyckich dopuściło język łu- 
życki jako wykładowy. 

Przy tej sposobności p, Czerny kreśli krótkie dzieje gierma- 
nisacji szkól ludowych^ która w Łużycacli Dolnych była aroższą, 
aniżeli w Górnych. Autor aądzi^ że „uiepoalodnią przyczyną owego 
zjawiska jest ubóstwo krainy dolnołużyckiej; ubodzy Łużyczanie 
Dolni byli podatniej si, aniżeli ich bracia górnołużyccy, cieszący się 
stosunkowo dobrobytem. Główną jednak przyczyną jest różnica 
rządn*' (pruskiego i saskiego). 

Pierwsze ukazy giermanizacyjne pochodziły od Fryderyka 
Wilhelma I z lat 1714 i 1735; chciały one całko Tlicie wyłączyć ze 
szkół język łużycki. Zapomniano o nich na czas pewien za Fry- 
deryka IL Nielepiej było w Łużycacli Górnych; dopiero świt lep- 
szego obrotu datuje aię od pamiętnego adresu, podanego ministe- 
rjum saskiemu 2i5 lipca 1848 roku, Serbowie łużyccy żądali w nim 
równouprawnienia języka swego z niemieckim w szkole, kościele, 
w sądzie i przed urzędami. W Łużycacb pruskich, zwłaszcza Dol- 
nych, o najmniejszych ustępstwacli nikomu się nawet nie śniło. 
„W Hzkołach niemczono przemocą, język serho-łużycki wypędzano 
stamtąd biciem i karami pieniężnemi," — powiada Kórnik w Himrji 
afrhski€go narodu. Złe te stosunki w Prusiech po r. 1874 jeszcze 
bardziej się pogorszyły. Istotnie Niemcy, upojeni tryumfami we 
Francji, względem Słowian przybrali jeszcze bardziej bezwzględną, 
nawet nielitosną postawę. „W Prusiecli niema żadnego fundamen- 
talnego prawa szkolnego; w rzeczach szkolnych istnieją jedynie 
luźne rozporządzenia ministerjalne, a okrom tego ukazy pojedyn- 
czych dyrekcji okręgowych (Kegierung) dla okręgów tycbżo 
(Kegieruugsbezirke). Łużyce Dolne należą do okręgu frankfurc- 
kiego, część pruska Łużyc Górnych do lignfckieji:o. Do szkól doi- 
no-iużyckicb nie stosują się żadne rozporządzenia ministerjalne, 
ani żaden jakikolwiek ukaz zarządu frankfurckiego. Tutaj,,, w Łu- 
życacli Doluycli, — użalał się przede mną listownie nauczyciel pa- 
trjota, — rząd szkoły nasze poczytuje za niemieckie... Nie mamy pra- 
wa, ale gdy zajdzie rewizja, wszystkie dzieci serbo-łużyekie muszą 
umieć po niemiecku. — Innemi słowy: w Łużycach Dolnych gier ma- 



140 



BtBŁJOGRAFJA 



i 



nizacJM w szkole przeprowadza aic bez prawa, co właściwie znaczy 
tu samo, jak gdyby była przeprowadzana na podstawie prawa/' 

Autor powołuje ste tutaj na awój artykuł w Athrnafum (czes- 
kim. IV) p, t.: ,.0 giennaiuzacji i obeenym etanie Serlłów dołiio- 
hizyckicb/' gdzie na podj&tawie danycti StatifBiyki Serbów prof. dra 
Krnestfl Muki podaje, ie ,,w r. 1884 w Łużyeacli DołnycJi było 58 
osad parafjalnycli ze ezkołami eałkiem niemieekicmi, a tylko w 14 
osadacb używano przy iiance także ji^^zyka aerbo-łniyckief^o/' Wobec 
takiego smutnego atanu rzeczy, nakładem współpracownika Witłtf, ro- 
daka naszei^o. Alfonsa I^arczewskiego, wyszła w Budyazynie r. 1883, 
ułożona przez łl. Jórdana „Cy tanka, to jo pomoc za Łakielu kenz 
kść bzoz fiulskeje Imcby serbsko cytaiie (lazowaj'ie) nalinknuM"' 
(Czytanka, to jeat pomoc dla tych, którzy cłicą bez nauki szkolnej 
nauczyć sie czytania serbskiego). Skromna to ksi^iżerzka, na wpół 
łiterami gockiemi^ iiawpół lacińskiemi drukowanal 

Bardzo charakterystyczny jest pogłąd na sprawę zarządu 
szkolnego. Radca szkolny łignicki, Bock, wstępując na urząd swój, 
wyr;izil się: ,, Naród serbo-łużycki widocznie wymiera; przedłużaniem 
jogo konania nie robi mu się przysługi; lepiej będzie, jewli zgon 
jegu poniekąd się przyspieszy/' Bock nie wstydził się nawet prze- 
mawiać do nauczycieli w taki sposób: „Musisz pan pomagat^ przy 
grzet>aniu języka lazyekiegol" l^ezultatem tego było rozżalenie 
wśród hidn, 25 sierpnia 1883 r., 25-11 Łużyczan wyemigrowało ze Śle- 
pego do Tecbaau, gdzie wycbodźcy łużyccy założyli byli osadę 8er- 
bin. Jedna z niewiast na pytanie proboszcza, dlaczego opuszczają 
ojczyznę, odrzekła: „Tu nam się już nie podoba, wszakże tu obec- 
nie wszystko niemieckie; tam możemy pozostać tym, ezym je- 
steśmy.'' 

łjud rozżalony podał w grudniu r, 1880 petycję do luiniste- 
rjnm wyznań i oświecenia, malującą smutny stan szkolnictwa łu- 
życkiego. Ministerjum odpowiedziało, że rząd wealo nie myśli wy- 
pędzać języka łużyckiego ze szkól, ale interpelanci winni byli w tej 
sprawie odnieiść mIc do dyrekcji ligulckiej. ilozpoczęla się 
akcja w tej sprawie; na dązeuia łużyckie skierowały ogień roto wy 
gazety niemieckie, a na ich czele Schlexitche Zeitwifi. Walka trsv ała 
lat dziesiątek, aż wreszcie r, iStll w listopadzie dyrektor okręgu 
Hgnickiego był zmuszony wydać rezporządzenie, dopuszczające 
język serbo-łużycki jako wykładowy w szkolaeli 1 udowy cU (z wy- 
łączeniem arytmetyki). W Lużycacb Dolny cb zostało po staremu, 
bo dyrektor fninkturcki podobnego rozporządzenia nie wydaL 
Zresztą zła wola wykonawców rozporządzenia sprowadza dobro- 
czynne jego skutki do minimum. 

W rozdziale „Zgromadzenia (skJiadiowanki) studentów łużyc- 
kich** p. Czerny opisuje swój pobyt na podobnym zebraniu IL lił 
i 11 sierpnia r. 18!>0* Odbywało się ono w łlarcie w Saksonji, 
a zatym w Lnżycach Górnych. Wszystkich studentów było zaledwie 
czternastu, więc zjazd wyglądał bardzo en miniaiurc, ale tam wszyst- 
ko jest w drobnych rozmiarach. Sam narodek, cudem zachowana 
odrobina z ogromnej Słowiańszczyzny zachodniej, nadelbiańskiej 




BtllLJOaRAFJA 14! 



\ 



I pomorskiej, liuzy (wedlu;;' Stałtfsit^ki Muki) w obu Luźj^^cacli l6U,Otł7 
dusz, a poza prranicami oj czyżu y, jeBt ieli około 10,900 ^). Litera- 
tura rozwija sie w nader skromnycli ramacli, jeftt ona przeważnie 
ludowa^ bo lud jest czytelnikiem owych pism i mahiezkicli książe- 
czek, a garatkaintelt*(ieucji łużyckiej takzc ł ludu wyszła. A jed- 
uak mialuczkiego narodku interesy i sprawy iywo i goreje o zajmo- 
wały inteligicntufi młodzież jego. Zebrani pod przewodnictwem 
prezesa, studenta z Lip&ka, Mrozaka, rozpoczęli posiedzę ule od 
Lymuu narodowego: ^Hisće Serbstwo njezhubjene,'' poczym zdawa- 
no iłprawozdanie z czynności towarzystw studenckich, których jest 
kilka. Najncieszniej kwitnie „Serbowka ' w Pradze czeskiej, sto- 
warzyszenie wy Chowańców hiźyckiego seminarjnm katolickiego nu 
Małej Stronie, które zaloiył jeszcze w^ pizeszlyni stuleciu (172S r.) 
Jerzy Szimon. Karmelita praski; alumni jego, żyjąc wwód ruciiu 
narodowościowego słowiańskiego, wychowują si(j w duchu słowiań- 
skim; z nich wyszło bardzo pokaine fjjrono pracowników narodo- 
wych. „Sorabicum" w Lipsku składa sie ze studjującycli teologjł^* 
ewaugiolicką; jest ich niewielu; założone było jeszcze w i\ ITlti. 
Z innych stowarzyszeń zasługuje na uwagę „Socictas slavica Bu- 
dissineneia'* w gimnazjum w Budy szynie. Młodzież ta (j,^serbska 
i^tndowaea młodźina'') ma wspólne zjazdy dwa razy na rok: wio- 
senne, zazwyczaj na Wielkanoc w Budyszyuie, i letnie (walne zgro- 
madzenie) {i^dzieś na wsi, i to na pograniczu narodowości hiżyckiej, 
na zagrożonej placówce, ażeby na lud tameczny oddziałać. Wieś- 
niak, poglądając na gronko ludzi inteligientnych, którzy uie wsty- 
dzą si^ mówił- jego mową ojczystą, widząc przy tym połączone ze 
zjazdem przedstawienie amatorskie, lub słysząc koncert z pieśni 
kompozytorów łużyckich (Kocora i Krawca), „przeżyje,,, dzień, 
o którym z pewnością tak łatwo i prędko nie zapomni, a wspomnie- 
nie o dniu, tak spędzonym, jest mu pokrzepieniem w ciężkim po- 
łożeniu." 

Koznmie się, że oprócz narad na takim posiedzeniu nie brak- 
nie mów i śpiewania ^pieśni narodowych/' Naonczaa grano także 
dwie jednoaktówki, komedje, a raczej traszki, niewielkiej wartt*- 
ści, ale dość wesołe, a w międzyakcie młodziutka panienka sprze- 
dawała bukieciki na korzyść wydania zbioru dzieł poety łużyckie- 
go, Andrzeja Ze j lora, które istotnie wyszły w czterech tomach na- 
łćładem „uczącej się młodzieży serbskiej," Okrom tego młodzież ta 
w przeciągu lat 18T(i— 1881 wydaw^aia czasopismo be 1 6try styczne 
Lipa Serbska, a w latach 18Sj i 18SC iunc pod tyt,: Luliaki Serb, 



^) Wielu z nich nie zapomniało języka ojczyste*::o i żywo 
zajmuje się tym, co sfe dzieje w ojrzyźuie, W nr, 2 /.nzictf z r, b, 
czytamy list z Warszawy Jana Grcszki (zdaje się, szewca z rze- 
miosła), który po doluo-łużyckii ^urącu wypowiada uczucia swojo, 
zbudzone opisem uroczystości śpiewackiej w Bórkowacłi na Łuży- 
cadj Dolnych, 



142 EIBLJO&RAFJA 



W ustatnich ezaaacli i młodzież dolna-łtizyckn budzić eic poezyua, 

2 poczKtkawaaia jej podano 3>rośbę. ahy w giuiDazjum w Chociebużu 
wznowić wykiady języka dolno-tuKyekiu^^o» kt6i'o tam trwały w la- 
tach 1SÓ5 — 18(>7. Proaba skutku nie odniuóła; atąd biedne chłopcy 
uc2ą się języka ojczystego sami, a za ich przykładem poszli i wy- 
chowańcy semiuarjum nauczycielskiego w Starej Darbni, Młodzież 
dolno-tuźycka podjęła wydawnictwo poety M. Kósyka, bardzo zdol- 
nego, który obecnie przetiywa w Ameryce. 

Z rozdziału „Teatr łużycki i uroczyńtości śpiewackie** dowia- 
dujemy aię, ie rutlj narodowy w Łuiycach rozpoczął się około 
roku 1845, kiedy poczęto wydawać czasopisma łużyckie, założono 
„Macicę Berbfiką" i urządzono pierwszą uroczystość śpiewacką 
w Budyszynie na strzelnicy, 17 paidzicrnika 1845 r. Wtedy to po 
raz pierwszy odśpiewano hymny narodowe, których tekat napisał 
Zejler, a muzykę dorobił do nich Karol August Kocor, urodzony 

3 grudnia 1822 r, At do r. 1851 urządzono dziesięć wielkich uro- 
czystości śpiewackich, poczym nastąpiła przerwa dziewięcioletnia. 
Wznowiono je w r. 18 GO, Obecnie sędziwy Kocor znalazł następcę 
w młodym kompozytorze Bernardzie Krawcu. 

Pierwszy raz teatr luiŁycki grano r. lS62, co było głównie 
zaaługą młodziutkiego naoaczas poety, Jana Cieali, obecnie lekarza 
w Neweklowie. Dano na początek sztukę autora czeskiego Klicpe- 
ry, „RoUowin Czwororozny/' zapewne naiwna, jeśli spojrzjiny na nią 
z naszego stanowiska, ale przypadającą do prostodusznego usposo- 
bienia publiczności laiyckiej. Z czasem słabe te początki rozwinęły 
się, a lubo teatr łużycki jest li tylko teatrem amatorskim, budzi 
wszakże uczucia narodowe i doszedł jui do tego, iź przedstawienia 
dają amatorowie nie tylko w miastach, lecz nawet po wsiach, O stałej 
scenie Łużyczanie myślą na dobre i w budującym się domu Mati- 
cy znajdzie miejsce i sala teatralna, gotowa na usługi amatorów. 
Repertuar łużycki składa się z rzeczy tłumaczonych; niektóre 
przełożono lub przerobiono z niemieckiego, inne 2 czeskiego 
(KUcpery, Pflegra i Stroupe;i»ickiego)r jest w nim takJc i nasz 
Bałucki, mianowicie jego „Polowanie na męża.'^ Jako jedyną rzecz 
oryginalną podaje p. Czerny dramat historyczny Barty-Ciazinskiego 
„Na llrodźiśku'' (Budyszyn, 1884), który dotąd jeszcze nio był da- 
wany. Do tego trzeba dołączyć jeszczo libretto Andrzeja Zejlera 
„Jakub i Agata," napisano dla Kocora, które, zdaje się, dotąd 
takie wykonane nie było. Utwory dramatyczne drukują się albo 
w pismach łużyckich, albo też w osobnym zbiorze, wydawanym 
przez Mukę i Barta p, t,: „Serbska dziwadłowa zbgrka/' 

Pozwalam aobie przytoczyć ciekawy szczegół, charakteryzu- 
jący usposobienie ludu, z nicdrukowancgo artykułu J. E, Smo- 
lera*J: ,,Ai do najdawniejszych czasów Słowianie łużyccy uio czuU 



^) Oryginał znajduje aię u Alfonsa Parczewskiego, 



RtnUOORAFJA 143 



potrzeby widu^isk teiitraliiych; naodwr<Jt granie aztuk dramatycz- 
oycli lub chodzenie do teatru poczytywano za ,,njekazanstwo/' tj* 
za coś nieprzyzwoitego, sprzęci wiającł^go sił^ dobrym obyczajom, 
i itąd przedstawienie sceniczne nazywano po prostu ,,kcklija/" tj. 
kuglaratwo, aktora zaś kup;^larzem („keklor"). Wielu nawot poczy* 
tywalo to za bezbożność (,,bjezbozuo8ć"). Przesąd ten wzjsrlĘdem 
teatru w roku 1853 poniekąd zachwiany został. W roku tym ów- 
czesny na&t^jpca tronu saakie^o (obecnie król), Albert, który w Bu- 
dyszynie stał był jako major ze swym wojskiem i tam pobierał od 
J. tl Sniolera lekcje języka ecrbo-luJiyckiego, żenił się z księżnicz- 
ką Karoliną Waza, Od Łużyczan aaskich na dzień ślubu przybyła 
do Drezna pod przewodnictwem Smolera liczna deputacja^ skła- 
dająca aię z wieśniaków łużyckich, aby dostojnej parze w języku 
własnym zloiyć powinszowanie i, podobnie jak wszystkie inne de- 
putacje, dnia tego otrzymała od wielkie i^o marszałka dworu królew- 
skiego bilety na widowisko galowe, mające wieczorem odbyć się 
w teatrze. Wszelako członków deputacji do pójścia na przedsta- 
wienie niepodobna byłoby nakłonić, gdyby nie to, że na szczęście 
grano operę Tytus ^ więc teź Smole r, znający ją dobrze, móg! opo- 
wiedzieć rodakom swoim treść sztuki, jako przedstawienie zdobycia 
Jerozolimy przez Rzymian, przy czym przełożył im, że w operze 
mniej więcej zobaczą to, co w szkole o tym wypadku słyszeli lub 
czytali. A ponieważ użył przytym pewnych pobudek religijnych, 
dali się wkoncu namówić i poszli do teatru. Tam znajdowali się 
jako prawdziwie pobożni słucłiacze i opuścili teatr z pewnym za- 
dowoleniem, 12 dla uspokojenia sumienia mogli sobie powiedzieć, 2e 
w sztuce owej nie spostrzegli ani śladu ,,njekazanstwa,'^ Fo po- 
flfTocie do domu opowiadali to, rzecz jasna, całemu światu i przez 
to przyczynili się do znacznego złagodzenia przesądu ludowego 
względem teatru. Spostrzeżono w ludzie niejaką chętki^ do cho- 
dzenia do teatru, gdyby tylko grano sztuki w języku łużyckim, 
ale by grać samym, na to Łużyczanie odwa;*yć się jeszcze nia 
mogU.'* 

Jaki to ciekawy szczegół do psychologji ludów ejl 
W rozdziale ,,W okolicach Muiakowa, przyczynek do pozna- 
nia dążeii giermanizacyjnycb w Łuiycach/' autor podaje bardzo 
ciekawe spostrzeżenia, zrobione na miejscu za swego pobytu tam 
w r 18£n. Mui?.aków (po nicm. Muskati) leiy na wschodniej gra- 
nicy narodowości łużyckiej i zarazem na granicy pomiędzy Luzy- 
cami Górnemi i Uolncmi. Po wsiuch mówią tutaj djalektem, sta- 
nowiącym mieszaninę górno-hiiiyckicgo i doluo-lużyckiego z nic- 
klórcmi osobliwościami gramatycznemi i leksykalnemi, przypomina- 
jącemi języki czeski i polski. F. Czerny znalazł tu wiele smut- 
nych rzeczy, dających dowód zaciekłości, z jaką Niemcy wtarają 
się giermauizować lud słowiański, W mieście Mużakowie jest na 
3,000 mieszkańców tylko ^00 Serbów łużyckich, ilazem z i 3 gmi- 
nami okolicznemi mają oni kościół ewangielicki, w którym od ro-» 
ku 1889 tylko co drugą niedzielę jest kazanie łużyckie, i to tylko 
po ekończeniu nabożeństwa niemieckiego. „Jest to pierwszy krok 



i 



144 B1BLJOGRAFJA 



do usuni^ria nabożeństwa ńer leskiego; nkiłro umrze obecny pastor. 
Niemcy poetariijtj i^it;, iil)y miejsł-e Jcf^o ybsackić Niemcem, piTCZ 
en tutaj nabażcństwcł serbskie uataloby calkawicie," 

Szkoła także filiiźy za iiavzeilzie ^ici-raanizacji. We wńL Bni- 
nojcacii nauczyciel aamo wolnie zakazywał dzieciom cliodzić tło szko- 
ły w ubiorze narodowym, dziewczł^toni nawot złljcicral rzepce 
(^jhawl>y") z głowy. Zniemczenie wsi postępy i'ol>i wcale nicnciesz- 
m?. Naodwrót, we wsi Zagorje (na połnduio- wschód od Muźako- 
w^a) dzieci dobrze się trzymajfi, a szkole udało sie zaledwie te^o do* 
piąćj że do niej nie przyeliodzą w ubiorze nanidowym, który dla 
dzieci pozostał strojem ^Świątecznym. W całej wsi jeiit tylko dwoje 
Kiemców: żona nauczyciela I karczmarz, ł,Tego ostatniego dzieci 
juz sie zscrbszczyły!'' 

We wsi Jabtnueu (na wscliód od Mużakowa), przez intrygę 
plenipotenta KUliia, do paralji słowiańskiej wpakował się pastor 
niemiecki, po nim drugi, a obecnie już trzeci. Wyniki tego SJI 
łłardzo smutne, cboeby ze stanowiska religijnego. ^Lud z Jabłoń ea 
i wsi, należących do paraf ji, narzeka na te stosunki: ludzie starsi, 
ponieważ nie rozumieją dobrze po nleniiecku, jui od wielu lat 
nie chodzą do kościoła, aczkowiek Łużyczanie odzuaczają się 
szezególn;^ pobożności:^. Pewna kobieta ua zapytanie, czy ro- 
zumie kazania niemieckie, odpowiedziała: ^Tak. rozumiem: kiedy 
pastor powie ^amcn,* wiem, że to koniec." Inna, prawie dziewięć- 
dzicsięeioletnia staruszka, opowiedziawszy mi, że od 1 października 
1891 V, nie wolno w kościele nawet opiewać ze śpiewników serh- 
skich, pytała mnie ze łzami w oczach: „Ależ, panie, czy ta mowa 
serbska musi ziiiknąe? Taka piękna mowa!'^,,'* 

Dalej p. Czerny rozważa „Siady Kywiolu łużyckiego w okoli- 
cach zniemczonych.* Widzi je naprztłd w nazsvach topograficznych, 
aczkolwiek Niemcy niesłychanie je poprzekręcali. Tak Malin prze- 
rolłili na Melden, Bóżcmysl na llademeuseh „Pierwotne nazwy sło- 
wia/iskie znacznej części wsi poniemczonycb żyją dotąd w ustach 
ludu na pograniczu narodowości łużyckiej. j>aje to znakomite 
świadectwo o konserwatyzmie ludu; nazwy urzędowe oddawna wą 
niemieckie (albo przekręcone nazwy słowiańskie, iilbo wierne lub też 
liche irli przekłady), zniemczeni obywatele tyeh wiosek używsijn 
jedynie nazw urzędowych, ale Łużyczanie pograniczni dotychczas owe 
wsie mianują starem i, czysto slowiańskiemi nazwami. 

ł^odobnie rzecz sic ma z nazwiskami rodowemij lubo i tu 
przekręcenie bywa aż karykaturalne. I tak z j,Krawr." powstało 
„KrautstUck." Często nazwisko niemieckie jest tylko przekładem 
serbskiego, tj"^'^^ "F- każdego „Lehmanna" możemy śmiało poczy- 
tywać za potomka serbskiego „Wićaza.'^ 

Ciekawe są szczątki języka serbo-lużyc kiego 
w nieraczyiJnie, Ponieważ rozdział ten już był drukowany 
w Norodnich Halach (m\ 27 S Z iSiH i\), przeto dawał o nim sprawo- 
zdanie Kalał Lubicz w Wiśle (Y, ŁH>9). I*rzypoiuiuamy tylko, że 
podniesiono tum bardzo ciekawy zwyczjij „da^ Zemiłcru/' którego 
charakter i nazwa (od campae — pol< eapae się, wlec się) rzucają 



BI6LJO0BAPJA 146 



i^wiatło na uasz ,,comber," pokrewny „włóczę bnemn'' na Podlaiin. 
Pozwalamy aobie tylko przytoejcyć koniec rozdziału, który Lnbicz 
pominął. 

^l tak spotkasz g£ę niekiedy z iywemi pamiątkami 

przeszloaci łużyckiej-,. Jedną z nich poznałem w Komoro- 
wie, proboBzcza Kózlika, W zadymionej izbie siedział starzec osiem- 
dsiefiięcioletui: za gęstcmi kłębami dymu tytuniowego ledwiom go 
dojrzał w starym fotelu, starca wynędzniałego, nad grobem*.. Obraz 
obumierającej w tych stronach serbskości*.. Muka opowiada o sta- 
ruszce dziowicMziesJęeioletiiieJ, którą zastał w wioaee, gdzie było 
jeszcze czternastu ludzi serbskich! Czternastu, w r. 1884,.. 
Staruszka była slepa, patrzała tylko w swoją przeszłość, w swoje 
lata dziecięce, gdy jeszcze giermauizatorowie w jej wsi rodzinnej 
muBteli walczyć z iywiołem łużyckim. Gdy ją odwiedzili Muka 
z Parczewskim j nie mogła się nadziwić^ ie ktoś jeszcze umie po 
serbsku. Sądziła, ie jest ostatnią, która jeszcze po serbsku rozu- 
mie, i opowiadała potym, jakiemi drogami i środkami za jej lat 
młodych Serbstwo w jej wsi rodzinnej zabijano,.. ^To nie jeat 
wola Boża," — mówiła. Tak, nie jest i nie była, ale trzeba widzieć, 
jak tam „słudzy Boży* przeciwko woli Pana swego pracują. Pierw- 
szym giermanizatorem we wsi (mówię o Łuiycacb Dolnych) jest 
zazwyczaj pastor; po nim idzie nauczyciel, który jest mu podległy. 
Są wprawdzie rzadkie wyjątki, ale niestety tylko... rzadkie!" 

Następuje rozdział Dwójka muzykantów, opowiadanie o dudziarzu 
Boli i skrzypku Szustrze, przyczym są ciekawe szczegóły o mu- 
zyce ludowej łużyckiej. Zajmująca jest wiadomość o starych nu- 
tach, stanowiących zbiór tańców narodowycli, oraz pieśni, które 
przy nich śpiewano, Łużyczanie bowiem, podobnie jak Słowianie po- 
łudniowi, przy taucu śpiewali, co obecnie wyszło już z użycia. Nu- 
ty należały do muzykanta Mikołaja Krala z Ciemieric pod Budy- 
szyiiem. Pamięć owego słynnego muzykanta żyje jeszcze pomiędzy 
ludem, Kral urodził się r. 1792, a zakończył żywot młodo w ro- 
ku 1812, zginął bowiem gdzieś na wojnie w Rosji^). 

Trudtwści ifti«r<3C3a malują w kilku obrazkach przykre zawody, 
które spotykają człowieka, udającego się z najlepszemi chęciami 
i nadziejami pod strzechy słomiane na połów pieśni i melodji. 
W Smicczkecach stary skrzypek (husler) Mużik nie chciał mu grać, 
pomimo obietnicy zapłaty, ponieważ obawiał się, aby jego „reje** 
nie dostały się innym grajkom. Podobnie postąpił sobio Petac we 
wsi dolno-łużyckiej Drejcach. W Trzelnie dziewczęta śpiewały zbie- 
raczowi pieini, ale przerwał tę robotę nadeszły nagie ojciec^ który 



^) O muzyce ludowej łużyckiej p. Czerny pisał w Uił. Mad* 
Serb. p. t.: „Narodne Hłosy lużisko-serbskich pźsni" (1S88, jeat 
i osobna odbitka), oraz w WU/e (V, od ddl), p. t.: „Za pieśnią łu- 
życką, notatki z wędrówek po Łużycach." Zob. także Witlę^ III, 
701 i IV, 243. 

Wisła L IX M4MZ.1 i0 



146 BIBLJOGHAFJA 



zakazał śpiewania, gdyż było to w Diedzielc po południu, W Par- 
CDwie uprzejma staruBzka nie chciała śpiewać z powodu, że byłoby 
to dla niej grzechom: jutro może umrzoó, a dziś miałaby śpie- 
wać pieŚDi woHołe! 

Charakterystyczne jest to, jakiego strachu napędził p, Czer- 
ny we wsporanionym jui Trzelnie, gdzie odry&owywal stare stodo- 
ły i obory. Właściciel z trwogą patrzał na improwizowanego ry- 
sownika, w którym podejrzewał urzędnika pruskiego; obawiał ftie 
bowiem, że mogło to pociągnąć za Bobą rozkaz zburzenia starego 
budynku. Przypomina to przygodę, jaką miał w Hośoi przed dwu- 
dziestu kilku laty znany zbieracz pieśni i melodji poludniowo-sto- 
wiaiiskich, Fr. Ks. Kuchacz. Częstował on w karczmie całe grono 
wieśniaków, którzy mu pieśni śpiewali. Zaptija (żandarm) turecki 
spoglądał podejrzliwie na zapisującego melodje i tekst zbieracza. 
Patrząc nań z podcłba, zapytał o pasport, ale ten był w najzu- 
pełniej szym porządku. „Strzeżcie się, — mówił po clcliu, — wszystko, 
co ten jegomość zapisuje, będzie wiadome w Stambule." W jed- 
nej chwili całą karczmę jakby kto wymiótł. 

Rozdział Karczma iuiycka stanowi zajmujący obrazek. W karcz- 
mie takiej piją wódkę (paleiic) i czarne piwo zwyczajne (jednore), 
O zamiłowaniu wieśniaków łużyckich w piwie pisze już Abraham 
Frencel około r, 1700. Jego rękopis Huioria^popuU tt ntuum Lu- 
$atiae »uperiona wydrukował dr, E. Muka w Cas. Mać. Serb. {1882, 
od 3 i), W jednym miejscu Frencel tak powiada: ,, Gospodarze 
i czeladź idą wieczorem, zwłaszcza w niedzielę i święto, do karcz- 
my na piwo* Niewiasty i dziewczęta, skoro oprzątną bydło, przy- 
chodzą póiniej za niemi i stoją przy drzwiach. Mężowie wołają je 
i częstują piwem. Kobieta lub dziewczyna bierze piwo i przy pij a 
do flwycli towarzyszek- Nakoniec powraca do mężczyzn i przypija 
do tego, który jej piwo „szynkował," przy czym odwraca się do 
niego tyłem. Potym idzie znowu do innych kobiet i czeka na nowy 
poczęstunek, W nocy każda kobieta odprowadza swego męża do 
domu. Dziewczęta odchodzą albo same, albo w towarzystwie swo- 
ich kochanków.,. Karczmarz wszystkich wchodzących wita poda- 
niem ręki i daje im upić ze swojej szklanicy. Za to ma prawo odpić 
z każdej szklanicy, którą gościowi naleje i przyniesie. To samo 
prawo mają i ludzie jego, którzy go przy nalewaniu zastępują. 
Pochodzenie tego zwyczaju Frencel wykłada w następujący spo- 
sób: Dnia 3 września ItiU r. król czeski Maciej przybył do wsi 
Btidystec, udając się do Budy szyna dla przyjęcia hołdu od stanów 
łużyckich. Wójt krajowy z drużyną w poczcie około 500 szlachty 
wyciągnął na spotkanie króla aż do Budystec, tamże racla miejska 
budyszyjiska wysłała dla króla i drużyny na powitanie kilka beczek 
piwa* Król wstąpił do Budystec i tutaj obiadował w ogrodzie 
karczuiarza; przy stole modlił się proboszcz miejscowy. Na odjezd* 
nyui król zażąiiuł od proboszcza i karczmarza (który byt zarazem 
rychtarzem, tj. wójtem), aby za usługi swoje poprosili o jaką łas- 
kę. Proboszcz bez długiego namysłu prosił, aby odtąd w kościele 
budyateckim Komunję wolno było dawać pod obiema postaciami. 



i 



I. 



I 



BIBLJDOUAFJA 147 



Ale karczmarz, zakłopotany i zdumiony, nie mógł wpaść na żadną 
myal i mOczał. Skoro po odjeździe króla przyszło mn na myśl, 
o co miał prosić, pobiegł za królem i pędził za nim i za drużyną 
jego ai do wzgórza pod Kaszo w em. Świta króla zwróciła jego 
nwagę na biegnącego karczmarza, mówiąc żartem, ic zapewne Icpi 
po niezapłacone tatary. Król stanął i kazał mówić karczmarzowi. 
Ten cały zadyszany mówił; „Muszę miaatu sprzedawać jego drogie 
ptwo, a nie mam nic z tego; proszę więc, niech Wasza miłość raczy 
mi dać prawo, abyra z każdego kufla^ który gościom naleję, mógł 
napić się pierwszy." Król z uśmiecłiem udzielił mu prawa, o które 
prosił. Z czasem zwyczaj ten przejęli od karczmarza budysteckie- 
go wszyscy inai karczmarze serbo-łużyccy; nazywają to „prawem 
rtfchtarskim altiO górskim." 

Po tej anegdotce, która wygląda na próbę tworzenia baini 
paeudo-historycznej, p, Czerny ze swej strony dodaje uzupełnienie 
z obecnych zwyczajów. „Zato goście wobec karczmarza mają pra- 
wo oa bezpłatny dodatek wybornego napoju, z którym rozstają 
Bię z trudnością. iSkoro gość zapłaci swój rachunek, ma prawo 
żądać od karczmarza „świętego Jana" — łyku na pożegnanie.'* 

To picie ,,świętego Jana" na pożegnanie pozostaje zapewne 
w związku z tym, co pisze dr. Zibrt w pracy , glisty z Óesk^cli 
dijin kulturnich*' w artykule „Truńk 8V. Jana o svatbż" (str. 7B 
i 80 1). 

Dalej p, Czerny ciągnie wzięte z Freuda opowiadanie o zwy- 
czajach karczemnych: „Zajmującą jest rzeczą, jak areopag wiejski 
dawniej przy najważniejszych procesach pamiętał o swoim gardle. 
Ryclitarz i starsi przez cały czas sądzenia mogli „pić piwo na 
koszt winowajcy." Piwo, tak wypite, nazywało się „piwem kar- 
nym** (khostauske piwo)* „Gromada" wiejska, która sądziła, skła- 
dała się ze starszych, doświadczonych sąsiadów, którzy zaiste mieli 
i w piciu czcigodne doświadczenie i porządne wyó^nczenie," 

Ciekawy jest jeszcze i inny zwyczaj: „W niektórych wios- 
kacłi (up. w Nowosilicach) obywatele sami po kolei („po rjadn") 
kopią grób, gdy kto umrze we wsi, i również po kolei dostarczają 
wozu i zaprzęgu do pogrzebu. Zato ten, kto ma nieboszczyka 
w domu, a któremu właśnie współobywatele wyświadczają ową 
usługę, płaci talara do wspólnej kasy. Pieniądze, tak zebrane, po 
Nowym Roku przepijają w karczmie, i to jest t. zw- „por jedne 
piwo." 

Kozdział ten kończy się przi/piikamiy tj, toastami, terażniejsze- 
mi i dawnemi. wziętemi z Frencla, O ile one eą w związku ze 
zwyczajami niemieckiemi, sądzić nie będziemy, a zajmujących się 
tym przedmiotem odsyłamy do dwóch prac niemieckich, mianowi- 
cie Schultzego Geschichtć deni Wtim und der Tringelage. Ein Beitrag ztit 
allgemeinen Kultur- uiui Sitltngt^chiehie (Lipska 18(37} i Ad. Freybogo 
ZHgc deuinchtr Siiie und Gesinnung, (GUterslob, 1888). 



^ 



^) Zobacz w recenzji tego dzieła, Wi^ia, V, 668. 






148 BIBLJOOBAFJA 



Rozdział p, t,i Htja, drukowany już przedtym w Nufudnkh li- 
itach (nr- 257 z r. 1891), podała w streszczeniu WUla (VI, 9 17) 
w pOBZTikiwaniach o Kuli. Dalej idzie Bolt sedie^ko i boża 2omó, od- 
mianka, a raczej skrócenie rozdziału z pracy o htntach mitycznych StrUw 
lu&yckich^ którą podajemy sami w przekładzie, P, Czerny wtrącił 
tylko przekład prześlicznego wiersza Andrzeja Zcjlera, w którym 
poeta (w r. 1823) kaie bożemu sedleszku płakać nad wymieraniem 
narodowości iniyckiej. 

Rozdział Czech^i i Czesi w pedantach iuiyckick budzi interes 
1 w naszych czytelnikaeb, aczkolwiek więcej zajmowaó będzie ro- 
daków p. Czernego- Związek Łuźyc z Koroną Czeską trwał prze- 
szło trzyfita lat, stąd musiał zostawić ślady i materjalne i moral- 
ne. Podanie o śpiących rycerzach w górze Blanickiej przeszło 
i do Łuiyc^ gdzie ta góra nazywa się Plonicką, podobnie jak zna- 
lazła się ta sama góra, jako Bładnicka i Blamcka, n naszych Szlą- 
zaków i górali*), W pieśniach ludowych Czechy i Praga wynu- 
rzają się na oznaczenie krainy dalekiej- Pomiędzy przysłowiami 
scrbo-lniyckiemi znajdujemy jedno i nas się tyczące, mianowicie: 
^To 8u moje Ćechi a Lechi," co znaczy: to jest moje wszystko, 
a jak Jun^hanel, zbieracz owych przyslowi, zmai'ly r. 1809, wy- 
kłada: „Das ist mein ganzor Ein- und Ausgaug" *). 

Rozdział powyższy zamyka bardzo ciekawe i charaktery- 
styczne podanie, któro autor słyszał od starej Magdaleny Mierciu- 
kowej w Wojerecach (w Łnźycach pruskich), a które dla swej ory- 
ginalności przytaczamy w całkowitym brzmieniu- 

„Po wielkim morze w Narciu (tak opowiadała Mierciukowa) 
przybyli tam na jedno gospodarstwo trzej ludzie z Czech: dwaj 
bracia i siostra* Od tego czasu gospodarstwo to nazywało się 
^Czechec" (tj, Czechów), Jeden z tych braci nazywał się Honzik^) 
i ten jjWBzy&tko widział w widzeniach." Pewnego razu, gdy ludzie 
szli do kościoła, mówił: „Tam, gdzie Bretniczanie chodzą do koś- 
cioła, zjawią się takie czerwone domy, a te będą miały tyle i tyło 
okien," A ludzie nie chcieli mu wierzyć i przeczyli mu: „Uouzi- 
kn, ty nam nic mów tego, ty tego wiedzieć nie możesz/' Na to 
odpowiadał: ,,Ty nie będziesz tutaj i ja także nie, ale to się sta- 
nie/' I widzicie (dodawała Miercinkowa): to się epelniłoj teraz stoją 
tam nowe budynki z cegły i dworzec kolei w Wojerecach, który 
ma tyleż okien,— A Houzik powiadał dalej: „Skoro się to stanie, 
wtedy Indzie nic będą chodzili do kościoła na słowo Boże, ale 
z pychy, aby pokazać ubranie swoje. Pójdą do kościota^ a po ścież- 
kach kościelnych przewracać się będą. Skoro się to stanie, Wojcrece 
będą sięgały az do Nydei, a wtedy będzie bardzo źle na świecie.'' 
I znowu mu ladzie nie wierzyli i ktoś mówił: ,,llonziku, ty nam 
nie powiadaj, ty tego wiedzieć nie możesz,*' Na to on odpowiadał: 



*) Zob. Wlad. Werylio, Śpiący r^ctitze ( fFU/«, lit, S49), 
*) Ćasop, Mać, Serb., 1882, 52. 
») Tj. Janek* 



r 



BIBŁJOGBAFJA 149 



,,Ty nie będziesz tutaj, i ja tu takie nie będę, ale to się etanio." 
I widzicie (dodawała znowu Miercinkowa): naprawdę ludzie, idąc 
z kościoła, poczęli najpierw za grosik kupować sobie gorzałki, 
a teraz wielu po nabożefistwie upija się do utraty zmysłów. Nako- 
nlec przepowiadał, źe pańszczyzna ustanie. Ale już temu nikt nie 
ehciał wierzyć: „No, choć wszystko będzie prawdą, to jednak nie. 
My panom muaimy wszystko zrobić: zorać, zasiać, zżąć, na sypkę 
zloiyć, i to panowie pozwoliliby sobie odjąć? Honziku, tego nam 
nic gadaj!** Na to Honzik: „Ty nie będziesz tutaj i ja takie nie, 
ale ta dziewczynka może tego doczekać/' I wskazał dziesięcio- 
letnie dziewczątko, które właśnie szło z ludźmi do kościoła. I pa- 
trząjcie (kończyła moja opowiadaczka): to dziewczę doiyłc stu 
trzech lat i doczekała wszystkiego, co ów Czech przepowiedział!" 
Czyi nie charakterystyczne podanie o takiej Kasandrze wiejskiej^ 
która złowrogie skutki postępu cywilizacji przepowiada! 

W rozdziale Łuiyce w Ameryce dowiadujemy się szczegółów 
z dziejów emigracji serbo-łuiyckiej. Rozpoczęła się ona r. 1849 
wskntek rozterek religijnych, które wszczęły się około r* 1846 po- 
między Scrbami-ewangielikami w okolicach południowo-wachodnieh 
Łuiyc Górnych pruskich. Nastał naonczas ruch staro-luterski, i wielu 
gorliwych wy&tąpilo z kościoła unickiego (unja z kalwinami), po- 
wstawały osady Btaro-luterskie, i wszczynały się spory i niesnaski 
pomiędzy stronnictwami, co odbiło się na masowym wycljodztwjc. 
Buch Btaro-lutcrskl razem z gorączką emigracyjną przeszedł do Ła- 
zy c Górnych aaskicli, gdzie nowe pojęcia religijne zapuściły korze- 
nie w okolicach miasta Wósporka i wsi Hrodziszcze i Bukec. 
Stamtąd pod przywództwem proboszcza wósporskiego Kaplcra wy- 
szli pierwsi emigranci do Australji, i tutaj Serbowie razem z jedno- 
wlercami niemieektemi osiedli w Angarsparku pod Adelaldą i koło 
Betanji pod Mclburnem. Za niemi poszło jeszcze kilka wypraw do 
Australji, tak, it obecnie, według obliczenia Muki, znajduje się tam 
około 1000 Serbów łużyckich. Pomieszani z Niemcami nie dawali 
początkowo znaku samodzielnego życia narodowego, jednakże w pis- 
mach bywały listy w Australji, zamawiano książki religijne i cza- 
sopisćima serbo-łużyckie, co dowodziło, że pojedynczy wychodźcy 
nie zapominali o swoim pochodzeniu. Nie było tam jednak czysto 
serbskich osad, któreby miały nabożeństwo i szkołę w języku na- 
rodowym* Bez Hladu znikły rodziny serbo-łużyckie, które w owym 
czasie z okolic Rychwałdu przeniosły się do Rosji. 

Inaczej wyglądają osady serbo-łużyckie w Techasie w Ame- 
ryce; zachowały one swój charakter narodowy. Początek dało im 
r, 1853 wyemigrowanie 30 mniej więcej staro-luteranów z Łużyc 
pruskich, a zaraz r. 1854 za niemi ruszyło prawie 600 ataro-lute- 
rauów z Łużyc Górnych pruskich i saskich. Wodzem tej drugiej 
wyprawy do Techasu był pastor Jan Kilian, który r. 1855 podał 
był wiadomość o losach emigrantów. Wyszli oni z kraju, pędzeni 
pragnieniem wolnoj^ci myślenia, zaopatrzeni w środki materjalnt\ 
W podróży data im się we znaki cholera, której ofiarą padło 81 wy- 
cbodieów. Uciążliwa podróż, kwarantanna wyczerpały środki naj- 



^^. n 



i 
i 



160 BIBLJOOH4TJA 

zamoMejszych einigrJintów, Dopiero w połowic lutego 1856 roku 
młynarze: Karol Wieiaz zDubego i Jan Dub z Brus, zakupili w Tu- 
ełiaaie 4,000 akrów, i na nich powstała osada Serbin z kościołem 
i szkołą^ jako centrum osad aerbo-Iuźyckich w Ameryce. Oprócz 
Serbina są tutaj jeszcze cztery osady łużyckie: Giddinggweuden 
w okręgTi Lee, West Yewa w okr. Anstin, Warda w okrijgu Fayette 
i Burleaon w okręgu tegoi imienia. Wszystkich tych osadników 
jest od 3,000 do 3,500- Pozostali oni wierni językowi ojczystemu, 
utrzymują stosunki z rodakami w ojczyźnie, w kaidcj osadzie maj^ 
osobny kościół, a wszystkie dzieci posyłają do szkoły w Serbinie. 
W szkole tej językiem wykładowym jest eerbo-łużycki, a nadto 
dzieci uczą mą jeszcze po angiełsku i po niemiecku, „Taka szko- 
ła — mówi p. Czerny — w Łuźycach jeat snem niedościgłym! Gorz- 
ka to ironja losu: jedynie za morzem Serbowie mają to, do czego 
najlepsi synowie ojczyzny w domu prawie od stulecia nadaremnie 

Pastor Jan Kilian umarł, rażony apopleksją, IS września ro- 
ku 18S4, w 74 roku życia. Po jego zgonie stosunki się pogorszyły, 
zabrakło pastorów, i tylko Serbin ma duchownego i nauczyciela, sy- 
nów Jana Kiliana* P, Czerny gorzko odzywa się o tych pastoracłi 
łużyckich, którzy idą do osad niemieckich, dla większej płacy, po- 
zostawiając braci rodzonych bez pomocy duchownej. Nie oszczędza 
nawet znanego poety dolno-łuiyckicgo Mata Kóayka, który, zamiast 
działać między rodakami, zajmuje stanowisko pastora w osadzie 
niemiecko- fryzyjski ej WellBtmrgh, w stanic Jowa. 

P. Czerny podaje wyjątki z opowiadania o życiu Serbołuży- 
czan w Techaaio, które Kósyk ze słów pastora Urbana posłał do 
Luzicif (1S34, B\}). Powtarzamy jo za p, Czernym: „Serbowie w Te- 
chasie zachowują wiernie stare obyczaje i zwyczaje, zwłaszcza przy 
weselach, chrzcinach itd. Tak np. stało obchodzą wielkie święta 
przez trzy dni, a trzeciego dnia z pewnością nie zapomną iść do 
sąsiada na ^wielką kiełbasę'' i na rozmowę. W niedzielę wieczo- 
rem schodzi się młodzież ze staremi, i tu swobodnie płyną wspo- 
mniema o starej ojczyinie, o jej doli i niedoli. Kto umie, opo- 
wiada stare baśnie o południcach, lutkach (karlikach), żmijach 
(smokach), dzildm Iliarnacie itd. Nakoniec wszyscy zabierają się 
do śpiewania „kierluszów'* (pieśni kościelnych) z ^ Spćwarskiego 
wjcsela" przez patrjarcho Kiliana (Budyszyn, 1358). Najchętniej 
śpiewają kierhisze: , Niebiosa wiszą pełne chmur/ „Dobre dary na 
ziemi,** „Pójdi, serce, i raduj się," „Pochwalone bądź, kwiecie nasze,** 
i „Łódź po morzu jedzie nasza.,,'' Ku koficowi zawsze brzmi pieśń: 
^Gdy widzieć się będziemy," pieś/i, którą niegdyś starzy wychodiŁ- 
cy dawali ojczyźnie swojej ostatnie „bożemje" (pożegnanie). Star- 
com owo „bożcmje" żywo stoi przed oczyma, a młodzież w tej 
cliwili odczuwa to, co wzrusza serca starców i starnszok„. Mową 
ich jest ciągle jeszcze miły, stary, ojczysty język serbski, który 
brzmi w kościele i w domu, Ale podobnie jak w Lużycach, tak 
i tutaj niektórzy „znakomitsi** Serbowie zniemczyli się i nawet koś- 



i 



t 



I 



BIBŁJOORAFJA 151 



ciołek sobie wyetawili." P. Czerny dodaje, ie tych ostatnich 
w Serbinie liczą tylko 50. 

Rozdziały Ojciec słatahiifki (Dobrowaky) i iSuiyctf i O obecnej Hłe- 
raturze iuiycHeJ mają treść, należącą do dziejów literatury, dlatego 
je tutaj pomijamy. 

Tak więc w małej i skromnej książeczce p» Adolfa Czernego 
zaale^liiSmy tyle matorjalu etnograficznego i folldorystyczuego, któ- 
ry staraliśmy się wydobyć i podać w streszczeniu dla poiytkn czy- 
telników WUiy, zajmujących się, jak nie w^ątpimy, losami i stanem 
tego drobnego szcz^^tku wielkiej niegdyś, a nam tak blizkiej Sło- 
wiańszczyzny zachodniej, pomorskiej i nadelbiańskiej. 



BfonUłati^ Grahow^ku 



L I Kraszewski Wybór pism. oddział X. studja 

i szkice literackie, poprzedzone wstępem krytycznym i opatrzone 
spisem chronologiczn^Tn dziel autora przez Piotra Chmielowskiego, 
Warszawa, 1895, str. 960, w 8-ce. 

Wielką oddal przysługę piśmiennictwu naszemu p, Chmielow- 
ski odgrzebaniem z mnóstwa dziś zapomnianych roczników dawnych 
czasopism z półwiekowego okresu rozpraw literackich Kraszewskie- 
go i zebruiieni cenniejszych asoich w jedną całość. W wydaw- 
nictwie p- n*; „Wybór pism,** oprócz utworów powieściowych i dra- 
matycznych, obejmujących 7 oddziałów, ogłoszono „Kartki z podró- 
ży** w oddz, VIH-ym, , Zarysy społeczne" w oddz. IX-ym i naresz- 
cie prace kry tycz no -literackie w X-yra, który jest już ostatnim 
z całego zbioru. W obszernym wstępie zastanawia się Chmielow- 
ski nad rozwojem pojęć i poglądów literackich Kraszewskiego, wy- 
kazuje stanowisko, z jakiego krytykował innych autorów^ i przy- 
znaje rozbiorom i krytykom jego wybitną cechę podmiotową, Z ar- 
tykułów Kraszewskiego, w tej książce zebranych, wspomnimy te 
tylko, które mają jakiś związek z treścią naszego czasopisma, 
W artykule ^0 polskich roraansopisarzach" wspomniał Kraszewski 
o najdawniejszych powieściach polskich z w, XVI i XVII -go, jak 
Marchołt itp. Ciekawe spostrzeżenia rzucił w art. „Jak się robią 
kjsiążki nowe ze starych książek, łizecz o kradzieży literackiej-*' 
Obszerną pracę krytyczna poświęcił ,, Stryjkowski emu 1 jego kro- 
nice,^' w której wyłoiyl, jak to Stryjkowski zagmatwał historję 
IJtwy; zwraca badacz uw^agę na to, co podał Stryjkowski o zwy- 
czajach Litwinów, Z przedrukowanych tutaj „Studjów literackich" 
wspomnimy rozdziały p. u.: „Pierwiastek narodowy w literaturze 
dawnej j^* rzecz o „Podaniach gminu" i dziś jeazcze z korzyścią 
może być odczytana. Kraszewski z powodu wydanych wówczas 
„Klechd" Wójcickiego podaje radę, jak zbieracze postępować po- 
winni: „Zbierający podania i ogłaszający je poraź pierwszy ogra- 
niczyćby się powinni jedynie ścisłym, wiernym, dokładnym ich spi- 
saniem i porównaniem naprzód z pobratymczemi skazkami innych 



152 BIBLJOGRAFJA 



ludów alowiańskich, po tym z róźnemi podobnemi t pokrewne mi im 
charakterem powieściami inuycb krajów/* Ma mianowicie za złe 
Kraszewski Wójcickiemu, że nadał baśniom ludowym formę, w ja- 
kiej nikt ich nie opowiada, Desiderata, wypowiedziano w tym ar* 
tyk ule o opracowywaniu i korzystaniu ze zbiorów n tworów ludu, 
niestety, dotąd po latach 50 -iu nio b*^ spetnionc, W art. p. nj 
„Historja'' podajo uwagi o dziełach historyków ówczeanyclj: Made- 
jo wikiego, Danilowicza, Wiszniew&kiego i in., o wydawnictwach ma- 
terjałów historycznych i korzystaniu z nich, o pamiętnikach wresz* 
cie historycznych* W rozdz, p, n,: „Poezja** porusza tei autor 
wyzyskiwanie przez poetów twórczości ludowej; mówiąc o „Prze- 
szłości i przyszłości romansu'* wskazuje najdawniejsze jego próby 
w Grecji, KreSląc szkic o „dramacie,** nie przepomuiał o dawnych 
djalogach, intermedjach z powtarzającymi się postaciami typowcmi 
klechy, rybałta, kantora, Albertuaa, Żyda, czarownicy, olej karzą, 
kozaka z bandurą, kostery, pątników, wesołków czyli błaznów, ma- 
gistra, chłopa itd. Krótki .przegląd „Literatury perjodycznej*' z r. 
1838 obejmuje sprawozdanie z czasopiiśmiennietwa ówczesnego. Nie 
pozbawiony jeet pouczającej treści szkic p. n.: „Życie domowe kil- 
ku piiarzów polskich.** Z wydanych w r. 1843 „Nowych studjów 
literackich*' zasługuje na ezczególną uwagę rzecz o Klonowiczu ze 
szczegółowym rozbiorem „Yictoria deorum/* W czterech urywkach, 
noszących ogólny tytuł „Karykatury historyczne,*' mamy skrealony 
wiernie na podstawie pisemek współczesnych wizerunek ,,Albertusa 
(1596^ — ^1625), biednego klechy kościelnego, któremu zachciało się 
akosztowaó chleba żołnierskiego (p. u/. „Albertus z Wojny'* 159(3, 
1613 itd,, przedrukowany w „Pomnikach do historji obyczajów 
w Polsce z XVI i XVII w,*' Kraszewskiego, Warszawa, 1S43, 
i „Wyprawa plebańska*' r, 1590, 1649); urywek z życia rybattów, 
klechów kościelnych według wydanej w r. 1615 „ Komód j i rybał- 
towstiej;'* bardzo zajmujący joBt obrazek z życia i obyczajów kle- 
chów p. n,: „8ynod klechów podgórskich 10 stycznia 1607 r/' oraz 
spisane przez członków jego ,, Ustawy wolnego synodu klecłiów pod- 
górskich'' w ilości 24 -eh artykułów, ważne mających znaczenie pod 
względem obyczajowym. Powtarzamy tu najciekawszy pod tym 
względem, bo stanowiący przyczynek do czar ows twa, art, 17; „Aby 
się żaden nie ważył czarownikom dawać z kościoła wosku, strzęp- 
ków, wody chrzcielnej, mchu z dachu, kości trupich, rdzy ze dzwo- 
nów, oprócz wody święconej, kropidła i ziela bielicy, bo tamtych 
rzeczy używają na złe, na zepsucie dobytku, na pokłócenie mał- 
żeństw, osypywanie dziewek i młodzieńców* Także stuły do opa- 
sywania się brzemiennym nie godzi się dawać, ani w cłirzcielnicy 
przeglądać eię od żółtaczki** {str. iSB). Słynną i niezmiernie waż- 
ną pod względem obyczajowym „Peregrynację dziadowską** z roku 
1612 i 16H streści 1 Kraszewski w art, p. n.: „Dziady.*' „Peregry- 
nację*' przedrukował Kraszewski w „Pomnikach,*' Należy ten utwór 
do tej samej grupy, co j,Tragedja Żebracza*' z w. XVI, o której 
świeżo podał dokładniejszą wiadomosó na podstawie przekładu czes* 
kiego prof. Brtickuer w cennym artyknle w zeszycie styczniowym 



n 






BIBŁJOGRAFJA 153 



'jBibL Wars2." z r, b,, p. n.; ,jŻródła do dziejów literatury i oświa- 
ty polakiej: YIII. O pismach dziś nieznanych," Z egzemplarza pol- 
skiego dochowały się zaledwie 4 kartki, por. ^3*t>l. Warsz.** 1875, 
111, 291, art. ke, Biarkowskiego,— Wiole różnorodnych przedmiotów 
naukowych i literackich poruszał w swych ,Jjifitach literackich** 
Kraszę w^gki, np. czytamy o poaiigu, znalezionym nad Zbruczem {atr* 
ri40|: z powodu wiadomości ,,0 przygutowywanych zbiorach przy- 1 

slowi polskich, które Wójcicki, Jachowicz, Bartoszewicz i T. Lipiń- 
ski wydać zamierzali" (r, 1351), skreiUlil uwagi swe, wogóle bardzo 
trafne o przysłowiach i sposobie ich opracowania {str. 577—9); 
dziśj kiedy już posiadamy, dzięki p. Adalbertowi, tak szacowny 
zhjor przyslowi, jak jego „Księga,'* czas byłby zabrać się do prac 
Bzczegóiowych, o jakich marzył już Kraszewski: „Jesteśmy pewni, 
pisze on, źe z przysłowi samych, umiejętnie ułożonych, najjaśniej- 
sze, naj dobitniejsze powziąćby można wyobrażenie o charakterze 
hidu, o jego filozotji, gdyby je tylko w ścisłym, koniecznym uka- 
zać związku, tak^ aby jedne drugio podpierały i wyjaśniały." Za- 
stanawia się nad wydane mi w Kownie 1851 r, j^rzez li- Z icukie wi- 
eża „Piosenkami gminnemi ludu pińskiego" (str. (jOO — ^^GOti), Część 
jednego z „Listów** zajmują wyjątki z dawnego djalogu wielkoty- 
godniowego; dość obszerną ocenę podaje w r. 1852 tomu I-go 
„Dziejów literatury w Polsce^* Kondratowicza, a w r. 1802, po 
śmierci tego poety, obszerne poświęcił studjum jego życiu i dzie- 
łom, ocenianym w^ ścisłym związku z okolicznościami życia. Poży- 
teczny bardzo dodatek uzupełnia ,,Wy!>ór pism" Kraszewskiego: 
jest nim „Spia chronologiczny utw^orów'' od r. 1830— lł4, zajmujący 
23 strony drukti; jest on zupełniojszy od wydanego w n 1837 spi- 
su K, Estreichera, zawiera bowiem oprócz wydali książkowych 
ważniejsze artykuły w czasopismach drukowane. 

■ » 

Adotf Pawlński Młode lata Zygmunta Starego. 
Warszawa, 1893, str. 291 w 8-ce. 

Nie naszą jest rzeczą podnosić tutaj zalety przytoczonej 
książki, którą krytyka historyczna z największym uznaniem przy- 
ji*ła, jako pracę, podającą we wdzięcznej i popularnej formie wielo 
nowych i cennych szczegółów do epoki opisywanej i charaktery- 
styki Zygmunta Starego. Z drobniutkich szczegółów, zawartych 
w dwu księgach rachunkowych z czasu pobytu w Budzyniu, Głogowie, 
Opawie j Krakowie i częstych podróiach od r. 1500 — 1507, umiał 
utalentowany autor i skrzętny badacz nie tylko odmalować barwny 
obraz wydarzeń i wyrazisty portret człowieka, ale nadto wydobyć 
z ukrycia sporo danych obyczajowych, przytaczając je w dodatku 
w brzmieniu oryginału, z którego korzystał. Wymienimy pokrótce, 
co znaleźć może w pracy prof. Pawiuskiego badacz obyczajów 
i zwyczajów dawnych, nie tylko w samym tekście ksiąiki, ale co 
walniej sza, w dopełnieniach. Dla historyka ważny tu jest ,,Itiue- 
rarium, tj. wykaz miejsc pobytu królewicza Zygmunta od r. 1493 do 
15(37** (str, 219 — 232); w „Wyciągach z ksiąg rachunkowych** znaj- 
dują się i dane historyczne i ekonomiczne 1 dotyczące kultury^ 



154 



B1BLJ06RAFJA 



dziejów eztuki, zwyczajów itp.: „Książki, ryciny i papier," „Śpiew, 

muzyka, tatiee, instruTiienty muzyczne,*' „Wyroby Bztuki, malarstwo, 
areliitektura, zlotnietwo," „Gry i zabawy,** ,, Kuchnia,*' ,,Odzie^/' 
ItŁ; pisane są „Kcgistra** w języku łaeiuBkim, często jctlnak 
w nich wyrazy polskie się zdarzają, przeto i dla językoznawstwa 
polskiego przyczynki tutaj się znajdują. 

W rozdz. III opisuje autor ubiór (str. 33 i przyp. str, 211) 
i życie domowe królewicza, sprzęty w jego mieszkaj niu, nawet za- 
stawę stołu, wspomina o powszechnym wówczas zwyczaju Zygmun- 
ta częstego używania łaźni i wogóle kąpieli: ,, Sobota nie minie bez 
lewacji, W drodze nawet, cłioćby w miasteczku lub wo wsi, kaźo 
odszukać sobie łaźnię i w niej ciało swe wystawia na działanie pa- 
ry lub ciepłej wody" (str. 43). 

W rozdz, IV dotyka pożywienia królewicza; zwraca tu uwagę 
wyraz ząbrzyna (stn 50), mięso żubra (niema w słów. Lindego). 
Mówiąc o rozrywkach, wymienia i nazwę pieska ulubionego — Biilikn 
lub Bieiiczka, Ozęato w liczbie wydatków czytamy wzmianki o wę- 
drownych grajkach, kuglarzach, żakach itp, „Żacy i bakałarze ze 
wszystkich szkół, organiści, dzwonnicy przewijają się często gęsto, 
jedni ze śpiewem chóralnym, inni z muzyką, z dzwonkami, wicio- 
wi stróże od Panny Marji z trąbami, na których hejnał otrębują" 
(str. 52), Przychodzili żacy w Budzyniu na Węgrzech w ponie- 
działek zapustny z przedstawieniem króla, co widaó z notatki: 
,,B!asznom cum Ceaare scolaribus, qui venerant ad d, princlpem dedi 
2 flor." (str. 261), drugi raz „Scolaribus... cum AV^«.» veniontrbua,*' 
i częściej fp. str. 262); w poście chodzą żacy, śpiewając pieśń pa- 
syjną ,, Patria sapientia" („scolaribus cum patris eapiencia... venien- 
tibus," str. 262); piośii ta znana jest już w wieku XV-ym i w jęz. 
polskim. W Krakowie d. 6 stycznia 1502 r. zapisano „Scolaribus 
paryis, q|ui vespere canebant** (263); byli to zapewne szczo- 
tlracy. Z żakami przychodził w Krakowie jakiś Żaba. W Opawie 
przynoszą królewiczowi żacy w wigilję Bożego Narodzenia opłatki 
(str, 264). Bardzo lubił Zygmunt muzykę i śpiew: ,.Gdy wędrowny 
iiarfiarz krainy minnesaengerów pieśń o miłości zanuci, albo nad- 
worny lutnista Cituryło, stary pieśniarz, po ru&ku („Czurilo ruthcno 
antiquo citharcdo,** 256) o Litwie zaśpiewa, gdy Cyganie na cytrach 
uderzą w smętną strunę, to Zygmunt się rozpływa w zadowoleniu^^ 
(str. 52). Raz np. wieśniak w Kozienicach śpiewał przed Zygmun- 
tem starą „Bogurodzicę" (str. 257). Niezmiernie częste są wydatki 
na muzykantów i śpiewaków: to zjawia się muzykant z cytrą, to 
organista Jurek gra na organkach, inny muzyk popisuje się na 
klawi cymbale, putzcztowie grają na piszczałkach, na bębnach, bywa- 
ją i pii^zezkowie z Niemiec, aż ze Szwajcarji („fistuJatoribus szway- 
czarom'' (str. 253), zjawia się jakiś piszczek z psem, zapewne 
sztuki pokazującym (str. 254), trębacze, ukrzypcowie („Citharedis 
akrti/pczom/^ 254:; ,^xkrzypczom infra cenam citharisantibus," 255; ,,/?u- 
ifikom Jashtmecttim cnm nkrzypicze^^^ 254); słyszymy i multauki i ar- 
fę; cłiodzą i kobiety z cytrami (253). Z iunycJi zabaw takieli ar- 
tystów wędrownych ^vymienić należy: linoskoków, kuglarzy, nicdiS- 
wieUników („Eusticis Ruthenis cum ursibus antę dnm prineipem 



BIBLJOGRAFJA 156 



ludcntibua*^)- Ozyia sio o szermierzach i tańcacli (.,azyrmierzom 

cum corca antę dum pnneipcm chorisantibna/' 256), o walkach 
i tańcu z mieczami („c|i" dimicabant,„ et choreas per j^Iadios dii- 
cebaut/' 2Ct). Przypomnieć tu należy nicmioekie Schwerttflnze, od- 
prawiaoe w wiekach ńrednieh w Bożo Narodzenie, Wspominany 

jest taniec Maurów („Moriskcntanz*')^ maruxka, przez kug^larzy za- '] 

markowanych (,Xarvatis hiatrimiibiis cum corea m^m-^tr?), lub stu- i 

dentów w mięsopusty wykonywany (Veapcre,,. Btudcntibns cum co- I 

rea martutta^ 252- Por. w art. prof. Brttcknera „Początki teatru*' " 

w Bihl, Womz. 1894» lipiec, str. 112), Tańce zwały się z czepka 

na Szląaku krzepczennm, a ei, którzy je wykonywali Irzepczemi; | 

we Wrocławiu krzepczą piszczkowie („aliis ftstiUatoribus qui fistu- 
labant et Jcrzepczyli^ 253), krzipczy wieśniak jakiś (,,Rustico saltanti 
alia» qni krzfpczyl), krzcpczą w Głogowie Niemcy („Alcmanis sal- 
tantibus iterato.., cjui krzfpc?ifli,"' ,Jterato nistiCTS saltanti bus... lY-e/)- 
cz^m; AlemaniB sal tantibus antę dnm principem krzt^przym^^ 253^ ptrj:*/ł- 
czfmu infra prandia/* 255), Zdarzają się kuglarze ze smokami i in- 

nerai sztukami („kti^larzora cnm dracone et cum Rodis„, ludenti- i 

bus,** tj, prawdopodobnie z czy mil w rodzaju kolosu rodyjskiego, « 

25ń), AV zapusty śpiewacy w maskach rozweselają królewicza 
{,,Vespere cantoribus de bnrsis in larvis... canentibus,'' 256): cliodzą 
blazrtrt zamaskowani z komern i tańczą {.^Bhffznom larratis cum i^quo 
qui chorisabant,.." 262). Wspominane tei są przedstawienia teatral- ^ 

no; w niedzielę zapustną 1506 r. w Krakowie mistrz od Wszyst- 
kich świętych wystawi? komedjc (.^M^pstro de Omnibus Sanctis, 
qiii comediam in presencia dni priucipis recitavit faciendo taberna- 
CU la cnm pcrsonis." 2ó(i); czytamy o wystawienia wesela w jęz- 
niemieckim we Wroclaw^iu (,,Poet prandium feria J-ia carniśprivii 
cum nupciia in almanico rofcrentibas antę dnm prtncipem'*), Zo 
zwyczajów dorocznych, oprócz zapnstnych, wspomniana jest kolę- 
da (,»Tubicims dni epiacopi plocenais dedi pro c^rj/aWn 2 flor.,'* 251). 
Zgłaszają się na kolędę w dzień ńw, Szczepana: „fletniści króla, trę- 
bacze ks, Konrada Mazowieckiego, panieta królewscy, laziebnicy 
dworscy. Tatarzy, koniuchowie, wrotni, piszczkowie, kucharze, 
łożniczych i łowczych cały poczet, pisarze z kancelarji ruskiej, pi- 
aarz*" tatarscy, piwniczni, bykowie (rodzaj dworzan, których na str, 
271 antor wymienia), obroczni, dworzanie I*olacy, Litwini, bakałarze 
królewscy, rotmistrzowie, szermierze, pokojowi atarsi i młodsi, płat- 
nerz dworski, łucznicy, szwajcarowie króla, wolosi, karły i in.** (l32). 
Na Nowy Kok 15U1 gra organiata jeden i drugi, grają i bębnią piszcz- 
kowie (261), Z gier wspomniane są w regestrach karty: ,,ad ludum Oi- 
Bjolki" 261 (kryźoiki?); czy wymienione na str, 1 79 i "Mt piłki, pijiki 
nie są to piłki, gra w piłkę? czy zam. <\lca atr. 261 nie należy czytaó 
afeo?— Co do muzyki, tańców i innych zabaw i gier szczegóły, przy- 
taczane z pięknej pracy prof. Pawińskiego, stanowią cenne przy- 
czynki do zbieranych coraz obficiej z dawnych zabytków piśmien- 
nictwa atarupolskiego wiadomości togo rodzaju, któremi uzu- 
pełniają się przestarzałe już dziś nieco „Gry i zabawy*'- L. Gołę- 
biowskiego i .^Polska pod wzgłędeni obyczajów i zwyczajów" Ma- 
ciejowakiegOi H. Ł^ 




156 BIBLJOGBAFJA 



Seventh annual report of the Burenu of Etbnology^ 
1885—1886. Waszyngton, 189 1, str. XLI+395. 

Siódmy rocznik wasżyngtoiialde]^o biura otnog^raficenego za- 
Wiera w stłbie: pracłg dyrektora J. W. Povella naU BtosunkauH lin- 
owi &tyc z nem i w zakresie pier\votuej Ameryki Północnej; W. J. Hoff- 
mana o stowarzyszeniu szamanów u Ojiliwów, znanym pod nazwą 
Mitlewiwin, i wreazcie J. Mooney'a o zaklęciach i czarach u Che- 
roków- WBzyatkie trzy prace, zwłaszcza zail oatatnie^ obfitują 
w fakty nailer ciekawe i as^ bardzo powainemi przyczynkami do 
dziejów pierwotnej kultury. Nim przejdziemy do zdania sprawy 
z treści tych rozpraw, zaznaczymy jeden szczegół, mianowicie ze 
ithiro etnografieziie w ciągu tego roku, z którego wydało sprawo- 
zdanie, miało wydatków na swoje cele aź 40,000 dolarów. Posia- 
dając takie środki, można dużo robić!-., 

PoYon w swojej rozprawie dajo nam poznać całokształt ro- 
dzin lingwistycznych w całej tej części lądu amerykańskiego, która 
jest połoiona na północ od Meksyku, z tego zaś kraju uwzględnia 
tyle tylko panujące tam stosunki, ilo tego wymagają istniejące po- 
krewieństwa. Na tej przestrzeni znajduje się aż 58 odmiennych 
rodzin lingwistycznych, tj. nie zdradzających dotycliczas pomiędzy 
Hobą żadnego pokrewieństwa. Wprawdzie przyznaje, ze dalsze 
studja może wykażą, iż jeszcze niektóre z pośród nich posiadają 
w^&pólne źródło pocłiodzenia^ gdyż ilekroć materjał nie był dosta- 
tecznie obfity i z tego powodu imsuwaly się jakiekolwiek wątpli- 
wości, uważał za stosów niejsze wyodrębnić daną grupę języków 
w oddzielną rodzinę, niż tworzyć kategorje, któreby jedynie zacią- 
żyły ua dałszych poszukiwaniach. W ten sposób przyszli badacze 
mogą wyłuszczoną cyfrę zmniejszyć, choć Povell powątpiewa, aże- 
by ona silniej spadła. Albowiem nie ręczy za to, iż już poznano 
wHzysfkie języki i cxy z czasem nie będą odkryte i zbadane jakieś 
droliue a zgolą niezależne grupy lingwistyczne. Przy okazji nasz 
etnograf wypowiada przypuszczenie nader poważne i tym więcej 
zyskujące na znaczeniu, że wyszło ono od wytrawnego znawcy 
i ostrożnego badacza. Polega ono na następującym: Niektóre z ba- 
danyclk rodzin rozpadają się na mnóstwo języków, niekiedy bardzo 
daleko od siebie stojących. Analiza wykazała, że w tafcicli języ- 
kach, po za wspólnym dobytkiem iródtosłowów, istnieją wyrazy, 
nredające się odszukać w innych plemionach tej samej rodziny lin- 
gwistycznej i bardzo często nawet w innych rodzinach. A zatym 
nio były one zapożyczone od żadnej z istniej j|cy eh rodzin. Liczba 
zas ich jest zbyt wielka, żeby tłumaczyć tę gienezę samorodnym 
pochodzeniem, tymbardzioj, Iż nasz uczony jednoczei^nie dowodzi 
nadzwyczajnej statecznoHci języków indyjskich pod względem żród- 
loslowów. Wszyiitkie te okoliezuoki sprawiają, że Povell powąt- 
piewa o powstawaniu bardzo odmit^nnych języków w tej samej ro- 
dzinie drogą powolnego różniczkowania, przyjmuje zas natomiast 
pogląd, żo ukazywały się one skutkiem podboju i wchłonięcia ob- 
cych a drobnych rodzin lingwistycznych, które po fiobie pozostawiły 



BIBLJOGBAFJA 157 



ńlEd jedynie w owych odrębnie Btująeych iródłoafowftcii. W ten Bpo- 
B6b cjfrs odrębnych rodzin lingwistycznych kiedyś mnBiała być 

wiele większą da lądzie amerykańskim, aniieli w chwili, kiedy 
btali prsybyaze pecsęli zbierać materjał w tej mierze. Nie udamy 
się za PoTellem, który rozpatruje każdą z rodzin i wylicza oalefące 
do niej plemiona^ zaznaczymy tylko, że pojedyncze rodziny są nie- 
jednakowego zn&ozenia: jedne nader obszerne i zrÓiniezkowane^ in- 
se nieliczne i proste, Maaimy tei zwrócić uwagę na ów przewrót, 
który zdaniem tego wytrawnego dyrektora Bi ara etnogradcznego^ 
był wywołany w życiu czerwonoskóry^h przez najazd europejski. 
Wbrew utartym poglądom twierdzi oa^ ie tryb iycia c2crwonoskó- 
rych, przed przybyciem AryjcKyka, był osiadły. Mimo znaczenia łu- 
pów polowania jako środków utrzymania, ludj anie poaiadaJ i stałe osa- 
dy, dokoła których zajmowali się uprawą pól, zmieniając ich poło- 
ieuie jedynie w dłniszych przeciągach czasa. Zwłaszcza na zacho- 
dzie, wzdłuż oeeann Spokojnego, gdzie było ryb pod ostatkiem, 
osiadłość zapuSciła silne korzenie. Najazd europejski odrazu zmienił 
laki stan rzeczy* lodjanin otrzymał konia i zyskał możno£ó robieuia 
w krótkim czasie znacznych odLegłoi&ci, z czego zwłaszcza skorzy- 
stały plamiona stepowe, broń zaś palna uczyniła wojny zajadfejsze- 
mi. Powell dowodzi, że przed najściem człowieka białego ezerwano- 
skórzy żyli we względnym pokoju. Równowaga wzajemna zostaje 
nsdweręłoną, poczynają się nieznane dawniej wędrówki plemion, 
lymbardziej że biały najezduik wciąż odrzuca ludjau dalej i dalej 
DA zachód. Skończyło się na porzuceniu osiadłego trybu życia 

1 przejścia do koczownictwa, 

W. J, HoflTman zajął się zbadaniem ciekawej organizacji sza- 
manów w plemieniu Ojibwów, która bez zmiany poważniejszej prze- 
trwała wieki, bo źródła europejsikie mówią o niej już od 250 lat. 
W plemieniu tym znajdujemy aż trzy kategorje oi^ób „tajemniczych:" 
wubenów^ jessak kidów i midÓw, Pierwsi, „ludzie świtu,'* są to osoby, 
nawiedzane przez szczególnego rodzaju sny, i z tego powodu opusz- 
czający osady, aby udać się do samotni i tam pościć^ Uchodzą 
la czarodziej ów p posiadających stosunki ze złemi ducbami i mogą- 
cych doetarczaó środków, które dadzą myśliwemu powodzenie na po^ 
iowaniu^ kocbankowi — w miłość?. Mają oni niby władzę nad og- 
niem: mogą dotykać rozpalonych kamieni, wrzątku, bez żadnej szko- 
dy dla siebie. Jessakkidzi są jasno wldzącemi i prorokami^ rozka- 
zują złym duchom, Indjanie opowiadają dużo o cudach, przez uleli 
czynionych, a które są wprost powtórzeniem tego, co na seansach 
spirytystycznych niby produkują medje. Obie kategorje aą bez żad- 
nej organizacji i nie posiadają wtajemniczenia. Liczebność ich jest 
t>ardzo nieznaczna^ zwłaszcza wnbenów, w porównanin z trzecią ka- 
tegorją, midów. O tym dają pojęcie stosunki^ panujące u po- 
krewnego plemienia Menomonów, n których na ogólną liczbę ludno^ 
ści 1,500 glóWj jest sta członków w organizacji midów, praktykuje 
zaś wszystkiego dwóch wubenów i pięciu jessakkidów, O ile godzi 
się wyciągać wnioski z ulewiel kiego materjału, osoby tych dwóch 
ostatnich grup odznaczają się szczegótnemi właściwościami psychioz- 



r 



156 BIBŁJOORAFJA 



nemi, a na tej różnicy oparte jeat aanto ich iatnienie. Wreszcie 
poza tenei trzema katecorjami praedatawicieli taJemDic«oici i pier- 
witatka mistycznego, w plemieniu istuiejjj jeazcze iiiachorzy, znają- 
cy Rię na trawach, korzenia cli i ziolacli i leczący przy ich pomocy 
(zreazt!^ rioia aą niywane nie ze względu na swoje iatotne wkanoaei 
lecznicze, aie kiedy wymagają tego i nakazuj;^ pojęcia ^fitozoSczne"). 
Tylko laidowje są powiązani w organizacja, snaną pod nazwą „Bli- 
dę w i win,** Członkiem moie stad się każdy- W plemieniu Ojibwdw 
Istnieje Kwyc^j, że młodzieniec winien przebyć post święty i w tym 
cela udaje aic do eamotnego miejsca. Zwierzę^ które mn 
się objawi we śnie podczas takiego poata, zostaje jego zwierzęciem 
opiekuńczym. Całe dalszo życie młodzieńca kieruje aię wedtng tego 
widzenia. Niekiedy aię zdarza, że widziane zwierzę należy do liczby 
manidów, tj. opiekunów związku midów; naówcza^ młodzieniec nwa- 
ia za a woja powinność gtać elę członkiem tego związkn^ Wtedy 
zwraca się do jakiegoś wpływowego przedatawiciela organizacji 
i prosi o radę; kiedy zgodzą się go przyjąć, naówczae bywa wy- 
znaczony kierownik, do którego udaje aię młodzieniec i dowjadnje 
się, czego go on nauczy^ wzamian zaś obowiązuje aię dać mn takie 
a takie wynagrodzenie. Nadto kandydat winien składać mu poda- 
TQnki w ciągu całego nowicjatti, który może ciągnąć aię kilka lat, 
WieJn dochodzi do nędzy, nim będą dopuazezenr do z wiązka^ 
Jeżeli zaś kto chce wstąpić do atowarzyazenia^ nie upoważniony do 
tego przez swoje sny, mttsi wtedy nabyć jeden z ^migów,'' to jest 
świętych symbolów związku (drobną białą muszlę), od głównych jego 
dygnitarzy, poczym wszystko odbywa się tak samo, jak w poprzed- 
nim wypadku. Organizacja składa się z członków obój ej płci i po- 
siada cztery szczeble, chociaż, zdaniem znawców, dalsze cercmonje 
są jedynie powtórzeniem pierwszego wtajemniczenia* Wtajemniczeni 
z kaidym nowym szczeblem zyskują niby coraz większą władzę cza- 
rodziejską: mogą widzieć i słyszeć z odległolcif przychodzić z po- 
mocą nieobecnym przyjaciołom, wypędzać zle siły, odgadywać przy- 
szłość, czytać cudze myśli. Na najwyższym szczeblu eą uważani 
przez jessakkidów za równych sobie i zbierają Hię w ich namiocie. 
Każdy stopiefi ma właściwy sobie spoaób malowania twarzy. Kan- 
dydat otrzymuje nank^ od swojego nauczyciela ^dowiaduje się po- 
czątków stowarzyszenia, które są otoczone naturalnie mgłą legiend, 
oraz celów, polegających na obronie człowieka przeciwko chorobom 
i klęskom, zapoznaje aię z hymnami narodowemi. Kiedy zaś nad- 
chodzi dzień wtajemniczenia, naówczas na tydzieó przed nim kie- 
rownicy rozsyłają wazysikim członkom „kulo," tj. pałeczki 6-7- 
calowej długości; kandydat w ciągu czterech dni bierze łaźnię i roz- 
myśla nad świętami tajemnicami, gdy zaś to uczynił, kapłani kieru- 
jący zjawiają się w jego namiocie i pokazują mu święte paciorki 
i %Qry ze świętym workiem, oraz przekonywają go o tajemniczych 
siłach, które tkwią w tych przedmiotach. Paciorki same poruszają 
się na sznurze, główka figury aię kręci, worek czołga się, jak żywe 
jestestwo. Sztuki te, przypominające objawy medjnmiczne, odby- 
wają się w silnym półmroku. Wreszcie nadeszła obwiła wprowa- 



BtBŁJOOEAFJA 169 



dxBnia kandydata do la£y. Optiii^c^aji^c e^czególy, zatrzymamy aic 
jedynie nad głównym nstępena wtajemaicŁenia, Jeden % czterecli 
przenodntctących kapłauciw podchodzi do klęczącego kandydata i jak- 
by Btrsela do niego ze swego świętego worka- on zaś poczyna się 
trsąść; to samo czyni drugi i trzeci, kaidy z nich w inne miejace 
ciała wlewa „iycie^" kandydat zaś rzuca Bię coraz gwałtowniej, ni 
wreszcie kiedy to czyni arcykapłan loży, pada niby bez czucia na 
ziemił^. Następuje p6iniej wakrze&^anie do życia. Kandydat ncbo- 
dd odtąd za człsnks. Po wekrzeazenia obdarowywa upominkami ka^ 
płanów i nauczyciela, otrzymnje czarodziejski worek ze skóry wydry 
i dziękuje wszystkim swoim jni obecnie współkolegom, wreszcie na 
dowód swoich sil uśmierca wazystkicb przy pomocy cza r oda rej ak i ego 
worka i później wskrzesza. Wtajemniczone kobiety poprzestają na 
leczeniu kobiet i dziecię oraz tatnowaniu przeciwko bóiom głowy i ne- 
wralgjom, Męiczyźni posiadają daleko większe koło czynności. 
Wknpne do drugiego szczebla wynosi dwa razy tyle, co do pierwszego, 
tak, '\i rok i więcej mija, nim kandydat zbierze potrzebne npotninkL 
A ubiega si^ o dalsze wtajemniczenie, ponieważ przez to zyakuje 
pomoc ducha opiekuficzego drugiej lo±y, a nadto powtórzenie tej sa- 
mej eeremonji wzmacnia jego siły mistyczne. Ceremouja odbywa aię 
taka sama, jedynie liczba kapłanów jest dwa razy większa. Mid 
draglego stopnia mole przybierać postać róinych zwierząt, działać 
z odległości itd.; z tego powoda myśliwcy adają się do niego 
z proibą o wskazanie zwierzyny, rzucenie uroków na wroga, Wknp- 
ne przy trzecim szczebłn wynosi trzy, przy czwartym cztery razy tyle, 
co przy pierwszym. Ale wydatki sowicie powracają się temn, kto 
zdobył się na nie, gdyż wiara w siły e zaród miejskie szamana wzra- 
sta w miarę tego, im wyiej się posunął w bjerarchji sto warzy- 
azenia. Istnieje jeszcze loża zmarłych. Jeśli szaman po urodzeniu 
dziecka zawyrokował, źe przeznaczeniem jego jest być członkiem 
związku, ono zaś umrze przedwcześnie, wtedy ojciec, w ostateczności 
zaś matka, winni wstąpić do stowarzyszenia i w loiy zmarłych wy- 
itawiać dla swego dziecka jadło. 

Praca Mooney a pnno jest najważniejsza w siódmym roczniku. 
Nim przejdziemy do zdania z niej sprawy, musimy powiedzieć słów 
kilka o samym autorze. Jest to młody jeszcze badacz, niespełna 
lat trzydziestu. B^dąc jeszcze małcemj nauczy! stę kilku języków 
indyjskich i przeczytał wszystkie istniejące dzieła o czcrwouosktŚrych 
Ameryki Północnej, Obecnie^ przyj ą wszy indyjskie zwyczaje i nawet 
zostawszy patrjotą indyjskim, pomiędzy czerwonoskóremi spędza czas 
swój cały. Nie dziw więc, ^e prace Jakóba Mooney'a są nieocenio- 
nej wartości przyczynkami do naszej znajomości Indjan. Mooney 
zajmuje się głównie poglądami fiiozogcznemi pierwotnego umysłu. 
Między iunemi ndało mu się dostać od kilku szamanów cherokej- 
skich zeszyty ze spiaanemi formułami i zaklęciami, które przedruko- 
wywa w obecnym roczniku^ tłumaczy i uzupełnia swojemi uwagami, 
poprzedziwszy to wstępem ogólnym, poświęconym wykładowi fi- 
lozofj] pierwotnej. Głównie dotyka medycyny pierwotnej. Choroby, 
idauiem Cheroków, są zsyłana przez mityczne zwierzęta, odgrywa^ 



160 



BrHLJOGRAFJA 



jąee w ewoim gatunku .taką e&mą rolę^ jak nasz łegieDdawy kr6I 
w^źów względem reszty wciów, Reamatysm uapr?.. jest z&yiatiy na 
myśliwców przes boga-jelenia, który ciągnie chorago niewldzialnemi 
nióml i trapi za mordy, popełniane na jego ziemskich rodakaclL Le- 
czenie polega na tym, i^ wsywa si^ jedno takie mityczne zwierzę 
przeciwko Innemn^ będącemu sprawcą choroby. Rozumie ai^^ wybór 
ten zgoła nie jeat dowolny. Np. kiedy niemoc przypisywaną jest 
rybie, wówczas znachor udajo Bią o pomoc do rybitwy, która prze- 
śladuje ryby i £ywi st^ niemi. Samo zakJ^cie jest jakby elownym 
udramatyzowaniem polowania jednego zwierzęcia mitycznego na in- 
ne. Ale owo zwierza mityczne w swoim gatunku nie jest jedno^ — 
w Icażdym jest icb tyle, ile istnieje okolic świata; na wschodzie jest 
czerwone, na południu białe, czarne na zachodzie i błękitne na pół* 
noey, 1 wywiera działanie odpowiednio do owego położenia i bar- 
wy. Czerwony pająk przędzie nió żywota, ale błękitny ją targa, 
czarny zaś zrywa, W ten sposób jednocześnie jesteśmy na tropie 
rodowodów symboliki barw, do czego rozprawa Mooney^a dostarcza 
niezwykłe obfitego materjalu. Jednocześnie otrzymujemy kłucz do 
symboliki cyfry ^cztery." Nie wdajemy siij w drobiazgi, bo albo 
naieiy poprzestać na takiej ogólnej wzmiance, iub tei przepisać 
całą pracę Mooney^a. Podkreślamy więc jedynie pr^edmiot^ o jakim 
ODA traktuje, oraz niezwykłą jej wartość, 

Ludwik Erz^eJa^ 



Karol von Amira Thierstrafen uad Thierprocesse, 
In^brulc, 1891, str. 57 w 8-ce. (Odbitka z t. XII ^MittheiL des 

Inatitnts ftir ^sterr. (reschichteforscbung*'}, 

W dawnych wiekach, zwłaszcza począwszy od XIII a£ do XVII 
i XVIII poddawano zwierzęta tak samo jak ludzi, karom urzę- 
dowym przez podwieszenie^ zakopywanie żywcem w ziemi, palenie na 
etosach Itd, Duchowieństwo rzucało przeciwko nim klątwy kościel- 
ne, wypowiadane wedłng z góry określonych reguł i przepisów. 
Karę śmierci poprzedzał urzędowy jej wyrok. 

Oddawna jn£ wiedza zwróciła uwagę na fakty powyisze, ucze- 
ni badacze za4 najęli się zbieraniem materjałów^ rzucających na nie 
światło prawdy. Największe zasługi pod tym względem położył Fran- 
cuz, Berriat-Saint-Prii, którego w małym zaledwie etopniu zdołali 
prześcignąć następcy. Starsi francuBcy pisarze wyprowadzają świec- 
kie kary zwierząt z prawa Mojżeszowego, kościelne klątwy zaś przy- 
pisDJą wpływowi demonolog] i wieków średnich. Menabrea twierdzi, 
ii cała owa procedura karna winna byó uwaiana jedynie jako sym- 
bole mający na celu wywołanie i ukształcenie w nas poczucia spra- 
wiedlIwośct« Grimm przypisuje ją wrodzonemu ludziom instynktowi 
persunifikowania zwierząt; inni uczeni tłumaczą ją tradycją mętem - 
psychozy, niektórzy wreszcie zaczątek jej wyprowadzają z epoki 
społeczeństw pierwotnych ^ kiedy zwierzęta stały na jednym niemal 
etopdn rozwoju z człowiekiem. 



B1BLJ0CRAFJA 161 



Początkowo kary urzędowe świetskie dotjkaly jedynie snrierząt 
domowych; prawią ^awaze pociągano wówczas do odpowiedziatno^ci 
tylko pojedyncze oaobniki, które apowodowaly śmierć łub okakeze- 
liie człowieka. We WloBzei^h karano zwierzęta urzędownie nieraz 
uawet i za uezkodzenio rzeczy, nie biorąc w raohubę, ił w ntejed- 
nym wypadka roogly one służyć poprosto jako narzędzia zemsty 
w rękach właścicieli swoich^ 

W procesach prawnych oskarionemi bywają zwykle wlaściDieie 
zwierj^ąt, oskarżycielami zas w niektórych miejscowoiciaclł, jak we 
Francji iFlandrJi^ przedstawiciele wjadzy nrzędowej. W Niemczech 
długi czas prawo oakarżania przysługuje stronie obraionej; właśei- 
ciei zwiemęcia może wydaó je oskarżycielowi lab też odpowiedzieć 
na skargę. W razie zwycięstwa oskarżyciela, skazywano występne 
zwierzę na śmierć przez powieszenie lub uduszeni^, W ijiektórych 
okolicach grzebano je, kamienowano Jub palono żywcem. Wyrok do- 
piero z początkiem XVII w, określał wyraźnie rodzaj śmierci, zale- 
cając niekiedy odpowiednią procedurę i co do szczątków, które rzu- 
cano na ścierwisko lub zakopywano w ziemia. Przejście pomiędzy 
wyrokami starego i nowego autoramentu stanowi wydarzenie, które 
przypadło w roku 157S z występną krową: sprzedano ją na za-- 
rznięcie, aby potym wbić na pal ieb jej i wystawić go na placu azu- 
bienicznym. Było to skróceniem dawnej procedury publicznego ści- 
nania głowy. W Sardy nj] obrzynano nszy winowajcom. W Austrji 
w XVU w, zdarzyło się, że skazano psa na czasowe więzienie. Wie- 
szano zwierzęta najczęściej na drzewach lub na szubienicyp Na jed- 
nym z fresków kościoła Św. Trójcy w FalaUs widzimy czworonożnego 
zbrodniarza, zgładzonego w ubraniu Indzkim, Wielce rozpawszechuio- 
ny prawie we wszystkich krajach średniowiecznej chrześćjafiakiej 
Europy byl zwyczaj uroczystego skazywania na śmierć zwierząt, 
które służyły łudziom jako narzędzia sprośnego rozbestwienia; nie 
ułega wątpliwości, iż procedura karna w danym wypadku opierała 
się pa niektórych ustępach prawa Mojżeszowego^ 

Kościół tolerował najzupełniej zabijanie SEkadliwych zwie- 
rząt, wychodząc z zasady, iż wszystko, co przypomina zła czyny, 
winno podlegać zagładzie. Pazczoły, wsączające jad trujący w żyły 
człowieka, traciły prawu istnienia: wymagała tego poiieyjno-etyczno- 
gpołeczna kultura ówczesna, częstokroć wielce zabobonna, jak o tym 
świadczy szereg faktów* W r. 1474 np, spalono na Koblenbergu pod 
Bazyłeją koguta, oskarżonego o zniesienie jajka. Wszyscy nowożyt- 
ni autorowie uważają fakt powyższy jako skarcenie czarów i hereąji. 
Kurę, piejącą kogucim głosem, zarzynano 2 obawy, aby nie przy- 
niosła nieszczęścia. 

Najczęstsze i najbardziej udowodnione kary urzędowe zwierząt 
spotykamy we Francji, Około XIV wieku zaczynają je stosować 
w Bardynjij w sto lat później we Flandrji, w drngiej polowie XVI 
wiekn w Holandji, Niemczech, Włoszech, Szwecji; o dwa wieki póź- 
niej natragamy na pierwszy ich ślad w Auglji. W Hiszpauji, pomi- 
mo blizkiego Jej sąsiedztwa z Francją, nie wiedziano prawdopodob- 

WUła u IX zttz. I 1 1 



1G2 BmL.TOGRAFJA 



nie tlić o świeckich karach zwiersąt. Te oetatnie różnią się całko- 
wicie od kościelnych, polegających na przekleństwie i ekskomuni- 
ko waniu już nie pojedynczych domowych etworzeń, Iecx całych gro- 
mKd Szkodliwych w codKiennym iycio: gadzin, rohactwa, mja^y^ 
szczurów^ kretów, owadów^ liszek, śHmaków, pijawek, wciów; oraz 
jnnych drohnych i większych iyjątek, W Kanadzie wyklinano dzikie 
gołębie, w południowej Francji bociany, w Niemczecli wróble, nad 
jeziorem Gienewskim węgorze, uwaiane za niebezpiecznep Procedura 
karna nloBła nic zemstę i nie uciak szkodnikom, leci stanowiła ra- 
czej środek znpobieieniH szerzonemu przez nie zniszczeniu. 

O ekskomunikacjt zwierząt w formie rzucanej na nie anatemy 
wspominają jui w XII w,j a uawet pozostały trwałe i pewne jej 
dowody z owych czasów. Odtąd ai do nowszej epoki posiłkowano 
się nią często, w greduich wiekach wstakie zastępowało ją nieraz 
zwyczajne przekleństwo, ułożone piśmiennie przez zarządcę djecezji, 
a wygłaszane netnie^ według z góry zaprowadzonego rytuału, przcż 
miejscowego proboszcza, W niektórych miastach, jak np, w Lozan- 
nie nie znano klątw innego rodzaju. 

Akcja, poprzedzająca przekleństwo i ekskomunikację, o ile są- 
dzić lEożna z pozostałych dotychczas aktów urzędowych^ nosiła najczęś- 
ciej cecliy wytoczonego procesu, przyczym zwierzęta były zawsze 
stroną oskarźouą, oskarżający zas rekrutowali etę z pomiędzy właś- 
cicieli ziigrożonycłi posiadłości; niekiedy zaS występowała ze skargą 
cala gmina. Proces rozpadał się zwykle na dwa działy: do pierw- 
seego nakiaiy rozprawy nad możnością wypędzenia oskarżonych; 
dru^i stanowił dyskusję z powodu nieposłuszeństwa wyrokowi ba- 
nicji, Sądaącemi zarówno w pierwszym jak i w drugim dziale pro- 
cesu byli zwykle duchowni, korja biskupia lub jej delegat: zdari^a- 
ło 8tę wszakże niekiedy, iż pierwszą częścią procesu kierowali są- 
downicy świeccy bez współaditału duchownych, W okolicach, w któ* 
rych zamiast ekskomunikacji uż) wano tylko przekleństwa, wybierano 
dla wygłoszenia go częstokroć kogoś z ludu, nie zwracając się by- 
najmniej do księży. Jeżeli zaś proces by) prowadzony przez ducho- 
wieństwo jedynie, wówczas oba jego działy łączyły się zwykle w ca- 
łość: do napomnienia monitorium, jakim zamykano część pierwszą^ 
dołączano warunkowo wyrok przekleństwa Inb ekskomunikacji. Pierw- 
sza część procedury kończy się zwykle wyrokiem^ oznaczającym ter- 
min wydania zwierząt, przed ktćrego upływem zapewniano im 
strnż otdiropną. Zdarzało się również niekiedy, ii wyrok skazywał 
zwierzęta na wygnanie bądź do bliżej oznaczonych, bądź też do nie- 
określonych, lecz odległych miejscowości, gdzie zanikało szkodliwe 
ich działanie. Wrzucano je w morze lub wydalano na dalekie wyspy, 
lub wreszcie wyznaczano im swobodny zakątek w obrębie gminy, 
z zastrzeżeniem nieprzekraczania granic jego. 

Przy ekskomtinikowaniu i przekleństwie zwierząt nie zawsze 
jednak postępowano drogą prawną; dowodem tego słynne, przysło- 
wiowe niemal wyklęcie komarów z Poigny w 1121 r., którego nie 
poprzedzała żadna procedura urzędowa. Kaznodzieja protestancki, 
wyklinając np. w r. 1559 w Dreźnie z kazalnicy gromadę wróbli, 



BIBLJOO&AFJA 163 



które świergotem owoim odrywały uwagę ełuchacaów od fllów jego, 
me zwołał rówtiie^ areopag^^ii sędziów dla uprawomocnieDia swej 
klątwy. Ekskomonikacja roślin i wogóle iatot nieżyjących odbywała 
się także bez wszelkich prawnych obrządków, 

Najwcześoiejfize klątwy i ekakomuDikacja mają oharakter czy- 
sto Icgiendowy. Natrą gamy na ^lady ich w iycioryaach Świętych, 
gdzie do 1200 rokti jedynie na drodze cudów oczekiwano po- 
myślnego ich działania. Od 1200 roku począwszy, scholastycy 
średDiowieczDi zaczęli roztrząsać zagadnienie, czy klątwy zwierząt 
mogły mieć rację bytu. Odtąd epory w kweBtjl powyższej zaczęły 
być Iloraz częstsze i, trwając aż do XYI w.^ pociągnęły za sobą 
w niektórych krajach, jak np, w Portugalji^ zupełny zabaz eksko- 
munikacji, zarówno jak egzorcyzmu. Około r. 1750 zwyczaj eksko- 
mnntkowania zwit^rząt wymarł pozornie wszędzie, przekleństwa i zło- 
rzecsenia jednak trwały wciąi zarówno w świeckiej, jak i ducłiow- 
nej fiwej formie. Do deiś dnia jeszcze znajdujemy zastosowanie ich 
w Ealabrji, gdzie służą jako środek ochronny przeciw owadom; na- 
oczny zaś świadek twierdzi- ii uiy wano ich niedawno przeciwko wil- 
kowi, nie gromadnie, leez pojedynczo szerzącemu szkody w pewnej 
okolicy. 

Znacznie później^ aniżeli o klątwach i ekakomunikacji^ słyszy- 
my o właściwych t, z w* procesach zwierzęcych. Dokładne ich siady 
odnajdujemy dopiero w XV wieku; zjawiają się one jeduoczesnie 
na drodze świeckiej i duchownej^ zanikając stopniowo dopiero z po* 
czątkiem XVI w. Ostatni proces zwierzęcy w całkowitej swej formie 
urzędowej rozegrał się dopiero w roku 1735 na drodze świeckiej, 
a wieśniacy z Lyn w Holstenahusie rozpoczęli jeszcze coś podobne- 
go w naszym wieku, w 1806 r. 

Wszystkie wyżej wymienione fakty procedury karnej zwierząt 
przytrafiały się jedynie u narodów zachodnio-europejakicb^ Co się 
tyczy Słowian, zwłaszcza południowych, stanowczo twierdzić można, 
iż w formie nader pokrewnej przetrwały one wśród nich a^ po dzień 
dzisiejszyp Wół, byk, koń 1 świnia podlegają tam łcarom nrzędowym 
za zabójstwo lub ciężkie zranienie człowieka, proces jednak w po^ 
doboycb razach bywa wytaczany nie czworonożnym zbrodniarzom, 
lecz ich właścicielom. Zwykle rodzina zabitego lub rannego upomina 
się Q śmierć winowajcy albo pieniężne wynagrodzenie «itrat poniesie* 
uycb. Wyrok opiewa najczęści^ ukamienowanie przestępcy, przy- 
csym właściciel jest obowiązany rzucić pierwszy kamień- pozostali 
zaś obecni resztę. W 1664 r. w sławousktej wiosce Pleternica była 
skazana na śmierć świnia za ogryzienie uszu rocznej dziewczyn- 
ce< Mięso owej świni było oddane psom na pożarcie, a właściciele jej, 
rodzajem odszkodowania, musieli złożyć dla dziecka całą wyprawę 
ślubną. 

Procesy zwierzęce u Słowian południowych odbywają sfę naj- 
csęściej w drodze czysto prawnej i nie pozostają w związku, przy- 
najmniej pozornym^ z klątwami kościelncmi. Procedura karna pod- 
lega tutfij wogółe znacznie mniej ścisłemu obwarowaniu, auiżell 
w Europie zachodniej. W r. 186tł mieszkaucy wioski Vidovicj 



164 



BlRLJOGRAFJA 



« Stawonji, zagrofeui az&rai\czą^ uwięzili jedna z nich^ oajwięka^, 
i flksŁawBzy j;^ na śmierć po odbytym ef^dzie, poma^nęli ^romadote 
do rzeki Orljawy, gdzie wśród klątw i zlorze(;^eń wrzncili ją 
w wod^. 

W znacznie mniejszym etopnia Tozpowszecbtiione b% kary zwie- 
rząt n iDiijch lądów slowiańskiclu W łioaji znany jest dotycbczai 
jflkoby jeden tylko wypadek w latach miedzy 1650 a 1700, kiedy 
dziki koaieł bodący urzędownie bj\ skazany na wygnanie do 8y- 
berjL 

Kary i procesy zwierząt znane są nie tył ko w epoce chrze- 
śćjanstwa. Spotykamy zarodki ich w prawie Mojżeszowym. Przyka- 
zaoia^ wygłoszone na gdrze Sinai, zalecały kamienowanie wołu, kto^ 
ry nbódł na smierd człowieka, \ wzbraEilaly epoiywania mi^sa prze- 
stępcy. Według ustaw boskich, zabójstwo człowieka zanieczyszczało 
kraj cały, i tylko krew zabójcy mogła zmazać plamy. Tntaj zatym 
kary zwierząt miały znaczenie czysto religijne. Taki sam eliarakter 
noszą one dzIs jeszcze u niektórych wschodnich ludów. Nicdawnemi 
czasy, w Afryce wschodniej, obito publicznie psa, który watedł do 
arabskiego meczetu* Procedura karna zwierząt u szczepów aryjskich, 
np. u Persów, ma cecby racz«j prywatnej zemsty, anileii kary sa- 
kramentalnej. W księdze Yeadidad, Zaratustra pyta Ahuramazdy, 
co począć ze wściekłym psem, który pokąsał człowieka lab bydło. 
Ze względu na poszanowanie pea, jako stworzenia świętego, Ahura- 
mazda odpowiada, ie poknlować za to musi wiasciciel, jak za kreyw- 
dę, wyrządzoną rozmyślnie, winien bowiem strzec należycie chorego 
zwierzęcia^ psu zaś obcinają za pierwszym razem prawe, za drugim 
lewe ucho, a po każdym z kolei późniejszym pokąsaniu następuje 
obcięcie goleni i ogona. 

Kary zwierząt u średniowiecznych Arjów europejskich, jak 
u Greko-ltalów, wypływały znowu przeważnie z aktów kultu religij- 
nego. S^asady Pytagorejczyków i Empedoklesa, uznających w zwie- 
rzęcia duszę ludzką^ co z punktu prawa mogło uzasadnić odpowie- 
dzialność karną zwierząt, pozostały w teorji jedynie, jako zwyczaj 
narodowy wszakże mogło być uważane, według Piutarcha, przezna- 
czanie na ofiary tylko stworzeń, winnych śmierci ludzkiej. Platon 
uznawał konieczność procesu przeciwko zwierzętom, które spowodo- 
wały zabójstwo człowieka; rodzina zabitego winna była, zdaniem je- 
go, oskarżać zabójcę, a rozstrzygnięcie sprawy i spełnienie wyroku 
natężało do nrzędników policyjnych; czworonożni kryminaliści podle- 
gali karze śmierci lub wygnaniu po za granice kraju. Pewne podo- 
biefistwo do średniowiecznych kar Zwierzęcych odnajdujemy w prawie, 
przypisywanym Numie Pompiljuszowi, a dotyczącym mianowicie wyo- 
rywania kamieni granicznych. Cały zaprząg z wołów razem ze swym 
przewodnikiem był skazywany w podobnym wypadku na ofiarę Jo- 
wiszowi^ w mysi prawa, które zaleca oddawać bogu nietylko tych, 
którzy go obrazili, lecz i narzędzia, które obrazę ową przyczyniły, 

U dzikich ludów kary zwierząt są prawie nieznane. Przykład 
prawnego ich sądzenia przytaczają od niedawna w opowiadaniach 
o jednym zaledwie z plemion Afryki środkowej ^ Njapń, gdzie kozieł, 



BIBLJOGRAFJA t^ 



broniąc 8ic od paa, który naa napadał, pok&iec^j^ł go SmierteU 
nie, W obecności nieażCBCsnej swej ofiary koziei był osądzony 
i skazany na śmierć. Poderżnięto mu gardło^ mi^RO oddano do zje- 
dzenia zamożnym, a tymczasem biedacy raczyli h!^ szczątkami psa 
zabitego, ZrÓdło całej owej procedury, niestety- pozostało nieznane; 
wiadomo tylko, że pies wielce jest ceniony w pokoleniu Njapii, i ie 
w opisanym wypadku wtaSeicielem jego byt tnoiny człowiek; dzicy 
owi spożywają mięao nawet i występnych swycfi współbraci. 

Jeieli po dorywczym wyazczeg-ólnientu niektórych ogólnych wła- 
ściwości prawa karnego zwierząt ua Wschodzie i w Afryce, wrócimy 
znowu do kar aredniowiecznycłi i nowoczesnych, wówczas dojdziemy 
do wniosku, iź te ostatnie, jak równici grecko-rzymskie^ słowiań- 
skie i perskie, możnaby wyprowadzić z pierwiastków ogólnego typu 
aryjskiego. Charakter pierwotny kar tych mógł zmieniać ei^ sto- 
sownie do odrębnego i najzupełniej samodzielnego rozwojn systemu 
prawnego u niektórych pojedyńczycli grup narodów. Na kodeks średnio- 
wieczny wpływały rówoiei obrządki i ceremonjały prawne z czasów 
przedcłirzei^ćjanskiob. Wielką rol^ odegrał tu także animizm aryjski. 

Rubactwo, które według Arjów europejskich, pod wstrętną swą 
postacią zachowuje dnsze ludzkie, jest uosobieniem demonów we 
wszystkich wierzeniach staro- indyjskich i perskich, niszczenie ciał 
ich zatym i klątwy, na nio rzucane^ są właMwie wojną przeciw 
tkwiącemu w nich złemu. 

Europejscy Arjowie różnią się od azjatyckich swych wspólbra* 
ci tym, li wypowiadają ftojn^ tylko w razie potrzeby; tamci zaś 
pod wpływem dogmatów wiary zajmują wciąi stanowisko zaczepno- 
odporne względem wrogów swoich. Klątwy i kary jednak, jakie 
spotykamy tu i tam, są raczej odczarowywaniem, egzurcyzmem dusz 
ludzkich Inb djabelskicb, auiieli zemstą właściwą. Procedura nrzę-^ 
dowa karna jest tylko narzędziem owego odczarowywania. Proces 
zwierzęcy należałoby tu nazwać raczej procesem upiorów, a jako 
jeden z jego przykładów moie poaJuiyĆ wydarzenie, znane w lite- 
raturze islandzkiej, a które tradło się na półwyspie Snjófellanes 
w lOOO r.j tj. w roku prawnego wprowadzenia cłirześćjaństwa w Is- 
iandji, Zamoina kobieta, nazwiskiem Pórgnuna, przybywszy sama 
z wysp Ilebrydzkich, nmarła w ciągu roku na jakąś chorobę, spo- 
wodowaną czarami. Właściciel domn^ w którym mieszkała, nie speł- 
nił ostatniego jej życzenia, dotyczącego mianowicie spalenia pozosta* 
łej po niej pościeli. Mszcząc się za to, nieboszczka przybrała jako- 
by kształty wampira i wyssała krew z żył swego wroga, oraz z sześ- 
ciu jego parobków, sześciu osób z jego domu i pięciu ludzi obcych, 
Póroddr, właściciel dworu Pród^, w którym mieszkała Pórgnnna, oraz 
cała szóstka zabitych jego sług, długi czas potym błądzili po pół- 
wyspie bądź we własnych postaciach, bądź jako zwierzęta — upiory^ 
aż wreszcie postanowiono zapobiec temu. Pierwszym aktem tego po- 
stanowienia było spełnienie życzenia zmarłej: spalono do szczętu jej 
pościel, następnie wytoczono proces upiorom. Duchowny poświęcił 
przede wszystkim zabudowania ftilwarczne i wyspowiadał mieszkań* 
cówj poczym upiory, zasiadające co wieczór dokoła ogniska, były 



ft 



r 



166 BIBLJDGRAFJA 



wezwane przed nad: nskariyefele zjtrzufali im nieprawne błądzenie 
po la gradach, jak rtjwiiież ezkody, przynoszone zdrowiti i ijeiu 
tnieszkafjców, WówcŁaa kaidj z o&karźonj^cb wataiial kolejno i wy- 
ohod^iłf z krdtktemi dowcipami na ustach. Na zakońciente, dacbowny 
odprawił nabożeństwo, i odtąd przestało etraezyć na półwyspie. 

Widzimy tu najdokładniej chrEe^ćjań&ki egzorcyzm, połączony 
poniekąd z dawnemi pogauekiemi obrzędami. W kordialnych proce- 
sach zwierzęcych związek ten jeszcze widoczniej szy: pog^ainzm przy- 
biera tn naj zapełnię j zewnętrzne cechy chrzei^jaństwa. Metamorfozę 
upiora lub demona, tkwiącego w ciele zwierzęcia, etanowi tu djabeł; 
klątwy, rzucane na npfory i demony^ przerodziły stc stopniowo 
w kościelną procedurę karną zwierząt, egzorcyzm zaś w złorzeczenie 
lub ekskomunika cj^. We wszystkich krajach pof^a takich, w których 
procesy zwierzęce miały byt trwałszy, chrze^djańatwo musiało roz- 
ciągnąć nad niemi baczność pilniejszą; tym sposobem przybrały one 
zwolna charakter kościelny, rozpowszechniając się w tej formie po 
całym świecie. W łatach między lóCM) a 1760 Koaciół musiał od- 
pierać obce żywioły, zdobywające wpływ na ówczesną, wyżej oma- 
wianą procedurę. We Francji nakoniec przybiera ona znowu cha- 
rakter czysto świecki- W górnych Niemczech, w Danjt, oraz Sla- 
woTiji zachowuje wciąż cechy dawnego pogaństwa. Stopień pośredni 
między kościelnemi a pogańskiemi stanowią klątwy czysto świeckie. 

Prawo karne cywilne i właBciwe procesy zwierzęce w istocie 
swej nie łączą się z sobą^ pomimo to wszakże mogły oddziaływać 
na siebie wzajemnie. W Czarnogórzn np. mogłoby prawo karne zwie- 
rząt rozwijać się w zupełności pod wpływem procesu zwierzęcego, 
ponieważ prześladuje ono tami przebywającego w zwierzęciu złego 
dncba. 



a W. 



Dirtgelstedt Le regime patnarc&l et le droit coutu- 
mier dt*9 Kirphiz d apri^s Tetude eutreprise soafi lee auapices du 
gouTememeot ruase par le generał Grodekoff. Paryż, 

W r, 1889 gien. Grodekow wydał dzieło p. t.: „Kirgizi i Kara- 
kirgiii obwodu Syr-Daryjskiego,** Jest to nie^^byt usystematyzowa- 
ny zbiór prawa zwyczajowego Kirgizów, Na podstawie tej pracy 
p, Diugelstedt napisał w ostatnich czasach w języku francuskim 
dzieło p. t wyżej przytoczonym. Materjał, zebrany przez gien, Gro- 
dekowa^ p. Dingelstedt usystematyzował i porównał z prawem zwy- 
czajowym innycłj ludów* 

Praca p. Dingelstedta składa się z 10-iu rozdziałów, w których 
a o tor mówi o pochodzeniu Kirgizów, cechach fizycznych i ducliowych 
t^go narodu, o stosunkach społecznych, następnie charakteryzuje 
szczegółowo prawo kirgiskie. W dodatku są podane nazwy pokre- 
wieństwa u Kirgizów, Zasługuje oa uwagę, iż Kirgizi jedną nazwę 



; 



r 



I 



BIBLJOGEAFJA 167 



mają dla BioBtrzeAcfif woja i driada z« Btrooy matki, i jedną dla 
matki, starcze] aioBtry oraz ciotki za atrony ojca, 

Oddzieln^^ zamkniętą pooiekąd w aobio częścią dzieła jest 
wstęp, w którym p, Dingelstedt przebiega atadja ewolucji społeczeń- 
stwa pierwotnego. Autor nsjszczef^ótowiej pisze o ustroją patrjar- 
cLalnym 1 Jego wlakiwaściacli z tego wzglądu, ii Kirgizi znajdują 
aię obecnie w tym właśnie etadjum kultury pierwotnej. Zarzu- 
cić moina p, Dingelstedtowi, ii zbyt wieie wagi daje ginekoki-acji, 
opierając się na wątpliwym autorytecie Bachłiofena. 

Jf, Jaiowt, 



PRZEGUD CZASOPISM. 



Archivio per lo studio delie tradizioni popolari. Redaktor 

J, Fitró. T XIII, zegz. I i 2 (1894, póln 1-e), P, Wida.NWl, 174, 

Za współdziałaniem badaczów z rozmaitych okolic półwyspn 
włoBkiego, coraz więcej priybywa szczegółów o apoaobach, w jaki lud 
święci uroczystości religijne, orax wiadomości o czci, oddawanej nie- 
którym Świętym, jako tei o przesądach i wróżbach, do dni ich 
przywiązanych. 

Nowy Rok bywa obchodzony wszędzie z oznakami radoici, 
a iyczeoia i podarki^ jako zapowiedź pomyślnością należą do zwy- 
czajów powszechnych. Szczególne jednak tradycyjne obrządki odby^ 
wają się w niektórych okolicach, W Emilji, w każdym domu włos- 
ciaitskim pieką pewien rodzaj ciasta, dzielą je na tyle czci^ci, ila 
jest członków rodziny, a punkt o godz, 12-ej po spożycia ciasta, naj- 
starszy w domn wbija palik na środku dziedzińca i tym sposobeoi 
grzebie rok stary. Jest to widocznie zachowana pamiątka z pogai^i- 
skich czasóWj kiedy ko!i8ul rzymski wbijał corocznie gwofdź, clami» 
annaiift^ po prawej Stronie ołtarza^ w świątyni JowiBza, 

W Carpeneto d'Acqni, w dzień noworoczny, ojcowie i matki 
chrzestne mają obowiązek obdarzania chrześniaków słodyczami, 
1 kumowie dają swoim kumom małe upominki na kolfjdę; te 
znów odwdzięczają się podarkami w dziefi Trzech Króli. 

W dzień Nowego Roku nikt nie powinien zaciągać poiyezki 
pienięinej, ani braó ognia od sąsiadów; ktoby to uczy u ił, byłby 
w biedzie i kłopocie przez ciąg całego rukUp Ponieważ z tego dnia 
wyciągają się wróżby na rok cały^ każdy się stara micó w kieszeni 
jak najwięcej pieniędzy, Ludzie pobożni szczególnie unikają grze- 
chu, i tylko niepoprawny pijak lub azuter pije i gra dnia tego. 

Spotkanie na ulicy lub ujrzenie przez okno pierwszej osoby 



168 



BIBLJOGRAFJA 



stanowi takie zapowiedi dobrego lab ilego roko, st6eownio do jej 
ptei i stann. Ksiądz svróźj śmiertelność i nieBZCS^Scia, iołnierze 
wojnę lab niepokojej kobieta plotki, 

W wielu okolicach ubodzy śpiewają kolędy bogatym i otrzy- 
mujii za to porzcetunek i pieniądze, W Sardy u j i dziewczęta czynią 
wrMby o zamąlpójściu za pomocą kłoedw jęeamiennytlj. Kładą 
do młaki z wodą dwa kłosy « jednemu z nieb nadają imię młodzieii- 
ca, którego mają na myśli, a drugiemu imię własne. Jeśli pływające 
kłoBy się złączą, małiefiatwo dojdzie do skutku. Stare kobiety rzu- 
cają takie na miBCCzkę wody ziarna jęczmienia według liczby dziew- 
cząt, o których myślą. Ile ziarn wypłynie, tyle dziewcząt wyjdzie za 
mąź w ciągu roku. 

Z pogody i temperatury dwunastu pierwszych dni stycznia wno- 
izą o pogodzie i auszy odpowiednich miesięcy i nazywają to wróżby 
kalendarzem króla Salomona, 

U nas istnieje podobna wiara, tylko za normę dla miesięcy 
służy dwanaście dni po wigilji Doiego Narodzenia. 

W Tieai dziewczęta podsłuchują w wigilję Nowego Roku 
u drzwi domów, w któryeb są trzy kobiety, noszące imię Marjl, i we- 
dług tego co słyszą, wróią sobie przjszłośó^ a na drugi dzieft rano 
czatują na pierwszą osobę^ wychodzącą z takiego domu, i zapytują 
o imię, Będaie to imię przyszłego męŻa, 

W całych górnych Włoszech pieką na Nowy Rok tak zwane 
paneUme^ rodzaj wielkiego jajecznika w kształcie bochenka. Podobne 
ciaBta w róinych prowincjach mają odmienne nazwy i kształty, 
W Sardy nj i gospodynie pieką podluine ciasta i rozdają je ubogim. 
W Baesari nadają ci^istu kształty stosowne do zajęcia osób^ dla któ- 
rych są przeznaczone^ Naprz. ciasta dla uczącej się młodzieiy mają 
kształt ksiąiek^ kałamarzy iCp. 

W Tiesi z ciasta noworocznego wyciągają wróiby i pieką je 
w taki sposób, aby jeden jego koniec^ tak zw, „głowa/ wychodził 
z pieca. To ciasto ma uosabiać głowę domu; pieką je tyEko ko* 
biety, mające męia iyjącego i obecnego. Jeśli ciasto dobrze się 
udało, mąi ten będzie miał długie iycie, jeśłi jest przeciwnie — 
umrze wkrótce. 

W Kalabrji Boże Narodzenie jest obchodzone uroczyście, a ca- 
ły miesiąc grudzień jest uważany jako wesoły. W kościołach od- 
bywa się uroczysta nowenna do Niepokalanego Poczęciaj podczas 
której chłopcy, naśladnjąc niby zwiastującego anioła, dmą z całych 
si! w piszczałki^ rozdzierając uszy słuchaczom. Na święta same 
kaidy i każda przysposabiają według moinoiei nowe suknie, 
a przynajmniej nowe trzewiki. 

Potrawą, konieczną na wieczór wigilijny, jest ciasto drożdżowe, 
smaione ua oliwie, coś nakształt naszych racuszków; smaży się je 
w każdym domu wesołym, tj, takim, gdzie w ciągu roku nie było 
śmierci ani ciężkiego zmartwienia. 

Mieszkańcy Kalabrji literalnie przez cały miesiąc o niczym 
Innym nie myślą i nie marzą, tylko o nadchodzących świętach. 



BIBLJOGBAFJA 169 



W samym icb obcbodzie moioa upatrywać pamiątka SaŁuraalji ataro- 
iytiiych, ktdre nadają swój charakter najbardziej chrześójaAekiej rocz- 
nicy. Jeśli tylko jaka taka pogoda pozwala wycbylić si^ 2 pod daebtt, 
uliczki wioaek i miasteczek napełniają się tłumem rozgorączkowanej 
Indnoici, która śpiewa, krzyczy^ tańczy z całym zapałem południow- 
ców. Kawiarnie^ — a szynk każdy zmienia się tej nocy na kawisrni^^ -^ 
nie mogą pomieścić tłomów^ które piją wódkę i arak, niby wodę 
w ddeń upalny, Organiznją tiię tafice, pod wodzą doświadczonego 
wodzireja, który głosem podniesionym wydaje rozkazy, wykonywane 
ściśle przes wesołe rzesze. Tańczą starzy i młodzi, kto tylko 
na nogacb ntrzymać si^ moie; taficzą^ dopóki taniec w głowacb nie 
ukręci, nie wyczerpią się siły i sen nte zmorzy « 

Raoo dopiero, kiedy dzwony wzywają do kościoła, zrywają się 
śpiący, tancerze zbierają resztki «ił i biegną, ażeby wzii^ó udział 
w naboiefistwie, oraz zobaczyć w jasełkach wystawione Dzieciątko 
Jczna w złotym spowicin, Najśw, Pannę, świętego Józefa i pasterzy. 
Piszczałki chłopców odzywają się z Dtezmierną siłą^ lud nawpół 
przytomny tłoczy się z hałasem, a po skończeniu mszy, wszyscy za- 
mteniają życzenia i udają się do domów po nocy bezsennej. 

W kaldym cłioóby trochę zamożniejszym domu urządzają takie 
jaaełka kn wielkiej radości dzieci. 

Ten sam zwyczaj panuje na wyspie Sardynjl, Tam jednak wi- 
gilja Boiego Narodzenia bywa obchadzoria z daleko większą po- 
wagą, 

W Logndoro gromadzą srę rodziny i oczekują około ogniska 
mszy pasterskiej. Idąc na nią^ przyświecają sobie głowniami ssapalo- 
nemt, które zaBtępnją latarki. Jeśli młodzieniec prowadzi na pas- 
terkę dziewczynę, tym samym uwaia się za jej narzeczonego, a ten 
rodzaj publiczny cli zaręczyn jest bardziej jeszcze obowiązujący, nii 
zamiana pierścionków i przyrzeczeń. Biada temu, ktoby potym po- 
rzucił dziewezynęi 

Był to w dawnych czasach powód straszliwych wendet, wyko-* 
nywanych najczęściej w noc Bożego Narodzenia, na pamiątkę dnia, 
w którym powzięte było zobowiązanie, zerwane niebacznie, 

W Ogliastra młodzież w czasio nabożo^stwa spożywa kolację 
w kościele, a potym zabawia się róinemi figlami, równie niewłaśei- 
wcmi w tym miejscu, na które jednak zwyczaj pozwala, np. chłopcy 
mocno zszywają razem suknio najładniejszych dziewcząt. 

Po powrocie do domu zasiadają wszyscy na ziemi koło ogni- 
ska, w którym płonie ogromne deltowe polano, i rozpowiadają o dziel- 
ności przodków, o niet>ezpiecznych polowaniach, jakie odbywali albo 
też wprost 2at:awiają się bajkami lub śpiewają pieśni, właściwe uro- 
czystości. 

Potym następnje podknrek, złożony głównie z kiełbasek z pro- 
aięcia, owędzonych jałowcoym dymem i z ziarnek prażonej kukury- 
dzy, ulubionego przysmaku w Sardynji. Po kolacji znowu rozpo- 
czynają się gry i zabawa » 

Dziewczęta, wedłng zwyczaju* starają się odgadnąó swą przy- 
szłość. Wróżby odbywają się w następujący sposób: Stawiają na 



170 



BIBLJOGRAFJA 



Ziemi pięfi apodków: jeden z wodą^ drugi z popiołem, tr^ci z klu- 
czykami, CEwarty z trocitiami, piąty próiny. Dziewczęta, jedna po 
drngiej, zawiązują sobie oczy i po omacku wybierają spodki. Ta, 
która trafi na wodę, będzie miała mcia rolnika; ta, co wybierze po* 
piół^^mlynarza; ta, co troci ny,- — stolarza. Klucze oznaczają bogactwo, 
a pnaty apodek biedę. 

Istnieje wiara, ii w noc Bożego Narodzenia ten aprawdssa się 
tyra, którzy śpią z głową opartą na polanie. 

Kobiety przy nadziei powinny koniecznie wysłuchać mszy pa- 
sterskiej, a z pewnością powiją śliczne i zdrowe dziecię. 

Urodzló eię w dzień Bożego Narodzenia jeat wietkioi szczęściem; 
broni to od złego siedm okolicznych domów. 

święto Trzech Króli, czyli Epifanji, stanowi dalszy ciąg nro- 
czystości Bożego Narodzenia^ Zdając sprawę z „ArcbiTio,** pisaliśmy 
jnł o tajemniczej Befanie, wieszczce dnia tego, o której Włosi mają 
pełno legiend. Opiekuje się ona szczególnie dziećmi, które zwykła 
jeszcze na Boie Narodzenie piszą do niej listy, wyrażając swoje 
pragnienia. Listy te kładzie się w Icomin^ albowiem zamieszkuje go 
Befana, a przynajmniej tą drogą ma się dostawać do mieszkań. Be- 
fana jest czarno ubrana, ma potworny garb, głos tubalny, ale wspa- 
niałość jej jest wielka. Zostawia dzieciom swe dary, bądi to w ko- 
szyka, umyślnie na ten eel położonym w kominie lub wywieszonym za 
oknem, tlbo też osobiście^ gdy ktokolwiek z domowych przybiera jej 
postać, przynosząc przestraszonym i zachwyconym dzieciom zabawki, 
łakocie i to wszystko, czeso pragnęły. 

Lud włoski wywodzi pochodzenie Befany z Kor fu. Jest ona 
bardzo wspaniała dla dobrych dzieci, ale złym, zamiast darów, przy- 
nosi rózeczkę. Matki i niańki straszą nią często małych grymalników. 

W nlektórycłi okolicach w dzień św* Antoniego, który przy- 
pada 17 stycznia, starsi dają sobie wzajemnie podarunki^ które ma 
niby przynosić siarzee^ odpowiadający starej garbusce Befanie* 

Św. Jan Chrzciciel jest w całych Włoszech przedmiotem wiel- 
kiej czci; w Pesaro młodzież poświęca noc przed tym dniem na 
zbieranie kwiatów, a rano następuje ich zamiana pomiędzy osobami 
życzliwemf, gdy przeciwnie znakiem niechęci i wzgardy jest czosnek. 

Czosnek odgrywa taro rolę, jaka u nas przypada czarnej po- 
lewce lub arbuzom; podany konkurentowi, znaczy odmowę. 

W Ankonie, w dzień św. Jana, matki gotują czosnek i kwiaty 
goździków w wodzie morskiej^ a następnie myją nią dzieci, aby je 
ehronid od złego oka. 

W Ankonie, tak same, jak w Pesaro, jest zwyczaj dawania kwiatów 
w dzień św, Jana, Chcąc go uczcić i okazać mu swą iyczliwcćć, po- 
syła się bukiety i kosze kwiatów, oraz odpowiednie drobiazgi. Osoby, 
obdarowane w ten sposób, odwzajemniają si^ w dzień św. Piotra, 
a jeśfi zamiana kwiatów trwała przez trzy lata, stanowi to rodzaj 
związku czysto duchowej natury, jakby kumostwo pomiędzy dwiema 
osobami, i związek tea bywa szanowany powezet^hnie. 

Można powiedzieć, iż Włosi, ^yjąe ciągle z naturą i na powie- 
trzu, dzięki klimatowi, mają też pewien kult natury, objawiający 



i 



BIBLJOGRAPJA 171 



Bię we wBzyetkich atosnnk&cb. Kult ten wlda^ nawet w zabawach 
d2ieo]Dn3rcb; kftidy mieafąc ma ewaje grj właściwe, i dzieci dię do 
nfch Btosają, powtarzając priytym przysłowia, okreiSlające właściwo- 
ści kaidego micBiąca. 

^Styczeii bnduje mosty/' mówi przysłowie, bo mrdz ścina rze- 
ki i pozwala przebyć je ancb^i nogą. W okolicach więc, gdzie rze- 
czy wiicie istnieją owe lodowe mostyj dzieci nżywajf^ ślizgawki, albo 
też staczają się z pagórków śniegietn pokrytych. 

s Styczeń mosty bndnje, a loty je psuje,*' mówi przysłowie, 
dzieci więc nie mogą już nżywać poprzedniej rozrywki i po większej 
części muszą ba wid aię pod dacbem. Grają wówc^aa w ślepą babkę, 
która po włosku nazywa się „ślepą miiehą,'^ a w Romanji „ślepą mas- 
ką,** co bodzi domysł, ie zapusty, a właściwie koniec zapust, tak 
buczule obchodzony we Włoszech, zostaje w pewnym związku z tą 
zabawą. 

Marzec, zwany przez Francuzów miesiącem wietrznym, nosi 
u Włochów uazwę miesiąca miłości. Różnica nazw tłumaczy się 
różnicą klimatu, który na południu pola i ogrody kwieciem ubiera. 
Dzieci nikt jui pod dachem otrzymai^ nie może; zwabione promie- 
niami ciepłego słońca, jak pszczoły wysypują się z domostw. Ulu- 
bioną ich zabawą w tym miesiącu jest puszczanie latawców. Noszą 
one w różnych okolicach odmienne nazwy: orła, smoka, komety, ate 
w gruncie rzecz jest zawsze ta sama. 

W miesiącn kwietnia wypada najczęściej Wielkanoc, Włosi 
ot>chodzą ją mniej uroczyście, ntż Boże Narodzenie. Mają jednak 
niektóre zwyczaje i obr^^dy, przypominające nasze, bo grają w nicli 
największą rolę jaja, które święci ksiądz, obcłiodząc domy swych pa- 
rafjan. Jedno z tyeh jaj podzielone ua cząstki, gospodyni domu da- 
je spożyć członkom rodziny, żadnego nie pomijając^ w aam dzień 
Wielkanocny, a z reszty sporządzają zupę, bardzo lubtauą i ożywa^^ 
ną zwykle dnia tego, szczególnie w Romanji, 

Dzieci bawią się jajami, uderzając jedno o drugie; to, które 
awym najpierw zbije drogie, wygrywa. Jaja, do tej gry używane, 
są zwykle barwione na różne kolory, a czasem mają desenie, jak 
nasze pisanki. 

Autor artyknłu, Ciro Massarolij wywodzi ten zwyczaj od daw- 
nych Rzymian, którzy uważali jajko za symbol świata, zaczynali od 
niego uczty obrzędowe i ofiary na cześć umarłych. Szczególnie zaś świę^ 
ciii je Cer erze. Młodzież rzymska bawiła się w sposób wyżej opi- 
sany jajkami malowanemi na czerwono, na pamiątkę Eastora I Po- 
luksa, którzy wykluli się z jajka. 

Na maj mają dzieci uprzywilejowaną zabawę, którą jednak 
tmdno czymkolwiek związać z miesiącem, w którym się odbywa. 
Robią trzy dołki w ziemi w jednym rzędzie, a w środkowy kładą 
drobne monety, guziki itp, przedmioty, potym rzucają drewnianą pił- 
kę. Jeśli wpadnie w dołek obatawiony, rzucający wygrywa. Zabawę 
tę uprawiają głównie dzieci, idąc do szkoły, i tym sposobem tracą 
wiele czasu. 

W czerwcu ulubionym przedmiotem zabawy są pestki z wiśni, 




172 



BIBLJOOBAFJA 



których ten miesiąc obiicie dostarczn; pestkami dzieci grają w j,cetDo 
czy ]Jebo,^ albo tei w gr^ trudoiejfizą: odpady waaia ilości pestek, 
trzymanych w lacianiętej piąstce, 

W lipcu eluią do zabawy pestki morelowe. Te trudno sohowafi 
w rckn« Dzieci kładą pestkę w określonym kółku, a drugą atarają 
SL^ W nią trafić i śmiejąca poruszyć. Jest to wi^c gra zręcznoSci* 

dierpiefi jeat ^e Włoszech uprzywilejowanym miesiącem ^ tak, 
IŻ nawet w wielu miejsc o woiSciach istnieje zwyczaj obdarzania służ- 
by, ażeby miała za co się zabawić^ czyli, jak mÓwi^^ /ar agoste (świę- 
cić sierpiefi). Dzieci w tym miesiącu zabawiają się w piłkę, bądf 
rzucając ją ręką^ bąd£ za pomocą rakiety, a zawsze chodzi o to, 
ażeby piłka, zręczuie podbijana, nie dotknęła ziemi. Gra ta znana 
była w odległej staroiytności, Jako ulubiona rozrywka chłopiąt 
i dziewcząt. Wspomina o niej wielu poetów, począwszy od starego 
Homera, W Odysei piękna Nauzyka z towarzyszkami gra w piłkę 
nad morskim wybrzeżem. 

We wrześniu, miesiącu wakacyjny m^ są używane rozmaite za- 
bawy, do których sloią płaskie kamyczki. Kładzie się pieniądz na 
taki kamyk, a kto rzucając drugi kamyk trafi i pieniądz strąci, wy- 
grywa. Gra to także bardzo starożytna; znana już była Grekom, 
którzy się nią roznamiętuialL 

W październiku przedmiotem zabawy są orzechy włoskie, używane 
w podobny sposób, jak pestki morelowe> Naturalnie, że do podobnych 
gier możua wprowadzić wielką rozmaitość, ale zawsze głównie cho- 
dzi o zręczność rzutu. 

O ile pora dostarcza odpowiednich przedmiotów zabawy^ łatwo 
zrozumieć ich sezonowość (jeśli w ten sposób wyrazić się można), 
ale dlaczego dzieei w listopadzie głównie bawią się puszczaniem bą- 
ków, tego autor artykuł u nie tłumaczy. Za to pojąĆ bardzo łatwo, 
iż w miej SCO wośeiaeb górzystych, kiedy grudzień przynosi pierwsze 
zimna i śniegi, dzieei chętnie lepią i niego kule i rzucają wzajemnie 
na siebie śnieżkami. Ta zabawa jest równie zrozumiała w tym mie- 
siącu, jak ślizgawka w styczniu i gry w pestki rozmaitych owoców 
w miarę ich dojrzę wania^ 

Bardzo ciekawy obyezaj^ zachowywany w Bazylikacle, podaje 
korespoodeut „ Archi vio'' P, Pulci. 

Na pogrzebach osób blizkich, towarzyszący orszakowi, którzy 
chcą swój żal okazuć, otulają się ciężkiemi płaszczami^ bez względu 
na porę, tak, M w lipcu i sierpniu literalnie pot spływa z nich stru- 
mieniami. Pomimo to, nikt się od zwyczaju nie uchyla, gdyż by* 
łoby to ubliżeniem dla osoby zmarłej. 

Nadto mamy w j,Arcbivio** obszerny zbiór klątw^ przysiąg 
i zwyczajowych powitaii, zebranych z różnych stron Włocb, 
Zbiór to bardzo bogaty^ bo, jak wiadomo, narody południowej mają 
pod tym względem wyobraźnię niewyczerpaną. Życzą też mniej 
więcej tak, jak w innych krajach^ nieszczęść, chorób, śmierci pod 
różnemi formami osobom, które ich gniew wzbudziły. 

Klątwy są nrozmaiccne i zastosowane do osoby. Chudej życzy 



B1BU00RAFJA 173 



się, £eby jeszcze sclindta, tłustej, by utyła kż do pęknięcia. W Me- 
sy nie, przeklinając kogo, wyliczają różne części ciała i życzą w nieli 
bóln, iyczą śmierci z trucizny, jako też chorób najprzykrzeJBzych. 
Są to jednak rzeczy doałS zwyczajne i wszędzie mniej więcej 
jednakie. 

Oryginalniejsze są niektóre przekleństwa w Kalabrji, gdzie np. 
życzą nieprzyjaciołom, ażeby pajęczyna zasnuła ich ognisko^ czyli 
innemi słowy, ażeby nie mieli co gotować, albo żeby ciało ick by- 
ło tak zmiażdżone, iżby jego cząatki przejść mogły przez ocz- 
ka pończoch, lub żeby im starczył na pieniądze woreczek z paję- 
czyny. 

Na wyspie Sardy nj i przechowały się jeszcze klątwy z daw^- 
nicjszych czasów, Naprz. życzą, ażeby kto był skazany na stos, 
ażeby był piętnowany na twarzy. Wspominają także o tym^ aieby 
każdą rzecz przedsiębrali w złą godzinę. 

U nas lud wierzy wprawdzie w złe godziny, ale niema podob- 
nego przekleństwa. Sardy uczy cy klną także piorunami blękitneuii 
i czarnerai, choć nie wiadomo, które uważane są za szkodliwsze. Życzą 
złej spowiedzi Wielkanocnej i śmierci od kuli, kiedy przeciwnie 
wSycylji i na stałym lądzie Wioch przekleństwo to zastępuje życze- 
nie śmierci od noża. Ujawnia się tu różnica obyczajowa, łiła Sardyń- 
ezyka, jak i Korsykanina, strzelba jest ulubioną bronią, Oi, którzy 
chcą wykonać vendttę, posyłają kulę nieprzyjacielowi^ kiedy w in- 
nych częściach kraju posługują się nożem. 

Wogóle w całych Włoszech, gdzie idzie o zaprzysiężenie ja- 
kiej rzeczy, osoba przysięgająca składa na krzyż wielkie palce 
rąk i kładzie je na ustach, tak, ażeby słowa jej przez krzyż prze- 
chodziły, a zatym byty wiarogodue. 

I w tym razie także zaklęć jest mnóstwo; przytaczam tylko 
charakterystyczne, W Sassari np, przysięgają na święte powietrze; 
wyrażenie to przypomina ton t]scbilosowy. Jest tu znów szereg 
przekleństw podobnych do poprzednicli, tylko wypowiadanych wa- 
runkować, niektóre jednak w^yróżniają się oryginalną formą, jaknp.: 
-Niech z mojej czaszki piją ptaki, '' „Niech mi mózg wyjdzie 
z głowy," 

Kiedy komu zginie jakie bydlę i jest posądzenie kradzieży, po- 
szkodowany wzywa wszystkich mieszkańców okolicznych do przy- 
siek. Przysięga wykonywa się na rodzaj amuletu, który ma po- 
siadać własność, że kiedy kto nań przysięgnie fałszywie, albo pada 
na miejscu rażony nagłą śmiercią, lub ulega wielkiemu nieszczęściu. 
Zwyczaj ten jest rozpowszechniony między pasterzami^ którzy ni- 
gdy nie udają się do sądów, ale sami docliodzą swej krzyivdy 
i mszczą się za nią. Wszędzie zresztą istnieje wiara, iż fałszywa 
przysięga sprowadza śmierć. 

Powitania są także rozmaite; w różnych okolicach wymagają 
odpowiedzi, które się daje zwyczajowo* Naprz. w Pjcmoncie spo- 
tkawszy dziewczynę, mówi się: ^dzień dobry" lub ^^dohry wieczór,** 
stosownie do pory, dodając: „piękna dziewiczy no." Ona zaś powinna 
odpowiedzieć: ,jjestem dziewczyną, ało nie jestem piękną," W nie- 



174 



BIBŁJOGRAFJA 



których mieJBcowojściach przy Bpotk+iiiiu iyczy się różnych szcKęśli- 
wych wypadków: zdrowia i szczęścia dla członków rodziny, przyj- 
kia na świat synów itp, 

zwyczaj składania życzeń przy kichmęciti igtmeje wszędzie 
miedzy hulem włoskim, a w niekturycli miejscowościach, przy ży- 
czeniach czyni aię zabawne dodatki, W Pjemoncio życzą szczę- 
ścia ładnemu noskowi, który kichuijl, a odpowiadaj i|cy życzy ezczc- 
ścia pięknym ustom, które te słowa wyr^sekły. Trudno już dalej 
posuwać ugrzeczuienie» ale bo też lud włoski, spadkobierca wiekowej 
kultury, posiada wykwintno formy. 

Marynarzo w Neapolu dzielą się na różne grupy, stosownie 
do rodzaju zajt^ć. które te^ wyrabiają otlmienne obyczaje. Wszyscy 
jednak mniej więcej mają swoje wady i przesądy, wszyscy są 
gwałtowni i mściwi, a wówczas bez namysłu wykonywają ez>Tiy 
niepowrotne. 

Każda grupa ma swego naczelnika, który nią rządzi i rozsą- 
dza spory, zaszłe między jej członkami. Naczelnik ten nie jest 
według nowożytnego systemu wybierany większością głosów. Naj- 
częściej tę godność otrzymuje się drogą dziedzictwa, wyboru po- 
przednika, albo też za pomocą jakiego znakomitego czynu, jedna- 
jącego szacunek powBzechny, Potrzeba przj-tym uczciwości, roz- 
sądku, życia nieakaziteincgo. Bez tycli warunków nic nie znaczą 
wszystkie inne. 

Najczęściej zdarza się^ że ojciec przekazuje godność swą sy- 
nowi, a to bez względu na starszeństwo. Wybiera on z pomiędzy 
synów tego, który zdaje mu się najodpowiedniejszym. Syn ten musi 
być koniecznie żonaty i mieć umysł stateczny, ażeby w każdym 
wypadku dać dobrą radę. Do niego się udają przy zawieraniu 
małżeństw, przy wyborze kumów, przy obrzędach pogrzebowych. 

Szczególnie źle widziano są małżeństwa mieszane, między ludź- 
mi, należącemi do grup rozmaitych. Zdarzają się też bardzo rzad- 
ko, a w tym razre małżonkowie przenoszą się zwykle do innych 
miejscowości* 

Jeżeli jaki naczelnik grupy chce za życia zrzec aię swej 
władzy z powodu wieku lub choroby i przelać ją na kogo isinego, 
stanowi to uroczystość, tym aolenniejszą, im większej sławy i sza- 
cunku używa ustępujący. 

Nieda^Tio abdykowal w ten sposób naczelnik nurków, stano- 
wiących osobną grupę pomiędzy ludnością, żyjącą z morza; miał 
lat osiemdziesiąt osiem i z powodu wieku był (kiekauem wszystkich 
naczelników grup, Wiek pjdeszły zmuszał go do złożenia urzędu, 
któremu już wydolać nie mógł, oddał go więc w ręce najmłodsze- 
go syna, bo tego uważał za najwłaściwszego swego następcę. Dał 
mu wszystkie swoje rybackie narzędzia i sprawił dwie nowe lo- 
dzie, zwyczaj bowiem wymaga, ażeby naczelnik był posiadaczem 
przjmaj mniej dwóch łodzi. Wszyscy też uznali wybór ojca, bo rze- 
czy wiście znali w synu przymioty siły, odwagi, energji i rozumu, 
jakie jednały ojcu powszechny szacuuek. Ojciec ten, sierota od 




BIBLJOORAFJA 175 



I 



małego dziecka, wsławił Bię swą dzielnością, ratując w wielu wypad- 
kach tonących. 

NAcsseliiik nurków musi dad dowody swojej zręcznoaci. Do- 
wody są następujące: kiedy morze uspokoi aic po gwałtownym wie- 
trze i wypływają na wierzch porosty, zwykle na dnie ukryte, po- 
winien on dobyć z głębin pieniążek srebrny, rzucony w tym celu, 
a potym jcbzczc wydobyć kilka skorupiaków, z góry oznaczonych. 
Bkoro z tej próby wychodzi zwycięsko, cała młodzież wskakuje do 
wody^ otacza go wieńcem, wyprawia owacjo, a dzicwczł^ta z łodzi 
rzucają im cukry, <^elując prosto w usta; oni chwytają je 
w locie- 

Ccremoaja odbywa się przy zachodzącym słońcu, a zaprasza- 
ni są na nią wszyscy rybacy, należący do grup rozmaitych. Wszys- 
cy tei przypływają na łodziach z pełnym rynsztunkiem rybackim, 
wysU-ojeni, wioząc równie strojną rodzinę. 

Niestawienie się na podobną uroczystość byłoby śmiertelną 
obrazą. 

Następuje potym wielka biesiada i uroczysta przemowa ahdy- 
kującego naczelnika, który nowo mianowanemu wymienia przyszłe 
obowiązki. Ryby naturalnie są glównemi potrawami tej eharakto- 
rystyczuej uczty, a pólmiBkiem koniecznym jest pasztet ze szczu- 
paków. 

Samo niebezpieczeństwo, na które ciągle są narażeni mary- 
narze, czyni ich więcej zabotłonnemi niz ludzi, uprawiających spo- 
kojne rzemiosła, bardzo więc ciekawą i wdzięczną pracę podjęła 
pani Marja Savł-Lopez, zbierając i wydając legiendy morskie. 

Książka jej zawiera następujące rozdziały: Wstęp. — Morze. ^ 
Bohaterowie morza. ^Widziadła. — Fosforeacencja morza. — Duchy 
morza. — ^Mgla, skorupiaki, tęcza. — Król morza i kobiety łabędzie, — 
Okręty, widma- — Córki ziemi. — Skały i dzwony. — Wyspy i miasta 
tajemniczo. ^Potwory morskie, wichry, czarownico. — Syreny, — 
Pływak. 

W książce tej, zebranej przez Włoszkę^ najmniej jednak spo- 
tykamy włoskich legiend, autorka pisze, ii pomimo usilnych sta- 
rań, bardzo małą ich ilość potrafiła zgromadzić; albo więc rzeczy- 
wiście takich legiend jest niewiele, albo teź zaginęły wobec no- 
wożytnych prądów i ustroju. 

Kraje północne są pod tym względem daleko bogatsze. Co 
praw^da, autorka odrzuciła z umysłu, jako zbyt znane, legiendy grec- 
kie i łacińskie, które żyją w umyśle ludu i tak potężnie napiętno- 
wały Wiochy, ze spotykamy je na każdym polu. Ijcgiendy te jed- 
nak, jakkolwiek wspominane i obrobione przez poetów starożytnych, 
stanowiłyby przyczynek pożądany i równoważyłyby swym pogod- 
niejszym clmraktercm szereg groźnych widziadeł, w7tworzonych 
przez fantazję narodów północnych. Są przecież niektóre fanta- 
styczne pojęcia, rozpowszechnione tak szeroko, iż spotykamy je 
z małemi warj antami w różnych krajach. 

Do takicłi należy wiara , iż trąby powietrzne, nawet w naj- 
niewinniejszej swej formie, piaskowego wiru, są spowodowane przez 



k 



176 BIBLJDGBAFJA 



złośliwą istotę, czarownica lub aamego djabla. Kiedy w roku ubieg- 
łym d. SO kwietnia, cyklon nawiedził miasto Trapani, powywracał 
drzewa i latarnie miejskie, rozpędzi! muzykantów, którzy mieli 
przygrywać wieczornemu spacerowi, i porwał w powietrze szyłdwa- 
cłia razem z budkf|, do której się acli ronił, stało siłj to za sprawą 
zlej duszy. Dusza ta byłaby jeszcze więcej złego sprawiła: szczę- 
yeiem, włosy jej uwikłały się w gałęzie drzewa, i to ^ą obezwład- 
niło. Kilka osób widziało jednak nagą kobietę z rozwianemi wło- 
sami, usiłującą uwolnić zaptątane pukle. Czarownica znikła, unosząc 
z sobą burzę, skoro tylko ją dostrzeżono. 

Lud nasz wierzy także, iż w wiracb, powstających przy wie- 
trze, ukrywają się czarownice lub sam djabel. Jońli się w taki 
wir rzuci nuż zupełnie nowy, a jeszcze lepiej poświęcony, zrani 
się niezawodnie niewidzialną osobę. Jeśli to była czarownica, po- 
znaii ją bodzie można po ranie. Czasem można w ten sposób przy- 
bić samego djabła do ziemi i zmuaiii do wykonania swej woli. 

We Włoszeeh logiendy często łączą wicher z djabtem. Ta 
niewidzialna siła, poruszająca powietrze, budzi pojęcie tajemniczej 
kierującej nią istoty. Wicbcr jest uważany przez lud włoski za 
djabelskiego rumaka; korzystają z tego złośliwi i mówią/ iż djabel 
siedzi ciągle tam lub owdzie, a rumak oczekuje na niego darem- 
nie. Są bowiem przy zbiegu ulic na plaeach miejiłca uprzywilejo- 
wane, gdzie zawsze czuć powiew wiatru. To dlatego, że djabel 
przebywa w którymś z otaczających gmachów, a często nawet w ka- 
pitule tub klasztorze. 

W Neapolu oprócz św. Januarego, jest czczony niemal na 
równi z nim św. Antoni, patron od ognia i św, Wincenty. Szcze- 
gólne nabożeństwo do tego świętego, wprowadzili Hiszpanie za cza- 
sów swego panowania. Dzień jego bywa obchodzony z niezmierną 
m-oezystością^ Uboga ludność je i pije przez trzy dni z rzqduj a ro- 
dziny zastawiają nieraz najpotrzebniejsze sprzęty, ażeby zadość 
uczynić tomu zwyczajowi. Po pijanemu często przychodzi do kłótni 
i bójek; szczęściem, szpitale są blizko. Istnieje też piękny zwyczaj, 
złączony z imieniem tego św^iętego. Każdy bez wyjątku, wiozący 
kamienic z łomów Capodimonte, zostawia za każdym przejazdem je- 
den kamień w umówionym miejscu. Tw^orzy się z tego szybko stos 
ogromny, który w dzień świętego Wincentego sprzedają ua ko- 
rzyść stowarzyszenia dobroć zynnego^ zostającego pod jego we- 
zwaniem. 

Pomiędzy obyczajami wloekiego i naszego luda niejodnokrot- 
nio zauważyć można pewne podobieństwo. Noivym tego dowodem 
jest zwyczaj, istniejący w niektórych okolicach Wioch, zbierania 
flię na wieczornice, mające ten sam charakter, co nasze. 

W miejscowościach górs^krcli około Bolonji, w długie zimowe 
wieczory zbierają się mieszkańcy do upati^zonego doinu, który goś- 
cinnie otwiera się bez wyjątku dla wszystkich. 

Miejscem zebrania nie jest tak, jak u nas, wesoła izba, 
oświrtlana raźnym blaskiem ogniska, ale stajonka, w której ko- 
rzysta się z ciepła zwierzęcego. Lampka, zawieszona u belki, daje 



BIBLJOGRAFJA 177 



alabe światło, a kobiety z kądzielą tworzą zwarte grono około naj- 
ważniejszej osoby zgromadzenia: opowiadacza, zwanego si fulma. 
Fulesta różni się od sycylijakiego coj\i<utoH€^ gdy^ ten trzyma się he- 
roicznych baśni cyklu Karolowego, on zaś opowiada zwyczajne baj- 
ki. Pomiędzy temi bajkami a nowelami Dekamcroua i dawnych 
nowelistów włoskich istnieje pewne podobieństwo. Może pochodzą 
one z jednego :£ródła? Ozy noweliści czerpali tematy w opowiada- 
niach hidowycli? czy też dawne nowele mogły różne mi drogami 
przedostać Bię do Indu? Istnieje tu pole do ciekawych porównaw- 
czych etudjów. 

Zaznaczyć jednak trzeba, iż charakter opowiadacża fuleaty 
rzadko bywa swawolny. Słuchacze najlepiej lubią powieści tkiiwe, 
a nawet sentymentalne, o Bierocic, poszukującej zaginionej siostry, 
o matce, której ukradziono dziecię, o uciśnionej niewinności, oskar- 
ionej o różne występki itp. 

Im większe nic bezpieczeństwa przechodzą bohaterowie opowia- 
dania, tym robi ono większe wrażenie* Kikt naturalnie o praw- 
dopodobieństwo się nie troszczy, a w potrzebie dobra wieszczka^ 
albo też interwencja istoty błogosławionej, rozwiązuje trudne sy- 
tuacje. 

Opowiadający posiadać musi pewien talent. Głosem dopomaga 
sobie do wzbudzenia wzruszeń, umie słodko przemawiać w cliwilacb 
rozczulenia i z surowym akcentem malować obraz dzikiego czło- 
wieka, który grać musi rolę w najulubieńszycli powieściach. 

We Włoszech tak samo, jak i u nas, kukułka jest uważana 
za wróżbitę przyszłych losów. Kukułka jest ptakiem cudownym, 
zajmuje się losem człowieka, służy za pośrednika pomiędzy nim 
a potęg-ami nicwidzialnemi, i dlatego nie ma czasu wysiadywać włas- 
nego potomatwa. Zajęta ważniej ezemi sprawami, powierza je cudzym 
staraniom. 

Kukułka wie wszystko. We Włoszech zapytują jej rolnicy: 
jaki będzie urodzaj? ile zarobią na swojej roli? — dziewczęta: ile lat 
czekać mają na męża?^ — starzy: ile im lat życia pozostaje? Ptak na 
wszystko odpowiada liczbą swych kukań, 

Kiedy jednak ta liczba nie jest w zgodzie z chęciami pyta- 
jących, trzeba się udać do starych kobiet, posiadających tajemni- 
czą wiedzę. One mogą, za pomocą zaklęć, zmienić zto losy i zni- 
weczyć niepomyrtlne wróżby. Na wszystko więc jest sposób, tylko 
trzeba go umieć użyć, 

Znachorki więc istnieją wszędzie^ gdzie w nie wierzą i gdzie 
uciekają się do ich wiedzy. Trzef-a przyznać, że znają one niekie- 
dy wiasni^iści ziół i za ich pomocą przynoszą ulgę w różnych do- 
legliwościach, a przytym wyobraźnia dopomaga im dzielnie, 

W SycyJji istnieje wiara w cudowną zdolnoać niektórych oso- 
biiitości do leczenia pewnych cliorób. Ze zbioru wierzeń i przesądów 
ludu sycylijskiego dra Pitrego wiemy, iż tak z w, ciranli, ludzie na- 
piętnowani od urodzenia znakami odpowiedniemi, nie lękają się 
ukąszenia jadowitych gad /.i n i nawet umieją je leczyć. Prócz togo są 

Wi$la L IX aej*, i * 12 



178 BIBLJOGEAFJA 



oaoby, których samo tchnienie uzdrawia, W okolicy Palermo znaj- 
duje sic taki człowiek, wzywany na wazy8tkio strony przez ludzi 
bo^'-atych i należących do warstw wyższych, który, tchnąwszy na 
chnre oczy, leczy je; wszyscy udający się do nie^o doznawali po- 
lepszenia, niektórzy zaś zupełnie byli nzdrtiwicni, 

Przy dzisiejszych badaniach naukowych o sugestji, fakt ten 
wytłum II czy e się daje, zawsze jednak zasługuje na uwag<j\ 

Osobny dział cudownych opowieści, stanowią ślady, zostawione 
na kamieniach przez stopy, ręce, lub cale ciało świętych, albo tei 
istot nadprzyrodzonych. Legiendy takie istnieją we wszystkich kra- 
jach, np, na wyspie Cejlon i&tnieje ślad stopy Buddy. We Włoszech 
podobnie cudownych śladów jest mnóstwo. 

W kościele św, Afcaty w Palermo po za bramą tej Świętej 
jo et kamień ze śladem stopy. Według tradycji, ślad ten zostawiła 
Św. Agata w następującej przygodzie. W r. 253 w czasie prześla- 
dowania chrześójan, prefekt sycylijski Kwinejan zawezwał przed 
a woj sąd do Katanji św. Agatę^ Ta, posłuszna^ wybrała się w drogę, 
ale zaraz za miastem rozwiązał jej się trzewik czy sandał; przy- 
mocowywała go, postawiwszy stopę na kamieniu, na którym ślad 
tej stopy pozostał. 

Inne zupełnie znaczenie ma krwrawa ręka^ odbita na odrzwiach 
jednej z sal pałacu Carini, w mieście tego nazwiska. Znana 
jest powszechnie iegienda o księżnie Carini, którą mąz zamordował 
podobnie jak w Rimini Lancilotto Franczcskę z powodu przenie- 
wierstwa. Uciekając przed mordercą, ofiara krwią zbroczona oparła 
rękę na odrzwiach, i krwi tej żadnym sposobem zmyć nic można. 

Legiendy o krwi^ nigdy nie zatartej, ale cudownym sposobem 
występującej na miejscu, gdzie była przelana^ są wszędzie rozpo- 
wszechnione, I u nas istnieją podobne. Pomiędzy innemi opowia- 
dają, że w zamku Zawieprzyckim była podłoga w ten sposób napięt- 
nowana z powodu spełnionej zbrodni. 

W Trapani pokazują w kościele Najświętszej Panny trzy po- 
sągi Pana Jezusa, Matki Boskiej i św. Józefa, wyrzeźbione % jedne- 
go kawałka drzewa; tradycja utrzymuje, ii gdy artyście nie star- 
czyło drzewa na wyrzeźhienie św. Józefa, świątobliwy zakonnik 
Vit Santo rozciągnął je cudownym sposotiem, nadając wymagane 
rozmiary. Stało się to w XVII wieku. 

Podobnie Św. Franciszek a Paulo w Milazzo, przy budowie koś- 
cioła, rozciągnąi zbyt krótką belkę. Ten sam Święty zostawił na 
kamieniu odbicie swej stopy w jednym z miasteczek kalabryjskicb. 

W kościele Najśw. Panny w Ścieli, niedaleko Syrakuzy, znaj- 
duje się płyta kamienna, z wyrytym na niej kopytem końskim. 
Znak ten pozostawił koń Najśw. Panny, gdy ukazała 8ię w czasie 
bitwTT pod Donnalucata, stoczonej przez chrzęść jan przeciw mu- 
zułmanom. 

Kie wszystkie znaki pochodzą od Świętych i są dowodem łas- 
ki Boskiej; nieczysta siła zostawia je także. W klasztorze Bernar- 
dynów a w, Anny w Sciacca, znajduje się na stole w refektarzu 
znakj zostawiony przez potępieńca, w następującej okoliczności. Je- 



i 



filBLJOGaiFJA IłB 



don % braci klasztornych zobaczył raz wieczorem cały refektarz 
oświetlony i wszystkie miejsca zajęte przy stolach przez zakonni- 
ków. Pobieli powicilzieć o tym gwartijauowi, który z krzyżem 
w ręku, utoczony zgromadzeniem braci, udał aię do refektarza, i za- 
stawszy nieznanych biesiadników, zaklf|i icli imieniem CijryBtuRa^ 
ażeby wyznali kto są i skąd przyszli. Wówczas jeden z nich od- 
powiedział, iż on i jego towarzysze pochodź;^ z piekła, a są ducfia- 
mi grzesznych zakonników; mówiąc to, ręką uderzył w stół i zostawił 
znak na drzewie. Po tym cale widzenie znikło. 

Na Kor&yce wiełe pomników megalitycznych nosi nazwę kuint 
djabeldkich. Raz djabcl rozgniewany odrzucił daleko od siebie 
młot, który padając o tysiąc metrów odległości, utworzył dziurę, 
gdzie zbierają się deszczowe wody. Ta mała sadzawka ma się 
ciągle powiększać, a w głi^bi dają się slyszeó w nocy gwałtowne 
aderzauia młotem w kowadło. O jednej z takich kuini djabelskich 
opowiadają, iż sw. Marcin założył się z odwiecznym wrogiem ludz- 
kości: kto prostszy zagon wyorze? Djabeł natrafił lemieszem na 
kamień, który się złamał. Kozguiewauy rzucił go i przebił nim 
górę Tafonato, jak to widzieć można. Woły zaś, użyte do roboty, 
zamieniły się w kamień. 

W legiendach zdarzają się często zakłady i walki Świętych 
% djabłem. W Umbrji 4 w, Florjan chciał przeciąć drogą górę Hos- 
sa, W tym celu jechał wozem, otwierając przed sobą cudownym 
sposobem skały; djabeł, chcąc mu przeszkodzić, rzucał pod wóz ol- 
brzymio głazy. Daremnie: nie powstrzymał Świętego, jednak w wie- 
lu miejscacik znaó na głazach ślady kół i osi wozu. 

Nie tylko Święci zakładali się z djabłem. Legienda slowiaóska, 
przywiązana do góry Prestrelenic we Frjulu, przypisuje otwór, prze- 
bijający gorę, djabłu, z którym założyła się Najśw. L^anna, źe prę- 
dzej od niego przebiegnie przestrzeń pomiędzy Luscharilłcrgiem 
a Madonną del Monte, cliociaź pozwoliła mu, nim się sama ruszyła, 
przejść prestrelenic, Djabeł rzucił się w drogę z takim impetem, 
że przebił górę swym ciałem. 

Według innej łegiendy, otwór, o którym mowa^ jest oknem, 
przez które djabeł przypatruje się pracy potępionych na pustych 
i groźnych stokach Cauiuo i Roccalana, 

Zabawną legiendę przywiązują Itor sykanie do wyrobu swego 
ulubionego sera, zwanego iroccAto. Owego ezasu zamieszkiwał wyspę 
straszliwy olbrzym Orco i wyrządzał ludziom okropne szkody. Ci 
zrozpaczeni^ zastawili niedaleko od groty, którą zamieszkiwał, a zwa- 
nej domem Orca, sam otrzaska w który wpadł nieostroj^ny olbrzym. 
Wówczas obiecał ludziom, ze jeśli darują mu życie, nauczy ich 
z mleka koziego robić najw^iększy przysmak, i rzeczywiście nau- 
czył ich wyrabiać hrotcUo, 

Nie tylko Najśw. Panna i różni Święci, nictylko odwieczny 
wróg ludzkości, szatan, zostawiali cudowne znaki swojego przejścia 
na głazach, skałach i drzewie, Lud włoski, znający na pamięć le* 
ciendy o Karolu Wielkim i rozkochany w jeg<ł paladynach, odnaj- 
duje także ich ślady w różnych zjawiskach natury* I tak niedaleko 



180 



BlfitJOGEAFJA 



od Gieniii w Val Pia rozpadlina w skale jest uwaiana jako znak 
Orlandowego miecza i nosi nazwę „cięcia Orlanda/' Tak samo w Vm- 
brji szczyt Monte Cuccio ma pięć rozpadlia, a góra ta pocięta była 
mieczem OrJanda. 

We Florencji, na frontonie kościoła św, Stefana, jest kamień 
ze znakiem podkowy; zofltawil go koń tego popularnego bohatera. 
Niedaleko zaś od Asyiu, na przydrożnej skale^ znajdują się wy- 
żłobienia, iiwaiane za miarę olbrzymiego ciała Orlanda- Bobater, 
według znaków, zostawionyeli jakoby przez jego kolana, łokcie 
i głowę, miałby z gór*^ trzy metry wysokości. 

Legiendy o iSl adach cndownych nie Bf^ bynajmniej wyczerpa- 
ne. Dr. Pitr6 zostawia tę rnbrykę otwartą, tak jak rubrykę za- 
klęć i przysi;|g; zapewne więc będziemy mieli sposobność do jed- 
nyełi i drugich powrócić. 

WaUrja MarrtnŁ 



Folk-Lore, kwartalnik londyński (por. WUła, YII, 227). Tom 
IV, zeaz, 2—4 (1893); tom V, zesz. 1-^4 (1894). 

Zeszyt 2. A. Nutt rozpatruje materjał, zebrany w dziele pan- 
ny Oox p. t.: Cindtrelia. — G. Itf. Godden porównywa podanie greckie 
o Dedalu i Zeusie % podaniem bułgarskim o Grozdance i przypusz- 
cza, że pochodzą one, ziirówno jak obrząd weselny wyprowadzania 
panu młodemu starej kobiety zamiast panny młodej, od jakiegoś 
prastarego ceremoujału, który wyobrażał zwycięstwo wiosny nad 
zimą.— Fairmau Ordisk, o dramacie ludowym angielskim; dramaty 
są osnnte na łegiendzie o św\ Jerzym ze amokiem i na historji 
wojen Icrzyiowych. Walka św. Jerzego zo amokiem ma wyobra- 
żać walkę zimy z latem. Te same wątki stanowią treść przedsta- 
wień na święto ^Płongh-monday" (poniedziałek po Trzech Królacłi). 
Wszędzie występuje lekarz, uzdrawiający c ud o w ni e^ i wierze ho wiee> 
Aktorowia tańczą. W niektórych okolicach wą używane do tańca 
rogi reulferów^ Autor widzi wszędzie ślady mitów ekandynawakicb, 
— L. Dunean, wierzenia Indowe z hrabstwa Leitrim. Wróżki są to 
anioły upadłe, zamieszkują powietrze. Miejsca, na których sejmują, 
są nietykalne: kto na nie atąpi, umiera; domy tam zbudowane walą 
się. Wróżki zamieniają dzieci. Sposoby przeciw oczarowaniu masła. 
Kto stąpi na miejsce^ gdzie pochowano dziecię niechrzczono, musi 
błądzić. Podania o studniach, o głodnym człowieku, ukazującym 
się w czasie głodu. Czarownice przybierają postać zająca. Bajki; 
1) o czarownicy, właścicielce kołdry djameutowej, butów azybko- 
cbodów, miecza i rumaka, i o trzech braciach^ 2) o królu, który ka- 
zał sobie opowiadać nieprawdopodobieństwa i wszystkiemu przyta- 
kiwał, ale zaprzeczył, gdy opowiadający mu nbliźył. (Por. „Bibl. 
Wisły/' III, 50); 3) o mtodzieńcu, zaczarowanym w byka (por, Wit- 
ta, VII, 157; Grimm, ltł3).^Longwortb Dames, bajki z Beludżysta- 
nu.^May llobinson, cześć, oddawana czarownikom Murzynom w lu- 
djaeb Wschodnich i Zachodnich, Dołączony jest rysuuek, przedsta- 



BIBLJOGHATJA 181 



wiający fetysza. M, J, Walhouńc, ki1k» faktów, charaktery żujący eh 
wiarę mieszkaucdw wybrzeża Malabarakicgo w fetysze. — W. A. 
Craigle, wycifjgi z księgi „History of the settlement af Iccland'' 
czyli „Landndmabók'* z XI wieku. {Treść: Podania dotyczące 
przeszłością obrzędy religijne, duchy opiekuńcze; niektórzy bohate- 
rowie nie mogą zaznać spokoju po śmierci; opowiadania o skarbach 
ukrytych). — J. Jacobs roztrząsa, co oznacza wyraz ^lud/* — Przegląd: 
S. Hartland o dziele gien, Pitt-Klvcrsa o wykopaliskach w Bokerly 
itd. — Korespondencja. R. C, Tempie' a o posągach w kajdanach; W. 
Roufle'a, o rudych ludziach. ^Wiadomości o odbytych zebraniach To w, 
folklorystów. — Drobiazgi: o czarach za pomocą odlewu 2 wosku, 
o zwyczaju wąchania głowy w dowód przywiązania, różne zabobo- 
ny z Naksos, o przeczuciu śmierci, sposób poszukiwania topielców, 
o zamurowanych iywcem. Bibljografja. 

Zosz. 3- J. Jacobs uwagi do dzieła panny Cox „Cinderella." 
— Lougworth Dames, bajki z Bel udzy stanu (nr. XIII, por. iVi«ia, 
VIU, 225).— R Peacock i F. S. A., opis uroczystości, przypadają- 
cej 24 czerwca w Dunkirk. — G* Ha&tie, o zabawach w wigiljt^ No- 
wego Roku i zwyczaju składania życzeń o północy* — J, K Crom- 
bie, przesądy z hrabstwa Aberdeen. Idąc do chrztu, na polo- 
wanie, wracając od ślubu itp,, dobrze jest spotkać przyjaciela, życz- 
liwych, stąpających szerokiemi krokami, joMica, kurę itd,; żlejest 
Bpotkaó księdza, pogrzeb, zająca, złodzieja, osoby, stawiające stopy 
do środka, kobietę, osobę, posądzaną o czary, mającą brwi zroste, 
kota, świnię itd, — M; Peacoclt, przyczynek do pracy L. Dunca- 
na w poprzednim zeszycie. — 2 bajki Szćkelyeków, mieszkających 
Da poludn,- wschodzie Węgier (por, Wisia, VI, 135). — J, Abercrom- 
by wylicza odczyty z kongresu folklorystów w Chicago 1893 roku 
i za najlepsze uznaje prace L. Krzywickiego, E. Majewskiego i A. 
Jurjana z Cliarkowa. — A. C. Haddon, przesądy z Irlandji, tyczące 
się róinych chorób, czarownic podrzucających odmieńców, samobój- 
ców, złych wróżb itp. Plucie odpędza uroki, ^ — A, Nutt, Mity i sagi 
celtyckie,^ — YorkPowell, referat o dziele F, Sandera, — Korespon- 
dencje^ przyczynki do art, ITartlanda z roku 1892 o „zjadaczach 
grzechów.'*— Drobiazgi (jeszcze o zjadaczach grzechów, o karlach 
i krasnoludkach przyczynki z różnych stron świata, zwyczaje ma- 
jowe itd). ^Bibljografja. 

Zeaz. 4, A, Lang, Kopciuszek i rozszerzanie się bajek.— A. 
Nutt, Krytyka poglądów p, Newella i Jacobsa o pochodzeniu i roz- 
szerzaniu się bajek i o Kopciuszku. ^E, S. Hartland, Zwyczaj za- 
wieszania odzieży i szmat na krzakach, wrzucania szpilek do stud- 
ni, wbijania goidzi w krzyże i posągi Świętych w celu odzyskania 
zdrowia. — W, Stokes, podania tyczące się nazw różnych miejsco- 
wości*— G. M, Godden, opis drzewa i iródla czczonego i uzdrawia- 
jącego i odpowieduie podania. (Por. Wisła, VIII, 737). — Codrington, 
2 bajki melanezyjskic, — L, Duncan, testamenty z r 1440,^M. L. 
Dames, bajki z Beludżyatanu,— Korespondencje, drobiazgi, bibljo- 
grafja, 

Tom V z^BZ. 1, Sprawozdanie z posiedzenia To w. folklory- 



182 



BIBLJOORAFJA 



stów* — Drobiazgi. — W, Roubo, obrazy reliprUJ^c i ofiary w knacio- 
łaeh włoskich. — Gei-ieh porusza pytanie, czy pojłlubienie wybawcy 
jcHt faktem psychologiczny bl — -Sewell, mordowanie dzieci (dla za- 
bobonów) w Indjacb WBchodnich. — Fawcett, o rasacli pierwotnych 
w IndjaRh południowych, niektóre obyczaje. — Peacock, spotkanie 
Broki zlą wróibą. — Burne, zabawy i pochody w Anglji południowej, 
— Murray-Aynaley, Opia zabawy chłopców na Cejlonie, — G. L, Gom- 
me poruBza kweatjc ważności studjów porównawczycli przy badaniu 
powstawania podań i bat^ni.^Hartland, referaty o 4 dziełach, — Ko- 
respondencja, Miacellanea (PrzegUid „Czeskiego Lidu/' wydawnictwa 
tyczące się folkloru Indji potno cny eh i przebrania w Oksfordzie, 
z ryciu j|), — Bibłjografja, 

Zesz, 2, York Powell, o rozwoju aagi.— E. Aniezków, podania 
o Św. Mikołaju, patronie żeglarzy, w porównaniu z mitologją róż- 
nych narodów,— W, P. Ker, romans ,,van Walewoin'' i bajka Grim- 
ma „Złoty ptak,''^J, Jacobs, o wędrówce bajek, odpowiedź na za- 
rzuty pp, Langa i A, Nutta. Autor streszcza przekonania swoje, 
że w niektórych bajkach zdarzenia nienaturalne są przeżytkami 
dzikiej kuł tury; podobieństwo w szczegółach zdarza si<^ tylko wsku- 
tek ich wędrówki; bajki, maJEjce wątki cudzozreuiBkie, nie mogą byó 
brano za dowód antropologiczny. Bajki, artystycznie ułożone wię- 
cej niż z 4 zdarzeń, nie są pochodzenia pierwotnego. — A. Nutt, uwa- 
gi o pracy powyższej, — J, Jacobs, S, Hart land, L. Duncan, A, 6, 
Haddou, referaty o wydawnictwach fołklorystycznycłi,— Korespon- 
dencja. — ^MiBcellauea (zwyczaj żniwny z Anglji wschodniej), — Bibljo- 
grafja. 

Zcsz, ^. L. L, Duncan, podania o krasnoludkach, czarowni- 
cach zabierających masło (por, S. Polaczek, Hntlatta^ str, 110), 
obrzędy weselne itd, z hr. Leitrim, bajka o Kopciuszku, — A, W, 
Moore, źródła uzdrawiające na wyspie 5fan, — G. W, Wood, przy- 
słowia z wyspy Man.— Korespondencja, — Miscełlanca.— BibIjograJja, 

Zesz, 4, R, W. SchuJtz, zabawa wiosenna chłopców: — M, J, 
Walhouse, strachy pod postacią świateł, ^ — K, Meyer, wyjątki z księ- 
gi „Speculum Regale" z r, 1250, „Mirabilia islandzkie,*' — A. C. 
Haddon, legiendy z wysp Woodlarks. — J, Abercromby, referat o baj- 
kach fińskich (niektóre z nich istnieją u ludu naszego), — E, 
8. Ilartland, referaty o 5 dziełach. — łiorespondoncje, — Miscellcnea 
(kołysanka szkocka, niektóre przesądy z Berkshiru, zwyczaje grec- 
kie przy narodzinach itd* Wyciągi z „Czeskiego Lidn*' i z wydawnic- 
twa, tyczącego się fołkloru Indji półiiocnyeh).^^Bibljografja. 

Z, A. K. 



L 



Altpreu88i8Cłie MonatsSChrift^ Wydawane przez Rudolfa 
Reickego i Eniosta Wichertn, Zesz, I— VIII, 18^2 r. 

W zcsz. I i II rozprawa Wilhelma BrOniuga: O stanowisku 

biskupstwa warmijskiego wobec zakonu krzyżackiego podczas trzy- 
nastoletniej wojny miast. Jana Reickego o etudjaeh Gottseheda 



BIBLJOGBAFJA 183 



przy wszechnicy królewieckiej. Bardziej nas jednak zajmuje rozpra- 
wa Treichla o zwierzętach i ich nazwach w gwarnictwi6 ludowym. 
Nawoływania pieszczotliwe i przynęty powtarzają się dwukrotnie, | 

gdy wstręt wyraża eię raz jedon, i to głośno. I tak w mowie ludu \ 

niemieckiego Prus zachodnich i wschodnich kot nazywa się Matz. . j 

Autor nie objaśnia znaczenia 1 gienezy tej nazwy. Indyka Easzuhi 
nazywają gula. Autor utrzymuje, ie nawoływania drobiu w ustach 
luda polskiego: „Tipu, tipu, tip!" jest w związku z rzeczownikiem i 

„czub," atąd „czubać," ^czubić.** Kaczki nawołują w okolicach > 

polskich przez wykrzykniki: „kaczikaczikaczika/ gęś przez „gcsz,^ I 

co jest w związku z nazwą samego ptaka. Kaszubi natomiast wo- I 

łają: „lewu, lewil!'' Autor uważa zdanie Grimma, jakoby wyraz 
k&btlc był zapożyczony ze Błowiańskiego kobyla^ za niepewne, albo- 
wiem w st.-póln.-niem- jest kupall (koń). Przytym w regiestraeh 
aredmowiecznych niemieckich czytamy w 1. mn.: Kobeln, Kobelen, Kobiin, , 

Kolłlin. Nazwa waiocha wskazuje^ £e ludzie, zajmujący się kastracją 
koni, pochodzili pierwotnie z krajów naddunajskich. Autor między 
innemi przyw^odzi nazwy polskie psa. 

Zesz. m i IV zawierają rozprawy: Rahla — Kant o wiecznym 
pokoju, Sembrzyckiego Jana — O Szkotach i Anglikach w Pruflicch 
Wschodnich, tudzież o bractwie narodu wielkobrytaAskiego w Kró- 
lewcu. Zdaniem p, S,, ludjłośó pierwotna Prus Wschodnich pocho- 
dzi bądi od osadników niemieckich, bądź od zgiermanizowanych 
Polaków, Litwinów, Prancuzów, Szw edów, Holendrów, a nawet Szko- 
tów i Anglików, kiórych w XVII w. była znaczna liczba. P. Beck- . 
herrn rozprawia o herbach miast w Starych Prusiech, załączając j 
przytym 15 tablic. 

Zesz. V i VI zawierają rozprawę p. Seraphima A. o wy- i 

chodztwie chłopów lotyskich z Kurlandji do Prus Wschodnich. " 

Wieśniacy kurlaud^cy z Grobina, Durben, Rutzau, Oberbartau i Nie- ( 

derbartau osiedli się w Pruuiech Wschodnich podczas wojny szwedz- 
ko-polskiej, zająwszy okolico Kłajpedy, Tylźyc, Ragnity, Inster- 
bnrga i całego pobrzeźa zatoki Kurońskiej. Następują rymy i gry 
ludowe w Prusiech przez II. Friachbiera i rozpr. Alfreda Len^a 
o stosunku zakonu krzyżackiego do biskupa Chrystjana w Prusiech. 
P. Ernst mówi o ^Krytyce czystego rozumu** Kanta. Referaty 
i wiadomości bibljograficzne kończą te dwa zeszyty. 

Zesz. VII i Vin, oprócz dokończenia rozpr. Arnolda o Kan- 
cie, zawierają Treichla o pocztowosci w Prusiech. Pocztę po raz 
pierwszy w Prusiech polskich zaprowadzono w r. 1649. W refera- 
tach p. Sembrzycki omawia dzieła: dra Mierzyńskiego, Źródła do 
mitologji litewskiej od Tacyta do końca w. XIII, Warszawa, 189:2; 
tegoż: Co znaczy Sicco? studjum archeologiczno-literackie; Kętrzyń- 
skiego Bibljoteka Wiktora hr. Baworowskiego, Lwów, 1892, i Nad- 
morskiego Kaszuby i Kociewie, Poznań, 1892. Piękny dodatek bibljo- 
graficzny (Altpreussische Bibliogiaphie filr 1891) stanowi uzupeł- 
nienie tego wydawnictwa. 



J. F. Gajsler, 



184 



BIBŁJOORAFJA 



\ 



Zeitschrift des Yerelns fur Volkskijnde. Wydawane przez 

Karola Woinliohln, Kocziiik 1, zc§z, 4 llSUl). liucz. II, zesz. 1 — ^4 
(1892). Rocz, ni, zeaz. 1^4 (18ił3). Rocz. IV, zcsz. 1—4 (18^4). 

Zesz. 4 r. IStłl, zawiera: Toblora Ludw., o mitolo^i i reli^ji; 
Kollmanna z Oldenburga, o rozległości gwar fryzyjskich w W, Ka, 
Oldenburskim^ Menghiniego, przegląd krytyczny literatury ludowej 
we Włoszech; P, Krojczi (Zu den deiitseb.^ bohm. u. m&hr. Vc>lks- 
lieiler) zauwaiył pewną zgodę między pieśniami czeskieml, moraw- 
ekicmi a nieTuieekiemi. P. Ncliring poświęcił piękny i godny zazna- 
czenia artykuł o etnograf}! słowiańskiej. Szczególną zwTaca uwagę 
na działalność O, Kolberga; wspomina i o naszej Wiśle. 

Zesz. 1 r. 1892. Art Ottona Luitpolda Jireczka, o baSniacli 
i podaniacli na wyspacłi Owczycli (FUrćSer); Kauffmanna Fr, — o czci 
matron u Giermanów; Karola Weinholda — Zu Goethes Parialegen- 
de; Ktmze F.^Der Gebrauch des KerbholzeB auf dem Tłitiringer 
Walde; Lovarini — o wyścigach kobiet w Padwie. 

Zesz. II (1892). Axel Olrika— Rajki z Saksona Gramatyka, 
Mielke Rob- — Gicbelentwickelung des saehsiachen Banernhauses. Do- 
kończenie Jircezka baśni i podań na wyspach Owczych. Ammana — 
zaiegnywania przeciwko złemu w lesie Czeskim. Wyróżnia mę roz- 
prawa Krausaa o śmierci w obyczajach, zwyczajach i w wierzeniu 
Słowian południowych. Autor utrzymuje, 4o wieśniak poluduiowo- 
t^łowiańaki jest wprawdzie fatalistą, ale wtedy tylko, gdy eię ju£ 
od śmierci wyratować nie może; zazwyczaj przypisuje on śmierć 
jakiemuś dwchowi, czarom, człowiekowi lub zwierzęciu, bo zdaje mu 
się, ie człowiek nigdy umrzeć nie może. W snach członki ciała 
ludzkiego, tudziei należące do niego części odzieiy, oznaczają krew- 
uego lub domownika. Jeżeli się komu śni, ie mu zęby wypadają, 
niezawodnie kto z krewnych umrze. Motyl czarny jest zwiastunem 
śmierci. Podobne znaczenie ma i wycie psów. Godne uwagi, źe 
kot nie przepowiada zgonu. Kukułka była niegdyś kobietą, która 
rzQwnemi łzami zgon brata sw^ego opłakiwała. 

Z artykułów w zesz, Itl i IV zaznaczamy: Arendta — o żabo* 
bonach i wierze w duchy u Chińczyków, Johna — z ludoznawstwa 
kraju Chebskiego {Egerland), podania o karłach we Fryzji północ- 
nej Chr; Jenscna i Przysłowia tudziei sposołjy mówienia, Ed. Haasego. 

Zesz. I i II (1893). Lewy lleiir. — Zabobony wschodnie za cza- 
aów cesarzów rzymskich, Bruchmaun — O znaczeniu mitów, Baumgart 
August^ — Z iycia ludu na Szląsku itd. 

Zesz. III i IV, Ilammershaunb — Obrazy z życia ludu na wy- 
apacli Owczych, Schatzmayr — Pieśni Frjulu (Vilotto friulane), Gittee 
— O iartobliwych imionach własnych w Niderlandach, Hofler — O po- 
wonieniu ze stanowiska Iudoznaw8tw*a. 

Zesz. I i II (1804). Hauffen^Pieśń niemiecka w Au&tro-Wę- 
grzcch, Bolte Jau^ — Baśń o kumie śmierci, Sartori^Trzewik w wie- 
rzeniu ludowym, Englert — Pieśni nad kolebką, Christaller — Bajki 
Negrów z wybrzeża Złotego, Sa^aktzis Jerzy — Obyczaje i zwyczaje 
Greko-Wołochów, Wossidlo U.— Śmierć w ustach Indu w Meklembur- 
gji, Ivaiio0^ 8* — Obyczaje Turków w Bulgarji. 



BIBLJOOHAFJ^ 185 



Zeaa. III i IV. Luk&B Fr. — Jajko w pojęciu koamogonieznym, 
Feilberi? — Liczby w wierjse i zwyczajach ludu ditńskiegOj Maurer 
Konniii — Piekło w Iduułlji, Tlurmauu Ant. — Wiara kalendarzowa 
u ludu w Włj^grzeck, Prato St. — Dwa epizody z uoweli Wscitodu itp. 



y, l*\ Gajuler, 



Łu^ica- Rocznik SIU z r. 1S94 pod red. dra Ernesta Muki 
w Ihidyszynie (por, Wisin^ VII, 76!tł — 771). 

Wielkie nie^zczi^acie, które dotknęło lud aerbsko-lnźyeki, od- 
bierając im niestrudzonego i wielce zasluionego pracownika, jakim 
był sp, ks. Miclial Hórulk^ odbija uię w całym roczniku ostatnim; 
w każdym zeazycio, Kaczynając od marcowego^ zuajdują aię w mo- 
wie wiązanej hib w prozie serdeczne wspomnienia, poświęcone temu 
prawdziwie przez Opatrzność zesłanemu aniolowi-stróżowi Łuży- 
czan. Nie tylko rodacy czcz."i ^o wyrazami uznania i żalu szcze- 
rego, ale czyui^j to i obcy przyjaciele tego najdrobniejszego szcze- 
pu ełowiaiiskicgo, a więc dr. Saiierwcin, Adolf Czerny, J. Vrclilic* 
ky, ^oianja Parczewska, Bronisław Grabowskie Władysław Ciot — 
wierszem, tenże Czerny, Edw. Jelinek, Jan i llomualda Baudouiu de 
Courteuay, Konstanty Grot, Wilhelm Bogusławski— w prozie. Z reszty 
artykułów wymienimy: „Oóry serbskie,'' Czornoboh i Sokolnik, opi- 
suje Jerzy Melda, którego zasługi naukowe w ciągu 80- letniego ży- 
wota skreślono w zesz. 1-ym Łu^ky. Muku w dalszym ciijgu opo- 
w^iada według kroniki Tliietmara Merzeburskicgo o ^Wojnaeli Bo- 
lesława Chrobrego z cesarzem Henrykiem 11 za kraj serlmko-lu- 
iycki (1002 — 1018). Trzy podania, dotyczjjee miejscowości, ogłosił 
Cziir»y; O „śpiewaczkach (kantorkach) serll^kieh" opowiada tenże; 
podanie o „pannie na grodzisku'' zapisał Pilk. Objaśnia nazwę 
miejscową Kamjenc^ tj. Kamieniec JttiŁ-DrjeMśamtki. W każdym 
wreszcie prawie zesz. Łi*it^cy %i\ stale działy p. n.: „Piśmiennictwo 
serbskie," „Obcy o Serbacti," „Przegląd aerbs^ki," „Nowmy slo- 
wiaiiskie," które pouczajłj czytelników o tym wszystkim, co naj- 
więcej obchodzie ich może. 

Eafal Lubicz* 



Krok. Ćasopis vćnovany veskcrym potfebńm stredniho skol* 

&tva. Hedaktor Fr* Pruslk. Praga. Rocznik VIII z r. 1801 (por. 
Wisła VIII, 393), 

Pruaik ogłasza z rękopisu w. XV „Kronikę o Sztylfrydzic,*' 
^Kronikę o Aleksandrze Wielkim;'' tenże w szeregu krótkich przy- 
czynków językoznawczych p. n.: ^Etymologie u"* podaje ołijasnienia 
pochodzenia wyrajów. J. Palacky kończy „Orogratję Wlocli,'* O wy- 
kładzie gicogi-afji w gimnazjach i liceach włoskich poucza artykuł 
J. Frej lacha. Tenże skreślił zasługi księcia Henryka Navigatora. 
Bardzo cenny przyczynek do dziejów poczt i ich urz^^dzcuia w świe- 



186 



BIBLJOGRAFJA 



cie ataroiytnyin znajdujemy w rozprawie J. Ćermafea p, a,: >,Ciir- 
atiH pablicaa romaniis.** Bardzo obfity jest dział bibljograficzny, 
w którym nfe tylko wymieniono tytuły wielkiej iloaci dziel, ale 
nadto przytoczono w każdym zeszycie spis najwaźiiiejszyclj wydaw- 
nictw porjodycznycli, naukowych we wszystkich ji^zykach słowiań- 
skich i zaznaczono ich treść. 

Rafał Lubicz. 



r 



Przegląd Etnograficzny. Moskwa, 1891, (Por, wuia, vii, 

iid 771). 

Zsf^z^t L Na początku zeszytu p. N. Tichonrawów po wstę- 
pie, w którym wymienia i opisuje najstarsze zbiory pieśni ludu 
ruskiego, przytacza pięć bylin z rękopisów w. XVIII. Pierwsza, 
wyjtjta ze zbiorów T. Busłajewa, opisuje przygoda bojara miasta 
Czernlhowa Staw r a Godenowicza, który oskarżony przed księ- 
ciem Kijowa Włodzimierzem, dostaje się do więzienia. Wybawia 
go zoua W a s i 1 i s a M i k uli s z n a, przebrana za posła od króla 
PohkouNi. (Porówn. Wisła, IV, 954). Druga bylina, również ze zbio- 
rów Busłajewa, ma tytuł: „Powieść o Ilji Muromcu i o rozbójniku 
Sołowieju/' Trzecia wypisał autor z rękopisów XVIII w;, ze zbio- 
rów wla&nych; jest ona odmianką poprzedniej. Oi! warta i pi£|ta, 
z tych samych :^ródeł, opowiada o przygodach trzech braci boha- 
terów kijowakicłi: Ilji Muromca, Potoka Iwanowicza i Oleszy Po- 
powicza. Profesor Sumców daje nam nową monografję porównaw- 
czą: „Mysz w literaturze ludowej." N. Tieslenko pomiei^cił studjum 
o działach rodzinnych (spadkach) według prawa obyczajowego bia- 
łoruskiego. Ciekawy ten materjał do zwyczajów prawnych autor 
zgromadził we wsi Sokolnicka w po w. Newelskim, gub. Witebskiej. 
P. G. Malawkin opisuje Stanicę Ozerwleną oddziału Kizlarskiego, 
okri^gu Tereckiogo, Wspomina przy tym pracę Rzewuskiego Ttre^^ 
w której obok opiau wojska kozaków Tereckich, znajdują się wspo- 
mnienia, dotyczące Stanicy Czerwlenej. — P. Potanin zostawia bajki 
wielko i białoruskie z mongolskiemi, targanckiemi, uraiichajskiemi, 
z treścią: o złej macosze, o matce zamienionej w rysia lub ptaka 
j karmiącej pozostawione dzieci, wreszcie o matce i synu, rzuco- 
nych w morze. Napotykamy w nich dużo wątków wspólnych z na* 
szemi, np, dziewica rodzi syna, topielica wychodzi z wody, aby 
nakarmió dziecię, lub siostrę, zła macocha skazana zostaje na ro- 
zerwanie końmi. — Bard550 zajmująco opowiada p. E. Szarko o za- 
bobonacłj ludu gub. Czernik o wskiej. Materjał pochodzi ze wsi Pasz- 
kówka po w. Nieżyńskiego i dotyczy medycyny ludowej i wyobra- 
żeń o życiu pozagrobowym. Przesąd, że tajemnice lekarskie po- 
wierzać może tylko starszy młodszemu, a nigdy odwrotnie, istnieje 
i u nas; iiprawdzilem to w Radomskim i Sandomierskim. Autor wy- 
szczególnia kilkanaście roślin z wymienieniem, które lihoroby i w ja- 
ki sposób leczą. Ciekawe jest podanie, skąd się wzięła febra. Cho- 
roby tej ludzie dawniej nie znali, dopiero Herod jada, ujrzawszy 
giowę Św. Jana na półmisku, dostała dreszczów febrycznych. Od- 



BIBŁJOGRAPJA 187 



tąd chorzy na febrę modlą &ic do ^w. Jana, Wspólny z naszym 
jest również Bposób przynoszenia ul^i ciężko rodzfjccj, przez otwie- 
ranie wszelkich drzwi i zamków, Z wyobraicii o życiu pozagrobo- 
wym, przytacza p, 8. dwa opowiadania. W jednym z nich a wiat 
przyszły jest przedstawiony w postaci pięciu ogrodów: w pierw- 
ezym, pełnym kwiatów i ptaków rajskich, dzieci bawią się jabłka- 
mi; w drug:i[n, podobnym do poprzedniego, siedzą i śpiewają pa- 
robcy z dziowczętami; w trzecim, mniej bogatym w kwiaty, siedzą 
w trawie młodzi mężczyźni żonaci i kobiety zamężne^ gwarząc spo- 
kojnie. W czwartym, po stronie prawej, siedzą starcy i palą faj- 
ki; po lewej, staruszki plujące^ otoczone .41iną własną. AV piątym, 
E którego jni zdała czuć zapach smoły, ludzie nadzy kręcą w rę- 
kach kłęby smoły gorącej. Opowiadanie drugie odpowiada na py- 
tanie: czy dusze noworodków są bez grzechu? Nowonarodzone 
i zmarłe dziecię stuka do wrót raju, prosząc » aby je, jako jeszcze 
bez grzechu, puszczono do środka. Bóg jednak odpowiada, że po- 
nieważ przelało krew matki własnej, winę musi odpokutować. Auiol 
daje dziecko wielką misę, wyprowadza je do lasu i każe plaka(^% 
póki misy nie wypełni łzami. Płaczące dziecię napotykają rozbój- 
nicy, a widząc tak srogą karę za to tylko, ze zjawiło się na świe- 
cie, przerażają sic ogromem swych zbrodni i poczynają tok płakać, 
le misa wkrótce przelewa się łzami. Anioł bierze w koacu dziecię 
i zl>ójców do nieba,— W dziale krytyki i bihljografji między wielu 
innemi znajdujemy sprawozdania: Z toma U Flistorji etnogratji rus- 
kiej Pypina; z ksią-iki „Spadek etnograficzny'* M. Kostomarowa 
(Autobjografja. Sceny. Urywki historyczne. Poezja maloruska. Pra- 
ca ostatnia). Peterzbarg, 1890. — llistoryczno-prawnc matcrjały, 
wyjęte z ksiąg gub. Witebskiej i Mohylowsklej, przechowywanych 
w ccntraln™ archiwum Witebskim (utworzone w r. 1861), zesz. 
20. Witebsk, 1890, i zesz. SI z r. l89l, Knmienie w Dź winie albo 
Borysa, p. A. Sapunowa, Witebsk, 1S90. „Ducboborcy** na Ukrainie 
Słobodzkiej. A. Lcbiediew, Charków, 1890. W przeglądzie wydaw- 
nictw^ perjodycznych, na czele znajdujemy spraw^ozdanie z Wi^ly, 
za rok 1890, zesz. 1-^4. — Pan E, Wolter notuje bibljografję 
lotyską w wydawnictwach z r. 1890, a p. A. Iwanowski podaje 
wykaz artykułów etnograficznych, zawartych w wydawnictwach sy- 
bcryjskich od początku ich istnienia, W dziale ^Rozmaitości'' p, A. 
Iwanowski przytacza cztery opowiadania z wierzeń dualistycznych 
o stworzeniu świata (por. Kin, Ob^zt. ks. V, 32; ks. VI, str. 4 
i 139; ks, VII, 203). Dwa z tych opowiadań ^Człowiek i pies^ 
(gi'zechy w człowieku pow^staly z plwocin djabła) i „Pstre krowy'' 
(pochodzenie bydła łaciatego), zapisane są u Kirgizów syberyjskich; 
trzecie opowiadanie „Stworzenie ludzi" u plemion ałtajskich^ czwar- 
te , Pochodzenie głazów" od ludu z nad źródeł Dźwiny zachodniej. 
(Djaheł, pragnąc przeszkodzić Bogu w stworzeniu ludzi i zwierząt, 
zesłał na ziemię deszcz kamienny, kamieniom nakazał wzraataŁ% 
dopókiby nie pokryły całej ziemi. Bóg rozgniewany wstrzymał 
wzrost kamieni, a szatana strącił w przepaście). — ^P. Poliwka po- 
daje notatki do wierzeń slowiańskicłi o stworzeniu świata z ręko- 



188 



BIBLJOGHAFJA 



pisu sorbskci-bulgiir&kiogo z w, XVI, zn.ajdiijj}ce(e:o śic w bibljoteee 
uniw. w Wiedniu, Tenże autor, również ze starych rękopiisiiw po* 
mieszczą nowe dane do hietorji położnie, — P. A. Sobolewski atara 
się wyjaśnić pochodzenie uazwy „Kamiefi-łatyr/* który często 
wspominajił ruskie byliny. Dowodzi, że pod nazwą kamień należy 
rozumieli górę, a „latyr*' jest przymiotnikiem nazwy etnograficznej, 
Łaty^órz — Łotysz, utworzony podobnie jak Włodzimierz; przypuszcza 
przytym, że jeżeli wyraz kumień-^latyr mógł pierwotnie oznaczać 
górę Łotyszową, to czy nie należy ona do tycb, które znajdują się 
w guberniacU nadbałtyckich i które niegdyś musiały być dobrze 
znane napadającym Nowogrodaianom i Pskowiezanom, — P. Minch 
pomieicit legiendy o Kudejarze w gub. Saratowskiej. Dział koń- 
czy warjaut perski o Midasie, po którym następują wiadomostki 
i notatki redakcji. 

Zeszyt 2, P, E, Jakuszkin, w artykule ,,Uwagi o wpływie wie- 
rzeń rełifcijnych i zabobonów na zwyczaje i pojęcia prawne u lu- 
du" (ruskiego i wyłącznie prawosławnego), rozpatruje kilka nastę- 
pujących kwestji: 1) Sposoby władania ziemią; 2) małżeństwa 
wdowców 1 wdów; 3) kradzież pszczół; 4) środki używane do wy- 
krycia złodzieja i zwrócenia przedmiotów akradzionycli; 5) sw^ieca 
z thiBzczu ludzkiego i ręka lub palce nieboszczyka; &) przestęp- 
stwa mniemane np. użycie krwi cbrześijańskiej u Żydów, dobijanie 
pozornie zmarłych itp, — A, Wescłowski podaje kitka nowych przy- 
czynków do wyobrażeń ludu o doli, — P. Malawkin eiąguie dalej 
o Stanicy Czerwlenej. — P, M. Downar-Zapolaki maluje w głównych 
rysach dolę kobiety w pieśni Pińczuków z pow. Pińskiego. W ca- 
łym szeregu skrzętnie zebranycłi i zestawionych urywków pieśni, 
przechodzi za porządkiem wszystkie fazy życia kobiety od młodości do 
łat zgrzybialycli; opisuje rozmaite objawy miłości, zamążpójacie, 
los zamężnej, |J«tosuuki z rodziną męża. W odsyłaczu notuje bibljo- 
grafję Pińcznków,— P, L Smirnów w pracy j,Szkico z historji kul- 
tury fińskiej" zastanawia się nad ofiarami z ludzi i kanibalizmem 
u przodków północno-wschodnich i północno-zachodnich Finnów, tu- 
dzież nad czasami matrjarchatu, — Ciekawe studjum nad postacią piel- 
grzyma, występującego często w bylinach i bajkach, kreśli prof. 
Potanin, Drogą zestawień i porównań wyłania właściwe znaczenia 
i formy, w których wyraz „pielgrzym** (l^iligrim, Palugrim, Polugrim, 
lUtogrimiszcze) należy pojmować, — P, I, pisze w ciągu dalszym o le- 
giendach ukraińskich pow, Kupiańakiego (por, Witla^ V, 667 i VII 
775), tyczących się św. Piotra i jego podróży z Panem Jezusem; 
podaje podanie, przywiązane do rośliny bazylja (ocymum basili- 
cum), i dwie legiendy na temat złotej rybki. — P, E. Romanów, 
w artykule „Zabawy dziecinne Żydów białoruskich," zaznacza po- 
bieżnie, jak zgubnie wpływają chedery; zwraca uwagę na brak pra- 
wie zupełny u dzieci żydowskich gier swobodnycli, czysto dziecin* 
nych, W długoletnich swycli poszukiwaniach autor odnalazł jedną 
grę tylko, która nie ma związku z religją, to jest gra w kości 
(z nóg baranich), Wazelkie gry inne mają zawsze mniejszą lub 
większą łączność z rcligją i ^ j^j fanatyzmem, lub jak ktoś się 



BIBLJOORAPJA 189 



wjra^il: „postanowione aa na pamiątkę wydarzeń wielkich w hi- 
storji Żydów.'' Do tycli ostatnich należy gra w orzechy, przepisana 
w Talinuiizie tyJko na czas Paschy; równiei gra we fryj^^c. ,,woło- 
czek/' albo ,jnla," tj, w koatoczkę, na której czterech ściankach 
EnajduJ^i si^ litery hebrajskie: n, r;, A, sz, zaczynające wyrazy: nes 
gmlei hnyi sz&m, czyli: wielki cud stal się tani (w Palestynie). Ry- 
sunek tej zabawki, jak równiei i kołatki niywancj w dnin Hama- 
na, załączone są do pracy. W artyknle następnym p, O. Kowa- 
lenko zaznajamia nas z medycyną ludową w po w. PerejaHlawskim 
gub. Półtawskiej. W nekrologach spotykamy wspomnienia pośmiert- 
ne: Ł. P, Zagórskiego, zarządzającego oddziałem kaukaskim Tow- 
peogT.: Franciszka Miklosicza z wymienieniem wszystkich prac jo- 
go, i J, Porfirjew^a, prof, Akademjr duchownej w Kazaniu,— Z dzia- 
hi krytycznego notujemy referaty z dziel: M. Żmigrodzkiego ,J)ie 
Mntter bei den V51kern des ariechen Stammes," Mouachjnm, 1386; E. 
Woltera, Materjały do etnografji Łoty&zów gub. Witebskiej, Cz, I, 
Peterzburg, 1890; M, Famicyna— Gęśl, instrument muzyczny ludu 
ruskiego. Zarys historyczny, Peterzburg 1890; z kalendarza Noufo- 
TosyjtHego na r, 1891 (wydawany od r, 1839 w Odesie przy Bibljo- 
teee miejskiej); z Pamiatuych ksiąiek z r, 1891 gub. Wołyńskiej , 
Kowieńskiej (opis pow, Wiłkomierskiego p. Gukowskiego) i Sied- 
leckiej. W tej ostatniej znajduje się praca p. Janczuka „Wesele 
maloruskie w parafji Kórnickiej po w. Konstantynowskiego,'* przedruk 
z VII ks. „Prac oddz. ctnogr, Tow. raiłosn, przyr., autr. i etn.** 
— Dalej następuje obszerny przegląd czaaopiam i dzienników. 
W ,,Wiadom. gnb. Mińskicir' z r. 1S91 w nrzo 1 — 6 znajduje sig 
praca p» T, „O intelektualnym rozwoju Poleszuków, ich wyobraże- 
niu o Bogu" (opowiadanie o zamianie kury w iólwia); o duchach 
złych i dobrych (anioły, anielice, aniolątka, czarci, czartowe i czar- 
cią tka"); o duszy (odróżnienie jej od part^, bydlęcej ^ iydow&kiej itp.) 
Poglądy na postacie czasów chrześćjaóskich— Zbawiciel, Ilja, Je- 
rzy; rola królowej polskiej Bony w historjl Polesia — moralna, po- 
lityczna, a nawet i gieograficzna: od jej zaklęcia terytorjum po- 
leskie otrzymało dzisiejszą swą nazwę. Następują opisy urodzeń, 
wesela chorób, nieszczęść, znachorów, doli; wpływ szkół- duchowień- 
stwa, stosunki socjalno Pole&zuków (położenie materjalue, rola Ży- 
dów); życie domowe (chata, ubiory, pokarmy, zajęcia codzienne); 
mowa i charakter. — W nr, 10 i 15 p. W. Ł. T-cz zapisał 8 pieś- 
ni z pow. Pińskiego. W nr. 8 A. Słnpski: Zarys pobieżny historji 
Żydów w Polsce i na Litwie do czasu przyłączenia ich do Kosji. — 
W nr, ^5 „Mohylowskjch gub, wiad.'* z r 1891: Wierzenia i zabo- 
bony ludowe, tyczące się świateł niebieskich; gwiazdy spadające 
i stale (pierwsze mają za żmije ogniste, przylatujące do kobiet, 
których mężowie zmarli, i do dziewcząt, które rodziców lub blizkie- 
go przyjaciela straciły); zapatrywania na zaćmienie słońca i księ- 
życa. — ,,Juinyj Kraj'* r, 1891, nr, 3 4 39: Korespondencja z Lubli- 
na. Zabobony i wyobrażenia ludnoi^ci Modliborzyc o własności lecz- 
niczej środków, w których skład wcliodzą głowa, ręce i nogi trupa 
żydowskiego, — P, Iwanowski podaje ciąg dalszy spisu artykułów 



190 



BlBŁJOGEArJA 



W wydiiwnictwacli syberyjskich. W działo „Hozmaitości'' p. Oatrou- 
mów pomiefizcza odgłosy Rustemiady u Kurdów, nowe warjanty na 
temat o Polifemic (opowiadanie Kirgizów) i warjanty ałtajski i gru- 
ziński przez A, Greca. P, Potanin, opowiadanie mongolskie o ,Mn- 
tuła-fianie," M, Sokołów Paralela budj^jska Icgicndy rostowskicj 
o carcwiczn ordyfiskim Piotrze, T, Wierzbicki, legionda z cyklu 
o wędrówkach Chrystusa ze św. Piotrem i Pawiem, zapisana we 
w si 8te f ano w c e , po w . Ha j łj y ńsk iego gub . Podolski ej . — Z esz y t k ou czy 
obszerny wykaz bibljograficzuy źródeł, dotyczących etnografji Kir- 
gizów i Karakirgizów (od t. 1734), 

Zeszli 3. P, A, Kall an ów podaje zarys etnograficzny plemie- 
nia Me^chy („Hosoch") W pow- Achałcyckim gub. Tyfliskiej. O tym 
plemieniu wspominać ma Mojżesz w księgacli Rodzaju, rozdz. X 
(Mosocb i Tubal). Po zarysowaniu hiatorji płomienia, opisuje p. K. 
dzisiejsze jego stanowisko, wiarę, byt ekonomiczny i poezję. Bar- 
dzo zajmująco przedstawiony jest świat mitologiczny. Ki łka zabo- 
bonów i wierze/i zbliża się wielce do naszych. Takie np, duchy 
nocne Ali, lubiące nocami zajeżdżać konie, zaplatać im grzywy, 
przypominają nasze zmory. Można zawładnąć „Ali," jeżeli jej się 
ode tnie kawałek paznogcia lub włos zerwie i schowa najlepiej pod 
komin, bo do nich przystępu niema. Ali stu^y wiernie, dopóki nie od- 
najdzie straconej cząstki swej istoty. Podobnym duchem, duszącym 
człowieka we anie, jest również Mandżładiuna (zła dusza), Awi^Suli 
odpowiada naszym mttTnurmmj napadającym położnice i chwytającym 
noworodków. Kudjani, wiedimy w dniu cziakoroba, zapalenia stosu, 
lecą na kotach na górę Elborus ucztować z czartami. W wielką 
środ^ lud zapala stosy i skacze przez nie (Sobótki), przymawiając: 
„Aiuki kudjanebsal" ^ płomień wiedźmom z ogonamll W wielki 
czwartek, jeżeli kto w milczeniu osypie się popiołem cziakokona, 
wejdzie ua drzewo morelowe i spojrzy przez *iio w stronę góry 
Elborus, może zobaczyć uroczystość Kudjan. Opowiadają równi ei, 
że byli tacy, którzy za przykładem wiedim, pomazawszy ciało, swoje 
maścią tnazadari lub kwiniieia, z Szybkością błyskawicy znaleili się 
na górze PJlborns w towarzystwie wiedźm. Wspaniałe są również 
postacie w rodzaju naszych rusałek, dziwoion górskie łi^ tak zwane 
AU lub Csifiki. Zamieszkują one górę Tabakiela. Wąwozy, szcze- 
liny^ doliny i skały przepełnione są niemi. Przepysznych kształ- 
tów, z pełną piersią, z oczyma tryskająeemi czarem i namiętnością, 
krążą imd przeklętą górą w dzikich pląsach orgji rozpasanej. Nie 
porodziła jeszcze kobieta człowieka, któryby był w stanie oprzeć 
się ich urokowi. W wie/icu z ognistych włosów, w kłębach dymu 
wonnego, nagie i wabiące ukazują się mężczyznom i porywają nie- 
szczęśliwycli w swoje sieci. Zie 1 krwiożercze te istoty mszczą 
się okrutnie za najmniejszą obrazę. Przyrodzonym ich wrogiem 
jest kobieta, dla której nie mają litości. Napadają ją w domu, 
duszą w pościeli, wydzierają serce, lub wyrwawszy kawałek z jej 
odzienia, skazują na powolną mękę konania z wyczerpania. Jeden 
jest sposób na opanowanie czinky; ostrzyc jej włosy i paznogcie. 
Przyczaja się wtedy, udaje pokorną, posłuszną służebnicę domową; 



BIBŁJOGRAFJA 191 



|ecz gdy włosy i puznogcle odrosną, moc wraca i ozinka rasci sił^ bez 
miłoBierdsia, WdKyatkie czinki podEeg^^ją władzy królowej D^do- 
/^ykapL Straszliwa to postać: cala w prysKizach i ranach, z długim 
ogonem i kłami, W czoło tkwi jedno oko, obracające się na wszyst- 
kie strony i i postrzegające wdsyatko. Litość dla niej nie Istnieje, 
miło^i nie zna, a najwyiazym szcEęsIciera d(a niej jest szerżenjo zła 
we wszelkich formach i objawach. Najpotężniejszą mocą obdarzo- 
ne są czinki w wigiljc Wniebowzięcia N, M. P. W dniu tym %ie- 
czoreca zlatują z góry Tabakiela w doliny i rozsypuje się po wioa- 
kachf polach i łąkach. Zapobiegliwe gospodynie zawczasu leją świe- 
ce woskowe i woskiem lepią paczki włosów sobie i dzieciom w celu 
ochrony przed napaścią ietot złowrogich. Na drzwiach rysują krzy- 
ie, a koty wszystkie zamykają. Z nastaniem zmroku, zapalają sto- 
ay, przez które młodzież skacze, aby oczyściiS si^ przez ogień* We- 
ńoiość, skoki, śpiewy i tafice trwają do samego rana. Z drugim pia- 
niem koguta ezinki powracają na miotłach, kotach na górę, przed 
tron królowej i chwalą się tym, co uczyniły. Przed tronem z ga- 
dów składają trof«a w postaci kędziorów dziecięcych, serc kobiecych 
i łachmanków powydzieranych ubrai't. Królowa zadowolona wita je 
rykiem radosnym, obdarza mocą przemieniania się w najrozmaitsze 
p<kalaeie., w góry sięgające niebios i w muszki, mniejsze od główki 
na szpilce. Z nadejściem samego dnia Wniebowzięcia góra Tabakiela 
ucieka i milczy przez rok cały. Zwróció równico muszę uwagę na 
pieśni Meacbów, w których występują zwierzęta. Przypominają one 
nasze, opiewające wesela zwierzęce, na których zwierzęta spełniają 
rozmaita czynności. Tak np. w jednej pieśni Mescłiów, u staruszki 
aaczury rzną niwę^ łwy słomę wiąią, borsuki snopy składają^ mło- 
earntę obracają jelenie, wieprze gumna naprawiają, lisy zacniatają, 
niedźwiedzie wory zbola do spichlerza noszą, a wilki pszenicę we 
młynach mielą« Skowronek wznosi się do nieba i zwołuje wszystkie 
ptaki. Cietrzew mąkę przesiewa, kuropatwa miesza, sroka zaczynia, 
gołębie placki pieką^ synogarlice z pieca je wyjmują. Bażant zasia* 
da na pierwszym miejsca. Jedzą^ piją, psa podwórzowego przepę- 
dzają na koniec stołu, a szpaka proszą, aby im zagrał pięknie na 
ffianurif tj. na skrzypcach. ^W artykule następnym p. Potanin dopeł^ 
nia pracę p. Wesołowskiego o bylinie, o Sta wrze Godynowiczu, po- 
mieszczonej w ^,DzieD, Min, Nar, Pr./' cz. CCLXV1II; cz. 2 str. 26; 
zestawia w rysach głównych cztery warjanty byliny: 1) Stawr Gody- 
nowicz, 2) niemiecką z w, XVI ^Alexander von Metz," 3} mongol- 
ską i^tieser-łian*' i 4) tnrko-burjacką bajkę o siostrze -bohaterce, 
Z zestawienia wynika, ie najbliżej spokrewniona z ruską jest od- 
mianka turko-burjacka, — P, G, Malawkin ciągnie dalej o StaiiJey 
Cterwlenej. Prof» Sumców pomieazf^za monugrafję zająca. — N. D,, 
bardzo zajmujący zarys przemysłu drobnego w gub. Tobolskiej. — P, 
A. Kazmin rozpatruje aądy obyczajowe w chutorach okręgu Doń- 
skiego.— P. H. Han gało w kreśli charakterystykę Bur jato w pół noc- 
nych, — P. W. Miller, w artykule ,^ Kaukasko -ruskie paralele/'^ zesta- 
wia niektóre byliny ruskie z opowiadaniami kaukaskiemi.— W dziale 
krytyki i bibljografji znajdujemy między innemi sprawozdanie: Z t, 1 



k 



r 



192 



BIBLJOGRAPJA 



I II Prac Bjaidn czwartego archeologów w Roaji. K&za6 1884,^ — 
W ^^Kalendarzu Wlleuskini'' ^ r. 1S91 są pomieazczODe zarya}^ htato- 
rfczne keięetwa Turo orskiego, miaat Mińska i Mobylowa, bjografja 
kBiąiąt oBtroskich. Ze sprawozdań z dzieatiików i gazet notujemy: 
W, Wołyńskich Ep, W/' r. 1890, wur. 23— 25: Czeskie kolonje aa 
Wołyniu; w nr 55 i 56, sprawozdanie z ^^Gazety Radomskiej*' z roku 
1891.— W „Grodzieńskich a W.** r. 1890, w nr, 33 i 34: Motywy 
ludowe: „Korcłlinow&ka gwara,** Pieśni wiosenne, zapisane we wsi 
Trościanica po w. Bialskiego,— W „Kazaftskioli Gub, Wiiid." r, 1890, 
nr. 31— ,^5, 1, K, ^arjay etoograficzne: 1) Wesele biabruskie w p, 
Nowoaleksandrowgkim; nr. 39, 2) Żniwo u Bialorusów z pieśniami 
w tymże powieeic; w nr. 45, 3) „Knpałka;" przytoczona pieśń ko- 
palna, Z r, 1S91 w num, 1 „NieEnajka**— bajka litewska, zapisana 
w gnb, Kowreńskiej, przetłnmaczona przez Diedielewa.— W j.Radom* 
ekich Gub. Wied," r, 1890, nn 19, przedrukowany z Wini^ kwestjo- 
narjusz A, Świętochowskiego o Żydach; w nr, 43 zuajdoje się no- 
tatka, 2a tytułowana »Zając dusza, ^ w której jest opisany fakt, ie 
zgromadzeni na cmętarzu ludzie^ zajj^ca, który zerwał się z mogiły^ 
wzięli za duszę nieboezozyka, — ^P, Iwanowski podaje ciąg dalszy pra* 
cowitego spisu artykułów etnogr, w wydawnictwach syberyjskich.— 
W Rozmaitościach p. N, Iwanicki podaje notatki o wierzenia eh lu- 
dowych z gub- Wołogodzkiej: 1) o czci ognia i drjew (bywają 
dwa ognie; jeden chwali swego gospodarza, drugi gaui, ponie- 
waż nie oddaje mu czci należnej, w końcn pali dom cały); 2) wia- 
ra w przemiany (czarownica w wilka)- 3) zwyes&aj grzebania konia 
wierzchowego; gospodarz wywozi go w pole, grzebie, przykrywa 
wrótnią, a miejsce ogradza płotem,— P. Uspienski opisuje tak zwane 
pońdielki^ które odprawiają dziewczęta w końcn września i na po- 
czątku października w pow. Tulskim, ^P, M. Dowojna-Syiwestro- 
wicz pomieszcza dwie le^iendy litewskie: 1) chowanie pieniędzy i 2) 
Ajczwarm (Ajtwaras)-- duch opiekun, Obie leglendy zapisane we wsi 
Buchany pow, Poniewiesklego w gub. Kowieńskiej. Równief dwie 
legJendy zapisane w Poniewieiu zamieszcza p» M. Borejsza: l) Żoł- 
nierz, i czart, 3) ICról i sędziowie.— P. Tiehonrawów przytacza ^ajkę 
zanotowaną w r. 1361 w pow. Tambowskim, Sp<!>r o pleśń i bajkę, 
— P, Sziłków podaje tak zwaną Gazetę piekielną^ któr^ odnalazł w za- 
kładach Rewdińskicb w gub, Ekaterynbnrskicj, Jest to, jak redak- 
cja w dopisku nazywa, satyra pół- lodowa na zwyczaje róinyeli sta- 
nów; zaznaeza przytym, ie A, Afanasjew w „Zapiskach bibljogra- 
iicznych" r, 185S, t I, nr. 6, str. 53—55, przeilmiotowi temu po- 
święcił notatkę opartą na zasadzie dwóch tekstów, jednego moskicw' 
ekiego i drugiego biatoruskief^o, z których urywki w pracy powyż- 
szej pomieścił, — P. T. Wierzbirki wspomina o obrazie, który często 
spotkać byhT moina u duchownych we watach gnb- Podohkiej, Obraz 
przedstawiał oracza o nędznej postaci, wspartego na pługn w polu^ 
przy nim poganiacz w łachmanach- pod spodem wiersz, w którym 
oracŁ skariy się aa dolę własna, zestawiając ją z dobrobytem pa- 
nów. P, W. dodaje przy tym, źe wiersz ten w niektórych miojsco- 
woaciach gub. Podolskiej, np, w pow, Hnjsyńskim, Jauipolskim, Olbo- 



BIBLJOGHAFJA 193 



polekim przeazedł w piBań ludową. — P, Iw&nowaki dodaje dwa przy-* 
czytiki do pojęć daaliatyczaych o stworaeiiiti awtata; pierwszy; „dja- 
bel — twórca słońca i k&ięźyfia/ pocliodzi z gub. Smoleńskiej pow, 
Oiackiego, drtig-i: j,rdŁiiokolorowe karaionie" (konie, krowy t owce, 
fizatao zmienił w kamienie) z gob, Jenisejakiej. P, E, Lacki dou- 
cza trzeci, zanotowany w pow- Pińakim: ^Czart^ wynalazca machm" 
(machina do motania nici). — P, M. Wasiljew do artykuła p, Pota- 
uina „Wacliodnie parafele bajek ruakicb** (Etn. Ohnzr.^ kg, YIII) do- 
rzuca odmiank^ nkratńską. -^ P. W, Kałłaaz dodaje jeszcze kilka 
przyczynków do legiend małoruskicb o II] i Maromcn. Zea2yt kończą 
rozmaite zawiadomienia i Dotatki. 

Zeszyt 4. P. Miller podaje ciąg dalazy ^ kaukasko *rne ki cb pa- 
raleJi." P- Pojarkow w artykule z dziedziny w\erZi.*h kirgiskicb za- 
gnaj ami a naa z mitologjr^ Ivirgizów^ —Bardzo zaj mającą i obszerną 
ro^praw^ p. t.: „Znaczenie małoruaklcb obrzędów i piej^ni weselnych 
w hiatorji ewolucji rodziny,** pomieszcza p. W. Ociirjinowicz. Miody 
nczony galicyjski prac^ powyiszą^ po^iwi^coną Morganowi, napisał 
epecjalnie dla „Przeglądu Etnograficznego/" w języka małoruakicn, 
a którego tłuaaaczenia na ję/.yk w,-ruaki dokonali p. G, K., P. T, 
i N. Ja. Na początek podana jeat cz^Só pierwaza^ pracy ,Matrjar« 
ebat." We watępie cytuje autor wyjątek z Plama Świętego (Ks. Ho- 
dzajii, rozdz, 21), opianjący awatanle Izaaka z Rebeką i zaatanawia i 

się nad uderzającą aprzecznością, jaka zachodzi pomiędzy staro<£y^ 

dowfiką organizacją rodziny, na której czele atał patrjarcha wazecb- I 

władny, a samym obrzędem weaelnym, w którym znów mat- || 

ka i bracia wyatcpują na planie pierwazym, podezaa gdy pa- 
trjarcha rodu i ojciec odgrywają role poboczne i podrzędne. 
Przyczyną zjawiska tego, tkwiącą w sile tradycji matrjarcha- 

to, poprzedzającego w dziejach rozwoju rodziny uatrój patrjar- I 

cbalny, objaśnił między innemi L. Morgan w dziele ewym „Spolo- , 

czefistwo pierwotne,** Rozpatrując obrzędy i pieśni weselne n Sło- 
wian, rówuici często dostrzec można rażących aprze^'^zności z 'Ayciem 
rzeczywistym, Pierwazefiatwo matki, brata i kobiet przed ojeem wy- 
stępuje w nich nieraz bardzo jaskrawo. W dociekaniach i dowodzę-^ 
jłiacłi swoich autor ogranicza aię zwyczajami i pieaniami Indu biało 
i małoraakiego. Zaczyna od zwycsaju aprseda^auia córki przez mat- 
kę i wręczania darów za córkę nie ojcn^ lecz matce, PrÓcz darów 
otrzymujd matka często i podziękowanie, jak np. w piei^ni z pod Prze- 
myśla: „Dziękujemy ci, maleńko, za twe wycbowanie, ieś hodowała^ 
hodowała, za naszego króla wydała; ^^ albo: „Stoi aosenka na toku, 
B6^ zapłaó ci^ teścio, za dońkę." (Żeg. Pauli, Pies, L. R., Lwów 
1839, I, 57-87). W kołysance: „ Aa, aa, daiecię apac! Jedna matka, 
ojców pięi!" (Zb- wiad. do antr, kr., 1V^ 3S, nr, 29^ pow, Winnicki), 
dopatrnje aię autor śladów poljandrji. ^'^aatępnic idą zwyczaje i pieini, 

V których uwidocznia się stare^eiistwo matki prsy rozczesywaniu 
warkocza, wykupie i nakładaniu wianka, gdzie matka występuje 
jako jedyna wycbowawczyni córki, wyłączna jej obronictelka; ona, nie 
ojciec, biegnie w pogou niby za u wożoną. W rozdziale „Matka i syn:^ 

yn prawie wszystko zawdzięcza awej matce. Ona go na rękach 



194 BIBLJOGRAFJJV 



s^ycb wy kołysała, Da wojenkę wygyłając, dobrą radą zaopatnyłm. 
Gdy fizedl za góry szakać sobie dziewczyny, ona go tylko jak t^n- 
kai Dczyła^ a gdy ze Bwatami szedł jni po żonc^ błogo8tawie6atwo 
z jej tylko rąk odbierał. Wogóle, Jiczba pieiDi, w któryeb wyatc- 
pDJe matka i fijn^ o wiele przewyższa liczbę pleśni, w których jest 
mowa o oj CD i synu. Za nader wa^De dta awych dowodzeń p. O. 
nwaia bajki i pleśni z motywami o kazirodztwie. W motywach tycfa 
rozróżnić można dwie cechy główne: 1) We wazyatklcłi, tak mało, 
jak i białoruBkich bajkach i pieśniacli^ mowa jeat o kazirodztwie po- 
mi^zy siostrą i bratem, matką 1 synem, nigdy zaś pomiędzy ojcem 
i córką. Fakt ten pozwala panu O. sądzló, £e w czaaacL^ w ktArycb 
utwory te ludowe powstały, jedynie stoBunek syna z matką i brata 
z siostrą był poczytywany za kazirodczy, grzeszny. Zapatrywanie 
podobne mogło być wynikiem tyJko ustroju matrjarcbaJncgo, gdy 
stopień pokrewieństwa azedł wyłącznie po linji macierEyńskiej, zwią- 
zek zai ojca z córką nie był zupełnie wzbroniony* Ojciec bawiem 
nie znał swych dzieci, te zaś rodzica swego. Cecha druga rozpada 
się na dwie grupy. W obydwóch przyczyną kazirodztwa zwykle by- 
wa omyłka, fatalizm; brat i siostra, matka i syn, po dłniszej rozłące 
nie poznają się i wstępują w związek. W jednej wszakże z grup 
powyższych, syn i brat występują w charakterze rozbójników, którsj 
z całą nieświadomością mordują ojca i łączą się z matkami lub sio- 
straroi; w grupie drugiej, brat kupuje sobie dziewczynę od Turka 
lub Serba, po kupnie zaś poznawszy w niej siostrę rodzoną^ u rat owa* 
ny jest od grzechu ciężkiego^ w któryby tak łatwo mógł popaść* 
Grupa pierwsza pieśni (starsza pochodzę uiem) sięga tych czasów, 
w których iouy zdobywano przemocą (Raubcbe); druga, gdy je ku- 
powano (Kaufebe). W wywodach dalszych p. O. przedstawia nam 
matkę w charakterze samodzielnej gospodyni domu — kapłanki. Na- 
przeciw pafistwu młodym i orszakowi wychodzi z chaty nie ojciec^ 
ani matka z ojcem, leoz aama matka^ ona, stając na progu chaty, 
pokrapia ich wodą święconą i wita chlebem i solą. To należą 
wreszcie pieśni weselne, poczynające się od wyrazów: ^Otwór^^ mat- 
ko, nowy dwór," „Otwórz, matko, okienko," „Otwórz, matko, wro- 
ta ^^ „Wyjdź, matko, z chaty, ** „Wyjdź, matko, spójrz na nas," 
„Puść nas do chaty." W stosunku młodej tony do rodziców męla 
świekra ma znaczenie dominujące. Drużbowie przyprowadzają mło- 
dą nie do męia, ani do teścia^ lecz do świekry. Ona jest bowiem 
głową domu^ do którego synowa wstępując, jnż tym samym staje 
się jej podwładną. Z nieśmiałością tedy odzywa się syn do mat- 
ki: ^Czy rada jesteś, matko moja, że nas dwoje nadeszło na po-> 
dwórcQ twoje?'* (Lolin). Syoowa dla świekry staje się słogą i nie- 
wolnicą; wybornie to maluje pieśń: „Chodź, chodź, Marysiu^ ze mną. 
będziesz sługą mateńki mojej, lecz dla mnie przyjaciółką wierną," 
Zawczasu synowa stara się przypodobać świekrze; dla nrej bo«nem 
zbiera jagody dojrzałe, najpiękniejsze, dla teścia zostawia gorsze, 
zielone. (Pieśń z Lolina. Obrzędy i pieśni opracował I. Franko. Krak, 
18S6, nn 169). Wogóle w pieśniach świekra występuje w trzech 
punktach głównych: 1. Syn kocha ionę i cieszy się wzajem uośnią; 






BIBLJOGRAFJA 195 



przy esy 11% dmierei synowej staje ei^ świekra. 2. Matka ssawsze po* 
si&da przewagę nad synem, który, nie magąc oprzeć się jej deeuo- 
wom, me stara się nawet wpłynąć na polepszenie doli awej żony, 
3, W znaczniejszej części pleśni teść znpełnie nie wyat^pnje, — Los 
qrnowej nie dlatego jest cię£ki, że jest żoną i kobietą, lecz głćw- 
nie z tej przyczyny, ie jeat obcą, „eznźa cznżyna/' „niewiestka" 
(wied)^nle znana dla rodn całego, w który wchodzi- Nie poprze* 
stając na samych tekstach pleśni weselnych^ p, O. stara się dowody 
swoje poprzeć cyframi, opartemi na ilościach pieśni odpowie 5 nich < 
Dość pieśni mało i białoruskich, które odnoszą się do matki, znacz- 
Dte przewyższa ilość pieśni, w których mowa jest o ojcu. Przewaga 
ta jeat wykazana graficznie na tabliczce liczbowej, nłożonej na pod- 
stawie porównania pieśni weselnych, które autor odnalazł w rozmai- 
tych zbiorach etnograficznych. Pomieszczona jest w niej obok nazw 
miejscowości ilość pieśni. W rzędzie pierwBzym — pieśni, stosujące 
eic tylko do matki; w trzecim wyłącznie do ojca; w drngim jedno- 
cześnie do ojca i matki (tak pana młodego, jak i panny młodej). 
Riąd czwarty wykazuje w odsetkach stosunek pieśni rzędu I— III; 
piąty, taktż stoannek liczb rzędn I plu* połowa liczb rz^du II, do 
liczb rzędn III piui potowa liczb rzędu II. Oba rzędy ostatnie wy- 
kazują w odsetkach, o ite pieśni stosujące się do matki przewyższa- 
ją te^ w których występuje ojciec. Wynikiem zestawienia powyż- 
szego jest przeświadczenie, że pieśni z matką trzy razy obficiej się 
trafiają niż z ojcem, W sposób podobny p. O. oblicza w dwóch ta'" 
bliczkach stosunek pieśni odnoszących się do panny młodej i pana 
młodego, i rodziny panny młodej (ojciec i matka) do rodziny pana 
młodego p Naturalnie, że wszędzie panna młoda ma znakomitą prze^ 
wagę (100:44), która jest o wiele większą, aniżeli przewaga matki 
nad ujcem. Pierwszeństwo to panny młodej widoczne jest równiai 
w znacznie większej liczbie pieśni, w których wspominana jest jej 
rodzina, aniżeli pana młodego (100:27). Gienetyczny porządek, 
w którym rozwijała się władza nad kobietą, w przybliżeniu tak się 
przedstawia: 1) Przei^aga matki nad córką, 2) brata nad siostrą^B) 
świekry nad synowa, 4) męża nad żoną, 5) ojca nad córką. W dra- 
macie weselnym spotykamy dwa główne typy kobiety: kobietę — pana 
i kobietę — niewolnicę. Teścia, swachy, a szczególnie świekra^ są 
to kobiety czasów matrjarchatu. Synowa, główna postać dramatu, 
występuje w charakterze niewolnicy, nie jest jednak kobietą czasów 
paŁrjarchata, lecz przejściowego. Nie jeat jeszcze niewolnicą ojca 
i męża, lecz świekry— kobiety. Władza świekry nad synową szcze- 
gólnie była potężna w czasach przejściowych^ w których niewolnic^ 
two kobiety (synowej) już się poczęło^ a panowanie kobiety (świe- 
kry) jeszcze się nie skończy ło« Wogóle w całym obrzędzie wesel- 
oym, roJa kobiety znacznie jest waiaiejszą od ruli mężczyzny. W ze- 
itawieniu ndzialu kobiet i mężczyzn w obrz^^dzie weselnym zan ważyć 
można: 1, Że kobiety wyatęptiją najczęściej zbiorowo^ grupami; męż> 
czys^ni zwykle pojedjóczo, 2, W grupacii kobiet widzimy ustrój kla- 
aowy, oparty na starsi^ciistwie łat. Tak po stronie młodej, jak 
i młodego, występują dwie grupy kobiet: zamężne (s wachy) i nieza- 



198 BIBLJOOBAFJA 



nięłDfi (droiki). M^iczyini czy ionaci, czy meioTi&c]^ występują bez 
rozdeinłn, 3< Pleśni weselne śpiewają wyjąezoie kobiety. Cliórów 
mifiszanych lub wyłącznie męflkich w obrzędzie weseloym małaru- 
Bkim zupełnie się nie spotyka. Mężczyźni zwykle biorą ndział w rjs- 
mowacli, djalogflch lub ojcuiologacłi, 4. Kobiety spełniają zwykle 
obrzędy, ktdrycti źródło spoczywa w pojęciacli rei i gijnó-rai tyczny cłi 
{wieniec, korowaj, czepiec itp.); udział mężczyzn najżywiej wystę- 
puje w scenach takicti, które są odbiciem dawno przebrzmiałej rze- 
czywistości (napad swatów, wykup młodej), 5, Kobiety wreszcie zja- 
wiają Bię w scenach^ w który cłi najmniej spodziewałby się moina, 
np. w pochodzie wojennym, w porywanin panny młodej, swacby bio- 
rą udział na równi ze swatami; obowiązek obrony spoczywa na drui- 
kach i bracie panny młodej. Sceny podobne są odbiciem czadów 
tych, w których udział kobiety w sprawach społecznych i wojennych 
był o wiele rozcfąglejszy niż w czasacii dzisiejszych. Na zakoiicze^ 
nie dowodzeń p. O* jeszcze raz powraca do obliczeń, opartych na ilo- 
ściach pieśni z występuj i^cemi w nich postaciiłmi, dzieM je zaś na 
kategorje następuj f^ce: 1) Liczba pie4ni z matką, 2) z ojcem, S) 
z panną młodą, 4) z panem młodym, 5) z rodziną panny młodej, 6) 
z rodziną pana młodego, 7) z druchnami panny młodej^ 8) ze swa- 
tami i drnibami pana młodego^ 9) z dnicbnami panny młodej, lO) 
z drużbami pana młodego, 11) ze s wącham I, 12) ze starostą, llł) 
z bratem panny młodej^ 14) ogólna liczba pieśni. Wszystko jest złą- 
czone w jednej tablicy cyfrowej. Kombinacja w przestawianiu cyfr 
pozwala p. O, twierdzió, że: Postacie matki, synowej, jej brata, 
pierwsze) druchny i drnclien, swach i w o gole całego zastępu kobiet 
weselnyełi^ są z sobą w ścisłym związku, uwidoczniaj rjcym się w sy- 
metrji liczb; gdzie znaczenie matki zwiększa But^ tam wzrasta 
i znaczenie nowozamężuej, jej brata, druchen, swach i wogóle wszyst- 
kich kobiet. W podobnie ścisłym związku znajdują się postacie ojca, 
nowożeńca, drużby^ starosty i całej crupy swatów; gdzie tylko roft- 
nie znaczenie ojca, t^im jednocześnie wzrasta anaczeuie grnpy mę- 
skiej. Jednocześnie obie katcgorje (macierzysta i ojcowska) tworzą 
kontrast symetryczny jednej względem drugiej; jeżeli przewaga któ- 
rejkolwiek postaci lub grupy wzrasta w kategorii pierwszej, to bez- 
wurunkowo zmniejsza się znaczenie odpowiedniej postaci lub grupy 
kategorji drngiej. Związek ten i kontrasty, nacechowane taką sta- 
łością i sy metry cznością, początek swój mają w historji rodziny czło^ 
wieka i tam tylko mogą znaleió dla siebie wyjaśnienie.— W artykule 
następnym: „Bogdo Ge sser i powieść słowiańska o królestwie babi- 
lońskim" p. Potanin zwraca uwagę folklorystów na odpowiednie para- 
lele, które na podstawie prac A, Weselowskiego, własnych i Szmid- 
ta (Die Tłłaten Bogda Gesser-chans, Peterzburg, 1839), roztrząsa. — P, 
N. D-i podaje ciąg dalszy zarysów przemysłu drobnego w gub. To- 
bolskiej,— P. A^ Gruziński pomieszcza spostrzeżenia swoje etnogra- 
ficzne, które poczynił w po w. Rzeczyckim gub. Mińskiej pod mia- 
steczkiem Łojewem. Opisuje Kupał^^ itxy gry dziewczęce, w które 
się bawią w Zwiastowanie N. M. P., głównie zaś opisuje żcbraków- 
filepców. Artykuł jest ozdobiony ilustracjami, przedstawiającemi typy 



r 



BIBI^JOGHAFJA 197 



lądowe, cbatę, radunkę 1 lirę, z odayUczem do Wiitiy^ U, 435, — P, 
Sziików Eaznajamia des z bytem i życiem eodzietitiym aresztaotów 
czaaowych w więzieniu Ekaterynburakim; przytacza gry i zabawy 
areaztantów i pieśni, ktdre w więzienia śpiewają. — P, G, Kowalenko 
w przyczyokn do pracy swej a zapatrywaniach włościan pow. Pere- 
jasławskźego gub. PÓUawskiej na choroby i Śmier6 {Etn, Obozr.^ ks, 
X), pomieszcza garść spoatrzeżeft i notatek nowych, a J. Maniura 
dorzuca do nich trochę leków i gposobdw leczniczych n luda z pow. 
No w o moakie wa k iego gub, E ka tery n o ał a w aki e j , — W ,, Ro zm a f tościac b : ' * 
N, N-łów opisDJe świgto Zwiastowania N. M, P, w pow, 3ara6Bk!m 
gub, Penzeńakiei.— P» Bywalkiewica; „Iwana Knpałę" ze wsi Ugły 
w pow. Słuckim gub. Mińskiej; p. Ghaohanów, zwyczaje włościan 
gruzińskich przy oranin; pp, W. Ch, i G, Kalikowaki kilka legiend 
I opowiadań z gnb. Ołoneckiej: 1. Skąd powstały góry i kamienieP 
(Bóg zmienia bałwany szalejące w góry, a bryzgi w kamieniej). 2. 
Z czego powstały imije? {Z popiołu po spalonym imijn), 3. Żmij, 
atróź skarbn. 4. Zaklinanie żmij. 5, 8kąd powstały niedźwiedzie? 

(Para starców prosi lipy, aby Indzie si^ ich obawiali, i zostają zmie- I 

nicDi w niedźwiedzie), 6, Dlaczego nie naleiy kraść jajek (wielka- 1 

nocnych)? 7, Cod Mikołaja Cndotwórcy na jeziorze Onesklm. 8. List ' 

boży. 9, Pokorne słowo kość łamie (przysłowie), 10, Który głoa 
daleko się rozchodzi? {Chlebowtf^ bo kto dobrze ngaszcza, o tym da- 
leko mówią), — Pp, Magnjcki i Wasiljew dorzucają kilka notatek 
do pracy p, Jakuszkinfi: j, Notatki o wpływie wierzeń religijnych 
i zabobonów na zwyczaje prawne ludowe,"— W dziale nekrologów 
znajduje się między Innemi skromne wapomnienie pośmiertne dr, L 
Eopernickiego i wiadomość o zgonie M, [Cojałowicza, — Krytyka 
i bibij ograna jak we wszystkich, tak i w tym zeszycie, bogato się 
przedstawia. Pomiędzy innemi p, Downar Zapolski pomieszcza re- 
ferat z książki D, Bnthakowakiego ^Pióczuki" (odbitka z t. XIII 
i^Zapisek Ces, Tow. gieogr, "). — ?, Bogdanów streszcza ^Smoleński 
etnogr. Sbornik" ez. I, Peterzburg, 1891,— P, K, Podrói do Rosji 
poala duńskiego Jakóba UlGelda w XYI w. (tłum. z łaci niskiego w. 
XVlir) z przedmową E. Barsowa, Moskwa^ 1890,— Następują skrzęt- 
ne notowania artykułów etnograficznych w gazetach i piacaach ra- 
sk]ch,*^F, Iwanowski ciągnie dalej apia artykułów w wydawnictwach 
8yt>eryjakich.— Jan Manżnra zachęca do zbierania przyczynków do 
bibljograCi małornskiej; szczególnie poleca zwracać nwagę na wy- 
dawDii^twa prowincjonalne, z których wiele pozostaje i ginie bez ^la- 
da (tak jak a naa pismo PFisła^ wydane w r. 1871 w Radomia i na 
pierwszym numerze przerwane). Na początek podaje p, M, spis ar- 
tykułów, zawartych w dwóch wydawnictwach, które przeatały wy- 
chodzić: „Step" (gazeta codzienna, wydawana w r. 1885 — 1886 
w Ekaterynosławiu i „Ekaterynosławski jnbilojny Listok,** wydawa- 

f również w Ekaterynosławiu w r, 1887 i przerwany na num. 25, 

"/^ree^eie p, Weselowski podaje wykaz azczegółowy literatury ctno- 

^ficznej o Mordwie, a p, Storożew notuje nowości literatury etno- 

raficzuej obcej z r, 1891. 

Szczęifitf Jastrzębowskie 



198 



BIBLJOOEAFJA 



Wszechświat. 1892 r- (por, Wisia, VI, 478), 
Nr- 2, 8praw<Jidanie A, Wrześniowskiego z pracy Adama Za* 
krzewskfego ^Wzrost w Królestwie Polskim" (Kraków, 1895), Jest 
to przyczynek do cbarak tery styki fizycznej Polaków, oraz zbiór wia- 
domości do antropolog;]! krajowej na zasadzie pomiarów przeszło 
160^000 rekrutów^ przyjętych do wojaka w okresie lat 1874 — 1883 
z Królestwa Polskiego. Do porównań używano średnich arytmetyce- 
nych. Wzrost tniea^kauców Królestwa jest pośredni, średnio 1610 
do 1640 milimetrów. Wfrost średni w rozmaitych gnbernjach nie 
zaleiy od wiględów, przemawiających za dobrobytem włościan, \ecz 
od składu etnicznego ludności. Wzrost jest najmniejszy tam (1618-^ 
16?3°""^), gdzie Polaków jest najwięcej ^ i wzmaga efc w tych guber- 
njaob, gdzie ich jest najmniej, a gdzie jednocześnie wzmaga się Ind- 
nośó bi&lo lub malornska, albo litewska. W północno-zachód n. części 
kraju dobrym wzrostem odznacza się pow. Rypi6sk[, gdzie jest dość 
znaczna domieszka Niemców {l^^}^). Żydzi w większości wypadków 
ZDiiają wzrost średni. Wiele różnorodnych czynników wpływa na 
zmianę wzrostu, wakntek czego wszelkie uogólnienia b% rzeczą trud- 
ną, — Nr. 1 — 3. „Wyprawy do Azji środkowej,^ przez W. Wr. 
Jest to ciąg dalszy pracy, zamieszczonej w roku 1891, Podróż p. 
Gabrjela Bonyalota z ks. Orleańskim, Znajdujemy tu szczegótowy 
opia miejscowości, napotykanych po drodze, oraz przygody podróży. 
Nr, 6, „Za nikle jeziora Tatr i bifnrkacja rzeki JJlynicy" p, Kehma- 
na. Antor opisuje jezioro Szczyrhskie, jako utwór diluwjalny, na- 
stępnie jezioro Ślepe, które zamieniło się obecnie w moczar torfiasty. 
Przy brzegu moczar porasta kosodrzewiną; głębokość moczaru prze- 
szło 3 metry. Nadto istnieje tam kilka przeważnie jaż osuszonych 
jeziorek morenowych, zwanych przez Słowaków ,^ m o zgro wiekami'' 
(Wązkie, Górne itd.). Rzeczka Młynica w blizkości Górnego mroz- 
gowiska dzieli się na dwa ramiona. Ha mię wschodnie przez dolinę 
Mięguszowską dostaje się do rzeki Popradu; drugie ramię wpada do 
Małego Popradu, Szczegóły te uszły dotąd a wagi kartografów. 
Przyczyną tego jrst dzikość i niedostępność tych miejscowości, — 
Nr. 7, Odezwa p. W* Kulczyńskiego względem ustalenia nomenkla- 
tury i terniinologji polskie). Sekcja zoologiczna VI zjazdu przyrodni- 
ków w Krakowie postanowiła udaó się z prośbą do redakcji pol- 
skich pism przyrodniczych o udzielenie miejsca dla dyskusji w celu 
nagromadzenia materjału dla słownika terminologicznego. — Nr, 9, 
Sprawozdanie z posiedzenia komisji teorji ogrodownictwa i nauk 
przyrodniczych pumocniczych. Dr. Zalewski mówił o swoich poszu- 
kiwaniach w ziemi Dobrzyńskiej (pow. Lipieński i Rypiński). W oko- 
licach Ciechocinka dr. Z. znalazł kilka rzadkich roślin i zbadał Hcz^ 
ne jezioni w ziemi Dobrzyńskiej,— Nr, lO, Sprawozdanie z posie- 
dzenia komisji antropologicznej Ak. um. w Krakowie: „O kurhanie 
w Majdanówce'* (pow. Zwinogródzki gub. Kijowskiej). Przedstawiono 
liczne okszy, pochodzące z osad przedhistorycznych gnb. Kieleckiej, 
Przeczytano referat z pracy dra Hryncewicza ^0 charakterystyce 
fizycznej luilności żydowskiej na Rusi i Litwie." — Nr, 11, Wiado- 
mość p. Eichi^ra o sUirozytnym cmętarzyBku, znajdującym się na 



BTBŁJ06RAFJA 199 



gruDtftcli włoiciaóskich wei Lipno w pow. EoDstaptyDowskim gub. 
Siedleckiej. PrzeatrteA cm^tarEyaka wy nasi 50—60 prętów. Autor 
przypuszGEt, fte jeet pamiątką po Jadźwiti^acb, którzy zamieazkiwali 
od IX do XIV wieku cale Podlasie. — Nr. 12, IZ, li. ^Najnow- 
Bxe wyprawy fraDcaekie w Afryce" p. 8t. Stetkiawicea. — Nr. 13, 
15. „Z ddejów wapólcsesoej kraDioEiietrji" przez Ig. Radllfiaklego. 
Jeat to treśi pracy Pawła Topinarda^ który w pierwszym zeazycie 
yiL^AnthropoIogle'' z r. 1690 pomieścił badania nad pomiarami czasz- 
ki KaroHoy Corday, słynnej morderczy di Mara ta. Nadto autor ze- 
atAwia pracę Topinarda z podobnemi pracami M, Benedikta i C* 
Lombrosa, — Kr, 16. Zaproszenie do wapó ład ziała w wydawnictwie 
„Zielnika flory polskiej/ Cbcąc nsunąć tradności w rozrulnianin form 
rollinnych, pp, Rebman i Wołoszczak powzięli zamiar wydawania 
„Zielnika^"' któryby obejmował, o ile możności, wszystkie rośliny 
krttjii naszego. Przy zaproszenia podane są: plan i warnnki, mające 
aobowiązywać wydawców i współpracowników. — Nr. 19—23. Opis 
prowincji perawjaAskiej Maynan p. Jana Sztolcmana. Znajdujemy tn: 
opis naj ważniejszych rzek prowincji i znaczenie ieb pod względem 
dr^g komnnikacyjnych^ sposoby żeglowania i środki, jakie mi rozpo- 
rządza bandel w tycłi dzikich i bogatych paszcsacU. Następnie antor 
oplaąje klimat, bogactwa mineralne (złoto, aól), świat roślinny (la- 
iy» rośliny niyteczne, owoce), zwierzęcy. — Nr. 28 — 30. j^To- 
dowid i ich sąsiedzi'' I. Kadiiiiskiego. Jest to lodnośó zachodniego wy* 
brzeia p6łwyspa indyjskiego, zamieszkała na płasko wsgórzn gór 
Błękitnych (Nilghiri). Należą oni do tej niewielkiej liczby Indów, 
które przechowały się dotychczas na tym atopnin knitnry, na jakim 
przebywały ad wieków, nie niegszy wpływom cywilizacji. Co do po- 
chodzenia Todów, antropologowie są różnych zdań: wywodzą ich 
od Anstralczyków, Kafrów afrykafiskich, Żydów i Chaldejczyków. 
Tedowie »ą ludem pasterskim; żywią się wyłącznie mlekiem bawo- 
lim, zbożem i owocami. Mięso jadają raz na rok w czasie uroczy* 
stośei Indowej, Od bawołów zależy życie rodzinne i społeczne To- 
dów. Ilośó kobiet stanowi u nich Ya ilości mężczyzn, co prowadzi 
do poljaudrji; taki stosunek utrzymują Todowie, nabijając niemo wlę- 
U płci ieńakie). Ogólna charakterystyka Todów zakończa ten cie- 
kawy artykuł. — Nr. 42. -Kilka kart z dziennika pierwszej podróży 
Krzysztofa Kolumba/' spisał dr. Nadmorski, Chcąc uczcić czterech- 
setną rocznicę dnia, w którym Kolumb ujrzał po raz pierwszy brzegi 
Nowego Świata, redakcja ^Wezechświata^ umieściła streszczenie 
npiaa podróży, przekazanego potomności przez samego Kolumba. — 
Nr. ^3. ^Najnowsza wyprawa pod biegun północDy.*' Wyprawę 
przedsięwitął w maju 1892 r^ porucznik Pcary, inżynier marynarki 
Staaów Zjednoczonych, Peary wyznaczył wybrzeża Orenlandji daleko 
poza 79^ izerokoSci gieogragczuej^ porobił wiele apostrzeże/k meteo- 
olugiczoycb i przywiózł materjały etuografioznej tyczące się Eski- 
mosów. — Nr, 44, 45. „Podróż Kolumba i rozwój pojęć o kuliatości 
Eicmi/' pracz 3. K. Autor rozpatruje rozmaito zdania starożytnych 
nisarśów (Herodota, Lencypa)^ dotyczące formy ziemi. Pierwszy Tu 
5a, oaatępnie Archimedee i Arystoteles przypuszczali o kulistoaci 



I 



200 



BIBLJOGRAFJA 



ifemi. Pomiar ziemia jako ciała knliatego, był dokonany po raz 
pierws^y przej EratostenesB; nie wiadomo Jednak, o ile jegił pomiar 
róini się od prawdziweg^o, ^^y^ dingoić aCadji nie jeBt dokładnie 
obliczona. Następnie spotykamy krytykę odkryć gieograficznych 
wieków t^rednicb i wpływ icij na badawczy nmyał Kolnmba. Autor 
zaznacza w ko^cn, ie £zyka zawdzięcza Kolambowj pierwsze odkry- 
cie zboczenia magnetycznego, oraz pierwazą wiadomość o prądach 
Oceanicznych.— Nr, 47. „Bobry nad Łabą/* przez E, Romera. Po 
krótkim rysie historycznym o pobycie bobra w Niemczech, autor 
zwraca uwagę na szczególny wzrost bobrów między latami 1876 
a 189D nad Elbą. Główną przyczync*} ogólnego zanikania bobrów aą 
powodzie i tępienie icb przf^z myśliwych^ Również karczowanie lasów, 
regulacje rzek, osuszanie bagien i błot, zmniejszają ilośó bobrów, 
Antor przepowiada^ it pomimo wzrostn liczebnego bobrów nad Ła- 
bą, i tam one niezadługo wyginą ze wzrostem knłtnry i cywilizacji, 
— Nr, 49. Ciąg dalszy pracy W. Wróblewskiego (Z Azji środko* 
wejj. Po śmierci f^ienerala Przewalskiego wyprawa w maju 1889 r, 
skierowała Bię z Karakolu ku dolinie KaazgarSkiej, Podróżni zba- 
dali Kneó-Łufi, oazę Jarkondzką i Ohotan. Keznitatem wyprawy 
było oznaczenie wie In punktów gieograficznych i obserwacje magne^ 
tyczne. Nadto przywieziono wiele fotograffi, okazów zwierząt i rortiin. 
Podróżnicy poczyniii badania gieologlczne i zebrali znaczn^i ilośó 
okazów skał i minerałów. — Nr, 52. „Kszyk" przez J, Sztolcraana. 
Najpospolitszym z pomiędzy ptactwa błotnego jest bekas^ w łowiec- 
twie zwany kszykiem. Po opisie anatomicznym tego ptaka, znajdu- 
jemy opia miejscowości, które kszyk najchętniej zamieszkuje. W szcze* 
gólności autor uwzgl^dnli bekasów, zamieszkujących Króleatwo 
Polskie, ^ 

a. Toiujiński, 



Gazeta Świąteczna. Warszawa, 1894. Nr. 679—730, (Por. 
FKw/a, VII, 792), 

W nr, 680 p. H, Lesser opisuje Łęczycę w gub* Kaliskiej. — 
Nr. 6S4. Wiadomośó z pow. Brzezińskiego o zbicin kobiety, podoj* 
rwanej o zadanie zastrzału. — Nr. 687. P. Masiewicz w art, „Błędne 
ogniki'' opisuje^ jak zjawisko to ukazuje się w pow, Telszewskim, 
wiadomosó o odkopaniu grobu i pokaleczenia nieboszczyka dla za- 
bobonów. — Kr. 691, W Ji^cfe W, T, krótka wzmianka o ubiorze 
włościan z Blerkowa WieJkiego pod Miechowem- — Nr, 692. Opis 
obr^^^da w Miecbowte, Obrząd ten jest zwany „pogrzebem Pana Je- 
znsa;'' są to procesje z figurą Jezusa. Jest tei zwyczaj chodzenia 
do dwóch zamiejskich kościołów. Procesję prowadzi człowiek zawsze 
bosy, niosący krzyż. Urząd ten przechodzi z ojca na syna, Jan 
Chac podaje opis obrzędu weselnego z Ostrowa w pow. Włodawskim 
i przytacza kilka pieśni- — Nr. 693. Upis poloicnia Pierzchnicy 
w pow. Stopnickim."Nr. 694. Wzmianka o wierzeniu ludowym, £e 
w dniu Zwiastowania nawet ptactwo gniazd nie wije dla uczc^euia 




BIDLJOGRAFJA 201 



iwicŁa> Opfe Jablonicy w pow. Sokafowakira. Według poclania, na- 
twa powatjila z powodu^ źe SOO lat temu Matka Bo£a ukazała elę 
na jabłonce. — Nr, 695. Opia wesela z g'mtD7 Zwierzynieckiej nad 
Wieprzem. Swat przemawia w te siowar ,, Stanąwszy przed tak 
zacnym zgromadzeniem szanownych 0B6b, mam zaszczyt powiedzieć: 
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystoa, W imię Ojca i Syna i Du- 
cha Świętego, zabierają się ci dwoje do etanu małŹe^ekie^o, z woli 
Boga, Trójcy Św., Ducha Przenajświętazega, Widzę rozkwitły roz- 
marynowy podarek u towarz)8za mego. Wesołym marszem na front 
wyatępnję, kiedy ta korona w rękach naszych kawalerskich mile 
tryumfaje. Czego^eś, mościa panno^ swe aerce zaźaliła? Czyi ii ta 
rozkwitła rozmarynowa korona na to zaaEufyta? Nie płacz, ach, nie 
płacz, urodziwa damo! Bóg cl to przeznaczył i niebo toi samo* Nie 
płacz, nie płacz, nie rozlewaj swych łez panieńekich wiele, tylko 
odbierz z rąk naszych kawalerskich koronę śmiele. Cyprya, cyprys, 
pod cyprysem woda, skłoń głowę do korony, mościa panno młodaf 
O ty prześliczne koło zielone^ bez wątpienia od Boga oznaczone! 
Laur, lanr, laurowe koło, rozmaryn zdobi panny młodej czoło, Oby 
Bóg spojrzał jako Stwórca nieba, ie państwu młodym źyć pospołu 
trzeba^ Podziękuj ojcu, matce za ich wychowanie, bo ci przy boka 
inay przyjaciel zostanie. Podzięknj ojcu, matce, całemu zgromadze- 
niu, którzy są przychylni aktowi weselnemu. Gdy przyjdziecie do 
kościoła, będziecie boskiemi uczestnikami, niech was ta Matka Bo* 
aka z Synem błogosławi! Ksiądz ręce zwiąże krótkiemi słowami, już 
ich nie rozwiąże, gdyby łańcuchami. Skończyłem awój dyskurs i te 
wszystkie słowa- teraz was, państwo, proszę do keścioła,'^ —Nr. 697, 
„Na wielką chorobę*' należy od młodych zabitych świń zebrać 9 
1(oatekf nmieazczoriych pod uchem i nad okiem, sproazkować, rozmie- 
rzyć na 3 części i dawać choremu o wschodzie i o zachodzie słoń- 
ca. Miejscowość, w której sposób ten jest w użyciu, nie podana, — 
Nr, 698. Wiadomość o wykopaliskach w Trojanowie pod Socbacze- 
wem. — Nr, 714. Dla odstraszenia cholery, Żydzi w Działoszycach 
skojarzą I i młode małżeństwo i wyprawili wesele hsłaśłiwe na kir- 
kucie, z mozyką i taficami przy świetle mnóstwa łojówek,— Nr, 716. 
W Natolinie w po w. Lubelskim wyrzucają łnpatę na dwór w czasie 
burzy, dla zabezpieczenia aię od piorunu, — Nr, 718 Wzmianka 
o wykopaliskach w Smardzewie w gub. Kaliskiej i we Wróblewie, 
Pobieżny opis weaela w Grabicy pod Piotrkowem. — Nr. 719 -722, 
List W, M,, opisujący ,, oby cza je w moich stronach.'' Miejscowość 
Die wymieniona. 



Z, A. K. 



r 






202 BIBLJOGRAFJA 



NOWOŚCI. 



Ludoznawslwo, rzeozy ludowe. 

G... Skarbiec strzechy naszej, z muzyką, harmonizowa- 
ną przez M,,. Kraków, 18941 str, 358 w 8-ce m. Cena 1 rub, 

Ksiąika wielkiej wartoici, zawici rająca najpiękniejsze i najpo- 
pularniejsze ntwory ludowe, wybrane starannie i umiejętnie; prze- 
znaczeniem j(?j jest utrwalenie w pamięci Indu iwycaajów, pieśni, 
podali^ itd., które % biegiem czasu albo się zapominają, albo prze- 
ks£takają do niepoznania* Na całość iloayły się tu: J, Opis wsi 
idralnej; 11, Zwyczaje j pieśni dorocsene; III, (lody weselne; IV, 
Piejni i piosnki; V^ Baśnie i powieści; VI, Przypowiastki żartobli- 
wej TIT^ Pnysłowia, przestrogi i wyraienia; Vin, Zagadki; IX, Gry 
i zabawy. Dodanie oIeoIo óo melodji podnosi wartość zbiórka te- 
go; fortepjanowe do nich towarzyszenie jest nietrudne, lecz mimo 
to umiejętnie i ze smakiem ufoione. 

Jeżeli książka ta ma naprawdę dostać się pod strzechy 
wiejskie, 10 należałoby zniżyć cenę jej o połowę: coby się stra- 
ciło na jednym ef^ś^emplarzu, toby z Hchwą wróciło na secinach 
tanio rozprzedanych. Słyszeliśmy, że w Galicji eg?emplarz Skarbca 
tego sprzedaje się po pół guldena; możeby więc ti naa dość było 

40 kop,? J, Kn 

K, M&ty&8 Wilja, jeden z jasnych dni życia chłopskie- 
go. Krakówj 1895, str» 16 w 8-ce m* 

Bardzo zajmujący i obfity zbiór przepowiedni i obrzędów, 
związanych z przededniem Bożego Narodzenia^ tak jak się on 
obchodzi w pow. Tarnobrzeskim (w Galicji). Prawie nie do uwie- 
rzenia, a jednak prawdziwe jest to mnóstwo wierzeń i wróźb» 
łączących się z uroczystym dniem wilji u ludu: „Jakiś we witiją, 
takij cały rok," głosi w przysłowiu skrystalizowane przekonanie 
gminnt*, to też o pijaku powiadają: „Pijanyś od wilije,'' Autor 
opowiada nam to wszystko, wplatając wyrazy i wyrażenia miejsca we« 
przez co wartość książeczki jeszcze się podnosi. Opowiada ona tez 
i o tym, co się jada w dniu wilji, i tu mamy sporą wiązankę nazw 
i faktów. Słowem, książeczka p, Mdtydaa, chot^ szceupła^ ilością 
kart, bardzo jest w treść bogatą, i każdy ludoznawca pozoad się 
z nią powinien i razem z nami autorowi podziękować za wyborny 
przyczynek do etnograf) i krajowej, J, K, 



BIBLJOORAFJA SOS 



I 



\ 



Kalendarz Lubelski na r. 1&95. Lnbtin, aaktadem 1 dru- 
kieo* M, Kossakowskiej. Rok wydawnictwa 27 -y. 

Ig. Wolanowski podat „Leg^iendę o św. Mikołajn biskupie" 
z Kazimierza nad Wisłą, zestawiając ją z ustępem odpowiednim, 
% którego powstać mogła, w ,, Żywotach** Skargi. H, Lew. spolsz- 
czyt legiendę z podań talmudyczuych p. a.: ,, Uczta u Lewiatana;*^ 
bohaterem ba^nt jest lis, kt6ry dzięki sprytowi dwa raey wybawił 
się od śmierci. jf. L, 

Kalendarz myśliwski na n 1895. Wydanie B. Ronczew- 
skiego. Warszawa. Z rysunkanii. 50 kop. 

Na stfp 123 — 129 .^Opowiadanie Sabały^* o polowaniu na niedź* 
wiedzia, ipiaane i ilustrowane prz^^z St, Witkiewicza- 

Z. A. Czerniawska Obrzędy ! pieśni ze wsi Biełozierki 
gub, Cheriłońskiej. Charków^ 1893, str, B5. (Odb. z t, V ,^ZbioTt] 
Chark, Hist, Fil, Tow/'), 

Obrzędy i wierzenia mieszkańców Bielozterek przedstawi ta 
zbjeraczka w porządku chronologicjsnym z roku całego, Zaznicza- 
my^ fe Iwana Kupały \ni nie obchodzą, a młodzi nawet na^wy 
jego nie znają, Piełni zebrała p. Cz, znaczną ilośó i dodała ze- 
stawienia odmianek w zbiorach innychp Samych pieśni weselnych 
znajdujemy 112, koladek Q, (pomiędzy niemi oznaczona liczbą 4 
przedstawia bardzo u naa dobrze znaną piciń o dziewce, która nie 
chciała Panu Jezusowi dać wody się napić), szczodrówek 7^ wio^^ 
nianek 3, i dożynkowa, 10 dum historycznych, dalej pieśni rozbój- 
n^ckie, tekruckie, żołnierskie, cztimackle iip, w ilości 31, miłosne, 
Sierockie, rodzinne w ilości 52, Zbiór ten rzeczy ludowych p. Czer- 
niawskiej UEnaĆ należy za udatny wogóle i snmiennie zestawiony. 

Aahiles Mllllen Les chants orauxdupeuple russe. Pary* 
1893, str. XXI f 354, w 8-ce m. 

Tegoi Etrennes iiiverraises, 1895. 2 rysunkami, Str, 94 
w 8-ce m- 

W zbiorku tym jest kilka artykułów, dotyczących folkloru 
francuskiego. 

Beitrage zur Anthropologie, Ethnologie und Urgeschich- 
te von Tirol (z 7 tablic), Inzbruk, u Wagnera, 1894, str, 277 
w 8 ce, 

Ksiąika zbiorowa na 25-leŁui juhikuaz Towarzystwa antropo- 
logicznego w Inzbruku, zawierająca oim rozpraw, z których na- 
stępne wymieniamy; 

Dalia Ttirre Ludowe nazwy zwierząt sv Tyrolu; 

ZingtrU Styczność baśni tyrolskich ze staroż^tnerai; 

Schneiięr Nazwy miejsc w Ty roi U j 

UOnfiann Dochodzenie początku pewnej gry dzieci tyrolskich. 



L 



204 BIBLJOOHAPJA 



Edda w przekładzie niemieckim H, Gr^riiiga, stK 598 
w, i2-ce. Lipsk, 1893, 

Kainal Die Huzulen, ihr Leben^ ihre Sitten und ihre 
Yolksiiberlit^ferung, str. 130, w 8'Ce w,, 30 rygonkÓw, 1894, Wie- 
deń, u Holdera, 

W* Marshall Neueroffnetes, wundersames Arzenei-Kast- 

lein itd, Lipsk, 1894, str, 133 w 12-ce. 

Jest to praedrok książecs^ki s XVn wieku; treścią jej jest 
ówczesne lecznictwo ludowe, 

W- St^hwartz Nachklangeprałiistorischen Yolksglaubens 
im Homer, Z dodatkiem o maści czarownic i wyprawie Hery, 
Berlin, u Seehagens, 1894, »Łr. 52 w 8~ce. 

A. Tille Die Geschichte der deutschen Weihnachtt 
Lipsk, 1893, n K«ila, str, 367 w u*ce. 

R< Andree Die Plejadę n im Mythus und in ihrer Bezie- 

hung zum Jahresbeginn und Landbau. (Odb, z ^^Globusti,*' nr. 
22 (1894), 

H. Chatelain Folk-tales of Angola. Boston i N, Jork. 
(Londyn, u Nutta), 1894, sir, 327 w 8-ce. 

50 baini w mowie oryginalnej i przekładzie angfelskira, ae 
wstępem i przypisami krytycanemi, 

Douglas Scottish Fairy and Folk-tales, Londyn, u Scot* 
ta, 1894. 

Adela Fieide Chinese Nights' Entertainments (40 baśni, 
z rysunkami artystów chińskich), 1893, str, 194, w 8-ce, N--Jork, 
Patnams. 

Aicse Fdrtier Louisiana Folk*tales in frencłi dialect and 
englisli translation. Boston, Nowy Jork (Cambridge), 1895, str, 
XI-l"i22 w 8-Ce. 

Alicja Gomme Cłiildrens^ Sfngiag Games. Zeszyt 2-1^ str. 
70, w 4-ce. Londyn, u Nutta, 1894* 

Larminie West Irish Folk-tales and Romances (prsekiad 
angielski). Londyn, 1893^ u Elliota, str, 285. (Bardso dobry zbiór 
baśni irlandtkich). 

A, Morse Earle Customs and Fashions in Old New Eng 
and. Londyn, u Nntta, 1894. 7^1 szyi. 



kŁ 



BlBLJOaHAF/A S05 



Scots Lore, zbioropismo^ poiwiccone przeszłości i ludoztiaw- 
alwu Szkocji; zeszyt 1 (1895), GJazgow a Hodg«'go. Cena zeszy- 
ła I izyh 

Swinterton Indian Nigbts' Entertainment (podania indo- 
we z górnego lodu, t ry sankami)* Londyn, u Elliota, 1S95* 25 szyl- 

The wonderful His tory of Virgilius the Sorcerer, Str- 79 
w i6-ce, 1893, Londyn, u Nutta, 

Przekład podań górnoniemieckich w ,,maJ8trze Wirgiljuiiu-** 

E. Tyson A philological Essay concerning the Pigmies 
of the Ancients, wydat i wstępem opatrzył E, A, Windle, Lon- 
dyn, u Nutta, 1S94, str, 207 w 8-ce m. 

Jest to przedruk dzieła z r, 1699. W przedmowie p, Windle 
występuje przeciw teorji Mac Ritcbiego (p^trz WUla^ YII, 193 — 
197)^ który euhemeryzuje podania o karzełkach, upatrując źródło 
icłi w istniepiu jakieji drobnej rasy ludzkiej w czasach przeddzie* 
jowycb. 

Alf. Williams Studies in Folksong and popular Poetry, 
Londyn, u Elliota, 1895. 47a styl. 



Pan E. Rolland, znany badac£ folkloru i zarazem księgarz 
w Paryin (rue des Chantiers, 2), mający na składzie odbitki, wy- 
cinki, rysunki i pisma ulotne, ułożone systematycznie, & dotyczą- 
ce wierzeń ludowych, drukuje obecnie tom I dzieła swego „Florę 
populaire" i uprasza wszystkich^ kogo rzecz ta zajmuje, o nadsy- 
łanie mu nazw ludowych roślin, a także związa- 
nych z roślinami zabobonów, przysiowi, wie- 
rzeń jtd. w jakimkolwiek języku europejskim. 

Wiar O znaw st W O, 

Bruchmann Epitheta deoruoi, quae apud poetas graecos 
leguntur. Lipsk, u Teubnera, 1893, atr. 233 w 8-ce w. 10 mar* 
Jest to dodatek do: 

Roschera Ausfiihrliches Lexicon der grfechischen und 
roniischen Mythologie, którego w końcu 1894 r, wyszedł zeszyt 
29, zawierający LearchoB do Loxias. 

Wincenty Zfbrt Seznam pov6r a zvyklostf pohansk^^ch 
z YJII vćku. (Indicnlus superstitionum et paganiarum). Praga, 
1894^ str. 176 w 8-ce w, 

A- Dieferioh Nekyia. Beitrage zur Erklarung der neti- 



i 



206 BIBLJOGEAFJA 

entdeckten Petrusapokalypse, Lipska u Teubnera, 1893, str. 
244, 6 marek, 

S. WIde Lakonische Kulte. Lipska u Teubnera, 1^93, str. 
427, 10 marek. 

The Book of the Dead, The Papyms of Ani fu the Bri- 
tish Maaeum. Przełożył i objaśnił E* A, Wallis Budge. Londyn, 
1895, sir 530 w 4-ce, 30 siylingów. 

J. 0'Neill The Night of the Gods. An inąuiry mto cds- 
mic and cosmogonic mjfthology and symbol ism. Tom I, w S-ce w,, 
str 583. 



Dzieje oywllizaoai i kultury, 

K. M&ty&8 Motas, chłop poeta. Kraków, 1894, str. 16 
w 8-ce m. 

Zapisujemy ksiąieczkę tę do rubryki diiej6w cywilizacji^ bo 
czyi nie jest to chlubnym świadectwem postępu, g^dy poinajemy 
w wieśniaku ze skromnej wioski Grębowa {w pcw, Tarnobnes- 
kim), Wincentym Motusie, człowieka nie tylko nkształconego 
i uciciwegOj ale uzdolnionc-go w rymotwórstwie? Z nieuczonej lut- 
ni jego brzmią tony, przypominające dawno minione wieki roz- 
kwitu poezji naszej. Posłuchajmy, jak ten ustęp czuć Rejem i Ko- 
chanowskim: 

„To iycie przt^leci, jakby trzasną t z bicza; 
Śmierć ua chłopa nie zważa, bierze i szlachcica^ 
Chociai we awym Btanie za wiele się puszy, 
,,P6jdz Kuba do wójta!** — Bierze go za uszy. 
Nikt jej nie uprosi, bo nieubłagana 
Zabiera ze sobą wielmożnego pana 
I bierze go z sobą przed sąd Najwyższego, 
Aby zdał rachunek s włodarfltwa swojego/' 

M6wiąo o utworach Motaaa, p, Mityia tak się wyraża; ,,0d- 
iwierciedla się w nich jego czysta, pogodna dusza. Chromają one 
pod względem formy, układu, rymu i rytmu^ ale wyrażają myśl 
zdrową, ro£i>mną^ częstokroć zaj owiane lą poezją miłą, prostą^ 
jak woń kwiatów łąk naszych/* 

Na początku broszury widzimy portret Motasa: typowe to 
oblicze wieśniaka naszego, strój chłopski, na głowie magtera la* 
sowska z czerwoną ,^kukurydzą*' (kutisem); obok niego stoi wójt 
Grębowa, Tadeusz Dul, krćwny Wincentego, ubrany, jako dygni- 
tarz wiejski, w kapotę i kapelusz ,,czywilny,*' mimo to jednak 
przyjacitil poety i deklamator pray^odny jego utworów. 



BIBLJOGRAFJA ŚOf 



Wincenty Zibrł Jak se kdy v Cechach Uncoyalo. Praga, 
1895, str, XX+3gi+XXXlI w 8-ce w., ze 136 rya, 3 ilr, 20 gr. 

Ant, Ko tik Naie prijmeni (oaiwiska), Praga, 1895, stn s88 
w 8 ce w* 

Aleksander Wesołowski Boccaccio, jego otocEcnie t ró- 
wieśnicy, T, IŁ Petenburg, 1894, sir. VlIH-68o w 8-ce, 

Baron de Baye Antiąuitós frankes trouYŚes en Bob^me, 
Caen, H. DeIe£queB, 1694, str. 36 w 8-ce. Z ryaankami. 

Dareste, Haussoullier i Reinach Recueil des inscriptions 

juridiąues grecąues. Zeszyt 3-i, Paryż, 1895, 7Y3 fr. 

L Dugas L^amiti^ antląue d^apres les moeurs populai- 
res et les thćories des philosophes* Parys, 1895- 7'/* fr, 

Oskar MontelitlS La duilisation primitlye en Italia de- 
pnia rintroduction des mćtauK. 3 tomy tabJlc i 4 teksta, Berlin^ 
Asher et Camp, W 8-ce w. Cena całości wyniesie 400—450 mar. 

D, Merlini Sag^io di ricerche sulla satira centro ii vii* 
lano, 1894, Turyn, u LSschera, str, 229 w 8-€e m. 5 fr. 

Wiele wiadomości i wskazówek, gdeie, kiedy i jak wyśmie- 
wano chłopa-gbura w dawniejszym piśmiennictwie francaskim, 
a szczególnie włoskim. 

Byzantinische Zettschrift, 4 zeszyty rocznie, cena 20 mar. 
Wychodzi w Lipsku n Tenbnera od r. 1892, pod redakcją 
£, Krumbachera, 

S< V< Toraia Etnographische Analogieen {t rysunkami), 
1894? Jena^ n Costeaoblej str, 83 w S-ce. 4 marki. 

Autorka sbJiźa węgierszczyznę z aayryjstczyznąl Kstąśka bei 
warto^t. 



CfleograĘa i podróże. 

Stanisław EIJasz Radzikowski Tatry Bielskie, szczegóło- 
wy opis gieagraSc^ny, s mapą i widokiem. Kraków^ 1894, str. B6 
w 8-ce. 

Trc^ć: Wstępy Wykaz frÓdeł do zbioru naEw, Ogólny pogląd 
na Tatry Bielskie, Szczegółowy opis i objaśnienie nazw. — Doda- 
tek; Sprostowania i dopetnienia, Uzupełnienie wykazu źródeł do 
obioru nazw, Objaśnienie da mapy Tatr Bielskicb>— Rysunki: Ma- 
pa Tatr Bielskich, Widok Tatr Bielskich od północy. 



h 




I 



208 BlBI-JOr,RAFJA 



TeyOZ Karol Koristka. Kraków, 1894, str. 15 w 8-ce, 

Wielki atlas gieograficzny z dokładnym skoruwidzcm naaw. 
Pod redakcją Wacława Nałkowskiego i Andrzeja Świętochowskie- 
go. Warszawa, nakład ^^Wędrowca/' 1895, scszyt II i IlL Po 
So kop. 

Radowan KoSZUtiCZ Pisma iz Petropradap Białogród, 1895, 
str, XlV+255 w 8-ce, 2 koronjr, 

L Ł DmJtrJew Kawkaz&ki Po Azji środkowej. No taty 
artysty. Ze 199-12 rys. Pptenbargj 1894. 

Autor podróżował po AjeJI środkowej w czasie budowy drogi 
ic\, Zakaspijskiej, Opis podróży, nie mający pretensji do uczono^ci, 
zawiera zbiór lekkich, barwnych szkiców, a wtaściwie^ dziennik 
znalar^a -artysty, ilustrowany mnóstwem przepysznych rycin, przed- 
stawiających budowle^ typy ludowe itp. Książka ta, pr6c£ wartości 
eLnografictnej, ma leź wartoić artystyczną. J, S. Z. 

N. Siewierców i A, Fedczenko Podróż po Turkiestanie, 
w opowiada Diu M, Lalincj, Petersburg, Z 81 rys. i itiapą. 

Jest to nader cenny przyczynek do skarbnicy literatury etno- 
graficznej. Wiele szkiców etnograficznych o trybie iycia tubylców^ 
ich zwyczajach i obyczajach; przytym piękne ilustracje czynią ksiąi* 
kc powyiszą zajmującą nawet dla młodzieży. J, S^ Z, 

H. AIJS Nos Africains. La mission Crampel, La mission 
Dybowski, Le Soudan. Le Dahomey, Obock, La Cóte dlvoire etc, 
Paryż, 1894, w 8-ce w., ze 104 rysunk. 12 fr, 

Allard Ulmmigration francaise k Madagascar. Paryża 
1895. i fr. 

B. H. Gulllemard Australasia, T. U, stn 578 w 8-ce, Lon- 
dyn^ 1894, z ma^>ami i rysunkami^ t8 marek. 

Madrollfi En Guinśe (z wielu rysunkami). Paryi, 1895. 
12 fr. 

fi. Routier Deux mois en Andalousie et 4 Madrid. (Z ry- 
sunkami), Paryż, 1895. l^j^ fr, 

Viault Ultramar- Scnsations d'Ann^nque. Paryż, 1895* 




Dział etnogfaficznjf na w||stawie lwowskiej, 



Jedną z najciekawszych części zessloroeznej wystawy we 
Lwowie był jej dział etnograficzny, Galicja to kraj pic tylko 
mieas&any pod wzglądem narodowoiGiowym, ale też bardzo roz- 
maity pod względem oro- i hidrograHcziiym, pod względem eto- 
guńków klimatycznych itd. Wszystko to mnei wpływać na cłia- 
rakter, sposób źyeia^ zwyczaje, mieszkanie i odzież jej lud- 
noici« Już sama publiczność, zwiedzająca wystawę, daje po- 
niekąd pojęcie o róinicacb, zachodzących pomiędzy mieszkań- 
cami pewnych części kraju. Spotykamy bowiem pojedynczych 
włościan i cale ich gromady, pochodzące ze wszystkich zakąt- 
ków kraju, a wielce się różniących Bwym wyglądem zewnętrz- 
nym. Widzimy tn i dziarskich Krakusów w ich malowniczych 
gtrojaefa, i Górali zakopańskich w obcisłych nbraniacbi i wspa- 
niałe postacie Hncnlów, obok krępych, przysadkowatych Mazu- 
rów Inb wynędzniałych Łemków. Pragnąc przedstawić dokład- 
ny obraz kraju pod względem etnograficznym, zarząd wystawy 
miał bardzo wdzięczne, tym nie mniej jednak dość tmdne za- 
danie. Niepodobna było ani myśleć o wyczerpaniu wszystkich 
fomi, o 8ystematyc'>&nym zestawieniu wszystkich odmian typów 
etnograficznych całego kraju. To też lodzie, którym powierzo- 
na zorganizowanie działu etnograficznego, postanowili wybrać 
z pomiędzy mnóstwa odmian, w krajowych typach etnograficz* 
Bjch, tylko niektóre bardziej charakterystyczne i przedstawić 
je o ile możności wiernie, a z innych odmian wybraÓ w miarę 
możności te okazy, któreby uzupełniały obraz powyższy. 

Za Dajodpowiedniejszy spoBÓh takiego przedstawienia uzna- 
no urządzenie zagród i chat i umieszczenie w nich Indzi z tej 
mieJBCOWOŚci, gdzie taka charakterystyczna odmiana najwybit* 
niej się ukazuje. Chata taka, postawiona przez łudzi z tej 
miejscowości, skąd ona pochodzi, sposobem w tej miejscowości 
praktykowanym, z materjała tam używanego, przystrojona 
i przybrana tak, jak tego obyczaj wymaga, zaopatrzona we 
wszystkie miejscowe przyrządy i sprzęty, zamieszkana przez 
tamtejszych ludzi, występujących we własnych strojach, a za- 

Wisia U JX z€4z. i 14 



210 



LEON WASILEWSKI 



jętjch pracą, jaką zajmują się u siebie w domu, — wszystko to 
może dać najlepszy obraz materjaFnej strony typu etnografie^ 
nego owej okolicy. 

Oprócz tego zgromadzono w specjalnym pawilonie etno- 
graficznym stroje polskich i ruskich włościan z rozmaitych stron 
kraju; dalej tkaniny, ceramikę, modele chat, zabudowań, przy- 
rządów i sprzętów, obuwia, następnie wyroby przemysłu domo- 
wego: kilimy, koce, wyroby z drzewa i metali, oraz przedmioty^ 
które mają związek z obrzędami i zwyczajami, jak: pisanki, ko- 
rowaje, drzewka weselne itd. Bogaty zbiór fonograf] i z różnych 
stron kraju, które pokazują życie włościan galicyjskich w ro;&- 
maitych charakterystycznych chwilach, np. pod cerkwią, na jar- 
marku, przy święceniu owoców, na obżynkach itd., uzupełnia to 
wszystko. 

Najokazalszą ze wszystkich chat działu etaografieznego 
bezwątpienia jest zakopańska, zbudowana przez cieśli góralskich 
z płazów smerekowych. Duże okna i obszerne izby wskazują 
znaczną zamożność mieszkańców. Sień przedziela chatę na izbę 
mieszkalną i odświętną, gościnną. Na prawo od wejścia do 
izby mieszkalnej znajduje się piec, służący do wypiekaoia chleba. 
Dwa drągi równolegle ułożone, umieszczone pod powałą, służą 
do suszenia drzewa, listwa zaś na ścianie naprzeciw drzwi na 
migki, a kołki na niej do wieszania dzbanków i garnków. 
Krom tego tuż obok drzwi na lewo znajduje się półka na duże 
garaki i miski. 

W izbie mieszkalnej trudni się Regina Małek, z Nowego 
Bystrego obok Zakopanego, tkaniem sukna i płótna. Tnż widzi- 
my warsztat tkacki, kołowrotek, snuwałka, lniane motki, wetuę^ 
tudzież gotowe już wyroby: sukno i płótno, 

Z sieni przechodzi palenisko, ogrzewające izbę odświętną, 
gdzie spotykamy rodzootego brata słynnego Jana Sabały Krzep* 
towskiego^); grając na gęśli, opowiada on swoje bajki, 
W izbie gościnnej mieszczą się przedmioty góralskie ze zbiorów 
Bronisława Dembowskiego i z muzeum imienia GbałQbiDsk]&- 
go. Na ścianach wiszą różne części dawnego ubrania: spód- 
nice, fartuchy, gorsety, czepce, cuchy (sukmany), kierpce, buty, 
tudzież kądziele, noże, łyżniki, dzbanki, misy, okazy rzeźby lu- 
dowej, formy na serki, czerpaki do żętycy, wyroby mosiężne 
itp. rzeczy. 



^) Zmarłego w r. z. 



I 



DZIAŁ BTNOCIBAFIOZWY KA WYSTAWIE LWOWSKIEJ 211 

Całkiem ioaezej jni wygląda efaata mazarBka z Niwiak 
koło Eoibaszowej. Jest ona bardzo niepokaina i niepon^tna. Zbn- 
dawana z drzewa, a pokryta słomą^ składa się % sieui i izby 
mieazkalnej, komory i stajeDki. W stajence przechowają młode 
cielęta, a często i krowę, Komora tworzy skład materjałów 
spożywczych i sprzętów domowycb, W izbie mieści się piec 
do gotowania strawy i wypiekania chleba, łóżko, stół, żarna, 
półka na miski^ łyżnik, todzież piec do ogrzewania. W chacie 
tej mieszka garncarz Paweł Baran z Niwisk, który trndni się 
wyrabianiem garnków i innych naczyń glinianych. 

Wszystkie inne chaty pochodzą ze wschodniej ezęści 
krajn. 

Na pierwszym miejsca należy In postawić ładną zagrodę 
huculską pow. Kosowskiego, składającą się z chaty i szopy* 
Chata^ postawiona z grubych, sosnowych kloców, pokryta dra- 
nicamiy ma dwie izby: jedną mieszkalną, drugą gościnną czyli 
świetlicę; izby są przedzielone sieoią, zwaną ^choromami." W izbie 
mieszkalnej wykonywają rozmaite wyroby słynni domorośli rzeź- 
biarze, Wasyl i Mikołaj Skry blako wie z Jaworowa, których 
rzeiby już nieraz bywały wyszczególniane aa wystawach. No- 
wo otworzona szkoła rzeźbiarstwa w Kołomyi ma pracować na 
morwach Skry blako WBkich. Obok Skryblaków haftuje zapaski 
Uncnłka Wasyłyna Stołaszcznk. Ogólną awagę zwracana siebie 
oryginalnością wzorów piec kaflowy^ jakich na Huenlszczyźnie 
jeat bardzo dnio, W sieni znajdujemy orygioalny młyn ręczny, 
skonstruowany zupełnie na wzór wodnego, tylko ie tu koło 
obraca nie woda, lecz ręka za pomocą korby> Malowana skrzy- 
nia huculska, ozdobiona rzeźbami, służy jako schowek na bie- 
liznę. Pod tym samym dachem znajduje się komora, w której 
Hnenli przechowują kukurydzę, mąkę, bryndzę, ogórki, mięsiwo, 
owoce suszone i rozmaita drobiazgi. W szopie stoi też ,,water- 
nyk*', przyritąd, na którym Hnculi zawieszają kociołek (kazau), 
& podłożywszy ogień (watrę), gotują kuleszę. Podczas słoty do 
szopy cbowa si<^ bydło i konie, które dniem i nocą, latem i zi- 
00% chodzą swobodnie po obszernym podwórza. 

Zagroda włościańska z Polesia galicyjskiego, ogrodzona 
często kołami, ostrojeżem i płotem, mieści w sobie chatę z przy- 
bokiem, dwie szopy , parnie „obudową"* z przyrządem do robie* 
nia „obodów" i przyrząd do kręcenia skór. Chata jest złożona 
z^ dwóch izb; izba po prawej ręce dzieli się na mieszkanie 
i komorę. Sień mieści w sobie domowe przyrządy gospodar- 



[ 



212 LEOR WASILEWSKI 



I 



skłe: stępę, £aro&, kosz na zboże itcL Lewa strona chaty, itrzą- 
dsooa w rs^eozy^istośei tak eaino, jak i prawa, stanowi po- 
niekąd mnzenm przemyśla domowego powiatów Sokal- Brody. 
Mieszczą się tn wyroby garncarBkie, tkane kilimy^ kobiałki , 
przedmioty bednarskie^ nbrania i skrzynie. Przybok, zbudowany 
jest pod jedną strzechą z chatą, słn^y za schowek oa tboie, 
mięsiwo, ogórki, kapnstę kwaBzeną itd. Szopy mieszczą w so- 
bie narzędzia gospodarskie i rolnicze: wozy, sanie, plttgi^ brony 
itd. Parnia obodowa jest to duia, długa, przykryta skrzynia, 
w którą wkłada się kawałki poktutego pnia dębowego, a pod 
niemi roznieca się ogień. Gorąca zmiękcza te pokłate części 
] robi je giętkiemi, co umożliwia skręcanie ich za pomocą od- 
powiedniego przyrząda w obręcz, która po spojeniD i ociosaniii 
slniy na koła w okolicach piaszczystych. Przyrząd do kręcenia 
skór słniy do wyrabiania aorowca, z którego sporządza się 
głównie nprząi na konie. 

Chata podolska jest zbudowana z wałków^ dla zwięzłości 
z gliny Inb czarnoziemai mieszanych z dlngą słomą; wałki te opla- 
ta się, jak pręcie, poczym wylepia się je z wewnątrz i z ze- 
wnątrz gliną, a po wysohnięcin obiela się. Przyzba przy cha- 
cie sluiy za miejsce odpoczynku. Niewielka sień dzieli chatę 
na izbę i komorę. Wnętrs^e izby mieści piec, łóżko, stół, ławę 
i miśnik; ściany bogato ozdobione obrazami i wyeinanemi pa- 
pierkami; nad łóżkiem wisi żerdka do wies^nia nbrania. Obej- 
ście składa się z chaty, stajni z wozów oią i stodoły, jest z we- 
wnątrz obłożona rożnem i ogrodzeniami: wałem z fosą, estroko- 
łem, płotem ze słomy, wałem słomianym i płotem z cbróstn. 

Bardzo nbogo wygląda zagroda naddniestrzańska z pow. 
Budki, Chata ta, stawiana z pręcia, obrzucanego pobielaną gli- 
ną, jest pokryta szuwarem. Mała sieć prowadzi do wnętrza izby, 
nader skromnie urządzonej, gdzie Maryna Biłyk, dziewcscyna ze 
wsi Katarynce, zatrudnia się wyplataniem kobiałek. 

Mała świątynia huculska^ zbudowana przez cieśli, sprowa- 
dzonych z Kosowa, oraz młya, wiatrak, dopełniają działa budyn- 
ków. Spotykamy tn ieź kilka krzyżów przydrożnych z różnych 
okolic haliokieh, robionych z drzewa lub z kamienia. Pod jednym 
z nich siedzi dziad lirnik, Zacharko Hołowatyj, z okolic Przemy- 
śla, który śpiewa pieści nabożne, przygrywając na lirze. 

Pawilon etnograftczDyj wystawiony w styla dawnych dwor- 
ków szlacheckich, składa się z czterech sal. W pierwszej znaj- 
dujemy zabytki przedhistoryczne, bibljotekę etnograficzną, tn- 



i 



DZIAŁ BTKOGHAFICZNT NA WYSTAWIE ŁWOWSKlfiJ 213 

dzież część przedmiotów, dotyczących etnograf i Galicji weohod- 
niej. Salę dmgą i trzecią zapetniaią okazy, charakteryzujące 
Galicję wBcbodnią, a czwarta jeet poświęcona Galicji za- 
chodoiej* 

Dział zabytków przedhistorycznych^ zgromadzonych pnez 
p, A. GzołowskiegOj wygląda bardzo skromnief uie tylko w po- 
róWDania do zbiorów Akademji umiejętności w Krakowie Inh 
muzeum Czartoryskich, ale i do zbiorów lwowskich, Mamy tu ' 

noże krzemienne, skrobaczki, dłuta, ostrza strzał, szlifowane to- 
porki i strzały^ kamienne młoty i siekiery^ ciężarki do sieci f 
i kółka do wrzecion, rysiki, igły i inne wyroby 2 kości i z ro- 
gów jelenich; nareszcie wyroby z bronzn; miecze, ostrza dzid, 
kociołki, ozdoby drucikowe i lane brausolety, zauszoice i sie- 
kiery. Prócz tego widzimy ta mnóstwo naczyń glimanych, pa- 
ciorków szklanych lub z rozmaitych kompozycji mineralnych. 

Bi bl jo teka etnograficzDa, stanowiąca własność dra Iwana 
Franki, przedstawia się bardzo dobrze. Zebrano tu mnóstwo 
dzieł, pism, broszur i artykułów w językach: polskim, mało 
i wielkoruskim i innych, dotyczących etnograf) i oba narodowo- 
ścią zamieszkujących Galicję. Na szczególną uwaf^ę zasługują 
rękopiśmienne zbiorki pieśni ludowych i napóI ludowych z prze- 
szłego i początku bieżącego wieka. Dr. Franko dał na wysta- 
wę dwa takie. Jeden poIsko-mBki, pisany polskim abecadłem 
około r, 1780, zawiera kilkaset polskich pieśni, wierszy, docin^ 
ków, paszkwilów itp,, tudzież około 30 pieśni ruskich. Drogi 
ruski z n 1820 zawiera 25 pieśni i wierszy Indowych^ pocho- 
dzących przewalnie również z XVIII wieku. Oba te zbiorki 
stanowią wainy materjał do krytycznego rozbiorą pierwszych 
drukowanych zbiorów pieśni polskich i ruskich w Galicji, Jak 
Wacława z Oleska i Zegoty Paalego, którzy z takich władnie 
zbiorków korzystali. 

Do prawdziwych ozdób pawilonu etnograficznego naleiy 
kolekcja manekinów, wyobrażających różne typy mieszkańców 
Galicji w ich oryginalnych strojach. Zwłaszcza manekiny ze 
wschodniej Galicji, przedstawiające typy mieszkańców prawie 
wszystkich powiatów^ dają dokładne pojęcie o strojach ruskich j 

zarówno męskich^ jak i żeńskich. W dziale polskim maneki- 
nów daleko mniej, a i to są przeważnie Krakowiacy, w swych 
blysMząoych, strojnych ubraniach, Wogóle dział polski na wy* i 

stawie etnograficznej nie wytrzymuje żadnego porównania 
z działem rnsktm, ani pod względem jakościowym, ani pod 



214 LEON WASILflWSEl 



względem ilościowym. Całe tirządzeDie działu polskiego jak 
gdyby świadczyło o tym, źe Polacy galicyjscy wstydzą się, ±e 
mają chłopów. Niewiadomo co robi w dziale polskim P/b dzie- 
•fliątka iDŹnych tomów „Luda** Kolberga i innych wydawnictw 
polskich. Jeśli to ma być pendant do bogatej bib\joteki dra 
Franki^ poświęconej przeważnie etnograf] i rnakiej, no to, w ta- 
kim razie moina zarzncić urządzającym dział polski tylko brak 
miłości własnej. 

Zaałngą p. Sznchiewicza, który głównie zajmował się zor- 
ganizowaniem dtiału etnograficznego, jest spora kolekcja grup 
fotograficznych, przedstawiających sceny z tycia lada rnekiego- 
W co wystawa obfituje, to w pisanki, których zebrano tutaj 
olbrzymią ilość. Kolekcja p. Szuch iewicza (1700 sztuk) odzna- 
cza się umieiętnym uporządkowaniem. Bogate kolekcje stro- 
jów, rzeźb j wyrobów przemysłu domowego i hallów, nic nie po- 
zostawiają do życzenia. Ciekawa jest spora kolekcja korowa- 
jów weselnych różnej wielkońci i w różny sposób przystrojo- 
nych. Na uwagę zasługują t, zw. ^gierdany**— wzory, wyrabia- 
ne z drobnych różnokolorowych paciorków szklanych, które ftię 
nawleka na włosień Inb na nitkę* Paciorki te splata się, a na- 
stępnie naszywa na czerwonej wstążce. Gierdany są uiywane 
przez dziewczęta i kobiety, jako ozdoby na szyi lab głowie; 
chłopacy noszą je zamiast wstążek na kapeluszach. 

Wielka szkoda, że wszystkich przedmiotów, zgromadzonych 
na wystawie, nie zakupiła jaka insŁytncja krajowa. Możnaby 
było w ten sposób założyć muzeum etnograficzne. A tak jak 
teraz^ mnóstwo przedmiotów z wystawy etnograficznej po- 
szło w rozsypkę, bez żadnej korzyści dla ogółu, Csęść przed* 
miotów, wystawionych w dziale ruskim, powędrowała do Czech, 
gdzie będzie zdobiła muzeum w Pradze ^Królewskie i Kapratków) 
i w Kralowym Uradcu. 



Leon Wasilewski, 



Dwa nowe Towarzystwa ludoznawcze. 




w lecie r 
u prof. A* Kaliny 



pTzyjeTnnolcią oTiiiajniiĆ możemy o niedaw- 
nym powstaniu dwóch Towarzystw ludo- 
znawczych, blizko nas obchodzących i ro- 
kujących wiele poiytku dla nauki. Jedno 
£ nieb zawiązała się we Lwowie^ a dragie 
we Wrocławiu* 
1894, podczas zjazdu literackiego, zebrało się 
grono miłośników etnografji i postanowiło 
założenie Towarzystwa ludoznawczego na Galicję, w myśl projek- 
towanego w r, 1891 w Krakowie, lecz niedoszłego takiegoż sto- 
warzyszenia. Obecnie statut Towarzystwa przebył formalności 
prawne i wesoło juz ono w życie. 9 lutego r. b. odbyło się 
walue zgromadzenie, na którym obrano prezesem Towarzystwa 
profesora wszechnicy lwowskiej dra Antoniego Kalinę, zastępcą 
jego posła na sejm p. Władysława Fedorowicza i kilku człon- 
ków wydziału czyli zarządu, a w tej liczbie p. Adolfa Strze- 
leckiego pisarzem, a p« Stefana Ramulta skarbnikiem. Dotąd 
(marzee 1895) zapisało się przeszło stu członków, przeważnie 
ze Lwowa- Obrano też delegatów na prowincji: pp. Oustawicza 
i ZawiUńskiego w Krakowie, p. Hatydsa w Tarnobrzegn, p. Se- 
weryna Udzielę w Wieliczce i p. Morawskiego w Tarnowie, 
Muzeum przemysłowe we Lwowie i Bibljoteka Kórnicka oświad- 
czyły gotowość przystąpienia do Towarzystwa jako członkowie 
założyciele. Podzieliło się ono na oSm sekcji, które w różnych 
kiemnkacb zajmą się pracą ludoznawczą. Przewodnic^ącemi 
w sekcjach są przeważnie profesorowie uniwersytetu, albo też 
osoby znane na polu odpowiedniej specjalności; wspólnie stanowią 
oni komitet redakcyjny, a pojedynczo oceniają każdą nadesłaną 
pracę i kwalifikują ją dc druku. Postanowiono bowiem ogła- 
szać czasopismo miesięczne w zeszytach przynajmniej dwuarku- 
szowych, które będzie zawierało: sprawozdania o czynności To- 
warzystwa, odczyty, w całości lub w streszczeniu^ miewane na 
posiedzeniacbj zbiory materjałów ludoznawczych, prace naukowe 



216 J. K. ^__ 

Gzłouków, zapytania i sprawozdania o nowyeh dziełach i cza-* 
sopiBmach, Bedaktorem pisma będzie prezes Towarzystwa. Za* 
miarem jego jest też zakładanie ognisk ludoznawczych na pro- 
wincji, jak tego dowodzi wyżej wspomniane naznaczenie dele- 
gatów; rozesłano dotąd kilkaset odezw i listów w tym celu; 
krajowa Eada szkolna przyrzekła Towarzystwu poparcie^ a jest 
nadzieja, że i dnchowieństwo mn dopomoże. 

Nie wątpimy, że nowozałożone Towarzystwo, pod dzielnym 
i nmiej^tnym przewodnictwem prof. Kaliny i kolegów jego^ 
przyniesie nanca piękne zdobycze: czasopismo i tnazea ludo- 
znawcze, a tak^e doda nowego bodźca szerzeniu wiedzy etno- 
graficznej wogóle. Komisja antropologiczna Akademji Krakow- 
skiej aympatyczDie przyjęła usiłowania lwowskie i przyrzekła 
wszelką im pomoc. 



Wroetawekiep a raczej szląskie Towarzystwo ludoznawcze 
(„Schlesiache Gesellscbaft fur Yolkskunde'') zawiązało eię w je- 
sioDi 1894. Na pierwszym posiedzenia, odbytym 9 listopada, 
w wielkiej sali uniwersyteckiej, przewodniczący prof F, Vogt, 
oznajmiła że liczba członków doszła już 143; z ostatniego zań 
wykazu, umieszczonego w ostatnim (4) numerze „Mitteilnngen/ 
widzimy, że dosięgła już cyfry 213. 

W liczbie sześciu członków Zarządu Towarzystwa, z przy- 
jemnością widzimy nazwisko profesora rzeczy słowiańskich na 
wszechnicy wrocławskiej, dra Władysława Nehringa; wróży to, 
że folklor polski na Szląsku zajmie w pracach nowego Towarzy- 
stwa niepoślednie miejsce i że ani niechętnym, ani nieumiejęt- 
nym jego traktowaniem ono odznaczać się nie będzie. 

Rozpoczęto działania jak zwykle: ogłoszono etatnt, kwest- 
jonarjnsz i zabrano się do wydawania czasopisma p. t. MiiM- 
lungender Schies, GeselUchaft ftir Volkskund€\ dotąd rozesłano 
cztery jego numery. 

W statucie, oprócz wskazania celu i sposobów działania, 
wy czytujemy postanowienie odbywania miesięeznycb posiedzeń, 
na których, oprócz sprawozdania o ruchu prac Towarzystwa, 
wygłaszane będą odczyty, te zaś drukowane być mają w mie- 
sięcznych również zeszytach. Członkiem Towarzystwa zostać 
może każdy, kto wniesie jedną markę i 60 fenigów rocznie 
(adres: Bankier Alb. Holz, we Wrocławiu, Bliickerplatz, 19; pan 
Bok jest ekarbuym Towarzystwa). 



HOWE TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZA 217 

W kwestjonarjasza („Fragebogen der Schles. OeaelL far 
Yolkflk,/ 8tr. 8 w 8-ce) krótko a zwięźle wskazano, czego ucze- 
ni % Towarzystwa żądają od ogółu, miano wicie dostarczania: I^ 
nazwisk (miejsc i ładzi), przezwisk, nawoływań !£wierzątp nazw 
zwierząt i roślin (o ile czymś się odznaczają), ciekawezych wy- 
razów i wogóle różnic, zwrotów i całych ustępów gwarowych; 
It, pieśni: dziecionych (razem z mętowauiem), doroczayełi, sta- 
nowych; bajek, zagadek, przysłowi \ napisów; III, wierzeń 
(o ducbacb, niel>OBzczykach, czarach, djable, wielkoludach^ zwie- 
rzętach, roślinach); podań (dziejowych, miejscowych itd,); IV, 
opisu zwyczajów i obrzędów {dorocznych^ rodzinnych, spolecz- 
nych, gospodarskich); V, czarów, wróżb i lekarstw; wskazania 
książek o tym przez lad czytywanych; VI, opisów zabudowań 
i nłjiorn. 

Czasopismo przyniosło jn£ ciekawe poszukiwania. W nr. 
l-ym prof. Vogt zamieścił rozprawkę o wierzeniach ludn szlą- 
skiego (glówDie w duchy powietrzne] zmarłych); w nr. 2-im czy- 
tamy wielce nas zajmujący odczyt prof. Nehringa o żywiołach 
słowiańskich w mowie Niemców szląsktch; rozpatruje tu mówca 
dzisiejsze nazwy miejsc, przekręcone z niegdyś polskich, a po- 
tym nazwiska Indzi, również pochodzące z polskich, ogranicza- 
jąc się w obu razach okolicami Wrocławia, Prócz tego w obu 
pierwszych zeszytach dr, Drechsler pisze o podaniach o wod- 
niku- W nn 3-im prof. Jiriczek rozprawia o wierzeniach ludo- 
wych, dotyczących duszy i nadawania imion. W nn 4-ym prof. 
Uillebrandt mówi o stosunku braminizmu do rełigji ludowej 
w ludjacb. Oprócz drobniejszych przyczynków, czytamy w każ- 
dym numerze sprawozdania o nadesłanych Towarzystwu darach 
i rękopisach, a także zapytania i odpowiedzi, w rodzaju na- 
szych jjPoBznkiwaó * w WHh, 






z fTstavj etnogralcznej w Warna? ie. 




ierownicy wystawy etnograficzoejf istniejącej 
w Warszawie, przy ulicy Wiejskiej (w domu 
far, Branickiego), pragną za pośredniciwem 
lVisły podać do wiadoipości ogółu wykaz 
przedmiotów, które przybyły do zbiorów od 
czasu ostatniego sprawozdania, w piśmie na- 
szym ogłoB7.onego (VII, od 236). Bozpowszeohniaafe wiadomoicl 
o tej pożytecznej instytucji należy do naszych obowiązków, po- 
krewne bowiem zadania łączą z nią Wisłę. Z pr7.yjemnońcią 
też zaznaczamy, że pomimo ciężkicli warunków, w jakich znajduje 
się przed siębierstwo, pomimo obojętności ogółu Warszawian, sła- 
bo wystawę zwiedzaiących, założyciele jej doskonale ją prowa- 
dzą^ powiększając stale zbiory przedmiotami nowemi. StoBunkt 
ich prywatne, jak to widać z wykazu, rozszerzają się na coraz 
szersze koła niitośnlków rzeczy ludowych. 

Czytelnicy nasi, znając z poprzednich sprawozdań potrzeby 
zbiorów etnograficznych i ich zadanie, nie będą uchylali się 
i nadal od udziału w wystawie, — tego pewni jesteśmy. Zwra- 
camy przytym uwagę, że ci, których nie stać na przysyła- 
nie przedmiotów w naturze, powinni, ile można, zastępować je 
rysunkiem Inb fotografją. Zebranie obfitych tek rysunkowych 
należy do pierwszor^sędnych zadań wystawy. Motywy z zakresu 
budownictwa, ornamenty domów, sprzętów, desenie haftów, tka- 
nin (te można składać w próbkach), zebrane razem, stanowić 
będą mateijat do Htudjów nad stylem lokalnym. Jost rzeczą 
ubolewania godną, że przy zbieraniu materjałów etnograficznych 
tak rzadko pomagamy sobie ołówkiem! 

Oto spis nowych nabytków wystawy, ułożony według wy* 
stawców w alfabetycznym porządku: 

Fani Baraniecka. Całkowite ubranie starościny weselnej ze wsi 
Czernięcma w pov. Krasuostawskim. 

P. BarśzczewsH, Broń, naszyjiaik i in. (14 sztok) z Paragwaju. 



WYSTAWA ETHOGBAFJOZNA W WARSZĄWIB 219 

P. Bemgitej\ 28 przedmiotów, u źjwany eh przez ludność miaata 
AsDan, na graoicy Nnbjl, 

P* St. Cercha^ Tabakierka i futerał do okularów, od mieszcKan ' 
z Mohylowa. 

P-na H. Chamiec, Ubranie włoścIaDki zb wgi Past ko wice w po- 
wiecie Skwirekim* 

Pani M, Dhtska. Spódnica i pftB świąteczny. 

Pani Piórkowska* Piaanki z pow. La tyczows kiego. 

Pp J. Giejszier, Ubranie wieśniaczki z pod M^rjampola i foto- 
gra Ce typów. 

P, Greim, Dwa kilimki z BesarBbji. 

P. A. Jahhntfwaku Aaygnaty tureckie, 

P, L, Janikowska Czapka perskaj haftowana. 

P- Jung, Typy (foiogr,) wieśniaczek z pod Cieszyna. 

Pani I, Karlowiczoum^ Dwie laski; wyroby drewniane z Zako- 
panego; koaznla z Czorsztyna; fartucii i kaftanik z pow. Opatów- 
sktego. 

Pani C^. iirirto*-oM?o. Naczynm domowe z Besarabji; kafle sta- 
roświeckie z pow, Świ^ciaiiakiego i czapka „tioploucha** z tegoi 
powiatn. 

P, Ko^wpio, Ręczniki z pow. Bendergkiego w Be aa rab i i. 

P, Kossiikowsku Marianna Inb ^choroba,** gaik wielkanocny 
i wiecJja (wić) pogrzebowa z pow, Będziiiakicgo, 

P-na Z. Kowarska, Dwa wieiice dożynkowe; kij i bat d^iadow- 
aki; manekin drewniany kompletnie odziany, przedatawiający kobie- 
ta w Btrojn weselnym z pow. Lobelakiego. 

Redakcja Kurjera Warszawskiego. Zęby końakie, znalezione pod 
Łęczycą; pisanki. 

P. L. Litsowsku Wykopaliska kamienne z pow. Kntnowskiego; 
czapki obrzędowe z pow. Koniiiekiego; wieniec dożynkowy (,,pc* 
pek*") z Węgrzynowa w Ks, Poznańskim, i in. 

P- W, £ainiew»ki Z Brazylji. Wota z woskn, składane przez lud- 
nolć miejscową w kościolacb, 

P. MachcżyńskL Toporek krzemienny z gub, PodolakieJ. 

P* Mactarzyński. Urna, zDSleziona w go bp Płockiej, 

Pani Mieczyńaka. Przyrząd do tatuowania z Polinezji. 

Pani Morawska. Wyroby z drzewa, kobiałki, czepek dziecinny 
z gub. Lubelskiej. 

P. Mostków. Lalka, ozdoby z kłosów do obrazów, instrnment 
muzyczny, chustka z Besarabji; próbki wyrobów tkackicb z pow, 
Radzyńskiego- kilkanaście części stroju kobiecego, chleb weaelny, 
ręcznik; czapka i namitka w gub. Wołyńskiej i in. 

P. Niezabitowski. Staro£ytny kufel do miodu, 

P, Orłowski, Pisanki z pod Mohylewa. 

P, Ostrowski. Dywany, kilimki, fartuchy samodziałowe, wyroby 
ceramiczne z Kotciswr. w gub. Siedleckiej. 

P* A. Paszkiewicz, Całkowity ubiór mieszczanki z Dawidgród- 
ka w pow, Mozyrskim, 



2S0 WYSTAWA ETNOGRAFIOZKA W WABB2AWIB 

pATii T, Pisarzsmka. Obr«y sUrogórftlskie na s»kle e Ratulo- 
wa w NowoUrskini. 

Pani Saioicka. KspeluBZ i zabawki z pow. Katnowakiego, wy- 
roby szkoły anycarBkiej w Zakopanym. 

P, H, Śiizień. Wyroby chińskie. 

P. B, SiawiarskL PłBftnki z pow« S^czuczyAskiego. 

P. Szczypiorski. Kobiałka z gnb. Lnbelakiaj, 

P. G. Szpakowshi, Sukmana^ paa i łapcie £8 wal Bobły w pow« 
KowBlakim. 

P, SEUMzkiewicz. Pisanki z pow, Bracławskiego; koszyczek ^e 
elomy z pod Zakroczymia i wyroby z Zakopanego. 

P, Tarczyński. Korona ślnbna i ,,pająk^^ z po w. Łowickiego. 

Paoi S. Utanowska. Ciepek i korowaj z Taganrogn. 

P. Wierciński, Firanka i krzcaiwko tunguskie z Syberji. 

P. A. Witort, Próbki tkanin. 

P, fVotsiki. Kosznla wyszywana z gub. Podolakiej. 

P. H- Wołodkiewicz. Łapcie, rękawice, pierniki, krzeaiwo z gnb. 
Witebskiej; kapelnsz z gnb- Mińakiej; etrój kobiecy na głowy z Bia- 
łej Cerkwi; częSci akładowe nbraniaj wyroby cera mięsno z pod Sła- 
wuty i wiele in, 

P* Wróblewski. Trąby pasterskie z gnb. Grodzieńskiej, oraa 
zbiór tabak ierek. 

P- %* Wydżga, Pisanki z po w. Hrubieszowskiego. 

P, Ziembiński, Kałamarz z pod Rabki. 

Paoi M, Żółkiewska, Ręczniki z po w. Eumańskiego, naczynie 
burak z pod Ekaterynbnrga, 

Pani Ż4itowMka. Model chaty z okrąglaków z po w. Pińskiego. 

Pani Ź^^lińiika, Strój kobiecy na głow^ z pod Marjampola. 

Za tę pami^ó o zbioracli Zarząd wystawy składa niniej- 
szym wyżej pomieuionym osobom serdeczna podziękowanie. 



Z powodn gromadzenia zwyczajów i pojęd prawnych 

n Indn. 



Na Kwes^onarjnsz ogłoszony w toinie III Wisły (stn 171 — 
209) otrzy maliśmy kilka całkowitych i nieco części owycli odpo- 
wiedzi. Ze względu na ważność przedmiotu, najmocniej upraszamy 
Szanownych czytelników o gromadzenie i nadsyłanie nam jaknaj- 
obfitsze przyczynków^ w postaci numerowanych odpowiedzi na 
pytania pana B, Grabowskiego, czy to ua cały Kwestjonarjusz, 
czy też na niektóre jego paragrafy. Usilnie o to prosimy! 

M€dakcja, 



NOWOŚCI KSIĘGARSKIE. 



Wielki Atlae gieografiesny z dokładnym ekorowidzem nazw. 
WarsiAwa, nakUd ^Wędrowca." GałoM w przedpłacie 16 robli, Ze- 
azyt 80 kop, Wyazly 3 zeszyty. Po wyjścia cena będzie podwyź- 
uona do 25 mb. 

S< Bełza Na lagunaob, z Uczneni] rycinami, przed&tawiają- 
c«mi wybitniejsze gmachy, ddela sztuki i typy ludowe Wenecji 
i wysp okolicznych, Warazawa, 1895, 21 ark, drnkn, ceoa 2 rnb, 

Tegoi autora poprzednio wysały; Rolandja 2-e wyd, I ra, 80 k. 
Odgłosy Szkocji 1 Vi rttl>- -^a Apeninami 3-e wyd, 1 ra. W górach 
Olbrztpnich 1 TB. 

Kaleodarz MySliweki ilnatrowaoy na r. 1895. Warezawa 
itr. 111+338+14, w 8-ce z rysunkami. 50 kop. 

Bidrnacki Edmund dr. Afazja w dwietle badań współozea- 
Bjcb, 60 kop. 

Chociszewski Ińzsf Słowniczek polsko-niemiecki i niemiec- 
ko*polaki nąJDŹywańezych wyrazów, 80 kop. 

Dunin- Wąsowicz Mieczysław Woda do picia we Lwowie, 
1 rob, 20 kopp 

Jaklińskl Zygmunt Uprawa tytani a. Podręcznik dla npra- 
wiaczy w Galicji i Bukowinie. 40 kop, 

Koiser^ Sonittag i Neumann. Ból głowy, jego przyczyna, 
lapobiegaDie i leczenie. 60 kop. 

Sempołowskl dr. A. Wyniki prac i doświadczeń, wykaza- 
nych w roku 1893 i 1894 przez Stację doświadczalną w gobieszy- 
iiie, 45 kop, 

Skarżyński Stan i s las Le probl^me monćtaira 50 kop* 

Warnka Jadwiga Gwiazdka dla moich małych przyjaciół, 
Kaiąieczka dla dzieci od Ut 6 do 8, z 14-q obrazkami w ładnej 
oprawie, 1 rab. 50 kop. 

Tejże PowiaBtki Ciooi, Książeczka dla dzieci od lat 6 do 8, 
z 14-u obrazkami^ władnej oprawie, 50 kop. 



222 NOWOŚCI KBTĘGABSKm 

Rocznik {X) Towarzystwa OgroduioŁego Warszawskiego 
^ rok 1894. Warazawa, 18&5, atr, 94, w 8-o«, 

Teofil Rozmaryn o wicz Zasady gospodarstwa Bpoleoznego. 
Na tle poj^ć z ddedsiny Btaty styki ma tern a ty ced ej. Ge^M I, Kra- 
ków, 1894, Btr. 65 w 8*cfl. 

Władysław Natanson Początkowa uanka flzyki. Ze 140 
rysunkamL Warszawa, 1895, str. VI+122 w 8-ce. 

Katalog Toznmowany ksiąiek dla dzieci i młodzieży. Wy- 
dany z zapomogi Kasy pomocy dl& osób pracujących na pola nan* 
kowytD imienia dra Józefa Mianowskiego. Warszawa, 1895, str. 
IV+213 w 8-ce, 60 kop, 

Plato von Reussner Folsko-niemiecki elementarz do pr^- 

klej nauki czytania^ pieania i rozmowy po niemieckti 2 14-q najnow- 
azemi wzorkami piama i 200 rycinami. Wydanie YUIp Warszawa, 
1895. 20 kop. 

Tegoż Najlepsza metoda czyli Samouczek polsko-francuski 
do nauczt^nia si^ po francnska czytać j pisad i ros^mawiać w dwócli 
miesiącach bez nanczy cielą. Kura niższy z objaśnrcnicm wymowy 
i akcentowaniem. Warszawa, 1895. Zeszyt po 16 kop, Wyazło ze- 
szytów 9. 



Szanownych panów współpracowników uprasza- 

my o nadsyłanie rękopisów z szerokiemi marginesami i odwrot- 
ną stroną ćwiartki niezapisaną. Prosimy też o wyraźne pisania 
wszelkich muiej znanych wyrazów, jako to: gwarowych, oraz 
imion własnych miejsc i ludzi, dla uniknięcia pomyłek i niepo- 
rozumień. Przesyłki z zagranicy powmny być wyprawiane albo 
pod opaską rekomendowaną, albo w takiej ie kopercie; inną 
drogą nadsyłane zwracać oddawcom będziemy. Rysunki winny 
być wykonane tnszem lub czarnym atramentem, piórkową robo- 
tą, tak, aby się nadawały do wytrawiania* Współpracowników, 
iyczących pobierać bonorarja, upraszamy, aby, po wydruko- 
waniu prac ich, raczyli się zgłaszać osobiście, listownie, lub 
przez osoby, na piśmie do tego upoważnione, do księgarni M. 
Arcta, w Warszawie, Nowy-8wiat, 53. I^^. 



L 




3i^\ywMic.. Tablica I. 






I. Wywiady. 

ied|r "aciec mk syna a dochodzi mu /uz*) dwa- 
dzieścia trzy a dwadzieścia ńtery roków, to 
wtedy myśli sie zenie i mówi do "ojców tak: 
— Tatusiu i matusiu!— i "uchyci jóch za 
nogi — }k Bie myślę żenić,,, 
''Ojcowie mu mówió tak: 



') Starzy nie^izkolni Stalowcy mówią: ju, terd, zcard (ale: nw- 
t-dr^ rdzy 

*) Artykuł uiniojazy, dosłownie zapisany z ust Tomasza Wal- 
skiego, wieśniaka w Stalach w pow. Tarnobrzeskim (wieś Stale jest 
oddalana o tj kilometrów od Tarnobrzega), ma cel podwójny. Pierw- 
szym i glówtiym jego celem jest przedstawić w dłuższym wzorze 
i. z\\. ifwarę łasowską^ której prawidła zestawił w umiejętny sposób 
p. Szymon Mati^iak w rozprawie p. t.: Owara lasowika w okolicy 
Tamoórzega (Rozprawy i c^prawozdania z posiedzeń Wydziału filolo- 
giczuego Akad, Urn., Tom YIIL Kraków, 1880). Walski, który jest 
człowiekiem piśmie nuym, stracił już w swej mowie dużo właściwo- 
ści gwary laeowakiej, starałem się przeto w niniejszym artykule 
uzupełnić te Uraki według mojej znajomości tej gwary, nie 
uwz;^letljiiaj;|c jednak kousi'.k\ventuie i stale przygłosów wargo wycłi 
przed samogłoiikami o (ó) i n, które u jednych więcej, u drugicłi 
mniej występ ujij, a u Wal^kitigo już bardzo rzadko dają się słyszeć. 

Drugim celem artykułu jest: być przyczynkiem do znacznego 
już zbioru obrzędów wesfeluych ludu polskiego. Wprawdzie w opo- 
wiadaniu ustnym WaUkt pominął dużo szczegółów, przedewszystkim 
pieśni j mimo to joilnak opowiadanie jego barwnym i wiernym jest 

Wuia L IX tug. 2 15 



*^ 



I 



226 DH. KAROL MATYAS 

— Dobrze, korMue dzierko! ale gdxie sie chces Renić? 
Uwiii ee dobrze, żebyś potem nie 7alowdł, bo (o nie na rok, 
ani dwa, iuo de caW wiecooś, 

Sjn mówi tak: 

— Ja Hie myślę żenić u Kosiora Jędrzeja, choó dziewka 
mie sie nie koneoote podobd, ale md majotek dobry. 

"Ociec mówi tak: 

— Kocbany ł^yaul to ty żle myślis, bo jak se zonó bedzies 
ile zćł^ to i maj6tek za nic, 

A syn mu "odpowiadA tak: 

— Kochany •'ojce! A cu my po ładny zonie, jak rbleha 
nie hede miii! Jak padnie, to padnie, a tam sie bede zeuićl, 
ino my powiedźcie, co wy my ddcie? 

"Ociec mówi tak: 

— Jś ci d&m trzy morgi pola, jednS moige Idki, i%be fi 
wystawie, dam ci jednego kłonią, pó wo/;a i jedne krowę, ajfik 
mie bedxie8 dobry, to po moi śmierci jesce ci dam morgę pola. 

Wtedy fljn ojców za nogi p^^oobyta i pyta sie, kogo ma za 
p&^ła wysłać. "Ociec mówi tak: 

— Idi po Walfikiego Wojtka! °ón tuk dobrze mówić, ino 
mn dej w odki 1 to "ón tam dobrze, wy stoi i). 

Idzie syn po Wolskiego W oj tkaj prowadzi do kdrciny, da- 
je kilka pókwaterki wódki i mówi mu °o całem interesie, a WAl- 
ski sie go pyt4: 

-^ Co ci "ociec daje i wiela ty chces od tego Kosiora? 

— No, jabym ebci&ł, zęby «ón ddl nie mnie, ino swoi cór- 



obrazom wesela w Stalach, obrazem ożywionym trafną psychologicz- 
ną cbarakterystyką włościan. 

Nadmienia, ie w pi^iowni starałem %\% uwydatnić z całą do- 
kładnością wszystkie diwicki gwary lasi>wskit'j, nidkalem jetlnak 
przeładowania fouotycjgnemi znakami, % którycli nżylem tylko nastę- 
pujących: a na oznaczonfe tiamtł^^hjHki « przud spółgłoska mi ntłsg- 
wemi m i n {np* (<Jm = tam, imUi\mj='^^^\A\\\\^ ;wjm=p?ini, przed 
Kpól^ł. j zawtiipnjąeą w j; w arze las. ri (np, ;My>^^(?o==paiiiśtwo, hfar^- 
jiy"fca=^Marysieńka), przed apól^ł- I (np- jUhmiznu^ \ I (np, nohWtiili)\ 
samogłoska s brzmi tnjak niemieckie d, to jest cz szerokim otwo- 
rem ust; zu, ti na oznaczenie szerokiego otwartego o, które wystę- 
puje w gwarze laisowskiej zam. ą (np. TM/o^ei-, zł cent^ jriwAidc); 
WTCS^eic zn, " iia oznaczenie przyglosu wargowego przed samogłos- 
kami g (o) i u. 

*) = wyrobi, aprawL 



\ 




WESELE STALOWSKtE 227 

ct: ju nam nie Stery mor^i pola, morgę łOki^ plac, stajnie i sto- 
dole, jednś^o k°nnia, dwie krńw i jałówkę, p6 wozu i choó 
trzydzieści rćJBkia przed śIubetQ na wesele. 

— Dobnte! to pode, alejtjsce poprawwa na knrań, bo tam 
nie trxa gęby żałować. 

I tak mu daje dobry pókwaterek "okowity. Jak ju wypiół, 
przezegnuł sie i idzie do Kosiora. Przychodzi, drzwi "otwiór4 
i mówi: 

— Nieoh będzie pokf&lony Jezus £rystiisj 
"Od powie dz5 mp: 

— Na wieki wieków, amen! Siddżeie se ™ii nas, powiMż* 
eie, 00 słychać u wasJ 

— Ji w&m powiem tyla: cy wy mata Marysie do wy* 
daniil? 

— H^wa; ino powiódicie, kto sie chce z niom zeniil 

— Przysłdł mie tn Franek Piz, syn Ignaców, 

— A co ^6n chce za maj o tek? 

— Z6da to i to. 

— A co jemn "ociec daje? 

— Tyla i tyla. 

Zani Sie pyta ^ocieo córki; 

— Maryń! pódzies ty za niego? 

Marysia wycliodzi z4 pieca- obyta "ojców i posła za nogi 
i mówi, ze: pode. 

" Ano, to przychodźcie z wódkrjm i będziemy sio gofhić 



II. Ugoda. 

Poseł idzie do pWna młodego \ mówi, ze jnz je^) wszya- 
ko*) dobr/e, ino iść z wódkom. Zara pAn młody idzie na wieś 
i snka takić baby, clitóni pije wódkę i zua dobrze g&dać, przy- 
prowadzi jO do swojego domu i idzie do karemy^ przynosi 
kwdrte wódki. Ta baba bierze flankę "^od nie^o, stawia na 
SŁole, "nbióra j3 stuzkom, cbŁóió pan młody naprzód knpiót 
w Dzikowie, wtyka za te stózke ratę i idó "oboje jak posly do 



1) Mówią: /«z jt^ albo; )u JesL 

*} Niektórzy, zwłaszcza starsi, któray nie tuuiejii czytać i pi- 
aać, mówią: tetizyćko. 



"^ 



228 



DB. KAROL MATTAR 



pUni miody z wódkom. A to wszysko "odbywi sie w nocy, 
& ndwiecćj kole ponocka. 

Jak jo przydd do pani młody, pakajft za "oknem, a tam 
aie pytajft: 

^ Cbto tam? 

— Kupcy z dalekić krainy, i przymcie*) n&8 na nocnik! 
GosąfiodArz wychodzi, °odmyk& drzwi, światło zaświćci, po- 

fiły wcbodzO i mowid: 

— Niech będzie pokf&lony Jezns Krystus! 
flOdpowiedzd: 

— Na wieki wieków, &men! 
Posly mówi fi tak: 

-- Idziewa do was kilkan&ście mil głodni i chłodni, bo- 
śwa 9\^ dawiedz.ieli °od lodzi, ze m&ta jałowecise na przedaj, ale 
nie wiśwa, cy aie nim zdarzy. 

— Jałowecka sie zdarzy, ale zebyśta dobrego bycka dla 
016 wyBokali, 

— Bardzok dobry by cek, ino zebyśwa mogli zgodę zrobić. 

— £jl jo tam o zgodę będzie ł&cwió^ ino idź Maryś i przy- 
iiić» miarkę żyta. 

Maryłłia wychodzi gdzieś tam z okrycii, chyta "ojców 
i posłów za nogi i bierze miarkę, idzie do kómofy po żyto. 
Fr^^ycbod^i b komory, stawii stół przed posłamy^ na stołe miar- 
kę z zjteni i idzie za piec. Ta baba, chtóra je w posłach, wy- 
ci6ga flaeke z pod p&chy i 8tawi4 j8 w miarce, to na to, zęby 
Sie tóch młodćcb chlyb trzymś,ł. 

Zarft ten poseł Wojtek Walski wstaje zA stoło, przechodzi 
sie po izbie i pyta sie tak: 

— Nol jak Kosior? daj es ty to, coś przody "obiócowił? 
^ Lacegi^bym nie ddł, ino trza swatów i pana młodego, 

to wszysko dobrze będzie. 

Zara idzie baba, ta, co je za posła, po "ojców pana mło- 
dego i paaa młodego, mówijóni, ze jo wszysko dobrzeje, ino: w4s 
trza; zabićraj6 aie wszyscy i idfi do Kosiora. Przychodzfi i mówifi- 

— Niech będzie pokf&lony Jezos KrystosI 

— Na wieki wieków, ameni Witśjcie wszyscy razem! 

— Bóg zapłaci Jak sie t^m macie? 



*) AUm: „[uzymta,* forma liczby podwójnej, której często 
uiywaJ4 zamiatit mnogiej. 



weflllLB 8TALOW8KIE 229 






— Dardzo dobrze, ino wńs brakaje, a będzie jesce lepić. 
Zara pin niłody pochytó "ojców pani młody, ewojćeh 

ojc6w i wazyakićch, eo sd w doma "opróo pani młody, potem 
wołaj 6 pauf rałody, zęby zacena wódkę pić, ehtór& jn stoi 
w miarce na stole. Zara pani młoda wychodzi z& pieca, po^ 
cbyta w8/.yskiócfa, iso pana młodego nie chyta, bierze flankę, 
alAzke i rutę *ł m& 'odwidzuje, schowi j6 eobie, bierze kiely- 
«ek w praw9 a fiask e w lewd reke, prawi wódkę do kielyska 
i pije do swojego kochanka. 

— Zdrów Frantill 

— Pij z Bogiem, Maryś! 

Jeżeli pije wódkę pani młoda, to to wypije, a jak nie (jak 
słabowała "od wódki), to przes głowę wyleje, potem prawi dra- 
gi i daje Bwojemti Fraanaiowi. "Ón bierze "od nió i pije do niÓ: 

— Zdrów Marysi 

— Pij z Bogiem, Frannśl 

Potem oddaje fiaska posłowi, a poseł eestnje wszyskióob, 
ehto ino je w doma. 

Potem ojcowie uiłodóch jako swacid i posłowie posiidajó 
kole siebie, a młodzi kole pieca i zacynajó robić ugodę. I mó^ 
wjO tak do siebie; 

— Dicle wy swacie swojo córce to, coście "obiócali, to, 
co ju wiem od posłów? 

— Ano, d&Tnl Trochę mnie zanadto śeidg4cie, ale cóz mkm 
Tobi^J Zrobię dnigiśm dzieciom krzywdę, ale jak my Ak Bóg 
zdrowie, to może jem jesce przykapie. 

— Tak jestl Bóg o wszyskióoh pamietń... 

— A wy swacie tagze dajecie, coście "obiócali synowi? 

— A to jest świetal ji słowa nie kasuje! 
A posłowie slneliajd cały "n/cody. 

Jak ja "ogoda z&warti, poseł wstaje na nogi i mówi taki 

— Tera cbtóry ehtórem pogardzi, całd stratę wrócić mast 
Ty pin młody ii o k&rcmy po piwo i po wódkę, a ty pani mło- 
da po sdsiadów, po przyj&cielów tak z ty, jak i z ty stronyl 

A nipićrw idzie po krzesnych "ojców. 

Tera przynosi pan młody z karcmy ćwierć piwa, garniec 
wódki> Snsiedzi i oablisi przyjaciele jn uie posehodzićli, siiidajd 
1^ stoły, p^ii młody i pilni młoda jóch pocfaytajd i zacynajd pii\ 
Kiedy ja wypijó, potem drugi strona przynosi ten sam tronek, 
i pi]d jav. do puładuia, potem sie rozehodzó knzdy do doniu^ 






280 t)E. KAROL MA TT AB 



6pfówąi6 po drodze, nawet i niejedeu w rów wpadnie, ale nas 
to mftło "obofaodzj. 

III. Paolerze. Zapis przedślubny. 

A pAn miody ziprzć^a k^ouie^ siAdajo "oboje % młodo na 
wóz, weauó dobrft koledc ksiedan, koguta tłustego albo kwartę 
maeła i jad^ do Miśchodna, ba tam naeA paraHj. Kiedy tam 
przyj ad6, fdo do kaiedza, daj& mu kuli^de, i jak ksiddz widzi. 
£e dobr4 kolćda, to iiawet pacióma nie mówio, ino Biejćch 8py- 
t& ™o roki, "o r<Vd, i bierze "od nieeh jedeii rćjski na zdpawk- 
dzie, a miodki wracaj 6 do domu. 

Teri trza robie zapis prze/, natcrusay bo inacy jeden drn- 
giemo nie da, co "obiócal. I lak idft "ojcowie % obinch stron 
i "oboje młodzi do Dzikowa (Tarnobrzega] do naterufla i tam 
mówidj co eh tory ma dać swojemu iiziecku. ZApiae jeden, ca 
*ob]ócal, a drugi mówi tak po ricljn: 

— Wióta co, swacie! ja tx) ino pół z tego ;!^&piije, com nobió- 
oow&ł, bo trza dużo pićuiedzy placie za /.upiB..- 

— No to dobrze, mój ^waciel ale zebyśta potem dali, bo 
nie mie, ale Bwojć córce byśta krzywdę zrobieli. 

— A to, co ziipisewa, to powićd^wa, ze ino warta piedzie- 
gidt rój akie, bo i takby^swa dnzo płaeieli za zapi«, 

I tak scyganió yiebie i nateruda i z4pise. Pójdo potem do 
grontu "orać albo guój wozić, ten, co nie zapisał wazyskiego, 
nie dś na gront wjechać, 9 tego powstaju kłótnie, ""obr&za Bo- 
skś^ kónisyje wywozó i potem mnso więcej przepraw o wac% jak 
teu grout warta, co go nie chcidl zApisać. 

Ale to zOBtdwmy na potem, pódżmy za weselem! 

IV. R ó z g o w i n y. 

Kiedy ju zii pisę zrobione, zapowiedzie ju wychodzó, wtedy 
p^ni młod& Muki sobie s/arsy dnfzki^ ubićraju aie w stonki, 
w mte, w bukiety, i idó w ostatnio niedziele, jak sie zapowie- 
dzie kójcó, do koStioła^ i zmńwiajó sobie zawcasn drużbów i druz- 
ki na wesele, a pan udody godzi zawcasn skrzypków, 

Kiedy jn zapowiedzi e wyj do, zacyuajft sie rózgowiny. Jea- 
cem chybiół, bo jesce "^o kilka dni naprzód mkk sobie pani 
młoda tukió baby, cłitórri ma l)>ć na weselu za kucharkę. 1 idÓ 
^obie na wieś za spomozt niem^ ido "^obie numer w numer , i pani 
młoda cbyt& ehlo ino je w domn, a ta baba mówi tak: 



I 






WESELE STALOWSRIE 231 



'— ProBi pani młodd ^o spomozeniel 

I tak cftłó wieś "obydOj w jednera miejsca mało wiele do- 
stano, dnid/.y sie pr^ed uieniy zamykaj ó, ale dosićj ze i tak assbió- i 
rajo do łlwiócU korcy ziania. A gdzie je ddówka na wydauiu, I 
ło jak odcfaodzó z tego domu, to drzwi "otwarte z^ostawiS u a " 
to, zęby i ta dzićwka wprcdce wysła za cbłopa. 

Teri mielft to ^yto na chlyb i piekó kilka piecywów, jec- 
niićj mield, proao tluk6 na kasę, tronek przywozi, kilka becek 
i kilka garcy wódki % Mokrzysowa. Skrzypka pdn miody przy- | 

wazi i zacyuajo sie ruzgowiny. " j 

Skrzypków przy\yozi pao młody do swojego domn, d^ jóm 1 

niipićrwy jeść i pić, potem grajo w jego domn, a chłopaki i 

i dziewki tajcujó, a paoi młoda t atarsd d rożka cbodzo po whI j 

i proso druzbówj druaki, starostów i swaaki, /.eby fpramy je- ' 

chały na wesele. ' 

Jak jn pani młodń ze starsi drnzkS "obydfl, gdzie miarko- j 

wały, vTtedy wracajfl na rózgowiny. Tam jnz je pełno dziówek, 
pani młoda jćch poehyta pod nogi i wybićrA sobie siedem do 
roigi witl Te zabiera piiui młod& do swojego domu, zara ^óua 
stawia stół przy kómiaiej na atole dziezke, z eh tory sie chlyb 
piece. Do dziezki kładzie bochynek chlebai w chtóry w gamem 
środka dzinre zrobi i etawid w ten chlyb w dziózce r^s^f^-, chtó- 
ra je zrobionft z młodego dęba na siedem rosochy cyli "odnogi' 
Fotem przyoosi pani młoda, ziele, to jest barwinek, i prosi drąż- 
ki do atołu. Drnzki "obstawid dokoła 8tół, micjse dziewcyny 
równajd ziele, a te siedem drui^^.ki bierze knzda swoje ''od nogę 
przy rózdze i zacynajfi wiź* Tak zacynajó apićwać: 

O flceŚ n^m, B^ozcJ o scea n4m, B"oze! 
ty to iiaay prioy, 

cośmy zacnuy, corimy zaccny 
przy wtorkowy nocy! 

Bo "u tiHS rózgowiny zacynujd sie we wtorek w nocy, kole 
dziesiąty godziny, a najeeście kole ponoeka. 
Dali śpićwajO tak: 

O aiaciLijzo nam, moja Marysiu^ 

"u ze środka, ze i^rodka! 

Uos ty ■'u swoje, boś ty "ti awoj^ 
o matusi siórotka. 



333 



DR. K\ROL MATTA8 



i 



Ter4 przyehodzl pani młodii, bierze rumianke ziela i za- 
cyn 4 średnift "odnogę wió. Jak pr^ywif^ze jedne mmianke^ "od- 
daje ataray dmzce i atarai drnzka wije Srednid "tidnoge, a te 
Bzećć odnogi bocnie to wijd inne drtizki. Dali tak ópiewajd: 

Wypadła KÓrdecka z raógo "ogródecka^ 

juz tam zieli nie bedzie*„ 

A z cegóa jA ee wiAnecek uwije, 

jak mój FriŁnui^ przyjedzie?... 

Jak mój FranuiS przyjedzie, 

to ndm zielA przywiezie,- 

przywiezie ""óa n^m zieli 

z tureckiego PodolA, 

Jaz rozecki dowijAmy, 
ale ziołecka ni mdmy; 

sd na boru biAłe kwiecie, 
"uwije sie wiAnek w lecie, 

MatuBiu, serce mojel 
dej do rozeeki stroje, 
'■ krajecke i ematecke 

i do wiAnecka at§zecke. 



Matka przynosi te atroje. a starad druzkaprzywi^sŁuje jśoh 
do rózgi. Jak ju rózga skójeona, dali tak śpićwajo: 



Rozeckeśmy "uwiły, 
a pLwkaimy nie pióly. 



Jak nas Franus przyjedzie, 
to nAnj piwka przywiezie. 



Teri przynoai pan miody zbanek piwa i te drnzki ces tu- 
je. Jak ju piwo skÓjcśły, bierze starca drazka rozge w prawd 
reke, druga pod ni6 w lewÓ i id6 przed skrzypków i żacy n aj d 
tak śpićwać (to sie rozumie, ze wszy akie siedem id5 tajcować, 
jno Biodmi dobiera sobie z innyeh ua p4re): 

Kiecłize będzie pokfAlony Jezua Krystus nas! 
A na wieki wieków, im en! witdjcie do nis! 

Da\i tak ipińwajó: 

Moi dobrzy ludzie, "ustópcie nAm z izby, 
żebyśmy nió miał^^ z tom wińnockiem ciżby! 
Moi dobrzy ludzie^ "^ustópcie za progi! 
niccbze Bie "ueiesy nas widnecek dragi! 
Moi dobrzy ludzie, "uatdpcie do sieni! 
niechże jśie *'uciefiy wiAriecek metany! 
Niechże bedzio poktaluny! tajcowaó idziemy, 
uozki sie nnm pokuliły, prostować będziemy, 



r 



WESELE STALOW8KIB 233 

Skrzypek jśm grA a '■ony tSjonjd, "obydó tA« dokoła^ pO' 
tem tak śpiśwajó: 

Z tom tj'inek, z tom tAnek, co rutkę równała; 
z toni drugi, z tom drugi, co wiAnecck dala; 
z tom trzeci, z tom trzeci, co dała chustecke; 
7a tom cwdrty, z tom cwArty, co dała krajecke. 

Pomiędzy dwiamy lipisiejk^my tocy Marysia wino— 

ej! wino, wino cerwoniusiejkie do góry aie burzyło* 

Przysed ci do nió 

ton braciaek j4: 

„Dej my, Marysiu, wina!*' i 

pJri wina nie d^lm, 

za mało go mśm, 

na wesele go schowam.*' 

Przysła ci do nid 

siostrusiejka j6: 

^Dej my, Marysin, wina!'' 

„J4 wina nie dAm, 

za mało go mAm, 

na wesele go schowam/' 

Przysed ci do nić 

tatusiejko je: 

^Dej my, Marysiu, wina!" 

„Jś wina nie dam, 

za mało go mam, 

na wesele go scliowanj." 

Przyala ci do nió 

matusiojka jó: 'J 

^Dej my, Marysiu, wina!" I 

„J^ wina nie dam, ' 

za mało go mjŁm, i 

na wesele go acliowara/' ] 

Przysod ci do nie I 

ten Fr^usio jś: I 

j^Dej my, Marysiu, wina!" j 

Marysia skocńła, ' 

wina "utocóta: ) 

„Neści, Frftnusiii, wina!" 

I 

Nasa Marysiejka z paenicnego ciasta, 
weinie jó ^'ranusio z pod ICrakowa z miasta. 
NasA Marysiejka z pecnicnego chleba, 
nie takiego j6 tez parobecka trzeba. 
Nasd Marysi ejka jak kwiatek rózftny, 
weinie ci jo, weiŁnie, Frftnusio kochany, 
Franus i Marysisi to jo dwoje ludzi: 
jak Marysia "usiiie, Franus j6 "obudasi, 



234 



DB. KASOT. MATTAS 



Franus i Marysia, jak i^woje p^ołebi, 
Frftniiś "ón& kochń, Marysia go lubi. 

Jak ju przeńpićwajó te ńpiźwki, potem tak zaoyDajd: 

Chtóry ci to, rhtóry nas starosta będzie!? 
Niechże se na ławie przy skrzypku ''usiedziet 

Starosta przychodzi, eińda sobie na ławie kole skrzypka, 
a *'óny przychód zo przed niego i tak mówifi: 

— Nas panie starosto, prosimy o "uzwoleuiel Nas wiAne- 
cek kwitniScy, rodz5cy, pełny i pewDy, Trz5!^niśjcie workiem 
nad nasem piidełkiein! 

Starosta tiobie z niśch kpinki prowad/J, mówi, ze ile róz- 
ga "uwita; ^Ni6m4m wam xa co placićl^— zreńtom wefjiie i rzuci 
Jśm do zapaski skorup, chtłWe sobie juz przedtem naładował. 
StarriA druzka "ober-7.i, widzi, ze jóeh starosta "osukAł, stand 
przed skrzypkiem i tak ńpićwajB: 

Nas starosta grajcarecka nić miał, 
poeed na dwór, skorupek nazbi^rAl. 
Nas starosta "osukłlnie żyje, 
po zAściiiniu ^orzałccko pije. 
Nas starosta nie bogaty, 
bu ma portki^siime Inty; 
wolałby sio nie ^obzywać, 
poHed za piec portek sywać. 

Potem sie "obracaj o do starosty i mówi5 tak: 

-- Nas aturoato, prosimy o ™uzwoleniel Naa wia nocek 

kwitniócy, rodzócy, pełny i pewny. Trzóśaidjcie workiem nad 

nasem pudelkiem I 

Starosta rzuci jćm do zapaski szófltke albo dwie, 8tarsa 

drnzka bierze te piśuiódze, schowa^ potem tak śpiewajó: 

Nie wydam, nie wydani roztoki zielony, 
jaz sie nAm Marysia du iiozek ukłoni. 

Pani młod4 przychodzi, pochyta te drazki, co z i4»zgom 
tajcowaly, A "óny tak dali śpiówajó: 

Nie wydim, nie wyd4m wi4nka rucianego, 
bośmy nie widziały piwka cerwonogo- 

ZarA przynosi pan młody zbanek piwa, daje Starostowi, 



I 



WE9RLE STALOWSKIS; 235 

starosta prawi da śkUaki i pije do skrzypka^ a wtedy wszyscy 
krzyca: ^BiwaH^y Skrzypek odegri biwał^ a starosta ceatuje 
tern piwem skr/jpków i AtwiV.\. Jak juz wy pi jo, "oddaje zba- 
nek panu młodemn, a ''odbićra ro^ge "od ataray drarkt. Jak 
joz rozge °odebril, chodzi sobie dokoła, przychodzi przed skrzyp- 
ków i tak śpićwłi: 



Zagrrij ray, akrzypecku, poprdw hb skrzy pec ki, 
iiiecb tte wytUjcuje te swoje druzeeki, 

Dmzki Btojd na boku i tak śpićwajo: 

Nas starosta w tiVnek i^Kie, Kirlontl rozecka, 

idzie pad niom. itls^ie pod iiioni ^^r/.eeuH pHoienecka. 

Zara przychodzi starsa dmzka do starosty, ehyta go pod 
nogi i ido "oboje tajcłłwać. ł tak za porzódkieni wazyskie masi 
wytajcować. Jak jn z ostatnioni tajeuje, tak zacynajd śpiśwać; 

Za bory, ruciiiny widneekn! "o, za hory! za boryt 
do tatusiowy, do matuainy^ ^o! komory, komory! 

A starosta mówi do skr/.ypk6w; 
— Prose za sobom! 

Skrzypki wstaj ó, starosta idzie nipr^ód, za niem skrzyp- 
ki, DA ^oatatka druzki i tak śpićwajo: 

*OtM*(Srz^ uiatkOj kómorccke! "otwórss^ matko, kómoreckel 
schow;ijzu 11 A [11 to roKCcke! scliowijzu nśm te rozecka! 

Matka "otwierA kómore, "odbiorą "od starosty rozge, gdzie 
jo tam polozy, to nie wiem, bo w nocy nie widać, potem wy- 
nosi matka zban piwa, a pan młody kwartę wódki i oestuje 
przed komorom, eh to ino tam je. Jak juz wszyaey sn "^obcesto- 
wauij wracają I do izby. Jak przydó do izby^ kucharka stawia 
itół i daje skrzypkoui kolacyj, a to juz je ^o pióty godzinie ra- 
no. Skrzypki jędzo, a pan młody przynosi snopek słomy i Iciele 
jem na ziemia a wtedy eh to ino bel na tćeh ruzgowinacU, umy- 
ka kuzdy do swojego domu 8pai\ Hkrzypki zjedli trochę ka- 
pusty, nawet iłe "omaHCono, i trochę posnego baszeu wjpióJj 
i połozćli Sie spać. 



1) Tj,: Yivat! 



236 



DB. KAHOL MATYAB 



T- Przed ślubem. Rozpleoiuy- Przeprosiny. Wybór 
mar az alka. Oddanie rózgi marszałkowi przez starostą, 

A pani miodu i wtara;! drnzka jwi nie epió, bo dzie/^) na- 
cbod^i, ino ida na wieś i proso na weaele, zęby jechali fnramy 
do Miechocina^) na ślub. 

Jak zacyni świtać, dknsypki wstają, zarś jem kacharka 
daje śniadanie, gospodarz tego domti daje pić, a ze wbi powoli 
scbodzd eie drużbowie, drnzki^ atarostowie, swaeki, a gospo* 
d^Tz, cyli ''ociec pani młody, ces tuje jćcli piwem, wódkom, co 
cbto pije, a drozbowie i drnzki tlijcnj^, a starostowie i swaski 
ido do dom. Starostowie kdzo ss&przogać parobkom k°onie, swas- 
ki ładujd do Zajdów placki, syrki, kiełbasy, siadają na w6r 
i jadó do pani inłody. 

Jak sie jn wszyscy syd^i, drużbowie, druzki, starosty i swas- 
ki z furamy, wtedy sie wybićrajó do ślubu. Drnicki sie p°oscho- 
dx6 do kółka i tak spić w aj ó: 

Wybierajmy sio rMno! wybl^rdjmy sie rEno, 
I zęby nim ślub diiao! 

Jak riino nie pódziemy, jak rMo nie pódziemy, 
to ttlubu nie weiniemy. 

Zar& starsi drnzka stawid stołek tia środku izby pod bel- 
kiem, pani młodi aiada na uiem, a drnski tak dpiówajo: 

"O rozpia tajcie sie! ''u rozceaujcie sie, moje Hllcne włosy f 
nie "użyłyście, nie "upięłyście "u matusi rozkoay! 

Stery dołecki s^my Wodecki Marysia napłakała 

w te godzinecke, w te godzinecke, w kiej sie do :^lubu 

[brała* 
Posła Marysia 
do Plina Jezusa 
na wesele pro&ió; 
PAn Jezus wiedział, 
co "odpowiedział: 
„Mda rodziny dosićt** 

WybiśrAjze sie, moja Marysiu! "o wybiśr^j! wybi<^raj! 
co nApiókniŚse, co nAładnieae, "^o na siebie zabierń-j! 



1) Dzień. 

*) Wieś, o jeden kilometr od Tarnobrzega oddalona, parflfja, 
dla Stalów, a również dla Tarnobrzega ^miasteczkn powiatowegu). 



WESELE STAŁOW8KIB 237 

Wybi^fAjzc sie» wybienijze sie, Marysiu, do ślubu! 
Zapr^figaj, ojce, Htery kloniki do cu^, do ctigu! 

Jak JQ piiDi mbdy włosy rozpuściły; stroje j6 oa głowę 
dały, wtedy pani młoda płace, a pan młody prosi takiego, chtó- 
ry zna prsr.epras&c; teo staje na środku izby i prosi ^'o "ueise- J 

nie, potem mówi tak: I 

— Panie młody i pani młod&, prose do siebiel 

"Óni przychodzu i atojo, kole niego "ojcowie tak ty, jako g 

i ty strony 8i4dajo za stół, a "6n zacynś tak: 

Do wda, pJijstwfj młodzi, przemńwl4m w te głosy, 
Zęby Iniie PUjskio brzmiało pod niebiosy. 
I do wds Łyz mówię, zgromadzeni goście, 
Spoinie ze mnom B"oga °o błogosławiejstwo prości^l 
Btftnoueiu z powićnsow&niem miedzy tyla ludzi: 
Niech Trojcsl j^wiet^ wase serca zbudzi! 
Por-zicie, co wyrosło po my prawy ręce! 
Powiej sn j my was&yscy ty młody panience, 
Clitćry wianek na głowie jak miesióc rozkwitł! 
Niech pajstwo młodzi rodziców pod nogi pochytś! 

Teri młodzi "ojców cbytajó, a "ojcowie mówio: 

— Niecił wis Bóg błogosławił 
Dali mówi tak: 

Prawda, żeście smutni i zalM>ni łzUmy, 
wy, piijstwo młotlzi, i rodzice z wftmy; 
rodzice swojłi rorke w obce ręce "oddajd, 
tajak Bóg Je we Jadftmowi w raju. 
Wyście j6 wychowali, jak źrenice w oku, 
dzunij wda odstępuje, nie zbrftniśjcie kroku! 
Wiis, przezacni goście, pftjstwo młode witd, 
przedziwnie sie wAm kłaniA i pod nogi chytd, 
dziękuje w4m stokrotnie, żeście przyść rścćli, 
żeście jćch do stAnu m^łzćjskiego pobłogosławićli! 
Otoz ju przychodzi sceśliwjl godzina: 
BłogofiławLuc "ojcowie swoje corke i syna, 
a przy tera jóm zyćcie wszyskiego d°obrego! 
Niech jćch Bóg błogosła^łi z nieba wysokiego! 
Stoicie, pfljstwo młodzi, w przedziwny paradzie, 
z cego z4I smutny na wasd twśrz kładzie, 
żarem do kościoła rusycie swe kroki, 
^oddijcie rodzicom was ukłon głęboki! 

Teri młodzi °ojców ohytajo, a "ojcowie jócii błogosławiO. 
Dali mówi tak: 



238 



DR KAKOŁ HATTA8 



i 



°0 rodzice! prose w^&, i wie, goście midli')! 

zebysfuc lulodft pArc do st^iiu m^Ussójskiego pobłogOBła wleli! 

Gdy toówie te słowa, ]Hłr-55iej B"'oze. z wysukiego nieba! 

dej jćm ztlrowue, fortónc i co iuo trze bal 

Panuo młoda, chtóra mis na głowie ten wianek kwitnióey, 

juz ci go "odbi^rd młodzieniec przy tobie stojócy! 

Ty zaś^ panno mlodA, ju ehwiła nadeahi, 

zcbyw «tan pani^jski ^opuscieła, w stdn małzejski wesła, 

juz je ta godzina i ten moment blizko, 

w eh turem aie ^odmieni etan i twe przi*zwiflko* 

W tern radośnem brzmieniu i tak wiele pienia, 

nieebAj sie świat weseli i ta całA ziemia! Biwat! 

Por-zi«j, panno młodA, na awój w i Anek w koronie! 

Tyima^) ei seree z z Alu i smutku nie "utonie, 

ale coz mAa cynić? ''Odrzuć zAl na stronę, 

"ok f jaru j Bogn wHAnek i awoje koronę, 

bo "Ón ci dd za to młodziej ca zacnegoi 

Lec bedziea na zawae sccrom zonom jego! 

WiAnck prędko zwieduieje °od wiatru i słój ca, 

°ón ci będzie wiór nem bez miary i kojca; 

życie aie zdkójcy, mi^tość będzie zćla, 

waey famiełii będzie to rzec mięła. 

Cy slójce zaświeci, cy miesiąc na niebie, 

to twój miśły będzie pamietAł o ciebie, 

I ty, panie młody, jezdeu dziH w zAlobie^ 

ale uicht nie zgadnie tego, co tam będzie w tobie, 

ino sercem twojem Bóg sAm jeden włAdnie, 

^Óu sam ino przcuikA, znA, co na cle padniel 

Kawały rat wo swoje ^oddej na "okfiaro, 

"Ón eie z nieacei^ciA wyrwie i "oddAli kArel 

Z miełościom malzcjskom bedzies kochdł swoje zonę 

inne panny z przyjaźniom oddal rs na strono^ 

nawot od i^wojóch krewnech na bok sie *^oddAlis, 

przed niom sie awierzys, przed niom sie ''uzalis, 

a "una nawzajem tobie będzie niiśła, 

sercem eie "ukochd, co sie w nió zawiórd, 

nie tylko w młodości, ale i w starości 

kocbać sie będziecie wzajemny miełości* 

CfjDcid w przeznaconem caaie wam nmiórać przydjsie, 

przecie jedno drugiemu z patiiiocl ule wyjdzie. 

Zejcio z Bobom secAliwie w tcm małzćjskiem stdnie! 

Z nieba wysokiego błogosław jecb, Panie! 

Zacom do kościoła przestdpicie te progi^ 

zatrzymAJcie sie i p&dniejcie pod nogi 



1) Znaczy: mili, 

*) Zn.: ledwie, omaU 



4 



WlSaiLE PTALOW8KIE 239 

roilzicom waaeni kochanem riz, drugi i trzeci, 
wy Kai, kocliani rotlzice, błogosławcie awuje flateci! 
Ho^lłic-ze, godzino piękni i scesitiwA, 
fkiodiaj pajstwu młodem plac "óc nie zalywA! 

Jak młodzi ja nić majo "ojców, to tak m^^ówi: 

ZAl w^m, pajstwo młodzi, w;ise serca kraje, 
ze wasecli rodziców do blo^oslawićJBtwa iiir stjijc, 
rodziców nie staje, zicmiu }Mi przykreła, 
nigdy nie skójcomi wiecnos-i jecli przyj ena. 
Wiec to miśJHce zastopcie, "o przezacni goście, 
temu pajstwu miodem o błoj^oaławiójstwo prościel 
Biwat! biwat! w tern małEÓjskiem etanie, 
co sio dAwuić miało Btać, niech sie dzisiaj stanie! 
Terńr wszyscy goście przemówcie te słowa: 
— Niecił jćch B6^ błogosławi! id:żcie do kościoła! 
TMniok przyiiiegniecje przed ołtarzem 11" ozem 
i będziecie z61i jaz do śmierci razem,— 
Co dej B"oze, Amenl 

Teri druzki zaojnajo śpićwać tak: 

"Otwórz, matko, kómoreckn! "otwórz, matko, kómorecke! 
wydejze nam te rozcckel 

"Otwórz, matko, nowy dwórl ^otwórz, matko, nowy dwór! 
wydejze my wiśnok mójl 



n 



Matka idzie "otwiórać komory, Starosta, akrzypki, druż- 
bowie i dmzki za niom; matka rozge wydaje Btarostowi i po- ą 
wracaj u do izby. Pin młody i pani młoda wybierajo sobie jed- | 
nego z drazbów za marsdlka. Jak juz je wybrany, starosta de i 
pyta: I 

— Chłopcy drużbowie, przystajecie na tego marsałka? 1 
"Oni krzykuu jednem głosem: 

— Przystajemy! 

Tera starosta "oddaje mar Bułkowi rozge i mówi mn tak: 

— ^Oddaje ci wi4nek, ssebyś go w por/.ódku nosićt, żebyś 
jsie nie "opićt i wesele w porzodku pruwad^iół, bo inacy zapła- 
eiólbyś kareł 

I te rozge ran "oddaje, marsdłek bierze rozge i wybićri 
Bobie drugiego do p^omocy, Teri przychodzi Btaraa druzka^ 
prsynoBi siedem jabłek i wtyki jóch na rozge, to jest na kuzdO 
^odnogę jedno- marsałkowi zaś przypina wstege do podsyi i bu- 
kiet za capke^ a drazki śpiewajó tak: 



240 



DR. KAROL MATYAR 



Kołem, drużyna, kołem! kołem, drużyna, kołeml 
za tatusiowem stołeml 

Zagrśj, muzyka, rzezkol zagrAj, muzyka, rzezkol 
KłaniAj sie, Maryś, nizkol 

Młodzi poehytajo swojóoh ojców, a mars^łek podnosi róz- 
gę do góry i prosi całe wesele za sobom i idzie kole stola na- 
przód, chi^óry stoi ua środku izby, a cale wesele zaniem, "Oby- 
dO stół trzy razy dokoła i wychodzo na dwór, Paoi mloAŁ stoi 
w sieni przy progu, a p&n młody za progiem oa dworze i ehto 
100 wychodzi z izby, kuzdego °oboje muso ■'uehycić i kuzdy 
powić: 

— Niech wAs Bóg sceńci, błogofllawil 

Kiedy ju wysło całe wesele na dwór, skrzypek gra, a druż- 
by i druzki śpiówajo, jak chto "umiś, bo juz wszyscy pijani. 

A "ociec pani młody jesce jem wynosi zbanek piwa 
i kwArte wódki. MarsAłek cestuje wódkom, a "ociec piwem, Jnk 
juA fiaska próżn4, ciski jo marsAłek przez str/.eche i krzycfi; 
Biwat^ Jak sie flaska stłucC; to mówio, ze bedo mieli młodzi 
sceście, a jak cał& spadnie, to nieseeście, 

VI. Do ślubu i od Ślubu, 



Potem mars&łek zaśpićwń sobie tak: 

Siadśj, Maryś, na wóz, 
warkocyk se załózl 
załóż dokołecka, 
juześ nie dzióweckal 

Wtedy siadajo młodzi na wóz, '^ojcowie z niemy, a mar- 
B&lek prowadzi całe wesele jaz przed karcme^ tamnk sie zjćz- 
d^ajo wszyskie fury, si4dajó, gdzie cbta m^^ozd i jadó. Pani 
młoda musi st&ć na wozie i ciskA słonie na ziemie: to na to nie 
siada, boby wszyskie dziówki przysiadła, i zadtiaby 8ie nie wy- 
dała, a słomę na to ciskA, zęby tyla dziewek sie wydało, wie- 
la ''óna ałomy ciśnie. 

Jak ju przyjadó na Mokrzy skó gr iioice, wtedy pani młodii 
siada i jado jaz do Mióchocina. Drużbowie i druzki śpiewaj ó, 
co jćm garła staje, ale ju śpićwki ''opusce, boby jóch ua dzie- 
sióoioh arkusach nie spiós&ł. Cesto Bie trafia ze jeden drugiego 
do rowu z kójmy i wozem wgóni, wóz połaiiiie, ludzi pokalycy 
tak, ze niejeden do śmierci wesele pamiela. 



WESELE 8TAŁOW8K1E 241 

Jak juE pr2yjad6 do Mićohodna, bo tam na8& parafij, ido 
do kościoła, i tara młodzi majd brać Hub, A jaki ślub w kato- 
licki wiersEo^ to każdy może wiedzieć. 

Jak jQ£ po slabie, mars&łek zdymaje jabka z rózgi i eho- | 

w4 do kieecDi, bo rózga uió ma być ubrani, bo młodzi jn ao 1 

tniłzcukamy. v^: 

Tera wychodzi całe wesele z kościoła, si&dajo na wozy 
i jadó do Dzikowa, a mars^ek śpiów&: ^ 

■'i 

Por-ziej ty, Marysiu, na Mićcłiockd wiezdl j 

Tamok za twój wi4nek juz piónidzki lezd! 

KiescejSliwi stuła, co ręce zwidzała, 

i tys uiesceóliwi, coś mu ślubowałal .^ 

Ter4 przyj6zdzajd do Dzikowa, słazd z wozów i idd do J 

P&mardjca. Swaski roskładajo na stołach placki, kiełbasy i só- 
ry, a drasbowie stawiajo wino, piwo i wódkę. Teri wszyscy 
jędzo i pij o. Jak juz najedzo i napijo, zapłaco Żydowi za tro- 
nek, siadaj 6 na wozy i jadó do dom. Wszyscy napiei dobrze 
Ipićwajo, jak chro ''umić, przewracajo po rowach, jedna fiira 
juz w domn, druga pod Mokrzysowem w rowie leży, trzeci 
koło zepsuł, reśla jesce w Mokrzysowie w karemie pijd; dosić, 
ze na wiecór to aie wszyscy do dom pozjćzdzajó. 



VII. Oddanie rózgi pani mlodoj przez marszałka. 

Kolaoja. 

Tera skrzypek gr&, a mars&łek chodzi z rózgom dok(^a 
i wyprowadza wszyskie drazki i swaski po jedny i "oddaje jćch 
drużbom, to znacy, ze jćch rachuje, cy chtóri nie zginena. Jak 
juś& wfizyskie wyprowadzi, tera tajcujo, nie tak tajcajó, ale sie 
Łłukó, bo wgzyt-cy pijani. Tera skrzypek przestaje grać. Mar- 
aałek ''oddaje rozge pani młody i kładzie jo na safie. 

Maraałek zuosi stoły do izby i zastawić dokoła, a ku- 
charka leje Kas^c aa miski, chtórego nagotowała dwie chlelN>we 
dziczki, kwaŚDy jak ocet, bo pijaki taki lubio; do baszcu kła- 
dzie kasę jecmiennó. To wszysko siedzi za stolamy, a kucharka 
nosi miska po misce, jaz wszyskie stoły zastawi. Tera jćm ku- 
charka przeżegna, i zacynajó jeść, a pan młody i pani młoda to 
jędzo za piecem kasę jaglanó, zgotowano na samem słodkiem 

WU4a i, iX z€9z. 2 16 



243} DR. KAROL MATTAfl 



mljku/a całkiem przez 8oli, na jaku p&miotke^ to tSgo nie wiem. 
Jak ja zjedli baszc z kasoii], teru jem stawiń kapusto i cbljb 
i Da tem jn.skójcd. A drazki zacyaaju śpićvra^: 

Gruby bdszc, moja Marys! gruby hAszc... 
Cemuś rano nie wstaj ała, 
na b^szc miałko nie miólaia? 
Gruby bAszcI 

"U Kosiora na nśtoniu^) ssabk^li t^ni byka; 
swaski, druzki zjatlły uiies^ij n łh'uzbnwi<> łyka* 

Zaś drużbowie tak odćpiśwujo: 

°U Kosiora na nńtoniu zabieli tflm kirre, 

a drużbowie zjedli mięso, druzki, swatki ilziiire. 

Tera kucharka zbióra miaki i lyzki, marsałek wynoBi stoły 
ua dwór, skrzypek zacyna graó i tiijcajo jaz do ponocka. 

Tera przynosi marsałek do i? by stome^ ściele po eały iz- 
bie, a to WBzysko idzie kuzdy do swojego domu spar^ jacy 
skrzypki i drużbowie zostaj 6 na weselu i ido spać. 



VIII. Drugi dzień wesela. Spraszanie godoi na we&ele. 
Pijatyka itańoe. Obiad. „Kolaoyj," 

Jak zacyna ńwitać, kucharka budzi wszyakieoh. Wstaj ó: 
jednego giowa boli, drugiego głowa, trzeciemu sie jesce Bpać 
cbce^ ale muso ^stać, bo jem kucharka spokoju uie dn. Wsta- 
no, kucharka jćm daje wodę do ■'umycia, paciśrz p^omowiri. 
Gospodarz jóm przynosi wódkę, wszyscy sobie wy pij o, jak to 
mowio: ^ua klina/ kucharka jem stawia jeśó, ale ju lepić jak 
całemu weselowi, bo jóm usmaży jajaśnice, wódki pr zagrzeje 
z tluatońciom. Jak napijo i najedzó, gospodarz woła do siebie 
marsałka i mówi mu: ze tócb i tech ludzi trza sproiić ua we^ 
sele. Marsałek zwołuje drużbów i mówi jóm tak; 

— Ter& chłopcy drużbowie, macie pójśi na wień i spro- 
sić ludzi na weselel 

I powić jóm: 

— Wy dwóch idźcie po tśehl wy po tóchl 



*) Miejsce na podwórzu, gdzie się rąbie drzewo. 



r 



I 



WEfllTLE STAŁO WSKTE 243 

I rozydO sie waayBoy, nawet i mamlek p6dzie. I idu pa- 
ramy po wsi, śpiftwajo, bo ju ao dobrze pijani, i spniflaju, po 
kogo byli poslaDi. Jak wejdo do domn, m^wiu tak: 

— Niech będzie pokfaloDy Jezns Krystas. 

— Na wieki wieków, ameu, 

— Prosi wag pan młody i pani młoda na wesele! Ałe weź- 
cie % Bobom malo-wielel 

Zanl tein drnzbom stawia drnska, bo p''o niO przyśli, na 
stole co niilepse jedzenia, jak nićma, to nawet knpić mnsi, do 
kieseoi jem daje kawdł syra ałbo kiełbasę. A matka ty dm^ki 
ładnje coś na wesele, bierzt» tyz do zapaski garniec kaey jec- 
mienny albo jaglany, z kilo ś^ł^ ^) pod pachę; **ociec zaś ze 
dwa papićrków za ciipkej i idu wszyscy na wesele, I prowadzo 
jćch prosto do komory, ta noddaje, co przyoiesła z domn, kasę 
i śtnke kncbarce, a gospodarz jtJeb ce^tuje wódkom albo pi- 
wem, chto co pijCj i idu do izby. I Łak idzie za porządkiem, 
jaz wazyskićcb Bprowadzu. 

Jak sie jus& wszyscy zydo, skrzypek gra, a drużbowie 
i druzki tajcujó^ a starzy siedzo po ławach i gadaj ó "o starócb, 
dawnicb pasach, A gospodarz chodzi dokoła % wódkom i pi- 
wem i (^estnje wazyekiecfa, jaz beeki wyprós^ni. 

Tera nachodzi "" objada taki s^im, jak i wcoraj bźla kolacyj\ 
Po "o biedzie składajó sie drnzbowie i druzki swojem porzud- 
kiem, a starostowie i swaski uwojem^ na piwo^ na wódkę, i je- 
dzie fara do Mokrzy sowa i przywozi kilka ćwiartówek piwa, 
kilka garcy wódki i pijó jaz do wiecora, 

Wiecór nAehodzi, daje jćm kucharka kolacyj, tyz tak ka- 
pustę i ba^zc, ino ze trochę lepić "omascone, bo swaski nano- 
sićly stuki. Jak juz podjedzo, gospodarz jóch oboestuje piwem 
i wódkom, wtedy kucharka zbiera Jyzki i miski, a drużbowie 
wyaoso na dwór stoły, a racy deski, i zbieraju sie aa cepiny^ 
\Q jest do domu paua młodego. 



IX, a z e p i n y. % 

Wtedy druzki piiuiu młode gdziei^ BcUowaJ4\ a drużbowie 
je aukajO poty, jaz jo zdybio. Wtedy drużbowie bieru, co eh tu- 
ry może: przeńlice, międlice^ "obrAzy, żeleźniaki, mieski ^J, łyziti. 



*) Ziiaezy: apyrka^ ttiouijia, *^) Zu.; miJikL 



244 DR. KAROL AfATYAS 



8tan>3ta pod^^nski. A to w^zyako p$ni młody na zdpómoge. Jak 
l\k% WBzysko J6 gotowe, wtedy druzki śpiewaj u: 

Weder, Marysiiit weder! wedei\ Maryńiiil weder, 
"otJ tatnsiowecłi, "od matii&inecli wegieJ! 

"Ostiij z Bogiem piec, powala! "osUj z Bogieai prł^f^, powała^ 
bo ji sie tu ^^-ych^owała! 

°OstAj z Bogiem piec i pro^t! "08t;ij z Bogiem piec \ progi, 
gdzie chodzieły moje noj^i! 

Terd bierze mars&łek roKge do prawy reki, a paai mtodA 
do lewy, i idzie oałe wesele do pana młodego aa cepiny^ a drąż- 
ki drogoiD śpićwajo tak: 

^0 zaświecićiy, ™o zaświ^ci^ły wazyskie gwidzdy na niebie, 
kiedy prowadai^l, kiedy prowad^iśt Frauuii Marysie Jo iłiebie. 

Jak jnz przydo przed pana młodego, drazki śpićwajo tak: 

^Ot\ł"órz, Franusiu, bramę! "otwórz, Franusiu, bratue! 
Prowadzimy ci zonę I 

Tera pAn młody wycbodzi i "otwiśra poprostn wrota, bie- 
rze swoje KODO za reke i prowadzi y\ do izby, za piec, to jest 
na to^ zęby aie pieca trzymała. Za niem wchodzi całe wesele, 
skrzypek sacynu grać^ a marsalek bierze paoiu młodr> i idzie 
2 niom tajcowaó i tak sobie śpiewa: 

Jak Biedzies na stołku, por-ziej do powały^ 
. zęby twoje dziatki siwe nocki miały! 

Ter A jo pnsca i bierze jO drugi i tak ^pićwa: 

Proś Boga^ Marysiu, kiedyś sie wydała, 
zęby chłopca za rok jak barana miałal 

Tern jo pUBcfi, bierze jo tr/^eci i tak śpi<5wA; 

Koc hutom łiie, Mary a, i tyś mie kocfiata^ 
aleś sie innemu za zoiio dostałal 

CwArty tak ipiówd: 

Kiedyś mie nie chciała, tera mie nie zdłuj, 
pV(lnićń my kosule^ w d..e mie pocałuj! 

Pióty tak ńpićwd: 



WESELE 8TALOW8KrE fŚB 

Nie Zilłuj, Marysm, widnka raciSne^o, 

boześ ty dostata Franiiaia ładnego. 



S^Aity tak: 



Da moja Marysiu! moje siwe ^*ocy! 
pocałuj mie w d*,6, jaa ci łeb odskocy! 



SiMmy tak: 



Staloskic dzieweyny to g.„o wirtajo, 

do mokrzyskidch chłopców listy poByłajó. 

'^Ósmy tak: 

Mokrzy ekle cliłopAki nie só takie głupie, 
prześpi sie z niom w nocy, potem jÓ mi... 

Diiewioty tak: 

Przeflpi sic z nlpm w nocy i śmieje aie z tego, 
a ^óna tak myt*li^ izo będzie jego. 

DKiesioty tak: 

Kie turbnj sie, MaryS, boś aie juz wydala, 
za dziewie^ miesięcy bedziea ayna miała! 

Na tern weselu, ehtÓre ^opisuje, bśło dKieeieciti drużbów, 
to juK wszyscy wyńpi6wali, a tern samem porzódkiem nast«pnjr> 
dniŁki, StartA dtnska ^k śpićwA: 

Da, moja Marysiu! kontrowalaś*) z nimy, 
jaz teri nie bedzies^ ino z kobićtamy, 

Dmg:^ druka tak śpiewi: ,^ 

Ju eie rozerwała na prs^ystawie grobli, 
chtóredy chodzieła Marysia nadobni. 

Tr^eciA tak śpiĆwd: 

Da moja Marysiu^ nie ''uwń^aj śj^ła! 
mAm ci jA k^onika^ bedzies sio woźjćła. 

Cwarta tak śpićw^: 

Wei-KC mic, FranuHiu, mAm majo tek srogi, 
BflAm ostu dwie stóddi i pokrzyw dwa brogi! 



I 



^) Zn,: towarzyszyłaś* Inaczej mówią: kompanUni. 



k 



246 



DR. KABOŁ HATTAB 



t 



PioU tak Spi^wd: 

WiHiiitj mie, tatushi! wianuj mie! wiAnuj miel 
dej my rttery krowy, dwa wo!y, dwa klonie! 
Pojmni4-ze*) mie, pojmnie, mój Fraiinsin, pojmnie, 
bo mie wy wian uje pani matka kójmy, 
pani matka kójmy, a pan ociec wozem, 
bedzies ty, Franiisiu, dobrem ;^óapod^irzcml 

Drnzki akójcćly, uaBtepnjd swEBki. Pińrsa tak śpiewa: 

Dopiero cie, moja matko, jałówka zaboli, 
jak ci bedzios wyganiała wiano z obory: 
ńtery krówek, trzy jałówek, aaine b^ocule, 
Popj^rok de, moja Maryś, do Bie przytulę! 

Jn śpiŚwki zakójce, bo dużo casn zabićrA. 
Pani młoda je wszyskiech wy taj co wała, tera t) targa awaa- 
ka tak śpiówA: 

Sacujcie Bie, druzbickowio, saeujeie! 
pani miody na cepiuaek darujcie! 

Starsy drużba bierze capke i prosi plini miody na ccpiec, 
Eazdy da szóstkę, dwie, i to 'oddaje paui młody. Potem bierze 
tuars^łek Htołek, chtóry se przynióa % domu pani młody i sta- 
wić go pod belkiem oa środku izby, S]:id;l na stołku, rozge trzy- 
mil w ręce, a panió młodo mu przyprowadzi drazbowie i po- 
sadzó Da jego kolauach. Starsi swaika przycłiodzii przyuosi 
oepieo z osiem chemeików^ podobne do "obrucki, zrobiono ze 
śldwkowycli latoróści. Druzki dokoła ^obstawi i tak ńpiówajn; 

Juz to preCj moja Marysia juz to prec^ 
^uplotecki do skrzyuecki! wziói^ć coiuec! 

Zakukała kukułecka na kołku, 
zapłakała Maryaiejka na stołku. 
Zakukała kukult^cka, przestała.., 
Cc^jfozoś sie, mocny Boże, doc'kała! 
Doc"kała.ś aie dłicny ślawy^ doc^kala! 
jako ptAsek lo^ny triiwy doc^kaial 

Tertl bierze stars^^ swaska^ zdymuje jć z głowy atroje i kła* 
dzic jó ua głowę ehemelke, a ta bierze i łamie. Jak jaz widzi 



') Znacssy: pojmij-że. 



i 



marsiłek, xe jnz nićma, ino jedna ehemełka, wtedy j6 trzymii 
dobrze reeo, a s wąska jo z&cepi. Ter A bierze jó s wąska i idzie 
z niom Łajcować, a marsa łek bierze stołek i bije niem do drzwi 
Jak sie stołek połamie, to dobrze; jak nie, to żlel Starościna 
eyli awaska tajcuje t panio młodo i tak ipiewa: 

"Ol niśma tu kupca tego, 
eo Maryaia będzie jego..* 
Siedzi non tam na nalepie 
i pi^nidzki na nió klepie, 

TeH przychodzi pan młody, bierze ^'od s wąski swojo lone 
i posadzi ju przy piecn. Matka pani młody przynosi je nakrajo- 
nego chleba i syra, sypie }6 do s^apaski, "óna chłodzi dokoła 
iaby i knzdemn daje ten cblyb i syr, a pan młody ce^tuje pi- 
wem I wódkom. Jak jaz wszyskićoh obcestnjo, tera nachodzi 

X. Pl%tJ^we poprawiuj-p 

Ens&dy idzie do dom spać, tak, Jak po zmarły dusić. Na 
drngi dziej, wpiótek, knzdego głowa b''oli. Co robie? Tnta pójść 
do kHrtimy klina wybiĆ z głowy! Jak aie tSm posehodzó, pije 
knzdy za swoje pićniódse i przy ty ™okazyi ze słowa do słowa, 
jaz Sie i pobijo. I nieraz dobrze, potem sie Bkar-zO do sodu, 
powtrocajo jeoh na kilka dni doereśtu, i tak plotko w A ^)ij a tyk a 
na dobre wyprowadii* 

XI, Po weaelu- domowe pożycie. 

Ter 4 sie wródźmy do młodócb, co "oni tam robio? Psin 
młody jn skrzypków odwióz i mysio "o gospodarce. Tydziej, 
dwa^ jakoś to idzie dobrze, dali jnz matka nu niewiastę krzy- 
wo p^oglód^, do komory jó nie puści, i z tego powstaje "obraza 
Botka. °Oeiec widzi, ze syn wiecy na swojo stronę prowadzi: 
,Żle jest.., trza jćch na swoje '"odłocyc!" Otoz ledwie ze przez 
zimę pr^eierpieli. Na wiesne poaŁ&rali sie dla rnócb o plae, 
wystawióli jóm p^obndćnki— i pośU na swoje. 

Tera trza sie brać do poła, zasiewać, ale cóz? Kiedy ''ociec 
pani młody wszyskiego nie zapisał. Jak zięć jedzie grontn ''orać^ 
to "ociec z pałom do zieciai I mówi tak, ze: „Ci nie dam, gał- 
ganie, jaz po mojć śmiercil" Jak zięć pojedzie w nocy i z^^orze 



b 






248 DR- KAROL MATTAH 



zasieje, to "ociec jedzie na dnin i Amgl rdz or7.e> Z tego po- 
wfttajo bijatyki, przekićjstwa, "obrAza Bofika, konigyje u a siebie 

Za4 z drugi strony "oeiec chciillby jeace żyto zebrać, bo 
d4ł synowi ze zAai^wem, Syn idzie na pole: tup ojca w lebl 
"Ociec leży, a syn żyto zabićr4. 

Ter A "(Hsiec jedfie do doktora i skar-zy ayna, ze ton łeb 
porozbijiłł, a ayn jedaie po konisyj, sse mu "ociec zApieśł gront 
ze zbiorem, a ter4 mu nie dsl zytazbiórać. TerA przychodzi do 
prawa; eyn dostał śternaście dni eresta i koeta zapłacićł, a "o- 
ciec zapłacićł koDisyi />a to, ze synowi ZHpisiił, a potem mu bć- 
lo z^l, ino chciiU synowi żyto zabrać. 

I tak to kilkaD^lcie razy takie kłótnie po wstaj u, zaceni 
pnsydzie do znpełny zgody. 

Tak sie zacyn4 i k^^ójcy w Stalach weselel 



Dr. Karol Mdfyds, 




r 



I 



IST0T7 UIT7CZNI! 

SERBÓW ŁUŻYCKICH. 

(Ciąg dalszy). 



IL 
Rycerze śpiący. 

Lntki bywają częstokroć łączone z wojowoikami, śpiącemi 
pod ziemią w góracb i oczekającemi pewnej chwili, w której 
wyjdą %^ swego ukrycia^ aby walczyć za jakąś dobrą zasadę 
i dopomóc do jej zwycięstwa. Dlatego też, a także z powodu, 
ie powstanie owego wierzenia należy tłamaczyć podobnie jak 
powstanie wierzenia we wszelkie duchy domowe, w oddziale 
dmgim zamierzamy mówić o rycerzach śpiących. 

Baśń o rycerzach śpiących w rozmaitych postaciach znaj- 
duje się niemal u wesystkich Indów europejskich; podobnież n in- 
nych ludów znajdajemy baśnie z nią spokrewnione. I baśnie 
serbo-łażyokie o rycerzach śpiących mnsimy poczytywać za dział 
wielkiego kręgn powieści, które mniej więcej spokrewnione by* 
ly z sobą. 

Wszystkie powieści tego rodzaju są pray <^iązane do rozmai- 
tych gór, poniekąd takich, na których znajdują się rozwaliny 
starych zamków, albo gdzie są grodziszcza. W górach owych 
osadzają po więkezej części osoby historyczne z wielkim 
wojskiem, albo tylko te osoby same, albo oakoniec samych wo- 
jowników 1 bohaterów bezimiennych. Opowiadają o nich, że bę- 
dą spali do pewnego czasu, gdy będzie na świecie najgo- 
rzej, poczym wyjdą, wyzwolą lud swój z nieszczęścia, lub 
też wojować będą przeciwko Antychrystowi; niektóre 
z tych powieści mówią, że wkrótce potym nastąpi koniec 
świata. 

Tak opowiadają u Niemców, że Karol Wielki drzemie 
w Odenbergn, w górze ^Eaiser Carls Berg,** pomiędzy Norym- 
bergą 1 Ftirthem i w innych miejscach; podobnie że Wede* 
kind śpi w górze Babiloą}i w Weskfalji, Fryderyk Budo- 







250 ADOLF CZERNY 



brody (Rothbart) na Eyfni§.aser w Tnryngji, w jagkmi g^r- 
iikiej pod Kaiierfllantern, w IToterbergu pod Zalcburgiein i w in- 
nych miejecach; Siegfried w Geroldeeck itd. ^). Wielkie 
wojsko śpi podobno w Gaokenberg pod Frankiecfagemilnden 
(tamże), w Schiiberg w Stormaroji południowej (na północo- 
wecbÓd od Harabarga)^), wgrodziszezn Herthabnrg^i itd. 

Duńczycy opowiadają o Holgerze danske, który po- 
dobno ze swoją drnt^ną ipt w jakimś lochu pod Eronburgiem 
(Grimm, A JtfjM,, 913)* We Francji opowiadają o Mao-Ma- 
honie, śpiącym w okolicach zamkn Honayne: o królu Artu- 
rze istnieją w Angiji baśnie, że ńpi w górach Eldonhilla 
z wielkim wojskiem; w Portngalji wierzą^ ie rycerz (król) Dom 
Sebastjan. który r. 1578 był zabity w bitwie z Maurami 
afrykańfikiemi, kiedyś powróci, itd *). 

Podobne tradycje istuleją i na Wschodzie; tak np. Żydzi 
tameczni wierzą, źeEljasz prorok corocznie w pewne dni 
występuje z grobu, chodzi po wsiach, mfasŁaeh i chatach i przy- 
nosi wszędzie błogosławieństwo Boże ( 14^'tsŁa^ III, 856), ]td> 

I w krajach glowiań^kicb opowiadają wiele podobnych po- 
dań. Znane są powszechnie podnnia o górze Blaniku w Cze- 
chach południowy cl i; rozgłoa tej góry i powieści o śpiących ry- 
cerzach blanickicb rozpowszechniły się głównie z łaski »,pro- 
roctw ślepego młodzieńca/ które były wielokrotnie drukowaue. 
Jest w nich mowa o tym, że w Blaniku śpi święty Wacław 
z rycerzami swoje mi; Ind okoltc^^ny opowiada rakle, iż tara 
z wojskiem swoim drzemie Oldrzych z Roiemberka^ a we- 
dług innych podań W ok z Eożemherka, albo nakoniec Sloj- 
m i r z towarzyszami swojemi. Drugą taką górą jest Ś w i d n i k^ 
także w Czechach południowych, w okręgu Tabor»kłm; tam po- 
dobno w wielkiej jaskini śpią rycerze Sw» Wacława, we- 
dług innych podań Tabor} ci (Husyci), którzy (podobnie jak 
rycerze z Blanika) wyjdą ze Świdnika, gdy CzeL^hoot najgorzej 
dziać się hędzie^). W tizląsku podOpawą, w lesie, który zowie 



") J. Grimm, />, MylL 905 i nastp 

*) Am Urqueli, II, 42. 

*) Jahn, Yólhuaf/m mis Fomtnerf], ar. t5Lł2, str. 554, 

*) Wlad. Wery ho: ^Śpiący rycerze," Wisła, Ul, 855; H. 
Carnoy w La l^mdition, 1888* 

^) Nirodni poha^idky u pcy^sti, wydane przez towarzystwo 

^Słavie" w Pradze, str, 105—112. 



i 



► 



ISTOTF M1TYC2SB 261 

stC Hann sza, stoi skala ..Żimrowska;^ o niej powiadają, 
ie w oiej osęka wojsko zaczarowane, które będzie kiedyś % An- 
t7cł]T78tem o wiarę wojowało*). 

Imię góry ^Blanik'' występuje także w niektóryeb poda- 
niach polskicbi gd/Je wspomina ^ię „Bładnioka/^ albo „Bta- 
nicka góra,-* w której podobiid śpi Władysław Łokie- 
tek z towarzyiłzami swojemi i wojowDikami (ioDe podanie mó- 
wi jedyuie o wojska zaczarowanym). Podobniel, jak mówią, 
w górze Chełmskiej w powiecie Badcimakowakim śpi królowa 
iwtęta Jadwiga z wojownikami swojemi; także Czarniecki 
podobno w grobie drzemie tylko; w Babiej górze w Karpa- 
tach śpi Bolesław Śmiały; bezimieniii rycerze śpiący znaj- 
dnją Blą w górach Kamyku pod Częstochową^ Chełmie, 
Gzartorji i w innych miejscach'") Serbowie południowi wie- 
rzą o Marku Królewicza, znanym bohaterze pieśni serb- 
skich, że jeszcze żyje i śpi w jakiejś piectarze^i. Rów nie ź kstą-> 
ię ezaroogórski Iwan Czarny podobno drzemie w piecza- 
rze pod zamkiem Obodem, Podobne podania opowiadają sobie 
w Rosji o „carycy Heleuie," o ^3 teńka Razinie" 
i innych*). 

I w Łnźyeacłi serbskich podobne podania ^ą znanej znaj- 
dujemy w nich te same 8zczegŃl>\ eo w podaniach tylko co 
wepomnionycli. Takie powieści opowiadają o Lubinie 
(niem, Thrnnberg), o I*/^ godziDy drogi na południe od liudy- 
szyna, o górze Lobijakiej (niem. Lobauer Berg) pod Lu- 
bijem^ na pogriiniez^u mowy serbo-łnżyckiej, o Kaponicy 
(niem, die Hahneberge), również w Łużycach Górnych na gra- 
nicy aasko-prnskicj, pod wsią Nieradkiem, o górae W ó s m u- 
iowej (niem, 9tromberg) pod Wósporkiem; podobną powieść 
opowiadają oStrzadowie w Łuiycach Dolnych* W roz- 
maitych stronach Łużyt^ Dolnycli i Lnźyc Górnych pruskich opo- 
wiadają o rycerzach* śpiących w górze nazwiskiem „Płonic* 
ka,^ Sam słyszałem takie podanie od Miercinkowej z Narcia, 
która jednakże dokładnie go nie wiedziała. Gdy wypytywałem 



*) Y. t^rasek, Vlfif(ip^a SU^zuka, I, 2tj, 

*J W, Werytio, m.ła. 18HŁ^ stn 8 47 i nasL, Bronisław Gra- 
bowski, Biuitsc::, lyyj. 

■) Wuk Btef, Karadzlć Żwt i obicaji narodu srjiskot/a^ 1867, 
itr. 240, 

*J łKw/a, m, 85:i, 853. 



li 






252 ADOLF czEBmr 



ją o to, gdzie ma być góra „Plonicka/' mówiła: ^Zapewne 
gdzieś w Czechach koło Pragi." Dalej mńwila, ie to wszytitkr> 
jakiś wróżbita przepowiadał. Widoczne jest tu źródło czeskie 
owego podania, mianowicie ^proroctwo ślepego młodzieuea" 
o górze B 1 a n 1 k n (BJaniek^ hora— Plonicka), Porówo, nazwę 
^PloDicka" ze wsponitiianenii wyżej nazwami w powieściach 
polskich: ^BładDieka/* f^&łaiiicka góra/' Podobne podanie^ wi^ 
docznie pochodzenia ezcBkiego, -^apiaał Schnlenbnrg'). 

{23). Dwanasto braci, dwanagtn wojaków nie mogło zwy- 
ciężyć na wojnie, byli więc zaklęci przez wodza swego, ie mu* 
sieli pozostać na miejscn ai do o & t & t n i e j w o j n y« Stali 
na równinie, ale w oka mgnieniu ich ziemia przykryła, i gór- 
ka, która w ten sposób powstała, nazywa się Po ni ca albo Po- 
nicka (Płonica. P 1 o n i c k a). Muszą spaó aż do tego cza- 
SQ, gdy będą zawołani; potym wszystko zwyciężą. Jednego 
dnia w rokn każdy może wstąpić do góry^ gd^ie ich njrty śpią- 
cych. Pewien człowiek był tam ra» i dotknął jednego wojaka 
nogą; ten podniósł głowę i zapytał: nC z y j n ż czas?" Do- 
zorca, który ich pilnnjej rzekł: „Nie, Szymonie^ śpij." Ta 
góra znajd nje się w Czechach, Dzień, w który góra się 
otwiera, wypada w majn^). 

Z drngiej baśni Schnlenburga (zob. niżej) i % naszej, którą 
niżej podajemy, wynika^ że owi rycerze śpiący mają obndzić 
się na pewien czas przed końcem świata; to nam przypomina 
powieść szląską o rycerzach w lesie nazwiskiem Hanu sza i o kró- 
In (eesarzn) Karolu Wielkim, albo o Fryderyku Rudobrodym. 
Bycerte z lasn HanuBzy wyjdą ze skały Zimrowgkiej^ aby wal- 
czyć za wiarę z Antychrystem; w Zalcburgu opowiadają o Ka- 
rolu Wielkim i o Fryderyku Rudobrodym, że wyjdą z Unter- 



^) W md. Yolkasaffin, str. 64. 

*) W bayni Schuleiibnrga czytamy dalej: „Das liat mir cin 
alter Wendc, eiii Soldat aus d^n Froiheitakricgen vor 50 Jabron 
erzJŁhlt. Der shIi den Bcrip: sclbst und wołUe aiicłi hinein gelien, 
aher IjMtto nicłit ho viel Zeit, denn aie zog-en woitcr," Z tych słów 
wynika, ze baśi'i ta jest całkiem nowego pochodzenia czeskiego; 
ów żołnii^rz Błyszat ją w Cz^chacli i przeniósł do Łużyc. Jednakże 
podaji; z nifij wyjątek, ponieważ vd pierwotnych podai'i czeskich 
nieco się ró^ni, i poniew;i?r podobną powieść o ^órze Płoni cka f>ły- 
szalem od starej niewiasty (Sfiercinkowcj^, która ma ją jeszcze 
z innego ^śróiUa, I Vecken8tedt na jstr, 27 ma cztery wlerszt? o gó- 
rze ^rioaickaj^ niwnież z biot, lak jak 8clidenbm^^» 






TSTOTY MITYCZNE 253 

berga na krMko przed dniem sądn ostatecznego, kiedy również 
Kjawi się Antjehryst^). I podania pokkie mówią, że bohatero- 
wie Hpiący wyjdą „wojować za wiarę." Tntaj należy jeszcze 
druga baśń Schnlenburga: 

(24). Gtdziej^ w ziemi śpi siedmiu braci; raz co lat sie- 
dem jeden z nieh wychodzi zapytać, czy jest jeszcze 
pokój na świecie. Gdy ostatnia wielka woj- 
II a nastanie, wyjdą, aby jej dokończyć; aż do tego czasu spać 
b^dą. Potym znowu nastaną piękne czasy. Pastuchy, którzy 
pod Strzadowem paśli krowy, jednego z tych braci często 
widywali: przychodził pytać^ czy jeszcze jest pokój. I w nastę- 
pującej baśni jest mowa, śe rycerze śpiący będą oznaką bliz- 
kiego dąda ostatecznego. 



88. Horjenjo (Górale). 

Skoro pewien król (albo cesarz) będzie tak pobity, ż e m u 
tylko kilku żywych zostanie, jeszcze raz ze 
wszech stron zbierze swoich wiernych i rzuci się na nieprzyja- 
eiÓŁ Wtedy wyjdą z góry (z jakiej?) jeźdźcy i wojownicy na 
pomoc. Z niemi otrzyma zwycięstwo. Owi rycerze nazywają 
Mi^ horjenjo (górale). Śpią w tej górze, leżąc na twarzy. 
Co rok jednego dnia góra się otwiera, i wtedy 
wchodzi tam kowal i konie kuje. Zapłata leży przygotowana. 
Pewnego razu kowal jednemu ze śpiących nadepnął na głowę; 
ten obudził się i zapytał: Gzy już czas? czy jeszcze ptaki 
z dłngiemi ogonami latają dokoła? (Oznacza to 
sroki, gdyż ludzie sądzą, że na 7 lat przed sądem ostatecz* 
nym sroki wyginą). Na siedem lat przed sądem 
asŁatecznym wstaną i wyzwolą króla (cesarza) od wszel* 
kiego strachu. 

M. Kola, Casop. Mać, Serb., 1877, str. 101. 

Szczegół tej bajki, że przy owym królu zostanie tylko 
kilku żywych, spotykamy i w obcych podaniach. W „pro- 
roctwie ślepego młodzieńca^ jest mowa, że św. Wacław ze swo- 
jemi rycerzami i wojskiem swoim wyjdzie z Blanika wtedy, gdy 



^) Grimm, D, Myih. 908. W Efezie powiadają, że św. Jan 
nie Umarł; podoliio śpi tylko i wyjdzie z grobu, gdy przyjdzie Au- 
tychryńt (wisia, Ul, 856). 



254 ABOLP OZEBI^T 



Czesi będą joi tak przez aiepnsyjacidł pobici, ii zostanie fcb 
tylko tylu, iluby się na jednym woaie d rabini a- 
stym zmieściło. Duńczycy powiadają^ te Holger danske 
obudzi się wtedy, gdy Duńczyków będzie nie więcej, nii ty- 
lu, iluby na jednej beczce atac mogło (Grimnij B. Myth. 913). 
I Miercinkowa mówiła w opowieści swojej, że owi rycerze 
^- góry „Plonicki" wyjdą wtedy, gdy już tylu tylko będzie Ser- 
bów, ilaby się mogło schować podjedną gruszą. 

Drugi zajmujący szczegół stanowią słowa: Czy latają 
jeszcze wkoło te plaki z temi długiemi ogo* 
nami? W innej baśni serbo^ łużyckiej (o górze Kaponicy, zob< 
niiej) dozorca rycerzy śpiącycb pyta: Czy jeszcze te pta- 
ki czarne z temi czerwonemi uszami (cietrzewie) 
latają w koło góry? W podaniu o górze Lnbijskiej {zob. 
niiej) zbudzony rycerz pyta się o Broki: Czy latają jesz- 
cze w Łużycach te skrzeczące ptaki z długi e- 
mi ogonami? Podobnie Fryderyk Rudobrody pyta pewnego 
owczarza: „Fliegen die Babeo nooh urn deu Berg?*' (J. 
Grimm, B. Myth., 906). 

„Hoijenjo** jednak nie śpią w góracb swoich. Jedna klech- 
da czeska powiada, że nocą nazewnątrz góry ćwiczą się w jeź- 
dzie i walce^). To samo mówi się w następoej, bardzo zajmu- 
jącej baśni serbo-łnżyckiej. 



39. K a p O n i D a. 

Ponad Hermancami na południe i ponad Psowiami na 
północo-zachód wznosi się mała górka, prawie 300 stóp wygo- 
kości mająca, po części obroi^ła choiną, po części zaś naga, na- 
zwiskiem Eaponica, % której odkrywa się piękny widok 
dokoła po Łużycach. Powiadają^ że tam w dawnych czasach 
rosło wiele brzóz, i trzymały się dzikie kury, pomiędzy któremi 
było wiele kapłonów, akąd góra nazwę swą otrzymała. 
Inni znowu powiadają, że w górze tej znajdują się zaklęci 
wojacy, którzy w pewnych dniach o samej północy 
wychodzą, bębnią i maszerują, a w dawayck cza- 
sacb często ich widywano, czego dowodzi następujące podanie. 



^) Por. Naród, pok. a pov^^ str. 110, ar. 7. 



r 



IRTOTT M1TTC7NE 265 



Zd&rzyłe gię pewnego razH, że podróżnik, z rzemiosła k o- 
w a 1, Bzedł pnez Eaponicę do domu do rodziców z wesołą my- 
ńlą^ źe ich wkrótce zobaczy, ponieważ długo bawił w obcych 
stronach* Był on nbożacbny, a na obczyźnie niewiele zarobić 
zdołał. Droga prowadziła od £apoja do Hermanców. Skoro przy- 
Mzedł tuż do wspomnianej góry^ na której były choinki, prawie 
Qa łokieć wysokie, nagle stanął, gdyż zobaczył coś, czego ni- 
gdy dotąd nie widział. Oto przed nim wielkie drzwi sklepione 
prowadziły do wnętrza góry i były otwarte. Myślid sobie, że 
snadż są ta górnicy, praonjący w górze, i chciał ich bliżej zo- 
baczyć. Skoro Bią zbliżyła ujrzał siwego człowieczka, 
z&roflłego długą siwą brodą; ten kiwnął nań, aby 
przystąpił bliżej. Przystąpiwszy do niego, kowal przeląkł się, 
gdyż ten patrzał nań bystremi, oezyma, chciał więc uciekać. Si- 
wy zawołał nań, że bać się nie potrzebuje, i pyti^ go, czy jest 
kowalem. Skoro podróżny powiedział: „Tak"- prosił go dalej, aby 
nim pójdzie do domu^ wyświadczył mu przysługę i sobie jeszcze 
coś Da drogę zarobił. Kowal zgodził się i poszedł za nim przeze 
drswi wewnątrz góry. I oto była ona niby nadzwyczaj wielka 
i wysoka sklepiona stajnia, a panowała tam wielka jasność, lu- 
ha słońce wcale nie świeciło. Po lewej stronie stał pułk 
uzbrojonej piechoty w czarnych mundurach, w kapelu- 
szach trójgraniaetych na głowie; starożytne włócznie, wetknięte 
przed sobą w ziemię, trzymali w ręku i spali, stojąc z po- 
chyloną głową; długabiała brodanroałaimażdo 
ziemi. Z prawej strony stał pułk jezdnych w czerwo- 
nych mundurach i kołpakach rycerskich, ubranych w pancerze 
z mieczami ryeerskiemi przy lewym tK>ku; siedzieli wszyscy na 
czarnych koniach i spali twarzą w dół; długie białe bro- 
dy zwieszały się w dół z prawej strony koni. 
Siwy człowieczek rzekł do kowala, pokazując ręką 
jezdnych: «,Tym masz podkuć konie; jeśli dobrze dokonasz 
swego dzieła, dostaniesz grosz za każdą nogę; podkowy leżą 
tutaj, a narzędzia przyniosę ci zaraz; potrzebujesz tylko przy- 
bijać,'' To rzekszy, odszedł. Skoro powrócił, przyniósł stół 
kowalski z narzędziami i przyprowadził z sobą jednego piesze- 
go^ który miał koniom trzymać nogi. W chwili, gdy człowie- 
czek przyszedł z narzędziami i wojakiem, nagle zamknęły się 
drzwi i kowal został, od świata nazewnątrz odcięty. Przeląkł 
[ się wielce i posmutniiU, że się zgodził na to. Człowieczek uspo- 

kajał go: „Nie bój się, nic się tobie nie stanie, pocznij ,tylko 



256 



ADOLF CZERHT 



! ► 



kuć, bjś skoAezył prędko. Tylko ci radzę, abyś żadnego woja- 
ka me tykał, albowiem jedli dotknieas raz, pozo- 
Btaniei^z tu siedm lat; jeili dotkuies^ aic 
dwÓch| umrzesz za siedmlat; Jeśli dotkniesz 
się trzech, na mi ej sou duszę wyzioniesz i po- 
zostaniesz tafcaj; dlatego miej się na bacznościl*' Kowal 
poezął kuć i Bpełuiat dzieło swoje dobrze i spiesznie, przytym 
baczył dobrze, aby nie dotknąć iadnego wojaka. Jeden azereg 
był juz podkuty, »złi więc do drogiego; było tam bardzo cias- 
no, uderzył wiec jednego wojaka w nogę. Na to siwy człowie- 
czek jęknął: ^^Aj, ^^^^ Wojak zbndził się^ podniósł się na ko- 
Din i zapytał: «Czy już czas?** „Nie — rzekł człowieczek,— 
jeszcze niel Połóż się napo wrót i śpij!*" Wojak napłakał i narze- 
kał: ^Jak długo, acb, jak długo muszę tu przebywać jeszcze- 
Czy jeszcze tycb dziesięć długicb lat nie minęło?" Potym pochy- 
lił się znowu i usnął. Człowieczek połajał kowala i rzekł: „Nie 
rób tego więcej, ale miej się na bacznośctl" Kowal potym pod- 
kuwał bardzo ostroiuie^ póki nie skończył, i cieszył się, źa ni- 
kogo więcej nie dotknął. Czas ma prędko minął i sądził, ie 
to zaledwie stedm godzin trwało. 

Bi wy z narzędziami kowalskiemi i wojakiem odszedł, po- 
wrócił potym sam i przyniósł kowalowi pieniędzy i zapłacił ma 
za kaidą nogę po groszu. Kowal wziął pieniądze i miał ioh 
peby worek, ale w duszy mówił sobie: ,Achj żebym tylko 
prędko mógł się wydostać z tej góry!" Człowieczek przyprowa- 
dził go na to samo miejsce, którędy go był wprowadził i uiól 
wił mu: „Dobrześ wykonał ewoją robotę, ale powiedz mi jed- 
nak, ozy jeszcze te czarne ptaki ztemi czerw o. 
nemi uszami (miał tn na myśli cietrzewie) dokoła gó- 
ry la taj ą?** Na to kowal odrzekł: »,Tak, one tn jeszcze la* 
tają!" A człowieczek z narzekaniem powiedział; p,Ach, ja tu 
jeszcze długo siedzieć muszel wprzód nie będę wypuszczony, 
póki te ptaki nie wyginą/ Potym podziękował kowalowi i po- 
kłonił mu się na pożegnanie. Skoro mu się pokłonił, wnet zno« 
wu drzwi otwarły się, i kowal wyszedł z góry; zaledwie jedaak 
wyszedł, zatrzasły się drzwi za nim, i na ich miej ecu zobaczył 
wielki dół w piasku, Skręciwszy na drogę, którą przyszedł, 
ujrzał dziw wielki: choinki, które przedtym nie więcej n\i na 
łokiee były wysokie, teraz oa osiem łokci wyrosły, a jednak 
wydawało mii siłj, ie tylko około siedmiu godzin w górze za- 
bawił. Że te ebojtaki mogły za kilka godzin wyroić tak wy- 



ISTOTY MITYCZNE 257 



i 



soko, wierzyć mu się oie chciato; ale policzył roczne atuje na 
nich i Dalic^yt tcb siedem, Z tego p07.Dał, źe siedem la^ 
bawił w górze, i źe słnwa criowiec?ka slą spełniły. Zasmu- 
cony, że tam był tak dłngo, pośpieszył swoją drogą do rodzi- 
ców do domu. Był piękny dzień wiosenny po poładuiu, gdy 
wszedł do swej wioski rodzinnej. D&ieci bawiły si^ na placD^ 
ale gdy go spostrzegły, uciekały przed nim ze stracbu, ponie- 
waż straszyła je wielka długa broda, która mu wgó- 
rze urosła. Śpieszył do domu rodziców^ ale gdy wszedł do 
izby, stauąi zdumiouy: obcy ludde patrzali uaii, a mężczyzna 
w średuicb latacli pjtał go, czego eobie iyczy, Kowal odpowie- 
d£iał: ^.Jestem tataj w domu rodziców moich; gdzie są moi ro- 
dzice?" Przy tym wymienił swoje nazwisko. Na to mężczyzna 
rzekł: „Ach, więc to wy jesteście ów Jędrzej kowalc^ykf Rodzice 
wasi przed czterema laty z tęsknoty i zmartwienia o was po- 
marli, a myśmy sobie cbatę waszą odnajęli/' Jędrzej kowal-* 
OTyk gorzkiemi łzami rodziców s woleli opłakiwał. Potym po- 
szedł do wójta, oznajmił mu, że do domu powrócił, i otrzymał 
chatę rodzicielską, lokator zaś z niej się wyprowadził. Wkrótce 
Jędrzej zwalił stary budynek i zbudował sobie piękną nową 
każnię, po roku zaś przywiódł do domu Hankę, córkę sąsiadów, 
jako żonę. Kochali się i wiodło im się dobrze. 

{E. Helas, Łuzica, 1884, itr. 18), 

Podobne klechdy o kowalu, który w górze je^źcom śpią- 
cym konie podkuwał, są bardzo rozpowazechnione. Wszystkie 
niemal zgadzają aię z powieścią serbo-łużycką o Kaponicy, tyl- 
ko szczegóły są nieco różne. Tak w klechdzie czeskiej kowal 
wyszedł po roku (drugi raz owczarz po stu latach); w klech- 
dzie czeskiej i niemieckiej dostaje za swą robotę wszystkie < 
stare pfłdkowy, które na otwartym powietrzu w złoto się za- 
mień iają^J, Aż do ziemi długie, białe brody rycerzy śpiących 
przypominają podania uiemicckie o Karolu Wielkim, Frydery- 
ku Rudobrodym i inne, orsz duńskie o Uulgierze danske; ry- 
cerze owi podobno siedzą za okrągłym stołem^ i broda icb roś- 
Bie dokoła niego; gdy trzykrotnie dokoła stołu otirośuicj wtedy 
błjhaterowie obudzą się i wyjdą z góry. 

Juz w tej baśni występuje człowiecze k^ który pr^e- 



*) Nar. poh. a poi: 107; Am UrąutU, U, 42, 



258 Al^OLF CZERNY 



b;wa w górze z rycerzami: to nam przypomina lutków, ktArzy 
vf yraźnie występują w następującej baśni o rycerzach śpiących; 
wstępem tej powieńcijest znana bańń o latkach, przynosząrych 
oraczowi placek i piwo z zagadkowym zadaniem. Powieóe ta 
jest pod tym względem oryginalna i bardzo najmująca, ze 
w niej mowa o gromadnym przebywaniti i życiu 
lutków z rycerzami śpiącemi i o przenoś/. euia 
się wszystkich z góry w górę. Podobna powieńć ni- 
gdzie nie jest znana. 



40. Duchy w górze Wósmużowej i Lubijikiej, 

Skoro w starodawnych czasach góra Wóumu^towa pod 
Wósporkiem przestała być wulkanem, i pieczary, powstałe od 
ognia, chłodły, osiadły w nich straszydła i duchy pieniętne, 
które na górze i w okolicy rozmaite hałasy i psoty wyprawia* 
ły* Miały one tam osobne święta swoje, na które brały w Wób- 
porku wszystkie towary, a we wsiach okolicznych ser i mleko. 
Przy tym zadawały ludziom rozmaite zagadki, kt(f^rych ci kn 
wielkiej duchów radości nigdy odgadnąć nie mogli. ^Jeśliby, — 
mówiły duchy, — kto zgadł nasze zagadki, nie moglibyśmy już 
pozostać w górze Wósmużowej, a toby nam bardzo było nie- 
mile, gdyi się nam tutaj nadzwyczaj podoba." 

Jednego razu duchy zakupiły w Wósporku wszystkie to- 
wary, a w Żarkach i Malecicach wszystek ser i mleko, przeto 
lodzie domyślali się, że w górze Wósmużowej robią przygoto* 
wania do wielkiej uroczystości. 

Nazajutrz pewien woźnica pański orał pod górą Wósmu- 
żową i usłyszał przy tym rozmaite hałasy, jak rzneanie łopata- 
mi od chleba i stolnicami. Skoro chwilkę przysłuchał się takiej 
robocie, zawołał na konie: „Ruszajcie, kasztanki, ruszajciel tn* 
taj tak idzie, ie nos dostanie wszystko, ale gęba nic."' Gdy 
przyglądał się, jak wyorał brózdę, i znowu przyszedł pod górę, 
spostrzegł na miedzy piękny stoliczek, nakryty białym obrcrsetn* 
Na nim był placek z serem, nóż ze złotym trzonem i piwo 
w ezlifowanej szklanicy kryształowej. Z góry wołano: » Placek 
możesz zjeść, ale masz go zostawić cały. I piwo możesz wy- 
pita ale nie powinieneś nosa wtykać w szklanicę.'' Woźnica 
myślał o tym chwilę, potym wziął nóż i odkrajał placek tak, 
iś kromka cała została; wziął potym szklanicę i pi^ piwo w taki 



'•^^^."-'■'''■f^^o, 



IBTDTT MITYCZNE 259 



ipoBÓb, ie nia iiob, lao& brodę wetknął do szklanicy. Skoro 
wezystko zjadł i wypił, orał dalej. Gdy znowu brózdę zorał 
] przyszedł do miadzy, stoliczek znikł i z góry wołano: „Cie- 
lcie djabeł mądry m zrobił! Teraz z ciężkim sercem mnsimy się 
wynoeii." 

Nazajutrz wizysey Rrapowczanie i Eetliczanie otrzymali 
od duchów nakaz, aby na przyszłą noc psy uwiązali na 
lańcncłiach i spokojnie siedzieli w domn. Jedna 
dziewczyna, tej nocy idąc pod Wósporkiem, usłyszała tur- 
kot wozów i tęteot koni. Zjęta ciekawością, stanęła pod jed- 
nemi wrotami i widziała, jak naprzód przechodziło w dobrym 
porządku moÓBtwo małych duchów. Potym nadjechali 
jeMżcy w starych spleśniałych mundurach, za niemi dwanaście 
pięknych ciołków ciągnęło wielki wóz z samego ielaza, ze 
srebrnemi obręczam], a na nim stał wielki kocieł od piwa, 
z czubem /.łotem napełniony. 

Skoro wóz minął dziewczynę, przyjechali jeźdźcy, pro- 
wadzeni przez wielkiego mężczyznę z wysokim pióropuszem. 
Przed wrotami, pod któremi stała drżąca dziewczyna, zatrzymał 
się (trzypadkiem przywódca i czegoś starannie szukać po- 
czął. Ponieważ. rJkt dalej nie jechał, dziewczę nabrało odwagi 
przystąpiło do szukającego i rzekło: « Panie, czego szukacie? '^ 
Brodacz zwrócił na uią oblicze z wytrzeszczonemi oczyma i na- 
wpół wściekfy, rzekszy: ^Zgubiłem pierścień!'* — szukał dalej. 
Dziewczt^ ośmieliło się^ poczęło szukać i po chwili pierścień zna- 
lazło. Był on ze szczerego złota z błyszczącym, wielkim dja- 
mentem. Dziewczę s/.ybko przystąpiło do pana i podało mu 
pierścień. WieJce uradowany, wziął pierścień i rzekł dziewczę- 
ciu: -Teraz właśnie nie mam nic przy sobie, ale przyjdź za rok 
na górę Lubijską, tam ci dobrze zapłacę." 

Po roku dziewczyna udała się w drogę, ale nie sama; bo- 
cian przyniósł jej był małego synka, i z nim poszła na górę 
Lubijską. Skoro przyszła na górę, zobaczyła w jednej skale 
bramę szeroko roztwartą. Weszła w skałę i zobaczyła wielką 
pieczarę. W środku utai wielki stół złoty, pod ścianami zaś 
Dwi jeźdźcy, których pr/.ed wrotami była widziała, ale spali. 
Skoro weszła, wszyscy poduieśli głowy; jeden z nich 
przystąpił do uitj i acapytał: „Czy jeszcze Serbowie dają 
sobie wzajemnie Hwieźo upieczone bochenki chle- 
ba?'' Diicwczyna śmiało odpowiedziała: „O, tak!" Starzec pytał 
dalej: nCzy je!dzc/>e latają w Łuźycach te skrzeczące 



w: 



260 ADOLF CZERNT 



ptaki z dłngiemi ogonami?'' Dziewc^^oa mySlała, co tei 
starzec mógł przez to roznmieć; aź Łu nagle przygzlri jej na 
^ myśl, że to mogły być sroki, więc prędko odpowiedziała* ^Tak. 

tak, jest ich jeszcze dosyć." Na to starzec opuścił gtowtj 
i rzekł: „A więc nasz czas jeszcze nie przyszedł! '— 
i udał się na swoje miejsce, a wszyscy wnet usnęli* Wtyra 
przystąpił ów przywódca i pokazał jej wielkie kotły ze złomem, 
mówiąc, że może wziąć sobie tyle. ile zectioe. Dziewczyna nia 
dała sobie mówić dłago, posadziła »ynka na złotym Btołe, na* 
brała pełny fartuch i kieszenie i wybiegła, a potym chciała wy- 
nieść synka. Atoli zaledwie stanęła przed skałą, brama si^ za- 
trzasnęła, a w Lnbijn godzina pierwsza wybiła. Dziewczyna 
zemdlała i upadła na ziemię, zobaczywszy przed sobą tylko 
gołą skałę. Skoro przyszła do siebie, wolała, płakała, załamy* 
wała ręce, Boga na kolanach proi^ita o synka, ale uaprożno: 
skała się nie otworzyła. Już pieniądze miłemi jej nie były. 
Prędko pośpieszyła do Lubija i t^im wszystkich duchownych 
prosiła o radę, ale ci dopomóc jej nie mogli. Nas&ajutrz mądry 
starzec poradził jej, aby na przyszły rok znów o poszła na 
górę i wyczekiwała otwarcia skały. 

Jak jej ten rok się dłużył, niepodobua opisać. Już na ty- 
dzień przed oznaczonym. czasem stała pod skałą, aby nie dpóż- 
nić się. Tak też czekała ostatniej noey. W tym w Lubiju ua 
wieżach wybiła dwunasta, i... akała otwarła się, i dziew- 
czyna z wesołym okrzykiem wbiegła do pieczary. Jaka/, radość! 
na stole siedział jej synek i bawił się złotym jabłuszkiem. Po- 
rwać go i uciec było dziełem jednej chwili, i nie wprzód za< 
trzymała się, aż się znalazła w Krapowie, gdzie Bogu dzję-' 
kowala gorąco za cudowne ocalenie akocba&ego synka. 

(E. Kerk, Łuziian, 1870, str. 187. Pize drukowane także 
w NajrjenUch ludowych bajkach H. Jordana, 4). 

Ostatnia część tej baśni przypomina żywo powieść czeską, 
którą K. J. Erben obrobił w pięknym wiersza PoklaŁ I tu 
także niewiasta; zaślepiona blaskiem złota, zostawia dziecię 
swoje w górze (dwa razy), góra siQ zamyka, niewiasta przy* 
chodzi po roku, znajduje dziecko swoje, bawiące się złotem^ 
które mu przed rokiem na łono wysypała^ i ucieka z nim. Tyl* 
ko podanie czeskie o rycerzach śpiących nie mówi. 

. W żadnym z podanych podań nie występuje jakaś osoba 
historyczna, i nie dziw: doba niepodległości serbo-łużyckiej i walk 
o nią minęła już tak dawno, że o uUj w dziejach zuajdu- 



\ 



I8TOTT MITYCZNE 261 



jeiDj tylko mgliste podania, a tym mniej mogło się cob w pa- 
mięci ladoffej zachować. Tylko o górze Lubinie, w któ- 
rej podobno także śpi wojsko zaklęte, czytamy n Grayego^) 
podanie, które wydaje się jakąś reminiscencją historyczną. 
Atoli za to mieć jej nie m cierny; sądzę, ie podanie to jest 
późniejszym wykładem Indowym nazwy niemieckiej góry Lu- 
biua. Thronberg albo Eronenberg, i tym sposobem należy do 
nedn wykładu uazw lokalnych. Brzmi w następujący sposób : 

Pewnego razu na Lubinie zeszło się siedmiu królów 
serbskich^ usiadło na kau.ieniacb, które tam jeszcze do dzii 
dnia istnieją, i radziło, jakby wrzucić ciężkie jarzmo niemieckie. 
Wszyicy doradzali wojnę, a gdy wkrótce potym Serbowie sto- 
czyli walną bitwę z Niemcami niedaleko od Lubina, owych 
BJedmia królów poległo w bitwie. Polegli byli pochowani na 
pobojowisku, każdy ze swoją koroną, pod kamieniem, na którym 
przed bitwą byl siedział. 6r&ve kończy: Korony posiadają złe 
duchy j więc też trnduo ich dostać. Jencz zań mówi w końcu 
Tam korony ich jeszcze do dziś dnia spoczywają, czekając na 
lepsze czasy i na wolność ludu serbskiego^). 

Oto są wszystkie podania serbo-łużyckie, które możemy za- 
liczyć do cyklu podań o rycerzach śpiących. Tylko u Yecken- 
stedta znajdują się podobne podania o „królu serbskim" w Bór- 
kowach, ale prawdziwe podania ludowe o tak zw. „królu 
serbskim'' są innego rodzaju (zob. niżej). 

Pierwszą przyczyną powstania baśni o rycerzach śpiących 
jesi bezwątpienia pierwotny pogląd na śmierć jako na sen') 
(zob. wstęp działu I). Lod w bohaterach swoich widzi istoty 
wyższe, przypisuje im moc nadludzką, oraz przymioty nadludz- 
kie ^), z tego powodu nie wierzy, że umarli, ijmówi, ie ich 
śmierć jest tylko snem, z którego kiedyś się obudzą. Takim 
si>OBobem w umyśle ludu powstały istoty mityczne: „rycerze 
śpiący,'' 

Pokrewny początek mają rozmaite podania nowsze: o Na- 
poleonie np, długo opowiadano, iż żyje i powróci. ( I4^isła, III, 
857). Lud wiejski w Czechach nie wierzył, iż cesarz Józef II 
umarł; babka nasza często nam opowiadała, że zamiast niego 
pochowano trumut^ pełną kamieni. 



, ) Grave, VtUk^,^agen, 71. 

i) K- A. Jt^ncz, rowhć wo gerh, kralachy Ćas, M, S. 1849-50, 23. 

' ) W. WrryhfK Wisła, III, 858. 

*) Henryk Carnoy, La Tradition, 1888. 



3 



262 ADOLF CZEBNT 



m. 

Jak na wszystko dokoła siebie, tak tei na wszystkie ro- 
śli ny, a zwłaszeza na drzewa, człowiek pierwotny patrzał jako 
na istoty żyjące, ożywione podobną dnszą, jaką człowiek c:^^at 
w samym sobie. Bozamie się, człowiek dusz^ tę początkowo 
wyobrażał sobie jako roślina bezcielesDą samą; dopiero później 
nadał jej postać człowieczą. Początkowo dassa ta była nieod- 
dzielną od samej rośliny, np. od drzewa, i żyła dopóty^ dopiski 
drzewa nie podeięto, wiatr nie złamał, pioran nie spalił, albo 
w inny jaki sposób nie zginęło. Póiniej niog;ła ona przebywać 
także nazewnątrz swego drzewa itd> 

Ze wszystkich roślin najwięcej zwracały na siebie nwagę 
człowieka pierwotnego drzewa, olbrzymy pomiędzy roślinami, 
a te znowu oddziaływały na wrażliwy umysł człowieka niewy- 
kształconego — zbiorowo: we wspaniałym obrazie lasu* Początko- 
wo w każdym drzewie siedziała dusza, później oddzielna isto- 
ta, podobna do duszy ludzkiej. Wt^zelako później, gdy człowiek 
owe istoty wyobrażał sobie osobno, oddzielone od drzew^ za- 
pomniano powoli, że pierwotnie były to dusze pojedynczych 
drzewj i tym sposobem powstały rozmaite istoty leśne, które nie 
były niczym innym, tylko duszami drzew pojedynczych. Były 
to już demony leśne wogóle. Tym demonom przodkowie nasi 
przypisywali rozmaite zjawiska w lasach, jak szmer lasów przy 
wietrzyku, szum i hałas ieb przy wichrze i burzy, łamanie 
i wyrywanie drzew z korzeniem przy wspaniałych zjawiskach 
przyrody itd. Ponieważ przy wszystkich tych zjawiskach szcze-* 
y;ólnie wiatr, wicher miał główne zadanie, późniejsze dachy 
drzew (lasów) i wichrów pomieszały się z subą, i tym sposobem 
powstały rozmaite istoty pocbodue. Niekiedy istoty owe odda- 
lają się od pierwotnych duaz drzewnych do tego stopnia, iż 
dość trudno wykryć związek ich t, temj ostatniemir dlatego też 
były aługo (a niektóre są jeszcze teraz) błc^dnie tłumaczone. 

Takie istoty, które są właśnie duszami drzew albo lasów 
i z niemi w związku pozostają (od nich pocbodzą), były u sta- 
rożytnych: d rj ady, ni mfy, f a u ny i sylwaoy, pany, 
satyry, centaury, cyklopy i in. Wyborny wykład 
owych istot mamy od W. Mannhardta, który z pit^knym powo- 
dzeniem porównywał istoty starożytnych Greków i Hzymian 






ISTOTY MITYCZNE 263 



Z podabnemi ietatami obecnych lodów północno-europejskich. 
Takie Utaty 8% Dp. ruskie: leszy, lesownik, lesny car*, 
borowik, mocbowik; czeskie diYĆ źeny, leśni panny, 
bejkal, wogdle „di vi lidź;* poładniowo-słowiańskie w ile; 
niemieccy: Waldlente, Holzlente, Moosleute; skandynaw- 
ska 8kogsnnfvar itd. Jako demony rośnięcia roślin wogóle, 
przeszły po czośd do rozmaitych dachów polnych. Wszystkie te 
istoty, która gą w pewnym związku z daszami drzew, Mann- 
liardt nabywa demonami wegietacyjnemi (YegetationS' 
daemonen, Veg€tationsgeister). 

Do nic U z pomiędzy istot mitycznych serbo-łniyckicb na- 
leżą szczególnie graby^ diiwica^ diiwja tona^ z niemi łąozą się 
PripGłdnica^ serpawnica^ smerkawa^ bruncadlo i wór owy ^ a da- 
lej hobr}\ O tych istotach będziemy obecnie mówili. Do nich 
naleciałoby dodar ptemlnka^ jako dziecko dzikich ludzi, ponie- 
waż jednak z porównania wypływa jego pokrewieństwo z lau- 
mftiKil, strzygami, złydniami, itd., którym pokrewną jest „zła żo- 
na" Iniycka, będziemy o nim później mówili. 



Olbrzymy (Hobry). 

Leszy ruski jest to olbrzym, który ma wszystkie przy- 
mioty duchów leśnych i stąd widocznie pozostaje w związku 
z rozmaitcmi demonami wegietacyjnemi i razem z niemi pocho- 
dzi od duaz drzew. W niektórych okolicach Czech dzikich 
(leśnych) męstów wyobrażają sobie jako olbrzymów z nad- 
zwyczaj wielką głową i pałającemi oczyma^). I inne olbrzy- 
my po więk82ej części są najprawdopodobniej po- 
krewne duchom leśnym. Nie możemy w nich dopatrywać 
się jakiegoś wspomnienia o pierwotnych mieszkańcach wielkiego 
wzrostu, właśnie tak samo, jak czegoś podobnego w innych 
rlzikicb ludziach sznkaó nie chcemy, choćby lud sam sobie te 
istoty niekiedy tak tłumaczył i choćby tłumaczenie to pomiędzy 
mitologami zwolenników znajdowało^). Przyczyna tego^ że po- 
jęcia o olbrzymach tak oddaliły się od pojęć o duchach leś- 
nyehj leży be^ wątpienia w tym, że olbrzymi byli ulubionemi 



;! 



J* Rotłztial, I>ti;t lide^ 13. 

Ten wykład głosi i Mannhardt, BaumkuUus, 146. 



h^ 



264 ADOLF CZBRNT 



łstotami w bajeczkach ludowych, gdzie fantazja Indnwa picr- 
wotną ich postać zmieniła do tego stopnia, iź prawdziwy ich 
charakter i znaczenie w zapomnienie po^zlj. 

Atoli z takiemi olbrzymami, którzy jnz bardzo mało pr«y* 
miotów, właściwych dachom leAnym okazują, rzadko spotykamy 
się w bańoiach serbo-łuzyckich. Tradycja lądowanie jest w po- 
dania o olbrzymach bogata. 

Wszystkie owe baśnie patrzą na olbrzymów jako na pier- 
wotnych mieszkańców kraju: doi)iero po nich przyazli po- 
dobno Indzie dzisiejszej wielkości, którzy wobec olbrzymów byli 
tym, co robaczki wobec nas," gdyż olbrzymi byli wielcy 
Jak góry. Podaję tntaj klechdy, które ndało mi się zuale£ć. 

W jednej, którą mam z PanczyCj powstanie gro- 
dziszcz przypisuje się olbrzymom: ^W swoim czasie były 
olbrzymie niewiasty, które fartuchem całe szafce (nasypy, gro* 
dziszcza) naniosły." Baśń mówi dalej, że pewnego razn taka 
olbrzymka przyniosła swemu mężowi w farturhn woinieę z koń- 
mi i mówiła: „Patrzaj, jakie robaczki znalazłam!" Mąż atoli 
powiedział: „Żono, te robaczki nas zgładzą ze iwiatal'' Szcze- 
gół ów powtarza się w wielu baśniach^ które są o olbrzymach 
opowiadane w różnych stronach. Tak znajdujemy w następu- 
jącej bai^niy w której olbrzymom przypiBiye się s y p & n te gór. 



41. Olbrzymi i góra Dubrjeńczańaka. 

W starodawnych czasach w Łniy each mieszkali olbrzymi; 
kaidy miał kawał ziemi. Jeden z nich posiadał górę IV os- 
l c 11 r z a ń s k ą. Ten miał córeczkę jedynaczkę, godną 
płci swojej. W młodości bawiła się w rozmaity eposób: nosiła 
tn i tam piasek i kamyczki^ grała z ojcem w „chowanego" 
i jeszcze w inny sposób się zabawiała* Atoli prędko wyrosła 
z tych zabaw, ponieważ gdzie tylko przy riChowanym'' wlazła, 
wszędzie z powoda wielkości widać ją było. Jednego razu 
umyśliła Aobie postawić drugą górę naprzeciwko 
oj co w ej. Zaraz na drugi dzień rano, mm ojciec wstał, za- 
wiązała f a r t n c h lniany, nakopała ziemi od wschodniego 
boku góry o)Cowej i zaniosła ją o kwadrans drogi dalej ku 
wtfcimdowi. Gdy jej tego było jeszcze mało, powtórzyła to dwa 
razy, i tak powstała góra Dubrjeóezańeka. Ponie- 
waż olbrzymka miała fartuch dziurawy, tu i tam wypadał ka- 



ISTOTY MITYCZNK 265 



myesek, i tak powstała oetatoia, średnia i blii- 
sza górka. Ostatni m razem tbwyciła małego robacz- 
ka, który drugiego popędzał; był to mianowicie chłop, 
który t&m orał. Ponieważ takiego robaczka jeszcze nigdy nie 
wtdtiata, bawiła się nim, ale ten uderzył ją kijem Łak silnia, 
ii ołbrzymka rzuciła go ze włością i ojcu pokazała Ze amuŁ- 
kiem odwrócił się brodaci: ^Nigdym nie pomyślał przy twoim 
narodzeniu, £e będziesz mi wróżbiarką przyszłego nieszczęścia. 
Otóż to przez takicb robaezkf^w niejeden życie postradała albo 
musiał wynosić się % krajn. My nie będziemy się z nie- 
mi mierzyli, na nicby się to nie zdało. Pojdi, córecz- 
ko, poszukamy sobie innego kraju, gdzie możemy spokojnie 
i!bleb a woj spożywae." Byli to ostatni olbrzymi, gdyż od tego 
cza»n żadeH się jaz nie pokazał. 

(Jak. Wurnar* w rękop, S^rbowce praskiej, VIII), 
Podobną baśń podaje SŁ^bulenbnrg ( Wend, Yolkstham^ 
Itr. t>9, Des Riesen Tochier) ze Ślepego. Pod M ilorazem był 
podobno olbrzym z córką. Ta pewnego razu zoalazła cblopa 
serbskiego, klÓry orał w cztery woły i miał z sobą jeszcze pa- 
robka, który mu woły poganiał. Dziewczyna olbn&ymka wzięła 
wszystkich do fartuclia i przyniosła do ojca z temi słowy: ^Oj- 
cze, co to za robaczki?'' Ujciec i'/xkl: ^Córko, odniea to tam, 
fikądeć wzięła. Te nas jeszcze wypędzą/ 

Wielkość olbrzymów wykazuje następujące podanie: 

42, Kamień olbrzymiego męża^ 

Na górkach Pluiiniczaóskieh, pomiędzy Plaśnikcami 
a Małym Budy szy n k i em, zobaczysz jakieś wielkie ktimienie 
żarnowe, które Indzie nazywają ^kamień olbrzymiego me- 
la*" Lad opowiada sobie, że na tych górkach niegdyś miesz- 
kał olbrzymi mąż, który był tak wielki, iż, siedząc na ka- 
mieniu^ mył nogi w przydrożnym stawie w Maleszy cy (albo tez 
w Czertowni} i potym klaflł na górę Hliniańską; tak siedząc, 
zapaŁał sobie fajkę, nie wstając ze swego kamienia. Dlatego 
ladzie ten wielki kamień nazywają ^^^tołem olbrzymiego 
mt;ia i jego żony/' a kamień obok leżący i podobny do gło- 
wy świńskiej, „i^wiuią olbrzymiego męża/' 

(Miczka^ Łuliran, l^tiS, str, 174j. 

O takim drugim okropuie wielkim i mocnym olbrzymie 
opowiaua uustępujące podauie; 



266 ADOLF CZERNT 



43. Olbrzym Szprejnik. 

Niegdyś pod górami csseskiemi w kraju łużyckim było bar- 
dzo wielkie i silne chłopi^^ko. Na imię ran było OlbrEyra 
Szprejnik. Ten był tak 8ilny. /.e najmoeniejfi^e drzewa, dc- 
by, wiązy, świerki i inne brał za wiemeholki i wyrywał z ko- 
rzeniami; kamienie, tak wielkie jak cbmiiry na niebie, brał 
z ziemi, kładł na kupę lub na bok wedłnp woli. Nie bał 8i^ 
nikogo, ponieważ był tak silny, i nie miał dlatego wcale strzel- 
by, ani włóczni, ani procy, ani miecza. Poddanym mu był wiel- 
ki lud, który do niego był tak przywiązany, jak pszczoły do 
swej matki. 

Pewnego razu poddani zgromadzili si^ dokoła niego i mó- 
wili: ^Olbrzymie Szprejniku. pragniemy zostać w tyra knijn i nic 
chodzić za słoneczkiem na ZHcbód. My wiemy, że będziesz nas 
bronił, ponieważ jesteś najsilniejt^zy^ więc nie potrzebujemy się 
bać nikogo. Wszelako gdy leżysz w dole na wznak^ albo wej- 
dziesz do jaskini, nie możesz widzieć, co się wszędzie w kraju 
twoim dzieje, i nie możesz nas bronić. Zbuduj nam kilka wy- 
sokich miast, a sobie zrób broń, aby^^ mógł nas juz zdaleka bro- 
nió i zabijać wrogów naszych, nie potrzebując uganiać się za 
niemi." 

A olbrzym Szprejnik na prośbę poddanych swoich po oba 
strnnach swego legowiska /budował miasta i nazwał U* miejsce^ 
urządzone na mieszkanie, ^Budyszynem," a kraj swój ^Bu- 
dyaką.'^ Kraj swój na granicy, tam, gdzie była potrzeba, oto- 
czył strażami albo strażnicami, i postawił jedną poniżej Hneiny, 
jedną poniżej Rakec, a na zachód Stróży szcze powyżej Łnha 
i Łabowa. 

Potym zrobił sobie procę i włócznię i chciał spróbować, 
jak daleko jego strzała doleci. Wystrzelił kilka strzał ku po- 
łudniowi na góry, i gdy ludzie jego poszli tam szukać strzał, 
znaleźli je daleko w dole jednym, ale nie mogli ich wyciągnąć 
ręką, tak głęboko się wbiły. Kopali więc i ryli i wyciągali; 
skoro je wyciągnęli, z dziur wytrysła woda źródlana, która 
jeszcze do dziś dnia śpieszy do kraju Bndyskiego i Łużyckiego, 
i którą Indzie potym od olbr^^yma Ss&prejnika nazwali „Szpre- 
ją" (Szprewą). To zaś miejsce, gdzie olbrzym Szprejnik stał 
i strzelał, naswali Trzelany. 

{Tydzte/tska Nowina^ 1841, j*tr, 71.— H. Jórdaiij \njrjciih 
iudi/we bajki^ 3). 



ISTOTY MITYCZNE 267 

Olbrzymi wojowali także pomiędzy sobą, jak to u Scha- 
lenborga czytamy: „Rju^y albo boberske ladże byli bar- 
dzo m\m i bardzo się też bili. Raz cboiał jeden drugie- 
go uderzyć kijem żelaznym, ale trafił w grabą gałąź dębową, 
którą odeiął^ jsik gdyby jł) piłą apiłował^-'' To przypomina 
nam walki dachów le^^nych ruskich; spustoszenia w lasach po 
wichrach są podobno skutkiem walk owych. Przypominają się 
nam przj^tym bitwy centaurów. 

Jeśli przypomnimy sobie jeszcze baśń Krawczyk i dwu- 
nastu olbrzymów, którą w rozmaitych odmiankach opowia- 
dają nietylko w Łużycach, ale i w icnych krajach słowiań- 
skich^), wyczerpaliśmy baśnie serbo Inżyekie o olbrzymach*). 
Wszystkie podane baśnie ^ą gómołuźyekie; w Łuźycach D(d- 
nych o olbrzymach prawie wcale nie opowiadają. Bajki o jed« 
Dookich cyklopach w Łuźycach są nieznane. 

Obok wyrazu ^hobry*' mówi się także „hoberske ludże*' 
(hoberscy mnżojo, hoberske zony), albo z niemieck. ,rjuzy.** 



Graby. 

Graby znają jedynie w okolicy Huźakowa; wszędzie 
Ddziej w obydwu Łużyeach zajmujące te istoty są całkiem nie- 
ane. W okolicy, gdzie o nich powiadają, są wsie Miłoraz, 



ZD 



^) „Krawski a dwanaćo hobrojo,** Łuiican^ 1877. Schulenb. 
Wihd, Voi]tJ^fhum, f^tn ?2, D'r^ iapfere Schneider. Porówn. Eulda, Mo- 
TBDiJbe nor, poMdkff^ I, 201: „Svec hrdina;" Pokddky a povitti naiiho 
lidu (SIavie), str. 56; ,0 krejcikoyi a obrovi'* itd. Do naszych 
studjów nie przypadają. 

^) Schulenburg ma tylko jeszcze następującą drobnostkę ( W. 
VGlkfit ^ tł8) ze Ślepego: ^Frilher waren Rjuzy. Der alten Frau Ga- 
nik Kitem salien uoch duch Haibendorf (Briezowka) „einen Riesen 
fahren. r*er b3bs auf dein Wao:en vorn beim Kntscher, aber nach 
rlickwartH, tuid łun ten voin Wagen hingen seine Beine herunter." 
Niekture baiSnie ma i Yt^ckenstedt z Łuźyc Dolnych. Nie przyję- 
Itśiiiy irh ilo tekgtn przez o^ti-ożnosć. Aż dotąd nie udało się nam 
w Łuiycacfi Doliiyołi znaleźć mc o olbrzymach, i Schulenburg tak- 
ie nie ma żadnej podobni^j bat^ni z Łużyc Dolnych. W jednej baśni 
Yeckenstedta stoi, że olbntymi mieli podobno trójgraniaste oblicza; 
t teiro wyprowadza on il^>my8ł, że byli to pewno Longobardzi! 
\y^ThQndLdtT BerL Anihn^p, Geaelli^ha/t, 1877, str. 29). 



#88 ADOLF CZERNY 



»f>j Jemielica, Wie&ka, Zagor*, a zatym paflmo, które otacza 
pnszczę MuźakowBką. Jn^ to n^mo dość wjra^.Di6 chara- 
ktery żuje te istoty jako demony ledne. 

Bardzo małe rozpowdzeohuienie haani o ^rabaeli jest przy- 
czyną, ze istoty te badaczom długo znane nie były. Nikt ze 
zbieraczowi mitologów serbo-luiyekicli nic o nich ule wspomina, 
tiawGt nie zua samej ich nazwy. Dopiero Schnlenbnrg eoś o nieb 
zapisał i iglosił w drogiej swojej ksiąice ( Wtnd, Volksihum^ 
69 i nast,), 

Kazwa ieh brzmi najwięcej ^raM' (pojeiJ. ^rab, m»), albo 
dr aby ^ niekiedy /nown grawy^ albo wreszcie graifse^ grai^sy. 
Ostatnia forma przytrafia t^Ię po dwakroć jako nazwa miej- 
seowot^ei: w Ślepym jedno miejsce nabywa si^ ^grabsy, '^) 
a w Miłorazie ^na grabsach'^). Być mo^e, iź nazwa ta pozo- 
Btaje w związku z doi no -serbskim grabs&ń, grabsonś, tj. 
chwycić szybko (schnell zugreifeo, raffen mit Handeu)^), a tak- 
że z iTinytD dolno-łnlyckim ^grabnuH," co stanowi formę pier- 
wotną słowa „grab^rmś, ' która oilpowiada górno-łożyckiemn 
^hrabayć'*). 

Przejrzyjmy podania, opowiadane o grabacłu 

Co się tyczy postaci grabów, wszystkie powiadają jed- 
nogłośnie^ ie graby miały postać człowieezą, różniącą się 
tym jedynie, że miały no^H końskie, Blii^ze opisanie postaci 
grabów jest rozmaite. Niektórzy powiadają, że byli to »pięk< 
ni chłopcy ■ iJabłońc)^ jako inni chłopcy «c wsi, i ie z tego 
powoda bardzo się dziewczętom podobali; te ez^Btokroó długo 
tiie spostrzegały, źe się bawią z nieludimi, I nogi końskie gra^ 
bów nie odra^u były widoczne, jak twierdzą niektórzy, dopiero 
po stopie można było poznać graby (Schulenb.)* Atoli takiomi 
graby były jedynie wtedy, gdy przychodziły do ładzi na wieś; 
w puszczy^ gdzie przemieszkiwały, juz na pierwszy rzut oka 



1) Mukźi w ia*op^ MaL Serb., IWh, str. Tl. 

=^) Scljulonljurg, Wtmi. Folk^L, 72. 

^) Casop. Mać, Serb., lS7t>, Str. 7L 

*) Podobnie jak łorma p:raw, rao«:łaby tukie by(5 formacja 
graw» zsmiiist grubi<. roby byli> ]f;órno-iniyr. hrawfl. w wyma- 
winniu Vaw8, Tu mielibyśmy wytłumaczenie znanego wyrazu mict, 
który słychać w kłótni: ,,Ty rawRo!'' Atoli M. H Arnik Hi|tki^ zn 
„i^HWs*" (raps ismiK rabH) tisn/ji;i te/* wywiKl/ji- jaku rów holc;:li5 z pol- 
skim rabuś. 1 |ii> czesku slysizaicm labas ^ r y rabaijel). 



r 



IHTOTT M1TTC7NE 269 



hyly to ^roine stworzenia. Inni prawią, ie jeduakie od razu 
moina było poznać grabów, były bowiem większe od Indz.i 
i o wiele silniej a ze; nogi końskie podobno odrazn ich zdra- 
dzały (Jemielica, Schalenb,). W końcu nawet niektórzy mówią, 
ie na całym ciele były kosmate, jak zwierzęta (Ślepo, Sebo. 
lenburg) M- 

^Nogi końskie miały dlatego,— jak lud tłumaczy, — po- 
nieważ* jadały mięso końnkie.^ Niektórzy mianowicie mó- 
wią, ie graby kiadły ludziom konie, które potym pożerały. In- 
ni ntr^ymują. ie ztibijaty i poierały ludzi (Schulenburg). 
Ryły ODe podobna bardzo §:łodne i bardzo wiele potrzebowa- 
ły, aby się d asy ci 6, 

U Sehulenbnrga ( Wcndisches Yolksłhum^ str. 70) czy- 
tamy: ^Qo»podarz Harszo w Ślepym miał graba parobka; 
ale nikt nie mógł pozone, że to był grab, niczym się od in- 
nych parobków nie różnił. Ten grab raz gospodarzowi Hejnie 
pożarł całego konia. Do tego samego gospodarza Hejny 
prxy87.edł raz grab^ który był bardzo głodny; prosił Hejny, aby 
ma GO dał zjeóó, ale Hej na nic mu nie dał. Orab rozgniewał 
Hię, i gdy Hejna jechał z gnojem na pole, rozgniewany grab 
l^opędził za jego Ilonie m^ oderwał połowę zwierzęcia i pożarł 
ją, lonemu gospodarzowi pożarł całego konia.^ Coś podobnego 
opowiadają i o Uiłorazie, jako wykład nazwy miejscowej „na 
grabsach" i innych nazw miejscowych: ^na puścinje*' i ^za 
żorejk/^ (Tamże, 72). 

Siedzibą grabów były gęstwiny leśne. Z lasów 
przycłtodziły na wieś ua prządki albo na tańce (niekiedy 
w towarzystwie toptelea)^ bawiły się tam z dziewczętami wiej- 
skiemi, kochały ^i^ w nicłi i pragnęły pojąć je za żony. Nie- 
kiedy przyjmowały n gospodarzy służbę jako parobcy*). Do 
luiłzi przychodziły po jednemu albo we dwunastu. 



^) I tliv^ \\\\\z c?.esl^i jist to podobno „potvora lidem po- 
diłlnd, ale cliliipatit" (koiłuiata). Kosztial: jyim li(fe\ 13. 

*) I czeskie ił/awożoiiy wstępowały do służby u ludzi, a na- 
wet za uicji wycłnHlziły.^F(>dóbnież dziwożony w Tyrolu włoskim 
(„Bregostaiie, Euguaue, Dellu Vivane") służyły ludziom, albo w kou- 
cu wstt^powiity z niemi w z wilczki małżeńskie i dzieci im rodziły. 
Manntiardt, 11, 127. 



I 

I 



270 ADOLF CZBBNT 



44* Drab, piękny chłopak* 

(Z Mużakowa). 

Gdy dziewczęta w zimie miały prządki, prty^ńy de nie 
draby, które w krzakach leśnych mieszkały. Byli to 
piękne chłopcy, ale mieli Dogi końskie. Jeden był 
uprscejmy dla jednej dsKiewciyny, i ta pojąć go cbciała. Haz jej 
wymkuęło aię to słowo, a gdy h\^ schyliła, apostrzegła^ ie miał 
uogi koński e« Potym juz go pojąć nie ebciata. 

(Opowiadała Nagoroyoa z Jabłouca). 



45. Graby rozgniewane. 

Graby są to 1 n dzi e z nogami kolskiem i. Tych 
Da prządki przychodziło jeden albo d w u n a b t u. Potym 
<;hciały one wziąt' z aobą kilka ładnych dziewc7.ąt i trzy sobie 
zam6włły. Graby miały legowisko w Wiesce na rogu. Potym 
trzy dziewki tam posiły, i jedna zaiazła na takie wielkie drze- 
wo płonne, a dokoła tego drzewa był taki wysoki płot. Dwie 
sn.howały się za tym płotem. A potym graby f>rzyBzły do do- 
mn< Skoro jeden zobaczył dziewczynę, siedzącą na drzewie, mó- 
wił jej, aby zeszła na dół. Ona bała Dię i nie zmzH. Potym 
on rozgniewa) się i mieczem walił w drzewo, aż trzaski precz 
leciały^ i obciął jej wielki palec u nogi. Dragi mówił: „Gdyby 
to moja była, jabym rzemień darł na jej grzbiecie " A trzeci 
mówił: „Gdyby to była moja, jabym jej rozpaloną hubkę kładł 
na czoło/' Dwie siedziały tak dłngo, póki graby nie odeszły. 
Potym te dwie porwały dziewczynę rąbaną na plecy i ociekły 
przez Nysę cło Kruszwicy. 

{Opowiadała Hanna Nykowa, lat 50, ńlepa od rok a ozter- 
nantegOj z Zagorja*), 

Niekiedy graby przychodziły tylko podsłucbywat- pod okna- 
mi, jak dziewczęta na prządkach śpiewają. Skoro się nasłucha- 
ły, otwierały okienko i wtykały do izby kopyto końskie, Potym 
dziewczęta bardzo aię bały, i żadna przede dniem nie chciała 
ińć do doma. Na prządkach żadna dziewczyna nie chciała aia- 



^) Podobną haiŚń podaje^ Schnleiitmrg, W, Votkgihum, 71, pod 
tyL; fJer Thau vom Bimbaum, 



r 



T8TOTT MITYCZNE 271 



i 



dać na klocku pod kominem, aczkolwiek tam właśnie było 
najlepsze światło od łuczywa, którym sobie wtedy przyświeca- 
ły. Taoi masiała siadać stara matka, ponieważ klocek stał po- 
de drzwiami^ a dziewczęta z powoda grabów bały się tam sia- 
daó (Sclinlenbnrg, W. Yolksthum, 71). 

Owe powieści o grabach przypominają nam mimowolnie 
starożytnych faunów i sylwanów. Bardzo też są podob- 
ne do niektórych podań ruskich o dnchach leśnych (1 e s z y c h) 
i do szczątków wiary w sylwany u Włochów. Wszystkie te 
właśnie wspomniane istoty mają podobno nogi zwierzęce (ko- 
zie), lubo (podobnie jak graby) mogą nkazywać się w całkiem 
Indzkiej postaci. 

We Włoszech północnych opowiadają o ludziach dzikich, 
których zowią ^gente selyatica" (tn widoczne jest pokre- 
wieństwo słowne ze staroiytnemi sylwanami). O nich bają, że 
są to „pół człowieka i pół zwierzęcia," że porywają ludzi i po- 
żerają ioh potym^)^ a zatym właśnie to samo, co w stronach 
Mniakowskich o grabach powiadają. 

W Tyroln włoskim dziki mąż zowie się „rom Salva- 
d e g h^ albo też: Salyang, Salyanel albo S a 1 b a n e 1 
Ten, podobnie jak grab serbo-łnżycki, kocha się w dziewczętach 
wiejskich, kradnie je i z miłością przy sobie chowa w lesie. 
Mówią tak^e w niektórych stronach, że jest całkiem kosmaty. 
(Mannh., Wald- u. Feldk,, II, 126, 127). 

Graby łierbo-lażyckie niewątpliwie odpowiadają wszystkim 
tutaj wymietnooym istotom. 

Do dzikich ludzi grabów możemy zaliczyć bardzo rzadkie 
podanie o uzierawach, dzikich ludziach, o których opowiadają 
w Łnżyeach Dolnych w okolicach Lnbniowa, Kalawy i Drjow- 
ka, w stronach po większej części zniemczonych. O nich znaj- 
dujemy tylko iv%y drobnostki u Yeckenstedta (str, 183) *) i jed- 
ną n Sclinlenbnrga (W, YolksŁhum^ 65). Szierawy byli to 
dzicy mężczyźni i dzikie niewiasty, które t^^Y^ w lasach; ciało 
ich było całe sza remi kosmykami zarosłe, niby ciało psa 
all)0 innego zwierzęcia. Ludziom nie szkodziły, lubo przycho- 
dziły do pasterzy, gdy ci sobie ogień rozpalili, i grzały się ra- 
zem % niemi; niekiedy także przychodziły do gospodyń i prosiły 



^) Maurilmidt. Antike Wald- und Feldkulte, 126. 

'} Orug^ z luch zapisał Rabenau; zob. Der Spreetoald, 121. 



^ 



ww 



272 



AI50LF C2BR5Y 



je O j»dło. Atoli, gd^ im Indzie s\% sprzeciwiali, amiałj %\% 
pomdcić, gAy% były bardzo &ilu6, tak, ii np. koDJa odraza na 
pół rozrywały. Zresztą nic si^ o nich nio dowiedziałem ^). 



D Z i W i e a. 

szczątki podań o taj kobietce leśnej zachowały si^ tylko 
u Serbów w Łnzycacb Górnych a a akie h— a i tutaj 
prawie ratkiem puazły w /.apomuienie^). Pbali o niej trochę 
tylko Sniolef i Sreznieweki; Szołta w artyknle gwoim powtarza 
to jedynie; co Smoler był zapisaL 

Dziwiea podobno była to bardzo piękna młoda 
kobieta (p a n n a)y która pokazywała się we w a p a d i a- 
łej szacie^), z bronią w ręku. Zwłaszcza w p o ł n d n i e 
chodziła po lasach w towarzystwie najpiękniejszych chartów; 
atoli niektórzy powiadali, ze pokazywała aię także o północy 
(Srezn.) o pełni. Psami awcmi straszy nielylko zwierzynę, 
ale i ludzi, którzy w południe w lesie pozostają*). Chodząc po 



\ 



') Schulenbarg tam^e ma z Lubnio wa naetępnjącą klechd c: 
„Uo jtidiiej chaty, ktum [ezaJa w Lubnio wie nad rsseką, w diiwiij-di 
fZHśach pr/.y chodzili mąż i ^oiia. Przychodzi z łasa, jKoiiewŁiz wto- 
ily \m poczynał się prawic tuz za miiiatem. Byli oni dziwnuj po- 
staci i ciągle na aicbifi wołali. Oii wołał na nią: ,,Seliyrene'' (acliy- 
rawa?); ona na niego: „Schyronf' (albo: iiciiyrow?) Byli to podobno 
dzicy ludzie, Zreaztą uio o nich nie wiadomo/' 

*) Z Luzyc Dolnych tylko Veckcnbtedt ma u niej kilka i^luw 
na 3tr- 108: Zu derselbeu Zeit (w południej durchwaudelt ilnt^ 
(przezpołdnicy) Schwestcr, die Dziewica, die dunklcn Tanncn- 
walder, gfclblg-t von wunderbar 3 eh 6 n en Jagdhunden, (Smogorjuw), 
Uzy tylko te słowa nie pochodzą od nauczyciela albo kogoś inne- 
go, co znał yhniŁki Smól er a? 

*) ^Ubrana jak można pani," Srezniewski, Źiwaja Staritta 
II, łTO. 

*) Sic gilt alseine Wald- oder Jagdgóttin^ besonders bei den 
olił^rn siidlirhen Wcnden. Kie int ein schtSnes, junges weiblichea 
Wewen, wclchei* mit einem Geecboas {trftlba) bewaffnet, in den 
Wałiicrh urnher^ti-eifC. Die i:ichOułiten Jagdhunde bllden die Begloi- 
tung nnd schrecken nicbt nor daa Wild, aondcni auch die Men- 
st-bi'u. dh rtich iu der Mittag^zeit im Walde befinden... Man glaubt 
jt^iliirh nnv\i, daHK am in mundhcMen Nacbtcn in rleu Wal der n dad 
(jcsM^hatt ller Jagd treibc, Smoler, 11, 60, 



ISTOTY MITTCZNB 273 



lasach, s t r z e 1 a w powietrze nietylko dla zabawy, ale i do z w i e- 
rząt i ładzi, których w południe w lesie spotyka. Martwe 
sarny, zające, kuropatwy, które niekiedy znajdują w lesie albo 
w pobliżu lasu na polu, były podobno jej strzałami zastrzelone. 
Dlatego też dziwica nie robi różnicy pomiędzy- zwierzyną i czło- 
wiekiem i zabija wszystko żyjące, które jej w drogę się nawi* 
Die. Serbowie mówią temu, kto odważa się w południe iśó do 
lasu: „Strzeż się, aby dziwica do ciebie nie 
p r z y 9 z ł al" Albo pytają go: ^Czy nie boisz się, że 
dziwica do ciebie przyjdzie?''^). Mówią także, 
te wprawdzie dziwica napotkanych ludzi niekiedy nie zab^a, 
jednakże taki człowiek umrzeć musi „Jeśli spotkasz 
d z i w i c ę (alt)o przypołdnicę), na trzeci dzień roz- 
chorujesz się i już nie powstaniesz.^ Na 
drodze jej, gdy z chartami ciągnie przez lasy, nic jej nie zmyli^ 
nic jej w drodze nie stanie, cała przyroda leśna słu- 
cha jej jako swojej pani: drzewa usuwają się jej 
z drogi, biota i topiele schną pod jej noganu i zmieniają się 
w twardą ziemię, górki zniżają się przed nią, a doły podwyż- 
szają, ona zaś idzie swoją drogą, jak gdyby po równinie kro*. 
czyla^J. 

W baśni, którą teraz podajemy, dziwica nie występąje ja- ^ 
ko nielitościwa łowczy ni, która ludzi zabija, ani jako duch leś-^ 
uy, który ludziom tyle strachu napędza, że muszą z tego. umie- 
raj—ale przyjaźnie, w rzadki sposób, może dlatego, że kobietę 
spotyka w lesie nie w południe, ale wieczorem'). 



^) Srezniewski: „A ty nie boisz się, że dziewica na ciebie 
wyjdzie?" 

*) Brezniewski: Strzela ona jak można pani na wiatr i do- 
kąd strzeli, dokąd popędzi, nic jej nie przeszkadza; drzewa we- 
dlu^ jej woli usuwają się na bok, błota schną pod jej nogami, pa- 
górków i dtjłów jakby nie było. Wszystko byłoby dobrze, ale w tym 
bieda, że jej wszystko jedno, czy zwierz dziki, czy człowiek: za- 
strzeli myśliwca niby sarnę, położy, jak gdyby leżał od wieków. 

■) Szkoda, że baśni nie zapisano według prostego opowiada- 
nia ludowego, ale ozdobiono ją w rozmaity sposób; niektóre widocz- 
nie Bztticzne przydatki opuściłem. Zresztą wydaje mi się 
podejrzaną. 

WUiai, IX ze$z. 2 18 



274 



ADOLF CZERNY 



46. Dziwica. 



(Z okolic katolickicli). 

Stara niewiasta opowiadała mi w następnjąoy epoaób: 

„Babka moja była bardzo pobożną niewiaetą, tak pobożną, 
ie prz6z dzień cały nie kładła paciorków, które z Krnpki była 
sobie przyniosła* Pewnego razu szła % pola wieczorem, a było 
tookoło Św. Jana Chrzciciela. Pole legało bardzo 
daleko. Słońce już się schowało, i poczynało sie seiemniać. Bab- 
ka szła pomałn do domu. Naraz nj rżała trzy jasue. białawe 
płomyczki. Było to na poblizkiej łące, którą właśnie skoszono* 
Babka odraza wiedziała, co to znaczy; wiedziała, że tam pie- 
niądze grają. Dlatego nie chciała opaście sposobności 
ubogacenia się. Szybko wsnnęła rękę do worka, gdzie leżały 
nlnbione paciorki, i trzema palcami wzięła za krzyżyk. Przy- 
tym myślała sobie: „Jeśliby zły doch miał posiać na mnie 
Bwych służebników, nie mogą mnie szkodzić,'* Poszła więc ^a 
płomyczkami, które ciągle oddalały sie coraz bardziej ku gór- 
ce. Przed skałami naraz stanęły. Z orzech płomyczków zrobił 
się teraz jeden. Babka zbliżyła si^ ze Btracbem, nawet zasa- 
pana, i sypnęła na płomyczek troclię okruszyn chleba, które 
z woreczka wygrzebała^). Wnet płomyczek zgasi, i biedna 
babka nie wiedziida, gdzie się znajduje." 

Tn babka zatrzymała się i nie chciała opowiadać dalej* 
Na pytania moje, jak się z temi pieniędzmi skończyła, rzekła 
że historja ta ma dziwny koniec, I ręczyła mocno za prawdę 
tego, GO następuje: 

„Stałam samintka na miejscu, które mi było nieznatie. Przed 
oczyma mojemi wszystko migotało się i kręciło. Naraz otwar- 
ła się skała. Piękna młoda pani wj/Bzła z niej i kil- 
ka pięknych chartów postępowało za niąn Była ona bardzo 
pięknie ubrana, a czarne jej włosy zdobił złoty wianeezek. 
W lewej ręce trzymała broń; z tego poznałam, że to była dzi- 
wica. Uprzejmie kiwnęła na mnie prawą ręką, a ja kroczy- 
łam dalej, lubo bałam się wielce. Wzięła mii^ za rękę, mówiąc: 
»Eto ty jesteś, dziecię człowiecze? Pójdź, jejśli chcesz zabawić 



1) W okolicach katolickich powiadfiją, 
dze trzeba sypnąć trochę okruszyu chleba, a 
tam wykopiesz. 



że na grające ptenią- 
nazajutrz runo i^karb 



ISTOTY MITTCZNB 276 



BiC Da ttci echach uaszych. Mamy aroczystość na cześć gofici 
DAB^^ych praypoldnic." — ^Przypołdnic?*' — zawołałam bojaźliwie. 
„Tak, przypoldaic,- odpowiedziała dziwica, — ale nie bój się.* 
Po tym prowadziła mię do pięknych ogrodów, gdzie kwitły zło- 
te kwiatki i srebrne owoce dojrzewały, a dalej na wielką łąkę. 
Po drodze opowiadała mt, jak rozkoszne mają tntaj życie, że 
nie cierpią żadnej biedy i żadnego zmartwienia nie mają, tak, 
jak Indzie na ziemi. Na łące było wiele, wiele pięknych 
dziewcząt, jedoa piękniejsza od dragiej, a w środka siad- 
ła najpięknieJB^a z nich dziwi ca. Wkrótce przyszła dłngim 
szeregiem gromada przypoldnic z sierpami wrę- 
c e; te nie były tak piękne. Teraz dziwica zatrąbiła trąbą, 
t wkrótce przybiegło osiem pięknych dziewcząt ze 
błotem] dzbanami. Wszyscy tańcowali, potym nalewali z dzba- 
nów do szklanic, a nadto jedli najpiękniejsze owoce, jakich nie 
widziałam jaszcze nigdy, I ja też dostałam pió i jeść. Po 
chwili uatala zabawa, wazyscy położyli się i spali. I ja tei 
usiadłam na rogu skały i zdrzemnęłam. Skoro znown się 
przebudziłam, byłam o świcie na tym samym miejsca, gdzie 
wieczorem widziałam grające pieniądze. Wszystko znikłO; tyl- 
ko moje paciorki były. Od tego czasu niema jesieni, abym me 
znalazła kilku pi(jknych z a j ą c ó w albo kuropatw. W każ- 
dym takim darze tkwiła strzała, która ginęła za każdym razem* 
chociaż do skrzyni zamykałam. A często widziidam p r z y- 
p o ł d u i c ę; zapytywała mię, ale nic mi złego nie zrobiła, 
choó jej nie odpowiadałam." 

(Jan Cieśla w r^kop* „Serbowce" praskiej, XVI, 1861—62). 

Dziwica ma w tej baśni wokoło siebie piękne panny 
leśne, nad któremi panuje; są to istoty, odpowiadające leś- 
nym pannom czeskim, dziwożonkom polskim itd. 
O ^ieBoych pannach" w niektórych miejscach w Czechach są- 
dzą, że w noc świętojańską z innemi dachami leśnemi, 
a prócz tego z woduemi mężami, wyprawiają sobie tańce 
i ucztę wspaniałą^), właśnie tak samo, jak w baśni naszej 
opowiada się o dziwicy, pannach leśnych i przyp(^dnicach. Na- 
koniee dziwicę możemy przyrównać do w i 1 południowo-sło- 
wiańskieh, które niekiedy i ludzi strzi^mi zabijają'). 



*) Eoeztiiil^ Dioi Hda^ str. 3. 

*) Fr. S. Kraass, VoŁk8glaube und religidser Brauch der Sudsla- 
im^ sdr. 156. 



276 ADOLF CZEPNT 



B ź i wj a żon a* 

O dziwich ^.oskach^ podobnych do ^leśoycb kobiet/' albo 
^panieD lennych," o którycli w BąBiednicb Czechach tak wiele 
bają, u Serbów ła^yokich mówi się bardzo mało. Zoane mi Bą 
tylko dwie baśnie (lerbo-łużyckie (obie z Łnżyc Górnych Bae 
kich), które można podciągnąć pod tę kategorję *); w jedoej 
dziwja tona to samo imi^ nosi, w dr agi ej jest pomieszana 
z przypołdnicą i tak się też nazywa. I w owej drugiej 
baint bezwątpienia jest mowa o zdziwi ej żonie," ponieważ to, 
co sic tam o niej powiada, całkowicie zgadza uię z bai^niami 
cseBkiemi o leśnych niewiastach. Że pomieszano ją z poładnicą, 
nic dziwnego; wszakże obie te istoty są sobie pokrewne^ a nad- 
to n Serbów łnżyckich o przypoldaicy mówi się tak bardzo 
wiele, ie niema dziwa, gdy Serb miesza rozmaite istoty po- 
krewne. Dlatego te^ w drngiej baini nazwę ^przypoldnica** za- 
stąpimy wyrazem ^dziwja żona/' 

47. D ź i w t a żona. 

Pomiędzy WoBtaezecami i Wielecinem przy 
drodze znajduje się bagno źródlane albo studzienka, któ- 
ra nigdy nie zamarza. Tam niegdyś b i a 1 a dziwią 
tołia pić przychodziła z P i c h o w a i ^^poprzacsną ścieżką'' wra- 
cała potym na Pichów, gdzie nocowała na kamienia, podobnym 
do łoża posłanego. Często ludzie Błyszeli, jak ta niewiasta wo- 
lała: „Wiecznie głodna!'' Raz spotkała jedną dziew- 
ezynę i prosiła, aby ją po głowie głaskała. Za to 
wsypała jej do fartucha kupę liści. Dziewczyna wzięła liśde» 
ale odchodząc, wysypała je na ziemię, ponieważ liści za 
zapłatę nie uznawała. Atoli w doma epostrzegla, że na fartu- 
chu uwiązł listek, aten listek był szczerym złotem. 
Spiesznie pobiegła szukać wysypanych liści, ale już ich znaleźć 
nie.mogła* 
V- (Mich, Eostok, Mlsacny PHdawk, 1858, Btr. 8)*)- 



>) Dotycłiczasowi badacze mitologji serbo -łużycki ej nic o niej 
nie piszą: u Smól era, Szołty, Pfnla, Haupta, Schulenbnrga itcJ. nic 
o niej nie czytamy. 

^) Pierwszą część tej baśni podaje J. Koszti^l w artykule 
swoim DiPi iidi^ („Program gimnazjom w Nowym Bydiowie'' 1889), 



ISTOTY BnTYOZNB 277 

Pr2j drngiel cs^ści tej baśni przypominamy sobie badń 
Haapta ze zniemczonej wsi górno-łnżyckiej Sobołska (Zoblit^) 
Buschweibiein Idssi sich kdmmen (str. 48). I „leśni żeny*' 
czeskie płacą ludziom (dziewczętom) za ich asłagi liśćmi, które 
potym w złoto się przemieniają. 

Goś podobnego opowiada się w następującej baśni: 



48. Niewierna prządka. 

Jednym z najpiękniejszych parków w Łażycach serbskich 
jest park pański w Łoskn pod B a k c a m i, znany ludowi pod 
nazwiskiem , szańca/* ponieważ są w nim dwa grodziszcza: Łusż- 
czanskie i C^rniowskie, które Serbowie z niemieckiego nazyV 
nają ^szańeami." W tym parka pańskim jest kilka małych łą- 
czek i na jednej z nich przed mniej więcej 120-tu laty uboga 
dziewczyna, pasterka na dworze, pasła krowy i zarazem, jak 
lo w dawniejszych czasach było u Serbów w obyczaju, przę- 
dła na wrzecionie. Była ona dziewczyną uwiedzioną i miała 
przy sobie małego, mniej więcej ośmioletniego synka. Naraz 
przystąpiła do niej dziwią żona i spytała, czy nie chce 
nprząśó dla oiej trochy przędzy. Skoro pasterka się zgodziła 
na to, dziwią żona oddała jej kupę pakuł, ale ostro jej zapo^ 
wiedziała, aby z pakuł lub uprzędzionego przędziwa nie ważyła 
iię przywłaszczyć sobie ani kawałeczka, lecz wszystko wiernie 
oddała. Potym oddaliła się, i pasterka prząść poczęła. Gdy jui 
robotę swą w połowie ukończyła, przybiegł do niej synek ze 
skargą, że od jednego rękawa swej koszulki zgubił zapinkę skó- 
rzaną, jakich Serbowie naonczas do zapinania koszid używali. 
Pasterka, nie mając nic złego na myśli, oderwała niteczkę 



Da str. 2, mylnie jako baśń czeską (wziąwszy, {jft 
z czasopi^mn Obrazy zwota^ 1862, nr. 1): „Niedaleko Wielecina prz^ 
tlrudze Jest źródełko, które nigdy nie zamarza. Tutaj podobiio dzika 
niewiasta wieczorem przychodziła pić i wracała do lasii, ^dzie rió^ 
eowala na kamieniu, podobnym do łoża. Podobno przechodnie sły- 
szeli często, jak dziwożonka wołała: „Wiecznie głodna!" Jest to 
baśń eerbo-tui&ycka słowo w słowo. W Czechach niema żadnego 
Wielecina. I chugą część podaje pomiędzy baśniami c z e s k i e m i 
na atr, 4* {Obrazów zioota nie mam pod ręką, więc nie wiem, w ja- 
ki apoaób baśń nasza przytoczona jest w artykule J. Swatka Ziom- 
ka z dćmcnóiogic 6e8k^, 



i 



378 



ADOLF CSfEEftr 



£ aprzęd^iODago przędziwa i Ewiązała nią rękawek koszulki, 
Wtym stanęła przed nii^ dziwią żona, wy łajała ją za niewier- 
ność i zażądała od niej natychmiast nprzęd^ionego przędziwa, 
a zarazem pozostałego mategało. Potym rzekła do niej: „Roz- 
łóż fartuch, masz in zapłatę!'' Do rozpostartego fartncha sypnę- 
ła jej garstkę unchych liści i znikła przed oczyma niewiernej 
prządki. Ta rozgniewana, wnet wysypała otrzymane liście 
na ziemię, cóż bowiem miała z tym rohić? Gdy wieczorem roz- 
bierała aic w domu i odpinała Jitanik, który naouczaa daiew- 
ezęta serbskie nosiły na piersiach^ usłyszała, że coś twardego 
& brzęczącego npadło na ziemię. Szukając znalazła — czerwo- 
ny zł o tyl Teraz przyszło jej na myśl, co miały w sobie 
owe suche, od dziwi ej żony otrzymane liście, z których jeden 
IJstecKek wpadł za stanik, i że było to s 7/C z e r e złoto. Wnet 
pobiegła do szańca, aby pozbierać porsaucoue liście, ale darem- 
nie ich sznkała,— wszystko zginęło: dziwią żona już przedtym 
je pozbierała. 

[K. A, Jencz (z D), Łulica, 1887, str 32]. 

Obie baśni są zapisane na samym połuduiu Łnżyc Gór- 
nych saskich, a za tym w tyeh samych stronach, gdzie opo- 
wiadają o ^dziwicy.'* Wskazałem pokiewieóstwo d z i w i c y 
z dziwemi żonami, W oddziale Lnłki podałem także porówna- 
nie dziwyeh żon czeskich z latkami, a z tych ostatnich z nie- 
mieckiemi Buschweibehen^ Holzweibchen itd,, 
o których też wiele prawią w zniemczonych Lużyeacb* Z tego 
porównania „dziwią żona^' serbo-łnżycka jaśniejszą się etanie. 



Przppoldnica^ Serpownica. 

Frzypołdnica i serpownica są to it^toty pokrewne sobie, ale 
jednak nieco różne; ponieważ są blizkie sobie, czysto je z sobą 
mieazano. Różnicę pomięd/.y niemi wykażemy niżej, przedewszyst- 
kim zaś chcemy podać i objaśnić nazwy ich i i^tot pokrewuycb. 

Pierwsza istota nazywa się po górno-łużyckn pTipoMnica 
po ^KAxi^'\xit^^\k pHzpoldnka, Formami djalektycznemi są: >Srł- 
folnica^ pHpalńca^ ćifoldnica^ cŁzpoinica. Ponich *) zna także 



*} Xmu9. mnaiĘtchrifi, 1797, gtr* 744. 



ISTOTY M1TY0ZNE 279 

formę liczby mnogiej pri^ołmiki^). Wszystkie te uazwy widocz- 
nie mają związek z wyrazem p o ł d n j o (południe), — istota owa 
dlatego tak się nazywa, ponieważ ukazuje się w południe. Por. 
czeskie „polednice/ polsk. „południca, przypdudnica, południów- 
ka.'' Fałszywie wyraz ten wyprowadzidi od »pole'' (Feld) \ 
Haupt (str. 78) i Yeckenstedt (Verh., 1877, str. 25); w całych 
Łużycach wymawia się /, nie / (uclio niemieckie nie słyszy 
różnicy pomiędzy dolnołuźyckim ł i 1). 

Nazwa drugiej istoty wyraźnie wskazuje, ie była ona 
uzbrojona sierpem. Słychać ją tylko w Łużycach Dolnych, 
w Górnych jest nieznana. QłówUe jej formy są: 1) ser- 
pownica (Żylow, Skjarboszc, Oohoza)*), serpowina (Jordan, 
Ćas. Mać. Serb., 1876, str. 75); 2) serpjelbaba (Brama), albo 
serpja baba, także serpawa baba (Górna), wreszcie 3) ser- 
paiyja^) (serpja śyja?) (Smogorjow, Schulenburg), serpyiy- 
ja fZwahr w słowniku, Yeekenstedt), serpjeHyja (Bórkowy*). 



1) Yeekenstedt (Verhandl. d. Beri. Anthrop. Oes. 1877, str. 
25) zna także „d o p o ł n i c u" (die Yormittagsfrau) i „w o t p o ł- 
n i c u'' (die Nachmittagsfrau). Z innych zbieraczów nikt ich nie 
zna (nawet Schulenburg); ja także nigdy o nich nie słyszałem. 
Tylko u Gh. Rnauthena znajdujemy pierwszą nazwę w następują- 
cym zdaniu: „Der Feldg5tzen oder Geister waren zwey, P s c h e s- 
p o I n j i t s a, der Geist, der den Yormittag regierte, und D o p- 
polnjitza, welcher den Nachmittag sein Wesen hatte." Derer 
Oberlausiłzer Sorberwenden umsidudliche Kirchengeschichte^ 1767, str. 
28. — Podobną formę jak „pripołnijki" (która według słów Po- 
nicha oznacza istotę żeńską) ma Schulenburg, W. Yolkstkum, 46: 
,,Podpołnice sollen ludki des Mittags auf dem Werbener Fel- 
de (bei Burg) ge wesen sein. Man musste sich in Acht nehmen, 
weil sie eiaem etwas anthaten.** (Bórkowy). Atoli dodaje: „ganz 
Ycreinzelt.** Jest to pomieszanie z lutkami. Yeekenstedt (str. 56) 
zna także męskie „Die Pśezpolnicer;*' o nich kilka słów zapisał 
w zniemczonej Starej Darbni, utworzył sobie z zepsutego niemiec- 
kiego „Die Pśezpolnicer** serbo-łużyckie „pfezpołnicar"* (pojed.) 
i z tego wyprowadza nazwę „pfezpołnica" (przez wypuszczenie koń- 
cowego r')\ Zob. Verh. d. Beri, A. G,, 1877, str. 24. 

^) Haupt obok tego od „połny,'* „połnić" (forma wymyślona). 

') Yeekenstedt str. 109 pisze fałszywie „serpolnica." 

*) H. Jordlin, Ć. M. S., 1876, str. 20. 

®) K. W. Bronisz sądził, że ^Śyja" jest właściwie „źeja," 
żniwiarka („Yerh. d. Beri. Anthr. G.," *1877, str. 24). Taka zmia- 
na i zam. z na początku zgłoski jest niemożliwa. U Schulenburga 
( W. Yolksthum, 45) stoi: Die pfezpołdnica sagte: „8 e r p 
a śyju.** Sie kam tiberall und sagte: „Serb a baba." Jest to 



L 



380 



ADOLF OZERirr 



Bardzo iz&dko słyszy A\q także pHierpańc (r. męs., Schnlenburg 
% Żjlowa; ^poserpBĆe* a Yeckeaiitedta), zamiast „serpownica" ^> 
Przejrzyjmy teraz podania o każdej z obu istot osobno. 
Frtpoidnica (prezpołduica) pokaznje się ludziom, któ- 
rzy w po łn dnie rabią na polu, albo wogóle chociaż pozostają 
na polacb. Przychodzi ona tylko latem, wedlag niektórych 
tylko w czaicie żniw-) i przy pogodzie sło- 
necznej^ gdy niebo jest zachmarzone, albo 
gdy wiatr wieje^ przypołdnica nie chodzi^). 
Czas, w którym się pokazuje i moc swoją wywiera, oznacza się 
w rozmaity sposób. Niekiedy jest tylko wzmianka, że przy- 
chodzi w południe około 12-ej i źe przez godzinę dręczy 
człowieka. Najwięcej wierzą, iż ma moc swoją od 12-ej do 
l>ej, ale niekiedy mówią także, iż pannje od godz. 12 do 2-ej 
(Bolborce, por. Szołta, Smoler). Rzadziej oznaczają jej godzinę 
od ll-ej do 12 (Zaspy; por. 8chtdenburg, IV. Yolksthum 46, 
W, Yolkssagen, 89). 

Skąd przychodzi, albo gdzie przebywa, po większej części 
nie mówią; dopiero na zapytanie moje Indzie mówili mi nie- 
kiedy, że przychodzi % 1 a jh u^); najczęściej mi odpowiadano, 
źe przychodzi aieapod/ianie, lak, iż nikt nie spostrzeże, skąd 
przyszła. Bardzo jest zajmujące to, co Srezniewski pod tym 
względem zapisał: przypułdnica podobno wychodzi z lasQ| 
albo przychodzi z tamtej strony rzeczki i siada 
naprzód na brzegu, potym w cieniu drzewai do- 
piero po chwili przycihodzi do żeńców i żniwiarek na pole. 

Co Bię tyczy postaci, Serbowie łużyccy wyobrażają so- 
bie przypoidnicę prawie bez wyjątku jako wielką, starą 



najpewniej reminiscencja dolno-lużyckiego „serpasyja" i tłumacze- 
nie ludowe jej nazwiska. 

^) Ze zniemczonej wsi Kamienny (Steinkirchen pod 
Lubnio wem) Schnlenbnrg ( W, Volk&th. 66) ma nazwę s e r p e 1; ale to 
nie ma dla nas znaczenia, gflyz u Serbów nigdzie się tak nie mówi. 
Z tego nie moitemy wyprowadzać polnego demona męskiego, za ja- 
kiego chce nphodzić Berp Yeckenstedta (zob. niżej). 

*) Srezniewski: Widywano ją w porze letniej w dni żniwa. 
Żiw, Star., \l, 59. 

^j Wierzą w to w Łiiżycach Górnych. Por. Smoler II, 269. 
Ćat. M. S., 1S4B, str. 22L Haupt, 77. Szołta, Łnzican, 1876, 168. 
Pful, Łuzica, 1887, Bti\ 70. Sreisniewski, Żiw, Star. II. 

*J For. YeckeiLstedt etr. 1 07, nr. 10. 



ISTOTY MITYCZNE 281 

niewiastę w białej szacie, po większej części 
w sierp uzbrojoną. 

W Zagorjn mówiono mi, że przypołdnica była „talia bia- 
ła, wysmukła bab a.'* Przezpołdnica była wielka, 
dło^a, cienka i biało odziana, mówi Schalenbnrg 
( W< Volkssagen, 89). Smolcr i Szołta takie ją opisują jako 
wielką kobietę. Że ją Ind sobie wyobraża jako wielką 
niewiastę, okazuje także Indowe wyrażenie przysłowiowe: n'^yś 
taka dłaga, jak czezpołnica" (z Jabłońca) ^). Prze- 
ciwną temu mam jedną notatkę z Nowej Łuki: j,Przypołduioe 
były to małe kobietki.*^ 

Że Bcbie ją wyobrażają obydną, to okazuje inne wyraże- 
nie. W Bórkuwach podobno mówią dziewczynie rozwiązłego 
życia; „Ty tak wyglądasz, jak ta przezpołni- 
c a (Schalenbprg, W, Yolksikum^ 45). 

Lud częstokroć powiada, że była ona kobietą starą, ba- 
bą bardzo niemiłego, nawet groźnego spojrzenia, jak okazują 
np, wyżej położone słowa z Zagorja. Z Bolborc mam wiado- 
mość: „Przypołdnica ma najczęściej postać kobiety siwej, groź- 
nej." Z Bobolc (Ł. D.) podaje Scbulenburg ( lVendische Yotks- 
sag€n^ 89): Podobno była ona starą, siwą kobietą. 

Zwykle oosi sierp, to w ręce, to pod pachą, to na dłn- 
gim kiju przez ramie, to w koszyku^). Niekiedy nosi wałek 
lnu w ręee (Bolborce). W niektórych jednak stronach nie mó- 
wią, żeby z sierpem chodziła (Spale). 

Od tego, co napisaliśmy właśnie o postaci przypołdnicy, 
całkowicie odstępuje opisanie Srezniewskiego, który mówi, że 
pri^ypołdnica była wysoką, bardzo piękną panną 
w białej szacie; siedząc pod drzewem, podobno czesze sobie 
w ł o s y^ pot z czoła ociera i jakąś smutną pieśń 
śpiew a^). To opisanie Srezniewskiego jest całkiem osamot- 



') I Polacy wyobrażają ją sobie jako wielką, olbrzymią ko- 
bieta: „DiiWDJ hyły takie słusne kobity (południce), teriby było 
śtyry z jedny." 3t. Ciszewski, „Lud roluiczo-górniczy,** 156. 

*) Przezpołnica była ubrana po niemiecku, stara 
baba z koszem^ w którym leżał sierp (Żylow). Sie trug die Si- 
eheh auge^chlagciii an einer langen Stange, Uber der Scliulter. (Scbu- 
lenburg, W. Voik»thum, 45). 

*) Wychodzi wysoka, piękna dziewczyna, cała owinięta 
w cori białof^o... Siedzi i włosy rozczesuje i pot z twarzy ociera 
i jaką^ smutEą pieśń śpiewa. 



m 



ADOLF C7.EBNY 



010116) gdyż wszędzie teraz wyobrażają gobie pr^ypoldnieę jako 
starą kobietę. Najczęściej mamj ta zajmujące pomieszauiG z po- 
krewną dziwicą i dziwt^mi żonkami, co zdaje się wBkazywać 
także baóń nasza „Dr-iwica," gdzie mówi aię również o prasy- 
pofdnicacfa, jako o pięknych stworzeniach niewieścich *), 

Ten, którego przypołdnica zastanie w południe na poln, 
od tej chwili jest w mocy tego demona i nie może się (po więk- 
szej eisęści) oddalió, póki nie wybije godzjnai w której ta traci 
moe swoją i odejść musi. Przez cały ten czas (godzinę albo 
dwie) masi jej odpowiadać na liczne pytania (zwłaszcza 
o oprawie Inul i coś jej opowiadać. Do natrętnych pytań przy- 
połdnioy stosnje się wyrażenie przysłowiowe: „On (ona) py- 
ta jak przypołdnica* (Smoler, II, 204); tak mówią 
o tych, którzy naprzykrzają się pytaniami. Jeszcze częściej mówią, 
że ten, do którego przyjdzie, musi godzinę (dwie godzi- 
ny} opowiadać ojednej rzeczy bez przestan- 
ku, W niektórych stronach mówią, że przedmiot, o którym 

^) Tntaj wspumnimy następującą baś6 n Habenana {Der 
Sprtemold^ 130, wydrukowana także u Yeckenstedta, str, 107, n. 13): 
W Strzadowie i Zusisowie (L. 1),) jest mowa o białej pani, 
która nfekicdy pokazywała śiił^ w południe na po]ir, ostatni raz w r. 
1811, Wtedy jedna kobieta pelhi len iia polu; naraz uiłlyszahi bar- 
dzo piękny śpiew, jakiego jeszcze nigdy nie była styaza* 
la* Obejrzawszy się, ujrzała dziwnie piękną kobietę 
w białej aaacie, która na grzbiecie nioshi wałek lnu. Prze- 
szła blizku niej i zginęła w j^ c e t w i u i e o 1 e z o w e j na 
brzegu rzeczki fitrzadowskiej. — W baśni biała pani nic nojii nazwy 
^przezpolnicy" albo „serpownicy," aczkolwiek ma właśnie niektóre 
jej przymioty (pokazała sie w południe, nioala wałek lnu); nie mo- 
żemy jej za taką poczytywać, j^dyż przciizla tylko spokojnie, nie 
robiąc w^ymówki kobiecie, że w południe na polu robiła. Okazuje 
tym sposobem całkiem inny cliarakter, i raoźemy ją raczej zaliczyć 
do dziwycfi (leśnych) żonek (te lubiły także przędzenie lnu i śpiew 
i pokazywały się w południc}* Czymś podobnym jest biała p a- 
ni, o której l^abenan zapisał kjlka słów w (prawic) zniemczo- 
nych Ohóricacb (L. IK). Ta podobno pokazuje się zawńzc na 
św, Jjina Chrzciciela i we „dwanascio nocy ' (pomiędzy Bożym Na- 
rodzeniem i Trzema Królami) z sierpem w ręce, w wian- 
ku ze a ł o m y na głowie, idąc cicho przez pole. Nikomu ni- 
gdy nic złego nie zrobiła. O której godzinie się pokazuje, nie mó- 
wią {D^ Sprmwald, UO; także u Veekenatedta, str. 107)* Co 
Vecken&todt mówi, mianowicie, że przypołduiea miała na głowie 
aierp mocno przyrosły (!), jest fałszem wymyślonym* 1 to 
także, ze była koamata i miała nogi końskie, coby Ją do grabów 
zbliżało, nie Jest znane (str. lOti), 



1 



F 



iSTOTt MITYCZNE 283 



chce m4^vid, mote byi iakikolmek, źe jednak załapany zwykle 
o lnie mówić poezyna, pontewai najdłnźcj udaje 8ic mówii 
o jego nprawift i robieuin /> niego płótna (Ntemicszk, Hory 
i iii.)» Gd^ieJudziej xnowu mówią, źe mud godzinę powiadać 
o tej robocie, którą władnie robi (HkjarboszCi 
Worklece i in.l ^), Inni znowu mówią, że przypoldnica chee, 
aby jej powiadano o upTfiwie lun, o przędzeniu 
i robieniu płótna iSinoIer, S^ołta, Pfiil; zob, niżej n, 54). 
Przebiegle kobiety i dziewczł^^ta mądrze opowiadały oswoją rzecz 
pomału i przeciągały, < zęsto dodając słowa: „Tak, ze lnem jest 
bardzo, bardzo wielka bieda/' Takini potym przypoldnica nie- 
raz powlaflala: ^Ciebie czart rozama nanezyl!" — poczym nikła. 
Podajemy in przykład takiego powiadania: 



49. Z „grona'' (rozmowy) o lnie* 

Pewnego ra^n młoda kobieta przeczekała połu^ 
dnie oa polu, i przyszła do niej przypoldnica, chcąc jej neiąó 
sierpem glow*;. Gdy młoda kobieta gorąco prosiła o da- 
rowanie jej źyeia, przypoldnica wy.^iluchala jej prośijy z tym 
warunkiem, aby całą godzinę o jednej tylko 
rzeczy opowiadała. Kobieta opowiadała o lnie i tym o'^aiila 
sobie życie. Jej „grono" (pouiadanie) było mniej więcej na- 
stępujące: 

^Jnt jesienią wieśniak najlepszą rol<^ na len wybiera, pod- 
omje i włóczy, aby od wszelkiego cbwastn oczyścić. Skoro 
śnieg stajał i słońce podnosi się wyżej, pierws/.ą robotą na roli 
jest kopanie jej pod len. Skopana rola rozgrabuje się drobno 
grabi anii żelaznemj^ a gdy stanie się gładka i równa, jak kle- 
pisko, obsiewa się najlepszym i najca&ystszym nasieniem. Młode 
dziewczi^ta na całym wagonie krok za krokiem nasienie w zie- 
mię wdeptują i nie zatrzymują się aż na drngim końcn. Len 
wkrótce wypnszcza pierwsze kiełki, ,, wschodzi/' ale mrozy ^vio- 
aenne są ostre, i kto z siewem nie wybrał się we właściwą po- 
rę, Łemn len zmarznie; Iny wcześniejsze są krótsze. 

Piękna wiosna płynie, kartofle są poBadzone, siew wiosen- 
ny dokonany, pilna gospodyni śpieszy z dziewkami na pole, len 



*) ,..Wot togo Mła, ako równo ićłaju, ćełu goźinu li ulico waji, 
(Skjurboazc). For, także badii nr. 53. 



384 



ADOLF GZEBNT 



musi być Bpielony, a wszelkie chwasty pilną ręką % korzemanii 
wyrwane. Wkrótce len kwitnie i wielka radość panuj e, gdy 
pogoda sprzyjała i łodyga wielka wyrosła. 

Nastały żniwa, len dojrzd;, a chwilami przy raaoej rosie 
i w deszczu mąż i żona, syn i córka, kopią lea i wnet na roli 
rozkładają. Za długo leżeć nie może, gdyż nasienie mogłoby 
wysypać się z główek, ale ninsi w sam czas się przewrócić, ze- 
brać, związać w wielkie snopy i zawieźć na gumno do doma. 
Międlica zębata, żelazna, całe lato odpoczywała na atrychn, ale 
teraz mnsi ifić do roboty. Qospodarz ją dobywa, przypasuje 
w gnmDie do ławy, siada sam na niej i rozpoczyna teraz międ- 
lenie; główki międlone sypią się na ziemię, a skoro ich jest 
doóć wielka kupa, młócą się i wieją, i piękne nasienie można 
sypać do worków. Czy je gospodarz sprzeda? O nie, potrzy- 
kroć niel Parobek pójdzie raz na tydzień do olejarni, bo ma- 
kuchy są wyborną karmią dla bydła, a olej lniany potrzebny 
jest domownikom, jak chleb powszedni. Kartofle kładą w nie* 
go, sałata i ogórki z nim się zaczyniają. A ktoby chciał jeU 
pożywne „bundele'* ^) bez oleju? a komuż sir.akowałby placek^ 
gdyby na nim dosyć oleju nie było? A skoro masło sprzeda 
się w mieście, skibka chleba z olejem jest bardzo dobra dla 
dzieci. 

Skoro len jest zmiędlony, wiąże się w snopki i walki, za- 
wozi się gdzie do rowu, aby tam mókł przes tydzień, ponieważ 
to szkodzi rybom, i dlatego jest zakazane; trzeba s-^ybko poli* 
cjauŁowi zamazać oczy masłem, tłnozem i innem i taktemi rze« 
czy, a już potym on nie nie zobaczy. Len dobrze wymoczony 
zwozi się gdzień na rżysko, a tam go gospodyni i dziewki roz- 
stawiają co krok od siebie; każdy snopek w dolnym końca roz- 
kłada się jak wianek i tak stawia na ziemi; powrósło jest na 
górnym końcu. Po kilku dniach trzeba len „suwać;' powrósła 
zsuwają się niżej, aby górny koniec dobrze wysechł. 

Już jesień się zbliża. Kobiety w Łużycach Górnych kładą 
len do pieca, w Dolnych len wprzódy jeszcze się obtlukaje bi- 
jakiem drewnianym, po północach na pieńku len się bije, aby 
zmiękł, i potym dopiero kładzie się do pieca, aby się wysuszył, 
W Łużycach Górnych len »eierlą,*' a także we wszystkich 



I 



^) Kule z bardzo gęstych jagieł w liściach buracssanycb, po 

górnu-łużycku: hołbje (gołębie). 



ISTOTY MITYCZNE 285 

wsiach Dolnych al do Gołkojc „len cierią," ale prawa Dolno - 
serbka go „obtłnkDJe^^ a czyni to w taki sposób: w lewą rękę 
bierce garść Inn wj&nssonegOy a w prawą gładką łopatkę, i po- 
tym bije w len n& Btojąeej desce tak dłngo, dopóki wszystkie 
paździerze nie odpadną, (łdy kobiety w towarzystwie len cierlą, 
podobnież ich około pięć Inb sześć naraz „obfiaknje/' Niektóre 
g&rioie zręcznie wiąią się w zwitek, i taki len się ehowa. 

Wiatry zimowe wieją po pustych zagonach. Oospodyni 
idzie na Btrych, aby ^czesać^ len na ochlicy, pakoły spadają na 
ziemię, a dobry len ma w ręku. Skoro pakuły dobrze się wy- 
trzęaąj przygotowuje się kądziel, a piękna dziewezyna idzie na 
prządki oa weeolą zabawę, gospodyni zaś przędzie w domu 
osobno. Nazajutrz wyszukuje się „motowidło,'* i pilna ręka 
mota z kołowrotków i z wrzecion zawsze po 40 nit^ do pas- 
ma, z 20 pasm jeBt „motek,'' z 15 pasm ma ,y półtorak/' a z 10 
pa^m pakułowego jeden motek. Sześć motków idzie na sztukę. 

Po zapustach przędziwo musi być gotowane, myte, powie- 
szone i Buazone, trzepane i skręcone, zwinięte na krosna i przy- 
kręcone. Kiedy się „niespiech^ wypędzi^), matka albo córka 
siada do krosien i robi, rzuca czółenko od jednego boku do dru- 
giego, depcze nogami i związuje, gdy nitka się zerwie. 

Pracowita ręka nie ustaje, chociaż i czółenko opadnie, al- 
bo płocha się zbije, albo sztryk się zerwie, póki płótno nie bę- 
dzie gotowe. Strzępy na końcu odcinają się, płótno zdejmuje 
z krosien i pętelki się zawiązują. Zima przeszła, trawnik się 
już zieleni, i gospodyni moie płótno rozłożyć i bielić...'' 

Na wieiy wybija godzina pierwsza! Przypołdnica znika: 
odpędziły ją ręka pracowita i mądre usta. 
(H, Jordan, Luziia, 1888, str. 77). 

Tak przypołdnica dokucza zwłaszcza kobietom i dzie- 
ciom. Najczęściej przychodzi do młodych kobiet, któ- 
re mają w domu małe d z i e c i, szczególnie do p o- 
ł o i o i e, gdy w południe na polu praci^ą. Nadto pokazuje się 
ludziom, k t ó r z y nie mają czystego sumienia. 



^} Zobacz o tym w oddziale Kubo2cik, 



^ 



286 ADOLF CZEHNT 



50> Przypołdnica i położnica. 

(2 Niemieszka). 

Niech iadna p o ł o 2 o i e a nie zostaje w południe na po* 
lu. Pewnego razu jerlna została na dworze* Wtym przycho<]zi 
do niej ^czezpolnica/' Zawsze jej powiadano: ,,JeAIi mo/^esz go- 
dzi n*j opowiadać, ezezpoloica nic ci zrobić uie raoże/' Położ- 
nica właśnie pełls len i poczęła opowiadać jej o lnie, jaka 
to z tym lnem robota. Powiadała jej: „Tak, z tym luem 
wielka robota. Najpierw rola niech będzie przygotowana^ 
potym gnój wywieziony, a potym rola zorana, a po tym len za- 
siany, a potym spielony^ a potym wykopany, a potym rozłoio- 
ny, a potym podniesiony, a potym międlony, a potym znowu 
wyniesiony i rozłożony, a gdy aię odleży, potym znowu zebrany 
i w enopy wiązany, do pieca wtykany i suszony, a potym ła- 
many, a potym tłuczony, a potym czesany, a potym na kądziel 
włożony, a potym przędziony, a potym skręcany, a potym enu- 
ty, a potym nawijany i tkany, a potym bielony, a potym kra- 
jany, a potym szyty, a potym moźeaz się juz chyba tylko ubrać/ 
Ka tym godzina minęła i przczpołdnica opuściła położnica* 

(E. Muka, Łuzica^ 1889, str. 79). 

51. Przezpołdntca w Załużu. 
(Z żarnowa, w Ł. D.) 

W Z a ł ż u (Załużn) kobieta pozostała w południe na 
polu przez zapomnienie i przyszła do niej czezpołnica i pytała 
jej, co tam robi. Ta mówiła, że len piele. Czezpołnica pytała 
jej znowu, czy nie wie^ kiedy powinna być w domu. Kobieta 
jej mówiła, że uie słyszała dzwonienia, i pytała, czy to jni 
istotnie lak późno, Ta zaS jej mówiła: ,,Ta godzina już dawno 
nadeszła!" — i poczęła rozmawiać z nią, aż minęła godzina i ozez- 
połuica znikła, 

(K Mufca, Łuzica, 1889, str. 61). 

TegOj kto nie może odpowiedńeć na wszystkie jej pyta- 
nia, albo przez godzinę (dwie) opowiadać o jedoej rzeczy, za- 
bija, lub w rozmaity sposób karze. Haupt ze zniemczonej 
wal Dzieżów (Diebse) przytacza podanie, gdzie jest mowa o mło- 
dzicńcn, którego przypołdoica na śmierć pytaniami 
zamęczyła, ponieważ oie miał czystego sumienia. Miano- 



f 



ISTOTY MITTCZKB 287 



wicie w połndDie siedział przy swej narzeczonej, która spała 
w trawie, i przemySIiwał, jakby ją sprzątnąć, żeby nie potrze- 
bował żenić eic 7, nią {Sagenbuch, str. 78). W Łnźycaeh Gór- 
nych mówią, ie temu, kto nie może odpowiedzieć na jej pyta- 
nia^ k ark sk rę c a^), albo mu gło w ę całk iem nrwie, 
a co najmniej przyprawi go o ciężką chorobę, z wiel- 
kim bólem głowy połączoną. Niektórzy (w Łnżycach 
Górnyełi] wierzą, t^ spotkanie się z przypołdnicą (podobnie jak 
% dziwicą) zawsze ściąga chorobę, a na trzeci dzień ómierć 
(zob. wyżej str. 127). W Łnżycach Dolnych mówią, że tego, 
którego nie zabije na śmierć, przynajmniej okaleczy (Schn- 
lenbarg, W. Yolkssagen^ 89)» Najczęściej mówią, że temu, kto 
jej nie zadowoli odpowiedzią, głowę sierpem ncin a; 
niekiedy zdarza ^ię, iż człowiek się nie spostrzeże, gdy ma 
zlyłn głowę ntnie, nie zadając mu wprzódy pytania, 
albo nie żądając^ aby jej coś opowiadał (zob. niżej, nr. 54). 
Gdzieniegdzie bają, że zapóżnionego i nieodpo władającego dii- 
8 i, w pierś nderzy i przez to życia pozbawia^), albo też, że 
go p o i r z e tak, iż nic więcej po nim nie zostanie prócz odzie- 
Dia^). Baśń, niżej podana, nr. 53, powiada, jak pewnego razu 
przypoMnica młodego owczarza i stado jego w kamienie 
zamieniła. Marja Nykowa z Zagorja opowiadała mi: ,, Jedna 
baba usnęła na połn o godz. dwnnastąj. Gzezpołnica odcięła jej 
całą szwabicę (spódnicę) od brzucha. A gdy potym 
kobieta obudziła się, szwabica z niej spadła.'' Schulenburg po- 
wiada, że raz przypołdnicą głowę koniowi pożarła; to jednak 



^) A takie i temu, kto przed nią ucieka. W zniemczonych 
Kuzłaeh (Kosel, pod Kamieficem) przypołdnicą przyszła do jednej 
kobiety, która była z dzieckiem na polu. Kobita ze strachu dziec- 
ko wzięła na rękę i chciała uciekać. Przypołdnicą kark jej skrę- 
ciła, tak, iż wieśniaczka z dzieckiem padła martwa na ziemię. 
Haupt, Btr. 78, 

*) Gdyż nie mógł już więcej opowiadać, przypołdnicą w pierś 
uderzyła i tym sposobem zabiła. Ten człowiek miał lekką 
śmierć. {Z Nowej Łuki). 

') Gdy jej kto nie może opowiadać przez całą godzinę, po- 
wala ^o i pożera, (Z Roholni). Porówn. także nr. 52. I Schu- 
lenburg, W. Voiksihumy 46: Die P. łiat auch Leute aufgefressen 
(Brama). I w gub. Archangielskiej grożą dzieciom: „bo cię połud- 
nica z j el*" Afan, FotU wozzr., III, 137. 



388 



ADOLF CZERNT 



wydaje mi się pomieszaDiem z grabami^). Tataj mażemy podać 
następnjąee baśnie. 



52. Ż o w k o w y. 

W Popojcach jedno pole ma nazwę „Źowkowy/' a to 
dlatego: ^Niegdyś szły trzy dziewki tam na pole i pozostały na 
dworze przez południe. Zginęły one, i nikt nie dowie- 
dziid się, gdzie się podziały, i żadnego śladu po nich nie zna- 
leziono. Pole to zowią „Źowkowy'' (dziewezęee) aż do dziataj. 

(H. Jordan, Cas. Mać. Serb., 1876, str. 20). 



58. Stado kamienne. 

Tam, gdzie się idzie z Jeiowa do Niemskieb Paźlic, przy* 
tyka do drogi stare p o 1 e, które jnż od lat sta leży pustką. 
Znajduje się taro mnóstwo rozrzuconych kamieni, a na ntijwięk- 
szym w pośrodku jest wykuta postać mężczyzny, Ludzie po- 
wiadają, że te kamienie były niegdyś stadem owiec, i że pasterz 
ich podobno w postaci kamienia śpi pomiędzy niemi. Lnbił on 
wypędzać białe owieczki tam na zielone, zarosłe trawą pólko 
i siadał wśród nich pod starym dębem, który tam stał naon^ 
czas; tu zabawiał się młodemi myślami swojemi, tak, iż często 
zamyślony zapominał o swoich owieczkach. Tak się też raz 
stało: owieczki nasycone leżi^y dokoła na pola i miłe oczka 
zwracały na swego pasterza, ponieważ przed chwilą nastało po- 
łudnie i na wszystkich gruntach dokoła panował spokój po- 
łudniowy. Chłopiec jednakże tego nie zauważył. Naraz przy- 
czepiła się do niego przypołdnica i według zwyozaju 
6V7ego pytała go, jak się rzecz ma z owiecz- 
kami i ich pożytkiem dla rodu ludzkiego? 
Chłopiec opowiadał wiele, wszystko, co tylko wiedział, ale sto^ 



*) W. Yolksthum, 46: Gospodarz ze Ślepego, Leido, paat raz 
w niedzielę konia poza stawem Bieżyną. W południe UBuął. 
Wkrótce przyszła przypołdnica i po żarła koniowi głowę. 
Skoro gospodarz obudził się, koń był bez głowy. W Ślepym wiele 
opowiadają o grabach, które zjadają konie (zob. w^^ż/^j). BslMi ta 
mimowoli przypomina nam owe podania o grabach, które bezwąt* 
pienia są powodem jej powstania. 



ISTOTY MITYCZNE 289 



neczko bardzo pomału ra8;&ało się na niebie. Ledwie powiadał 
p^ł godzinki i oie mógł nic więcej wymyślić. Niespokojnie 
oglądał Bię wokoło, a przypołdnica stalą przed nim gniewna- 
Cli! opiec jnż nie powrócił do domu i swoich owiec nie przy- 
pędził do owczarni. Skoro później pobiegli go szukać, zoa- 
leili tylko kamienie. 

(M* Cyi w rękopiśmiennej Serbowce praskiej, 1847—48). 

Z tego, co dot%d o przypołdnicy powiedziano, widzimy, 
źc lod-^te patrzą nanią^jako na złego demona. Dzi6 jeszcze mó- 
wią iartem temu, kto w południe na polu zostaje: „Czy nie boisz 
się, że południca przyjdzie do ciebie?'' A gdy dopytujesz się 
o nią, powiedzą ci ataie kobiety: 7)Bogu dzięki, że się już ni- 
gdy oie pokaier' Nic dziwnego, że lud rozmaite środki prze- 
ciwko niej wymyśla. Najlepiej powstrzymywać ją ca- 
łą godzinę opowiadaniem^). Wedłag niektórych 
ł>aśni, moiesz tym sposobem pozbyć się przypołdnicy na zawsze, 
tak, że juź nigdy Die wróci. W jednej podobnej baśni sama 
przypołdnica 02najima: ^Pokonana, już nigdy nie po- 
w r ó c ę./" W niektórych stronach mówią, ie pokonana przy- 
połdniea nigdy jnż nie uprzykrza się temu, kto ją przemógł; 
gdzieindziej znown powiadają, że pokonana przypołdnica nigdy 
a nigdy nie uróci, i tym sobie tłumaczą, że teraz woale nie 
chodsd. l>o tego Ind dodaje, że tym 8p<»8obem przypołdnica by- 
ła w y z w o 1 o n a, z czego wynika, że lud w niektórych stro- 
nach uwaiał ją ^a błęduą, pokutującą duszę. 

54. Pokonana przypołdnica. 

Niegdyś w dawnych czasach była przypołdnica. 
Była to biała niewiasta z sierpem, która w p o- 
godę słoneczną w południe chodziła po polach, 
aby ludziom^ którzy w południe pracują, głowy ucinać. 



^) Ślady wierzenia w możność przegadania albo zagadania 
dndiów szkodliwych przechowały się u nas, u innych Słowian i Lit- 
winów' w tĄTU, co hyAk lud opowiada o południcach, djabłach 
i nieboszczykach. Rzecz ciekawa, iż wspólnym rysem bardzo wielu 
podai'k tego rodzaju jest to, że przedmiotem długiej rozmowy, pro- 
wa {lżonej w o clii zyskani ti na czasie, jest uprawa lnu. J. Karło- 
wirz. WUla, IH, 275. 

WUla U IX C6ft. 2 19 



290 ADOLF 'CZBRNT 



Pewnego razn przjpołdnica przyszła oa polu do dziew- 
czyny, która w poładnie len pełła, i chciała jej 7. tyłu 
uciąć głowę, Dziewcayna obejrzała się, akoczyła, eh wy* 
ciła sierp swńj, leiąey na miedzy i spojrzawszy na nią, za- 
wołała: „Ja się nie boję!" Przypołdnica rzekła: „Cxy i przy- 
połdnicy się nie boisz?" Dziewczyna zawołała: ^Nikogo się nie 
boję!** Przypołdnica roześmiała się i rzekła: ^Ty mi się podo- 
basz*** Dziewczyna powiada: ^A ty rai »ię nie p^idobasz, chyba 
ta sierp na trawę poloty sz/' Praypoldnica miwi: ^To jest rze- 
czą mażebną/ -rzuciła sierp na trawę, i po tym mówiła dalrj: 
„Ja ci życie darnję, jeśli możesK mi o Inie opowiadać 
całą gadzin ę/' Dziewczyna prawi: ^Oszukałaś się; dla 
czegożbym nie mogła?" Przypołdnica mówi: ^A więc próbuj 
i powiadaj.*' Dziewczyna pomyślała sobie: *,Będę każde słowo 
opowiadania rozciągała, źe wiele czaau przejdzie, i ja tyin pew- 
niej zwyciężę." Rozpoczęła i prawiła rozciągając: ^Z I-ncm 
jest baar-dzo, baar-dzo wiel-ka biec- da. Naprzód rola się przy- 
gotowuje, pole orze się i włóczy, a to wszystko trzeba istotnie 
dobrze robić.,. Taaak, z l^nem jest baar-dzo, baar-dzo wieUka 
biee-da../ To ostatnie zdanie przy rozciągniętym opowiadaniu 
bardzo często powtarzała^ a oim ostatnie słowa dopowiedzia- 
ła, godzina dawno minęła. Przypołdnica rzekła: ^Zwyciężyłaś; 
jestem pokonana, a pokonana nigdy jnż nie wró- 
eę/' To rzekszy i zapomniawszy o sierpie, przypołdnica poszła 
w swoją stronę, a po tym nikt jej nigdy jnż nie 
zobaczył, 

(Pful, Łulica, 1887, str, 70 1). ^ 

(25). Schulenbnrg ( W, Voikssagen, 89) ma baśń nastę- 
pnjącą: Pewna kobieta zamierzyła sobie pozostać w pola w po- 
łudnie i przez godzinę z przezpoldnicąrozmawiać* Tak też zro- 
biła. Opowiadała przez godzinę (11 — 12), a gdy wybiła dwu- 
nasta, jeszcze opowiadania nie skończyła; wtedy przypołdnica 
musiała odejść ijuż nigdy nie wró(*ila. Według in- 
nych, przypoldoiea rzekła: „Teraz wzięłaś mi moc moją, j a 
jestem wolna i ty także; atoli na drugi raz nie dnfaj tak 



*) Oałkiem podobną baśń podaje M. Rola w rękop. Ser&owce 
(18*36 — 1>7). Battu jego tak się kończy: „Nim domówiła, wybiła 
pierwftza, a uwiat przez nif^ na wszo czasy był 
od przypołdnicy wyzwolony.'* Por. ur, 1, str* 1 05, 
u Yeckenstedta, 



IftTOTY MITYCZNE 291 

aobie." Tak pr^ypołdoica bjła wyzwolona, ponieważ by- 
ła Kaklęta^). 

Kto na pytanie przypołdnicy odpowiedzieć nie zdoła, może 
się od niej (podobnie jak od innych złych dachów) nwolnić 
tytn, że Ojcze Naaz od końca bez zająknienia 
p rz e § p i e w a^), 

(26). Także lebiodka i macierzydaszka, jeśli nosić je przy 
sobie, odpędzają przypoldnicc. Scbnlenbnrg ( W. yolkssagen^ 
86) pi^ze: Pewna niewiasta, która miała małe dziecko, kopała 
w południe kartofle, ale miała zioła przy sobie. Wtym przy- 
chodzi do niej przy pol dnica i rzekła: „Gdybyś nie miała przy 
Bobie macierzy dns2ki i lebiody, nie skosztowałabyś nigdy tych 
kartofli" ^)« Potym zcikła. Kobieta natychmiast przestała ko- 
pać i poszła do dema. To było właśnie w połndnie. 

Aby uj&npełuić rysunek charakteru przypołdnicy wedłng 
baśni ludowa eh, podaję baśń z Jabłońoa, wedłng której przy- 
[lołdtiłca nawet dzieci przemieni a^). 



55. Przezpołdnica dziecię przemienia. 

(Z okolic Muźakowa). 

Pewita położnica była na poln i miała dziecko z sobą w wi- 
szącej kołysce. Nara^ ezezpołdnica przychodzi, chwyta dziecię 
i swoje tam wsadza. Widziała to sąsiadka, która obok robiła. 
PoŁym dmgte dziecko w kołysce bardzo płakało, więc matka 
chciała je wziąć, ale sąsiadka nie pozwoliła i mówiła, że to in- 
ne. Ta potym nie brała dziecka i pozwoliła mn płakać. Po- 
tym, gdy jnż godzina minęła, czezpołdnica 
wróciła, zabrała dziecko i prawdziwe znowu tam wsadziła. 

(Opowiadała N agor cyna z Jabłońca). 

Od owego cbaraktera przezpołdnicy, jak go sobie obecnie 



\ 



*) Par, takie Ycckenstedt, str. 108, nr. 19. 

*) Poiucli, Lam. Monahchr, 1797, str. 747. Haupt, 77. Szol- 
ta, Lulimn, 1876, iitr. lt>9. Wierzenie to mam z Nowej Łuki, oraz 
z łanycli Wfcji. 

*) „Wcim du ni elit hattest bei dir den Dorant und den Dost, 
m hatteat die KartolTel nicht gekost/* 

*) Zob. niżej oddział Przemienek, 



292 ADOLT CZEEHT 



wBzędaio lud serb(t-hiżycki wyobraża, różni gię nieco to, co 
o niej pisze Sreznfewski. Według zajmujących notatek jego, 
przypołdnica uie była taka zła, owszem bywała niekiedy dobrą 
dla ludzi i życzliwą, a dopiero potym, gdy jej nie uehichali 
i sprzeciwiali się, umiała mśció się i karać przestępców, „O przy- 
poldnicy,- pisze Srezaiewski — powiadają wiele okropnych rEe- 
czy, ale obok tego wiercą, iż robi także wiele dob- 
rego,., W południe przychodzi do żniwiarzy i poczyna ich 
wypytywać, jak im żniwo idzie, ile naiKoełi, ile im 
Jeszcze pozostaje, jak obi^ieli, włóczyli, jak wschodziło, kwitło, 
dojrzewało, jak żuą i wieją, młócą i mielą; o tym ws^yatkim 
wypytuje dlatego, aby żeńcy nie robili, Którań dziew- 
ka chciał- odpowiedzieć, ale nie chciała zaprzestać roboty 
! żąć pocz(jła. Wtym przystąpiła do uiej przypoldnica i p 1 a- 
kała inie dała jej robić. Gdy jeszcze i teraz dziew- 
czyna nie spełniła woli przypołduicy, ta rozgniewała się i po 
ezcła skręcać jej głowę, póki całkiem nie 
odkręciła, niby kwiatka od łodygi. Gdy żeńcy wesoło 
i nprzejmie z nią rozmawiali, a dozorca łajał ich, że się lenią^ 
przypoldnica przysti^powala do niego, i choćby to był sam go- 
spodarz lub gospodyni, dusiła go i puszczała bez 
głowy za to, że żeńeom odpoczyiikn nie daje* 

Z przezpołdujcą w Łużycacb Dolnych często miecza się 
serpownica^ zwana także surpaszyją itd. Tak w słowniku dol- 
BO-lużyckim Zwabra czytamy: ^S e r p y s c h y j a, eine Mittags- 
gottbeit (oder Gespenst^ sonst pschćspoluiŁza genanat, 
bei den alten Wendeu, von der erzahlt wird, dass sie die in 
der Mittagsstunde alleiu auf dem Felde YerweiJenden anznfalleo 
nnd dereń Halse mit eiuer Sichel abzusehneiden pnegŁe.*" Na 
różnicę pomiędzy obu istotami pierwszy H, Jordan w Casop. 
Afać, Seró,, 1870, stn 15, zwrócił uwagę. Główna różnica mię- 
dzy niemi polega na tym, że przypoldnica tylko w południe 
(godzinę lub dwie), serpownica (serpaszyja) zaś ciągle 
po polach chodzi, Kazwę swą widocznie otrzymała od 
te^^^o, że chodzi ciągle z sierpem (w ręce, pod pachą, w ko- 
szyku) i nim ucina szyję (głowę) tym, którzy 
włażą w żyto, groch itd. Dlatego rodzice napominają 
swoje dzieci, gdy te clicą iść w groch rwać strączki, albo leźć 
w żyto po „módraczki:^ -Czekaj, czekaj, serpielszyja przyj - 
dzlel'^ Albo: „Nie ebodż tam, tam jest serpownica (aibo: ser- 



ISTOTY MITYCZNE 293 



paBS&yja)! ^) Jednakże nic o niej nie opowiadają, nie opisują 
bliiej jej poBtaci, tylko w baśni Jordana jest mowa, iż chodziła 
bez głowy. Jednakie opisują ją tylko wtedy, gdy pomie- 
szana jest z przes&poldnicą; wtedy ma postać starej baby, jak 
przezpoHnica (Żyluw, Skjarboszcj. Zwahr (który także miesza 
ją z przezpoMnieą^ jak to już mówiliśmy) powiada, jak pew- 
nego razu jeden Serb odpędził ją obróć o- 
itemi grabiami: „Jeden, którego na polu zdybała, napróż- 
no próbłłwał bronić aię rękojeścią od grabi; dopiero potym, gdy 
grabie obrócił i bił ją zębami, serpaszyja uciekła.'' Baśń Jor- 
dana o serpownicy jest następująca: 



56. Serpaszyja. 

(Dolno-luiycka). 

Serpaazyja jeat to wielka kobieta, która chodzi 
bez gJowy i ma sierp pod pachą. Nie tylko w połu- 
dnie, jak jrrzezpołilniea, ale ciągle chodzi popolach. Dzie- 
ciom, które wła^ą w żyto albo w pszenicę rwać modrak, ką- 
kol i inne kwiatki, a przytym żyto depcą, sierpem swoim 
głowę ucina. 

(a Jordan, Ćasofi. Mać. Serb,, 1876, str. 20). 

Oto wazy^tko, eo możesz słyszeć w Łużycach Dolnych 
o serpownicy (serpaszyi, serpjej babie itd.) ') 



*) EHeJmlenbur^, W, yolkathum, 66. Ale gdzieindziej w taki 
władnie apt>8Ól> gro^ij dzieciom przypoldiiicą: ,.Nie chodźcie tam, 
tam siedzi p r z p z i> o t n i c a!"" (Tamże, 45). Widać z tego, jak się 
obif! isitoty Dncsziiją z sobą. 

*) W KbiurKc K. J. Erbena „Sto pronarodnich pohddek a po- 
TCfiti !<l(jViiiiHkynlr (l*ra,ga, 1865, str. 02), K. Kopf podaje klechdę 
dolno luiycki| Uiistł^pujacej treści: 

Jak na iąkacli hlędue oguiki, tak na polach mieszkała i mia- 
łji a woj 51 gieiUibę niewiasta. Była ona ubrana w długą białą szatę; 
ą)rzii jej uic byjo widuć, w ręku miała wielki ostry sierp, z po- 
wodu czego tez noaiłu nazwę ,,.Serp.** W południe Serp odganiała 
wszystkich ludzi z pola do domu, a kto nie szedł dobrowolnie, te- 
gu Serp swoim sierpem cięła dopóty, dopóki go do domu nie za- 
pędziła. ZreiiiztH Serp mieszkała w brózdach i czatowała na dzieci, 
które Hzly po strączki, i ucinała im głowę i pakowała do worka." 

Podać należy, ze Kopf pochodził ze zniemczonego Husztania 




294 ADOLF CZEBNT 



W niektńrych stronach fw Żylo^ie) słyehać niekiedy za- 
miast „Berpnwaica" płiUrpańc (atoli wtedy tylko, gdy dzieciom 
zakaznją, aby nie cbodzily w żyto po ,,m6draczki,*' mówiąc: 
„Nie chodi tam, tam Biedzi przyszerpafic (albo: serpownica)"^). 

Nic bliie^ego o nim nie mówiąc). 



i ie był nauczycielem w Lutolu. a zatym w okolicy dość zgierma- 
iłizowaneji gdzie język niemiecki coraz więcej się szerzy. Tyra 
jedynie możemy wytłumaczyć sobie wyraz ^serp," ktćry w okoli- 
cach czysto serbskich jako nazwa niewiasty n^itycznej nie istnieje. 
Kie słyszałem go też w tamtej zgiermanfzowanoj okolicy; również 
-- ludzie, od których otrzymywałem wiadomoiłci z osvych okolic (np- 
redaktor Szwjela, który mieszka o pół godziny od Lutola), o ta- 
kiej nazwie nic nie wiedzą. Mamy więc przed sobą wyraz, który 
powstał przez zapomnienie, ł^k^iżcnio mowy Bcrbo-luiyckiej pod 
wpływem giermanizacji. 

Zdumiewające jest podobieństwo baŚni czeskiej o „kosirkśeh'* 
z przytoczoną klechdą Strp. Podamy tutaj mieJBce, które jest nie- 
mal dosłownym tłumaczeniem wzmiankowanej baśni dolno-luzyc- 
kiej: „.--^^ '"^ku miały (kosirzki) długą kosł^... od czego tak^e ich 
nazwę wywodzą. Skoro tylko wybiło południe^ kosirzki wypędzały 
wszystkich ludzi z pola do domu, a kto nic chciał iśó dobrowol- 
nie, togo kosirzki kosami swemi eii^ly dopóty, dopóki f^o do domu 
nie zapędziły. Zresztą kosirzki ł>we mieszkały w brózdacłi i czy- 
hały na dzieci, cliodKące w gi^ocli na .strączki; tam podobno im 
głowy ucinały i wsadzały do worka/* {VoladH n paiĄuL,. wyd- przez 
stowarzyszenie ,,81avia," 1882, str, S2. W innym zbiorz<^ podań 
^^ czeskich o „kosirkach*' niema uawet wzmianki!) Czyżby to pod;i- 

nie weazlo do ludu czeskiego z książki Erbcna? Czy tez mamy 
do czynienia % jakimn podrzutkiem? Trudno rozótrzygiiąó* 

Na str. 109 Veokenstedt powiada, że dzieci serpowuicę na- 
zywają „Anna Sabata,'' którą też (od str. 11^} opisuje jako osolj- 
ną istotę. Hanna Zubata (jak dowiadnjemy się od p, Jordan a) jest 
osobą historyczną; była to eudzołoinica, którą w tiołkojcarh sJcię- 
to. A poniewai odcięta głowa zęby na widaów wyszczerzała, dlate- 
go dauo jej tę nazwę. Marja na Pjeuku (YcckensŁedt, str. 113) jest 
Bnadź tylko inną nazwą ,, Hanny Zubatej/' 

*) Schulenburg, W, YolkAum, 6t>. Powiada tam takie; „Pri- 
serpajnc ist die serpownica/' 

*) I Yeckenstedt^ który p-o nazywa p o s e r p a u c (str. 54), 
nic więcej o nim nio powiaila. Wszelako ma on kilka (jodań 
o 8 e r p i o i e e r p e 1 u. Opisanie groźnego Her pa (der Sicbcl- 
maun) Yeck, ma z Barazcia (Forstj i ze Starej Darbni (Alt-Dobern), 
a zatym za stron zniemczony cli, już więc z tego powodu nie u^o- 
zemy zaliczyó go do bawni scrbo-luźynki*di. Wyżej {i<>\\, Lutii) wy- 
kazaliśmy, jak całkiem róine podaniji njają j^trony niemieckie Iji- 
żyCj tak, iż winniamy je poezytywjic jiiko OMołin*^ podania Niemców, 



^ TSTOTT MITrCZNB 296 

Pnsystępnjemy do objaśnienia tyeh istot. Już wyżej po- 
daliśmy wykład ludowy przypołdnicy jako pani zaczarowanej; 
teu wykład wspominamy raz jeszcze na właśoiwym miejscu. 

Haupt; Szolta i Pfnl wyjaśniają ją jako uosobienie porażenia 
słonecznego, a zatym jako istotę pokrewną „morowi'* albo 
„śmiertnicy* *). Wykład swój popierają tym, że przypołdnica 
chodziła w południe^ i to jedynie przy pogodzie słonecznej, i ie 
niekiedy ludzi choroby nabawiała. I E. Haberland sądzi: „Uo- 
sobienie w tej południcy nadmiernego upału słonecznego, dzia- 
łającego na mózg, wypływa jasno z podania, że nie okazuje 
się ona przy pokrytym chmuranti niebie, albo wobec zbliżającej 
się burzy*).** 

Wykład ten nas nie zadowala, a przy naj mnie) nie jako 
główne wyjaśnienie przypołdnicy. Według niego musielibyśmy 
postawić ją na jednym stopniu z morem i śmiertnicą, czego 
uczynić nie możemy. Ta jedna okoliczność, że pokazuje się 
ona w południe i w dni słoneczne, nie wystarcza, według na- 



mieszkających w dawnych stronach serbskich, nie zaś zaliczać ich 
do serbo-łiiźyckich (Mńchal w książce Ndkret slov. bdie$lov{ na str. 
136 opisanie to podaje za serbskie). Z tej samej przyczyny nie 
ma dla nas znaczenia nr. 13 na str. 56, Die Prezpolnicer (białe czło- 
wieczki w południe na polu), ponieważ pochodzą ze zniemczonej 
Starej Darbni. Inne podania o „serpu" i „serpelu" (nr. 3 — 11) są 
wprawdzie ze stron serbskich, ponieważ jednak nic podobnego sa- 
mi nie znaleźliśmy, a u innych zbieraczów też nie znajdujemy, nie 
możemy ich przyjąć, gjdyż nie wiemy, czy są prawdziwe, czy też 
podrobione. I my nie wiepiy nic o tym, czy rzeczywiście w nie- 
których stronach mówią „serp'' zam. „serpownica" itd. Z tych 
rzadkich, niejasnych i po większej części bardzo niepewnych, albo 
tez nieserbskich podań, Veckenstedt wytworzył sobie cały rodzaj 
męskich przezpołdni carów, serpów, serpie- 
lów, poserpańców i serpaszyjarów, jako pen- 
dant do przedpołdnic, serpów żeńskich (!), serpownic i serpaszyj. 
W końcu doszedł do tego zdania, że nazwy przezpołdni- 
c a r (przez niego samego utworzone) i serpyszyjar (tak- 
że) są pierwotne i że z nich dopiero powstały żeńskie: przezpołd- 
nica, serpyszyja^ przez opuszczenie r na końcu! („Yerhandl. d. Berl- 
Anthrop. Gesellsch." 1877, str. 24). 

^) Haupt, Sagenbuch, str. 78. Szołta, Łuzilan, 1876, str. 168. 
Pful, Łuzica, 1887, str. 70. 

^) Karol Haberland „Die Mittagsstunde ais Geisterstunde^^ 
w Zeitschri/t /Ur V6lkcrpsychologie und Sprachwiasenseha/t, 1882, str. 
318. „Polednica'* czeska przeciwnie lata w wichrze. 



L 



29fi ADOLF CZEKNY 



s«ep:n zdania, do wyjaśnienia jej, lubo to naleiy do ważoyoli 
rysów jej charaktern. 

Wiadomą jeat r26czą, te doba około południa poczytoje 
8Tę wogóle jako godzina dacbów, podobnie jak północ, co Ha- 
berland obszernie wykazał^). Gdy byliftmy małemi dziermi, oj- 
eiec zawsze naa lajat, ^dj przy obiedzie roicmawialiśmy albo 
óniieliśmy flię; i w Rosji także przy obiedzie zachowają cisz^-)- 
Z Łnżyc aerbakicb możemy podać nast^pnjące podania i wie- 
rzenia: Na,, grodzie" w Bórkowacli podobno wyet^ptają niekiedy 
Btare mary i nasypy, które z adenteniem godziny pierwszej 
niknąc)* Połndnie poczytuje się w ogóle za godzinę niesi^ezęśli- 
wą: w połndnie nie możeaz dzieci, ktńr© jeszcze roku nie mają, 
zostawiali bez opieki, bo bqdą odmienione^); w połndnie położ- 
nice mUBzą byii w łóżku; dzieci, narodzone w południe, będą 
niet^zczędliwe; w południe ni© możesz iiac itd*)* W połudiiio 
pokazują się albo szczególniejszą moc ma]ą te£ i inne istoty mi- 
tyczna, jak dziwi ea, Intki (zob. baśń ur. 23 i dalej) itd. O tym 
ńwiadezj także baśń następująca: 



57. W połirdnld przy rzeczce* 

Pomiędzy Prabą i Lntyjecami w dole wiedzie pr«e« rzekę 
C/.ornicę wysoka kładka kamienna, Ludzie powiadają, że tam 
we dnie i w nocy straszy. Pewnego rassn jeden człowiek w Fa- 
mo połndnie szedł przez tę kładkę i widział w wodzie 
starą kobietkę schyloną, p toczącą naczyoie, i zawołał na nią; 
,.Kobietko, co ty tam robisz?" Wtytu kobietka znikła'^). 

(Opowiadała p. Mucyna z Wielkiego Wosyka). 

I to także, że przypołdnica na Judzi niekiedy ściąga cho^ 
robę« nie wystarcza na dowód tego, że jCBt ona noBobieniem po- 
rażenia słonecznego. Wszelako o różnych leśnyeb i pokrewnych 
im demonach mówią wogółe, że o choroby przyprawiają, po- 



*) Zob. takie Siimcow I^ż^żtjiki kuUurjif, Kijów, 1S90, § *13, 
,,Znaezeiue świł^Lc czasu oliiailuwogo,'' ntr. 113. 

*) Por. także Sumcuw, ta ni ze. 

^) Hubenau, Ikr Spreewnid, str. 13S. 

*) Zob- oddział Prz^inimk* 

•) Schulenbiirg, fF, VoikMhnm, ^tr, m. 

*) Możemy ją raczej zaliczRL* do niewiast wodnyrh. 



J8TOTr MITYCZNE 297 



I 



dobnie jak o l682;cfa ruskich^), o dziwicj (tob, wyżej), o amier* 
kawie (zob. uiżej) itd, 

Przypołdnica była be/^wątpiania demouem polnym, 
stróżem pól, pokrewną mzmairym demonom leóiiym, k któremi 
jest wspólnego pooliod/.eQ^i, alba najpręilKej od nich wlaśaie 
pochodzi. Olcazuje to wiele jej przymiotów i wierzeń o nich, 
a szczególnie jej najbliższe pokrewieństwo z ^serpownicą'' i po- 
dobnemi, wyraźnie polnemi istotami *), Całkowicie odpowiiida 
gerpownicy, serpyazyi itd.; jedyna róinioa między nieoii jest ta, 
ie serpownica ciągle chodzi po pola, przypoldnica zaś zjawia 
się tylko w połndnie. W nizinach prn^kich je^t zwyczaj, 
ie na poln pozostawiają niektóre kłosy 
dla prKypołdnicy, przez co wyraźnie nznają ją jako 
demona polnego; niektóre kłosy, pozostawione na pab przy 
iniwie, eą widoo7.aie jakąś ofiarą dla pizypoldniey, Portob- 
ne obyczŁije mają (albo mieli J i Niemcy, oraz Litwini; ci ostat- 
ni mówią, że kłosy te pozostają dis ^łingiuboby,'' tj* dla biiby 
Eboźa^). I to takie charakteryzuje ją jako demona polnego^ że 
nkaznje £iię zawsze tylko na poln, ie niekiedy przychodzi z wał- 
kiem Inn. ie najwięcej dopytnje się o nprawę owej rośliny i ie 
(podobnie jak Berpownica) karze tych, którzy wlaźą w zboże 
Itd. i depei&ą je. Pochodzenie jej od demonów leśnych albo jej 
pokrewieństwo z niemi wyrazu ie wypowiada baśń nr. 43t w któ- 
rej jeat właśnie mowa, że pr^ypolcjnice są siostrami dziwiey; da- 
lej widzimy dowód owego pokrewieństwa w tym, ie Ind miesza 
ją £ niewiastą leśną; obok tego Ind prawi, ie przypołdnioa 
przychody.! z lasu. Zjawia się ona tylko latem, podobnie jak 
leszy ruski, polewik, oraz inne demony leśne. W słownikach 
staroczeskich (w Mahr V£rborum i w słowiiikn Kle na łiozko- 
chanego] przekłada się (w pierwszym): ^driadee, deae silvarnm,'* 
(w drugim) ,,satiras'' -południce; z tego wypływa, ie da w- 
ni Czesi patrzali na nią jako na demona leśnego^]. Z demona 
leśnego powstal^polny, jak wogóle demouowie leśni często prze- 
chodzą w polnych*). Kówuiei pokrewieństwo przypołdnicy z nie- 



1) Machał, Ndkr€s, 6tr. 125. 

^) ,,Te serpielbaby były to czezpułuice,'* mówiono mi 
w Ślepym. 

*) J. HaniiBz, Mjt^h^ny knUndar, str, 197< 

*) Zibrt, Staroć, mjr, obycfje, str. 217. 

*) Mannh. AnL Wald- und Feidkulit, str, 300, Dawni Ser bo- 



298 ADOLF CZERNY 



miecką Kornmahme (Roggenmuhmej Kornweib) przema- 
wia za tyra, że winniśmy ją zaliczyć do demofiów ledajcb 
(a razem % niemi do polnych). I Kornmnlime podobnie jak 
prsBypołdnica w gorące dni eliodzi w południe po polach i ka- 
rze tych, którzy w owjm czasie robią na polu'). Pasterze ata- 
rogieccy i rzymscy bali się w południe graó na piszczałce albo 
robiii jakikolwiek hałas, aby nie sibndzii: Paua ffaiina) ze spo- 
czynkn południowego i nie dać mu powodn do łcmsly*)* 

Przypołdnica serbo-łużycka i serpownica, jak już w roz- 
maitych iniejscach wspomniano, mają i u innych ludów Biowiań- 
skicb pokrewne sobie istoty. Są one następujące; u Czechów 
p o 1 e d n i c e, południce^ k o s i r z k i i mqski ji o 1 e d- 
u i c z c k^j, u Polaków przypotudnica ild., u Rosjan 



win najpewniej mieli kilku podobnyf^li demonów polnycli. Możemy 
to razem 2 Mannhardtem (^n^ Wnld- nnd FiMknltc, 127) wniosko- 
war ze z wyczuj u przygotowywani jt „atrtmpro/* O tym piszu Mannhardt, 
nuiwjąc fł wyżej wspomnionym jiaharu^lu włoskim: „Und wenn urn 
Mantua eine menschlich gestaltete Pupijo im Saatfeld „Salbanello" 
hł^iast, t^o ist das genau der Silvunus a^restls. A u eh rionst findcn 
yidi nomlirli Spuren, dass die Pupan^e oder Yo^^elfl^eheuchen im 
J^aataekcr ursprtinglich nicht sawnlil ans uilchtern praktiHchcn 
ZweckiiTi [iervorgegangene Scłirrckmittol t'tir die Vo^cl i^cwcsen 
wind, somleru dass sie Darstellungen des YegetatioiiBdjlmoaa Wa- 
ren ^ der lu positiver und negativTr Kiclitnnf^ zuf;:leicli wirksam ITn- 
;rt'>'j4'IVr M^rtreibt und Wach sth urn f5rdert. ^o wird in Koni^- 
wartfia (,Jitukecy''), Kr. Bautzen^ dici den l\orn|;eist darBtellendo 
hfiim Aubdntrtch der letzten Ropr^engarbo an*^ eincm mit 8trołi um- 
wundenen Hidzkreuz gefertig^te MpnBCJienfifrur, der Al te odór Stary 
bifli ziim Knifijahr verwahrt nud dann mit kook mul Hut bi?kleiik^t 
nri<l mit eiueni Besen in der Hand hm KrauttcJd frestt^ckt/* Zwy- 
rzajc owe występują jeszcze w iiiayrli kształtach. Zwyrzaj nerbo- 
Inżyrki ,ji uwić s t a r c g o*' udby vv:i a i u w taki spusoh: ostatni 
smj[> /iKiża, który wymłaca się latem, paroljcy zwią/,ują w poiiitac-i 
uu*żt^zyzny^ ozdabiają różnobarwnymi wstąKkamt i z okrzykami wy- 
noBZłj jia dwór, przy czym wszyte y uoijiją: ./Tu niet^iomy sti^rego!'* 
bSclimidt, ,Jiriefc ans der Nicderiansitz," IHTU, str. llOtł. fas. AL 
S., iS84. ^tw 128). Muka (Casop. .\fnć. Sn-b,, 1882, str. 2d^ uwaga) 
Wispomina inną postać owego /,wyrzaju. W niektórytdi stronacb 
jmrobey pr> omłóceniu zboża na wiosnę robią ezłowieka ze hlomy 
i cichaczem przybijają na wrota temu sąsiadowi, który jeszcze uie 
wymiócił, 

*) ZeiL^ch, /itr Yiilkerpsych. . 1^82, str. 312, 

») Tamże, 3 13. 

') [laberland w „Zeitschr. lUr Yolkcrpżśycliologie," 185'i, Rtr, 



IBTOTY MITYCZNE 299 



południca. Najwięcej w Diepamięć poszła ,;poładnica^ rus- 
ka, o której jnź mówią bardzo mało*). Najwięcej baśni o niej 
mają Serbowie łużyccy*). Od „polednicy" czeskiej różni się 
pr/.ypołdnica tym szczególnie, że pokazuje się tylko na polu; 
tymrzaeem ,^po)edniea'^ czeska wchodzi do wsi, nawet do chat. 
Oprócz tego o „polednicy'' czeskiej mówią na Morawach, że ma 
nogi końskie^). 



Smierkawa. 

Portobną istotą, jak serpownica i przypołdnica, jest smier- 
kawa; jak przypołdnica w południe, tak „smierkawa^* chodzi 
wieczorem po słoneczku, co już sama jej nazwa 
wskazuje*). Pful zaznacza także, iż wieczorem po słońca cho- 
dziło bfunczadh ^); o tym jednak nie dowiedziałem się nic 
więcej, 

Smierkawa ai da Schulenburga, który o niej kilka słówek 
zapisał, w literaturze serbo-łużyckie) była całkiem nieznana. Nie 



312^ [Kjwiiidu (wetlłu;: .,Zeitschr. fUr deutsclie Mytłiologie und Sit- 
lettkunde^^ VVr>inVi 1 Mannhardta, Getynga, 1853—59): Die W e n- 
d i ft c h o Lau«it!K keiint auch no(!li ein M i 1 1 a g s m a n n c łi e n, 
WcIcheH mit yerBthiedenen Scłiabernack die Menschen zu vexircn 
liebt, indern es betsiiielBweise, ais kleines Mdnnchen mit einer gros- 
sen Hucke Jkilz t^iraclieint und den mitieidig Untersttitzenden unter 
sehallęntlem Gti lach ter sich plotzlich in einem Sumpfe befinden 
lasat. Żrudlem tejj^o je^t Gr^ye, który na str. 59 mówi o „Mittags- 
maiinclien odcr Weibcheia." Baśń ta, jak twierdzę, pocłiodzi z Łużyc 
niemieckich, jak niemal wszystkie baśni u Gravego (jednakże na- 
zwy serbskiej tego człowieczka nie dodaje, tymczasem przypołdni- 
Cfj^ boże sedleszko itd. nazywa po serbo-łużycku). 

^) Afanafcjjew, Pmu wozzr, III, 137. Sumców, Kult. perti,^ 113. 

*) Jak gltjboko w ludzie serbo-łużyckim zakorzeniła się wia- 
ra w przypłddniee. o tym świadczą przysłowiowe wyrażenia ludo- 
we o niej, wyżej podane, oraz rozmaite podania miejscowe. Tak 
w BloboHzojcacli pokazują kamień, na którym podobno przypołdni- 
ca Jśieiiziala. Kamień jest szary, mcłiem obrosły i na wierzchu wy- 
siedziany ^Schubmbur;;, W, Volksthum^ 45). Tutaj należą także baś- 
lue j.Żowkowy'' i ,, Stado skamieniałe.'* 

*) Sliiyia, PoK a poo. naS. lidu^ 81. Machał, Ndkres, 138. 

*J ,,Smerkawa ' od smerkaó (zmierzchać się), ponieważ 
chodzi tylko u zmierzchu. 

*) Łnlica, 188T, str. 70. 



I 



300 ADOLF CZBEST 



wspomina jej iaden ze zbieraczów posłań i bBiai aerbo-łnijckioh, 
a Dawet nazwy jej nie znajdnjemy w żadnym słowniku . 

Sehnlenburg mówi o niej: ^.Sniiarkawa przychodziła po 
sbcecłko, albo też całkiem po ciemku. Dlatego też rodzice 
nie wypuszczają małycłi dzieci o zmierzch d^ ponieważ konwul- 
sje od smierkawy są najgorsze Przeciwko nim najlepiej dać 
dziecku łyżeczkę soli z wodą, a także jasieoiee (Gentaurea ja- 
cea L,) dobrym jest na uie lekiem.** (Ze Ślepego) *)• 

Według tego, ,,imierkawa*' serbo-lużycka rówuałaby się 
całkowicie ,,klekdiiiey*' (klekauice, kiekaniea, a także m^s, 
klekanićek) czeskiej, która podobno także chodzi po wsi wie- 
czorem po dzwonieniu na Anioł Pański, ,»po klakauju" (czeak. 
,,klek4ui^), i zabiera dziecię wałęsające się jeszcze po dworze. 

Udało mi się wyśledzić w ladzie wiarę o niej, która sta- 
wia Ją niema] na jednym stopuiu z przypołdnieą i przez to wy* 
jaśuia nam jej istotę i wytłumaczenie ułatwia. 

Smierkawa znana jest tylko w Łnżycach Górnych^), aoE- 
kolwiek i tutaj Ind już tylko gdzieniegdzie ją pamięta i o niej 
rzadko baśnie opowiada; w wie In stronach już całkiem poszła 
w zapomnienie^). Schulenbnig słyszał o niej tylko w Ślepym 
i Miłorazie, ja zaś słyszałem w Sp&lach, Nowej Łuce i Wor- 
klacacb *), 

Mój (ipowiadacz z Werklec mówił: „Smierkawa przyszła 
wieczorem na pole, jak przy połńca, i tak'iŁo wypytywa- 



:{ 



Wtnd. VolkAthvm, str, 67. 

8chiilenbur^' tamie zapisał {'£ Mitoraza): In Gahre (Ga* 
rej w Ł, l>.) sagten tsie: „l)ie ftnicrkawa war ein Gespenst*^* — nnd 
sie drohten: „Ta Smarkawa b'^o će óimać'^ (Smarkawa ri(^* zabie- 
rze). Z te^o jednak nie moiemy wnioskować, że jii 7A\iiją i w Lu- 
zy cuc li Dolnych; ta wiatlomurić z ^tiloraza {gói'no-łnzyckieg:o) nale- 
ży najpnjdzej do szyderstw hwky^ZAn Górnych z herbów Dolnych; 
szyderstwa takie czcfito paiiłdjnja uK^wt; dolno-serbską, nitjkjedy 
bardzo siniesznie. „Smarkawa'^ (dł.) jcwt naprawdę— smorkawa (ka- 
tar), „Smfirkawa** po dolnołużyt?kn brzmiałaby „zmjerkawa/" 

^) Możemy wnioskować , ie już dawno w niektórych BtroaacJi 
nie o niej nie mówią i nie parnie tają jej, ponieważ nikt z dawniej- 
Bzych zbieraczów nic o niej nie wie, 

*) W Ptaczecaeh słyszałem: j,Gdy ladzie o zmierzę łin 
dłuj^o byli na polu, z pieca cos eic wałiło i mówiło: „Wili wali, 
kak &c ja z tych wasich kaclili de]ewali(r]j)'' (Wili wali, jak ie 
aif z tego waszego pieca ua dói walihjuij. 



ISTOTY inTTCZNB 301 

la ladzL Pr^y jakiej robocie smierkawa zaataia ludzi, o tym 
musieli jej przez godzinę opowiada ó/' Przy- 
kład takiego spotkania z przypołdnicą był mu takie zuany. 



58. Smierkawa. 

W Workleoacb u Badarjów były trzy dziewki służebne, 
i te pewnego razu grykę siekały. Wtym przyszła smierka- 
w a, zatr/ymaia ja i nie pozwoliła im dokończyć 
siekania gryki. Skoro do domu przyszły, Bodarka gnie- 
wała się, dlaczf^go nie dokończyły roboty. Te mówiły: „Smier- 
kawa do oas przyszła.'' Za to nie pozwoliła im w nie* 
dzielę iść na tańce. One jednakie poszły na tańee i pntym nie 
ńmiały wracać do domu. Potym je brabia wziął do siebie^ 

(Opowiadał stary swat Winear' z Worklec). 

Postaci smierkawy bliżej nie opisują. 

To, co właśnie podaliśmy o niej, popiera tylko nasz wy« 
wód przypołdnicy, jako demona polnego. Obie, przypołdnioa 
i smierkawa, pochodzą z pierwotnego demona polnego, 
Btróża pól, opiekuna zbioru roślin polnych itd., jakim jest w wie- 
rze aerbo-łużyckiej aż do dziś dnia serpownica. Jak wogóle 
rozmaite duchy, tak też i ten demon polny miał władzę, zwłasz- 
cza w tajemniczych godzinach ciszy południowej i zmierzchu 
wieezornegOp Spotkanie z nim, według wiary ludowej, mogło zda- 
rzyć się najwięcej w południe albo o zmierzchu, więc też naj- 
więcej opowiadano o spotkaniu z tym demonem w owej dobie, 
i takim sposobetit mogła powstać wiara w przypołdnioe i smier- 
kawy. Lud zapomniał, że właściwie obie są tą samą istotą; 
zapomniał także, iż rzeczywiście są samą serpownica^). 



Worawy^ wurlawy. 

Worawy albo murluTuy są znane jedynie w stronach po- 
granicznych około Czarnego Ehołmoa i Lutów, stąd podania 
o nich ograniczają się również małą, a nawet jeszcze mniej- 



^) GdzieiaJzIej (w Czechach, Polacy, Rosjanie)!^ już całkiem nie 
pamiętają latoty pierwotnej (odpowiadającej serpownicy serb.-łuż.). 



302 ADOLF CZERNY 



i 



izą okolicą o iż baśni o grabach, z któremi wora wy (wnrlawjfr) 
bezwątpienia są spokrewnioDe. 

Były to istoty n i e w i e ń e i e, które mieszkały w 1 a- 
g a c b (gajach) i na wzgórzach i w dzień się kryły; wie- 
czorem zaś, z wybiciem godz. 10-ej, z lasu wyjeżdżały na 
pola i do wsi i tam z wielkim hałasem orały. Okrom tego 
pilnowały szczególnie, czy jeszcze jaka prządka 
tiie przędzie; dlatego kobiety i dziewczęta przędły tylko 
do dziesiątej. Jeśli która odważyła się prząść dtnżaj, mogła 
bye pewua, że do niej przyjdą „worawy." Jeśli po dziesiątej 
azla % prządek, przystępowały do niej „worawy/' dawały 
jej niecki pełne wrzecion i nakazywały jej, że ma Je przez 
godzinę naprząść pełne; jeśli przędła w domu po tej godzi- 
nie, wsnwały jej przez okno niecki z wrzecionami z tym sa- 
mym poleceniem. Która w czas naznaczony nie ^kouezyła ro^ 
boty, mogła pożegnać się z życiem, gdyż „wora wy*' ją zabi- 
jały. Mądre kobiety nmialy dawać sobie radę: naprzędły na 
każde wrzeciono tylko jedną nić tak, aby drewna nie było wi* 
daćj przez co wrzeciono było pełne. Oszukane ,^wurlawy'' nie 
mogły zaszkodzić takiej przebiegłej kobiecie, wolały tylko 
gniewnie: „Czart ciebie rozumu nauczył!''— chwytały niecki 
z wrzecionami i znikały. 

Takie wyobrażenie „wnrlaw'' możemy wytworzyć sobie 
z następąjących baśni. 



59. Wurlawa. 

(Z Czarnego Khołmca). 

W dawnych czasach były wurlawy. ZUsi^w przy- 
ehadziły do wsi i niosły z sobą niecki zwrze- 
c i o n a m i. We wsi patrzały, która kobieta przędła dłażej. 
niż do dziesiątej. Jeśli wurlawa znalazłn taką, która 
przędła po dziesiątej, podawała jej wrzeciona z nakazem, żeby 
napj 7ędła je pełne przez godzinę; za godzinę wraciiła, 
i jeśli nie były naprzędzione, wurlawa prządkę z u b i j a ł a. 

Pewnego razu jcdua kobieta naprzędła na każde wrzacio- 
i)o nitkę i nawinęła ją na nie tak, iż mogły uchodzić za pełne. 



ISTOTY MITTCZNB 303 



Wnrlawa przyszła i, widząc taką robotę, rzekła rozgniewana: 
,, Czart ci dał ten rozum!" 

(H. Jordan, i\sop. Mać, Serb., 1877, sir. 1090- 



60. Wurlawy i prządki. 

W dawnych czasach każda prządka o dzie- 
siątej muBiała być w domn; inaczej przyszłyby 
w u r 1 a w y. Pod wsią Khojńcem (Khołnicem) byli młynarze. 
Mieli dwie córki- które do wsi na prządki chodziły. Pewnego 
x%%jx o godz. 10-ej nie były w domu, a gdy wyszły ze wsi, na- 
przeciwko nieb Bifiły z Kamieńskiej hórki wurla- 
wy. Nie cbciały puścić ich do domu i żądały, aby im niecki 
wrzecion naprzędty. Te im obiecały, że to zrobią. Więc puściły 
je do domu i oknem wsunęły im niecki z wrzecionami. Więc 
one na każde wrzeciono nawinęły jedną nitkę i wysunęły na 
dwór. Wurlawy więc mówiły: „Czart dał wam ten rozum!" 

(Opowiadała Magdalena Bałcarówna, mająca około lat 20, 
z Czarnego Khołmca). 

6i. W o r a w y. 

Moja babka opowiadała mi, że worawy wieczorem po 
godz. 10-eJ o ra ły na wsi, aż wszystko turkotało. 
Gdyby jaka kobieta jeszcze po dziesiątej przędła na wrzecio- 
nie, wsunęłyby wnet jej oknem całe korytko wrzecie ni 
i musiałaby je naprząść. Gdyby nie była naprzędła, byłyby 
ją zamordowały. Potym więc kobiety były tak mądre, 
ie na każde wrzeciono nitkę naprzędły. 

(Opo^yiadał stary Gk)łbin z Łutów). 

Worawy albo wurlawy są widocznie niewiasty leś- 
ne^ które, jak ^ię zdaje, są bardzo zbliżone do demonów 
wichrowych; jak wogóle w charakterze rozmaitych dzi- 
wych (dzikich) ludzi widzimy połączone własności dusz drzew 
i duchów wichru^). Jak wszystkie dziwę żony, lubiły przędzenie 



^) Yeckenstedt robi z tej baśni dwa numery, o których po- 
wiada^ że ma je 'ł Popojc (str. 117). Tam wszelako, jak wszędzie 
w Łaźycaeh Dolnyeh, wurlawy są całkiem nieznane. 

=*) Maunh. Eaumk. der Germ. 146. Ant. Wald- und Feldk. 39. 



304 ADOLF CZKHKT 



Inni dawały go kobietom do przędzenia, miea^kały w 1 a- 
8 a c h i iia g ó r a c h. Do wsi jechały i na placu wiej- 
akim orały z wielkim łi a ł a a e m, co jest oznaką icU, 
jako demonów wichru. Moc swoją miały po dzieai ątej, 
a zatym w pewnej godzinie; za karę musiała kobieta albo 
dziewi3zy&a naprząść praez godzinę; baczyły tylko na 
to, żeby kobiety po godz 10-ej były w domu i nie 
przędły po tej godzinie; mężczyznom nie szkodziły nigdy; za 
niedokończoną robotę kobiety z a b i j a ł y^ ale kobiety nmia- 
ły wywieść je w pole. To wBzyutko zbliża je z przypołduicami 
i smierkawami; ^mierkawy różnią »ię od nleh tym jedynie^ że 
lepiej zachowały charakter demonów leśnych, tamte zaś prawię 
całkiem przeszły do demonów polnych '). 

Jedyną dotychczas drukowaną baśnią o wnrlawie jest 
baśń Jordana nr. 59; przed Jordanem nikt nic o niej nie za- 
pisał^). 



*) H. Md^bul w swoim Ndkre^in (atr. 175) wurliiwę wsipoml- 
na przy ^jUnirawie:" jMiwiadii, h* i^n to syntniiiny. Z cze^o tak winoa- 
kuje, zrozumkM' nie Dioj&rę; muniwH wchoiliii <lo izby^wurluwii ni- 
gdy ^ podaje wrKCfiona przpz okno. JWii^tlzy istotami owemi niema 
żadnego podobieuŁ^twa. ZamiaKt ,^mórawa'' lud ni^dy „wurlawa^* 
jiie mówi. 

^) Nazwa „worawa*' okazuje jasno porbodzenie swoje (od 
,,wcł :LÓ"^-orać); (nemuieJHKą jest ,,wnj-lawa'' (siiadz przez niezrozu- 
luiunie pow&tabi z poprzedniego), liyć może, ii dawniej znano 
i męskich „woraków;"' z nazwy tej daioby sitj wyprowadzić 
wyraz ,,worawy**' (złośliwy). 

Przełożył z łużyckiego Bronisław Grabowski. 

(C. d. n.) Adolf Czerny. 



i 




lorawi 




I 



Z w. KS. POZNAŃSKIEGO. 
(Ciąg dalszy). 

XLTIL Wybawienie. 

L Wybawienie dzieci zmarłych bez chrztn. 

Otigze dzieci zmarłych bez chrztu fruwają w powietrzu, ja- 
ko ptaki siwe wielkości gołębia młodego. Domagają się wy- 
łia^Yicnia, wołając błagaluie: ktuhl Kto wie, co to zuaczy, po- 
winieD zrobić krzyż nad ptakiem i nadać mu imię Adam albo 
Ewa. Wtedy dusza jest wybawiona, i ptak znika. 

Prof. dr. Hockenbeck w Wągrowcu. 

2, Szary człowiek. 

Żołnierz z Gniezna, który był na urlopie u rodziców, szedł 
raz do wioski sąsiedniej^ gdzie miał narzeczoną. Na szosie ob- 
szedł trzy razy bezwiednie kupę kamieni i w końcu zobaczył 
na niej narzeczoną swoją. Przemówił do niej. Wtedy obróciła 
się w człowieka szarego, który do niego powiedział: „Jesteś 
przeznaczony, abyś mi<; wybawił!^ Żołnierz zgodził się na to. 
Człowiek ka/ał mu nauczyć się pewnej pieśni pobożnej i wró- 
cić nazaJEitrz ua to samo miejsce. Gdyby się bał, to mógł wziąć 
towarzysza, ale uusiułby go zostawić w odległości 100 kroków. 
Żołnierz nauczył się pieśni, ale rodzice nie chcieli go puścić. 
W tym narzeczona jego ukazała mu się przed oknem. Był to 
ducb, i żołnierz pobiegł za nim aż na miejsce oznaczone. Tam 
duch powiedział pierwszy wiersz pieśni, żołnierz drugi, i czło- 

WUia u iX zm. 2 20 



r 



306 ÓTtO KN004» 



wiekowi szaremu zbielaJa głowa. Polym powiedział wiersz trze- 
ci, żołnierz czwarty, i duch zbielał do pasa, a gdy skończyli 
pleśń, ducłi zbielał do reszty i opowiedział, że miał niegdyś na- 
rzeczoną, którą uwiódł i zamordował. Za to właśnie pokntował- 
Ten sam log spotkał dwoje dzieci, które miała, tylko źe cbo- 
ciaż pokutują już lat 99, jeszcze się ten nie narodziła kto ich 
wybawi. Podziękował żołnierzowi za wybawienie i znikł. 

Ustne z Posinania. 



3. Strach w zajeździe. 

w pewnym zajeździe straszyło co noc o godz* 13 w jed- 
nym pokoju. Kilku gości umarło, inni rozchorowali si^ ze 
strachu, i karczmarz przestał gości przyjmować. Razu jednego 
wstąpił do karczmy gość, który się podjął stracba wypędzić. 
Wziął książkę, świecę i kilka innych przedmiotów i poszedł do 
osławionego pokojn. O północy wszedł człowiek, wyglądający 
na cyrulika, postawił pudło na stole, wydobył brzytwę i chciał 
ogolić gościa, ale ten powiedział: „Goliłem się dziś, przyjacie- 
lu. Czemu przeszkadzacie mnie i innym o tak późnej godzi- 
nie? Może mogę co zrobić dla wybawienia waszego?** Duch 
odpowiedział; ^Zamordowano mię w tym pokoju i pogrzebano 
ciało moje pod stajnią. Wykopcie zwłoki moje i złóżcie je na 
cinętarzn, a przestanę się błąkać.^ Nazajutrz odkopano zwłoki 
zamordowanego, pochowano je na cmętarzu, i duch przesta) 
straszyć. Z Rogoźna, 



4, Strach w karczmie. 

Kilku młodych ludzi zebrało się wieczorem w kaiezmie 
w Luboni. Rozmowa zeszła na stracha, który się ukazywał co 
noc na cmętarzu. Jeden z młodych, dobrze podchmielony, podjął 
gię przynieść stracba za cztery kwarty wódki. W samej rzeczy 
znalazł stracba, klęczącego na grobie, zaniósł go do karczmy 
i poBtawił na stole. Duch powiedział: „Zanieś mię tam, skądeń 
mię wziął. ^ Gdy chłopiec się wahał, duch mu pogroził: ^Zanieś 
mię zaraz, bo umrzesz.^ A w drodze powiedział: „Zanieś mię 
do kościoła i postaw przed ołtarzem!" Był tam duch drugi, bia* 
ło odziany. Chłopiec musiał związać ręce obu strncłicm, którzy 
nie iprgłi s^asrać dotąd spokoju za to, że przed śmiercią żyli 



1?0t)ANIA I Ol?OWIAt)ANU 



307 



W niezgodzie. Potym duchy podziękowały mu za wybawienie 
i znikły na zawsze Naucz. Werner w Paradyżu. 

5. Gospodyni pokutująca. 

w jednej wiosce w pcw. Wrzesie&skim, gospodyni pro- 
t>08zeza okazywała się po śmierci przez 14 nocy. Arcybiskup 
poradził, aby ją wydobyto z grobu i pochowano powtórnie 
w miejsca niepoświęconym. Gdy tego nie uczyniono, parobek i 
który poszedł na strych po słomę, ujrzał nagle ogromną kupę 
słomy, podnoszącą się przed nim. Zemdlał ze strachu i z tru- 
dem go ocucono. Była ło sprawa gospodyni. Wtedy postąpiono 
tak, jak arcybiskup radził. Gospodyni wróciła następnej nocy, 
podziękowała za wybawienie, gdyż nie była godna spoczywać 
na miejscu poświęconym, i przestała się ukazywać, 

Ustne z Gniezna. 

6. Jeździee straszący wybawiony. 

w Mogilnie był rycerz bezbożny, myśliwy zawołany, bar- 
dzo nieludzki i kazał raz zabić człowieka, który polował w le- 
sie jego. Po śmierci rycerz ten jeździł po lesie z fuzją w ręku 
na koniu z ognistemi oczyma. Omijał krzyż, stojący w ie^ie, 
raz jednak zapomniał się, zbliżył się do niego, spadł i roztrzas- 
kał sobie czaszkę. Od tego czasu nie widziano go juz nigdy. 

Ucz* S. Brock w Gjiieznie. 

7. Zamek zapadły pod Easzczoreni^ 

Na gruntach, nowo nabytych przez mieszkańców Kaszczo- 
ru, a zwanych Neuland^ jest zagłębienie okrągłe i dziura głę- 
boka. Był niegdyś w tym miejscu zamek na wzgórzu i zapadł 
się z hrabią bezbożnym, rozpustnikiem, córką jego niewioną 
1 wszystkiemi mieszkańcami. 

Saz chłopcy, pasący kozy, wrzucili czapkę jednego z po- 
między siebie do dziury owej. Poszkodowany spuścił się na dół 
i ujrzał kobietę prześliczną, a u stóp jej potwora kudłatego, [jo- 
dobnego do niedźwiedzia. Kobieta oddała chłopcu czapkf] peł- 
ną złota. Inni pastuszkowie wrzucili też swoje czapki, ale la- 
den z nich nie wrócił. Ksiądz wywołał kobietę z dołu zaklę- 
ciami i modlitwą i dowiedział się od niej, że jeżeli procesja 



L 



§08 5TTO fcfroot 



całkowita przyjdzie w to miejBce, to wieś odzy^fea pastuszków 
i do8taDJe korjto zlotfl. Nazajutrz uiządzono procesję, alo za- 
pomniano zabrać jednej chorągwi* Drugiego dnia za pono n i a tt o 
o gromnicy wielkanocnej, trzeciego o BECzypcach, i wtedy ko- 
bieta ukazała się i rzekła: „Przez niedbalatwo wasze odaUDcli- 
ście wybawienie nasze do czasów odległy cli, a skarb leiy na 
dnie jeziora Wieleń skiego, i nikt go nie odnajdzie.** 

Naucz, sem, Werner w Paradyzu* 



8. Zamek zapadły w Prądach. 

Pod Prądami zapadł się zamek. Dwieście lat temn moina 
jeszcze było wejść do wnętrza przez drzwi w górze. Niejaki 
Zada wszedł tam raz i njrzal panienk^p Powiedziała mn, ze 
może ją wybawić, jeżeli, oczyściwszy się z grzechów, przyjdzie 
za trzy dni i pocałoje to, co spotka. Gdyby się bardzo brzy- 
dził, może pocałować prze^ obnstkę. Do zamku nie powinien 
wchodzić. Zada przyszedł na trzeci dzieu, \A% pocałował po- 
twora, którego spotkał, tylko wszedł do zamku. Panienka po- 
wiedziała nin, że wszystko stracone jak na teraz, że kiedyś 
ktoś z rodziny będzie mógł wybawić zamek. W sto lat jjotym 
można było widzieć zamaka ale wejść już nie było można» 
a obecnie śladn żadnego niema, gdzie to było. 

Ucz, DamB w Guleżme. 



9. Szańce szwedzkie pod Sulmierzycami. 

w lesie aalmierzyckim jest wzgórze okrągłe z wydrąie- 
niem, podobnym do kratem. Miejsce to zowie się zamczyskiem. 
Stał tam zamek przed laty, którego mieszkańcy byli tak roz- 
rzntni^ źe marnowali dary boże; wycierano np. chlebem brndne 
dziecko. 

Pewnej niedzieli, niewiasta, odziana w polowie biało, w po- 
łowie czarno, z dzieckiem na ręka ukazała ^ię pastnszkom w za- 
głębieniu. Prosiła ich, aby poszli do kościoła i zmówili za nią 
„Ojcze nasz."^ Pasterze odmówili; wtedy zapadła aię w ziemię 
z hakiem podobnym do grzmotu. Woda zoikła, a zagłębienie 
pogłębiło się jeszeze. 

Dr, Łaudowicz w Gnieinio. 



1 



PODANIA I OFOVyiAUANlA 309 



SLK. Zwierzęta i strachy zwierzęce. 

1. Farman zaczarowany. 

w Cliemsbn (Gollmiiti), o pól mili od Skwierzyny, miesz- 
kał na atoko góry furman nieludzki. Eaz gdy według zwy- 
cv.aju bił i dręczył konie, bogini ^óry Btanęła prsay nim i otłró- 
ciła go w konia, zostawiając mu roznmladzki. Tak spędził lat 
kilka w ciężkiej praey; po tym odzyskał postać dawną. 

Dr, Pick, 

2. Koń straszący. 

Między Ławicami a Wyssogołowćm pod Poznaniem, koń 
kary, ogniem ziejący, mkoie drogą o północy i znika. 

Ustne z Poznania, 

3. Koń kary pod Jankowem, 

Lud w Jankowie pod Gnieznem wierzy, że kto wejdzie 
w nocy na wzgórze, wał albo płot, zeskoczy o północy i prze- 
wróci koziołka, ten njrzy konia karcgo^ ziejącego ogniem. Pe- 
wien złodziej cbciał się zumienie w konia takiego, aby kraść 
lepiej- Żołnierz podBłuehał go i strs^elit do niego, ale kale od- 
biły się od konia. Następnego wieczora żołnierz strzelił arebr- 
są kulą, a nazajntrz znaleziono kapę smoły i nbranie złodzieja. 

H. Knuth z Jankowa, 

4, Staw pod GrodziBkiem. 

w stawie pod Grodziskiem atopiło się dwoje źrebiąt. Uka- 
znją eię one eo czas jakiś i biegają wkoło stawu z wiel- 
kim wrzaskiem. Każdego, kto etaw ten wydzierżawia, dotyka 
nieszczęście. Z Grodziska. 

5. Łeb koński 

We Włóknie pod Skokami w połowie marca o zachodzie 
slońea, łeb koński zagradza drogę, aż do nadejścia nocy* 

Ustn^ z Rogoźna* 



310 OTTO KNOOP 



6. Zwierzęta mówią. • 

a. Z^rierzęta rozumieją uroczystość Bożego Narodzenia i szep- 
cą Bobie, gdy diwięk dzwonu się rozlegnie^ słowo niezrozatnia- 
Ic dla człowieka. 

Chłop miody nie wierzył temu, poszedł do obory podsłu- 
cham! rozmowy krów i usłyszał jak mówiły: „Za trzy dni zie- 
mia przykryje pana naszego." Ze strachu umarł tejie nocy. 

Prof. dr. Hockenbeck w Wągrowcu* 

b. W Grodawach w po w. Żnińskim pan podsłucbał^ jak 
wól mówił fiu drugiego: ^Pojutrze pochowają pana naszego/ 
Pau chciał uciec, ale wół poranił go rogami i o śmierć przy- 
prawił. Ustne z Gniezna. 

7. Pies przepadły. 

Przy drodze ze Zbąszynia do Kościerzyna leży kupa kamieni, 
przy której coś straszy. Pewien robotnik ujrzał tam raz psa 
z oczyma ptomienistemi; jednocześnie pies jego zginął bez ^ladn. 
Dostarczyła panna G. Illgnerówna w Jastrzemkach Starych, 

8. Pies straszący. 

Głiłop z Zakrzówka jechał przez las do Śliwua. W tym ko- 
nie mu stanęły i ruszyć nie chciały, chociai je popędzał* Obej- 
rzał eię; pies czarny siedział na wozie. Spędził go, i konie ru- 
szyły, ale za wozem wszczął się ogień, gałęzie trzaskały, pnie 
najgrubsze się chwiały. Po chwili pies znowu wskoczył na wóz. 
Chłop go zepthnął; ale razem z psem przepadły wóz i konie, 
i chłop sam stał na drodze. Począł uciekać jak mógł najprę- 
dzejf ścigany przez psa czarnego i wiele małych piesków. Schro- 
nił się do pierwszego domu, który był przy drodze. Psy towa- 
rzyszyły mu aż do progu, skąd je kijem wypędzono* 

Ucz. A. Linemann według opow. niafiki PolkL 

9* Szyderca zamieniony w psa. 

Podróżny, idący szosą z Gostynia do Leszna, zdjął z krzy* 
ź& przydrożnego figurkę Jezusa i zawiesił na jej miejsce psa 
nieżywego^ lełącego w pobliżu. Za karę, zamienił się w psa, 
siedzącego w drzewie i szczekającego na przechodniów. 



rODANIA I OPOWIADANIA 311 

10. Dnsze jako psy walczące. 

Dwócb chłopów z przyjaciół stało się wrogami. Po śmier- 
ei (Insza jednego z nicli stanęła w dzwonnicy, drugiego w kost- 
nicy pobliskiej. Ladzie, idący do kościoła, mnsieli przechodzić 
kolo dzwonnicy, ale dnszy nie widzieli, tylko syn nieboszczyka 
ją wtddał i pozdrawiał ją zawsze. Lndzie wyśmiewali go za 
to. Wtedy nieboszczyk rzekł do niego: „Załóż się z niemi^ że 
mnie w workn przyniesiesz do karczmy i przyjdź po mnie.*' 
Syn nsl achał i naniósł ojca do karczmy. Nieboszczyk stanął 
przed zgromadzonemi i powiedział: ^Oddajcie synowi memn to, 
o coście się z&łoźyli, bo wam szyje ponkręcam.** Przerażeni 
nfiiachałt, i syn zaniósł nieboszczyka, który chciał się z wrogiem 
pogodzie, do kaatoicy. 

Wtym dusze obydwóch nieboszczyków zamieniły się w psy, 
które się rzneiły na siebie i gryźć się zaczęły. Syn chciał ucie- 
kać, ale ziemia pochłonęła dnsze wrogów, które poszły do piek- 
ła. Towarzyszyły temu grzmoty i szum w powietrzu. Syn 
nie ujrzał jut nigdy ojca nieboszczyka. 

Ucz. A. Łinemann od niańki Polki. 



11. Krzyż pod Gościeszynem. 

Na drodze z Gościeszyna do Gniezna stoi krzyż, na miej- 
sca, w którym niegdyś stał dom dwóch braci rozbójników. Je- 
den z uieh zabił brata, wziąwszy go za obcegO; a poznawszy 
kogo zamordował, odebrał sobie życie. W nocy można tam wi- 
dzieć czasem dwa psy czarne, gryzące się zajadle. Są to dusze 
braci. Ustne z Gniezna (polskie). 

12- Junglernsprang pod Międzychodem. 

Przy drodze z Międzychodu do Muchocina, góra, zwana Zbó- 
jecką {Riiłderberg)^ wznosi się stromo nad Wartą, która w tym 
miejscu ma liczne wiry. Z góry skoczyły do rzeki i utonęły 
lny dziewice, i z tego powodu miejsce to nazywa się /««^/?r»- 
sprung^ skok panieński. W południe i o północy duży kot czarny 
straasy tam przechodniów . Polak, robotnik, mówiący źle po nie- 
miecka^ ujrzał tego kola i uciekał, wołając: Kaize schwarze^ 
Berge Rauber! (Kot cssarny, góra zbójców). Słowa te weszły 
w przysłowie » Ustne. 



L 



^ 



312 



OTTO KNOOP 



13. Czarny kotek. 

Ceglarz, idący kolo jeziora Koniecznickiego pod Chodzi ezem, 
znalazł kotka czarnego na drodze* Podniósł go; wtym kot po- 
ciął roś<S mn na rękn. Ceglarz rs^nctt go na ziemię, i w tej 
chwili niezliczona ilośó kotów otoczyła go wokoło, tak, ze sifj 
z trudem od nich kijem opędził. 

Nauc2, Kuntz w Cliodzteżiu 

14. Koza Mała. 

o ćwierć mili od Sierakowa w lesie Tucholskim ukazuje Bią 
koza biała, wielkości dnźego cielęcia, bez rogów, z ogn]t4temi 
oczyma. Ustne z Sierakowa, 



I 



15. Kozieł przeklęty. 

w pobliżu Słomo wa pod Rogoźnem, kozieł jakiś biegał po 
łące i bódł ludzi, raniąc ich częato śmiertelnie. Ksiądz postano* 
wił uwolnić ludzi od Btracha, wyszedł na łąkę i zaczął się 
modlii. Pomimo to koziel rzucił się na księdza, który wtedy 
Tzncił nań przcklenatwo, i kozieł przepadł bez II ad u. 

L.stuc z IWoźua* 



IG. Zając na trzech nogach. 

Pod Rakoniewicami, na pola zwanym ^^/^i?/, pastuszkowie, 
bawiąc się, wznieśli rusztowanie przy ogniu i powiesili jednego 
z pomiędzy siebie, Wtym pomknął zając na trzech nogach. 
Chłopcy puścili się w pogoń, a gdy wrócili, chłopiec powieszony 
był już spalony. Odtąd duoli jego straszy na tym pola. 

Ustne z Roj^oźria. 



17. Myszy. 

Tema, kto odmówi czegokolwiek kobiecie, mającej zostać 
matką, myszy zniszczą obranie* 

l*ridV dr* Jlucl^i^ubuck w W:j^rawcu, 



18. Czerna gołfjb nie ma żółci? 

Gdy Zbawiciel umierał oa krzyżu, gołąb 60 zobaczył 
i 2 litości żółi^ mu się rozpłynęła. Odtąd gołąb nie ma iólcij 
jak utrzymnją kucharki polskie. Ustne z Gniezna. 

19. Dzieci niechrzczone ziimienione w gołębie- 

Dziecię zmarłe bez chrEtn zamienia aic w gołębia śnieżnej 
białości, siada na krzyżach przy drodze i wzywa gmebaniem 
żebraków do modlitwy za jego duszę* Kto się nie pomodli, musi 
po śmierci latać po polach, jako pies czarny. Gołąb zamienia 
się w aniołka, gdy odwiedzi wss^ystkie krzyże przy drogach. 

IL KnutJi z Jankowa. 

20, Dnsza gołębiem- 

Pewien zloczyuca poszedł pod koniec życia do kościoła, 
wyspowiadał się i postanowił pokutować. Ksiądz kazał mu 
pójść do lasu, wetknąć pałkę, którą ludzi zabijał do ziemi i tam 
odbywać pokutę. Pałka puściła korzenie i rozkrzewila wii* jako 
jabłoń. Zbrodniarz zmarł pod nią, i mech go pokrył. W kilka 
lat potym ksiądz przejeżdżał przez las, ujrzał jabłoń^ a na niej 
dwa gołębie. Zatrzymał się i kazał woźnicy zerwać jabłko. 
Woźnica trącił pagórek mchem porosły, który się zaraz rozsy- 
pał. Jabłka sa dotknięciem zamieniły się w gołębie i wzbiły 
się w niebiosa. Ksiądz domyślił »ię, że zbrodniarz tu poku- 
tował Ustne z Gniezua. 

21. Kaczka biała. 

w Krzywinie widziano w nocy na podwórzti kaczkę białą. 
Pies począł szczekać, ale ona siadła na budzie, i pies oniemiał. 
Pokręciwszy się po podwórzu, rozpłynęła się w powietrza. 

Ustne z Eyczywolu. 

22. Dncby jaka sowy. 

w Jankowie ua starym cmętarzu katolickim jest kasztan. 
Siadają na nim duchy nieboszczyków^ spoczywających na tym 
cmętarzu T pod postacią sów dużych i krzyczą bardzo. Duchy 



L 



314 OTTO KNOOr 



tikaznjii eię w rocznicę flwojej śmiercu Sowy prEylączają się do 
piZGchodaiów i łowaraiiyszą im aż do mieszkania* To też nie 
trzeba naniczwaźaiS i^6 gwaja drogą^ aie oglądając się, bo iua-- 
czej moina życie stracić* II, Kuath z Jankowa, 

23. Węże strzegą wieńca złotego. 

Niegdyś, przed zatoieuiem Goiezna i Poznania przez Le- 
cha, wznosiła eic góra wysoka, tam, gdzie dziś rynek gnieźnień- 
ski. Na Bzczy^ne g&vj było zagłębienifi, a w nim wieniec zloty, 
djameiitami sadzony. Strzegły ga imije jadowite. Dowodził nie- 
mi wąż diiźy, stary, który nigdy, a przynajmniej bardzo rzadko 
wychodził z zagłębienia. Inne weźe przynosiły mu pożywienie. 
Gdy ktokolwiek zbliżał się do gÓry, wąż dowódca gwizdaniem 
zwoływał wszystkie węże. 

Chłopiec rzeźnika postanowił zabrać wieniec. Wszedł ns 
górę i porwawszy wieniec, bo węża dowódcy nie było, począł 
umykało. Węże jadowite ścigały go az do domo; izczęSciem, 
zamknął się w mieszkaniu, a słysząc syk wężów w sieni, wy- 
mknął się bocznemi drzwiami i spalił dom razem z węiami. 
Opow. a tary furman Polak z Gniezna. 



L- Kościoły ewangielickie. 

I, Kościół w Chlastawie. 

KoSciół w Chłastawio acbodzi za najstarszy kościół €wan- 
giellcki w całej prowincji. Gdy miano rozpocząć budowę ko- 
ścioła tego^ postanowiono, że będzie należał do wyznania lycb^ 
którzy pierwsi przybędą na miejsce oznaczone. Katolicy ubiegU 
ewaugielikóWj ale ci wysiali za odjeżdżaj ącemi Szweda na ko- 
niu. Siwed poprzecinał im powrozy przy wozacli i zmusił icli 
do zrzeczenia się praw do kościoła. 

Panna U. lllgnerówna z Jaetrzeraek Stary cli* 

2. Kościół w Dzierznie Małym, 

Zarzucano księcia Sapieże. iż popiera kacerzy i pozwala 
im budować nowy kościół w Dzierznie Małym. Książę oświad^ 
czył, że odda kościół^ jeżeli posłowie mnicł^ów ubiegną jego 






PODANIA I OPOWIADANIA 315 



posłńw i opiecŁctQJ% drzwi kościelne. Moisi wysłali gońców koi^- 
tnt, kfliąźę piechotą. Katolikom złamało się koło, i mnaiełi mi^ 
zfiirzymać. Ewaugieliej tymczasem opieczętowali kościół, pomi- 
mo, ie jeden % uicb ^aknlał w drodze, i towarzysz nieść go 
musiał na plecach. 

Drugie podanie mówi, że biskup poznański zabronił ewan- 
gielikom uzywad kościoła, świeżo postawionego. Ro/ebrano go 
tedy i przeniedono drzewo na grunta, należące do esTaogiełika. 
Młynarz Nebring pośpieszył do księcia po radę, Sapieha ka- 
zał kościół wybudować i otcczył go strażą, do cbwiłi wyświę* 

cenią. 

Dr. M. Beheim-Schwarzbach i L, Kurtzmann, 

3. Kaznodzieja z Dębogóry. 

w czasie prześladowania ewangielików wyałano żołnierzy 
do Dębogóry, aby iijqli kaznodzieję. Ten, dowiedziawszy się 
o tym, położył się do trumny i kazał się wynicdć. Żołnierze do- 
myślili eię podstępu i zabili pastora^ który się potym przez dłu- 
gi czas ukazywała ucząc i pocieszając parafjan. Inni mówią, źc 
było dwóch pastorów, z których jeden uszedł, a drugi był za- 
bity- Dr. M. Beheim-Scliwarzbach. 

LI. Legiendy. 

5- Wybudowanie kościoła w Ztlzifiżn. 

/^). Ręce niewidzialne pomagały w nocy w odbudowywa- 
niu kościoła w Zdzieżu. Podpatrzono wóz zaprzężony w cztery 
konie, kierowane przez anioła. Zwoził kamienie i znikł, spo- 
Btrzegszy ludzi. Największy kamień, który wiózł właśnie, za- 
padł w ziemię, Ka miejscu tym wzniesiono posąg św* Jana Ne- 

pomucenEi 

Ucz. St. Sinicckl z Borka, 

6- Kościół ŚW. Krzyża pod Gnieznem* 

Około r. 1179 Przedslaw kanonik gaieżnieński, potym bi- 
skuji lubełskij wybudował kościół św. Krzyża uad jeziorem Bie- 
li dlem. Na ołtarzu był krzyż rzeźbiony, ogromnie stary, który 



316 OTTO KNOOP 

dotąd istnieje. Rybak wyłowił go z wody i zloiyl na cziAnie. 
Wtym ujrzał światłość wielką i dwóch aniołów, podnofl^ącycti 
kiisyż do góry- Na pamiątkę cudu tego wzniesiono kośeiół. 

W r- 1829 pofltanowiono gnieść koćciół, chylący sią do 
upadku, ale paiafjanie nie cłicieli elyazeó o przeniesieuiu krzy- 
ża, i zgromadziwszy siij lic^^ute, przebywali w kościele przez 8 
dui i nocy. Musiano zostawić kościół nie tkoięty, i dopiero w r, 
1832 zaczęto odnowę jego gruntowną. Ofiarność była tak wiel- 
ka, że ju:ć 13 września 1835 roku można było w j święcić koś* 
ciól nowy. Opow, proboszcz PlotrowskL 



7. Krzyż w kościele biezdrowskim- 

Pobożny pielgrzym wracał z Częstochowy do Zakrzewa. 
Przechodząc przez laa w nocy, usłyszał nagle głos wołający: 
^Zabierz mniet" Był to krzyż przy drodze, który mówił dalej 
pWei mnie z sobą, będę ci lekkim ciężarem/ Pielgrzym wziął 
krzyż na barki. Pod Nowym Mostem na brzegu Ostrorożanki usnął 
znużony. Obudziwszy się, nie znalazł krzyża przy s^bie. Wkrót- 
ce potym kobieta ślepa przyszła nmackiom do rzeki płukać bie- 
liznę, W ty Ul f^zluka bielizny zaczepiła się o coś. Kobieta szarp- 
nęła; woda bryzla jej w oczy, i w jednej chwili wzrok odzyska- 
ła. Ujrzała krzyż w wodzie, wydobyła go i zaniosła do kościoła 
we Wronkach. Nazajutrz krzyż zuilcl, i znaleziono go na polu 
pod Biezdrowem. Kilka razy odnoszono krzyż do Wronek, ale 
wracał zawsze do Biezdrowa, gdzie w końcu wzniesiono koś- 
ciół^ w którym krzyż został. JSa pamiątkę zdarzenia tego koś* 
uiót w Biezdrowie obchodzi dzień &w. Krzyża we wrześniu. 

Naucz. Stilk*r w Nowym*Moricie. 



8. Kracyfiks w Grocholinie. 

Kaplica drewniana w Grocholinie pochyliła się do upad- 
ku, Bozebrano ją, a krucyfiks^ zdobiący ją dotąd, przeniesiono 
do Kcyni, Krucyfiks dwa razy ginął z kościoła i wracał na 
dawne miejsce^ dopiero gdy za trzecim razem zawieziono go 
wołami do klasztoru, pozostał w spokoju. 

Ihz, A* Granjs w Kcyni, 



U 



/ 



I 



PODANIA 1 OPOWIADANIA 317 



9. Obraz Chrystasa w Górowie. 

w CK asie poiarn kościoła w Górowie ocalono tylko obraz 
GhrysŁusaf stojący w ołtarzu. Chciano przewieźć obraz do Ży- 
dowa, ale osiom koni dowlokło go z trudem do granicy wioski 
i mszyć dalej nie mogły; dopiero gdy duchowieństwo z Gniez- 
na^ Trzemeszna, Mieliyna i wiosek okolicznych odmówiło mod* 
litwy przed obrazem, konie ruszyły i dowiozły go z łatwością 
do Żydowa. Ustne. 



10, Obraz Chrystusa w Kcyni w kościele klasz- 
tornym. 

w kościele klasztornym w Kcyni jest krzyż z ukrzyżowa- 
nym Zbawicielem, którego głowa jest pokrjta włosami. Ofiaro- 
wała je niegdyś pobożna dama, jako najpiękniejszą ozdobą, 
którą posiadała. Ofiara ta podobała się Boga, i włosy przyrosły 
do głowy Ukrzyżowanego. Posiwiały z wiekiem i urosły, ale 
organista pobożny obciął je nieco. Od tej chwili przestały rość. 

Według innyeii, dziewczyna ciężko chora, której żaden le- 
karz nie mógł pomóc, ofiarowała piękne włosy swoje Boga 
i kazała je położyć na krzyżu. Wkrótce wyzdrowiała, a włosy 
urosły aż do ziemi* Cud ten znany jest w całej okolicy, i na 
odpusty zgromadzają się pobożni z najdalszych stron, aby się 
pomodlić a ^tóp krzyża cudownego. 

Ucz, Radoiiski a Gniezna i seminarzysta A. Grams z Kcyni. 



11- Zjawienie się Najśw. Panny we Friedrichshofie. 

Uczeń z Friedrichshofu pod Łopienną widział dwa razy 
we śnie Najśw. Pannę^ która mu powiedziała, że się objawi 
w niedzielę po południu w miejscu oznaczonym. Ksiądz i lud- 
ność okoliczna zebrała się tam licznie, i ujrzano nagle tumau 
kurzn i powóz, w którym siedziała Matka Boska, biało ubrana, 
W mieJHCU objawienia postawiono słup z obrazem Najśw. Pan- 
ny w białym ubrauin. 

Ustne. 



318 Otto KNOOl? 



14. Obraz Marji Panny w Rakoniewicach- 

w ołtarza kośoioła ewaDgielickiego w RakoDiewtcach jeat 
obraz Najśw. Panny. Wynoszono go kilkakrotnie, ale wracał 
zawsze. 

Ze zbiorów rękopiśmiennych Towarzystwa Przyjaciół Nauk 
udzielił L. Kurtzraann. 



15. Kaplica pod Dolskiem. 

w pobliżu Dolska przy drodze do Borka je^t kaplica 
z obrazem Najśw. Panny. Przeniesiono go raz do Dolska^ gdxie 
zaczął tiałasować, a wkońen wrócił do kaplicy. 

Naucz. Kirsten w Poznaniu, 



16. Obraz Matki Boskiej pod Gnieznem. 

Przy szosie z Gniezna do Wrześni jest sosna z obrazem 
Najśw. Fanny. Pod drzewem tym zbójca zabił i zakopał ow- 
czarza. Grół) jego dotąd jest widoczny, a obraz sam się zjawił 
na drzewie. Ucz. Fr. Randhahn w Guieiaie, 



17. Obraz św. Nepomncena, 

Robotnik z Witaszyc pod Jarocinem wyorał raz obrazek 
mały św. Nepomucena. Zawiesił go na ścianie w mieszkaniu 
swoim. Następnej nocy widział we śnie Najświętszą Pannę, 
która mu powiedziała, że Bóg będzie mu błogosławił, dopóki 
będzie miał obrazek wyorany, gdy zaś go złamie albo sprzeda, 
spotka go nieszczęście. 

Kazu jednego podróżny jakiś wszedł do domu w czasie 
nieobecności robotnika i kupił od żony obrazek za wiełkie pie- 
niądze^ poczym oddalił się spiesznie. W południe, gdy robotnik 
wrócił na obiad, pożar wybuchł w sposób niewytłumaczony, 
i mieszkańcy zdołali zaledwie ujść zżyciem, nie wyratowawszy 
nic z mienia. Zgliszcza można dziś jeszcze widzieć. Inni mó- 
wią, że obrazek został w rodzinie robotnika i jest obeenie 
w Nfłwym-Mieście nad Wartą. 

Ustne z Gniezna. 




^ DODAN IA I O^0 WtAt>AKt A 319 

18. Obraz w kościele klasztornym w Zdzieżu. 

Pewien człowiek .sapomiiiał wyznać grzechn przy spowie- 
dzi i z żalo, ie przyjął niegodnie Najśw. Sakrament, odciął so- 
bie głowę. Matka Boska przyłożyła mu głowę do szyi, obwią- 
zała ttiiiBtką i przywoławszy do życia, kazała mn wyspowiadać 
się powtórnie, co gdy uczynił, rana się zgoiła.— Dwie dziew- 
czyny utonęły przypadkiem w rzece, płynącej w pobliżu kościo- 
ła, ale ocaliły je modły księdza, idącego właśnie z procesją. 

Obraz, przedstawiający człowieka i dziewczyny, cudownie 

ocalonych, znajduje się w kościele klasztornym w Zdzieżu. 

Ucz. Siniecki z Borka. 

19. Krzyż pod Zbąszyniem. 

Przy drodze pod Zbąszyniem stał krzyż; burza przenioBla 
go aż na brzeg Obry. Próbowano krzyż ten zabrać, aawaze 
jednak nikł ludziom w rękach. Dopiero ksiądz ze Zbąszynia 
przeniósł krzyż na inne miejsce. 

Dostarcz, p. t>. Illgnerówna z Jastrzemek Starych. 



20. Krzyż pod Jarocinem. 

Człowiek ubogi modlił się raz pod krzyżem w pobliżu Ja- 
rocina. Matka Boska ukazała mu się, mówiąc, że szczę^jcie 
i pomyślność zawita do domu jego, jeżeli będzie się modlił pod 
krzyżem, ile mu czas na to pozwoli. Człowiek usłuchał, i sło- 
wa Najśw, Panny sic) sprawdziły. Razu jednego dostał od Marji 
Panny ohraz doży w nagrodę za pobożność i schował go w do- 
mu. Ktoś zawistny ukradł ten obraz, i odtąd szczęście opuściło 
człowieka, a Matka Boska powiedziała mu, że umrze wkrótce 
razem z rodziną za karę, że nie strzegł obrazu, co się też speł- 
niło* Lud pokazuje dotąd grób tego człowieka. 

Ucz. Kuttner w Gnieźnie. 

24. Św. Józef. 

Ojciec trzech synów szczególnie czcił św. Józefa i obcho* 
dzil corocznie jego święto. Jednego roku w sam dzień Świętego 
stracił najstarszego syna, w rok potym średniego. Trzeciego ro- 
ku, pizjrpibując śmierć synów św. Józefowi, postanowi) nie 



320 OTTO KMOOt 



obcbodzić dnia jego. Raz^ wyszedtłEj n^ przechadzkę, ujr?>ał 
przed Bobą dwóch młodzieńców, wiszących na drzewie; i anioła, 
który mn powiedział; „WidziBz, taki los spotkałby synów two- 
ich, bo byłeś dla nich zanadto pobłażliwy. NajmlodsAy «yii 
twój będzie biBkupem/' Ojciec począł znowu obchodzić dzień 
Św. Józefa, a przepowiednia anioła sprawdziła się. 

Z Gniezna. 

25- Złe serce ukarane. 

w dawnych ezaaacb Cliryatus Pan przybierał często na 
siebie postać żebraka i doświadczał Indzi, wynagradzając mi- 
łosiernych, a karząc nielitościwych. W cikolioach Wągrowca 
była raz hrabina zła i niemiłosierna, która nietylko odprawiała 
nbogieh z niczym, ale nawet morzyła głodem służącą, wymie- 
rzając jej skąpo posiłek. Służąca była miłoBicrna i wspierała 
ubogich wedle możności. Raz oddała obiad awój żebrakowi. 
Hrabina, zobaczywszy to, rozgniewała się bardzo i sama wy- 
pchnęła biedaka z kuchni. 

Tego samego wieczora robactwo pokryło łóżko i wszystkie 
suknie hrabiny, która przerażona posłała po księ^lza. Sługa 
boKy, widząc w tym karę Najwyższego za ciężki grzech jakiś, 
a dowiedziawszy się od służącej o postępku brabiny z żebra- 
kiem, polecił rozdać ubogim suknie i pościel, pokryte robactwem. 
Hrabina usłuchała, i robactwo znikło w tej chwili. Od tego cza- 
su była litościwsza i łagodniej aza« 

Prot* dr* Ilockenbeck w Wągrowcu, 

26- Sen wdowy. 

śniło się raz wdowie, le za 40 dni piorun zabije synka 
jej jedynego. Wybudowała więc dom kamienny w środku laaa 
i okryła w nim dziecko, Czlenlziestcgo dnia bur/a wybuchła, 
i pioruny najczęściej padały w kierunku domn w lesie. Po bu- 
rzy matka pojśpiesz}la do faan^ ale dom był zburzony, i śladu 
dziecka nie było. Włym nsly szata w oddali głos dziecięcy, śpie- 
wający pieśni pobożne, i znalazła synka żywego i zdrowego* 
Wymknął się był z domu przed wybuctiem burzy i spędził czas 
na modlitwie. Matka szeześliwa kazała wznieść pomnik na tym 

miejscu. 

IfaucE. eemin. Werner w Paradyżu. 



DODANIA I OPOWIADANIA Ś2l 



27. Czerna człowiek nie zna przyszłości? 

Ladzie znali dawniej przyszłość swoją. Pewien człowiek, 
wiedząc, z której strony wiatr wiać będzie, wybudował ścianę, 
zabezpieczającą zboże. Bóg rozgniewał się^ ie ladzie sprzeci- 
wiają się woli Jego, i odebrał im znajomość przyszłości. 

Z okolic Kępna dostarcz, p. G. Illgnerówna. 



LU. Podania powieściowe i bajki. 

1. Widziadło tajemnicze w zamka osieczyńskim* 

Pod Osiecznem od strony Leszna, w zwaliskach zamka, stra- 
szyła do niedawna postać kobieca. Patrz Zbiór gawęd Wiel- 
kopolskich, z odczytu o Osiecznic, patrz Dodatek. 

4. Odważna młynarzówna. 

Dwnnastn zbójoćw podkopało się raz do młyna w Kom- 
ratowie pod Gąsawą. Młynarz i żona jego byli nieobecni. 
Młynarzówna cbwyciła siekierę, obcięła głowę pierwszema, któ- 
ry się wsuwała wciągnęła go całego, i zabiła tak jedenasta zbój - 
eów. Dwunasty, bojąc się zdrady, wsnnął głowę tylko trochę, 
i młynarzówna skaleczyła go w czoło, poczym nciekł. 

W rok po tym zdarzeain dziewczyna wyszła za mąż za 
młodego nieznajomego. Był to ów zbójca skaleczony. Pokazał 
jej bliznę na czole, zwołał towarzyszów i chciał ją zamęczyć, 
ale ona npatrzyła chwilę stosowną i odebrała sobie życie. Zbój- 
cy zawiesili ciało jej na drzwiach młyoa. W nocy można tam 
jeszcze widzieć dziewczynę, odcinającą zbójcom głowy. 

St. Palędzki z Oąsawy. 

5. Król ze Siiwna. 

w Śliwnie mieszkał niegdyś król zły i nieindzki^ którego 
ladzie przeklinali. Owdowiał po krótkim, pożycia z żoną i miał 
tylko dwie córeczki, bardzo dobre i łagodne. Dręozył je ciągle, 
a w końca przeklął je, i gdy nmarły, oddał dasze ich djabła. 
Dachy te błąkały się odtąd w zamka i zjadały śmiałka, który 
tam w nooy wchodził. 

WiiUi t. IX ze$x. 2 21 



522 óTto KKOOP 



Powieu młodzieniec postanowił c/,uwac przez noc w za- 
Toikn. Zrobił ^bolo siebie koło kredą święcouą, wziął kropidło 
i wodę święeoną i odpędził nią trzy dncliy, które aią do niego 
o północy złjliżyły. Zacbccony powodzeniem, młodzieniec po- 
stanowił ap^dzić drngą noc w aancikn i postąpił tale samo. 
O północy ukazały gię dncby dwóch królewien. Nie mogły siq 
zbłiżyć do niego, wii;c xe złości zaczęły grjżć kości lodzi, któ- 
rycb poprzednio potarły. I>ucb króla siedział w kominie i wo- 
lał: „Odejdź, bo spadaęl" — ,,A to spadDijl— odpowiedział młod/Je- 
niec. Dwie r^cCj dwie nogi, głowa i tnlów spadły kolejno na 
ziemię. Młodzieniec nienstraazony złożył je na kupę* Członki 
zrosły się same, i król stanął przed nim, ale szczęściem pierw- 
sza godzina wybita, i widziadła znikły. Trzeciej nocy duchy, 
(które detąd były czarne, zbielały, bo już były z piekła wyba- 
wione i mogły iśc do nieba), zjawiły się jeszcze po raz osŁatni, 
podziękowały młodzieńcowi za wybawienie i darowały mu za- 
mek, którego szczątki dzi^ są wodą pokryte. Młoddeuiec zo- 
stał następcą króla nieboBzczyka* 

Ucz, Liuemami według opow, atarcij niańki Polki. 



6. Śmierć oszDkana. 

Pewna matka miała dziecko cięiko chore. Dnia jednego 
ktoś zapukał do drzwi. By\ to slarzecj kołdrą okryty. Matka 
wpuściła go do mieszkania i odeszła do kuchni. Starzec poko- 
lyeał kolebkę, a gdy matka wróciwszy, zapytała go, czy nie zna 
lekarstwa na chorobę dziecka, nic nie odpowiedział. Była to 
śmicró, która^ gdy matka asnęła, zabrała dziecię. Matka poszła jej 
szukać i przybyła do jaskini, w której było pełno duchów. Fo- 
wieddały jej, ie dziecko jesit w domn, i usłyszała głos mówią- 
cy: „Za 16 iat przyjdę znowu i zabiurę ci dziecko. Musisz się 
na to zgodzió, bo zostaniesz tu na zawsze.^ Matka zgodziła się 
i zastała dziecko zdrowe w kołysce, 

Cliłopiec rósł zdrowo, W 14-ym roku życia począł się 
uczyć czarnok»ięstwa. Gdy śmierć przyszła po niego, jako pan 
pięknie ubrany, nakreślił prędko koło wokrą^ siebie, ale go 
nie dokończył, ho nagle znikł razem ze stołem^ przy którym 
stal. Chmara czarna ukazała się w powietrzu. Śmierć chciała 
zabraó chłopca^ ale teu wyrzekł słowo czarnoksięskie i opadł 
ua ziemię. W miejscu tym ukazał się nagle młyn, zabudowania 



L 



PonkmA I opowTADAmA 328 



i mies^ilcońcj; wszystko t5 było dotąd w zaklęcin, które teraz 
prysło, Królj dowiedziawE^^y si^ o tym, wziął chłopca »a syoa 
i oaznaczyt go następcą po gobie. 

Opow. Nlecnki z Rogoina, 

7- Głopi Jaśko. 

Kmieć obiecał wiernemu parobkowi swojemu córkę za io- 
n<; w nagrodę zasiedm latełaźhy. Po upływie czasn tego kmieć, 
wzbogacony zaac/^uie dzięki parobkowi, głupie mn Jaśkowie wzbił 
8iQ w damę i postanowił wydaó córkę za dziedzica bogatego. 

Głupi Jaśko znał pewne Błówko czarodziej ekie. Baz, gdy 
nie mógł przymocować dyszla do waza, usłytszal głoa jakiś, wo- 
łający: „Trzymaj siej mocnol trzymaj się mocnof ' W tej samej 
chwili dyszel przylgnął do wozu* 

Głupi Jaśko powtórzył słowa te ua weselu, w chwili- gdy 
pan młody obejmował pannę młodą, i młodzi nie mogli aię roz- 
łączyć. Posłano Jacka po księdza* Przechodząc przez bioto, 
ktjiądz podniósł sntanę. Wtedy Jaśko wyszeptał słowa czaro- 
dziejskie, i ksiądz nie mógł opuścić ubrania. Odmówił pacierze 
nad młodą parą, ale to nic nie pomogło. Posłano Jaśka po 
mądrą, a gdy ta, przecbodząc przez wodę, uniosła suknie do gó- 
ry, Jasiek szepnął: „Trzymaj się mocnol '— i mądra musiała po- 
zostać w tej postawie. Chłop żartowniś, ujrzawszy ją, przyłożył 
jej fajkę swoją do obnażonej nogi^ i na zaklęcie Jaśka musiała 
tak pozostać. 

Kmieć domyślił się wkońca, ie to sprawa głupiego Jaśka, 
pocbwycił pałkę i razem z inuemi gośćmi chciał go okładać, ale 
Jaśko wymówił słowa swoje, i nikt nie mógł poruszyć ręką. 
Dopiero gdy kmieć obiecał parobkowi wysoką nagrodę, Jaśko 
uwoluil wszystkich, mówiąc; „Puszczaj! puszczaj!" 

Naucz. P. Sommer w Poznaniu. 



8. Silny Jasiek. 

Pewien robotnik miał syna, którego kazał iouie karmić 
przez lat dziesięć, aby wyrósł na silnego człowieka. Po upływie 
tego czasu, ojciec przekonał się, że syn nie jest jeszcze dosyć 
silny, i kazał matce karmić go przez drugie kt dziesięć, Uło- 
dzieuicc nabrał takiej siły^ że kamień, rzucony przez niego, za- 



L 



324 OTTO KiłOOP 



1 



jjadal &iq na trzy ^sainic w ciemię. Zoatal fłarobkiem u pana ja- 
kiegoś; kładł Batn na farę pnie, które s^edciu ludzi z Uaduością 
dźwigało, i aby sobie bat zrobić, wyrwał z ziemi brzozę młodą, 
przywiązał do niej powróz, ukręcony ze 100 łokci konopi, i przy- 
mocował kamień ciężki na końcn. Gdy strzełał z bata tego, in- 
dzie i zwierzęta drżeli. W końca pan wysiał silnego Ja»ka na 
wojnf), obiecnjąc dac mu po powrocie córkg swą za żonę. Ja- 
siek nie wracał przez lat siedem, pan tedy, tnyj^Iąc, że zginął, 
wydał córkę za rnąsfi. Wiym dnia jednego ualyszano straszłiwe 
trzaskanie z bata. Silny Jasiek wracał. Pan ze straeliu scłio- 
wal się do pieca, pani przywdziała żalolłQ i powiedziała Jaś- 
kowi, że mąż jej umarł. Jasiek upomniał się o nagrodę. Gdy 
pani zwlekała z odpowiedzią, pocliwycił rnmaka swego za ogon 
począł nim wywijać nad głową i rozbił piec, z którego wyszedł 
pan zawstydzony i przestraszony, i począł błłigać łaski, obiecu- 
jąc mn oddać cały swój majątek za niedotrzymanie słowa, Ja- 
siek odpowiedział: „Nie chcę dobra waszego; zdobyłem go sobie 
dnżo na wojnie* Jestem synem ubogich ludzi i chcę pozostać 
chłopem. Dajcie mi więc kmiecą zagrodę.'' Pau ucieszony da- 
rował mu ładne got^podarstwo i ożenił go z prześliczną córką 
owczarza. Tenże. 

LIIL Krotochwile i żarty. 

1- Szydzenie z miast 

Miasta w Poznańskim bywają cz^^sto wyszydzane z powo- 
da swego zaniedbania. Mówią: /n Schrimm tsfs scklimm^ In 
Rogasen isfs zum Raserty In Samłer isłs noch vcrdammier^ Und 
Schonlanlce, na, ich dankeł (W Szremie jest Kle, w Kogożuie 
oszaleć można, w Szamotułach jeszcze gorzej, a za Trzciankę, 
no, dzięknjęl) Słowa te miał wyrzec pudróicy, któremu się 
w miastach tych nie powiodło. Mówią także: In Gnesen giebfs 
blaue Naesen^ In Trcmcssen gieóf^s nichis zu cssen^ In Ben- 
tscken gieifs schkckti: Menschcn^ In Obornik wahnen lauttr 
Komorniks. (W Gnieźnie są nosy niebieskie, w Trzemesznie 
niema co jeść, w Zbąszynie żli ludzie, w Obornikach sami ko- 
mornicy), O całym Księstwie mówią: In Pa/en isi nichts zu 
hokn. (W Polsce niema czego sznkac). Ułożono też heksametr 
z nazw siedmin miast: Itrschliegei^ IJomst^ Meseriiz, Schrimm^ 
Sc kr oda f Nakcl^ likhne (Trzciel, Babimost, Międzyrzecz, Ssram, 
Środa, Nakło i Wiełeń), 



PODANIA 1 OPOWIADANIA 325 

O Gębic&cb i Wylatowie powiadają, ie gęsi zjadły tam 
l)rnk na nlicacb^ Ustne. 

2- Paratja Dębowiec. 

parafia Dębowiec w pow. Wieleńskim liczyła wiele wioselL, 
o którycb mówieno: Eichberg ist der Berg Zion^ Dte kleinen 
TIolldndćT He fen davon\ Lukatz Ist ein wahrer Schałz; Gross- 
Łuds Isi nichł ais Klein- Lubs; GlashuHe Liegt in der Miłłe; 
In Frassekel Sind lauter Rdkel; Dte Yorwerker Sind falschć 
3Ierktr\ In Sekhow Isł nichłs ais Stroh^ Und in Hammer IsŁ 
laukr Jammer. Dr. M. Beheim-Schwarzbach, 

3. Błazen djabelski czyli szyderca. 

a) Jakim sposobem błazen djabelski zwarjował? 

Pewien człowiek z okolic Szrema zwarjował za karę za 
to^ ie blaźnił. Odtąd nazywano go der Teu/elsnarr (błazen, 
djabelski) albo szyderca; a także: Jego wysokość Sowizdrzał 
drngi,— bo hy\ trzy razy chrzczony, jak Sowizdrzał. Mamka, 
npłWAzy Bięna chrzciuacb, npnśeiłago do rown, wracając z koś- 
cioła^ a potym rozlała wódkę na niego. Mówią, że z tego po- 
wodu stracił rozum. 

b) Jak błazen djabelski jajko zajęcze wysiaduje? 

Błazen djabelski zapytał raz kobiety: co to jest dynia? Ko- 
bieta powiedziała mti^ że to jajko zajęcze, że jeżeli przez trzy 
tygodnie będzie go wysiadywał, to mu się zając wylęgnie. Bła- 
zen wziął dynię i począł ją wysiadywać. W kilka dni dynia 
pękła, a w tej samej chwili zając przebiegł tamtędy. Błazen 
zawołał: ^Pójdż-ie tu, czy nie znasz matki?^ 

e] Błazen djabelski buduje kościół. 

Błazen podał się za budowniczego 1 wybudował kościół 
bez okien. Ludziom, skarżącym się na to, odpowiedział: „Na- 
nieście światła w workach.^ 

d) Błazen djabelski oszukuje karczmarza. 

Błazen poszedł raz do gospody, kazał sobie dać smacz- 
nego jedzenia^ i^le na ][iyfania służącego odpowiadał tylko: „Jak 






326 OTTO K500P 



chcesz." Shźąoy zniecierpliwi onj zapytał wkońcu: „Moste zawo- 
łać karczmarza?''— „Jak chceszl"* Karczmarz przjescedl i spytał: — 
^Czy chcesz, żebym ci<j wyrzucił?" — „Jak chceaz.'' Karczmarz 
rzucił go za drzwi, a błazen nic zapłacił za ucztę. 

e) Błazen djabełakt oeztikuje kotlety, 

Razn jedn6go ł}}azeD sprzedał kobietom ze wsi masło po 
bardzo nizkiej cenie. Osznkał je^ bo byt to papier brudny, po- 
kryty z wierzcbu maiłem. 

f) BJazen djabdeki wcłiodzi do piekarni. 

BlazeD djabelski spytał raz przechodnia: „ Gdzie piekarnia?* 
— „Naprzeciwko,"— odparł przecbodzień, wskaznjąe okno % wy- 
stawą. BłazcD stłukł szybę i WBzedł oknem do sklepu, a pie- 
karzowi, npomi Dającemu się o wynagrodzoDie za szkodę powie- 
dział: jjTen ml kazał to zrobić,"— i wskazał przechodnia, który 
musiał za szybę zapłacić. 

g) Jiik błazen djabeinki liczy? 

Błazen łiczył raz śpieszących na sądy do miasta i md- 
wit: „Ja jestem ja, 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11/ Nie mógł 
się dorachowsLĆ 12-ej osoby i wstrzymał przez to podróżnych, 
któryeh potym sędzia ostro zgromił za spóźnienie. 

h) Błazen djabel&ki karze skąpca i złodzieja. 

Skąpy młynarz miał czeladnika złodzieja. BłazeD poszedł 
raz do młynarka i powiedział mu, t% jeżeli chce się wzbogacić, 
powinien Biąśd przed zegarem ściennym, patrzeć na wahadło 
i mówić przez godzinę, nie oglądając się za siebie i nie prze- 
rywając: -Idzie tam, idzie tu." Młynarz n wierzył, nsiadł przed 
zegarem, a błazen djabelski zabrał majątek jego i uciekł. Po* 
dejrzenie padło na czeladnika, którego obito, i tak ponieśli ka« 
rę młynarz i czeladnik. Patrz Dodatek. 

4. Kąpiel dła iiickności. 

Miei^zkańcy Chojna słynęli z dziwnych pomysłów. Handlarz 
jakiś zwrócił ich uwagę na to, ze mają cerę ciemną i poradził 
im. aby uię wykąpali w kwitnącej rccKce. Latwowierrii obsieli 
wszystkie pola reezką, zakupioną u gneg;o handlarza, a gdy sta* 



^ PODANIA I OPOWIADANIA 327 

kwitu, poczęli Bię w niej tarsaó, niszcząc zbiór cały. Nie wpły- 
Dclo to wcale oa brzydką cerę. 

Naucz. P. Sommer w Poznaniu. 



5. Kiełbasa. 

1 

I Emieć miotły z Pożarowa knpił kiełbasę. Żona jego, któ- 



ra }jierws^y raz w życiu miała kiełbasę, nie amiała jej ułoiyć 
w garnku, aby ją ugotować. Kmieć strapiony wyszedł na goś- 
ciniec i usłyszał jak gęsi, przechodzące koło niego, gęgały: 
..Podwójnie! podwójniel** Usłuchał rady i złożył kiełbasę we 
dwoje, tak, że się w garnku zmieściła. Tenże. 



6. Pierwsza kawa. 

Gdy kawa poczęła rozchodzić się po Europie i nie była 
jeszcze znana powszechnie, chłop młody z Łubowa kupił we 
Wronkach kawy dla żony. Kobieta wrzuciła ziarna do wrzącej 
wody i poczęła je gotować z mięsem i zieleniną. Chłop, myśląc, 
że go oszuka Q Oj poszedł do kupca, czyniąc mu gorzkie wymów- 
ki. Kupiec dał mu drugi funt kawy i nauczył sposobu goto* 
waoia smacznego napoju. Tenże. 

7. Złość ukarana. 

FewDa kobieta pod Nowym-Mostem chciała się pozbyć mi^- 
źa, który lyl ciągle i stawał się coraz leniwszy. Gdy mu da- 
wała ctdeb z masłem, zwykł był mawiać z westchnieniem:— 
„Chleb świeży, masło świeże, to śmierć moja.^ Żona, myśląc, że 
to mu szkodzi, dawała mu odtąd codzień chleba z masłem. 

Wkrótce spostrzegła, że mąż woiąż tyje i zdrowia nie tra- 
cie więc rzekła do niego: „Boję się, że tusza ciazkodzić zacznie; 
będziemy tedy zbiegali codziennie z pagórka nad jeziorem.* 
Mąż dał się namówić i zbiegł z żon^i nad jezioro. Kobieta 
chciała go wepchnąć zręcznie do wody, ale mąż wyrwał się jej, 
porwał ją i zanurzył w wodzie. Ze strachu przyrzekła mu mi- 
łość i poważanie^ i dotrzymała słowa, a mąż stał się praoowi* 
t^m i żył z ni^ szczęśliwie. Tenże. 



k. 



328 OTTO KNOOP 



8. Zły apetyt. 

Żoua rolnika z okolic S'£ainotiit poc;£c}a tracić apeŁyt Do- 
szło wkońcu do tego, ie nic do ust nic brala. Mąż niepokoił 
ei^ % początku; wkoćeu obudziło bi^ w nnu podejrzenie^ bo ko- 
bieta wyglądała eoraz lopicj i była ciągle zdrowa. 

Pewnego duia posiano wil ją śledzić. Ukrył Bic za budyn- 
kami i ujrzał zon^, biegnącą do karczmy. Mąż pobiegł do do- 
mu. Ka kominie gotowała sio jajecznicn. Dodał do niej jesztrze 
poł kopy jaj i kawał masła i schował si^ pod łóżko. 

Po cliwiii żona wróciła z flaszką wiśniówki, napiła aic jej 
i zasiadła do stołu. Jadła jajeczBicę, popijając wódką, ale nie 
mogła zjeść wszystkiego. — „Nie wiedzieć czemu iiie mogę '/jeść 
jajecznicy. Wzii^łam tyłe jaj, co zwykle, a taka byłam głodna!** 
Zaczęła wskakiwać i zeskakiwać z ławy pod piecem, myśłąc 
że to powiększy jej apetyt; wlym mąż wyskoczył z ukrycia 
i począł ją okładać batem. Żona przeprosiła go i nie narzekała 
jui nigdy na brak apetytu. Tenże, 



y, Osznkafistwo ukarano. 

Piękna Jadwiga słynęła z pracowitości, iląi nie mógł się 
jej nachwałić- Gdy zapas płótna się wyczerpał, mąż kazał żo- 
nie pokazać sobie przędziwo. Jadwiga weszła na górę i rzuciła 
mężowij stojąeemn na dole, motek nici^ prosząc, aby go zaraz 
rzucił uapowrót ku niej, l>o chciała go odłożyć na miejsce. 
W ten sposób rzucała do męża wciąż ten sani motek. Mąż nie 
domyślił się niczego, pocliwalil żonę i obdarzył ją liojnie, Jad- 
wiga sprzedała była wszystką j^rzędzę i nakupila sukni Ka 
otrzymane pieniądze. Sąsiedzi wykryłi mężowi jej aszukaństwo. 
Cbłop iłostauowił ukarać żo[ię. l^ewuego wieczoru wyjął z łóż- 
ka siennik i deski, postawił wannę z zimną wodą pod łóżkiem 
i nakrył starym praeścieradleui, którego brzegi przymocował do 
ramy łóżka. Jadwiga rzuciła się ua łóżko, ptótao przedarło się, 
i kobieta wpadła do wody. Mąz zaśmiał się i powiedział: ,^ Wi- 
dzisz, gdybyś miała nowe j>łótno, nie byłabyś się skąpała. Masz 
karę za oszustwo," Jadwiga /.rozumiała nanrzkę i była odtąd 
rzeczywiście bardzo praciłwitn- Tfnżis 



rODANIA I OPOWIADANIA 329 

10. Leniwa żona. 

Marjatma była tak leniwa^ że sypiała do południa, zauie- 
dbują(.i obowią/.kiiw swoich. Sprzykrzyło się to mężowi, i zapragnął 
się jej po^bye* 

Kaz poszła w pole pleć len; rozebrała się do koszali z po- 
wodn gorąca i, nie zacząwszy roboty, spać się położyła. Wi- 
dząc tOf maż oblał ją smołą. Marjanna, obudziwszy się, poznać 
siebie nic mogła. l^>biegła wieczorem do doma, zapukała do 
okna i spytała męia: „Czy żona wasza już w domu?**— „Tak, 
żona moja pracowita śpi już oddawna!''— „Więc ja nie jestem 
żoną waszą?'*— ,^Nie, nie! Ma rjanna biała, a tyś czarna." To po- 
wiedjfiiawBzy, zaniknął okno, a Marjanna uciekła, i już nigdy 
nikt jej nie zobaczył. Tenże. 

11. Mądry Jan. 

Jun atary należał do wyprawy Napoleona do Rosji, i wró- 
ciwszy kaleką do wioski rodzinnej^ chodził od domu do domu, 
żyjąc z jalmiiźDy. Lubiono go powszechnie, bo opowiadał róż- 
ne zajmujące zdarzenia z życia swego; zarzucano mu tylko 
wielkie niecbkjfltwo. 

Pan, dowiedziawszy się o tym, wezwał go do siebie, kazał 
mu opowiadać o wojnie i obiecał dać mu sto dukatów, jeżeli 
w ciągu opowiadania się nie ruszy. 

Jan rozpoczął opowiadanie, znosząc cierpliwie ul^ąszenia 
robactwa; wkońcu jednak nie mogąc znieść tego, począł opisy- 
wać bitwę nad Berczyną, wymachując przytym rękoma niby 
mimowolnie, a uderzając w miejsce, gdzie robactwo najbardziej 
mu dokuczało. Pan, widząc, że Jan go podszedł, dał mu sto 
dnkatóWj mówiąc: ,,Jesteś nicponiem niepoprawnym," 

Tenże. 

ii. Niepodobieństwo, , 

Stary hrabia bezdzietny postanowił oddać miedź, jaką po- 
siadał, ubogim, srebro służbie, a złoto tema, kto mu opowie coś 
niepodobnego* 

Pewien owczarz, chcąc zdobyć złoto, poszedł do hrabiego 
i począł mn opowiadać: „Byłem raz w służbie u hrabiego, któ- 
ry lubił pszczoły i miał osobnego pisarza, który co wieczór 



.330 OTTO KNOOP 



pazczoly rachował.''— „To możliwe,**- rzeki hrabia,— --Pewnego 
wiaczortt zabrakło Biedraiu pazczóh Przeleciały przez rzekę sze- 
roką i nie wróciły. Pisarz wziął chleba bochen i dwa sery na 
drogę i poszedł icłi eznkaó* Nad rzeką nie było ani łódki^ ani 
przewoźnika; pisaiz wydrążył tedy chleb, aiadl do środka i wios- 
łnjąc Beramf, przepłynął na drngą a tron ę^ znalazł pszczoły 
i wrócił w ten sam eposób dodoma/*— „I to możliwe."— „W ty- 
dzień potym zginęło znowu HJedem pszczół. Wyfrunęły do nie- 
ba. Pisarz ujrzał W!^ród zbo^.a kwiat wysoki, sięgający pod 
niebo, wspiął się ua szczyt jego, ale kwiat był za nizki, wię<^ 
pisarz od pasał rzemieniak, przywiązał do końca łodygi i dostał 
się do nieba. Znalazł pszczoły, chce się Bpnkić na ziemię, pa- 
trzy: kwiat zżęty razem ze zbożem, bo to były żniwa. Pisarz 
w plącz, Św. Piotr dał mn tykę dłngą, po której począł się 
zsuwać na ziemie. Była za krótka, więc nciął kawał u góry^ 
przywiązał n dołn i dostał się do domu," — ,jWszy3tko to możli* 
we.*' - Owczarz wstał i chciał wyjść - widząc, że nie cie wskóra.** 
Wtym hrabia spytał: „Może pisarz widział w niebie brata mego, 
zmarłego przed rokiem?"— „A jakże, jainie panie.'' — ^Cóż on 
tam robi?""„PaBie świnie.^ — „Niepodobieństwo!** -zawołał hra- 
bia, a owczarz zagarnął pieniądze^). TeMe. 

13. Podróii do nieba. 

Pewna starnszka chciała dostać eię żywcom do nieba. Ułio- 
dziła codziennie do kościoła i została raz przez noc w kokiele* 
Jednocześnie złodzieje postanowili ograbić kościół, i jeden z nieh 
Hpnńcił się w kosza oknem do wnętrza. Staroszka weszła do 
kosza, mjśląc, że się do nieba dostanie. Złodzieje poczęli ciąg- 
nąć kosz do góry, a staruszka śpiewać pieśni. Złodzieje prze^ 
rażeoi upuścili kosz. Staruszka zabiła się, spadając, a złodziej, 
nie mogąc wyjść z kościoła, był nazajutrz njęty i musiał wy- 
dać wspólników. 

Ucz. A. LinemanUi według opow. niańki Polki* 

H. Kmieć i teścia. 

Kmieć Łabil siekierą teście, posadził ją na wozie i puś- 
cił się w drogę. Spotkał drugiego kmiecia, który pokłóciwszy 
się z nim, zawadził kołem o wóz jego, i trup spadł pod kola. 
Zięć kazał sobie zapłacić za zabicie teści i, posadziwszy ją 

*) Anegdoto prawie tej samej treści opowiadają o księciu 
„Puuie ICochanku}' [fłfd. ,,Wułif''). 




rODAłTlA I OPOWIADANIA 331 

zaawti, pojechał du gospody* Kazał karczmarzowi zatiteńć matce 
piwa. Karczmarz, tiie otruty mnjąe od niej odpowiedni, popchnął 
Ją tAi te spadła, i musiał drogo opłacić 7.ab6j8Łwo, o które 
kmiei go oskarżał. Tenże, 



15. Kobieta leniwa. 

Pewna kobieta spała od rana do wieczora w beczce i pie- 
rzem. Mąi odzwyczaił ją od tego, nalawszy do beczki wody, 
w którą żona wskoezyła, Z Gnieznzi. 

16- Trupia głowa- 

Pewien człowiek zaloiył się z dragim, ze przyniesie trupią 
głowę z kostnicy (miejsca odgrodzonego na cmętarzti, gdzie 
składają kości) w Wągrowcu. Poszedł tedy do kostnicy, cbcial 
wziąć głowę; wtym towarzysz, który aic był tam ukrył, 
zawołał: ^Nie bierz^ to moja głowa! ** Powtórzył to samo, 
gdy śmiałek rnszył drugą czaszkę. Za trzecim razem śmiałek 
odpowiedział: ^Głnpiśl Przecie nie masz trzech glówl**— wziął gio* 
wę i wygrał zakład. Ustne x. Gniezna, 

17. Kamień w stawie. 

w pewnej wiosce pod Wolsztynem znaleziono raz na dnie 
stawu spuszczonego kamień z napisem: „Zmiłuj się, jeżeli masz 
serce ludzkie, i obróć mię,^ Pan zawołał wieś całą i z ttudem 
przewrócono kamień. Na drogiej stronie był napia: „ Dziękuję 
ci, żeś mię odwrócił, t)o sobie bardzo bok odleżałem/^ 

Z Kogoźna, 

18. Rak W Eynarzewie. 

w stawie w Rynarzewie jest rak na łańcucliu. Gdy staw 
wysyclia, mówią, fe rak do wód pojechał. Ustne, 

19* Szlachcic powidzkL 

Król polski ugrzązł w bagnacłi pod Powidzem i obdarzył 
szlacbeetwem ludzi, którzy go ratowali, ale łiojąc yię nadużyć, 



I 



I 



332 OTTO KNOOP 



pozwolił im używać tylko jednej ostrogi. Odte^o csasu, gdy kto 

mówi: ^Jcitem sdaclicicem,** — dodają żartobliwie: „Z PowidEal" 

Ucz. M. ZakrztiWi^ki z Gniezna. 



LIY. Zakładanie miast i nazwy miej- 
scowości. 

4. Wsie katedralne pod Gaicznem. 

Podanie raówi^ że wszystkie wioski, otaczające Gaiezno^ 
ualeiały iiiegdya do katedry i były naawaue stosownie do 
tego, czego dostarczać musiały. Konikowo dostarczało koin^ 
Wimary—wina^ Juis^od/a stróżów {cusiodes), Ftekary chleba, 
Kawiary — kawioru^ AV^r^ił^ mieszkań dla duefaowieógtwa [clcrus), 
Wełnica—wdny^riaski — piasku^ potrzebnego do naprawy murów, 
a Eóta dawała róte do ozdoby katedry. Ustne. 

5. Wilkowyja. 

Wilkowyja pod Kłeckiem wywodzi nazwę swą od wycia 
wilków, których tam dawniej dużo było. Usliie. 

6. Witkowo- 

Hrabina spotkała w lesie pasterza; wypytywała go o wszyst- 
ko, wkońcu spytała, jak mu na imię. Pasterz nazywał się Wi* 
tek. Hrabina założyła wioskę na tym miejscu i nazwała ją Wit- 
kowem. Ucz. Knast w Rogoźnie* 

10. Babimost. 

w c^fiie wojen szwedzkich częńć mieszkańców pewnej wsi 
ticlironiła się pod most, i stąd wieś nazwano Babimmostem* 

Naucz, semin. Werner w ParadyKU* 

11, Ulica w Babimmoście. 

Nazwa Springgasse (ulica Skok) w Babim moście pochodzi 
również z czasów wojen szwedzkich. Szwedzi ścigali uciekają- 
cych mieszkańców. Kobieta^ mająca zostać matką, uoiekając, 



PODANIA 1 ODPOWIADANIA 38Ś 



i 



przci^koczyła przti, płot. W tej chwili powiła bliźnięta i umar- j 

ła. Szwedzi ajrzeli bliźnięta, poruszające się na zwłokach mat- j 

ki, 1 tak się tym przerazili, że zaniechali pogoni. Ulicę, na któ- j 

rej się to działo^ nazwano Springgasse. ,i 

Tenże. 

15. Trzebinia i Eadnchowo. 

Radnchowo, ddś przedinieńcie Osieczna, bjło przed laty 
śpiźiirnlą zamkową i miało zawsze racl^ dla knchni pańskiej. 
Z cjsasem mpmy raduchowskie przestały wystarczać na potrze- 
by dwurskie; wtedy pan powiedział: „Trzeba budowaól" i wy- 
budowano dragą spiżarnię Trzebinię. 

Z odczytu o historji miasta Osieczna. 

16. Dobramyśl, 

Jeden z dziedziców Osieczna był ogromnie gościnny i lu- 
bił poić gości, a ze sam pić dużo nie mógł, miał przyboczne- 
go, który pil do gości. Dworak ten był w łaskach u pana i to- 
warzyszył mu zawrze w podróżach, aby go zastępować przy 
kieliszku. Razu jednego pan, podchmieliwszy sobie, rzekł do 
niego: „Żądaj czego chcesz, dam ci wszystko." Dworak wybu- 
dował sobie na koszt pana zameczek, stajniC; stodoły itd. Pan, 
przejeżdżając raz tamtędy, zapytał, co to znaczy. Dworak przy- 
pomniał mu obietnicę jego, a pan odpowiedział: „Dobra myśl!" 
i odtąd folwark ten nazwano:— Dobramyśl. Tamże. 

18. Kobylin, Dupin, Jotrosin. 

Gdy rozmyślano, jak nazwać trzy sioła w Wielkopolsce, 
jeden z członków magistratu przypomniał sobie słowa, które 
oracz mówił do klaczy: „Wio kobylino, jak cię zatnę pod du- 
pino, to ci będzie jutro sino,''— i nazwał wioski: Kobylin, Dupin 
(Dubin) i Jutrosin. Ucz. Randhahn w Gnieźnie. 

19- Założenie Ociąża. 

Pasierb, nie mogąc wytrzymać prześladowania ojczyma, 
uciekł y. Kwiatkowa do lasu. Był tam pustelnik z wnuczką 
awoją, który go przyjął do siebie i z nim razem zrobił zasiek 



334 ^ Otto CBTóat* ^ 

z gałęzi naokół u miuB^kauiu ^we^^o, aby sic ziibezpicCi^yć od 
obcycli, Młod/Jeniec ożenił się % wnaczką pustelnika, i takim 
sposobem powstat Oeiąż dziaiejszy. 

Ze zbiorów rękopiśmiennych ; To w. Przyjaciół Nauk w Po- 
znaniu, doatarczył L. Kurtzmann. 

21- Założenie Opalenicy, 

O powstaniu miasteczka Opalenicy krą/ą dwa podania. 
Jedno mówi, ^e miejeeowość ta nazywała Biq dawniej Rzecbow- 
nica i była zamieszkana przez Arjan. Hrabia Opaleóski chciał 
ich nakłonią do pizejkia na katolicyzm, a gdy się oparli, spa- 
lił miasteczko i na gruzacb jego założył drugie, które nazwał 
Opalenicą. Drogie podanie mówi, że Opaleński śet^^ał Hasytów 
aż do Międzyrzecza i wstictycli do niewoli kazał spalić na miej- 
sen, w którym potym stanęła Opalenica. 

Zwaliska zamka opaleńskiego leżą na południe od drogi, 

wiodącej do finka. Naprzeciwko stał podobno koSciół arJa^Bki 

i było schronienie Hu&ytńw, 

Naucz, Riełifer w Grodzisku. 

22. Założenie Wronek, 

Pewien rycerz chciał pojąć za żonę córkę sąsiada, pana 
możnego. Ojciec nie chciał daó mu córki, ba słyszał był o nim, 
że jest nieludzki. Rycerz obrażony napadł w noey na zamek, 
zdobył go, spalił, zabił starego pana i chciał uprowadzić córkę 
jego, ale ta otruła mordercę i siebie. Służba zamkowa poległa, 
oprócz jednego dworzanina, który wpobliżu zamku założył mia* 
•to i nazwał je Wrona od wrony ^ którą pan jego miał w her- 
bie. Nazwa Wrona przeistoczyła się z czasem na Wronki. 
Ucz, 8zramkiewicz z Gniezna, weUtug opow, starej Polki z Wrouok, 

23. Nazwa i założenie Biezdrowa. 

Pod Biezdrowem przepływa rzeczułka Oitrorożanka, wpada-^ 
jąca do Warty, Mieszkańcy domów, rozrzuconych opodal, przy- 
chodzili do niej po irodę. Staruszka niewidfima chodziła tam 
także codziennie. Razu jednego ni© mogła podnieść konewki 
i westchnęła: „Ach, 6o£e! eo to znaczy, że konewka taka cięż' 
ka? Pomóż mi, o mój Jezu!" Wtym nslyszała głos przyjemny, 



L 



^ODAHIA I 0P0WI4BAIHA 33f> 



mówiący: „Uzuć konewkę, a Łnuiea ujuio!'' KuLii^ta przcslru- 
szyhi się, ale uakcbala i zaniosła ciężar jak id Da wzgórze. Głos 
przemówii znowu: „Stań i sioetaw mię. Bież zdrowor' W tej 
chwili oczy jej otworzyły się, i njrzala przed sobą krzyż dębo^ 
wy. Wieść o tym rozeszła się szybko. Wkrótce powstała wieś 
na tym miejgctt i Dazwano j% na pamiątkę cudu Biezdrowenu 

Nainz. P, Somcner w Poznaniu* 



I 24- Wieża czarnej księżniczki w Szamotnlach. 



ii 



Kolo dworu, należącego niegdyś do lirabiego Górki w Sir* 
motnłach, stoi duży budynek, podobny do wieży, zwany zwykle 
baaztą^ albo wieżą czaruej księżniczki. Księżniczka ta chciała 
wyjść za mąż za człowieka nizkiego pocljodzeoia^ wbrew 
woli ojca, i uciekła z domu. Tułała się po okolicy, wkońcu by- 
ła pochwycona przez siepaczy ojcowskieli i wtrącona do wie- 
ży z maaką czarną na twarzy. Stąd to powstała nazwa Sza- 
motuły, albo Szamotuła. 

Caro w ,3eacie i Halszce*^ (1883), str, 121, opowiada, że 
dziedzic Szamotat zamknął w wieży córkę, która Bię urodziła 
z twarzą czarną. For Raczyński. 

Inni opowiadają, że w zamku mieszkał wojewoda, którego 
córka Halszka pokochała piaarza Zarębę, nieszlaehcica. Ojciec 
nie chciał pozwolić na związek ten, więc Zaręba wykradł Halsz- 
kę i ukrył ją w IciJniczówce, a sam począł szukać słnżby. 
Tymczasem odszukano wojewodziankę i odprowadzono ją do 
ojca, który nie cbcąc wid/Jeć jej twarzy, kazał jej nosić maskę 
czarną i nie zdejmować jej bez jego pozwolenia, dłużąca pil- 
nowała jej ciągle. Baz namówiona przez woj f^wodę, służąca po- 
prosiła Halszki, aby zdjęła maskę. Halszka dała się namówić 
i ukazała jej twarz swoją Służąca krzyk nęłi, wojewoda wszedł 
w tej chwili, a ujrzawszy, że córka przestąj}iia zakaz jego, wtrą- 
cił ją do wieży i trzyma! o chlebie 1 wodzie, 

Zaręba wstąpił do zakonu we Wronkach, Raz wezwano 
go do chorego* Zaprowadzono go do wieży zamkowej w Sza- 
motułach, dl) Halszki umierającej > Ojciec po niewczasie pożało^ 
wal arogości swojej; córka umarła na ręku ukochanego. 

Wojewoda założył osadę za ojcowiznę córki. Osadę na- 
zwano Samo tulący, bo wojewoda bolał i cierpiał bardzo nad 
zgonem córki i ból swój krył, tulił w sobie. 

Ksuez* semin. Werner w I^araUyżu, 



I 



I 



tM OTTO KNOO* 



25. Nazwa Kycz)vvul. 

Na górach na południc Ryczywołu byl kościół z oknami 
wjlamaneini. Wiatr porwat obraz Najśw. Taony i zaniósł go 
na pólnoco -zachód, l^ara wołów zoala^^ła obraz. Bydlęta poklij- 
kaly i zaryczaly. Z czasem pnwutało tam misdto Ryczywół, 
a na miejecii, gdzie znaleziono obras, wznieaiotio kościół kato- 
licki, którego dzwony dźwięczą 8ame cichutko w czasie aabo- 
żeńjtwa na rezurekcję, Uez, Feidnr z Ryczywołu. 



IT, Budowle. 

4. Młyn Katarzynek w Foznanin. 

Na koDcn przedmieścia Przepadek był młyn należący nie- 
gdyjS do klaBztora Katarzynek i zwany Kaiharinenmilhle. 

Przed wybudowaniem fortecy. Przepadek wyglądał zupeł- 
nie inaczej. Pokrywały go moczary, Iłaguiska i eta w, poroiiłe 
krzakami; wśród tycb moczaru w łł) ly zwalii^ka zatiiku, w któ- 
rych duchy fetraszyly. Młyn miał znac^.ną silQ wodną, ale lu- 
dzie» bojąc si^ duchów^ nie jeździli do nie^o, a nawet podejrze- 
wali młynarza o przymierze z djalłkin, liaz w czaiiie bnrzy 
młynarz zastawił zastawy, wuda podniosła się znacznie, zalała 
okolicę i zniszczyła zwaliftka. Gdy opadła, d u ehy przestały etra- 
azyó, ludzie nabrali zaufania do młynarza, ale młyn atracił 
dawne przymioty, bo woda tak opadła, że z trudem obracała 
kola. Młynarz martwił się tym bardzo. Kaz usłyszał glos, mó- 
wiący: „Młyn nigdy nie będzie miał dobrej wofiy, boa nas wy- 
pędził 2 mieszkania uaazcgo. I ciebie nędza stąd wypędzi, 
Ucliodż, nim cii^ sj)o£ka coś gorezegol* 

Lud okoliczny przezwał młyn Katrynką (katarynką) k po- 
wodu wolnego obracania eię kół. Ustne z l^oznauia. 

5- Głowa wołowa na ducliu katedry w Gnieźnie, 

Bogaty handlarz bydła, nie mający rodziny, przeznaczył 
majątek swój ua budowę k^itedry w Guieinie. Na pamiątkę 
fundatora umieszczono głowę wolową oa katedrze i wyobraże- 
nie róinycli zwierząt nade drzwiami kaplicy. Inni mówią, że 



I 



PODANIA I OPOWIADANIA 



337 



zwierzęta mają przypominać wojnj szwedzkie, podczas któ- 
rych Szwedzi zamienili katedrę na stajnię. 

Ustne z Gniezna. 



6. Obelisk przy szosie Witkowskiej pod Gnieznem. 

Pan Piotr Gtostomski jechał konno przez las pod Gniez- 
nem. Dniy pies czarny przyłączył się nagle do niego i nie 
dawał się niczym odstraszyć. Tymczasem noc zapadła. PaQ'G. 
wstąpił do karczmy, stojącej w lesie. Na żądanie karczmarza, 
psa zamknięto w osobnym pokojn, ale wśród nocy pan 
obadził się i zobaczył znowu psa koło siebie. Wkrótce dwóch ła- 
dzi weszło do pokoju, chcąc się rzucić na pana, ale ten za- 
strzelił jednego z napastników, a pies udusił drugiego. Fan 
nciekł do lasu i ukryty za dębem, doczekał się rana. Na pa- 
miątkę szczęśliwego ocalenia wystawił pomnik koło dębu. 

Opow. Polki z Gniezna. 



7. Piramida pod Szwarczynowem. 

Piramida czworoboczna z kulą i krzyżem na szczycie, sto- 
jąca pod Szwarczynowem, oznacza miejsce, w którym się kościół 
zapadł w ziemię. Ucz. Saltzwedel ze Szwarczynowa. 

8. Błnp pod Ociążem. 

o 600 kroków od kościoła w Ociążu znajduje się sluji 
czworoboczny, murowany, 15 stóp wysokości, z kopułą i figurą 
Ukrzyżowanego, u którego stóp leży trupia głowa. Szwedzi za- 
bili i ograbili zakonnika, ale przejęci skruchą, wznieśli pomnik 
ten, pogrzebawszy zwłoki razem z pieniędzmi. 

Ze zbiorów rękopiśmiennych To w. Przyjaciół Nauk w Poziui- 
niu, dostarczył L. Kurtzmann. 

9 Posągi bogów, utopione w Wągrowca. 

w klasztorze wągrowieckim był opat, niezbyt pobożny, któ- 
ry porozstawiał w ogrodzie posągi bogów pogańskich. Gdy 
przełożony lego zobaczył te posągi, kazał je utopić w jeziorne 

Wisia t. IX zesz. 2 22 



1 



338 OTTO KHOOF 



poblizkim, a opat mtiBial wystawić dwaiiaśeie Blapów z obraza- 
mi Świętych, 

Gdy dzwonią Da pasterkę^ &łycbać w jeziorze bałaa jakiś. 

Prof, dr. Hockenbeck w Wągrowcu. 

10- Kościół św* Idziego pod Krobią- 

Graoiea między Suczyoką a Ftidliszkaiiii była niegdyś po- 
kryta laeem, w którym była wioska, Mieszkańey jej wymarli 
wszyscy na powietrze morowe, i nikt w niej jai potym nie za- 
mieszkał. Na bnegu lasn wEnieaiono kościół; kamienie do pod- 
walin i sklepień piłowano piłą drewnianą. Mówiąc le kościół 
był ozdobioDy przez jednego z królów polskicb i poświęco- 
ny 4w. Idziemu* Dziś kapa grnzów oznacza to miejsce. 

NaucKp semin* Weruer w Paradyżu. 



LYE Pomniti. 

1. Wzgórze mordercze pod Wilczą. 

Pod wsią Wilczą, przy drodze z Kargowa do Wscbowy, le- 
fy kamień z krzyżem czarnym i napisem: „Moidbiigel." Za 
wzgórzem jest knpa cfaróatn; którą wieśniacy pniAiększają, do- 
rzncająo gałązki suche* Rzeinik młody miał tam zabić współ- 
zawodnika swego. Naucz. Seller w ChwuUmiu, 



2. Kupa chłosta pod Eobnszem* 

Przy drodze z Sierakowa do Kobusza był stos cbrÓBti!, 
dnzy jak pokój. Człowiek jakiś był tam zabity^ & ludzie, prze- 
chodząe^ rzncali sncbe gałązki. Ustne. 

3. nDie hoUe Gruft." 

Przejechano raz człowieka pod Pilą, w miejscu, zwanym: 
^die hoUe Gruft." Ludzie, przechodząc tamtędy, rzucają gałązkę 
auchą, i tak powstał stos z cbróstu, wciąż odnawiany. 

Przejechany straszy po zachodzie słońca. Pewien człowiek 
spotkał tam raz beczkę, toczącą się na niego. Odskoczył w bok, 



r 



t^ODANTA I OPDWIADANIA 339 






hectka patocsyła si^ na dół^ coś zaklaskało w rcee, j rozległ się 
śmiech szyderczy. 

Na górze 8tratjxy myśliwiec nocay i sprowadza przechod- 
niów na błędną drogę. Ustne z Kogo/jia. 

4. Maraszka. 

w pobliia Wierzonki przy drodze do Poznania, są pud 
lasem dwa kamieDie biało pomalowane. 

Marn^zka, córka kmiecia bogatego z Wierzonki czy Dą* ?j 

bogóry, pokochała młodego, ale ubogiego parobka, i gdy ojciec ^ 

clciftt )ą przymusić do związku z innym, odebrała sobie życie i 

pod goaną wysoką. Ukochany jej uczynił to samo, Z czasem I 

przytwierdzono krzyż drewniany do sosny i ułożono dwie kup- j 

ki cbróetn, a gdy sosnę zrąbano, przeniesiono krzyż na dąb ^ 

poblizki i naznaczono mogiły kamieniami białemi, ; 

Pielgrzymi, idący na odpust do Dąbrówki^ kl^kają^ modlą 
się przy kamieniach i rzncają na nie gałązki suche. Mówią, że 
gdy kto zabierze te gałązki^ ręka uiewidzialua przynosi tam 
zaraz chróstu. Niwa, należąca do karczmy 5 a odległa o 150 kro- 
ków od kamicpi, zowie sięMarnszka, 

DoBtaiczył p. Stiihr v^' Puztianiu. 



LYIIL Mosty. 

1. Wyspa na jeziorze port Trzemesznem, 

Podanie mówi, że wyspa na jeziorze pod Trzemesznein 
służyła za schronienie dla chrzej^ićjan w czaBacłi, gdy większość 
ludności była jeszcze pogaui^ka, Giód zmusił ich do sznkaoia 
żywności na lądzie, zrobili mqc most skórzuoy podwodny. Pe- 
wien młodzieniec z pomiędzy nich pokochał pogankę, widywał 
ją tajemnie i wyjawił jej istnienie mostu. Poganie, dowiedziaw- 
szy tię o tym, przeszli w nocy na wyspę i pozabijali ehrześijan. 

Inni opowiadają, ze młodzieniec przyznał się do zdrady, 
i cbrześejunie postanowili przebić się przez nieprzyjaciół, którzy 
ujrzawszy ich chodzących po wodzie, przelękli się i uciekli. 

Nauc55. gimnaz. l^ccardt w Uawiczu, 



S40 OTTO KNOOP 



2. MoBt na jeziorze pod Łeknem. 

Pod koniec XIV BttilecJa był klagztor saprzeci^rko miasU 
Łekna, po drugiej stronie jeziora. Most łączył go z miasteni. 
Nieprzyjaciele zepsuli most i podpalili koćciól w mieście. Za- 
konnicy chcieli dpieszyć na pomoc, i nie wiedząc, źe raost obu- 
rzony, potopili się w jeziorze, oprócz jednego kulawego, który 
nie mógł podąiyć za niemi. Przeklął on miasto za świętokradz- 
two, ni do następnego pokolenia. 

Według innego podania, klasztor znajdował się na wyspie 
na jestiorze i był mostem połączony z miastem. Złoczyńcy pod- 
palili klasztor i zburzyli częgć mosta. Mieszczanie, śpiesstąc na 
pomoc, po tonęli wszyscy oprócz księdza starego, który wpadszy 
do wody, przeklął miasto do dziewiątego pokolenia, xeby oikt 
bogatym być nie mógt^ Nieszczęścia poczęły się walie na mia- 
sto, które zaczęło podupadać, i warunki zmieniły się ua korzyóĆ 
dopiero dla dziesiątego pokolenia- 

Prof. dr, Hockenbeck w Wągrowcu i ustne- 

3- Wzgórze Klasztorne. 

w pobliżu Golańczy znajduje się wzgórze, tak zwane 
Klasztorne, na brzegu jeziora. Wzgórze to było niegdyś oblane 
wodą i nosiło na szczycie klasztor^ połączony ze wsią moi^tem. 
Zakonnicy cbodzili csęsto do wsi^ ale nikt nie wiedział, co tam 
czynili. W końcu mieszkańcy wsi poczęli ich podejrzewać, i raz^ 
gdy zakonnicy byli znów we wsi, zepsuli most, zakryli dziu- 
ry słomą 1 rozpalili ogień w pobliżu klasztoru. Mnisi przerażeni 
wbiegli na most i potonęli. Jeden z nieb przeklął wieś ai do 
dziesiątego pokolenia, i w tej chwili klasztor zapadł się w ziemię. 

Ucz. Malicki z Eogoźna. 

Ł Most na jeziorze Lutomskim. 

w Sierakowie i okolicy opowiadają o moście, wiodącym 
z Grobi, która leżała bliżej szańców szwedzkich, przez jemro 
Lutomskie. Pale mają być jeszcze widoczne, a most miał być 
skórzany. Furman Dębski w Sierakowie słyszał od kogoś, źe 
200 lat temu pani jakaś doBtojaa przejechała przez most po« 
wozem, zaprzężonym w cztery woły białe, których rogi były 
pozłacane i ozdobione kitkami. Ustne z Sierakowa, 



I 



PODASlA I OPOWIADANIA 34l 



5* Most Djabelski pod Brzezinami. 

Na drodze miedz; Brzezinami a Długą Gośliną (w po w. 
Obornickim) Knajdnje się most, zwany Djabelskim, pod którym 
djabeł niekiedy przebywa. Każdego, kto o tej porze je^t na 
moście^ epyeha w bagoisko i kark ma skręca. 

Ucz. semin. Wintzler z Brzezin. 



6. Dnch pana z Orchowa. 

We wsi Orchowo pod Mogilnem, dnch jednego z dziedzi- 
ców przesiaduje pod mostem pod lasem, a o północy jednie na 
karym koniu, z psem czarnym przy bokn, kn wsi i znika nagle. 
Dzieje się to za sprawą czarownic. 

Ucz. M. Zakrzewski z Gniezaa, 



7- Most na Wełnie pod Kowanówkiem- 

o moście na Wełnie pod Kowanówkiem, między Oborni- 
kami a Lndomami, krążą liczne podania. Widywano tam o pół^ 
nocy: dniego psa czarnego z ognistemi oczyma; wóz z sianem, 
ciągniony przez myszy- czarną i białą; sztnkę płótna, wijącą się 
ponad mostem* Ucz. A. Karczewski z Kowanówka. 



LIX. Podania o dzwonacli. 

3< Dzwony w jeziorze pod Łekoem. 

Kościół w Łeknie się spalił, a djabeł wrzucił trzy dzwo' 
ny pozostałe do jeziora, W wiele lat potym dziewczyna iroie- 1 

Diem Zazanna poszła raz w niedzielę do jeziora i rozpuściła | 

długie włosy; wtym ręka niewidzialna pociągnęła ją za włosy. 
Dziewczy Da; zawołała: „Któż u djabła ciągnie mię za włosy?"* 
Ręka puściła, i głos ialosoy zawołał z głębiny: „Zuzanno, Zu- 
lanno, Zuzannor' Był ta glos dzwonów, które byłyby wyba- 
wione, gdyby dziewczyna była powiedziała: „Mój Bo/.e, któż 
mię ciągnie za włosy?' 

i^rof. dr. Hockenbeck z Wągrowca. 



342 OTTO KNOOP 



4. Dzwon we Włościejewkacli. 

Na miejacu wai Wlośeiejewek (pow. Szr emski) bjlo daw- 
niej miasto Wlośeiejewice* Sierota opuszczona brała raz wodę 
% jeziora poblizkiego i ujrscała trzy dzwony; wy nar zające się 
z wody. Jeden % nich powiesił się na jej ramieniu. Dziewczyna 
sanioała go do wsi, i zawieszono go w wieży kościelnej. Wkrót- 
ce potym sierota umarlaj i nie zadzwoniono nawet na jej po- 
grzebie, ale gdy trumnę upuszczano do raogily, dzwon, przyoie- 
Biony przez nieboszczkę, począł dzwonić tak gioĆDO i słilnie, az 
pękł na kawałki* KiJk^ikr^itiue upawiudiine. 

f). Dzwony w Żninie. 

Jezioro pod Żninem wystąpiło raz % brzegów, jak głosi 
podanie^ i zabrało wiele d^mów i kościóh Wkrótce potym dziew- 
czyna, biorąca wodę, usłyszała głos dzwonów w głębi jeziora. 
„Kto jesteście i czego chcecie? '—spytała.— ,^ Dzwony kościoła za- 
topionego. Nazywamy się: pan^ organisia i sługa:' Dziewczyna 
wybrała sługę, jako równego sobie. Dzwon ucsepił jej Hię war- 
kocza, i tak zaniosła go do kościoła. Gdy umarła i uie dzwo- 
niono na jej pogrzebie, dzwon przez nią przyniesiony począł 
dzwonić dlago, żałośnie, aż pękł w końcu. Inni opowiadają, te 
cłiłop, łowiący rjby w jeziorze, wybawił „pana^' i zaniósł go do 
kościoła w Żninie. łTstne k Gniezna, 



O, Dzwon W Przemęcie. 

w Przemęcie (Priment), w okolicy Babiegomosta, mieszkała 
nad jeziorem wdowa z córką Anną. Dziewczyna nachyliła się 
raz nad wodą, warkocze jej zmaczały flię, i coś przytrzymało 
ją za włosy, pytając:— ,^ Kogo woli^łz- ojca, czy syna?" — „Syna'' 
--odpowiedziała i wydobyła dzwon z wody. Gdyby była powie- 
działa, że woli ojca, wydobyłaby dzwon większy* 

Dzwon zawieszono w kościele przemęckim, a gdy Anna 
umarła, dzwonił tak długo, dopóki nie pękł, W głębi jeziora 
słyciiać dotąd w południe dzwonienie i widaó szczyty wież koś- 
cielnych i zwaliska domów miasta, które zatonęło w jeziorze, 

Ucz. Kamiii&ki z Hogosłna. 



PODANIA I OPOWIADANIA 343 

7. Dzwon w Babimmoście. 

Przy pojwięoanin dzwonów w kościele parajfjalnym w Ba- 
bi nimoście, pominięto jeden z dzwonów. Znikł on nazajutrz, 
uniesiony przez złego dncba. Słyszano przez czas pewien dzwo* 
nienie w Obrze, przepływającej w pobliin. Z Rogoźna. 

8- Dzwon w Mroczy. 

w Mroci^y jest d/.won, o którym istnieje następne poda- 
nie: Pasterz znalazł kawał metalu i obręcz ze złota. Z metalu 
ulano dzwOD, który zawieszono w dzwonicy mroczyńskiej. Po 
śtnterci paeierza nie zadzwoniono nawet. Wtedy dzwon jego 
pękł z źaln^ i otoczono go obręczą, znalezioną przez niebosz* 
czyka. Ucz. Weimann w Rogoźnie. 

9. Dzwon we Lwówka. 

w r. 1750 pieron uderzył w kościół we Lwówku pod Pnie- 
wami, Dzwon nniÓBł się w powietrze i schował się do stawu, 
gdzie go odualazł kąpiący się młodzieniec. Rybak wyciągnął 
go na powierzcbnię. Uczeń Krause w Rogoźnie. 

10- Dzwony w Bukowcu. 

w r. 1848 powstańcy, zgromadzeni w Bukowcu, popeł- 
nili tam wiele okrucieństw, a także zdjęli dzwony z dzwonicy 
luterańskiej i chcieli je wywieió. Ale między Ryczywołem 
a Bukowcem wozy, konie i dzwony zapadły w ziemię. Dało 
8łę stys7ieć baczenie przeraźliwe; powstańcy poszli w rozsypkę, 
ścigani przez Prusaków. Jeden z dzwonów znaleziono i zawie* 
szono w kościele katolickim w Ryczywole. 

Od Niemca z Bukowca. 



H. Szańce szwedzkie i wały zamkowe. 

8. Szańce szwedzkie pod Gościeszynem. 

w pobliżn łąki Konitop, są szańce zwane szwedzkiemi, 
mające 40 6t<Jp wysokości, 30 stóp średnicy n góry i 15 



344 OTTO KNOOP 



I 



stóp Kftgłębienia. Łąka otrzymała nazwę EoDttop od rycerzy 
konnych^ ktńrzy na Diej paton^li. 

Ze zbiorów rękopiśmiennych Tow. Przyjaciół Nauk udzielił 



Lg Kurtzinann, 



9. Lisia góra pod Oeiążem. 



Jest pod Ociąźem wal kolisty, Łajmiijący trzy morgi prze- 
strzeni. Południowa część jest wysoka, stroma, środek zaklęsły, 
a część północno^zacłiodnia ma skłon łagodny. Drnęi wał pół- 
kolisty otacza pierwszy w pBwnej odległoiioi. Wszystko to po- 
ktyte krzakami i drzewami i podziurawione lisiemi uoiami; @tąd 
nazwa Lisiej góry. 

Według podania stał tam niegdyś zamek i kościół czy ka- 
plica, należące do panów Ociąźa. Panowie Parczewscy brali 
stąd cegły do wznoszenia nowych budynków. Obecnie niema 
śladu zamkn. Zła dziedziczka poszła raz do kościoła i zabroniła 
służącej iść za sobą. Służąca wyrzekła w złą godzinę: ^^Bo- 
daj by się zapadł zamek i kościóir Przekleństwo gpełuiło 
się; tylko na miejscu ctirzcielnicy wyrósł dąb olbrzymia z pod 
którego wytrysło ^.ródło uzdrawiające* Nie wiadomo, kto i kiedy 
ściął drzewo; starzy ludzie pamiętają pieó jego, napełniony wo- 
dą uzdrawiającą. Potym ktoś wysadził pień w powietrze^ źródło 
znikło, a w ziemi znaleziono czaszkę ludzką i szczękę końską. 

Tamże. 

10, Szańce szwedzkie pod Grobią. 

Nad jeziorem Lutomskim na miedzy wsi Grobia znajdują 
się szańce średnich rozmiarów, usypane Jak mówią, przez Szwe- 
dów. Kilka lat temu wyorano hełm w pobliżu. Szańce składają 
siQ z trzech części. W środkowych znajduje się zagłębienie, 
w którym miał stać namiot króla Gustawa Adolfa. Nieopodal 
wyrasta krzak róż dzikich. Opowiadają, że wyrósł z róży, któ' 
rą oficer szwedzki nosił przy sobie i rzucił na tym miejscu. 

Ustne z Sierakowa, 

(Doko(iczenie nastąpi). 

Streściła Z. A, Kowerska. Otto Knoop^ 



ŚPIEWKI I MG&DSI 

ZE WSI BIAŁEJ BF.OTNEJ (POWIAT WŁOSZCZOWSKI). 



Raz w Diedzide z porania 
Wysla dziwka z kE^nnia; 
NalazU złatom niłS, 
Wxiena wionek wi^. 
Przysed do ni młodziuiec: 
— Moja panno^ dej loi winicc. 
— Aboś ty jest mlodziniec? 
Tylko z piekła odminiec! 

Wsioii cl jo DO i nicaie 
Po boru, po lessie; 
Ona ga sie proaiła: 

— Nie nie^ze mie po boru, 
Nie róbze mi ciężaru; 
Nle^ze mie w dolinie, 
Niech mie ten »al ominie, 

Zaniós ci jom przed piekło, 
Zapnkał w to okno: 
^Otwóricia mi, panowie! 
Nieae ciało na głowie, 

— Góz to ciało zdziałało, 
Zanim się tn dostało? 

— Troje dziatek straciło, 
A o cwartem mystało* 



1. 

Jedno leży pod progiem, 
Przytrząśoione barłogiem; 
Drogie leży pod ławom, 
Przykryła je morawom; 
A trzecie pod śliwom, 
A o cwartem myśliwom. 

Posadził jom na stolon^ 
Dał pić smoły z kagańco. 
— Pijze, panno, to wino. 
Nie piłaś go jak żywo. 
— Pijałam go z panami, 
Nie z takimi durniami. 

Jak to winko wypiła. 
Po piekle se krzyknęła: 
^^Nima kogo z Morawki? 
Pisałabym do matki; 
Mas icb, matko, jesce dwie, 
Karz je lepi, jak mnie. 
— Ja cie karała, a tyś piekła się- 
— Jakześ' mie ty karała? [gała. 
Do karcmyś mi kazała, 
Jesceś za mnom wyjźrala, 
Cym się piknie ubrała. 



3* 



Jecliał Jad do Pruski 
Bez łaa bez Orzyski 
I napotkał grzecnom panuc^ 
Zbirała orzyski. 
— Zbiraj^ panno^ zbiraj, 
Zeby^ naibirała; 
Jak ja nazad powrócę, 
Żebyś mi ich dała. 

On nazad powrócił, 
Ona ma sie akryła^ 



Zielonom sie gałązkom 
Wokoło obkryła. 
Sukoł ci jej, snkoł, 
Znaloz ci jom, znaloz, 
I uściskał, ucałówoł, 
Poznać było zaroz. 

Posła do sadecku, 
Nazbirała grusek; 
Co spojźrała, to płakała, 
Ze krótki fiartusek. 




1 



346 



KOSSTAJłTY BAYSE! 



Prayala do doniecku, 
Sifldia tia ló^ecko, 
Rozmyślała sobie 
O swoiro wioneckiK 
— Nie plac, Maryś, nie piać. 
Nad krótkim fannskiero; 



Kupie ja ci kolibecke 
Ze złotym łafjcuekiem. 

— Cl^oćbyś mi ty kupił i z dyj»- 

[mcntami, 
Jnt nie bede srędcia miała miedzy 
[cłiłopu^Unti. 

Ł 



Jftkem jecłtał od Bwego kochaoia, 
Świeil miefiląc wyaocko, mój Boże! 
Ona za mnom oknem wyglądałs, 
Cym njeclial dałecko, mój Boiel bis. 
Jam ujechał na śtyry atajaDia, 
Ona za mnom wołała^ mój Boże! 
— A wróćze eie, poeieeynie moje, 
Cymzem cle zagniwała? mój Boże! 
— Jam ujechał śtyry raiie w pola, 
Do aamygo Widnia, mój Bozel 
Juz eie do cie więcej nie wrócę, 
Boś tego nie godna, mój Bozel hU^ 
Ja ujechał śtyry mile w pola 
Do aamygo Orojca, móf Bozel 
Juz się do cie więey nie wróce^ 
A do matki, do ojca, mój Bozel 



bifi. 



— Cegóz ty, dziewcyno, 
Pod Jaworem etois? 
Cy cic fiłoiice pali, 
Cy aie wiatru bola? hU^ 



— Słońce mie nie pali 
Wiatru aie nie boje; 
Ni inom ja chlgpcyny, 
Smutne 2ycie moje! bit. 



Przy jeziorze, przy jeziorze, 
Przy małym drzewicciu, 
Zalka aie pan staroata 
Ładnemu dziwcz^ciu. 



Jakże i sie nie zallcaó, 
Kiedy panna ładna? 
Suknia na ni, jak na pani^ 
Cliuatecka jedwabnal 



--ispilecki, watązecki, 
Piknę tulijany; 
Gdziezeń ale podział, 
Jaaifiku kochany? 
A wy licarcyki, 
Cu gwiazdy licycie, 



Co wy o mojem 

Kochaoiu nie wicie? 
— Widzieli my go 
W Badzie ogrodowym^ 
Cceał se głowiaie 
Grzebiaiem perłowym* 



1 



k 



ŚPIEWKI I ZAGADKI 



Moj& matnatt], 
Przedsjcie te krowę, 
Zebf nio chodziła 
Do laasa na trawe^ 
Do lassa na trawę, 
Scizkoni do poręby, 



7. 



Żebym nie dawała 
Porębianom gęby. 
A «eby to gęby, 
Nicby to gęby, 
Ale ón fartoaek 
Przewraca na ręby. 



347 



*^\ 



— O Ift Boga, co lakiego, 
Dziaia Fmatny dzifi! 
Nie widziałam awygo Jaeia 
Jar cały tyds^ińl 
Ockam zapłakała, 
Ołówkem Bobie aklopotała, 
Waytóko o niego, 
Zaprzągajcie śtyry konie, 
Te siwe klace; 



8. 



Niechże roi moje serce 
Więcy nie płace. 
— Zajechała do koicioła, 
Rącke mn dała, 
PoałuByńatwo i małzyńatwo 
Jemu oddała: 

— Ślubuje ci, az do śmierci, 
Błogosławcie, wsyscy iwięci 
I ty sam, Bozel 



9. 



Na tem Bielskim bagnie 
Rybka wody pragnie; 
Ozyh sie, Jasiiiku, 
Bo ci tak nieładnie. 
Ozy u ai«, nie bój §ie^ 
Dobrse ci tak będzie; 



Bedzies miał co kochać, 
Choć ta jeść nie będzie. 
Ozyfi się, nie bój aie, 
Kiej ci pachnie zona; 
A jak sie ozynis, 
Skurcys ty ramiona. 



— Na środku pola 
Stoi tąpola; 

Ozyń aie, mój Jasifiku, 
Bo cl atedoia. 

— Dyćby sie zynic, 
Dyćby to trzeba, 
Bobyśmy się dorabiali 
Kawałka chleba. 

— Powidze mi raz^ 
Uy mi buzie das. 

Ten wioD6(^ek z drobny rutki, 
Cj na głowie ma&? 



10. 

— Ja ci wionek dam, 
Tyś mi najmiisy, 
Jak nam bedom ładnie grali 
W kościele na msy. 
— Wy druchinecki, 
Wencie chustecki, 
Wycirajcie pannie młody 
Spłakane ocki. 
Wy druzbecki, 
Woźcie chustecki, 
Wycirajcie młodymn 
Spłakane ocki. 



U. 



Nie pójdę ja fiian» grabić^ Bobym ci sie opaliła, 

Choćbyś mie miał, Jaaiu, zabić, Ni miałbyś mie późni za nic. 



348 



KONSTANTY BATBKI 



JeźH będzie moja wola^ 
Pomogę ci do ^apola; 



W atodole, w etodole, 
Knrcątka były, 
Malutkom dzmreckum 



— W moim ogródecku 
Rozwija sie kwiat; 
Powidz m\j Marysiu, 
Cy cie mierzi świat? 

— &wiatci mift nie mierzi, 
GłoWLRla fnic bolf, 

Bede płakać wnet, 
W moim ogródecku, 
Zielona pietriiska; 
Przybliż fli^, Jasi/iko^ 
Do mego aerdueka. 



Nie bede aie zenit, 
Bede aie zajicaf, 
Bede panny ciesyl — 
Kawalerski iwjcaj. 
Nie bede aie ^eiiił, 
Az mi Bto lat minie; 
Bede upatrował 
Dobry gospodynie. 
Dobra gospodyni 
Dużo chleba daje; 
Idziu do komory^ 
Godzinę go kraje. 




Jak nie będzie mojej woli^ 
Któż mie na to przyniewoli? 

^ Widziałeś^ chlopcykn? 
— Widziałem, panie; 
Malutkom dziureckom 
Patrzałem na nie. 

A ja ci, radam oi| 
Wysyłam chastecke, 
Dałam ci. 
Wysyłani ci jom 

Białym jedwsibikiem 
I podałam ci jom 
Z komory okinkiem, 
A ja ci, radam ci, 
Wysyłam cłiustecke, 
Dałam ci. 



1«. 

Ukiajala clilcba^ 
Jak dębowy Hetek, 
Jesce mi aie pyta: 
Cym go zjad joz waystek? 
— Nie zjademj nie zjadem. 
Leży nade drzwiami; 
Co spojźre na niego, 
Zaleje aię łzami* 
Ukrajałaś chleba 
Jakby dla komora; 
Porwała go mucha 
Ijeci z uim do dwora. 



15. 



— Idzie woda, idzie, 
Malutkom rzytUBioro; 
Znacy mi sie, zuacy 
Maćkowa mataaiom. 
Marysie mi daje. 
Co mi Sie nie idaje; 
Antosie mi nie da, 
Co mi sie podoba, 
W Krakowie na krowie, 
W Wilkowie na kónitif 



Kupie ae Marysie 
Za łajkę tytoniu. 
— Nie zenie się z tobom. 
Nie moja to wola, 
Cho6 mie tak matasia 
Do cie przyniewola. 
— AmojaAntosiu, 
Mam cie o coś prosić; 
Żebyś mie nie cłiciała 
Ockami przenoaić. 



.4FIBWKI I 24aJL1>Kl 



349 



Mml% babft Bregide, 
Wysłała ją po wodę; 
Ni Bregidy, ni wody, 
Ni E Bregidy wygody. 



Jeclalem x Krakowa, 
Kowal babę sUli; 
Położył jom na kowadle, 
Miotem w plecy wali. 
Jechałem z Krakowa, 
Chciałem loa odminic, 
Albo kaiędzem ostać, 
Albo sie czynić. 



Jechał chłop do miasta, 
8pfldła mu oiewiasta; 
Jak aie po niom wrócił, 
Kijem jej domłócił, 
—'ZfibyS była dobra zona^ 



—A w nowym mieście, 
W nowym Lelowie, 
Wzleni mi wionecek 
Kawalerowie. 
Żaden ml nia wzion^ 
Ino Francisek; 
Obiecał ml daó 
Śrybny lańcuiek* 
Łańcnpka nie dał, 
Wionecek Btraoił; 



16. 

Posła baba po popiół, < 
Djabeł babę utopił; 
Siedi tu^ babo, w popiele, 
Kiej nie bywaa w kościelel 

Jecłiałem z ICrakowa, 

Nadybałem śtyry; 

Jedna bielnteńka* 

Druga ni ma cyry, 

Trzeciej nie wiem to takiego, 

Co pomału ebodzi, 

A o c wartej nic nie powiem, 

Bo mi Bic nie godzi. 

18. 

Siedziałabyś z dziećmi doroa! 
— Żebyś ty był dobry mąz. 
Naprawiłbyś dobrze wóz 
I półkoBki na w62 włożył, 

Nie w literkach babę woził, 

19. 

Pamiętaj, Francisku, 

Bedziea go płacił. 
Wróć mi wionek, wróć ml, 
Bede ja se lodimi; 
Wróć mi slrate moje, 

wiccy nie atoje, 

— Zyniłbym się z tobom, 
Zeby£ miała rolom» 

1 konika orać, 

Nie trza mia namawiać. 



W Krakowie na ulicy 
Pijom piwko rzemieślnicy; 
Pijom, pijom, rozHwajom^ 
Orzectiom Kasie namawiaj om. 
A jakci jom namówili, 
Do powozu jom wsadzili. 
Matka o tym nie wiedział^!, 
Kacmarka im dopcdztala; 
— Śpicie, śpicie, nic nie wioic, 
ZamówioDe wase dziele. 



20. 

— Watajcie, wstajcie^ dzieci moje, 

GóAcie, góficie siostrę swoje, 

A jak ci jom zdogóoicie, 

Ręce, nogi i utnijcie- 

I tak ci jom zdogónili. 

Ręce, nogi i odjęli* 

— Idź mi, Jasiu, do Śkleniee, 

Przyprowadź mi bazarnice; 

Niecił mi owinie te rany, 

Co mi «robłł brat kochany. 



L 



' 


350 KOKSTAKTr RAT8KT 






Mt. 




— Idzie wojako Q(i Bydlina*); 


Rąbie nózlcom, zahije go. 






JdEze, matko, poznaj eyna. 


— Ni ja teraz garstki siecki, 






—Jakżebym go poznać mjala? 


Stoję we krwi po koetecki: 






Trzy latam go nie widziała. 


Ni ja teraz garstki staną, 






—On taili leży poci Bydlbero, 


Stoję we krwi po kołana; 






Trzyma głowę pod kaminiern, 


Ni ja teraz garstki słomy. 






I koU jego kolo niego, 


Rozniesom roie krnki, wrony. 
22, 






Ścini jawor, ścini, 


Wzieni mi Afaryaie, 






Juz Hie nie zilini; 


Com ja do nlj chodził. 






Powiedzialym słówko, 


Choeiazóm dal słówko, 






Juz sie nia odminu 


Mogę go odminii?; 






Ścini jawor, Bcini, 


Wole do wojska iśf, 






Co Dajlepl rodtił; 


Jak sie z tobom zynić. 






Na fitodola aowa siada, 


Urwałeś mi kwiatek z makn 






Wysłuchuje co kto gadu; 


Nfe dajze po sobie znaku. 






Wyslucliała dwoje ludzi, 


I dałeś mi kwiatek mnnny. 






A oboje byli młodzie 


— Nie stawajze między panny^ 






Jak ze Bobom rozmawiali^ 


Stań se między zony, 






Dzieciątkiem się podarzali. 


Boi Ły taka, jak i ony. 






— Weźze, Jasiu, wef to dzicie; 


Dam ci krowę z cielęciem, 






Mówiłeś mi: ,Nie zdradzę ciel" 


Uzywze sie z tern dziecięciem: 






A tyści mie, Jasiu, zdradził, 


I dam ei ja troje świni, 






Uoa mie bez łącke prowadził. 


Pójdzies aobie do rodziny. 






Urwałeś mi kwiatek z róży, 


Dam ci owce i z jagnięciem, 






Bawze sie tu jak naj dłuży. 


Uzywze się z tern dziecięciem. 






..3oga kwiatek z róży, 


—„.Bogu twoja oweal 






Jitz nie Liede panoom dłuży; 


Dla dziecięcia trzeba ojca, 
34, 






Kacma matawana, 


Siedli sobie za stolikiem, 






Dróżka bttrkowami, 


Ciakneli se ognia. 






A jest ci tam kacmarecka 


Ognia se eiaknelr. 






Jeace nie siwrana ^). 


Fajki zakurzyli; 






Przyjfeclialo do fii 


Siedzą sobie za stołiktem 






Siedmiu chłopeów do dnia: 


Tabaki zażyli. 






") Berlina, 








^) W mowie złodziejskie; 


znaczy: jeszcze nii^ stowarzyszona 




i 


E6 złodziej amij nie wtajemaiczoi 


»«- ^ 




i 






. 



l— 



ŚPmWtElT t 2AÓAD^ 351 






Talaira 1 dali, Zfljddefl do komory^ 

Fo skrzypka kazali: > , 

Po knbeekn ee wypili, Kacmarecka rada, 

Do tofica sie brati. Za ładoa parada; 

— A ta^Łcnjze, tańcojj Kacmarz niekonieciiie, 

Kacmarecko tłuBta, Bo taAcówad Diebezpiecnie. 



„Teraz dwóch tańcuje, a piąci kradaopa; jak juz wsyćko 
wynieili, tak jedyn Spiwa; 

Sizy, Florka, nity, 
Bo ci capke widać, 
Bo zobacy kacmarecka, 
To sie będzie gniwat^. 

^,*j tak dali tańcyli; jak juz wsyćko wynieKll, tak jeaoe 
sperka i kiełbasa OEłtała; tak /nowa spiwa: 

A widzie ty, Florku, 
Kiełbasa na kołku, 
Sperecka ua grzędzie, 
Weyćko nase bcdiie- 

t,Tak sie wrócili i i&abrali wsy<Sko i na furę zapakowali. 
Tak jeden % tańcącycb apiwa: 

Nie jedicie drogami, 
Ino manowcam], 
Bo ja tam popózoi 
Przyjadę za wami, 

,Tak mu zoetawili kóuia, do t^łupa przywiązali, a sami 
waiedli ua wÓz i pojechali.'' 

Porów n. Wisła- IV, 155, nr, 2. Kolberg, Lub, 1, nr, 492; 
PiWiii, nr- 38; Fotn. III, nr, 480; KitL II, 247: Maz, IV, ur. 565; 
Vj ar. 315; RogOfi nr- 544; Zhvk umd.j X, 'óBO, nr, 377.— -/?«</. I 

( 
25. 

Jedzie Jaś, jedzie Ja£, Pr^yjedi, Jaaiu, przyjedź, 

Mija moje wrota, Abo kogo przyśli, 

Nie zdymic capecki, A bo mi sie co etanie 

Ize ja airotfl. Od zalu, od mySli. 

— Przyjedź, Ja^in, przy.iedi, Przyjedź, JaBin, przyjedź, 

Nic przychodź piecliotom, Abo przyplyfi z wodom; 

Boby cle matusia Odjadę maiueie, 

Nazwali Birotom. A pojadę z tobora. 



353 



KOn&TAffTY RATSKt 



Jasiu mój, Jasiu, 
W ktćrejześ ty atrunie? 
Jeńli ku WarfiHwje, 
Wepomuise ae o mnie. 



Wepomnize se o mnie 
Cliociaz raz na tydzifi, 
Bo ja B6 wepominatD 
W kazdziuŁ^necki dziii. 



se. 



Ula, gąski, 
Na gałązki, 
Ula, gąakip na wodel 



27. 

Jeeee ja ae, jcace, 
W kolibecee apaU, 
Jak ci ja o tobie^ 
Jfisińku^ mjslała. 



CegoS chciała, 
To8 doilala, 
Straciła!! Be urodę* 



28. 



Kiecłize da B6^ zdrowie 
Ty moi matuai! 
Wydała córecke^ 

Sama robić muei. 
Wydała córecke 
Za las^ za górecke, 



Teraz musi robić 
Kazdom robóteckc. 
A m(>ja matusiu, 
Dalekoś mie dała, 
Żebym ja u ciebie 
Gęsto nio bywała. 



29. 



A q6e ja tOy moja matko, kobyła, 
Żebyś mie ty po jarmarkacli wodziła? 
Nie dajze mie, moja matko, nikomu, 
Przyi^jdom po mnio same cbłopcy do domu. 



Ładnyś Jasiu, ładny 
Kieby karafijol; 



30. 



Poelabym za ciebie, 
Zebyj mie nie bijał* 



tl. 



Uciekły, Dciekły, 

Karę konie w górkę; 
Porwały^ porwały, 
Maciejowi córkę. 



Macieja, Macieju, 
Serok:i was g&\^i^\ 
Obiecał was cysors 
Na woinkę zająć, 



*) Ród, rodzina. 



ŚPIEWKI I ZAGADKI 



353 



32. 

Jedzie Jaś, jedzie Jaś, 
JdzcI je na moście; 
Wieiie mi wioneeek, 
WBtązeU osiemnaście. 



Selma d2iei]dia była 
i aelmoai zostuk, 
Bo uficówać ze mnom 
Be£ coBik nie chciała. 



33. 



Zęby nie o Jndzi, 
Jabym ci poradził: 
Kopnął nogą w plecy, 
Za drzwi wyprowadził! 



34. 

Cóześ ty osalał, 
Cyś ty bez rozumu? 
Karem a przy gościńcu, 
Ty jedzies do dómul? 



35. 

Ogrodnicek ci ja, 
Białom różo id sadze. 
Która pantia ładna, 
To jom odprowadzę. 



36. 

Z tamty strony wody 
Jedzie ogród ni cek^ 
Siodło malowane, 
Cisawy kónicek. 



37. 



Kakntecka knka 

Na Maćkowy grusfic; 
Wyspałeś eię, Jasin^ 
Na moi podusee, 
Knkułeeka knka, 
Juz mie oku kała ; 
Moja rods^inecka 
Juz mie obgadałn. 



Rukułecka kuka, 
Kasia Jasia suka; 
Znalazła go w roli, 
Głowisia go boli. 
Orałbym ja, orał, 
Żebyś poganiała 
Na kazdem u wróci u 
Gębusie dawała. 



38. 

Cóze« ty, Marysiu, 
Cóześ t? za jedna? 
Staje ja ta koło ciebie, 
Jakby kole drewna! 



Wisła L IX MJis, 2 



n 



354 



KONSTANTY RATSKI 



WidKie ty, Marysiu, 
Na koHciele gdłka; 
U Lwo] matuBie 
Ka atole gorzilka. 



Marysia jom pije, 
Jasinek sie śmieje. 
— Nie śmij sie, Jaamkti| 
Bo mi sie rozleje. 



40. 



— Moja MaryA, 
Riisaj fiobom, 
Bił tańcować 
Ciężko Ł labom; 



Bo mi cięzys 
Kole bokn, 
Jakby torba 
Od obroku. 



Wolałbym sfe 
Przebić kołem, 
Niż tańcować 
Z takim wołem. 



— Wolałabym 
Kluski z mlikii^m, 
Nfi Łańcó-fać 
Z takim bykiem. 



— Jak ci ja pojadę, 
(TÓrami, dolami^ 
Podej mi, Maryeiu, 
Hąr;kc z piestrzoukami. 



41. 

— Cózby ci, Jasiu, 
Za uciecha stała, 
Jakby ja ci rącke 
Z piestrzookami dała? 



Dana moja, dana, 
Ni mamci ja wiana; 
Kie da mi go matka, 
Bo go ni ma gama. 



42. 



Ojze ino dana, 
Niewiele mam wiana: 
Konopny fartusek 
Tylko po kulana. 



Ola moja^ ola^ 
Niewiele mam pola; 
Nie narobis mi sie, 
Kocb&necko moja> 



Idi, głosie, po rosie, 
Priłsto ku młynowi; 
SiecG tam Jjij5 trawkę 
Mymu kónisiowi. 



43. 

Ola moja, ola, 
Jadę z Koniecpola; 
Wieże obarzaoki, 
Dla moi kochanki. 

44. 

Zynaby ja, zyna, 
Do samego młyna, 
Zęby mi młyaarka 
Uchowała By na. 



46. 

Jak sie mele, 

Tak sie mele, 

Jeden worek 

Trzy niedziele. 

A młynarz sie nic nie smuci, 

Bo mąkę zji, a worek wróci. 



iSpjF.WKl I ZAGADKI 



35. J 



Sanajom mie lud^te^ 
1 konia mojego^ 
U w jąkali mi ^o 
U złobD gołego. 



46. 

U iłobu gołego, 
U drabiny gpoly; 
Stójze tu, kÓDJkn, 
Nima ci niewoli. 



— Powidzze mi, Marysiu 
Coś mi minia pedaicii, 
Bo mi sie matnain 
Kazali dawiedzieć, 
Idzie woda^ idzie, 
Po kami idach dźbięcy; 



^7. 

Powidzze mi, Maryś, 
Ile mas tyaięey? 
*- Nie pytaj aie, daraio. 
Bym piniąche miała, 
Tylko mie sie spytaj, 
Cy cie bedo cliciała. 



48- 



— Bkądsei ty, jakże ci!* 
Bo cie bede chmU, 
Bt> mama pioiązki 
Będzie nam dawała. 
Jak pojedzies bez wied, 
Zdymze magierecke, 
Pokło6 flie mamusi, 
Dadzom ei oórecke, 
- Wolałbym ja, wolat, 
W kosn wodę nosió. 



Niźli sie mamusi 
O córecUe prosie. 
Wolałbym ja, wolał. 
Parom koni orać, 
Ni^.li na mamusie 
O curecke wolać< 
Wolałbym ja, wolała 
Stadu ^cBi zganiać, 
Ni;^lt sio mamusi 
O córocke kłaniać. 



49. 



Jak ci pojedziemy, 
Nad wodą etaniemy, 
Konie sie oapojom, 
My SC pomówiemy. 

Jedziemy, jedziemy, 
Drdzecki ale wiemy^ 
Dziewcyna^w komorze^ 
Drózecke pokaże. 
— Nie einaj, nie cinaj 
Eónisia we wozie, 
Bo op ci nie pawi, 
Zt ciągnąć ni moze« 
Kie cniaj, nie ciuaj, 
Kóniaia poJ sobom, 



Ba on ci nie powi^ 
Ze mu źle iść z tobom« 
— Pojedzies? — Pojadel 
We£ i mule ze sobom; 
Bede podeinała 
Kóoiaia pod tobom, 
^Pojedzies?— Pojadę! 
Weź i mie, weź i mie, 
Bede podcinała 
Eónisia do zimie. 

Pojechał, pojechał, 
A nie podziękował, — 
Bodaj karki skr^cił^ 
Albo nozki zfomałl 



Kary kófi, kary kóft 
giodeiecko niesie; 



50. 

Zackaj mie, dziewcyno, 
\V kalinowym lessie. 



356 



KONSTANTY RAYSKI 



I 



Odom moja, odom, , 
Za słone r^ka do dom; 
Nie powiadają Maryś, 
Ze ja z tabom gńddm. 
Ze ja K lobom g&dał, 
Ze ja £ tobom prawiła 



Bo ja siodełecko 
Na koniu poprawił, 

— Pocóieś przyjechał? 

— Pocóześ kazała? 
— Ja maleiłka była, 
Rozumam ni miai&I 



61. 

Jakeś z góry jechał, 
Gemnś Die hamowały 
Jak cie nocka zasła, 
Cemnś nie nocował? 



— Wiedziałaś, dziewcyno, 
Ze ja popisowy; 
Nie przyi-^iindzić było 
Do mnie do stodoły. 



62. 

— A przecięć ja poała 
Cielątkom po siano; 
Tobie bie> Jashiko, 
Figielków zachciało. 



Eonie moje, konie, 
A moje kfL^tsnyl 
Ktoz mi je uchował? 
H6j tatuś kochany. 



53. 



Nie mój kóń, nie mój k6ń^ 

Nie ja go kupował, 

Ino pana ojca, 

Co mi go darónał. 



Chociaż jn jest mały, 
A mój kóuik dnzy, 
I tak ci mi i tak 
Woiuccka ałuiy. 



64. 



Pod mojom klacom 
Podkowy kołacom; 
Nie chciały mte paniiy^ 
Terflci mie płacom. 



Uyślałaś, Marysiu, 
Ze ja o cie salai, 
A ja n kójiisia, 
Co mi okuJawlał. 
Każe ja ^^^ każe 
Uatro koma okuó^ 



66. 

Bo mie obiecały 
Bielanecki otruć. 
Jaz mie nie otrujom. 
Klejem sie dowitidział; 
Wsięde na kónigia, 
Nie bede tu siedział , 



Nie ja krzywa: 

Pokrzywa, 

Co mnie yi pfecy 

Sparzyła, 



56. 



Nie ja krzywa: 
Maciek krzyw, 

Co mnie wepoliiii^ł 
Do pokrzyw* 



ŚPIEWKI I ZAGADKI 



357 



U moi niHl:aeie, 

U moi kocłiiiny^ 
Wyleciał tJim oknem 
PUsek matowany. 



67. 

Cboć jeden wyleciał, 
Drugiego malnjoaiy 
Bo moja matusia 
Każdego aaoujom. 



L 



Dworak ei Ja, dworak, 
Dworskie wychowanie: 
Siedymna^eie kiełbas 
Nb. jedno śnfadanie. 
Siedym najecie kiełban, 
Odiemnaście kieek^ 
A chleba bochenek 
I bardcu półmisek. 
Powiadał ci ja; 
Nie kochaj chłopaka. 

Pa boru chodziła. 
Borowiny jadła; 
Zamiant pocerwienieć, 
Ona giirzy abladła^ 
Cerwone jagody^ 
Wpadały do wody, 
— Nie id£ icb, Marysiu, 
Bo ni mad urody^ 



58. 

Bo dworak przyjedzie, 
Odbije ci chłopaka. 
Nimaci tu^ nima, 
Jako dworakowi: 
Siędzie na kónisia, 
Jedzie ku dworowi. 
Niona ci to, nima, 
Jak ta dworaka mina: 
Kładzie sie jak wieprzek, 
Wstaje jakby świnia. 

60. 

Moje Bielanecki, 
Gemu nie śpiwata? 
Cysta dziś nie jadły, 
Cy nuty ni mata? 
Jadły my, piły my, 
I nutecke mamy; 
Cóz chłopcom do tego, 
Chociaż nie śpiwamy? • 



61. 

Jakem ja był Wsadzili tnie A jakem ja Ukrócili 

Mały chłopiec^ Z Kaśkii za piec, Więksy podrós, Na mnie powróz. 

62. 

Jczdem vd Krakowa bednarz, Panny, wdowy i mężatki; 
Moja dzittuclio, cy inie oiu znas? A choćby sie bccka wściekła, 
Umiem robie wsyckie statki, Jak pobije, będzie ciekła. 



63. 

A po moście jadom goście, 
Wozy rumieniejom; 
Powidtf-ze mi, moja Marys, 
Oy ty bedzies mojomV 



85S 



KOK8TANTY HATSKf 



Nie bed6 eie zynil 
Tego roku jesce; 
Pik ny cli dziwek nimaj 
A }Ł brzjAkich oie chcfii 



04. 

Nie bede &ię zynił, 
Co mi ta po zonie] 
Mam ci Ja tabelko 
W Kielcach w magftzonie. 



ł 



Mój kónicek bury 
ttombic nóżkom z góry; 
Jeciialbym do panny^ 
Sam nie wim do clitóry. 
Do bogaty brzydki, 
A do bidny ładny, 



Abo jn to, Jaeiu, 
Twoja niewolnica? 
Kazałeś pogan iar. 
Nie dałe^ mi bii:a. 



liez ]&&j br^ porębo 
Kocłiałeiii i b^de; 



Górom owee, ^órom, 
Barany dołami; 
3adofikie cbłopaki 
Z krzywemi nogami. 
Górom owcCj ^drom. 
Barany doliuom; 

69, 

Leci ptasek, leci, 
Gorrjom mu ^kr/^ydlu: 

Baduskie chłopnki 
Tak jak motowidła, 

70. 

Sftdofikte chłopaki 
Dużo miny majora; 
Na kwaterkę wtj<lki. 
Wszyscy aie akladajom. 



66, 

Jak se ja rozmyśle^ 
Nie póńde do zadny^ 
Bogata - garbata, 
Do gór> łeb nosi; 
Uboga — si rota, 
Pana Boga prosi. 

66, 

Nie dałeś mi biea, 
Ifie dateś śniadania; 
To ja ci odyńde 
I od poganiania, 

67. 

Komu będzie zazdroiSć, 
Kochał bede na zlaś6. 

68. 

Sadoskieh chłopaków 
Do śpitala zynom^ 
Ino Jasinek 

Najetareym tam będzie; 
Na środku apitala 
likał portki będzie. 

71. 

Sadoukie chłopaki 
Wyauko aic nosom; 
Idom do LeLowa, 
^ydom wodę uoaom, 

72. 

Ni miał ta Jasinek, 

Ino gros, ino gros; 
Wyży bfode nosił, 
Niili 003, ulili nos, 



iiPlEWKI T ZAGADKI 



359 



73. 

Dtiewcęta Bifi chlabiom^ 
Ze ich cbłopcy lubiotn; 
A cblopcy Bie śmiejom, 
Ze zwodzi ó nmiejom, 

74. 

Slónecko zachodzi 
Za koniec Hpicikiórza; 
SadoBkie cbłopaki 
Nie niDiom pamórza. 



76. 

Rarcma na górecce. 
Zagrajze mi, kochanku, 
Niech mi sic lagrzeje 
Wełna na baranku. 

76. 

Z ty górecki na te 
Przeskakuje leliń; 
Kochajom mie panny, 
A ja o tym nie ^ióm. 



77. 

Z ty górecki na te 
Przeskakuje srocka; 
Te dziewcyne kocham, 
Co ma siwe ocka. 



— Z tamty strony młyna 
Wysoka leseyna, 
Trzebaby jom wyścinać, 
Ida młynarka córkę, 
Wzioobym jom ^a zonke, 



78. 

Zęby mi jom chciała dać. 
— Dadzom ci jom, dadzom, 
Piknie odprowadzom, 
Ino jom trza sanować. 



79. 



Pozynaj, pozynaj, 
A ja bede kosił; 
Jak mi sie spodoba, 
Bede o eie prosił. 



Żadna mi sie nie podoba, 
Ino Justyna, Justyna; 
Kapusta i (jej) wykipiała, 
Ona stoi u komina. 



80. 

Kapusta i wykipiała, 
Groch i sie spalił, daj spalił, 
Gdzie ja sie tylko obrócę, 
Bede jom chwaliła daj chwalił. 



81. 



Ka zielony łące 
Marysia spala; 
Przysed do nij Jasiek, 
Zęby mn dała« 
— Ja ci mówię raz, 
Cy ml buzie daa 



I ten swój wionecek 
Co na głowie mas? 

Ona mu mówi: 
— Moje kochanie, 
Mama sie gniwa 
O całowanie. 



360 



KONBTASTY RATSKI 



I 



Na ty łące, 
Ka ty ztfllony, 
Ltzy tam cblopiec 
DardEo zraDioDy. 



Boie mój, Boże, 
Który to bedzit! mój? 
Cy orze, cy sieje, 

84. 

Oda moja, oda, 
W komórecce woda; 
Któi mi jom w>leje, 
Kiej MaryBie BkodaV 

A dejse mi, Baze^ 
Ok inko w kómorae; 
Bede wyglądała. 
Jak Jasinek orze, 

86. 

Jedzie Jaś, jedsie JaS, 
Ju« jeBt na Brzozo wce^ 
Wstąpił tia łkowarek^ 
Wyłał LUT Żydówce, 

87. 

A panie mój, panie, 
Scrokie stajanie, 
Gorzałecki mało^ 
Mnie Bie nie doi^tanie, 

88. 

Z&cliodzi Błoaecko 
Za v^\'sokie dęby, 
A tym Bielaneckom 
Wytrncijlały zęby. 



FrzyBła do niego 
Haryaia jego 
I pyta go tie: 
Uo ei takiego? 

83, 

Cy ale do mnie śmieje? 

Cy orze, cy radli, 

Z którym bodzie ładni? 

89. 

Z ao bodzie slonecko, 
Jeźll mas zacKiodzić, 
Bo naa nozki bolom 
Za bydełkiom ohodzic, 

90. 

Iraędie, Ir»ędze^), 
Na górse atoicie; 
Nie pónde ja do waSj 
Az Bie przybliżycie, 

Ooka moje, ocka, 
Gdcie wy spoglądacie? 
Weyćko ka tej stronie, 
Eaj kochanie macie, 

m 

l^owiwaj^ powiwaj, 
Wietrze p<>ładniowy; 
Wywiwaj, wywiwaj 
Moje myśli z głowy, 

93, 

Ciemna nocka była, 
Ciemna mle sidradziła, 
A ja nieściśliwa 
Com pa niej cbodziła. 



*) Inaczej Irządze, wie^ we Włoszctowsktm. 

(Doko/iczenie nastąpi}. 

Konsianty J?cf;/il^ 



4 



r 




3(vuwu{c. Tablica II. 



■^ 



NUNCIUS CUM BACULO 

STrUJUM ARCHEOLOGICZNE O KRYWULT. 




UBbarg, zaznaczywszy w piątym rozdziale 
yi^^^^^^-^^l księgi trzeciej, że jak chrześójanie pa- 
^^Bi ^iTVsM^r^ pieża, tak poganie Prusowie, Litwini, Żmuj- 
dzini i Łotwa, oraz inne narody północne, 
wysoko czcili kapłana Kriwe, mieszkają- 
cego w Romowe,— obałamucony tym porów- 
naniem, snuje dalsze wnioski, tyczące się 
władzy Kry wego, mówiąc, że jak wszystek 
świat cbrześćjański slucba papieża, tak na 
rozkaz i skinienie [{rywego jest posłuszny 
wszystek powyżej wspomniany świat pogański. Powaga zaś 
jego miała by o tak wielką, że gdy nietylko sam^ lub jego 
krewny, ale nawet gdy poseł jaki z jego laską, lub innym ja- 
kim zaanym znakiem, przez kraje rzeczonycb pogan przecbo- 
dził, to kuDigady (reges), szlachta i lud pospolity okazywali mu 
wielkie poszanowanie. 

Na pierwszy rzut oka wydaje się wszystko jasnym i zro- 
zumiałym. Zważywszy jednak, że władza rzeczonego Krywe, 
jak to staraliśmy się gdzieindziej udowodnić^), tak obszernycb 
granic mieiS nie mogła; że z pod niej nietylko Litwę, Żmujdż 
i Łotwę, ale nawet ziemie Prus gieograficzoycb, z wyjątkiem 
Nadrowji, wyłączyć wypada; że krótko powiedziawszy, władza 
jego jedynie w granicacb Nadrowji mieścić się mogła, — mimo- 
woli D^i^Dwają ^ią wątpliwości i pytanie: po co właściwie wy- 



*) Refurut o Krywem, czytany na Zjeździe archeologicznym 
^\ WUote i maji^fy sie ukazać w ^Pracach** tego Zjazdu; wyciąg 
z tego referatu w piśmie zbiorowym „Charitas;" wreszcie szcze- 
gółowy koinentJiTz do słów Dnsburga w ^Żródłacli do mitologji li- 
te w&klej," Nn XVIII. 

23» 



362 AMONi UIEBZTŃBKI 



prawi al poHł& w ziemie i krajc^ kt^re z Nadrowją nie miały 
związkn żadnego, ani religijnego, ani politycznego? Tradności 
mnoią się i rosną w miar^ doeiekania szczegółów: co znaczy 
laska Krywego? lab co to byt' moie za znak^ snany od Wiały 
az pod Pskowskie granice i od zatok bałtyckich do p:ranic 
Polski? jaka była między laską a znakiem różnica? Ciekawą 
bo wogóle byłaby monograłja o lasce I jej odmianacli, jakiemi 
są lip. laska Merkurego, ponła bogów, laska Mojżeszowa i Aa- 
rona, laaka czarodziejska, tbyrsos, buława, berło, pastorały pat- 
ka, kula, kluka. krivńle, łieja, kokula, wici, kartjy itp,, a na- 
stępnie monograJja zastępców tej laskf, jakiemi są up. bat, bicz, 
korbacz, kańczug itp. Judoym słowem, ciekawą byłaby faisŁorja 
laski i jrj odmian w £j ciu i bycie społeczeństwa ludzkiego. 
Podobna praca odsłoniłaby uam pouczającą część historji cywi- 
lizacji i bartjarzyństwa. Atoli do tego jeszcze daleko; przedmiot 
ten wymaga oprócz mozolnej pracy w zbieranin materjałów, 
równie mozolnycłi prac przedwstępnych. Obecnie ograniczymy 
Bię zbadaniem tego^ coby nam poslużyr mogło do objaśnienia 
laski Krywego, Nie mając zaś źródelj traktujących wprost 
o tym iMzedmiocie, tj. źródeł bezpośrednich, uciekamy się do 
analogji, jako jedynego pozostałego środka, za którego pomocą 
dojśó można tio możliwego wyjaśnienia. 

Najwięcej materjału dla naszego przedmiotu podaje nam 
Wisła- w której pod tyt.: ^Poszukiwanie Ill-Kular' znajdu- 
jemy z różnych stron przez różnych współpracowników zebrane 
szczegółowe wiadomości. Źródła inne przytoczymy na swoim 
miejscu. Z rozpraw pomocniczych wielce pożyteczną nam by! a 
praca, wydrukowana w „Yerbandlungen der Berliner anthropo- 
logischen Gcsellschaft" (Sitzung 21, Jan. 1882^: „Die Kluke 
und die Kri?ulc — Schulzeazeicben aua Westpreussen uud Litmu* 
en,'' tz tablicą rysunków). Autorem jest A, Trcichel, któremu 
za łaskawe przesłanie tej pracy składam podziękowanie. Po- 
dobno profesor uniwersytetu berlińskiego, K. Weinbold, zamie* 
rza napisać monografję o łasice; doŁyclLCzas pod tytułem: t,Bei- 
trage zu den deutscheu Knegsalterthiimeru^ ukazała się praca 
jego o obsy laniu laski proatej lub zakrzywionej^ jako znaków 
wezwania do boju^ w „Śitzungsberichte der kcinigl. preusa. Aka^ 
demie der Wiaseuscb." 24er Halbband, 1891, str, 643-567, 






NUNOIUS CUM BACULO 3fi3 



§1. 

Zbiór materjalu zactniemy od dzieła Praetoriusa: „De- 
liciae PraB»iicae ader Prenssiscbe Scbaububoe/' z którego wy- 
dągi (m^Bto Dtewystarczające) wydał Pierson (Berlin^ 1871). 
Fisze OD o Nadrowji: 

1. LaBki znamienne, jakiemi Kry we wzywał lad na ze- 
braiiia, dotychczas są w nżyeia w Nadrowji pod nazwą: krywnle. 

2. Wyraz „Kriwe" jest staro-prnski i oznacza osobę, ma- 
jącą władze wydawania wyroków i rozkazów w sprawach du- 
cha wnycb i ńwieckicb; znaczy tyle, co sędzia najwyższy lub 
papież. W Nadrowji, Szaławonji i Sudawji, znak, który nosi 
sołtys, nazywa się krywule. Sąsiedzi, których znak obesłany 
doszedł^ niezwłocznie stawić się powinni. Kry wid a w tych 
stronach znaczy dotąd sprawę sądową; krywulaut zaś: pójść 
do flołtysa i sprawy wysłuchać. W niektórych rękopisach, pocho- 
dzących z biblioteki Bretkunasa, w miejsce Krywe czytamy 
„Krawe,'' znaczące: kupa, zebranie. I jeszcze dotychczas w Nad- 
rowji i Szaławonji słyszymy, ie udający się wskutek obesłanej 
krywnłi do sołtysa mówią: £ikim kruwon^ tj. chodźmy na ze- 
branie. W n^kopisie Bretkunasa, str. 315, czytamy notatki 
z kroniki Cfarystjana: Legat, przybywszy od jakiego pruskiego 
książątka do Ery wego, stawał przedewszystkim otoczony orsza- 
kiem najwy^^szych dygnitarzy i źupanów w pokornej postawie 
przed Romowc, a postawą tą było, jaka dotąd w Nadrowji 
jest w użyciu, że przełożywszy prawą rękę' do piersi, kilka 
razy sii; skłonił przed Krywem, siedzącym na kupie drzewa (!) 
zamiast Da trouie, w otoczeniu wielkiej liczby wajdelotów i waj- 
dolotek. Poseł stojąco sprawę, w jakiej przyszedł, wykładaL 
Obecni wajdeloci wobec zebranych podnosili okrzyk, zapewnia- 
jąc przybyłych panów, że Krywe odpowiedzi udzieli. Ten zaś 
przyrzekał, źe niebawem do bogów się uda i oznajmić każe 
przybyłym, jak w danej sprawie postąpić należy. Jeżeli się 
okazało^ że ze względu na Krywego i jego państwo sprawa 
pr^yj^Lą być może, natenczas za wdaniem się Krywego grzmot 
powatawał, co było znakiem, że Krywe porozumiał się z Iioga- 
nii^ i ze ci odpowiedź dali; jeżeli zaś sprawy z powyższych 
względów nie można było przyjąć, wtedy odzywał się głos so- 
wy. Obcy książęta nie dostępowali zaszczytu stawania przed 
świętym dębem; posłów ich odsyłano do lasku, stojącego 
opodal łiomowyf do którego wiodła kręta dróżka. Tu przyjmo- 
wali ich książęta miejscowi; których Krywe na krótko przedtym 



364 



ANTONI MIERZYŃSKI 



za pomocą krywuli zawezwał, i prowadzili do namiotu. Posło- 
wie wyłożyli rzecz, dla której przybyli, a Krywe udzielał od- 
powiedzi przez wajdelotę jednemu z panów lub książąt prus- 
kich, który był obowiązany oznajmić ją posłom. — Że to wszyst- 
ko bajki, pokazuje się z samej treści i ze źródła, z którego 
wiadomość czerpana. Tym źródłem Grunau, III, § 2, wyd. Perl- 
baclia, str. 88/9. Ob. § 2 niniejszej pracy. 

3* Praetorius między str. 100 i 101 swego rękopisu 
iitnieścił obraz Krywego, według fantazyjnego rysunku Bretku- 
nasa; przedstawiony tu „Krywe w długiej szacie, szerokiej 
ciapce, z krywulą w ręku, mającej u góry dwa zagięcia. Szaty 
Krywego były dłuższe od zwykłych." (Praet. 40). 

Biały kolor uważali za święty, a chcąc kogo uczcić, nazy- 
wano gobaltassis kunnige (kunigas), tj. biały pan. (Tamże). 

4. „Żygenottami zwali się wajdeloci, będący na usługach 
Erywega; niekiedy bywali posłami, i wtedy nosili kry wulę; zwo- 
ływali także lud na zebranie do Romowy. Wzywający w tym 
celu lud dotąd jeszcze w Nadrowji nazywają się Zygonei, Zy- 
genottea" (właśc. Żigonutai). (Praet. 41). 

5. ^ Kry wulę, tj. krzywą laskę sołtysa, zrobioną z krzy- 
wo uroslych korzeni drzew, wysyłał sołtys od sąsiada do są- 
siada celem zwołania ich na zebranie; samo zebranie zowie się 
także kry^vule; stąd i kriyule eiti znaczy pójść na zebranie 
a isz kriwulęs pareit— z zebrania wracać. (Nesselm. „Wort. 
der lit. Si^rache,** str. 229). , 

6. Frischbier niemieckie wyrażenie: In den krnmmen 
Stab gebeu, ans dem krnmmen Stab gehen i kriwule eiti^ isz 
kriwulęs eiti — objaśnia wyrazami Ostermeyera (str. 32): Ins 
Schulzenamt and aus dem Schulzenamt gehen. Kriwule zaś 
jest to krzywa laska, znajdująca się w urzędzie sołeckim, którą 
sołtys na wieś puszcza celem zebrania gminy; zebranie samo 
także nazywa się kriwule; zwyczajnie jednak, również jak las- 
ka, zwie się krawul. Kolej, w jakiej obiegała laska, była ściśle 
oznaezoua; sąsiad odsyłał ją sąsiadowi, aż w końcu do urzędu 
wracała. Nie wolno jednak było zanosić jej wewnątrz domu. 
ObDoaząny stukał we drzwi, i zawoławszy, że przynosi kriwule, 
opierał ją o ścianę; odbierający zaś był obowiązany natychmiast 
podać ją dalej. Zwykle przywiązywano do laski karteczkę 
% donieBieniem, jaki będzie przedmiot obrady. Kriwule wycina 
się z korzeni najkrzywszych. „Zwoływać zgromadzenie" brzmi 
po lit. i kruwą waryti, albo: i pulka waryti, tj. spędzać 
do kupy/' („Preuss. Sprichworter und yolksthumliche Redens* 



t 



NUN0IU8 CUM BACULO 365 






/•:; 



arteD/' przez Friscbbiera, wyd. II, Berlin, 1865, nr. 4323. To 
samo powtarza antor w „Prenssisehe Worterb.,"" Berlin, 1882, 
pod wyr. Eriwnle. 

7. Passarge w swej książce ,, Ans baltiscben Landen," Głogów, 
1878, str. 138, pisze: „Eriwnie tłumaczy się albo przez „kapłan, ** 
albo przez „krzywa laska,^ stosownie do tego. czy kto ten wyraz 
wyprowadza odkriwe (Oberpriester— arcykapłan?), czy od krei- 
w as — krzywy. Na kry wnlę nie bierze się pierwszej lepszej zwy- 
czajnej laski, lecz dobiera się osobliwie pokręcony korzeń drzewa, 
a w brakn jego laskę z dwiema bocznemi gałązkami, które się 
około niej wężowato okręca na podobieństwo laski Merkurego. 
Na Pomorzn około Gdańska laska taka nazywa się kluka, a na 
Mazowszu widziałem w podobny sposób okręconą laskę, która 
po polska „kunna się nazywa.^— Kanna -przesłyszano kula, 
jak słnsznie Sembrzycki utrzymuje. ( Wts/a^ IV, 688). 

8. Ed. Giseyins podaje rzecz następną: „Hufiec wojsk nie- 
przyj acielskicb w wycieczce wzdłuż Jury doszedł do rzeki Ap- 
ste i stąd pustoszył ziemie. Wieść o tym przeraziła mieszkań- 
ców nawet dalszych okolic. Niebawem zwołano za pomocą 
kry wali mężów zdolnych do boju, wskutek czego zebrał się męż- 
ny oddział na miejscu zapowiedzianym opodal Greisohnen. (Neue 
PreuBS. Prov.-Bl., III Folgę, III Band, 1 Heft, str. 47). Rysun- 
ki krywuli na str. 64 i 65. 

9. W Muzeum Tow. starożytniczego „Prussia" znajduje 
się kriyule, pochodząca ze wsi Baiten pow. Kłajpedzkiego i in- 
iia z niewiadomej miejscowości litewskiej. Rysunki podał A. 
Bezzenberger w „Sitzungsberichte d. Alterthumsgeschaft Przissia,'^ 
17 Heft, Królewiec, 1892, str. 31 i 32. 

10. „Znakiem krewe (tak) była laska z trzema zgięciami 
(ob. nr. 3, wypis zPraet.). Poseł zlaskąkrewy zwoływał daw- .^ 
niej wojny, przyzywał kunigasów do niego... Nazwanie tej las- t 
ki Lazda nusiuntiniuy lub wprost lazda^ zdaje się oznaczać, że 
była robiona z drzewa orzechowego; właściwiej zwała się kri^ 
vule.,. Że temi laskami zwoływano lud na zgromadzenie, świad- 
czą pozostałe w języku wyrażenia: i krivulę eiti — iść na 
zgromadzenie, isz krivules pareit — wracać z niego." (Kra- 
szewski, Liiwa, Warszawa, 1847, I, 160). 

11. Na Żmujdzi\ gdy się dowiedziano o wojnie, wódz 
zabijał kozę, w krwi jej maczał włócznię z drzewcem osmalo- 
nym i rozsyłał po osadach na znak, „że kto nie wystąpi, 
śmiercią i ogniem karany będzie" (?), lub że mordy i pożoga 



3fi6 ANTONI MIEUZYŃSKI 



idą^ i do obrony stawać potrzeba. (Kraszewski, Litwa^ t. I, 
8tr. 265;. 

12. Dozorczyni Mazeam Towarzystwa Prussia^ p, Vo»i, 
opowiadała, że w okolicach Królewca gospodarz stukał laską 
we drzwi sąsiada, mówiąc: „Da soUst in die pnlka kammen/' 

13. Z Rusi litewskiej, pow. Nowogródzkiego, podaje uam 
Wincenty Korotyński w nr. 32 Wieńca % r. 1872, na str. 301 — 
30*2 p. t.: „Laski symboliczne" (por. Wisła, VI, 425): Kij, ozdo- 
biony niepoczesnemi rzeźbami, wystawiającemi glow^ lad/.ką 
i roKniaite ozdoby fantastyczne^ wy stragany może wedlog wzom 
odwiecznego godła, zwołującego starszych wioskowych na kopt} 
czyli radę gminną, obnoszono*) kolejno t chaty do cbaty na 
znak przypadającego z kolei obowiązku cznwania nad końmi 
całej wioski, pasącemi się w nocy. — Na Łotwie c^^sto bywa 
wspomiuany zwyczaj pasania koni, o czym ńwiadczą pieśni 
i dowody, zebrane przez Woltera (Materjały do etnogralji płe- 
mienia łotewskiego, str. 4—43). 

U- Otto Urban w broszurze ^Die Klakę in Pomerelleti" 
pi«}zc: Zwyczaj rozpowszechniony, że sołtys obesłaniem la^ki go- 
spodarzy na zebranie zwołuje, panuje między innemi na Po- 
morzu, Podane rysunki wyobrażają wielką (nr. 10) i małą kin- 
kę (nr. U). Są to korzenie drzew, których we wspomuionym 
celu używają w Kosach, wsi, położonej o pół mili na połu* 
d u lo -zachód od Kartuz. Większą, mającą około 2 stóp najwięk- 
szej długości, obsyłano, wzywając gospodarzy i parobków na 
zebranie; mniejszą zaś, zwołując tylko gospodarzy. Każdy od- 
bierający klukę jest obowiązany, pod groźbą kary, natycbtiuaflt 
odesłać ją sąsiadowi. 

W Holsztyńskim brano, odmiennie od zwyczaju tutejazego 
kraju, za każdym zwoływaniem laskę nową, na której gospo- 
darz zakarbowaniem swoje „vidi'* zaznacza. (N. Pi. Pr.*Bl, Ul 
F., III B., str. 182). 

15. Odwieczna krsywuła polska, kij zakrzywiony, jako 
godło starszego w gminie, nazywa się u Kaszubów — karkukcą 
(tj. krak ulicą); w Poznańskim (gdzie? Przyp, auL) zwie aię kra* 
kulą lub krępulcem (z niem. Krumbholz). Sołtys wysyła ją jako 
€ei:h^ (znak) do sąsiadów, aby ich zwołać na zgromadzenio 
gminne. (Ks. Pobłocki). Na Kociewiu zowią kulą. (Ks. Pohl, 
Sław., 2Lł i 32). Ob. Wisła, I, 117. 

*) Jeszcze około r. 1850. 



1 



UtTNOim CttM łBACtJLO 367 



16. w Poznafiskim w niektórych miejscach (gdzie? Przj;^. 
auL) obsyła sołtys krakulę łub krępulec, tj. kawał krzywego 
drzewa na zebranie, zaczynając od pierwszego sąsiada, z oznaj- 
mienieni cza^n* Zbierają ftiq u sołtysa, oznajmioną sprawę roz- 
Łr^sają, a ucliwai^ polecają sołtysowi do wypełnienia. £. Kier- 
ski, Tyg. Jiusir. II, 16! i msin, V, 907. 

1 7. W Pruńech Zachodnich (u Kaszubów) we wsi W. Lip- 
czynie (Groas Liptsehin) pow, Kościerskiego, używano dwóch 
l«3ek (Sehnlzenstiibe). WiękBzą obsyła sołtys w sprawach ob- 
cbodząeycli wieś i dwór, niniejszą, gdy sprawa dotykała tylka 
chłopów. Przywiązana do laski kartka oznajmiała sprawę. Są- 
siad przynosi laskg sąsiad-iwi, i wolno mn wejść do chaty. 
Mniej więcej we dwie godziny wieś obesłana. Większa kluka, 
z drzewa bukowego (KoŁbbnche), ma 74 cm. długości; mniej- 
sza z grabu (Weissbnche), 54 cm. długości. Treichel, 13. 

18. W Siarym Grabowie (Alt Grabau) większa klaka 
obchodzi właściwą wieś, mniejsza po koloniach (abbauten), a że 
te rozproszone, wiec na obsyłl^^ kluki potrzeba najmniej dwóch 
dni. (Treichel, 13).' 

19. W Nowych iW^^r^^^:// (Keu-Paleschken) większa klu- 
ka zwołnje gospodarczy, mniejsza bubiarzy (Eigenkathner u.s. w.); 
obcbodziła na prawo; dziś zwyczaj ustał. Treichel, 13. 

20. We wai chłopskiej Koiminie^ chodzi tylko jedna klu- 
ka; sąsiad wręcza ją sąsiadowi, mówiąc: Tu macie klukę (Hier 
habt ihr die Kluck[) Kluka ta z brzozowego drzewa ma 83 cm. 
długości. Treichel, 13, 14; ob. rys. nr. 15. 

21. W Starych P&laszkach, gdzie dwie kluki istnieją, 
obsyła się jedna po drugiej, gdy ważna sprawa nagli. Czyn- 
ność trwa dni dwa. Kto kluki nie odnosi, ulega karze, pierw- 
szy raz w ilości jednej marki, drugi raz trzech. Wręczającemu 
wolno wejść do izby. Większa kluka ma 42 cm. długości, jest 
% leszczyny, mniejsza gruszkowa, 23 cm. dłagości, na obu jej 
ściętych kończynach jest wycięta ośmiokątna gwiazda, a nadto 
rok 1874; u obucha przewiercona dziurka dla przywiązania kart- 
ki z oznaczeniem sprawy. Kule te nazywają się tu także Kna- 
gtł^ czy Kmig^^eL Treichel, 14. 

22. W Gar czynie są dwie kluki, z których większa, 20 
cali długości, zwołuje wsiyt^tkich władających ogniskiem domo- 
wym (HaushaItung8?orsteher)» mniejsza 13 cali długości, tylko 
właścicieli gruntu na zgromadzenie do sołtysa. Sprawy mniej- 



368 



ANTONI MIERZYŃSKI 




szej wagi oznacza przywiązana kartka; kluka obsyła się na 
prawo; kto m% nie stawi, płaci karę. Treichel, 14/15. 

23. We wsi Bartoszów las (Bartoszeflas, Fersenan) była 
jedna kluka, której kształt z opisu podaje Treichel; obecnie jej 
miejsce zajmuje deseczka z trzonkiem, na której przylepiona 
kartka oznajmia sprawę. Obsyla się na prawo i oddaje starszej 
osobie, lub wnosi do izby ze słowami: „Tu jest klnka" (Da ist 
<lie Kluk); w przeciągu jednego dnia musi być obniesioną pod 
karą jednej marki za pierwszym razem. Osobno uwiadamia się 
rozproszone kolonie. Treichel, 15. 

24. Dziwne krzywizny przedstawia sosnowa kluka ze Sta^ 
ftj Kiszewy {nr. 12), istniejąca prawie lat 180: ma 45 cm. dłu- 
gości, a w jednym miejscu wyciętą sześcio-ramienną gwiazdkę. 
Na ramionach kluki przylepiona kartka z obwieszczeniem. Po- 
łożenie WBL wymaga wysyłki jej na lewo, co nadzwyczaj rzad- 
ko się praktykowało. Za niedoręczenie kluki sąsiadowi płaci 
się kara; w ciągu traech dni powinna obejść wieś całą. Trei- 
cbelj 15. 

25. W Wielkim Palubinie są dwie kluki, jedna gruszko- 
wa, druga jałowcowa, obie 38 cm. długości; na jałowcowej jest 
wcięcie ua końcu grubszym dla przywiązania obwieszczenia; 
prócz tego wcięty krzyż i gwiazdka. Na sęku gruszkowej wy- 
cięty rok 1817. Treichel, 15. 

Miejscowości od nr. 17 do 25 leżą w pow. Eościerskim. 

26. W Zagórzu (Sagorscz) pow. Wejerowskiego (Nea- 
atadt) są w użyciu dwie kluki (kształt podaje z opisu Treichel). 
Miej9c(jwi itazywają je Bock. Jedna z nich brzozowa czy dę- 
bowa, ił ruga bukowa; obie na cieńszym końcu mają gwoździa- 
mi przebitą deseczkę^ do której obwieszczenie przylepia się la- 
kieui; piervpt^za ma kształt węzełka, więc sztucznie uformowa- 
na; Imkowa ma trzy nóżki, skąd nazwa: Dreibock; obsyła się 
ua prawo; przynoszący otwiera drzwi sąsiada i woła: „Bock!" 
Kto ytę upożiii z wręczeniem, lub tego nie uczyni wcale, może 
ulegać karite do trzech marek; drugą klukę wysyła sołtys, sko- 
ro pierwsza uie wróciła do rąk jego. Treichel, 16. 

27. W Gronowie (Grunau) pow. Złotowskiego (Flatau) 
obnosi sie gruba dębowa pałka, na której sołtys przylepia la- 
kiem kartkę z obwieszczeniem. Treichel, 16. 

28. W Nowejwsi pod Sztumem kula miała cztery (?) za- 
kręty; w Fu^spetershuHe pow. Kartuskiego w kij prosty roz- 
Bze/epiony wkładano kartkę; indziej, niewiadomo gdzie, kula 



NUŃCIUS CUM BACULO 36Ó 



i 



mhilEL kształt Inihwy, tj. laski z kulą o góry, którą, uderz w- 
szy w drzwi, następnie do domu wrzucano. Treichel, 16. 

29. U Wendów Dadodrzańskich podawano laskę^ zwaną 
krakuie Z okrzykiem: „Krakule hel" Przebywającego nad po- 
trzebę w mieszkaniu sąsiada oblewano wodą. Treichel, 16. 

30. Do kamienia, leżącego między ekonoroją kozienicką 
a gruntami wsi Po liczny w Radomskim^ będący r. 1780 korni- 
sarzem ekonomji Benoe przez posłaną kulę, (sęk niezwykły), 
zwołał n^ńe całej ekonomji na gromadę i tam przez 3 czy 4 
dni w.4r6d la^u wspólnie z nimi obradował. Kolberg, Radom, 
243, z ks. Gaekiego „Jedlnia." Wisła, V, 161. 

3L W Siai^kach (Nieszawskie) sołtys zwołuje gromadę, 
dawszy jednemu gospodarzowi laskę niewielkiej długości i gru- 
bości, zwaną lutaj Mj do gromady, która, obszedszy po kolei 
wszystkie chaty, wraca do sołtysa. Wisła, V, 647, podał B. L. 

32. W Rzeczniowie pow. Iłżeckiego, sołtys w razie po- 
triteby zebrania gromady posyłał w zwykły sposób do najbliż- 
szego sąsiada dc(tmvą palkę^ zwaną kulą, Wisła, V, 906, po- 
dał Sz. Jastrzębowski. 

33. W Wyszkowie i Pułtusku sołtys obsyła kul^ na 
zgromadzenie; kto się nie stawi, bywa karany „wykupem. "^ 
Wista, IV, 444. 

34. W Galicji w okolicach Krosna i wpobliin Mielca 
w zakącie u ujścia Sanu do Wisły, wójt gminy, jeżeli ma zwo- 
łać ua radę, łub wydać jakie rozporządzenie, kiedy ma się 
opłacić podatek, puszcza znainię temi słowy: „Powiedzcie zna- 
mię, ażeby katdy gospodarz szedł do gromady." Znamię jest 
to kawałek patyka rozszczepionego, w który jest wetknięta 
zwinięta kartka papieru; na niej zwykle jest oznaczona sprawa, 
o którą idzie, albo też nie. Obowiązkiem gospodarza, pod groź- 
bą kary, jest puścić znamię do sąsiedniej chałupy i powtórzyć 
słowa: -Powiedzcie znamię itd." W przeciągu godziny (?) zna- 
mię obejdzie wieś całą. W sprawach nie rządowych, lecz obcho- 
dzących wiei, gospodarz mógł 2^^^<;' puszczenia znamienia z za- 
wiadonjieDiem sprawy od wójta, od którego zależało puszczenie 
albo odmowa. Do takich spraw należało zawiadomienie o śmier^ 
ci członka gminy, o żałobnym na&ożeńsłwie, o rozpoczęciu 
szkoły, o przyjeździe księdza do gminy itp. Stałą formułką jest: 
-Powiedzcie znamię.,./ a potym następnje rzecz, o którą chodzi 

Witła u IX re«. 2 24 



i 



S7Ó ANtOXl 5tiERZYNSffI ' 

np. „Powiedzcie znamię, aieby rodzice posłali dzieci na kate- 
chizm do szkoły, bo ksiądz przyjechał'" itp. lVis/a, V, 426, 

35. W Stalach niedaleko Tarnobrzega przed 20 laty zwo- 
ływano do gromady za pomocą orędzia. Orędzie była to dośł^ gru- 
ba i dtaga pała z gdłką drewnianą na koiicu o znacznej obję- 
tości. Pachołek wójtowski zauosil orędzie do najbliższego sąsia- 
da ze słowami: „Wójt posyła orędzie, abyście aię sławili do 
gromady," i oznaczał czas, czy rano, czy w południe, lub wie- 
czorem. Odbierający zanosił do gąt^iada itd. Ostatni z gospo- 
darzy, który już nie miał komu poał&ć orędzia, przynosił je na 
zgromadzenie i oddawał wójtowi. Zatrzymywanie lub niowręcza- 
nie orędzia sąsiadowi bywało karane czy karą pieniężną, czy 
robotą około dróg publicznych. IComorników mc wzytoano^ gdyż 
nie mieli prawa głosowania, a jeśli przybyli, to z własnej woli 
chcąc się dowiedzieć, o co rzecz idzie. {Lenko i Matnsiak udzie- 
lili tej wiadomości prof. Smolce, który ją wydrukował w dziele 
„Mieszko stary i jego wiek/' Warszawa, l88l, str. 518, uw> 
20; stąd podał ją Szczęsny Jastrzębowski w Wiślc^ lY, 426. 
Tu skrócone.) 

36. Nim Podhalanie i A^owotartanie na szałasy letnie wy- 
ciągną, zwołują gromadę do jednego z sołtysów, ua której wy- 
bierają juhasów i przełożonego nad niemi hac^;. Na małą gro- 
madę zbiera się wioska^ na wtclkri—cała okolica. Sołtys^ u któ- 
rego buława się znajdaje, wysyła ją <lo najbliższego sąsiada 
itd. znanym sposobem; a ponieważ ^^wieHcLi gromada'' każdym 
ra/<em na innym miejscu się (odbywa, oznac^za się miejsce (prste^ 
kogo?), sołtysa i dzień zboru. Goniec z buławą pędzi do naj- 
bliższej chaty, uderza trzy razy w okno, następnie o odf.wierek 
łub we drzwi, jeżeli są zamknięte, i wola: ^Wielka gromada! 
Sołtys Chreptowski! w sobotę!"— i oddaje do ręki buławę, kogo- 
kolwiek tu zastanie. Odbiorca pędzi do sąsiada itd., mimo 
wszelkich przeszkód. Ostatni z jednej :vsi pędzi do drugiej 
i kogokolwiek z jej mieszkańcthv spotka na drodze, na poln, 
temu ją oddaje itd. Wiece odbywają się fyrzcd północą^ zbie- 
rają się u sołtysa lub zamożnego gospodarza^ który jednak nie 
bierze w naradach udziału. Kobiet}^ i domowi ustępują z do- 
mu; parobcy w znacznym cddalenin tworzą kolo, którego niko- 
mu przekroczyć nie wolno. Co kilka kroków stoi lob leży 
wartnik, czuwając noc całą. Sołtys bulawuy zagaja naradę, ude- 
rzywszy o stół buławą, i zapytując: „Kto zwołał gromadę?^ Wolno 
bowiem już trzem gospodarzom osiadłam zwolaó wicUą groma- 



KUNCIUS CUM BACULÓ 37l 

ilc> Kto napró^no zwołał, ulega karze i traci prawo zwoływać 

gromadę. i 

Rzecz wykłada jeden z tych, którzy zwołali gromada; naj- 
T^lodai z kolei zabierają głos; każdy z zebranycli zdanie swoje i 

wypowiedzieć mosi; zapada ucłiwała, którą spisnją starsi, wyda- 
liwszy Bic do izby osobnej. Po przeczytaniu uchwały, zbierają 
pieniądze na opędzenie kosztów uchwalonej sprawy itd. Win- 
centy Pol, pObrazy z życia i natury," Ser. 1, 181 — 184; podał 
Szczęsny Jastrzębowski w Wt^le, IV, 427. 

37. Na Podhalu laski dziwacznie zakrzywione, lub rzeź- 
bione w kształcie rę,kiy zwane palice, krzywicie {?), wici^ były 
według tradycji, przechowanej do niedawna, godłami (?) władzy 
sołtysów, używauemi do zwoływania gromady na walną nara^ 
di lob sąd. Sołtys wręczał sąsiadom, naznaczając dzień i miej- 
sce narady. (Z programu wystawy krak. z r. 1887 udzielił R. 
L. w WiHc, VI, 223). 

38. We wsi Cholewiana Góra pow. Niskiego starzec wi- 
dział ktii^ za stiagarzem, fj. belką w izbie karczemnej. Była 
to tęga laska ulbo maczuga; na jednym końcu *miała spory sęk 
sztuczny. Upatrzywszy w lesie odpowiedni młody buczek albo 
grabek^ zaginali i zakręcali koło niego gałęzie, co trwało przez 
kilka lat; potym ucinali u Bpodn i otrzymywali kulę, która słu- 
żyła do zwoływania gromady. (Ob. „Źródła do mit. lit.,*' str. 23). Do 
dziś dnia w niektórych wsiach koło Sokołowa używają w tym celu 
kuli, Dp. we wsi Mazury. Jest to kawałek kija, może na łokieć 
długi, na końcu rozszczepiony i w to miejsce włożony papier 
z napisem: Dziś wieczorem gromada. Ta kula idzie od domu do 
domu. j, Puścić kulę"— znaczy: zwołać gromadę. (Podał P. Plichta, 
WUta, VI, 917). 

39- T, Czacki, „O litewskich i polskich prawach," War- 
szawa, 1800, t. I, 229; w odsyłaczu 1092, mówiąc o pospolitym 
ruszeniu piB/.e; „Jak zwoływano pospolite ruszenie, Bielski, 251, 
mówi: KoKesiał król listy, które, że na wiciach noszono, wiciami 
jeszcze zowią," {Wisła- VII, podał R. L.) 

40, „Gdy znak albo cechę bracką obsyłają po wiejskiej 
albo po jakiejkolwiek inszej potrzebie, takowej cechy żaden nie 
ma zatrzymać; ale je porządkiem brat do brata odsyłać i wszy* 
tek sposób rozkazania starszych o co cechę obsyłają, opowie- 
dzieć. Któryby ją zatrzymała a omylenie się w tym jakie sta- 
ło, ma dać winy dwa funty wosku, funt jeden po 4 grosze sza- 
cowany." Makowieckie „Przemysł i rzemiosła u nas za dawnych 



372 ANTONI MJERZl NSKI 

czauów,** Warszawa, 1876, 84, w Usiawie kaliskiej a r. 1657, 
art. 2. ( Wisła, VII, 597, podał R L,) 

41. Akty grodzkie i zieroskiei Lwów, T. VI, etr. 142, 
r< 1471, pod wyrazem Contuberniumi Przedewezystkim poata- 
nawiamy, aby brat natychmiast po zawiadomieniti się udał do 
cechów lub majstrów, kiedy znak albo kn&yż kunsztu cechowe- 
go starsi majstrowie po braciach obeńlą; a jeHli nie pr7.yb^dzie, 
winien bractwa zapłacić karę. A gdjby go ^nak^ który się ob- 

i; syla, nie zastał w domu, wtedy żona tego brata, albo domowy 

do cechu przyjść winien i donieść majstrom^ że wezwanego 
brata w domu niema. Przybyli do cechu bracia i majstrowie 

' wpierw usieść nie powinni, aż majstrowie (star^si?] na to po- 

zwolą. Żadnemn z braci bez pozwolenia majstrów nie wolno 
przjr chodzić do cechu z bronią, jak np, z nożem, mieczem, no- 
iykiem i obcęgami.^) (Z ustnej wskazówki H. Łopacińskiego*), 

42. W Chrzanowie w Krakowskim cech mis irze zwoływali 
do cechu za pomocą kuli; u a póllokciowej patce była kula. 
{Wisła, VI, 425, podał Plichta). 

42 a. Z pow. Chrzanowskiego dr. Marjan Udziela podał 
w Wiśle, VIII, 805—806, opia i rysunki trzech kul), nźywauych 
tam dotychczas do zwoływania na radę hib do płacenia po- 
datku, a mianowicie we wsiach Ostrężnicy, Czyżówce, Płokach, 
Kościelcu (znak albo kaczka] i Bolęcinie. 

43. W Kaliskim zw(łly wiino kulig obsy laniem po domach 
łaski z kulą u wierzchu. (Kolberga Kaliskie, I, 69; Wisła- VI, 
Btr. 917). 

44. Lask^ z kulą u wierzchu odsyłano (gdzie?) od domu 
do domu, zwołując kulig. Od tej buławy ma poctiodzić wy- 
raz kulig. (Fr. Dmochowakif Obyc/.aje szlachty i ludu wiej- 
skiego, Warszawa, 1860; Wisła, VII, 169, podał B. W, K.) 

45. Laskę z kulą u wierzchu obsytano (gdzife?) na kutig\ 
wyprawiano arlekina, który skacząc, ńpiewał: „Ej kuligi kulig!** 



*) Ministerialis cum soUto baculo ad villam acceilere de beat. 
{Woźny ze zwykłą laską niecd do miasta przystawili), StaL Wiśh 
Helcia P. 1. p. 59. Ob. Materjaty do Slow, łat:. -polak, itd, zobral 
dr* Łebiński, 1884, s. v. Accepit curam tiobiti baculuin, ąiiod vo- 
catur Wstecz (odebrał w obecności naszej lask^, którą zowi^^j Wstecz). 
Cod* W. Pol. I, n. 309. — Wymienione kski, zarówno jak pałka 
u Sumcowa, są raczej godłami władzy, nie 7i\\k łaziki do oUsylania^ 
któiemi wyłącznie się zajmujeuy. (Oli. ^, Przeżytki kul tui"/' Siiiuco- 
wu. Kijów, 1890, str. 200). ' 



\ 



NUNCIDS CUM BAOULO 373 



^ 



poc/ym znikał, (^Kalend. Ungra" na r. 1856. Obchód świąt 

kai<jiebijcb. msła, VII, 383, podał B. W. K.) ' ii 

46. U Kaszubów pow. Kośćierski /^^^w z przyjaciół zm2iX'- ' 
łego obchodzi domy, stukając we drzwi jakimkolwiek kijem ^ 
i mówiąc: „Kazali was prosić za ciałem." ( Wisia, VII, 169, po- 
dał dr. Nadmorski, z Treichla, str. 17). 

47. Na pogrzeb spraszają sąsiadów i dalszych^ po wsiacli 
abnosząc tabliczkę^ ze znakiem trupiej głowy, lub oddając t^ 
tabliczkę w sposobie knrendy od chałupy do chałupy. (Kolberg, 
Radom, I, 133; Wista, V. 161). 

48* We wsi Dys pow. Lubartowskiego, zawiadamia o po-> 
grzebie obnoszoDy od chaty do chaty krzy^ drewniany lub wić 
kr^coiia, zwana karbą. Earbę stawiają pod oknem chaty i mó« 
wią: ^Nauta karb^;** z obowiązku gospodarz odnosi ją do są-* 
siada itd. ( Wisia, V, 425, podał R. L.) 

49, W Kiementowicach pow. Puławskiego, obsyła się jak 
w Dysie krzyi półtora łokcia wysokości, celem oznajmienia po* 
grzebu, ( Wisła, V, 425, podał R. L.) 

50. W Osinach tegoż powiatu zawiadamiają o pogrzebie, 
obnosząc krzyżyk z domu do domu. {Wisła, VI, 671, podał 
E. L.) 

5h We wsiĄyrypow. Lubartowskiego zawiadamiają o po* 
grzebie, Btawiającpod o\ino gałązkę, na końcu zaplecioną w kół^* 
ko; nazywają ją wiiką za ciai€m\ obnoszą ją od domu do do* 
mu, ( Wisła, VI, 670, podał R. L.) 

53. Przed wyniesieniem ciała dla pożegnania (? chyba za- 
wiadamiając o pogrzebie) całej wsi, jeden z najblńszycłi krew- 
nych bierze garść zieia, zwanego Zimowym zielem (zapewne 
Liouaea borealia; przyp. red. Wisły), i rzuca w imienia zmarłe- 
go za próg najbliższej chaty sąsiedniej, a sąsiad obowiązany 
jest podać dalej; w ten sposób ziele obchodzi całą wieś, a gdy 
wróci do ehałn|)y zmarłego, wyrusza kondukt pogrzebowy. (K. 
Skrzyńska, Opis wsi Krynicy. Wisła, IV, 99). 

53. Statdzy o śmierci uwiadamiał przez czarny w kształ- 
cie buławy znak, (gdzie?) (B. Rakowiecki, Prawda Ruska, War- 
szawa, 1820, I, ^ w Opisie pogrzebów słowiańskich. Ob. Ga- 
warecki, Opis Ziemi Dobrzyńskiej, Płock, 1825, 96; Wisła, 
VL 425). 

54- Anlilise Łapskaln, rodem z Nurmnjż, pow. Talsen 
w Knrlandji, otiecoie (r. 1895) mieszkająca w Rydze, opowiada 
dosłownie r^ee^ nu^tijpaą: Pamiętam, będzie lat temu 40, miano 



374 ANTONI MIEKZYŃHRT 



\RBki} ^nnhja** albo „spiekła" (speekis), powszechnie snaua w gmi* 
nie (paga8t&; por. signum notnm u Dusborga), Gospodarz (sai- 
tnenieks) posyłał ją gospodarzowi, a odbierający dostawiał do 
dworu człowieka, któremu tę Inb ową dawano robota... diy 
nubja dotąd u Łotwaków w nżyeiu, nie mogłem się jeszcze 
wywiedzieć. Największa część gmiu utrzymuje obecnie tak 
zwauego i^kazaks," który równocześnie pełni obowiązki roznoei- 
ciela listów. (Wisseudorf, listownie). 

54 a. W górnej Kurlandji (angschkurseme) w gminie Dig- 
najskiej (Dignaj&), był dawniej zwyczaj obnoszenia pałki stró* 
źa nocnego. Eolonja, odebrawszy tę pałkt^, powinna wysłać na 
folwark stróża, który ukończywszy Btraż, oddawał pałki^ sąsia- 
dowi. (Listownie podał K. Baron). 

55. We wsi Sławki po w. Nieazawskiego oznaką stróżów 
nocnych jest duty kij, zwany warłą, który powszectinie znanym 
gpOHobem codzień od chaty do chaty przechodzi* ( Wisia, \\ 
647, podał R. L. Ob. 31, gdzie kij do gromady jest inny). 

66. We wsi Wnory^Kuszele (gob. Łomżyńska) odbywają* 
cy nocną wartę, noszą palkę, oznaczoną przez wójta pieczęcią; 
przechodzi od chaty do chaty. {Whia, V, 647, podał R. L.) 

57. We wsi Wy pychy gub. Łomżyńskiej . używają w tyra 
aamym celu wiechy. {Wisła, V, 647, podał R. L.) 

58. W Mikułowicach Kościelnych w po w. Opatowskim* 
zwanych po miejscowemu Wojcieszkowu^ Górne, „stróżt^'' pełni 
w nocy koło kościoła każdy parafjanin. Pałka Ąbowa obcho- 
dzi po kolei wieś, następnie do drugiej wsi. parafji itd. ( Wishu 
V, 906). 

59. W Mikułowicach tegoż pow. stróż nocny zabiera pał- 
kę, a po straży odnosi do sąsiada. (Tamże). 

60. W Gitycach pod Sochaczewem około r, 1862 był zwy- 
czaj, że sołtys, u którego przechowywała się kula, posyłał ją 
xe słowami: Bartek „idzie na wachę/' Podobny zwyczaj 
w Ostrówku pod Wieruszewem. {Wisia, VII, lt>8, podał M. K, 
Wilanowski). 

6L W Rybnie w pow. Gzęstocbuwskim stróże, zwani wachą, 
pilnowali dworu; było to obowiązkiem włościan; jeden drugiemu 
wręczał kulę lub klukę. {Wisła, IV, 197, podał M. R, Wita* 
newski). 

62. W Solcu^ w pow. Stopnickim, kij taki zwal się wart- 
fiicą; we wsi Masłowice— wachą\ przenosił się /> c]iaty ^lo chaty. 
{Wisła, XV, 443, podał K. U) 



NUNCIUS CUM RACOLO 375 



iu\, Wc: wsi Zakrzówku w pow. Jaoowskim gub. Lubelskiej, 
użjwają atróźd uocni, zwani tutaj wartowDikami, laski dntej 
z gałką, w której znajduje się kilka ziarn śrótu. Gdy laską, 
która się tutaj nazywa waria^ potrząsnąć, to jargoce (grźecbo- 
cze). {Wisła. V; 646, podał R. L.) 

64. We wsi Fotóg pow. Puławskiego noszą codzieil od 
doma do domu pałk^ od siróiy i tarapac (grzechotkę) na znak, 
ie gospodarz ma iść na straię nocną. Takich stróży chodzi po 
wai dwóch. Stróżę nazywają tu warią, {Wisła, IV, 884, podał 
K. LO 

65. W osadzie Kamionka^ w pow. Lubartowskim^ stróże noc- 
ni chodsfią z palkami^ przechodzącemi powszechnie znanym spo- 
tiobem od domti do domu. To samo dzieje się we wsi Spiczyn 
te^o powiatu. {Wisła, VI, 223, podał R. L.) 

iiS, Z Podlasia. Dwie i%^^ palki dobowe, jak na laski za 
grube, a na kłoDiee za krótkie, z których każda miała na jed- 
nym końcu, Dskrobanym z kory, pieczęć lakową wójta gminy 
Bied nawala, odbywały codziennie po wsi wędrówkę, posuwając 
się o odległość jednej chałupy na dobę. Pałka A rozpoczynała 
»wą kolej od wschodu, tj. od pierwszej chaty z brzegu; pałka 
B od zachodu; w środku wsi mijały się z sobą. Gdy rano taką 
pałkę przynieaiouo do chałupy, to miało znaczyć, że na jej 
mieszkańca kolej straży przypadła. Stróże nazywały się war- 
towoikami. (Klemens Junosza, Z antropologji wiejskiej. Obrazki 
i szkice. Warszawa, 1888, str. 87/88. Wista, V, 617). Nazwa 
wsi wymjMoua. Czy straż na pierwszych miejscach po mijaniu 
się pałek nie była zbyt uciążliwa? 

66 a, W Sarnakach na Podlasiu stróże nocni obsyłają 
trajkotkę (grzechotkę), oznaczoną pieczęcią gminy, gdy potrzeba 
zawiadomić, na kogo przypada kolej. (M. B. Wilanowski w Wiśle ^ 
VIII, 144). 

67. „ Kula sła bez wieś, slawac dawał ją jednemu we 
wsi^ dla straży. Pónice, pow. Nowotarski w Galicji. (S. Ulanow- 
ska, Wisia. IV. 443). 

68. W Lisznie (w Chełmskim) kij z gałką nazywa się 
falką. {Wista, IV. 443). 

69. Kawałek kija krzywego^ na którym wycięte krzytc^ 
zwie się wartą; dwóch ludzi przy kościele odbywa straż; zmie- 
niając się, oddają jedni drugim. {Wisła, VII, 382, podał B. P. 
% Z^lagowa w pow. Tarnowskim). 

70- NaS/iląaku Górnym y^dzida^ postawiona przy drzwiacli 



r 



37fi ANTONI MIERZYŃSKI 

% ranS; oznacza, że przypadła z kolei 8tra£ na właściciela.'* 
(„Stary kościół Miechowski," napisał ks. N. Bontzek Wyd. 2-ie. 
Bytom, 1883; Wisła, V, 425, podał R. L.) 

71. O Serbach czyli Łużyczanach pisze Dytmar: „Słysza- 
łem o jakiejś lasce, na której końcu górnym była ręka, trzy* 
mająca w garści żelazne kółko, iż od pasterza wsj onej. w któ- 
rej się (laska) znajdowała, była obnoszona po wszystkich do- 
mach, od domu dodoma, a gdy obnoszący próg przesŁąpił, prze- 
mówił słowa: „Czuwaj, Hennil, czuwajl" Tak bowiem zwała się 
w wiejskim języku— i biesiadując wytwornie, mniemał lud głupi, 
iż jego opieka ich zabezpieczy."*) (Kronika Dytmara, wyd, 
Zyg. Komarnicki. Żytomierz, 1861, 333). 

Do tego miejsca czyni Ursinus, komentator Dytmara i du- 
chowny w Boritz (Drezno, 1790) uwagę, przytoczoną w wydaniu 
Wagnera na str. 242: 

„Co Dytmar podaje o tej lasce, jakoby była jakimi domo- 
wym bóstwem Słowian, powieścią tylko do u^zu jego doszło. 
Moim zaś zdaniem, w tym obrzędzie z laską kryje się r^ecz 
zupełnie inna, odpowiednia do ówczesnego stanu oświaty wieś- 
niaków. Owa laska, którą dom za domem obsyłano, była zna* 
kieni, aby lud wiejski zwołać na zebranie. Przez wyraz ,,Henml'' 
nie rozumieli bynajmniej bożków domowych, !eez sąsiad naj- 
bliższego sąsiada wzywał familiarnie, aby m\ trzymał kolejki 
w czuwaniu i straży. Stąd to poszło wezwaoio; ,Vigila, Hennil, 
v!gila (Auf die Wache, Nachbar, auf die Wache! Stróżuj, sąsie* 
dżie, stróżuji) Zwyczaj ten zachowują po dziś d^ień mieszkańcy 
naszych wiosek, np. gdy sędzia wiejski chce zwołać na sądy, 
wysyła od domu do domu dzidę,, albo laski, albo mloi^ którym 
sąsiad stuka do drzwi sąsiada, aż z rąk ostatniego wraca do 
sędziego. W niektórych wsiach dla zwołania zgromadzenia wy- 
biera się rok rocznie po kolei inny wieśniak, którego nazywają 
Heimbiłrger.'*'^) 

Uennil z pewnością nie jest imieniem bóstwa; Ursinus objaś- 
nia, że jest nazwiskiem mieszkańca; atoli może to by^ i nazwą 
laski, późniejsze „heja," sądząc z analogji we7.waiiia> używanego 
na Kaszubach: Hier ist die kluki hierist der boćki— tu jest ki uka^ 

71 a. Łużyccy Serbowie zwołują radę, gminną za pomocą 
kija skrzywionego, kokuli lub młotka drewniane go\ oznajmiają 
także śmierć członka gminy; w tym razie gdzie niegdzie kij 
czarny obchodzi. (R. Zmorski w Tyg. I lustr, 18G3, ar, 147| 
Btr. 25; Wista, V, 907; ob. Wisła, IV, 688), 



I 

i 



KUNCIUS CUM BACULO 377 



72. Adolf Cierny zamieścił w odcinku do „Narodnioh Li- 
stów'* z d, 18 września 1891 r., w nr. 257, obszerny artykuL 
poświęcony naszemu przedmiotowi, opierając si^ na Smolera 
„Zbiorze pieŚDi luzjckich," t. II, 217, Pfnla „Słowniku'' i An- 
drćea „Weudische Wanderstudien," 1874, str. 67; twierdzi jed- 
nak, ze kula dotychczas w wielu miejscowościach Łużyc jest 
w użyciu, a mianowicie we wsiach £uźyc Górnych, należących 
do Prus, i pogranicznych wioskach Łużyc saskich. W innych 
okolicach Łuźye saskich, oraz na Dolnych Łuiycach, żyje tylko 
w pamięci starczych mieszkańców. 

Kula jest dwojaka, kokula i heja, 

Kokula jest hakowato zakrzywiony kawał drzewa; heja 
lub hejka po górno-inżycku, a gmejnski klapać (młot gromadz- 
ki) po dolno-lużyckUf jest to maczuga, zakończona kulą, gałką, 
albo mhi, Koknlu wyszła z użycia, miejsce jej zajęła we wsiach 
Mużakowskich u ic wielka czworokątna deska drewniana, zowiąca 
się deiką. Ikja zaś jcst laską o 75 cm. długości, zakończona 
kulą; na drugim końcu przez przewierconą dziurkę przewieszę - 
ny sznurek do zawieszania; niżej dziurki wcięcie dla przywią- 
zania kartki z obwieszczeniem sprawy. Jeśli idzie o sprawę 
gromadzką^ heja nazywa się gmejnską heją i obchodzi na pra- 
wo\ donosząca o śmierci zwie się smjertna heja i obchodzi na 
Itwo. W niektórych wsiach osobne są heje dla oznajmiania 
o śmierci, malowane na czarno. Heja gromadzka nigdy nłe 
bywa malowana. Gdzie obchodzi deseczka, tj. delka, zastępu- 
jąca beje, na przylepionej na niej kartce, oznajmia się, ozy idzie 
o rzecz gromadzką, czy o śmierć członka gminy, z doniesieniem, 
kto umarł i kiedy się pogrzeb odbędzie. Według wierzeń ludu, 
podczas tej żałob oej wędrówki, tkwi w kuli jakaś straszliwa, 
czarodziejska siła śmierci, która jej nie opuszcza aż do powrotu 
do sołtysa, i której strzec się należy. Ujrzawszy zdaleka czarną 
kulę, zwykle nie czekają, aż zawita pod dach; ktokolwiek z do- 
mowników odbiera kulę od niepożądanego gońca już na podwó- 
rzu i co rychlej niebie ją do sąsiada. Gdyby czarna kula spo- 
częła czas jakiś pod dachem czyjego domostwa, wkrótce zmarł- 
by jeden z jego mieszkańców. 

Na tych przykładach z życia społecznego ludów słowiań- 
skich i litewskich poprzestaniemy, dodawszy jednak dla dokład- 
uieJBzego T\yrozumieina przedmiotu kilka przykładów z życia 
^ bytu ludów niesłowiańskich. 

73, Job. 0. Stiernbook .De Jurę Sueonum et Gothorum 



378 ANTONI MIERZYŃSKI 



vetU8to,** Uolmiae, 1673, str. 69/70, De citationihii^ et jłareinii 
eoutuniacia, Lib. I, c. VI: Innego sposobu ws&ywauia du eądii 
t]f.yivflno w sprawach zwyczajnych za pomocą łaskie którą wtaś- 
nie dlatego nasi przodkowie nazywali laską, dającą po/nac spra- 
wą, Inb Inską zwiastunem, btuika/la. WypaliwH'/.y znak po oba 
końcach laski, sędzia posyłał po jednej do każdego ze cztei ech 
kwadrantów (na które przez dwie kr^yźnjące się drogi cale pań* 
fltwo było podzielone), aby z rąk do rąk sąsiada podana, zara* 
zem ^v]adomoś6 o sprawie, jako też rozkaz stawienia się roł- 
tiiosła. W ten sposób zapowiadano nie tylko sądy, lecz takie 
wszystkie zebrania publiczne, na których miano nad jakim nad- 
zwyczajnym wypadkiem albo się naradzać, albo wyrok o nim 
wydać. Była zaś laska ta uczyniona na podobieństwo nastrę- 
czającej flię sprawy, o którą na zebraniu miano rozprawiać np, 
jeńli chodziło o sprawę religijną, puszczano kr^yź drewniany; 
jeżeli o zabójstwo, strzałę drewnianą (ligneum telum)^ albo też 
topór.*) 

74, Król Szwecji Eystein puścił strzałę (Pfeilgebot) po 
swojej dzierżawie, gdy synowie Ragnara wloehatoazatuego 
wtargnęli do kraju. (Ragn. Lod'bróks, c. 9 u Weinholda, str, 646). 
Owo pPfeilgebot" (orvarbod) objaśnia, co przez „ligneum telum** 
w nr, 73 rozumieć należy. 

75, Starożytni norwescy dziejopisarze wspominają o słrzaie 
wojenne;\ którą umyślnie strugano i na wszystkie drogi wysy- 
łano, I tak, gdy królowi norweskiemu, Hakun Adalateiufósiri, 
doniesiono, że synowie wypędzonego przezeń króla duńskiego, 
Eryka Blutaxta (zm.961), przybyli do Norwegji, kazał wystrugać 
strzalę^ wojenną i rozesłać. (Weinh., tamże, 545). 

76, Hakon Jarl Sigurdarson (władca wNorwegji) w koń- 
cu swego panowania (zm. 995) był okrutny i zły. Żony i córy 
poddanych gwałtem sprowadzał do siebie. Gdy więc zażądał 
przybycia żony bogatego włośeianłna, Ormr iyrga w Bynes, 
tenlt wystrugał strzałę^ wojetiną^ a wysławszy ją do Haldora 
w Skerdingsstedia, prosił o natychmiastowe obealanie. Po czte- 
rech drogach, do obesłania wyznaczonych, strzała puszczona uble^ 
ciała wsie z wezwaniem, aby zdolni do broni mężowi© wypra- 
wili się przeciwko Jarlowi. (Weinh., 545). 

77, Gdy król Ola/ Tryggvason, nawracając Norwegji 
(996 r), rozkazał święte miejsce w Hladir^ w Drontbeimskim, 
zburzyć i świętości spalić, wieśniacy puścili słrzałę, wojenną 
przez wszystkie powiaty, wzywając lud do walki, wskutek czego 



NUNCIU8 CUM BAGULO 379 

król cofuąć dię musiał. Następnego lata^ zebrawszy wojska, król 
wezwał wszystkie siedm powiatów drontheimskich na roki (diog) 
do Frosta. Wieśuiacy, zmieniwszy znak sądowy (dingbod) na 
wojenny (heror), zwołali wolnych i niewolnycb w całym Dront- 
beimskim do broni. (Olafss. Trygyas. c. 65, 72, u Weinh., 546). 

78. Król Sverrir^ kazawszy wystrugać sirzal^ wojenną 
przeciwko wrogim mieszkańcom Birkenbeiuu, obesłał wolnych 
i niewolnycb na wyprawę wojenną. To samo uczynił Hiorfal^ 
król Hordalandn; również krewni Olafa Trygvasona obesłaniem 
strzały wojennej po wszystkich ozterech drogach wzywali bo- 
jowników. (Weinh., 546). 

79. Według starszego prawa Gulatbing, § 312, puszczano 
dla zebrania ludzi na wyprawę wojenną (herasaga) dwie strza- 
ły: telazną (iarnor) drogą morską, drewnianą (treor) po suchej. 
Żelazną obwoził statek z uzbrojonym hufcem wzdłuż brzegów 
od jednego lennika do drugiego dniem i nocą; drewnianą pusz- 
czano lądem od wsi do wsi drogą stałą, raz na zawsze ustano- 
wioną, w ten sposób, źe dwór jeden odstawiał ją drogiemu. Eto 
strzałę odebrał, był obowiązany stawić się z ludem zbrojnym, 
wolnym i niewolnym, opatrzonym w należytą żywnońć. Eto się 
nie stawił, bywał wyjęty z pod prawa; to samo spotykało te- 
go, który zniszczył strzałę żelazną. Kto zniszczył strzałę drew- 
nianą, ulegał karze trzech marek. (Weinh., 546). 

80. „Było zwyczajem, że ile razy nagła wypadła potrzeba 
wojenna, w miejsce posłańca obsyłano wszystkich, mąż w mę- 
ża, strzałą drewnianą, mającą pozór żelaznej.*' (Saxo Gramma- 
ticus, Hist. Dan., wyd. Mullera, Havn., 1839, lib. V, 228—9).^) 
W uwadze do tego miejsca czytamy: Saxo opisuje tu przypa- 
loną strzałę drewnianą, zwaną Yidiebrand, która od czarnej 
swej barwy miała pozór żelaznej. Strzała bowiem (lub pałka), 
wysyłana w miejsce posłańca, nie zawsze zwiastowała wojny.^) 
(Harror, właśc. heror =heerpfeil. (Por. t II, 153, gdzie kilka 
jeszcze jest przykładów z Norwegji i Szwecji). 

81. „Lud północny półwyspu Schonen i Halladensowie tą 
wieścią wzburzeni, rozesławszy według krajowego zwyczaju, 
laskę do wszystkich po kolei... wymyślają sobie pozory do woj- 
ny i owym rodzajem zapowiedzi zbierają wojsko." (Tamże, 943)/) 

82. W Norwegji dotychczas jest w użyciu „budstikka, bo- 
stikka.*^ Jest to laska, w której wydrążeniu wkłada się kartka 
z oznajmieniem sprawy; na jednym końcu laski przytwierdzone 
żelazo dlą wbicia we drzwi mieszkania. (Tamże, 548). 



380 AKTOTłl MIEHZVŃSK1 



83* W Sz7V€cji bad kafle, baka vel, tj. lanka cDa obnylki, 
ma tyle wcięć, ii a jeat gospodarzy we wsi; inne mają k8£Utt 
młota. (Tamże). 

84. Strzały wojeune w skandynawskich ziemiach Bietylko 
Bk żyły do wzywania na wyprawy, lecz także na Bady, Wysy- 
łał je prawny dziedzic zabitego Inb ciężko rannego. Dla innych 
spraw wyByłano inne drewniane /.oaki (bodkefli) od domn do 
domu z UBtnym zapowiedzeniem sprawy; czynić tego nocą nie 
było rzeczą obowiązkową^ W sprawach zaś kościelnych obsy- 
łał pleban parafjaii za pomocą krzyta^ zwanego krossbod\ cho- 
dził on od domu do domn po tychże drogach, jak znamiona 
spraw innych. (Weinb. 548) 

85. W hlandji pierwotnie obchodziła strzała wojenna^ 
jak się wniosknje k jej narwania: orvarding; później krzyt dla 
apraw kościelnych, zarówu@ jak dla spraw ńwieekieh; w XV Ul 
wieku iełasna halabarda^ z oznaczeniem sprawy Da kartce. 
(Tamże). 

86* W Juilajidji i Sdezmigu północnym wzywała laska 
z kartką na zgromadzenie gospodarzy (Grandę) drogą ^uauą; 
Btąd wzięła uazwtj Grandestoek. (Weinh., 549). 

87. W Bzkocji dla obrony kraju wzywano mężów przez 
obesłanie polana drzewa^ które na jednym końcu opalono 
i w krwi zwierzęcej zanurzono. Polano takie, nazwane cramsiair^ 
obcbodzilo jeszcze w r, 1745. (^eii*h- 547, Grimm, Deui. Recbts* 
alt. I, 104 powiali a, że tL> była dzida = cram8tair al bu crams- 
taraidh). 

88. W końcu przytoczymy przykład jeden z bytu Indów 
azjatyckich. Koku lt>09 zamyiJJali u powstaniu Tatarzy toboU 
Bcy, tiuraeńscy, turyńsoy, werchoturscy, pelimidcy, herezowscy 
i burguccy, nadto Woguły i Oatiaki, liczący jeszcze na pomoc 
Kałmuków, Zmowę ^\ykryto i głowy bnntu ukarano na gardle. 
„Przytym godna pamięci zachodziła okoliczność^, mająca związek 
z zabobonami pogaóakiemi owych narodów^ która się niejako 
przyczyniła, że odległej ei mieszkańcy nabrali równych usposo- 
bień, i która zarazem była znakiem zawiadomienia o tym^ co 
się działo, aby każdy, któryby zirnk ów zobaczył, do tego fiię 
zaBtosov7ał i nstbroił się celem odzyskania dawniejszej niepod- 
legło jcip Otóż wdowa, po kniaziu Igiczej Ałaczew, która na 
chrzcie odebrała imię Anna, wyprawiła się ku rzece Wacb 
w Surguckim, aby od swoich poddanych, którzy w te strony 
zbiegli, daninę wycisnąć* W powrocie do siebie wzi^a udział 



NUJ^ćma CUM BAcuLO 381 



w naradach przy ujścia Irtysza, które urządzi!! tameczni Ostia* 
cy, i podj<j]a się pobodzić do równych zamysłów berezowskicfa 
Ostiaków i Wognłów. Do tego posłażyła jej strzała, którą jej 
powierzono, i na której drzewcu było wyciętych jedeBasta bał- 
wanów, belt zaś żelazny był przytępiony urayślnie. Strzała 
ta chodziła od jednej ostiackiej i wogulskiej jtirty do drugiej 
i była dobrze zroznmiana, bez potrzeby przemówienia jednego 
ałowa. Kilka bcrezow skich kozaków, którzy dla śeiągnienia da- 
niny jechali wzdtnź rzeki Soswy, dopadli tej strzały i przy- 
wieźli do l^erezowa, gdzie śledztwo wyżej wymienione 
okołiczoosci wykryło, W poprzednich buntach tych ple- 
mion, zawsze podobna obchodziła strzała/' {^Sammlung Rnssi- 
scher Geeehichte' Id uli era. Des VII Bandes erstes Stiick. Pe- 
terzburg, Kaiserl Acad, der Wiss., 1763, str 7P, § 80). 

Wziąwszy jeszcze na nwagę, że w innych częściach świa- 
ta, jak op. w Ameryce i Anstralji, podobnych uiywano sposo- 
bów dla wzywania głównie na wyprawy wojenne^ niezawodnie 
zgodzimy się na zdanie Weinbolda, utrzymnjącego, że podobne 
Bposohy udzielania sobie wiadomości nie są właściwością pew- 
nej tylko rasy, lecz ładzi wogóle. (Weinh. str. 549. Baatiaii 
w „Yerhdlg, d, BerL anfcropol. Ges." z r, 188 Ij. 

Praeiorius w swoim rękopisie podaje (Bach IV, c. XIII, 
§ 1, między stronami 102 i 103) rysunek dziewięciu kriwali bez 
podania miejsc, gdzie się znajdowały. Niezawodnie niektóre są 
litewskiego pochodzenia, inne kaszubskiego, ponieważ w końcu 
swego iycia pr/,emieszk]wał w Wejerowie, gdzie do ostatnich 
czasów były podobne laski w użyciu. 

Treichd w swej monograCi na osobnej tablicy pomieścił 
rysunki 2! knl czyli kłak, pochodzących jedne (18) z różnych 
stron Easznb, inne (3) mają być litewskie. 

Btzzenbergcr (ob, nr. 9) podaje jedną kriwulę % okolic 
Kłajpedy, drngą niewiadomego pochodzenia. 

W Gdańsku są trzy kluki w antropologicznym Muzeum. 

Mnzenm starożytności szląskieh ze;^' (Fz-^WiizW/^ posiada licz- 
ny zbiór lasek, które służyły do obsylki, postaci naj rozmai Iszej 
i rozmaitego materjału, począwszy od korzeni drzew do że- 
laznych. 

Hnzenm Północne w Sztokholmie zachowuje kilka egzem- 
plarzy znaków obsylki w formie młota, „landsbybamre/^ puclto- 
dzących z Dałekarlji i Smaaland; na jednym znajduje się napis 
z w 1S20. (Weinh., 548). 




389 AKtOKi M!fiR2YŃRKT 



§a. 



Bozpatrująe powyżej udzielony ntaterjat widzimy, ie uaj- 
większa część, zebrana z żywej dotąl tradycji, moie być na 
tuiejBca eprawd7.0Eia. Z nim porównywamy przykłady, wyjęte 
albo z rękopisów albo z ksiąg drukowanych » a gdy te wiado- 
mości w glównycb charakterystycznych ryeaoh zgadzają 8ię 
% żyw% tradycją, jai za podstawę do uczynienia wnioakdw wzięte 
być mogą. Wiadomości, podane przez Kraszewskiego (nr lU, 
wydajii mi &ię podejrzancmi, lubo znajdujemy pewną aualogję 
ze zwyczajem w Siikocji (nr, 87). Pozostaje nam jeszcze pomó- 
wic o przykładach, wziętych z drugiej czy trzeciej ręki, do któ- 
rych należą wyjątki z Praetoriuaa (nr. 2). 

Praeiorius (f 1703), początkowo duchowny proteataneki we 
wsi Niebudzyn pod Gąbinem, a w końca katolicki w Wejero- 
wie, opiBa] w obszernym dziele „Delici&e Prussicae'* czyli „Preus- 
Biache Schaubiihuer' obyczaje Prusji, a głównie Nadrowji cza- 
sów dawniejszych i współczesnych. Wiadomości jedne opisuje 
jako świadek naoczny, inne przytacza z dzieł rękopiśmiennych 
i drukowanych, na nie się powołując. Z tycli obchodzi nas na 
razie i głównie dzieło Jana i>Vf//fAiv;, z łacińska: Bretkius, a z li- 
tewska: Brat kun as. Był to duchowny protestancki z końca w. 
XVI (zm. IGOa), przebywający z początkn w zupełnie litewskiej 
okolicy i mieście Labiawie, a następnie w Królewcu, jako kazno- 
dzieja przy kościele litewskim. Tłumaczył on na język litewski 
flBiblję/' wydał pieśni duchowne po litewsku, a nadto napisał 
dzieło ^Historia Kerura Pmsaicarum" (Praet. 4), które w ręko- 
pisie zaginęło. Otóż w nim opierał się na tradycji, której sam 
był świadkiem, ponieważ w Labiawie i jej okolicach podówczas 
jeszcze wiele istniało zabytków pogaństwa, (woselbst er iriel ab- 
giJtterey gefnnden, Praet. 4). Oprócz tego powołnje się na dzie- 
ła, z których nas głównie uderza osławiona kronika Chrystjaua 
biskupa praskiego w początkach w. Xin; z niej właśnie Bret- 
kunas czerpie naaz przykład, przytoczony przez Praetorinei. 

Pierwszy wspomina o kronice Chrystjaua Grunau, który 
jak wiadomo, pisał po niemiecku. Ponieważ on przj^tacza 
w niemitckim swoim dziele początek kroniki liiakupa p& łacinie'. 
„Liber ńliornm Belial cumsuis ^uperstitionibus Brnticae factionia 
jncipit cnm moesticia cordia' ^Gronau, 5)« wniosek prosty, że 
była napisana po łacinie. Grnnan podaje także źródła, z których 
ezerpał biskup, a mianowicie kronikę Jarasława^ kanonika 



KtJNCIUS CtJM fiACtItO 383 



W Płocku, pod tytułem: „Liber originis et furiarum gentis in- 
damite Brntoram in sangainem Christiannin,'* w której miała 
hy& zawarta łiistorja Prusów aż do ich „niedorzeczności* (iren 
Btant, beaetireibt bis anfT ihre unsinnigkeit). Coby owa niedo- 
rzeczDońó zuaezyła, trudno pojąć; zdaje się, ie aż do (mniema- 
nego) uporządkowania pogaństwa przez Skandjów w VI wieku! 
Skąd zad czerpał swoje wiadomości Jarosław, zupełnie niewiado- 
mo. To powiedziawszy, już więcej o Jarosławie i jego dziele 
nie wspomioa, a obszernie opisuje źródło drugie biskupa; miał 
Dtm być dziennik podróży jakiegoś Diwoynis, czy Dywonoys^ 
pożyczony biskupowi przez Jarosława płockiego. A rzeczywiście 
ciekawy to dziennik! Oto /a czasów Oktawjusza (Augusta), ce- 
sarza rzymskiego^ zeszli się astronomowie w jakimś mieście Sa- 
kra w BrytaDji i zadawszy sobie pytanie: czy na głębokiej pół- 
nocy mogą żyć ludzie? (ob im siebendem und achten czirkel 
dea himmels in norden und sub cancro und capricorno mochten 
menschen wonen),- wysłali kilku mężów pod przewodnictwem 
owego Di von i sa (sio) celem naocznego przekonania się. Diyonis 
^ięc przechodzi przez Oomanię (Kumanie?), Halliciam itzund 
Tatterey ([}, Roxolaniam itzundt Mosquoam genant, durch Yene- 
des und Allaunes itzundt Leifflandt genant itd... si aber mU ni* 
mande kunkfi reden. Po przezimowaniu zachorowali latem 
i w tym właśnie czasie przybyli do nieb Sarmatowie: „dos wo- 
ren Wynden, mit diesen sio jo ein wenig retten (rozmówili się), 
und wnrden underweiset yom Lande nach begir in fragenn.^ 
Wspomniawszy o W ęgrach (Huhuri ob. wyżej Gomanię), wymie- 
nia Wisłę: ^d as wasser der Polawener" (Polaków), i zwiedza Pol- 
skę i ziemie pruskie. Diyonis dzień po dniu zapisuje wrażenia 
podróży, ] dziennik ten, „welchs war in Reuscher spracb ge- 
schrieben, aber mit grekischen buchstaben," pozostawił w Płoc- 
ku (w I wieku i komu?), gdzie także umarł. Ta okoliczność ma 
wyjaśnić, jakim sposobem dziennik dostał się do Płocka i co 
» tym idzie^ że kanonik płocki mógł go posiadać. (Grunau, 
55/56), 

Zaiste, tvlu niesfornych i potwornych kłamstw^ podawa- 
nych nie na żarty, trudnoby było doczytać się w książce innej. 
Pamiętajmy tylko, że wszystko to działo się w I w. po Chryst. 
za panowania cesarza Augusta! Wtedy to miał się odbyć ów 
zjazd uczonych astronomów nie w Rzymie, lub innym zlatynizo- 
wanym mieście, lecz w jakiejś nieznanej znikąd mieścinie, w nie- 
pokonanej, a dzikiej jeszcze Brytanji! Niechaj nikt się nie 



r 



384 A19TONI M1EH7,VNS1I! 



dziwi, że Divoni8 nie pisał w ojc^jstym jakim JQ/.yku, aui 
I w języku podówczas powszecbnie u;Kywanyai łaciutikim, lecz 

I w ruskim, do którego dopiero w 9 wieków póiniej zadtoso^ 

I wano alfabet grecki. Wszakże Divonis uie umiał po rusku, 

i jak mówi sam Grunau, a po słowiańaku tak mało, ie z »Wyti« 

[ darni*' ledwie się mógł porozumieć fmif denen eie jo etn wenig 

\- retten)^ a jednak pisze po rusku dzielol I tema niecliaj się uikt 

[ uie dziwi, źe w I wieku po Obr, Płock jni istuiatj że Diyonis^ 

r umierając, pozostawił swe dzieło w tym miejcie, gdzie przex 

[ XIII wieków przeleżało nienaruszone i w całoM, a po skorzy- 

a staniu z niego zaraz zaginęło. Czyi więcej jeszcze potrzeba do- 

wodów na fałszerstwo Grunaua? Dodajmy nadto, że ów wy- 
myślony Diyonis, udający się na północ głęboką, zwiedza zie- 
mię Polaków, Galicję i Węgrów, których zwyczaje tak dokład- 
nie poznał, że z niemi porównywa zwyczaje innycb narodów, 
(które „sicb yiel noch helt in der weiseo, leben nnd sic ten der 
Huhuri.,/* 56, § 2), a przecież wymienione narody dopiero w kil- 
ka wieków później występują na historycznej arenie Europy, 

Już wobco tych kilku uwng, śmiało twierdzić możemy, ia 
ani kronika Jarosława, ani dziennik DironiBa nie istniały wcale 
i że przez Grunaua były wymyślone^ na poparcie istnienia rów- 
nież przez niego wymyślonej kioniki biskupa Chryatjana. Przez 
przytoczenie źródeł chciał jej nadaó powa^Ane cechy wiaro* 
godności. 

Imiona narodów, wymienionych przex Pseudo-Divoniaa, 
ich pisownia, oraz inne jeszcze szczegóły, zdradzają źródło, 
z którego po większej części czerpał Grunau. Z luźnycb z tego 
źródła zebranych wiadomostek, które pomieszał z niektóremi in- 
nemi rzeczy wistemi faktami, wziętemi z dokumentów lub z życia 
współczesnego, ulepił fantastyczną całość, nie trzymającą iię 
kupy. Owym źródłem są ,,AntiqQitate3 Boiussiae^^ Erazma 
Stelli, ujawnionego fałszerza historji. Lubo już w XV(I wieku 
uczony Hartknoch wyrażrf skromne swe powątpiewania w wia- 
rogodnośó Grunaua, to niezapomnioDą jest zasługą krytycznego 
Toeppena, że naukowo i dowodnie wykazał jego fałszerstwa, 
(Geschichte des preuss. Historiograpbie^ Berlin, 1855, 178 i nast.) 
Wobec tego wyniku wielce dziwnym nam się wydaje, że 
Bretkunas nie tylko się powołuje na kronikę Chrystjana, lecz 
nadto przytacza t niej wyjątki, podane przez Praetoriusa na 
str. 19, 38—39 itp. Atoli te wyjątki są pisane po niemiecku, 
językiem XYI wieku, a tymczasem podług Grunaua, kronika 



4 



r 



i 



NUNCIUS CUSl BACULO 386 



ChryHtjaria byln iiai>ieitna po !af'inie. W tym położeniu rzeczy, 
pozostaje nam albo uznar^ że Bretknnas własne mn iadomości za- 
słania paivag% oTiej mniemfiDej kroniki, pokutującej między 
pisarzami od c^a^dw Grutiaua, albo ze rzeczywiście istniało 
w XVI w, jakieś pism i dl o, puszczone w świat pod powagą 
Clirystjana, 

Z powyższego poglądu w każdym razie wypada, że ma- 
terjal, podany pod nr. 2, jest pozbawiony wiarogodności; autor- 
stwo zaś Chrystjana stanowcza odrzucamy*). 

§ 3. 

Z wy^ej podanego mat.' rjalu okazuje się, że w całym Kró- 
lestwie Polskim^ w Ualicji, naS/ląskn, w Łnżycacb, w Poznań- 
skim, w Prusiech Zacbodnif^h i Wschodnieb, wśród ludności pol- 
ikiej i litewskiej, tlalej na IJtwie, Żmnjdzi (Łotwie), w Szwecji, 
Norwegji i Danji, u Niemców, Szkotów (Keltów), a nawet 
wśród plemion tur^ńakicb, używano dawniej, a po części uży- 
wają dotychczas laski zakrzywionej, niekiedy też prostej lub 
je) odmian (jako to: miotaj krzyża, a w jej zastępstwie tablicz- 
ki, desecaki itp.) do obsyłania kogo należało z zawiadomieniem 
o obowiązku publicznym, obchodzącym i obciążającym obesła- 
nych. Nie wątpimy, ze zwyczaj ten panował jeszcze u wielu 
iDDyeb, tutaj nie wymienionych ludów (ob. § 1 ku końcowi); 
dziwnym jedoak nam sił^ wydaje, że ze wschodniej Słowiań- 
szczyzny, być może przypadkiem, nie posiadamy żadnych wia- 
domości. 

W czasach, w których sztuka pisania nie była znana, 
a przynajmniej oie rozpowszechniona, musiano się uciekać do 
jakiegobądż sposobu, za pomocą którego udzielano sobie po- 
trzebnych wiadomością i to drogą jak najśpieszniejszą. 

Do udzielania sobie wiadomości najwięcej nadawało się 
wszędzie rosnące drzewo; chodziło tylko o to, aby szczególną 
jaką i mniej zwykłn formą zwracało na siebie uwagę, a często 
symbolicznie wyrażało samo przez się sprawę, o którą chodziło. 



*) Z rękop. Praetoriusa możnaby zebrać urywki zaginionego 
dzieła Bretkuaasa, oddzielić od u ich te, w których powołuje się na 
Chrystjana^ porównać wazyatkie z kronikami pruskiemi i wyciągnąć 
z Tiich właściwe waioski, KeziiUat mógłby być ciekawy. 

mM^a L IX zuz. 2 25 



i. 



SŚ6 AŃtoKi At iEEzyysKt 

Używano zaś różnego rodzaju drzewa do owego zniika po- 
rozumieDia się (np. nr. 46 i przykłady ko Szwecji). W nagłych 
materjałach wymienione są: bok (17, 26. 38); brzoza ("20^ 26); 
leazczyna (10, 21); grusza (21, 25); jałowiec (25); grab (17, 38); 
dąb (26, 27^ 32, 58); sosna (24). Nawet w tej samej miejsco- 
wości znak bywał z drzewa róinego (26^ cJ8). 

Z drzew brano albo korzenie (m\ G, 7), które same przez 
eic rosną w splotach niezwykłych, i obcinano je stosownie do 
potrzeby (Treichel, 12, 17), albo teź gatą^, nroBlą w dziwacz- 
nych zagięciach. Dla otrzymania niezwykłego kształta, zawczasa 
sztucznie wyginano gałąź lub zawiązawszy w pętlica, dozwala- 
no jej tak rosnąć przez lat kilka (nr. 38. Ob. „Zródlo do mit. lit./ 
23). Z biegiem czasu w miejsce korcenia lub opisanej gałęzi 
brano laskę krzywą, witkę, laseczkę z kulą u góry^ buławę itp. 
Gdy rozpowszechniła się sztuka pisania, używano tabliry, na 
której wypisywano o co chodziło, lub laski jui prostej, a roz- 
szczepionej u góry dla włożenia papieru z roKkastem itp. W koń- 
ca j laskę usunięto, która początkowo znaczyła wszystko. 

Bywało, że dla nadania urzędowej powagi i dla odróżnie- 
nia od innych, opatrywano laskę w szczególne jakie znamię; 
w Szwecji np. znamię wypalano i inustnlata, nr. 73); w Starych 
Folaazkach, na górnym końcu laski był krzyi wycięty (n. 21); 
w Starej Kiszewie gwiazda na samej lance (nnmer 24); 
w W, Pałubinie gwiazdka ośmiokątna (fig. 16) i krsyi (n, 25, 
fig, 13); gdzieindziej bywały pieczątki z laku Niekiedy znaj- 
dują się około rękojeści przewierroue otwory, lub też wcięcia 
(nn 17, 20); jedne i drugie służyły do przywiązywania kartki, 
są więc porbodzenia późnego; papier p]7.y wiązywano tjikże da 
górnego końca (nr. 9, fig. 31). 

Niekiedy znak wyobrażał symbolicznie sprawę, o którą 
chodziło, a obesłani drogą tradycji dobrze oatym się znali, tak, 
że i nstcego wyłożenia nie było potrzeba. W Szwecji, Norwegji 
i Ds.uyi słrzćiM (ligneura telum, nr. 73 i dal.) obnoszona znaczy- 
ła, że na oznaczonym miejscu stawić się trzeba na wyprawę; 
siekiera zwoływała obesłanych na sądowe zebranie w sprawach 
o zabójstwaj krzyż zaś w sprawach religijnych (nr. 73, 83, 84), 
u nas zawiadamiał o śmierci i pogrzebie gospodarza, tj. członka 
danej wsi lub gminy (nr. 49, 50) itd. U Wogułów i Oatiaków 
przytępiona strzała znaczyła blizki wybuch wojny. 

Hy walo miejscami, lecz nie wszędzie, że obiegały dwie las- 
ki lub więcej, z dobrze znanym w tych miejscowościach zna^ 



NUNCIUS CLM BACULO 387 



I 



czemeiD. W niektórych wsiach jeszcze po dziś dzień istnieją 
dwie lagki, a w Starych Polaszkacb sołtys zamierzał zaprowa- 
dzić trzecią. (TreiclieL 14). Z biegiem czasn znaczenie ich się 
ziEiienito, gdyK dla pewnych spraw, obchodzących ogół, tj. wiei 
Itib gmincj, nastały ione sposoby zawiadamiania, jak np. dzwo- 
nienie, ogłaszające śmierć lub pochód pogrzebowy. Gdzieniegdzie 
istnieją oha Bposoby obok siebie, jak np. obnoszony znak za- 
wiadamia o pogrzebie, a dzwon o wyniesieniu ciała. 

Dzisiejf^ze znaczenie dwóch kul nie da się ująć w ścisłą 
definicję. I tak np* w Kosach większa kula wzywała gospo- 
darzy i parobków^ mniejsza zaś tylko gospodarzy (nr. 14). 
W Ltpczynic %vi<jkszą kulą zwoływano na gromadę dwór i wieś, 
mniejszą tylko gospodarzy (nr. 17). W iSV. Grabowie więlis^a 
obchodzi wieś Haiiią, mniejsza dalej od wsi rozkolonizowanycb 
gospodarzy (nr. 18, ob. 19, 22) itp. W Stawkach laski miały 
stosowne do zadania odrębne nazwanie: „kij do gromady" wzy- 
wał na , gromadę" (nr. 31), a „wartę'' wręczano temu, na któ- 
rego 8liiix wiejska przypadała (nr. 55). Gdzieniegdzie, wysław- 
szy jeilną la^kę^ w krótkim czasie wysyłano drugą; znaczy to 
nagłość lub wa/ność sprawy (nr. 21; ob. n. 26). 

Z powj?4szego wykładu wypadałoby uczynić wniosek, t% 
za czasów dawuiejfefzych, w miejscowościach, gdzie więcej lasek 
używano^ każda z nich oznaczała sprawę inną, a jaką— obesła- 
nym dobrze było wiadome; w czasach zaś późniejszych, gdy 
dla pewnych spraw nastały inne sposoby zawiadamiania^ zmie- 
niło wi% znaczenie, przeszedszy w inne, w różnych miejsco- 
wościach różne. 

Znaki obsyłane miały nazwy rozmaite i kształty: 

hock, n. 26' grandestock, n. 85. 

badstikka, bostikka, n. 82. beja, n. 72. 

buława, n. 3(5, 53. heror, n. 73-78. 

budkafla, n. 73, 83. iarnor, n. 79. 

cecha, n, 40. kaczka, n. 42 a. 

cramstair, cramstaraid; n. 86. karba, n. 48. 

crnx, n. 4 U karkuleca, n. 15. 

delka, n, 72. kij, n. 46. 

dzida, Dp 70. kij do gromady, n. 31. 

d*ingbod, n, 77. kluka, n. 14; 18-26; 61. 

gmejneki klapać, n, 72. knaggel, n. 21. 



388 



ANTUNl ALJEUZl^NSKt 



kokula, n. 71, 72. 

krakała, D. 15, i6t 29. 

krayul, n. 5. 

krępulec, n. 15, IG* 

krMile, D, 1, 2; 4-6; 8-10. 

krayż, n. 48-50; 73. 

kula, n. 30, 32, 33, 38; 42, 

42a,50, 60, (61), 67. 
laeka z gałką, 35^ 43 — 45; 63. 
ła£da, n. 10. 
miot, a. 71, (72). 
nufaja i speekiB, n. 54* 
or^d^ie, n. 35, 
palica, n. 37. 

palka, n. 32,56,58. 59, 64-06; 68 
secaris, d. 73, 
sigaum, n. 41. 



gtipea, n. 8). 

strzała, 73-78; 80, 87 (por. heror)* 

tablica, n. 47. 

trajkotka, G6a* por. 63- 

treor, n. 79 (par. i amor) 

yidiebrand, n. 80. 

wacha, n. 62. 

wartnica, n. 62. 

warta, n. 55, 63, 69. 

wici, n, 39. 

wiecha^ n* 57. 

witka £a ciałem, n^ 51, 

włócznia, n. U. 

zimowe ziele, n. 52. 

zoak, B, 42 a. 

znamię, n. 34. 



Nazwijmy znaki te ogólnjm mianem: kulą albo kluką^ wy- 
dzielając caobao warię^ dla lasek oznajmnjących kolej na atraźc. 

Mieli zaś prawo do „puezozauia kuli" w obieg i w na- 
ezycli przykladacli puszczali ją: królowie (nr. 39, 74-78); ko- 
misarze ekonotuji (nr, 30); aoltyei (2, 5, 6; 14 — 29; 31—33; 
36—38); wójtowie gminy (nr. 34, 35); btarazy (n. 49 )ł cechmi- 
fitrze i seniorem w eecbn (n, 41, 42). U nich let znajdowała siq 
kttlu. Rzecz prosta, ie prawo to służyło królom tylko w ich 
własnym państwie, a wymienionym władzom tylko w obrębie 
powierzonych im administraoyJDycb okr^gów^ więc sołtysom 
w powierzonych im wsiach^ wójtom gminy we właściwych gmi- 
nach ifcd. Cecbmistrze puszczali cechę lylko do swojej braci 
cechowej {nr. 40, 41), 

Ogólną zasadą więc jest, ie obsyłającym była głowa da* 
nego okręgu, czy nim było państwo, czy wieś. Jeżeli zaś w Nor- 
weg] i poddani albo zmieniają właflnowolnie kulę wysłaną przez 
rządzącego (n. 77), lub puszczają od siebie (n. 76^ 77), uwaźad 
to należy za rokosz przeciwko władzy i porządkowi. Wyjątkiem 
chyba bylo^ ie donosili o zbliżającym się nieprzyjacielu. 

Królowie wysyłali klnkę sami od siebie, wedle własnego 
uznania; czynili to także upoważnione urzędy w porach dla ze^ 
brau, przepisany cli prawem (domyi^l); iiajc?.(>ściej /aś z powodu 
odebrania rozporządzeń vvlad/.y wyżtizcj^ które trzeba było po» 




l^UNClCR CUM HACULO 38^ 



ilae (lił wiadomości powazeclniej. Ziv*łlywano grom n dc także nn 
^miosek jednego Inb kilku gospodarzy (u* 34, 36). Od ur^^du 
ZAwisło podlić Bi^ ua obeałaiiie luli nic. 

Urząd wrqc2ai kulę pachołkowi lub inuej od niego i^ale* 
źącej oaobte (ur 3r>), która zanosiła ją najbliższemu sąsiadowi 
na prawo (22, %\, l\S)j i odtąd było obowiązkiem odbierającego 
podawać ją dalej na prawo najbliiizemu sąsiad jwi (n, 34), po- 
r^^ądkiem i koleją raz na zawsze usŁaDOwioną (nr. 6^ 79). 

W krajach skandy nawak i cfa, król dJa ka/dego obesłania 
tazat atrngać i rozsyłać strzałt^ nnwą (n, 75)- W Szwecji 
kraj przez dwie ktzy żujące się dragi (są to wspominano cztery 
drogi, u. 7f^), był podzielony na cztery części, nazwane qna- 
drantes Cnr, Tó\ i temi to drogami . ponfiądkiem raz na zawsze 
ustanowionym, wyprawiano strzałę, drewniany topór (seeuris, 
nr. 73) itp. 1 tutaj sąsiad byt obowiązany kulę podawać dalej, 
Bówaiez w Holsztynie kaidego razu wysyłano kulę nową (nr. 
14). W jednyui tytko przekładnie czytamy, że kula była pU" 
szczona na łcwo (nr. 24); powodem było wyjątkowe położenie 
wsi (nr. 24). W Łnźycacb jednak do oznajmiania śmierci lub 
pogrzebu członka gminy było obowiązkiem kułę wyayłać na 
lewo (nr. 72). 

Jeżeli ma być zwołana gmina, do której kilka wiosek na- 
leiało, to po obesłaniu jednej wioski, ostatnia który kulę ode- 
brał, był obowiązany mimo wszcłkich przeszkód natycb miast za* 
nieść ją do wioski sąsiedniej (nr. 36)< Spotkawszy po drodze 
mieszkańca wioski, do której podążał, wręczał ma kulę, a ten 
powinien był ją wziąć i do swojej wioski wróció (n, 3(i; 14), 

W niektórycłi wioskach niosący knłę stnka w okna lub 
odrzwi sąsiada i wręczając mu ją, przemawia: ^Oto klaka!^ — 
Uier ist die klak!— albo też: -Powiedzcie znamię, ażeby każdy 
gospodarz szedł do gromady" (nr. 34). W jeduycłi wioskacłi 
można było wchodzić do izby (n. 17, :31), w innycli zaś nie 
(nr. U). Kóżne więc były sposoby wręczania klaki i różoe prze- 
mówienia^ nie zmieniające jednak gruntu rzeczy. Niekiedy, gdy 
tego wymagała potrzeba, przy wręt^zatiiu ozon cza nu imię sołty- 
sa^ miejsce i czas zebrania itp. 

Eto się nie stawi, albo nie podaje dalej klaki^ ulega ka- 
rze (nr. 21, 24, 26, n, 35, 40, 79 itd.) 

Miejscem zebrania głównie jest mieszkanie urzędu, który 
kulę pubcił, np sołtysa; bywa także^ że n gospodarza (n* 36), 
który jednak w tym razie nie bierze udziału w naradzie; a ua- 



300 ANTO vi MIKUXYN*flK! 



wet pod gołym niebem (nr. 30). Jeśli gmina Bią i^biera, pra- 
widłowo bywa micjecem zel)rania mieHzk&Die wójta; na srebra- 
nie /.bierają ^ię jednak także ra'£ a jednego, drogi raz u drn- 
giej^o sołtyaaf o czym ^iawiadamia sąsiad sąsiada, wioBka wios- 
kę przy oddawanitt kluki (nr. 36), 

Spos6b obrady czytamy w skróceni ii w nr. 36; obszerniej 
Wfsia, IV, 327. 

Zebrania te nazywają się rozmaicie^ np. kriwfilet jak 
kula sama (m\ 6, 8); kruwa (n. 6); krawnl (n , 6); pułk a (u. O, 
12): kopa (n. 13); najczęściej: gromada (36, 38) Gdsiie dwie 
gromady, jedna ^^owie się wielką^ druga maią^ stosownie do 
obesłanej jednej wioski lub całej gminy (nr. 36). Grandę (o- 85), 
W Skaudynawji nazywa aię ding* 

Na ty cli '/.ebraniaełif ktAre nazwijmy „gromadą/- rozpatry- 
wano wszelkie sprawy, obchodzące dany okrąg; postanawiano 
uchwały i polecano ieli wykonanie wybranym osobom. 
Główni ej sze sprawy następne: 

1. Sprawy sądowe (n: 27); na Rusi litewskiej (nr. 14)i 
w Szwecji (nr. 73). W dawnych osadacli władzę tę posiadały 
gromady wszędzie, czy w iłprawaeli kryminalnych, c»y cywilnych. 
ŁJ, Sprawy administracyjne waielkiego rodzaju, obchodzą- 
ce dany okrąg, Wi^c słuchano rozporządzeń władzy wyższej 
i polecano właściwym osobom icli wykonanie; mówiono o po* 
trzebacb miejscowych itp. (1, i*; 15— 2tJ; 30—38 itd ). 

W razie potrzeby wojennej królowie skandynawscy obsy- 
Jałi lenników strzałą: ci zaA niezawodnie orł siebie obsylałi swo- 
ich poddanych, a zebrawszy zobowiązanych, wiedli ua oznaczony 
punkt zborny (nr. 74 - 79). Podobnym zdaje się apoiiobem za- 
wiadamiał król polaki poddany cli, rozsyłając wici (nr, 39). Na 
Litwie zwoływano (kto, nie podane) obesłaniem krirule mcźów 
do boja (nr, 8, 10); na Żmujdzi wódz (?) ob^ylal dzidę (n. U), 
O pogrzebie gospodarza zawiadamiano członka wsi lub 
gminy obesłaniem laski (ur. 46—51); tablicy (nr. 47, 72); krzy- 
ża (48 — 50); zim^łwym zielem (nr. 52); czarną buławą (n. 53) itd» 
Gdzie istniały Htra^Ae wiejskie lub Isościelne, obchodziła 
kala (n, GO, 61, 67), zwana często wartą (n, 55, 62, 63), wachą 
(62), wiechą (n. 57), palką (56, 58, 59; 64-66; 68) itd, i pozo- 
stawała w czasie pełnienia obo wiązka w ręku stróżującego. Ten 
po odbytej strażyi stawia ją przed domem sąsiada, na którego 
kolej straży wypadła, albo ją wręnzal osobiście, liy wało, sam 
sołtys po raz iia zawsze oznaczonej kolei jniayła kulę do whiż* 



I 



NUNCilTS CUM BACULO 391 



riucj 080 by, niekiedy ze słowami: „Bartek idzie na wachę,* 
(nr, 60). 

Analogicznie do tego zwyczaju cechmistrze obsylali knic, 
/.waiią cech, po cechowych na zebranie (nr. 40, 41). Również 
używano tego gpoaobn celem zawiadomienia interesowanych 
oiób, źe do nich kulig przybędzie (n. 43--45)t 

Z powyższego przekonywamy się, że w kwestjach zasad-* 
nieśnych zwyczaje nie różnią się od siebie, pomimo rozmaitości 
ifiiem i pochodzenia plemiennego, 

§4. 

Uzyskawszy tym sposobem pewne i stale punkty, tyczące 
się niywania knli u rozmaitych narodów, a mianowicie, co do 
pytań kło miał prawo je puszczać i w jakich granicach^ dalej 
w jaki sposób i w jakim celu ją obsyłał,— możemy przystąpić 
do rozważania słów Dnsbnrga, pomieszczonych na samym 
wstępie. 

Czytającemu tam, że Krywe wysyła ,,nuncium cum ł)aculo 
yel alio Bigno noto,'* odrazu samo przez się narzuca się myśl, ie 
-^baculus'' tylko znaną nam kulę, a w danym razie kriwulę zna- 
czyć może, zwołnjącą, dajmy na to, gromadę. Pod tym wzglę- 
dem między uczonemi jednomyślna panuje zgoda. 

W daUzej więc konsekwencji, „aliud signum notum*' może 
tylko znaczyć kulę, kriyulę, obsyłaną w innej jakiej sprawie, np. 
straży. Wysyła je Krywe, bo miał do tego prawo, które jeszcze 
inną drogą ndowodnić można. Otóż tenże Dnsburg (III, 4) opo- 
wiada, że wieszczka w Galin dj i, której na skinienie sincha cała 
Galindjn, zwołuje na wniosek obrażonych niewiast zgromadzenie 
znaczniejszych mężów tejże Galindji. Oczywiście, czyni to za 
pomocą kriynli, ponieważ taki był zwyczaj uświęcony. Jeśli 
więc wieszczka do tego miała prawo, to go kapłanowi — wiesz- 
czowi iiadrowt^kiemu, żadną miarą odmówić nie można. 

Pytanie tylko: w jakich granicach? 

Ze związku słów u Dusburga wypadałoby, ie kapłan ognin, 
ów Ki-ywc, rządząc Prusją, Litwą, Żmujdzią, Łotwą itd. na ski- 
nienie, miał także prawo obsyłać i obsyłał wymienione narody. 
Atoli, jak w innym miejscu staraliśmy się udowodnić, Krywe 
nie był głową wszystkich ziem litewskich, i ziemie te nigdy nie 
stanowiły jedocj choćby idealnej całości, więc nie było warun- 
ków, któreby t>lj^ylkę usprawiedliwiały. Nadto, bacząc na obszar 



392 AT^TOETI HIBRZYŃ6KT 



tych ssiem. na Bposói> obBjłki i aa czas do tego potrzebD^p 
obeelanie jest zadaniem wpro*;t nie łlo wykonaoia. Prasy puńciwassy 
jednak na cliw^ilc tq moinoki-^ znów ze względu na cele. dla 
których obchod'£ila kola, brniemy i toniemy w gt^biDach hez- 
brzeinych niemożliwoicL Czyżbyśmy bowiem na prawdę chcieli 
utrzymywać, jakoby kapłan ognia nadrowski zwoływał do Ro* 
tnowe mieszkańców ziem wymienionych na sądy lub dla omó- 
wienia spraw admiDistraeyjnych? Więcby tacy łotewscy keią- 
żęta, jak Talibald^ Canpo, Westhardua, lub taki Giedymin, Miti- 
dog itp, mieliby się stawić do Homowe na rozkaz knplana oad- 
rowskiego? 

Kapłan ognia wyprawiał po^la. Jakiego zafi rodzaju praw- 
dopodobnie był ów pOBcł, pokaże sii^ niżej. Ha pytanie za^: po 
co byl wyprawiany?- nie znajdujemy odpowiedzi, wobec zdaniem 
moim udowodnionego faktu, że kapłan tiadrowski poza grani* 
cami Nndrowji nie miał najmniejszej politycznej, aui hierar- 
cliicznej władzy. Atoli iiie tylko nie miał władzy w ościennych 
j dalszych ziemiach, lecz nawet żadnych stosunków i wpływów. 
Wierzeniowycii— nie, gdyż uiięd'^y ziemiami istniały wierzeniowe 
różnice; hjerarcbiczuych także nie, gdyż nawet w oddzielnej 
ziemi nie było hjerarchicznych zawiązków. I^łityczne zaś spra- 
wy, do których należało także wyprawianie posłów, były w r^j- 
ku kunigasów. Kapłan -wieszczbiarz, i to danej zieod, o tyle 
tylko bral udział, o ile miał doświadczać bogów, czy zgadzają 
się z przedsięwziętą sprawą, czy nie. 

Dotychczas ograniczy liiimy władaę kapłana^oguia tymcza- 
sowo i ogólnikowo ua Nadrowji, 

Przypatrzmy się cokolwiek stosunkom tej ziemi* 

Toeppeu (Gieogr, 23), nazywa Nadrowję jedną z ziem naj- 
zuaczniejszych (eine der ausehnlichsten Landschafteo), na którą 
Krzyżacy dopiero wtedy odważyli się napadai'^ kiedy granice od 
zacbodUj południa i północy już były w ich posiadaniu (Dush., 
III, 17j). Po długich i upartych wojnach^ nareszcie zdołali ją 
zająć. Granic jej dotychczas dokładnie oznaczyć nie Tnożna, 
l^omijająo nierozwiązaną dotycłkc/.as kwesfję, czy castrum Wi- 
Iow (111,73) i terram Wohnttdorph ic zamkami Capoatcte, 
Wunsatrapłs, Ocbtolite, Gundow i Angetetc (III^ 
75) do Nadrowji zaliczyć należy^-* czytamy u Dusburga, że 
do niej należy terytorjum Rh e t o vi*), tciytorjura Kathów 



^} Nic wiadomo, w jakiej okolicy Kadruwji leżało* 



NUNCiUS CUM BACULO ^9^ 

(Kattenau)*), casŁrnm OthoHcbia**) (a 176, 177) i cftstrum 
Cameui ewike***) (c. 178), Herman von Warteubcrge wy- 
mienia nadto caatruffl Nerwekethen (dziś Norkitten), GhroD> 
Liv, pod n 1376, atr, 110. Duaburg opowiada, ie gdy {kani- 
^SLB \ Tirsko przyjął cłirzeSejaDBtwo, pluree do Nadrowia 
TiripotentcB et uoliileti ptiBzli za je^o przykładem (o. 
175); naBt^pBie, ze Nadrowiauie^ zatkani długą wojną, choeiaź 
jeazcze znaczue mieli zastępy i wiele miejsc objonuych, w koń- 
cu poddali się Krzyżakom |c. J79). 

Z tj?ch kilku dat źródłowych wypada, ie Nadrowja była 
2iemi% obdzeruą i osiadłą, i ie podzielona była na liczne więk- 
sze i mniejsze dzierżawy, któremi wladnli oddzielni knnigasi* 
Kaidy z nich, jak nu całej Litwie i Prnaji, w obrębie swej 
dzierżawy, miał prawo do obsylania kriynli celeni awołania wol- 
nego ladn na gromada „krowa^ ' czy też lawiadoniienia, kogo 
naleialo, o przypadającym nan obowiązku. 

Pośród łych dzierżaw mieńeilo się Romo we, kt>>re z nale- 
żącym do niego otoczeniem także musiało stanowić odrębną 
dzierżawę, poświeconą bóstwu ognia. Miejaeowośei samej nie 
nazywa Dnebnrg ani castrutn, ani yilła, lecz locus. W każ- 
dym razie co najmniej mieszkał tu kaplati^ jego kapłani -pem do- 
nicy i lud, pełniący służbę. Otóż tu panował kapłan ognia, jak 
się zdaje samowładnie, jak kunigas; tu miał peine prawo obły- 
łać kapłanów, dla pełnienia straży kolejnej około ognia, obsyłae 
lad służebny, obowiązany z kolei dostarczae drzewa dla pod- 
trzymywania ognia świętego itp. Tery łorjalnie władza jego da- 
hj nic sięgała nawet w Nadrowji- 

Idźmy jeszcze o krok dalej* Dusburg, III, 5^ podaje, że 



^) Zdaje się, że to dzisiejsza wieś Kattenau, leżj|ca na pół- 
noco-w8cli<>d od Gąbina, Practorius f^tr. 98), wypytując się starych 
Nad 1^0 wian, dlaczego wskazanych knrhanow rozkopać nie clLcieli, 
odebrał odpowiedz: „Don f^rosson horrn zu Kattenau, (der uiitor 
dcm bcr^e z u Kattenau Jjegen boU), nennen die jetaigen preussi- 
schen Kadrawer noch Dykassis Katttanowiszkiti, welcŻies so^iel heiast 
ałs ein abaolut frcier und youyer^ner herr, Uersolbige liat^ wie sie 
es von ibren urclteru geliórt, fast das meiste Insterburgisehe und 
anch ein gross theil vdm Jla^mitischen Amt eingetLabt nnd aoH .si> 
mSchtig gaweien eein, dąsa er allein aut' 40,0^~^ri Mann hat aufbrm- 
gen kdnnen/' 

**) Dzii^ niewiadoma miejsuowość. 
***J \>%\k istnieje Carnswikiisberg, opodal Instrucia. 




394 ANTOS! Mlf^liT^Y^r^Kl 



gdy PriiB&wie zamierzają między uobą tob z iuDciui (vn]ó\vić 
wprawę, obierają się iia placiłum V6l parlamtnf-nm^ o^-naczy- 
uszy pewną iloać doi, po których npływie mają się zebrać, ^Miq- 
di&y sobą'' rozumieć można: ^,w obrębie jednej ziemi;*' ,,z innerai:" 
— ziemia z ziemią. O zebraniach w obrębie jednej ziemi czytamy 
u DuBbnrga dwa razy, i w obu r»zaeh chodzi o wyprawę wo* 
jeniią, I tak w Szalawnuji, ,^couveuiente» seniores populi coii- 
ciliutn fecerUDt'' (IIJ, c. 184); w Sudawji: ,,Sudavite coneiłinm 
fecernnt'' (III, c. 204), Nie trudno eię domyilie, że zwołującym 
i przewodniczącym na zebraniu byt jeden z potężniejszych, lub 
najwięcej wpływu mających w dauej ziemi (,,der edilate'' u Alu- 
pęka). Nie ulega też wątpliwości, źe każda ziemia miała swoje 
zebrania dla 3praw ją obchodzących, a w^ęe także tak znaczna 
ziemia, jaką była Naiirowja, I tutaj zwoływał kuuigasów w da- 
uej potrzebie jeden z potężm^ejBzycfa, albo najwięcej 'jyplywu 
mających, czy z własne] woli, C7.y na wniosek mniej zDaczny<jh. 

Ponieważ do łudzi wpływowych mógł należeć kaptan ognia, 
więc on sam z własnego uznania, czy teź za wnioskiem jedne- 
go )nb więcej kunigagów, mógł zwoła(^. z całej ziemi kogo na- 
leży na vFBpólną naradę. Wtedy to wysyłał kriyale, albo ato* 
aownie do sprawy ,jinny znak znany, " kt6ry na obszarze jed- 
nej ziemi mógł rzeczywiście być znanym znakiem, a wysyłał 
ją podobnie jak w Romo we, przez t^wego posłańca, pachołka, 
a nie jakiegoś nuncjn8za, do najbliższego kunigasa na prawo, 
który ją znanym sposobem posyłał do sąsiaila przez własnego 
pachołka porządkiem i koleją raz na zawsze, zwyczajem pr%y^ 
jętą« W takim też razie certus numerus dierum zupełnie 
wystarczał. 

Ni miejsce zebrania mog) kunigas nadrowski naznaczyć 
albo własną siedzibę, albo inną; najwięcej %m do tego nadawa- 
ło się Komowe, ponieważ zapadłą uchwałę można było na miej- 
scu poddać poil rozstrzyga i eu je najważniejszej w kraju wyroczni 
boga-ognia, która przez usta kapłana oświadczała, czy zgadza 
się z uchwałą, czy nic. „Prntbeni raro aliquod faetnm uota- 
bile iuchoabant, nm prius nńssa sorie secundum ritum jpsorum 
a diis sais, ntrum beue rei matę debeat iis snccedere^ sciBci* 
ten tur*' (III^ 5j. Ofói tutaj ji aj silniej zaakc€nio7vala si^ nie 
władza^ Ucz znaczenie i wpływ kapłana, Wyrołi Jćgo^ jako po- 
chodzący od samego bóshim^ był óezwartinkawy: kaidy sie mu 
Poddawał, Ale też dlatego śmiałbym uczynić wniosek, że ka- 
płan w naradach i^ebrania nie brał udziału, gdyż wobec jego 



/ 



NCJNCIUR ĆUM BACULO 395 

^luBU, zdaoia iuuych, jak również i całe zebranie, byłyby bez 
celu. 

Xa ;£akończenie powtórzymy, że w tekście: „Nunciiis cum 
baculo Telaliosigno noto, transiens terminos infidelinm predicto- 
rum, a regibne et nobilibus et commnni popnlo in magna reve- 
rencta (habebntur)/*— rozumieć należy przez ^nancius** posłańca 
czyli jjacbi>łka, noszącego krywulę do najbliższego sąsiada; samo 
bacnlu8 ozuncza krywulę, służącą do zwołania na zgromadze- 
ińe: alind signum notnm, także krywulę, oznaczającą spe- 
cjaliją jaką i^prawę lub polecenie; inne zaó słowa uważam za 
ictoryezuy frazes, wypływający z błędnego porównania kapłana 
ognia z papieżem. Dusburg, wciągnięty raz do tego błędnego 
kola, nietylko uig z niego nie wyzwalał, lecz owszem, chwytał 
!i]ę każdej przypadkowej nawet drobnostki, aby w nim pozo- 
stać, Kri V ule i pachołek (nuncius), zasymilowany z pastorałem 
i nnoejuBzcai, otworzyły szerokie wrota do dalszych kombinacji. 

Antoni Mierzyński, 



PRZYPISY. 

") ,^Cofittibćrniutn.„ Principallter statuimus, qiiod quaiido .*f^- 
nmn g€Li cniz ftrtificii a senioribus magistris cle czecha ad fratres 
mittitur, utatim post signum ad czecliara sen magistros venire de- 
bet—et SI non Ypnerit, ille debet dare penam fraternitati — et ei in- 
yentiis in Uomo non fucrit, c|uando signum mittitur, extunc uxor 
iHiua fratriś iuit familiaris venire debet ad czecham et nunciare 
luAgistris. ffutui non est talis frater in doino. Quando fratres sen 
magUtri iu ezł^rlłjini ipsorum conveninnt, non prius in locum sedere 
ttebent, donec prius habita a magistris licencja... Nullus fratrum 
tum armif{, yldnlieet cnltro, gladio, cultello et forcipe ad czecham 
mne licenrui ina^Hstrorum ambularc debet" etc. 

*) ,,And[\i de (|Uodani baculo, in cujns summitate manus 
erat, unum In sc ferrcinn tenens circulum, quod cum (?) pastore 
ilMuii yilłao, hi ł[Ho is fnerat, per omnes donios has singniariter 
duitUB, in prlmtr introitłi a portitore suo sic salutaretur: Yigila, Hen- 
niF, yigilal-sic r^uim rnstica Yocabatur lingua et epulantes ibi de- 
li eate de ninsdem se tueri cnstodia stnlti anturaabant " (Dittmari 
1'hronicon, ed. Wsgner, 1807, p. 242). 

^} ,Aiiia(} lilc de baculo, tan((uani idolo (?) quodam Slavorum 
domeatico, ccuniinMnorat Dilmarus, /cruJoad aures eius pervenerunt... 
Jigu vcro ionge aliam rem snb hoc baculi ritu arbitror latere, uti 



[ 



i 



nOO ANTOKi MlBfŁzr\SKr 



^eiticet r^dniu^ ruaticonuii ii Dur aetatis tu lit. Hacuiuś i»te,.. t^i^iium 
orat, (|ilod ftro cofwocnrtiia concionf paiTatitt mtiofhn nil tt^^ bant. Nomiini 
Hcniłit non Penatcs mtolle^erunt, ned qui]lbet proximunj aibi vici- 
auiti allocutłjR est lamii iaritf^r, nt excnbiai'nm vipil!ariiinqiie Yicea 
in pHgo 6ervaret; łiine auctamafio: Yigiła, llennił, yigila (Aiif liic 
Wache, Nmchbar, aut' tlŁe Waclie!). Couaervaut passim confeuetudj- 
nem hanc inoolae pagorum ii ostro rum ad hunc ui^ąue diem, ut, 
quando praetor paganus f^omocare velit^ hastarn vel bacnlum^ vei 
tnaiitum oBtiatim mittat, ^uo inrola vicjni cuju8qiie forcs pnlgat, Uo- 
nec 6X nltimi maou ad praetorein redeat. In quibuBdam pagis ad 
coiicionem conyocandani ex ordine In unum annuDi eligitiir paga- 
nu«, queui vouaut Ucimbarger." 

*) „Citatio ultera fa^Ła tiiat in caiijjis ordinariii per baailum^ 
ąnem majores - ob id ipsuui vocabaut ffne^ttujn notidm, vel b^culutn 

nunciatoriiim^ budtojla^ [lunc judtr noUi utruątic inustittata ^mlttcbat SlU- 
giilum fiinguUs territoriiB ąiiadrantibuB, ut per manus mcinorum extra- 
dJtUB, et facti uotitiam et coniimremli mandatum clFCumferret; quo- 
modo non judicia tantum, sed et promile ue omnes coni^entu^ ptfhłici 
indjcii fucrunt^ ubi de cusu aliąuo extra ordhiem deiiberandnm crat 
aut judicandum. Krat autem tiic bacultis uunciatorius effectus ad 
modum rei q\mm pytas^niahat^ dc qna in conv6titu tractatio inBtituen* 
da fujt, iLt si reg sacra, crui; lignea, si homicidlum^ ti^ntum leium ant 
M^ctiTiś einitteretur/* 

^) „Solebat ,. sagiua ligttea terreae speciem habens nuntii loco 
oiritm per omne* mitti, (|uoti?s re]łeTitina b^iU necenitat incidiHBet/' 

^) „Dfii^cribit Saxo sagittaiii ligiieam adustam, YidUhrat^d die- 
tam, quae igitur talia orat^ ut nt^To colore 1'en'nm rclerret. Sagitta 
cnim (sive atipes) niintti loco misaa (Budatikke) non seniper nuntiu 
belli erat, * 

'^) ,,Hac fama scptentrionalia Scaniae populus cuin Halladi^n- 
sibua excitus, morc gcntia, mUso per omues stlpitc,., belti tituluni 
lingi t, eaque cdicti genere exercitum constmit/* 



OBJAŚNIENIE TABLIC, 

Nr. 1-9. Hysanki, wyjęte z rękopisu Praetoritisa „Deliciae 
Pruasicac" itd,, ka, IV, r, XI II, § 1, mit^dzy stronami lOii i WA, 
8kąd pochodzą, nie jnulane, Ponieważ Praetorins początkown mieaz- 
kal w Litwie pruskiej, a w końcu życia w Wejei-owic, jedne 
mogą być litewakie knvnie, inne knle czy kluki kaszubskie. 

Nr. 10 i U, Wielka i mała kula z Koaów (Koasy) pod 
Kartn?.ą: istnieje. 

Nr, 1:^. Kluka ze Starej Kiszewy po w* Koacierski; istnieje, 

Xr. i;l Kluba jałowcowa z W, Pałubina po w, Kościeraki^ 
ob. Nn 27; istnieje. 



i 



NUifClUS C0M BACtLO 59l 



Nr. 14. Bock ż Zafi^orr^żcza (Sagorsacz), pow: Wejcrowslci, ob. 
Nr. 20: istnieje; lysuwana z opisnu 

Ni\ 15, K1nk& z Ko^^mina, po w, Koaciftiski; istnieje. 

Nr, 16 ! 17, Kluki, kuag^gel ze Btftrych PolaaKck pcw, Ko»- 
eii^ri^k], istnieją; Treicliel ryeowiił, jak mówi, niedokładiiie. 

Nr. 18 i ID, Kluki z W. Lipczyna (Gr. Liptschiii), p, Kow- 
eierski; istniej;|. 

Nr. 20. Bock k Zii^orHZfza, oh, iir, 14, istiiiejt^; brzozowa I 

tzf dębowa; rys, a opieu, ! 

Nr. 21. Kluka z Nowej Wi^i, pow. 8xtumaki; yy&ow*aiia po- 
dł ug opifiu. 

Nr. "22. Kluka z Fiispetemwa pow. Kartuskiego; rysow^ana 

z Op]8U. 

Nr. 2^. Buława, ry«, 2 opidu; nrewiaUomo jrdzie używana. 

Nr. 24 i 25, Wielka i mała kluka ą (lari^zyiia, pow. Koa- 
cier*4ki, Treicbel rys., podobno niedokładnie. 

Nr, 26. 1^1 uka z B:irto,szowe*?o hi^^u (Ferseuau), pow. Kori- 
cirraki, rysowana z opisu. 

Nr, 27, (Ob, nr. i:t). Kluka z W. Pałubina, gruszkowa; 
iatnifije. 

Nr. 28, 2ft, 30, Ki'tvute litewskie, przerysowane z „Neuf 
Pr» Prov. Blfttter.*' łtyBunki Nr. 10 — ^iO podane podług Treicbehi, 

Nr. 31. łvrivule ze wsi łJaiten pow. Klajpedzkiego. 

Nr. 32. Kri V ule niewiadomego pocbodzeuia.— Obie znajdują 
8it^ w Muzeum ,,Prusi^ia'' w Kr61cwru. Rysunki i opifi podał prot'. 
Bezzenł^erger w ^,8itzungHber. d. Altertb. (iea. Pruasla/' 17 Heft, 

I8£ł2, 9tr. :u/a2. 

Nadmieniamy tutaj, iz w (VfśU, VIII, 805, zamieaitezoiio 
trzy rysunki, wyobrażające kale £ O^tr^źaiey, Czyiowca i Koś- 
cielca (nr, 42 a). 



Podanie o ruinie Cbceńslciep 




ad jeziorem Cboceń, na Kujawach, wznosi 
się wy&oki mur; mają to hyv. zwniitika 
d&wnega zamku, z którego szczątków, jak 
opowiadają starzy ludzie, całą jedną wieS 
zbudowano. Przed niedawnym czasem, 
niedaleko tycb ruin, stal mały koficiolek, 
od któregOp jak utrzymują^ prowadziło 
pr^ejńeie podziemne dn atarego zamku. 
Pomiędzy kośeiołkiem a starym murem 
często ukazywały aię i dotąd ukazają nie- 
bieskawe ogniki, a lud okoliczny utrzy- 
muje, źe są to ducby, które nocami błądzą po dawnym cmęta* 
rzu, lub też może jakieś skarby w podztemiaob leżą ukryte, 
Ale nie tylko w nocy ukazują się ducby: jednego widziano na- 
wet w biały dzieu, czego dowodem następujące zdarzeni e« 

Pewnego dnia, temu lat już bardzo wiele, kilkn chłopców 
pasło trzodę w pobliżu ruiny Choceńskiej; jeden z nieb porwał 
drugiemu czapkę i rzucił do głębokiego doła, znajdującego tiię 
tuż obok mnrn. Kapróżno biedak starał się wydostać swoją 
czapkę za pomoce kija; znikła bez śladu. Chłopiec, na myi^l 
o karze, która go czekała w domu za zgubienie czapki, zaczął 
płakai rzewnemi łzami; naraz stanął przed nim jakiś czarno 
ubrany pan, który, nic nie mówiąc, oddał mu czapkę, napełnio- 
ną złotem; pastuszek z wielką rndością odniósł to do domu« 
Towarzysz jego, zazdroszcząc mu tak wielkiego szczęścia, na-* 
zajntrz własną czapkę rzucił do tego samego dola i ndając 
nieszczęńtiwego, głośno zaczął płakać i lamentować, w nadziei? 
ie i jego nieznajomy pan hojnie obdarzy. Jakoż nie czekał 
długo; niebawem ukazał się ten sam człowiek, co dnia poprzed* 



^J Zapisane z ust wieśniaków wai Choceu, 



} 



t»01>AKIE O RtJINlE CtłOCENSKIEJ 390 



ni6go, podając chłopca czapkę. Lecz kiedj ten schylił się, 
aby odebrać 8woją własność, czarny pan (a był to zapewne 
zły duch) złapał go za głowę i wciągnął za sobą do dołu, skąd 
już pastni^zek nigdy nie wrócił. 

II. Sarnowska. 



„O MU°DR& DZIEWCZYNIE.'") 



Cblop był na kopaninie* Zdyb&ł moździrz przez tłuczka 
1 miał go Diić do króla, bo sie spodziw&ł, że dostanie co za to. 
Ale córka nie kazała mu iść: „Będzieta widzieli, źe was król 
do wi^zinia wsadzi/' — „Za coby mie miał wsadzić?'*— „Za to, 
że możdzirz przez tłuczka." — Ale tón chłop nie słuch&ł jćj sie 
i zauis moMzirz do króla, a król wsadziuł go zara do wi^ziuia. 
I lokaj nosiuł mn jeść, a ón nic nie jad, ino ciu°gle wołał. 
„Pr&wdę mi córka mówiłal" Lokaj donis o tem królowi, więc 
ten król ped&: „Coż to za córka?*' K&zał chłopa zawołać. — 
j^Fuszcę cie, jak mi powisz, co ci córka mówiła." — „A mówiła 
mi, ze mie król wsadzi do wi"zinia za ten tłuczek. J& jćj sie 
uie słuchałem, i stało mi sie tak."— „ Jeżeli óna taki mu°dra, 
to mi ju" przyprowAdż. Tylko pamiętaj, żeby nie przyszła i nie 
przyj echala^ żeby była nie nagń i nie odziani. Jeżeli tak zro- 
bi, to ożĆDię się z niu"." Chłop poleci&ł do domu i mówi cór- 
ce: tak i tak. A óna peda: ,,Dobrze, owszem/ Rozebrała się 
okrj°eiła sie w podrywkę i była nie nagś i nie odziana. Potem 
siadła oa osła i szła nogami po zimi,— i nie szła i nie jechała. 
Król dziwował sie okrutnie. Spodobała mu sie i ożćnił sie 
z niu"". Za jakiś czas potem był jarmak. Źrćbie zapln^^tało sie 
między woły i te poganiacze pejdziały, ie sie woły ożrćbiły, 
i nie chciały oddać żrub&ka. Więc te chłopy wadziły sie, dar* 
ły sie, aakóniec przyszły do króla na suM. A król powieda 
tak: ,,Jak mówiu^ że ich, to ich. Może być." I tak poganiacze 



1) Zapisane w Józwowle w pow. Lubelskim, w grudniu 1892 
1*0 1\ ,,lCi!i^Ier- und Hausmarchen" braci Grimmów, baśfi 9i. 



i 



400 5!- A. KOWERSitA 

zabrały żrćbie^ a elilap Oih'\\ priez Die/*L'gi>, Zamartwi ul die, iil 
ktoń mu doradzi al, /eby posz^^ł do krółowy na skargę. A no 
poasŁel, a óna mu tak: „Weż ee podrywkę, idź na pidski i łap 
ryby. Jak ci sie król zapyta co robis£, to po wid z^ xe jełcli wo- 
ły mogą" mić źrćbie, to ty moies ryby łapać na piaekUp Nie 
mów tylko, kto ci to doradziul.^* Chłop zabrał sie i poszeł na 
piiiaki. Łapie ryby. Król jedzie i wolA: ,, Głupi, co robiiz?'' 
A ten mu powieda lak, jak go królowa uancyła. Król dziwo- 
wał aie bardKo, ie ón taki mu*'dry, i otld41 mu te zrębie, a chłop 
powiedział mn, że to królowa tak mu dorad/.iła. Król wraca 
do dómo, a zły jak nim (nie wiem) co na iiin", ie mu Bie sprze- 
ciwia, i wygual ju": „Co uajlepi kachasz, to m weżj i nie wra- 
caj do mnie, kiedyś taka/' Dobrze. Dala ran na aen, kanała 
furmanowi załoiyc, zabrała go i zawiozła do dóma. Dopiro óu 
aie budzi, a tu jeat u jćj ojców w chałupie. Od tego czaau był 
'i u i u" i żyli w agodzie. 

Z opowiadania Wikty !>elikatówiiy ńpiaała Z. A, Kowerska, 



Do str. 606 tomu YII „Wisły." 



Do ułamków pieśni typu „Lenory" przybywa kilka ogulw 
z odmianki podania, zamieaiczonej w kiiążce S. Ciwewakiego 
Krakowiacy^ I, 171: 

,,Siedli i pojechali. •. a ón powiada do ni tak: 

Ciepło, piekło, poHwiatał 
Jadą ladzie z tamtógn światu. 

Gdy Kasia zamkocła eic w koatnicy, ,M^ ^^^^ i P****^ ^'*^' 

Watśjj umarły, do ty larwy. 
Będziemy ją oba zarlir' 



POSZUKIWANIA. 



I. LECZNICTWO LUDOWE. 

„Faui^il caupśr te frein de la langue?'' 

W odpowiedzi na broszurkę dra ChenriDa, dołączam żądane 
objaśnietiie, \Ł w sieradzkim podcinanie języka a dzieci jest bar- 
dzo pospolite. 

Operacja ta bywa wykonywana w kilka miesięcy po urodze- 
niu, kiedy okaże Bie, iź dziecko nie może ssać, albo wówczas, je- 
ieli przy wymowie okaże się ciężkość wymawiania. Operacji do- 
konywa felczer lub doktor, a w braku ich kobieta, tak zwana bab- 
ka, pielęgnująca chore kobiety. Podcinają język ostrym nożem. 

To samo robią woct^ aby wymawiała z łatwością wyuczone wy- 
razy, 

O zamawiani&ch, piosnkach i tajemniczych praktykach przy 
wykonywaniu operacji, tudzież o amuletach i roślinach, sprowadzają* 
cych złą wymowę, w naszych stronach nie zdarzyło mi się słyszeć. 

Ignacja Piątkowska, 



Lecteni€ konwuiąfi. We wsi Milanowie (na Podlasiu) dwuletnie 
dzierko, cie^.ko chore, miewało ciężkie napady konwulsji. Matka 
jego, z porady sąsiadek, podczas takiego napadu, podarła koszul- 
kę, którą dziecko miało na sobie, i czymprędzej zaniosła ją na roz- 
stajne drogi i zakopain jak mogła najgłębiej, a wreszcie kamie- 
niem przycisnęła. Miało lo liyć niechybne lekarstwo na epilepsję. 

LecŁcnit wafinfj puMinjj, We wsi Smólsk (na Kujawach) dzic- 
Htęciolełni chłopczyk był chory na wodną puchlinę. Matka je^^o 
złapała dziewięć swiers/.czy, utłukła je w moździerzu, a później 
wsypała do pólkwaterka mcłcuej okowity, którą chory duszkiem wy- 
pić musiał. 

Lć^zenk tó£^. We WSI Riemozia (pow. Gostyński) pewna ko- 

mtia L IX ze»z. 3 26 



402 POfllEUKnVANtA 



bicta dostała rtizy tia t warzy « 1^'zywoEaiia zrmrltoikn k^tzula soliic 
przynieau CKarijeg^o kotji, któremu, nie zabijaj jfc ^o, obeiłjla kawa- 
łek ogona. Krwią, ciekąc;|. z rany, jjumazała cl jo rej twaris, odnin- 
wiając przy tym jakie- wyrazy kabalistyezaep 

HfUna Surnowska, 



III. KULA. 

W ktjiąicc A. Hilferdinga O^tath Siowian..,^ stn 62, czTr^imy: 

„Szezogóbyclj zwyczajów pop7,ebowyeh Kat^ziibi nie mają. 
Tylko w okolicy Piifkaj dla oznajioioiiia o z|,^onie i wezwaaia na 
pogrzeb, wybierają babę, która obcboJzi domy z biahi palką (pa- 
Itcu) leszczynową-'* 

W tomie II Poznańskifgo, O. Kolberg przytacza następny zwy- 
czaj wilijiiy, zfl foliowy wany ISTO r. w Morownicy (pcw, Kottciaieki): 

^Parnb' \ ^^ -rz^* .-^[iiinę i razem z ^'■ospodarzem, który liierze 
knik^.% wycutłii/,1^ *i i.-Todu. Parobek robi z tej słomy powró&elka 
i obw^jązuje drzewka, żeby rodziły owoe^ a gospodarz puka kfłUfi 
ilrzemaną W każde drzewko i powiada: „Zebyt^cie tak pienowaty, £e- 
Ijyście owoców więcej ni^ liścidw miały," Potyra zatł gospodarz idzie 
do pszczół, pnka trzy raay tą kulką o ul, albo w kószkę, zęby je 
pobudzić, i na powitanie mówi: ,, Wiedzcie, robtiszti^ ie aię o dwu- 
nastej godzinie w nocy Pan JezoH narodzi; rieszcie się i wyl" 

W tomie 1 Krakowiakóu} S, Ciszewskiego spotykamy wyrażę- 
nie, któro zdaje isię stosować do Aff/i: 

,, Dopiero go (tj, bobatera baśni, ,,Paraywą główkę**) sie król 
wypytała skąd jest.,, i dopiero po wszystkicb królestwacb fthesio 



o są dziel i macochę," 



J, K. 



IV. CHATA. 

1. Do napiłów nu ^tragarzach. », Zbiór wiad, do autrop, krajo- 
wej," tom XIV, str, 9. Seweryn Udziela w rozprawie „Lnd pobki 
w po w, Ropczyckim:" „Na środkowym tragarzu wycinają litery 
I II 8 i rok bud^iwy domu, a czasom nazwisko fundatora," 

2. Stanisław Ciszewski, opisując ,Am^ rolniczo -górni czy 
z okolic Sławkowa w pow. Olkuskim" (Kraków, 1887, odbitka z t. 
X i XI „Zbioru wiadom. do antrop, kraj,"), na str, 14 mówi: „Na 
-środkowym stragarzu, na którym glów^nie opiera siłj powała, wy- 
rżnięte są gwiazdy, pomiędzy któremi mieści eię imię Jezas, Da- 



^) Jest to zakrzywiony kijek. '/* Inb Va łokcia długości, 
iywany do trzepania lnu, do oklepywania siemienia itd. 



) 



POeZUEIWANlA 403 



16J za4 idzie data wystawietifa domu, na7.wisko fnndatora i naatę- 
pując^ napia: ,, Błogosław, Bo^e, domowi temu i w nim mieszka- 
jącym." 



W nrze 1 rocznika TV czasopisma Cetk^ Ud, znajdujemy ar- 
tykuł Wacława Hauera ^,SełHky statek vl* Slezska/' z rysunkiem 
chały. 

B^ Ww K, 



V. PRZYSŁOWIA- 

Spełniaj .'I c przyrzeczenie, wyraione w lViile (IX, 12^)^ poda- 
jemy tu przysłowia i icłi odmlankif nie znajdujące się, lub znaj- 
dujące »rę w innej nieco postaci, w Księdze przysłów p, Adalberta, 
w nadziei; ze autor jej, przystępując do drugiego wydania, (co 
wkrótce zapewne nastąpi, gdyż Kxięya rozcłiodzi się szybko), zccłice 
wcielić przyczynki nasze do pięknego dzieła swojego » 

Drukujemy tymczasem przysłowia, zgromadzone, jako dopeł- 
nienie Księffi, przez pp* W. Bugla, St* CercJic, L* Hempla, Wł, Kosiń- 
skiego, W. Niediwiedzkiego, A. Osi po wi cza, ks. W, Siarkowakiego i Z, 
Wasiłewskiego; ułożyła je w całość i odsyłaczami do K^iętjl p* Adat- 
berga opatrzyła p. Wanda Wasilewska. Wyżej wymienionym oso- 
bom składamy dzięki, prosząc wszystkich czytelników naszycK o dal- 
sze dostarczanie przysłowi, lub odmianek, nie znajdujących się 
w KMiądzei chętnie je umieszczać będziemy w dalszych zeszytach 

Kadmienić winniśmy, ie poniżej skracamy nazwiska Bzanow- 
uyeh współpracowników następnie: 

£u^.=Bugtel; Ocf, = Cercha; H«mp.=Hempel; /fo^r, = Kosiński; 
Niedń w. =is N i ed ź wi e dzki ; Osip.^^O si po wicz ; Sta rŁ =^ Si arko ws ki ; Wm . =^ 
Wasilewski, Prócz tego użyłiśmy jeszcze skróceń przy przysłowiach, 
dostarczonych przez ks. W. Siarkowskiego: 

^ur.=Konst. Awedyk, Kazania. Lwów, 1757* 

BieL ^ Stan . Bielicki, Kazania ni 'dz ielm^ 2 -e wy d . , Poz nań, 1715. 

De6.=Jerzy Dębski, Trojaki pokłon, Kalisz, 1725; Sandomierz, 
1725, 

GuL = Walery Gntarski, Kazania. Kraków, 1 674. 

Jffirce^^Jędr. MurezWłski, Święta taznodziijskU, Sandomierz, 
1725. 

ĄcW,^=:Baz, Rychle wicz, ICazania. Kraków, 1698. 

S'^ze/>.=Stau. Szczepanowskj, Kazania, Kraków, 1761. 

Dodajemy jaszcze, ze p^ Buglel zapisał przysłowia z ust p,. 
P. Otesia, rodem ze Szląska Górnego* — Red, 



404 poszoKiWAfirA 



Abram* 

Frzeniógłgię nałono Ahraliama (umail). — JV'iWii/', 
Agata ów. 

5* Św. Agaty, wygcłmą na płocie Bzmaty.— //^łn/ł. 
Amator 

2. Amator od śledziowej główki. ^Niediw. 
Aranżuaz. 

Skończyły się piękne dni Aranżue^u {sikoficzylu aic, ja^ jw 
w H z y B tk i m ) . — Nied£ w , 

Baba. 

76, Nie cbciała baba talara, łap groszek bez grajcara. — Bttg. 

Baj. 

Baj, bajn, bodziesz w raju. — Niedńw, 

Bal, 

2- Kiedy bal» to bal: daj za grosz wątroby* — Osip. 01- 
Ailalb. p. w. Hulać, Nr. 4, 

Barbara. 

2. Kto sieje tatarkę. Ma żonę Barbarka, I krowami orze, 
— Żal się mocny Bożei — fkmp, 
Bicz. 

5p Jak z bieza tr^afll (w raoment), — Merfiw. 
Bieda* 
47. Nigdy jedna bićda na clowieka nie przycbodŁi.^/Tłł*. 

Bobolj- 

Kucharka (robotnica) od pana Hobolego (Bąbolego) (uil 
aiedmiu biAG^cl), - NiefiAw, 

Bogaty. 

42. Kto chce być bogatym, mnsi aiedm lat ze świoiamt 
jadać. — NUdźiLK 

BAg. 

Boże mój, ja alnga twój, do tego jeezcze i szlachcic (wy- 
tŁKydzanie zaroztimialości drobnej BS&lachty). — Osip, 

30L Bój 8i<5 Boga, wlei^. w konopie* — Oiip- 

Jak a Pana Boga za piecem. — A"tj^. 

Pan Bóg za jednego, a ja (a ona) za drugiego (Bóg z»- 
hriil jediitigo muza, wyjdt; 7m i\T\\^\v.^w).- Nkdiw. 

306. Pana Boga chwH], Sztakamięsa wal, W pełen kie* 
lirb dinnchaj, Przełożonych ałucljaj.- Nitdi^n, 

Szklanego Boga widział {upił isic), — Hemp^ 

Brać. 

28. Nie będziesz brał, nie będzieez miał; nie będziesz 
kradła nie będziesz jadł. 

Broda. 

14- Pluje sobie w brodc (robi eobie gorzkie w^^rsjuty). — 
Nitdłw, 

Brzuch. 

3t>. Lepij, zęby bas (brzucli) puk, jak sic ma strawa ze- 
psuć — B^g. 



i 



i 



POSZUKIWANIA 405 



Bursz. 

Burdz nowy, zegarek cynowy.— Nied£w. 
Burza. 

Biirza w szklanea "wodj.—Niedźw, 
But. 

Buty pić wołają {sa dziarawe).— JN^ted^w. 
Być. 

Byłem, nie jestem; jeateście, nie będziecie. — Siark, z Dęb. 
Jak bywało, oieeb tak będzie, kozdyj rzeczy koniec bę- 
dzie. - Bug^ 

Chcieć. 

Chcesz kafelka z |>ieea- — Niediw. 

Chleb. 

Clłleba — wisi wór u nieba, (Gdy dzieci wołają: „Chlebal** — 
odpowiadaj x|: „Wisi...**).— /f-a*. 

Chłop* 

Oddaj chłopu zegarek, a on mówi: „Daj jeszcze folwarek!'' 
(o cliciwuści chiopuw),^Osi/ł- 

Chodzić. 

Cliodzi, jak zyby miafl igły w brzncha. — Bug. 
Cholewa. 

Bracie Cłiolewo, przyjacielu Bedłko! (wyszydzanie pycłiy 
u drubnej szlachty). ^Oai>* Ob. Adalb. p. w. Frzyjadńy Nr. 54. 

Chować. 

Chowaj psa, bo citj wiernie broni, Koń cię obje, strzeż się 
kouij Ale nie paś nigdy esteka^ Bo cię obje i obszczeka. —Niediio. 

Cielę. 

Cielęta go litą (aimuo mu po plecacli). — Niediw. 

Ciężki. 

Ciężkie jak k\oA^.^Nitdiw. 

Cudze. 

Cudze jak się nie kosztuje, tak się nie żałuje. — Siarkow, 
z Dęb.). 

Cudze rzeczy wiedzieć ciekawość jest, a swoje — potrzeba. 
NUdiic. K A. M. Fredry. 

Cudzy. 

Łatwo na cudnym grzbiecie skórę zarzynać.— 5tarA;. z D^b. 
Czaić się. 

Czai się, jak koi^^Niidźw, 
Czupryna. 

Jaka czupryna, taki i płesz.— Stari;. z Rychl. 
Dać. 

Co dał, to dał -ale co nakiwał!— 0«;?. 
Dać komu co ciepłą ręką (za życia). — Niediw. 
Dąb. 

i. Bać się trzeba Łrzciaie, gdy dąb wichrem ginie. — ^sriarA;. 
z Dt^b. 
Dbać. 
Dba, jak wóz o piąte koło.— ^uy. 



r 



408 POS2U1CIWANCA 



Dech. 

Zęby nie ten dcch^ toby człowiek zdechł (gdyby nie gazy, 
wiatry ) .— Nied£w, 

DJabeł. 

78. Nie taki djabeł Btraszny^ za jakiego 8lyaie, J»k go 
czasem malują węglem na kumiDie. — iVi>^iw. z Syrokomłi. 

Długo. 

Dluzy złego, jak dobrego,— ^o#. 

Doglądać się. 

Jako się pilno w rs&eczach twyeh doglądasz, tak wiele 
w dom a dobrego oglądasz. — Siarka z Dęb, 

Dowcip. 

3. Ruszył dowcipem, jak martwe cielę ogonem. — Nietidw, 
Ob. Adalb. pod wyr. Kontept, nr. 2. 

Drwa. 

Drcwka gryzł, wiórki łykał (niewiele się tyoi najadł). Nitdim. 

Drzeć. 

Drsyj goły gołego, a płacz nad uim^ ^Ojtip. 

Drzeć się 

Drze się {krzyczy), jak ntrapiente. — Niedśw, 

Dziewczyna. 

Nie ctiodjć, dziewczyno, du dwora, bo wrócisz półtora, lUmp. 
Dziękować 

Dziękuję za nici (tego siij teź obawiałem, cuź moie być gor- 
szego?) — Koft. 
Dziw. 
Dziwy, baranie rogi (wyszydzanie niewczoBnego en tuz jazmn). 

Ońpowic::, 

Dzwon- 

Dzwon 2 dżwiękn, osła z OBzn, głopiego z mowy poznać. ~ 
Siark, z Aw. 

Fenig. 

Tenby za fenig siedra mil piaskiem gnił, — ^y^r, 

Filip. 

2. Ma Filipa (rozum) w głowie. — J9ei^. 

Filip św. 

Na 6w, Filipa^ drze się dobrze lipa.— H^mfi. 

Furmanić- 

Kto chce furmani ćj to sy mttsi drogi nie ganię.— ^u^. 

Garb, 

Nikt garbn własnego nie widzi, a nad cudzym się wy- 
dziwia. — Osip. 

Głowa^ 

26. Głowa, jak karmelicka baoia (¥nelka, jak kopuła na 
kościele Karmelitów w Warszawie)* — Nkdlm^ 

Głód. 

Po godach bywają głody, pu smacznych kąskach nie za- 
wadzi napić się wody.— ŁSiaril, ze Szczep. 






\ 



i 



POSZUKIWANIA 407 



I Głupi 

NąjghipBzema chłopa największe kartofle się rodz% (i^dy 
się kamu nici^podzianie poszczo^ei), — Mcf/ifc 

19L Z głupim nie pogada, ze aiuarkatjin nie pojś.— Bw-?, 

Godzina- 

Napadła go świńska gt^dziua (zło8Ć)« ~ Kos. 

Pr^ydzła nań świńt^ka godzina (Jubleiuość go opanowała).— 

», y^Udźiciedzlci. 

Gołąb. 

Nie polecą zadnemn ciepno gofiąbki do gębki. — Bui/, 

IGość^ 
Gościa lAym słowem nie wyprowad£aj% 2 domQ| bo moie 
wrócić djabłem. -Was. 
Gotować. 
Nagotowaliśmy do amakn, zjedliśmy do znakn. — iC»r, 

I Góra. 

2* Czcij góry i nioaty, żeli chcas mieii grzbiet prosty.— -iiuj^. 
I* Grach- 

" Proszę na groch. (^Diinin, Dobra wola nazwany, po staro- 

poisku rzędtiijfic, naprzód kładł na stół ehleb i BÓl^ mówiąc: „Cłileh 
z flołą i dobrą wo^*" Nastąpiła potym moda w Polsce szlaclieckiego 
itiwitainentti xapra8zftć goaei tak; ^Proszi^ na f^roeh.^ Odmieniono 
teraz teii zwyczaj- bo gość ma się tak, jak grocłi przy drodze/' 

Z dawnych broszur dowiadujemy sh^ \i grocb był ulubioną 
potrawą nie tylko ludu prostego, ale i szlachty; to też i w bieaia- 
daeli i uroczystości acb familijnych przy traktamentach podawano 
i;o na stoi)* — SiarŁ z Biel* 

Groza. 

Rzadki ksiądz Walenty Groza, który mówi jak groja^ 
(„Miał Stefan Batory kaznodzioj^p ksiedaa Walentego Groz^, o któ- 
rym przysłowie: ai groza alucha(5''),— -^iarit. z BieU 

Gryfny. 

Jest gryfny (piękny), jak szeilcia miat pańcocba. —But/, Ob. 
Adalb. p. w. Sztficowny^ nr. 1, 

hlołysz 

H*>ly8Z— gołys'/i. (ftMiał Koniecpolski hetman sławnego ryce- 
T7*ii Hołysza; kawaler dubry, ale odarty. Nadal mu zbroi, pance* 
rzów, sukien. Nit^ doszedł do eliorąj:;wio, aż bazami ce j^o ze WHzyat- 
kiego obrały," Zdanie to i dzisS jako przysłowie jewt w użyciu na 
wyrażenie dosadne o uiedoatatku).— SiarL z Biel. 

Huczeć. 

Huczy ^ jak w garnku* — Nieddw, 

Jaśnie. 

Jaśnie zgaśnie, mo^panie zostaoie, a bieda nastanie. — 

Nkdń wiedzkL 

Jeść, 

Je^i— to dobra powieSp (G^y dzieci wołają: ^Joś!* — odpowia- 
dają: „To*./).— Aw.v. 



W 



r 



408 POSZUKIWANIA 



Kanarek. 

Co kanarkowie w noc zaaacą, nocna kukułka zagłnszy, 
(Przy sio wio to z czasów Bony królowej, banlzo rozpowszechnione, 
stosuje aic do kobiet złego życia). — Siark. z Biel. 

Kaaza. 

29. Portka kaszy, portka słoniny, na cały rok l^uaioy 
(o Podlasiakach). — Niediio. 

KI| 

Kijem tego między oczy, kto nie patrzy swojej pracy. — 

HtmptL 

Kiazką. 

Kiszki mu marsza grają (kruczy mu w brzuchu, bo głodny). 

Nitdimtdzki. 

Kłnć. 

Kole (kłuje) go w zęby (dom.: jakaś potrawa),— M^^/iw. Ob. 
Adalb. pod wyr. Kasza^ nr. 11. 

Kołtun. 

Jemu tylko kołtnny zdejmować (o Diezdarach). — 09ip, 

Koń. 

202. Koń nie potrzebuje niedzieli, byle ni miał piątku (nie 
potrzebuje spoczynku, byle miał co jeść).^ — A'<j*- 

Nie dogoni i we sto koni. —z pieśni iudowtj, 

Korzeniowski. 

KiepBko w Witebsku, panie Korzeniowski.— Oa>, 

Koszyk. 

To jest koszyk bez dna („przepadzisty taki"). -Bu^. 

Kościół. 

5. Był w kościele, gdzie kieliszkami dzwo:ii!|p ^Nitdzm* 
Kowal. 

6. Kowiln, kuźnia ci sie p41il— Pilnij mi jeś.— /Toj. 
Krowa. 

32, Nie zabije krowa cielęcia, a matka dziecięcia.— /itmii. 

Kruk. 

L Prędzejby znalazł kraka białego, aniieli dworaka szcze- 
rego. — Siiirk. z Rychl. 

Ksiądz. 

57. Księży sługa, przy robocie mu zimno, a przy jedzeniu 
sie poci (o próżniaku). — Kos. 

Kwiecień, 

It). Ciepły kwiecień, mokry maj, żyto będzie kieby gaj,— 
HŁtnpd. 

Kwita. 

Kwita z byka za indyka. — Nieddw. 

Latać. 

29. Leci, jak sewo do Zdklucyna (do Lipuicy) na jar* 
mark, — Kog. 

Łapikufei. 

Lapiknfel mu imi(^, a przezwisko karczma brat (o pija- 
kaeb). — 6'i«rA:. z Biel. 



POSZUKIWANIA 4C9 



Łaskaw ca. 

ŁaakawcD, prawodawco, chleba, sera i gomółki (i> zarozu- 
mialcach), — Onip. 
Łotr- 
Łotr łotra strofuje, uieczy^itego cud^utożaik prześladuje. — 

Siark. Z Biel, 

Maj. 

18. M4j, re8;^tki d&},—Hemft. 

Maleparta. 

Maleparta (idzie) do czarta. 

Małżeński. 

Stan małżeński jest to zawrót głowy ci<jiki. - siarkowtki 
z RychL 

Mieć. 

Kto nie ma go w gluwre, teo musi mieć w nogach. — Butf, 

Mierzyć się. 

9, Eto się pj^d^gią nie niierzy, uiedłogo panem będzie — 
Siarko wski^ 

Młoda 

Panna młoda w piecu siada, n pan miody azczory zjada 
(tak wykrzykują dziccij apotkawazy na uiiey orszak alubny). — 
Niedńujićdiki. 

Mojżesz. 

Gzaaby mn przed Mojżesza (Hej, u Lindego pod zmnió), — 
NiŁdiw. 

Mówić. 

Kto mało mówi, len mor. ku\ń. — Buij. 

Lepiej mówi^ jak niemowa, - Uuff, 

Musieć. 

Dyby nie musia!!, t^* v aui nie patrzati. — frurj. 

Nabyć, 

!. Co się żle nabywa, prtjdko się zbywa. — *Viar^. z Di^b, 

Nadzteja^ 

Ludzkie nadzieje, lada wicher rozwieje— .5jVfirA:. z D<^b, 

Naieść się. 

Tak sie najadła te moznaby mu wea/. tia brzncliu przc^ 
ko&neh zabić — //i/y, 

Najmit 

NajmJi; wodę łowić chce, a o lyby nic dba. SiarL ze Skar- 
gi (o złych kaplanaci[j. 

Nalać się. 

Nalało siłj psn w uszy (przyszła bieda),— Mc^w?. 
Natłok. 

Natłok jak do śłedziowej główki. — Koh, 
Ocieplić siC' 

Jak die Uoeiepli, (Np.: „Zrtibk^ tu lub owu jak me..*/ tj. ni 
gdy),— iTa^, 

Oko. 

Miej oGy zprzodn i ztylu, cubyn dobrze widziaL - Cer, 



410 POSZUKIWANIA 



Oppidum. 

Oppiflnm ~ chlopidum, (WyraKeniG iromczne na romstcezka 
niezamożne, źle zabudowane), — SiarL z Biel. 

Ożenić się. 

Ożeailby się i z kozą, byle miała pieniądz, — //cmp. 

Pac- 

Pacowie pogincli, Wojuowie nastali („Jau \\V tak mówił 
o żarnie t^zanej Litwie"), — Siarka z Biel. 

Padać. 

1. Co z pieca BpadtOf to j ni przepadło.— iVicif;u?,- Ob, Adalb, 
p. w. Wóz, nr. 5. 
Pamiętać. 

Nic pamięta wól, kiej cielęciem był.— /To*. 
Pan. 
5L Jakie pany, takie 8łudzy. Jakie jedae, takie drndzy.— 

Ilctfipel. 

Skizctay i krytyczny pan złodziejów mnoży. (^łMial sln^c 
tlobre^o limltiininko ^zlaclicie, który panu nmyiśluie coś ukradł; ;;tly 
gn o to iitrofuje, sprawia się: ,,Uniyśhiiem to uczyni i; abyt* pan iiie 
kłamał, bo żadnemu słudze inaczej nie rze czesz, tylko; złodzieju!**), 
-^Starh. z Biel 

Pasja. 

Napadła go sewska pa9yj& (wielka złość).— /Tuy, 

Patrzeć 

;^0, 41. Patrzy, jak wół na nowe wrota, - Buf/. 

paweł Św. 

Sw. Pawła — pół iiaiy BpSkUlo.—lIćmp, 

Piątek. 

10. Nie smiśj aie w pion tek, bobyś w niedziele płakał. "CV. 

Pjekło. 

Siedym mil z za piekła (o złym człowieku), — K09, 

Pies. 

88. L^kaj 3ię^ lewku, kiedy pieska biją.— Siart. z Dęb. 

122. Nie la psa kiełbasa, nie li kota spyrka.— ITojf. 

Pies z nim tańcował ( licho go zabierz, mniejsza a nit-go). 

:2S2. Wychowałem psa na awoję nogę (wychowałem nic- I 

wdził^cznika: Bwladczylem dobrodziejstwa lUewdzii^cznikowi). — AW, 

Pieścić* 

Pieazczoue knrczę sziilak cli wy ta.— Wfix. 

Pływać. 

7. Pływie, jak ołowiany pink.— Bug. 

Pocieszać. 

Pocieszaj, jak umiesz; doradzaj, jak rozumiesz.— Un>. 

Poczciwy. 

Poczciwy z bebecbami. — Niatidm, 

Poczciwy z flakami.— Mi:i/i w, 

Pojeżyć się. 

Pojtiaj^ł Biej jak zęby wilka ttirah -A'«*, 



POSZUKIWANIA 411 



Pokorny. 

Pokorny jak niedźwiedź, a wysmukły jak bęben (o spas- 
ły m dorobkowiozu).^0*j;/,— Ob* Ad alb, p. w, Wfjsmukia iir. 1. 
Porządek. 

Porządek iiti rymuje i^wiat, a ludzi bat, —Bu*/. 
Półpasdk* 

Wziofi pófipaBek i posed do Polflki (do lirólestwa), — ling. 
Prawda, 

Prawdę widzą, ale się nią brzydzą, —SUirk. zcs Skargi- 
Próżny. 

Z próżnego nie napije, — /it///. 
Pnyganiać^ 

5. Przyganian kopae gracy, a oba jednacy.— /?y^. 
Przyjść. 
Go niesprawiedliwie przychodzi, arey lotno odchodzi,— 5turi\ 

^ Ptak. 

Ptdkby nade mną żapłak&łl fna najwi«^'kazc wsp/it czucie 
zasługuje),— it^łjf. 

Ranny, 

Nie pomoże ranne wstanie, kiedy kiepskie uwijanie, - FKir, 

Rarytas. 

Rarytas, flaki z olejem! — O^ip. ^^Ob, Adiilb* pud wyrajem 
KtuHn, nr, 6, 

Ręka, 

34. Nie idzie od ręki. — /%, 

Jak ręce zimne, to serce nprzymne. -C^, 

Rozigrać się 

Rozigrało się morze, ustalkuwac sit^ nie może (gdy kto nie 
moie sie ustatkować).^ — Nic/nc, 

Rozlać, 

Jak się rozleje, to ani grabiami nie zgrabi (^ mówią pi- 
jacy*'),— ^.i^r. 

Rozstąpić się. 

HozBtąp sie, ziemiid Nima i nima (gdy szukaj^^ czegoś, 
a znale;^e nie mogą), — AW 

Ryba. 

40. Przed siecią ryby łowi, — Nitdiw, 

Rządzić- 

7, Nie rajcuj, bo ni masz wosa (wąBa},^Z^n^, 

Sadło. 

Nie przybędzie sadła z cudzej sławy jadła, — Siarka z Muro? 

Safjan, 

Safjan skrzypi, a nędza trze. -^iari:, z Hycbl. 

Siedzieć. 

Siedzi- jak żydowska wiara (bardzo twardo),— iJu^. 

yiedzi tak, jak pacek w maile,^iii^^. 

Sikora. 

Sikoreczka, ptassck mały, 

Żywi dzieci mendel cały, 



412 POSZUKIWANIA 



A tych dzieci mendel cały 

Nie wyżywi matki małej* -yiedśw. 
Skóra. 
16. Skórka na baty, język na podeszwy, zęby na afna- 

Słowik. 

2, Śpiewa, jak słowik, co kobyły dnAi.—Kos. 
Słuchać. 

4, Kto nie cbee słucbać, musi cuć. - ^nj?. 
Kto nie alucba ojcu i matki, mad słiicbać pai skóry. ^i^\<f/. 
Kto ojca i matki nie słacha^ ten aa zimną wodę dma- 
cha. —Bufh 
Spać. 
16. Nie każdy śpi* co ma oczy zamknięte. - J\ried;:r. 

Spółka. 

Zawiązali spólke; Jedea dał bata. a drugi akóry. — Nkdzu^, 
Szczęścić się- 

Szczęści ma się, jak Cyganowi rola.— iViVr/iłu,^Ob. Adulb. 
pod wyr, Szykowfić si^. 

Szkoda. 

4 Szkoda ids^ie w użytek.— ^»^, 
Szlachcic 

U- Ślachta to worek i płachta* Kof, 
Szwagier. 

Szwagier go wspomniał (wtlcrzyt sio bulc^snio w lokie('?). — 
Nied^w. 

Szykowny. 

Szyktłwoy. jak zgrzebuy miech,— Buf/. 

Ślepie; 

Tak ci dam (tak cię Innę, wytnę), że aż ci się w ślepiacli 
za i « k r jcy . — Nitdź «? . 

Śpiewać- 

Śpiewaj, jak drudzy (róh jak mm),*^Siark. z Murcz. 

Świąt. 

5t). Świat, jak kwiat, a ludzie jak komedjauct - Buij, 

Świata nigdy nie przektipieńcy (^uie p rze weźmie" ),—^t/^. 

Świeca. 

6. Takiem t^ię wyciął, że aż tui iswiecski w oczach stanę- 
ły. — Nudiw, 

Tanecznica. 

Ludac^j tatieeznic-y i zapaska zawAdz^.— /im/j. 
Trząść się. 

4. Trzetiie sie, jak nopałka u wozu.— /fo*. 
Trzos, 

Póki trzosa i mieszka staje, to miłośnica o mitoóei baje.— 
Siurk, % UytiJjL- Ob, Adaib, pud wyr, Mieszek^ nr 18. 

Twoje, 

L Co twego, to i mego; ale co mego, to tobie nie do togo. 



POSZUKIWANM 413 



Tyle. 

U niego tyle tego, co n Żyda świń. — flemp. 

Ubić. 

Co ubijesz, to u}eAzieBZ,^lVas. 

Ujść. 

Nie ujdzie, to nld^ie, — Oxip. 

Umaczać. 

Umaczał palec w oleju (pniywil b^ przy rozchwytywaniu 
w r, 18S0 skarbu publicznego w W^rezawte, w „pafacu OIej:i." 
Tak nazywatio dom niejakiego Frani; uxh Olier^a, znajdujący się 
w Warszawie na Nowym Świecie i hęjący obecnie właanouci^ hłir. 
Ko B8ak o wsk i c Ji ) . — NMź w , 

Umarły. 

TJmarłego leczyć, a starego aestyć — wszystko jedno. — 

Siark. z RycJll. 

Urosnąć. 

L UroŚDie ei^ arośnie, tak jak chlćb przy gębie (powąt- 
piewając o wzroście dziecka)* — Hemp. 

Wada. 

Na twoje wady oczy-ć ściemDiały, na cudsTiO jako na oetro- 
widza zbystrzaly. — Siark. z Dęb. 
Wart 
25* Nie warta gra świec (Świeczki)* — i\ri(;diw. 

Wawrzyniec św. 

Po Św. Wawrzyńcu nie bierz pszczół i na gościńcu (pMne 
roje niezdatne są na chow^anie)-^^//tfłn;A 

Wesz. 

4. Jak wes wejdzie na haksamit, to nie wiń, jak po nim 
chodzić.— Cifr. 
Wiele. 

1. Co dnzo, to ani świnie nie chcom,— J3y^. 
Wielki Piątek, 

3* W Wielki Piątek rosa, ładne będą prosa. — rj#m;ł. 
Wit Św. 

18, Św, Wicie, ziarno w życie? — Zara. Panie, tylko ptak 

netanie. (Pan Buj^ zapytuje a w. Wita, czy zboże dojrzale; ten od- 
powiada, ze będzie dojrzale ^ gdy a lewi k przefitanie śpiewać). — Jlemp, 

Witać. 

Stryjajcie, Witaszku, dawnoście przykrakowali z Wędrowa? 

(tj,: „Witajcie, stryj a&sskn, dawnoście przywędrowali z Kiakowa?*' — 
gdy ktoś się pbjcze, mówiąc). — Niedźw, 

Woł. 

Woły mu się kręcą (mało się nie ekręci z głodu). — Nieddw, 

Wróbli. 

Na Wróblej nlicy, w Szczygła kamienicy, pod nntnerem 
stul pyek rz bycie pytającego o mho^). — Ni f di te. 

Wściubić się. 

Wściubił Sie, jak paMziórko.^/iTu:?, 



414 poszuKiWAmA 



Wyciągnąć. 

Wyciągnął uogi (nraarl).— jVł>f?iwv 
Wyszczerzyć. 

Wyszczerzy! zęby {nmhvl).—Niedśw, 
Wziąć. 

Wziąi kogo na kawał ^mitcfaę) (wyprowadzić w pole, oszu- 
kać), — Niediw, 

ZabłockL 

Zarobił, jak Zabłocki aa mydle^ Konopacki na bydle^ Nie- 
mo j€wski na gęsiach, a Odsiemski na śledziach,— O^t;?. 

Zadrzeć- 

Zadarł brody (umart),— JVi>rfir<?. 

Zataić* 

Cztery rzeczy, które się zataić nie mogą: palma na pod- 
gÓTza^ ałoma w buciej wrzeciono w worze, sekret w głupim 
i wielomównym człowieku.— .Viarjfc. z Ryclil. 

Zboże. 

Boże, Boiel Co za zbo^^el Marchew, i tii drobna (wyśmie- 
wanie iiieuzasatlnionych wyrzekafi)» — Osip. 

Zdatny. 

Jest zdatny (ładny), tak jak z byka dudy. — y?«^. 

Zdrów. 

Bądi zdrów, trzymaj się ciepło, — Nieddu^, 

Zfloda. 

6. Gdzie z^ody uima, tam Pana Boga uima i miłoóć do 
okna uciekła,— But/, 

Zgodzić się. 

9. Dwóch panów w jednym dworze, dwa koty w jednym 
worze nigdy się nte zgodzą. — fVaf, 

Ziemia. 

2, Święta ziemia wszystko utrzyma.^ ira^. 
Zmarznąć. 

Zmarzłf jak sęk. — Niedśw, 

Znać się. 

Zna Hie, jak kura na pieprzu.— itTojr, 

Żłób, 

3. Od źloba do źłoba^ kto kogo oszuka, wielka łaska Pa- 
na Boga. — Wa.s. 

Żołnierz, 

Nie szpeci żołnierza^ źe sonaty, ale to szpeci, ie ionkoś. — 
Siark. z BieL 

Życie. 

me długie życie takowej, eo czasu do spania nie miai^a 
żadnego. — Siark. z Out. 

59, Zydy grzebią, („ Studenci w Krakowie zwykł f byli tum ni- 
ty czynić, gdy trupy żydowskie na okopisko wywożono, ProjUar 
^cctłriiattm^ miasto zwykb było zamykać brnmy i warty sprowa- 
łlzuió. Ai kiedy królowa Bona, sprzykrzywszy sobie independencj^ 



L 



POSZUKIWASIA 41 B 



^yua fjwe^^o o*l siebie w pauowajiiii, kilkaset wokAw Hiiła^lowawsay 
skarbami jc Krakowa, je wywio/,ła, aby był tuDiiilt mc pował al, rzu- 
cono ccbo: „Bctlii Ży(]y grzebaćr"^a aml provfrhvm uroK(o» kmtly c^i 
cifibOi a przewrotnie czyuią: Zydy gTZ&h\s\^).—Siark. z Biel, 



VI. A POCHYLONE. 

w powiecie Węgrowskim gub* Siedleckiej we wsi Kfinjtnicu 
i i^i^aieilriieh wsiach^ np, Wulnilkndi^ tak pr/.ez wlo:^eia]ł, Jako tv'h 
przesz HKlaidite ilrobjuj icaiiiiedzkaoy(*li, pochtfiama niejna. Notiijumy-, 
26 przy stluyiu masurzmiia rz wymawiają tam pru widłowo. 

fL Ł. 



YIL ZWYCZAJE PRAWNE- 

w r. 18^3 ukazała sitp w Poterzburgii praca 8. 15, Halperijia 
p. n.: „Zarysy prawa pierwotaega*" 

B, n; A', 



IX. Poglądy lodu lia pr;?yrodę. 

w iirze^ 1 Torznika IV pisma ^^(Jeaky Lid" wydmkowauo ar- 
tykuł J, V, Simuka p, »,: „ICtcrak oyfiak pniti vlku caroval/' (Jak 
owczarz używał czarów tia wilka). 

B. W. K, 



XIV. P I 8 A N K i- 

w „Oparakiin Tydennikn,** w nrze 31 z r, 1892; wydruko- 
wano artykuł p. u,: „YelikorioCTji vajicka iia SIcz&ku a na Valas- 
" K^u/' w który lu mowa o malowauycU jajacli^ wielkanocnych i ich 

(iruamentaeji. Autorcai artykułu jost p, Fr» Oiń, 



) 



i 



B. W. K. 



XVIII. SOBÓTKA. I 

114. Zhatal na Podoiu ^niiąijfikim. Qdy dnia 24-^0 csserwca | 

pada dcBZCZ, nie będzie orzci!hóvs' latikowych; przeciwnie, pogoda * I 

w tym dniu wróiy ich sprzł^t obfity, (Zapisane w r, 1889). \ 



Ii 



416 POSZUKIWANIA 



115- Dzieła dawniejsze, traktujące o 3ob6tkacli: 1) Rei a ki na, 
U n terali eh un^ dea lieldnischen Nodfyrs od er Nothfeiiers; ingltehcn 
des Ofiter- und JoTiaiiniafeuers. Lipsk, \C9^, w S-ce; 2) Zeuiaer, 
De Igne Johamieo, Jena, 1699, w 4-ce; 3) KlrehweiirB Faatnaclit, 
Joltanni^feuer^ Sonnenwende, LicLmeasekerzeu u. a., Strazburg'^ 1605. 
w 4-ce; 4) Franc. Coiifitan. de KljautK, De Ritu ignrs iii nalali S, 
Jofiannia Baptiatae accenai, Wiede^i, 1759, w 8-ee; 5) Tliomasini^, 
Dc poculo Sancti JoUannia, ąuod vulgo appelJaut S. Joliannia-Tnmck, 
Lipsk, lt>75, w 4-ce. 

116. W zeszycie wi^ześniowym r, 1894 petcrzbiirakiego Żvrn. 
minist, oświectnm, znajduje Sie artykuł E. 8zezepkina 5,0b rządki skan- 
dynawskie grzebania ciał zmarłych razem z okrętem. '^ Dane bibljo- 
graficzne w tym przedmiocie ^.nale^^f^ może czytelnik w artykule 
Monteliusa y^Om \ió^ aattning iakep under Vikingatiden** iv ,3ven' 
ska Forum innea fóreningens Tidakinft," t. VI, 1885— 18 S7. Obrząd- 
ki te mają związek z uaazemi Sobótkami i paleniem ognisk u lu- 
dów kaukaskicb na początku wiosny, 

117. Por. Wisła, IX, 276. 

J. S. Z, 

XX- SZWEDZI, TATARZY I TURCY. 

Patrz Wuln^ łX, str. 308, 343—344, 

XX[- KOŁYSANKA LUDOWA. 

V. Pauna Zofja Kowerska nadeałala nam znowu naatepue 
kołysanki, pochodząc e z Juzwowa (po w. Lubelski); 



Nr. L 



ViTace» 







Ej h - snij - ie mi, u-śaij, ma - luś - ki na - ro - dKie, 



*^ Bo-śom €\% ma - laz - U w ^Kc-dacti ns o - gro-dtie. 



Bo-śom €\% ma - laz - ia v ^Kc-dacti ns o - gro-dtie. 

Ej uunij^e mi, uśnij, mahiśki narodzie, 
Boźem cic znalaKła w grzinlacls na ogrodzie; 
Ej jakżem cię nauka ła, takzem se .^piwała. 
Jakżem cię s&nalazła, tom se zapłakała* 

Ej kolyszze &ie, kołysz, koHl)e/iko, sama, 
To ja id obie pódc z grabiami do aiana. 
Ej kołyszie aie, kołysz, koHbe/iko z lipki, 
To jd Bobie pódę dzic mi graj o akrzypki. 



\ 



POSZUKIWANIA 



417 



Nr. i. 



Andante. 






Ej lu4^j -ie mi, lu- Uij, ej ei-we ocz-ka etu-l;lj! Dr sl > ws 



fi^j^ 



l=tf=zi 



^-^HEEEt! 



:i*i;r 



ij 



oez-kft stU'lisE, ej do mnie sfe prry-tn-liez. 



Hj lutaj;&e mi, hiUj, ej siwe o czka stalaj! 

I>H giwe ot';&k<'i stulisz, ej du mnie @(0 przytul iu^^ 

Kj spały dzieci, spały, ej ni^dy nie płakały; 
A JziBińj ju£ płaezo, da bo sie nie wyspały* 



ADdante COD moto. 



Ko-ły*si<?, kft - Jy-s^e tema— lin— ko dii-sae, Gb^ń mi nie 






:n=lzzr 



- g^-^ n:: 



1 



we-so-łOf to 6pi-waĆ Ij mu-8ze. 

Kołysze, kołysko te maliftko dusie; 
Choć ml nie wesoło^ to jśpiwfK* ij musze, 

Spatki dzieci, spatki, uioDia domu matki: 
Poszła do sńdeńkn po ró£owe kwii^tki. 

Usnijte ml, ujiaij, ty maliukle dzicie; 
Zeby» było dobre, nie bijałabym cie. 



Nr. 3. 



Andante eon moto. 



tigitiiisllli^fiisiipjpi^ 

^^ U-ŚDjj-ie mi, u-śajj, al^bo ml u - roń-nij, mo-ieei rai sie 



S=r=£lg 



3«==;=a. 






przy - dać w po^te g^s-kl wy-goai, 

UHuijie mi, uśnij, &lbo mt urounlj; 

Możesz mi sie przydam w pole wołki wygnać, 

Kołyszi^e się., kolyHz, kolibko lipowa. 
Nieebze cię, ^tasieńku, Pau JezuB uchowa! 



418 



POSZUKIWANIA 



Kołyszże się, kołj^sz od ściany do .ściany, 
Uśnijźe mi, uśnij, kwidtecku różany! 

Ka nutę „A a a kotki dwa" śpiewają takie: 

A a a lalana, porwAł wilczek bap:)ii;L, 

A owieczki poniechdł, bo se na nij pojecJtA!, 

Nr. 4. 

„W starodawnych czasach, to gadają, takie dnie Iłyly lasy 
i bydło pdsały dorosłe parobki i dziśwki. I l>yl taki JaA, spolii- 
IkI 86 Kasie, ale jem nie dozwalali sie źyuir. Ate miy alo wzhiy 
pożeniły i nicht nie wiedział. Dopiro urnttziio jem wie dzieekii 
i wsadziły go do sośni wypróchniałej i tam c:\i rliowaly. 1 ten 
Jaś zawdy chodziuł przed Kasino chałupę i spiwał: 

Andante eon moto. 



^^^immm^i'^i\ 



A hej-ie bej-że, a wy-gi- niaj-że, ej by -de ^ lec^^ko ihAf-I], 



^^^fmmmM^^ 



l—\ 



Bo tam ma-liń-kie dzi-ciąt-ko płacze nie-po-wi-te w sn-.sni. 

A hejie, hejże, a wyginidjże, ej bydełeeako mayli "), 
Bo tam malińkie dziciątko płacze nie jm wite w snMii," 

Kołysankę powyższą śpiewają także dziecioHL Na tę i^amn 
nutę .opiewają wiele innych krótszych piosenek, 

V^I. Pani Ignacja z Piątkowskich Ku e a bo rek a nadesłała nam 
nowe przyczynki, które z podziękowaniem paniiej liamieszc^iamy. 



Nr. 1. 



Mcderato. 



Śpij -Że mi, fipij-że, m^j mi-ły n«-ro-dzie, Com ja cię ina-ła^-ła 



^g i=z:;^=g 



— ^ — #- ] ^ •-— *-^^#^^, — -^^—^ — 

w mar - chwi na o - gro-dzie. Jak- em cie szu - ka * fa, U^m 



*) Maśli=maszli=:jcżeli mji8z=rprędkfv, ^vnet,— /?rf/, 



.i 



I 



POSZUKIWANIA 



419 




iff=£ 



-K— k- 



i^iEi 



fio-bie śpie-wa-ła; jnk - em cie zna-laz-ła, tom 8e za-pła-ka*ia, 

(Zapisała Julja H.). 



^^1 



tom ee za-pta-ka-ta. 
Nr. 2. 

A.,. a»., lulu spać, 

Kazał tatii^ł kołyBaój 

A EiftmuHia da cycy, 

^'ieeli dzieciątko nie krayczy, 

Xie krzyczy, nio płac^se, 

Juk tib wyśpi, poskacze, 

Kr. :i. 

A,„ !i, li al, bziana, 
Porwat wilczek barana, 
A owieczkę psi; 
jśpij, dzieciątko, jSpij\ 



Nr. 4. 

Lulajże mi, lulaj, 
Czarue oczki stulaj, 
Czarne, malowane, 
Dzieciątko kochane. 
— ^Jakże ja mam lulać, 
Kiój nie umióm stulać? 

Nr. 5. 

Luli, lulu lulu, 
Siedzi baba w ulu, 
A dziad na stodole 
Wygląda na pole. 



Nr. 6. 

Kolyaz mi sit^, kołysz, kolebko bukowa, 
Niechże ci^j Puu Jezus dzieciątko uchowa. 

Nr. 7. 

Hnsiu, husiu, na łobuziu, 
Mama bije, śpijże, Józiu! 
HuBiu, husiu^ na łobuzin. 
Mama śpiewa, tańcuj, Józiu! 



BIBLJ06IMFJII, KRfmii I WiOMO^CI BIEltCE. 



Edward Jelmek ZapomŁnuty kont sloYonsky. Nćko- 
lik prvnich pohledfi do kasubskt^ho Pomoii. Z knih 
a objiźdek pod(lv:u,« (Zapumniauy zakątek stnwiańtiki. Ktlkai 
wstępnych rzutu w okji im Pomorze kass^iibHkie. Z ksiug i objuzdów 
podaje EUward Jelinek). Praga, 1894, śstr. 98 w 8-f'e. 

Z^szloroc/AiB. wyeioczka Kilwanla Je linka do zicDii Knhisubńw 
przyniosła literaturzt: rześkiej ks^iieuzku iłiewielkjrh roztniurów, ale 
ciekawej i bliiej nas ilutycząi^ej tre.4ci, kaiaKeczkt', tikrcślona, jak 
zwykle prace Jeliiikii, popularnie i zajmująco^ w sposób barwny 
i pociągający, Uozpoczyna sio ona rozdział en* l^i^zyczytift do prze- 
glądu przeszłości i (era iuief szóści. 

Przedewszydtkim p. Jelinek tak ('b a rakte ryzuje przuizloi^ć ta- 
mecznycJi stron i ludzi: „Śmiertelne wjilki z potęinicjszym wro- 
giem » zupełny brak organizacji wewnętrznej i zmyshi politycznego 
pozbawiły niezależności lud słowiański tia olbrzymiej przestrzeni 
południowego jiobrzoźn morza IłaltyckiegOj pomi<;d/.y dolnie WiBh\ 
a doJnj], KIba, Po stratvie jej, wpływ oliezyzny wypierał j<jzyk slo- 
wia liski j)owo1j, ale zarazem sitiiUMWfzo Wymieranie pnstepowalo 
na wschód tak, jjik przenikał przedsit;bjeiezy żywioł niemiecki, po- 
chlaniaj^jcy ro<lziuiyfłi Słowian, którzy jnz w <j sta tnie b stulecia cli 
nie zdobywali ti'n^ u a ^mlan wydatJiy opór. Miatiowirie w okoliuacłi 
pggranicznyełi, wymieranie Słowian oeibywalo się w poiniejszyui 
cstasie w f^posób e i c h e go usypiani a/^ 

Jako resztki micHzkauców słowiauiikicij ponad pi>łudniowym 
Bałtykiem aut nr wymieni;! Kaszuł>ów% a nbok nfelr ;:iirstkę Kabat- 
ków nad jeziorem l.idłjiikiiu i SlosviuełV\\ w^Ą jeziorem tlardeio^ikim, 
GiermauiKaeja urywała iui wieś zn w.^ia je^zezo w naszym stuleci u - 
A. Hilieiding' w dziele .Jlesztki Słowian ua połutlutiiwym pobrzeźu 
morza Italtyekiego" < Petcrzł»ur^% 18*12 k opowiada, ze, podróżująe 
Ibółi r. po zieuuacli kaszubskie li i zv^ raeujac uwago na wymierają- 
cy cli Słowińeów, we wt^i Klecayt^ncb i>potkaJ SO- letniego starcy, 
który był jednym z ot^tatnich, co w tyel[ ^itnumeh nhijzeli jeszcze 
koEtlrmaeję w jeżyku tilowiausłkim Starzoc ad al joóKcae śilu^ iwia- 



J 



i 



domoać naro(]ow!j i z nierheefą odwrarał sic od otaczającej go ^e* 
w^^ąd nieDiczyzny* Zanikanie narodowości słowiańskiej w jego 
okolicy [joczytywaf za sprawę AutycliiyBta i osinakę zbliżaj i^cego 
się kouca świata. 

P. Jelinek podaje aiedziby KaSKubow według liamulta i zwra- 
ca uwagę na enklawy niemieckiej rozaatl zające tcrytorjum kaszub- 
skie. Poczet Kaszubów liczy także według Ramułta, na 182,000 
w granicach pan»twa ni etiilcc kiego, do czego dodaó należy l>0^000 
emigrantów^ v Anieryct^ prdudniowuj, a z tego powstanie cyfra 
240,0łl0, „a zatym prawie cwien'. mil jona." 

NastL-^pnie przeelioilzi il<ł kwestji Językowej. Według Szafa- 
rzy ka, Preiiia, A. HiUeidinga, A. A, Kryfiskiego, L. Biskupskiego, 
ka, Paljłockiepj, dra Karłowicza, dra Krzepkiego i iiinycli, Kaszubi 
mówią nnrzeczeui jeżyka ]joUUieg4K Zdanie Stefana Kamułta co 
do odrębności jt^y.yka kaszubskiego (który zwie takzft pomorskim) 
dtoi odosobaione. Ciekawe są tipontrzeżenia pod tym względem ńa- 
mego p, .folltika: 

,.W Pueku pytaliśmy człowieka prostego, Kaszuba z krwi 
i kości, jak tam a nich we wsiach okoliczny cłi mówią. — Po ka- 
Jłzubskul — brzmiała odpowiedź doać pewna siebie. — A wiec nie po 
polsku? — napomknęliśmy u myjs I nie, —Właśnie, ie po polaku — ^odpo- 
%viedzial Kasznb- tylko nie tak porządnie jak pan. Podobne 
tidpowiedzi otrzymywaliśmy niejednokrotnie... Podziwknie budzi, jak 
Kasznb, choć go do tego szkolą nie nakłania, łatwo nagina ^wo- 
je narzecze kaszubskie do polszczyzny nowoczesnej, ilekroć mu się 
nastręcza liposobnonć i gdzie tylko czuje tego potrzebo../' 

Byfy próby odo^s^dmienia języka kaszubskiego^ u gorliwie pra- 
cował dla tej idei dr. Florjan Cenowa. Niesłusznie jednak p, Je- 
linek za zwolennika odrębności poczytuje Derdo wskiego, aczkol' 
wiek ten swój epos (' panu CiorlitUkiffi napisał j>o kaezubsku; próba 
ta nie miała bynajmniej na celu wyosobnienia języka kaszubskiego 
i postawienia go jako osobnej mowy literackiej, 

P, Je linek dodaje, ze „iCaszub sam siebie nie nazywa Pola- 
kiem, [eez zazwyczaj mówi, ze jest Kaszubem albo katolikiem, ale 
i w innych okolicach polskich, wieśniak polski nazywa siebie po 
prostu katolikiem. Zresztą u bardziej rozbudzonych Kaszubów nie- 
rzadko słychać zdanie^ że „Kaszub i Polak — ^to jedno/* Wykształ- 
cę uszy Niemcy, osiadli w ziemi Kaszubów, są ogólnie tego zdania^ 
źe między językami polskim i kaszubskim jest taka różnica, jak 
pomiędzy liochtlcutsch i Plattdeutsch, tylko [lowody polityczne 
wytworzyły ostrą między niemi różni eę* Język polski lite- 
racki był dla Kaszubów „przez kilka wieków organem zyeia pu- 
blieznego, a do dziś dnia jest językiem kościelnym , językiem ka- 
zań i ksiąg religijnych, a po części nawet językiem literackim/ 

Pobieżne dzieje giermanizacj i Kaszubów p. Jelinek rozpoczyna 
od śmierci ostatniego księcia pomorskiego, Mestwiua II (1295). Po 
krótkim panowaniu polskiEu ziemia kaszubska (134^3 r.) dostała się 
Krzyżakom, których Ind jako cieniięzs cieli dobrze zachował w pa- 
mięci. Istnieje u Kaszubów polajanka: ,,Te kómtorzef — pamiątka 



i, 



422 BIBLIOGRAF JA 



po komtiirach krzyźackielu Otl r 14(ł6 aż do pierwszego podziału 
Polski ziemia kiiazubska fitawowilu rKę^r RKeczypo*>politej, llierm;!- 
nizaeja w tej Rzcści Słowiaiiiizczyzny zauztda Bic już za cesarza 
Henrykst L Systematyczne osiadniiie Nieinciiw na Pomorzu rozpo- 
częło się ^v pierwszej palowio XLII stulecia, tuk, ii po przytiic^eniu 
do Polski r. 1406 Diiastu lyly jii^ eatkiem niemieckie, Fierwotne- 
mi przytułkami uiemezyzuy Lyly kluBZtłjry w Oliwie^ Żukowie i l\ar- 
tuzaeli. P, .Itiliiiek wylicza dalej esady Tiieinieckie, powstałe juz za- 
panowania polskiemu. Rozumie Btę, że osadzanie Niemców i prote- 
stantów po przyłączeniu tych ziem do Prua zuaeznie sic wzmogło* 

R. 184^ sejm królewiecki cheint sit; zabrać do wyplenienia 
języka narodowego, jako nielitertiekiepł, ale od le;^o zamachu obro- 
niło go duełiowieuritwo katolickie. Niektórzy duchowni zvvr6ci[i się 
do uczone j^o pastora Cclestyjia Mrougovviusa, który, jako zuauy 
lingwista, wydal świadectwo, io język kaszubski jest jedynie na- 
rzeczem literackiego języka polskiej^o, bliższym temu ostatniemu, 
aniżeli narzecza saskie lub bawarskie literackiemu językowi nie- 
mieckiemn. 

Na podstawie owego świadectwa, duchowieństwo kołatało do 
ministerjum, a nawet do s&amego króła i wyjednało sobie to, ie 
r. 184ł> pozwolono wykładać rclig^ję w języku ojc^fiystym, a potym 
nawet tenże język wykład iiuo w szkole jako podstawę do naucze- 
nia się języka niemieckit^go. 

O ^wirtBzałcie'' kanclerza żelaznego autor y;fdzi, ze przyczy- 
nił się jedynie do silniejszej reakcji w samym indzie* W końcu 
p, Jelinek twierdzi, że ,, dalsze trwajue tego nielicznego i zagrożo- 
nego ludu zawisło od lijezności jego z całym teraźniejszym ludem, 
polskim, oraz z źyeiem jego duchowym. Rozdział pierwszy autor 
zamyka pocieszającą nadziej ;|, że ,,da lióg, nawet gałąź ka- 
szubska nie spadnie z lipy słowiańskiej.'^ 

Rozdział drugi p. Jelinek rozpoczyna od podania, ze „w Ko- 
ścierzynie narodził się Judasz z liarjot, z l'ucka pocł»odzili pozo- 
stali apostołowie, a w Kartuzach przyszedł na świat sam Pan Je- 
zus. Na lv al w a rj i wejhernwskiej umarł CJirystus, a w Oliwie znaj- 
duje sio raj utrafouy." Oddawszy zasłużone pochwały krasie nie- 
którycli okolic, mianowicie Wejheruwskiej, Oliiyy, Sobót, Zagórza 
i gór SzemberskrclL autor zwraca baczniejsza uwagę na odporność 
Kaszubów pod względem narodowym. ^Pomimo rezultatów gierma- 
nizacj i, ^powiada p. Jeliimk — Niemcy oznaczają jako szczególniej- 
szą charakterystyko Kaszubów to, ze ci nie asy miłują się 
a Niemcami. Pomieszanie obu narodowości do wielkich osobliwo- 
ści należy, ilasto r Lorek, który r, 1821 pisał o Kaszubach^ na to 
kładł główny nacisk, że Kaszub zachowuje się odpornie względem 
wszystkiego, co jest niemieckie." Lorek, na którym opiera się A. 
Hilferding, przypisuje niechęć Kaszubów względem niemczyzny te- 
mu^ ze nigdzie w Frusiech ucisk ludu wiejskiego nie był tak strasz- 
ny, jak u nich, i że reforma stosunków pańszezyżnianycli była tam 
przeprowad/jiua (hileko iłó^cnicJT aniżeli w inny cli pro^yincjacli [jru- 
akioh. „Czyż dziwić się można, — mówi p. Jelinek, że do głównych 



^iBLJOdBAI^JA 423 



rysów cliaraktcru kasziibakiego zalitiza się ogólnie i z pewnym na- 
ciakieio rażąca akrytośc, sztywnoi^ć, a przedewszystkim nieufno^iu. 
Dzieje ludu kaszubskiego nie okazują nic takiego, coby mogło bti- 
dżió w nim zaufanie I szczerość*... Nic dziwnego, źe Kaszub od- 
wraca Jiie od Niemca pn prostu z nieufnością. Z Polską łączy go 
nie tylko wiara i jeżyk, ale i losy najnowszych zdarzeń historycz- 
nych; iiwjadomośt/ te^^o nieustannie przenika głęboko do ludu. 
Okoliczność ta wyras^.nie oddsclalywii i na przekonanie, z jakim 
Kaszubi oddaj .^ przy wyboraclj glotsy swe posłom polskim. Co sir 
tyczy zdolności duchowych, to i Niemcy poznali, źe Kaszubi są du- 
chowo żywBi i zrtjczniejsi (geistig re^cr nnd gewandter) od Niem- 
ców, Dzieci kaszubskie w azkolacli okazywały więcej zdolności, 
aniżeli dzieci niemieckie. M^iwiąc j^lawnie o Kaszubach północnych 
i spływających z niemi Słowińcacłi, jiowiada Hilferding, źe lud fen 
widocznie różni sic od wszystkich innych Słowian rażącą milkli- 
wością. W ^yqui nie okazuje wesołości pieśniami i tańcami, któ* 
rych zaclmwalo się u niego niewiele, najwięcej jeszcze w obrzę- 
dach weselnych, Lud ten nie jest fłoetą, trudno go wciągnąć do 
bujnego usposobienia, jakiemu tak snadno oddaje się cały lud pol- 
ski. Weselsze usposobienie objawia hid w bardziej południowych 
okolicach Kaszuba mianowicie w KuśrJerzynie, a po części w Kar- 
tuzach,^ 

.^Dobroduszności, iagodności i znacznej moralności nikt Ka- 
szubom nie odmówi. O oszustwie i kradzieżach rzadko słychać na 
Kaszubach, a także o zbrodulaeli. Sądownictwo wykazuje tam ude- 
rzające mnóstwo krzywoprzysięstw, i to w sprawach zazwyczaj bar- 
dzo maloznaeznycli. Skłonność do .sporów sądowych, (zwłaszcza 
w sprawach granicznych), jest u nich dość powszechną. Przy tym i 

Kaszułł może być upartym, jak tego dowodzi przysłowie ,,u par- 
ty jak Kaszuba, "^ a w czasach wojennych budził zaiste słus/uy 
postrach nieprzyjaciół. W pobożnej pieśni niemieckiej znajdujemy 
wiersze: 



( 



Vor Wcndcn und Kassuben ' 

* bewahre uns, o Herr,.. * ^ 

„Nakoniec naleiSy wytknąć zmys^ł do handlu, u Kaszubów nie- 
zmiernie więcej rozwinięty, aniżeli u ich braci na południu. To po 
części wyjaśnia, źe przynajmniej na Kaszubach północnych osiada 
stosimkowo mało Żydów, którzy zalewają okolice sąsiednie ku nie- 
małej szkodzie całej poznetałoj ludności..." 

,, Wzrostem Kaszubowie uio odznaczają się ani pod względem 
pełności, ani pod względem siły, ale wistocie rzeczy są zdroivi, 
kościści i zahartowani, do czego głównie przyczynia się czyste po- 
wietrze górskie i blizkość morza. Wiele znajdzie między niemi ty- 
powych twarzy słowiańskich, zwłaszcza pomiędzy mężczyznami. 
U niewiast przysłowiową Bi ę stało niepowszednie zachowanie mło- 
dości i piękność zębów/' 

Ubiór narodowy Kaszubi zatracili; zachowała się tylko czapka 
barania j kturą noezą przez rok cały* Lubują się w kolorze niebie- 



494 BIIŚLJOGRAFJ^ 



skliu, a ubranie po części wyrabiają sobie w dojuii k szersze i ow- 
czej. Kobiety lubią się stroić, co jui otldawjia je&t znane, W |)a- 
żywieniu są bardzo skromni; mięso, nawet u zamożniej ^ś/ych, rządku 
się zjawia, a mniej zamożni jedzą kartofle, mleko, frroeh, bab, 
kapustę i placki, a w poście tanie ryby, których dostarcza mt 
tylko morze, ale i liczne jeziora. 

Dalej p. Jelinek mówi o szlacfieio, której rozróżnia trzy r*ł- 
dzaje. Najstarsza jest pochodzenia poinłłryklcj;^ł»; jej nazwi^iika knA- 
rzą się na a. Pełno jej w okręgu kartuskim, nraz na Pomorzit nk 
po Słupsk. Inna szlachta, gęsto osiadła w okręgaeh kartiiakiui 
i chojnickim, otrzymała herby od wyzwoliciela Wiednia^ króla Ja- 
na III. Trzeci rodzaj szlachty pocliodKi od rodóvv polskich, które 
w wiekach XVI i XVII w znacznym jioezeio przesiedliły sic do 
Prus. Pierwszy i trzeci rodzaj szlachty najwiccej się zniemczył, 

Otto Knoop tak mówi o panach kaszubskich: ,,Król polski 
Zygmunt zbroił się do walki przeciwko Turkom. Wielu panów 
katiznbskich poszło razem z nim i walczyło mężnie pod wodzą Gcr- 
hardta z Donhofu pod Cecora (1620) i pod Chocimem (ltj:2L). Ze 
Blawą powrócili do ojczyzny. Na jiamiiitkę te^co zwycięstwa wielu 
panów kaszubskich przybrało do swego herbu księżyc i gwiazdy. 
Z nich wymieniają się: Jarka, Pyrcha, Wunk Janta, Mrozek, Wau- 
toch, Gostomski i in." 

P. Jelinek wychwala bardzo wioski ka?szubskie, które przy- 
pominają mu łużyckie. Zauważy] on^ że w wioskach najbezpiecz- 
niejsze schronienie polszczy;?.nie daje kosr^iól i cractarz; w jednym 
i drugim widział pełno napisów polskich, Gospodarstwa są bardzł' 
dobr/,e prowadzone, wieśniak zamożny i dbający o dobrobyt i wy- 
godę, W chatach wieśniaczych widy wat pokoje gościnna podobne 
do saloników wiejskich, z zaslouarai w oknach, z s<*rvv etami nu 
stolach. Zwłaszcza podobają mu nio starannie hodowane ogródki, 
lubo grunt piaskowy ogrodnictwu nie nazbyt sprzyja. Taką piękną 
wioskę kaszubską p. Jelinek widział w Mechowie, która, jak go 
zapewniał proboszcz miejscowy, czcigodny ks. Bączkowski, „można 
poczytywać napewno za ogólny obraz wsi kanzubj^ikich w owej oko- 
licy,..," jednej z tych, „której dotknął już powiew iywota nowoczess- 
nego, jakkolwiek i w nich zachowały się staroświeckie, pierwotne 
checze^ (chaty). „Zostały jeszcze strzecha słomiana, a na niej 
bocian." 

Poświęciwszy kilkanaście wierszy urządzeniu wewnętrznemu 
domu, p. Jelinek przechodzi do gospodarstwa kaszubskiego. Mó- 
wiąc o grodach i grodziskach, przytacza znane słowa dra Nadnun*- 
skiego o ich znaczeniu. Przechodząc do podau i zwyczajów ludo- 
wych, przytacza pierwszych trzy rodzaje {według Stefana Raraułta): 
1) właściwe podania, 2) powiastki, żarty i anegdoty i 3) opowia- 
dania wypadków rzeczywistych. „Podania niówijj o olbrzymacłi, 
karlach, upiorach, zmorach, o śmierci, o zmarłycli, chodzących po 
śniierci, o straszydłach, o czarnokKieżnikach i czarach, o zakopa- 
nych pieniądzach, o paleniu pieniędzy, o smokach, o zwierzętach 
mówiących, o zamkach zaklętych, o kamieniach; do uieJi należą 



f 



BIBLIOGRAF JA 425 



i 



tukźo legiendy o kościołach, dzwonaeli, joziorach itd.'* Dalej jest 
mowa \* etołymiicli, kroHnictiieli i wieszczycli, P; Jcliiiek przytacza 
z Uilft^rdinga podanio o stolymic, który znalazł w polu czlowioka, 
onąeef^o płu^i(3m, zaprzężonym w cztery woły. Zatknął jako cie- 
kaw e|Ejo robaczka za rt^^kawici^i i zaiiiósi pokazać matce, która mu 
n&ekia: „Zostaw robaczka w pokoju, on nas joazcze wypędzi zq 
świata/'— Baśń ta całkiem odpowiada bajiniom łużyckim o hobrack. 
(Zobacz Czerń eg-o hio(tf tniUjczne Sfr5óm iu^ycktck). 

Stowiucy i liabatkowie nazywaj f^ k rośni cta: drebni (drobni) 
ludzie; odpowiadaj !j one luiiom luiyekim (tamże)* Dziecio, urodzone 
z mttcką czyli loUihą (blonką)^ nazywa się me^zrzijm] dziecit; z dwo- 
ma zutiami jest upiorem. Dalej p, Jelinok mówi pokrótce o zmo- 
radl, czarownicach, złych dacliacb, dmicrci, wierzeniach i zabobo- 
nach, łekacb, zwyczajach dorocznych, co wszystko obszerniej znaj- 
da: ie u Uilferdinpi, dra Nadinor^kiego i Ramtiłta. Podobieństwo 
wszystkiego tego do wuerzou i podau polskich od razu uderza 
w oczy. O pieśniach kaiszubiikicłi p, Jelinek robi uwago, żo „duch 
ich spływa z piośniami polskicmi... ale mniej jest w^idoczne, że 
niektóre z nich są w^eselsssc i raźniej szo, aniżeli duch samego łu- 
du, Okrom tego niektóre pieśni kaszubskie zgadzają się z niektó- 
rcisi pieśniami ezoskiemi/' 

W miastach i miasteczkach p. Jelinek widzi niesłychane zgier- 
manizowanie, ale s^dz), że np, w takiej Kościerzynie i,po baczniej- 
giaym zetknięciu eu} z rozliczncmi warstwami mieszkańców wycho* 
dzi na jaw\ że nawet i tutaj żywioł rodzimy nie całkiera wy- 
|)arto. Niema wfjtpliwości^ że f^dyby w miaateczkacli owych 
choć do pewnego stopnia wzmogła si*^^ liczclmio i matcrjalnie iute- 
łigicncja polska, i kaszubszczyzna powoli widoczniej wyst;|piłaby 
na wierzch. W obecnym wyi^l rodzic niemieckim miast kaszuliskich 
jest nadzwyczaj wiele nienaturalnego, widoczno jest gwałtowne 
odpychanie w^szy&tkicgo, cu katizubskie.'' Dowody tego widzi, żo 
nieraz w osobach, które mu się z pozoru Niemcami wydawały, znie- 
nacka wynurza! sit; szczery i przywiązany do awej uarudowości 
Kaszub. Potwierdza to jeszcze nieoezckiw^ane powodzenie w^ roku 
przeszłym przedstawień gościnnych teatru polskiego z Poznania. 
Dziejami miast kaszubskich, ł^artuzów i Pucka, zamvka Bię roz- 
dział II. 

W rozdziale III Na jebakach p. Jelinek zwięźle, atoli bardzo 
zajmująco odmalował żywot na póiw^yspio Heli, w os a dacii Cejno- 
wie, Ii UHte Idzie, Jastarni i Horze* Ta ostatnia tym budzi nasze 
zajęcie, iż zah>^.ona była w wieku XVI przez magistrat gdański 
i osadzona rybakami Kiemcami i luteranami. Z czasem osiedli 
tam i rybacy kaszubscy, i pod ich wpływem Niemcy przyjęli kato- 
licyzm i spolszczyli si^\ Ludność rybacką na Ucłi autor charakte- 
ryzuje w następujących słowach: ,^ Wzrost u rybacy są po wił^kszcj 
części wysokiego i czerstwego zdrowia, I pomiędzy kobietami nie- 
raz można znaleźć dzielne postacie. Zajęcie, trzeźwość, a na- 
dew^zystko powietrze morskie przt;dłużają im życie nieraz do lat 
^0. Umierają zazwyczaj w tycJj/.c cliataclł i bii<lynkach, w których 



k. 



426 



BlBLJOCaAFJA 



&i<j porodzili, jeśli loBy nie endziły im na wzbiirzonym mcirzu za- 
kończyć wędrówki ziemskiej, Nietistaima walka 7. niij potęż- 
niej ezcmi żywiołami przyrody dodaje charakterowi ich Btało^ci, spo* 
koju, ostrożności i rozwagi. Z sobą żyją w zgodzie, bójka na 
Heli należy do rzadkoaci. Na targach w Gdańsku i Pucku okazują 
okrom tego wiele zdolności do handlu, co zwłaszcza j^tosuje sio do 
kobiet, które przy sprzedawaniu ryb najlepiej objawiają uzdolnie- 
nie Bwoje w tym kierunku. Chwałą także ich ogpólną moralno£i\ 
która wyłfjcza możnoltfi potomstwa nieprawego/' 

Ciekawe są szczegóły o dzieleniu łąk, o tworzeniu tak zwa- 
nych maszoperji czyli drużyn rybackich, oraz pomieBzczone na po- 
fzątku podanie o zatopionym w falach jnorekich mieacie. 

Rozdział IV poświęcił p, Jelinek ,,Onwie/' Ik klasztorowi Cy- 
stersów, pełnemu pamiątek dziejowych z czasów książąt potnor- 
akich i królów polskich, W kościele tym, gdzie podobnie jak 
w Kartuzach zniesiono zakon^ zarząd ducliowny sprawują dwaj 
ksi^^ża świeccy narodowości polskiej. 

Oprócz Oliwy autor zwiedził Soboty (Zoppot), którym po- 
święcił rozdział V, a w VI czytelnika prowadzi do Gdańska, który 
łvaszubi par esccelkncć nazywają ,, miastem/* I tu, Jak wszędzie, p. 
Jelinek szuka rzeczy slowiańtikieh, cieszy go więc to, że znajduje 
licztie ślady dawnej łączności owego portu z Kzceząpospolitą i chwa- 
li, ze Gdańszczanie nU pozacierali pamiątek ss czasów polskicli. 
Sympatyczne słowa poświęca Gazecie GduńskUj i Kalendarzom Gdań^ 
Mkiemu i charakteryzuje ich znaczenie dla Kaszubów, 

Aczkolwiek książeczka p, Jelinka jest niewielka rozmiarami. 
Jednakże nią oddał niemałą przysługę rodakom swoim. Czytaliśmy 
ją z wielkim zajęciem 1 przyjemnością, którą zawdzięczamy także 
etylowi lekkiemu, przejrzystemu i pełnemu naturalnego wdzięku. 
Książeczkę ozdabia szereg obrazków, widocznie zrobionych st dob- 
rych fotografji, które autor z podróży był przywiózł, 

lironiiiaw Grahowtki^ 



Die SprichwiJrtlichen Redensarten im deutschen 
Yolłcgmunde nach 8inn und Ursprung erlautert vou Wilhelm Bor- 
chardt. Zweite, v5]łig nmgearbeitete Auflage, haransgegeben von 
Gustav Wustmaun* Lipsk, lirockhans, 1894, atr, 5^14. 

O pierwszym wydaniu tej ksiąKki zdaw^aliśmy sprawę wkrót- 
ce po ukazaniu się jego, p. H^ti^a, 111, 911 — 12. W wyd, Il-im, 
po latach 6-iu opracowanym i znacznie przerobionym po śmierci 
Borchardta (umarł 7 maja ISSi* r.) przez Wustmana, objaśnionych 
znajdujemy 1277 wyrażeni przysłowiowych, gdy w 'wyd* I*ym było 
ich 1132. Objaśnienia niektóre zmieniono, niektóre w innej formie 
wyrażono, niektóre podano wed}ug nowych zdobyczy naukowych 
i pomnożono liczbę zestawień i cytat; w;fi;.ystko to, rozumie sie, wpły- 
nęło na podniesienie wartości poiytęezuej tej ksi^żkj. W sprawo* 



I 



felBLJOGRAFJA 427 



zlaiifu z wyd. I^go przytarzyliamy kilka wyraień przysłowiowych 
niemieckie Ii, w który cl i o narodzie polskim jest mowa; w wydaniu 
II*im dodrłtio jeszcze wyrażenia, uiywane w Sakeotiji w tym zna- 
csteniiif co „Ptil nieć lic Wirtaoliaft:" „liier Biuht'8 ja aus wie in Pt>- 
len," — tu tak wygląda, jak w Polsctj; iia Szlj^sku mówią inaczej: 
,,Es Bttt aUB wie im pdscUen Kriege/* to wygląda, juk \s polskiej 
wojnie (str, 378, ni\ ^42), Wymienimy jeszcze spotkane w tyui 
obiorze wyrażenia od miej&cowoaci: „Abt von Posen," opat poznań- 
ski, w^ zdaniu: „Wer mochto das nicht/' aa^e der Abt tou Posen; tak 
odpowiadają temu, kto pomawia innych o koeztowanie owocu zaka- 
zanego (nr. 16, Btr. 7). Wyrażenie: ,,Da8 Bind mir b5hmiBc]ie DOr- 
fer," — to dla mnie Sf| czeskie wsi, — znaczy: to jeet dla mnie rzecz 
niezrozumiała; dwa podano objaśnienia początku wyrażenia tego; 
1) słowiańskie nazwy wsi obce są i niezrozumiałe dla Niemca, i 2) 
objaśnienie biatoryczne: wskutek wojuy 30-letniej, wei czeskie le- 
żały w gruzach tak, ie nawet z nazwy ich nie znano. 



Ra/ai LUbic^m 



Wilhelm Ruland Le^iendy Nadreńakie. Tłumaczyła 
9k francuskifjgo Marja Mil kuszy c. WarBxawa, 1895, 

W niewielkiej broszurze o 94 stronicach, dość starannie pod 
wzglądem zewnętrznym, ale z niedbałą korektą wydanej^ znajduje- 
my 7 legiend nadreńakich, wogóle zajmującej treici. Na czele le- 
gie nd nadrCLiskich mamy, rozumie etę, opowieść o czarodziejce Lo^ 
rtUy, tyle razy przez poetów opiewanej. Podobne podanie o dzie- 
wicy czarującej swoim wzrokiem tak, jak Loreley czarowała gło- 
sem, opowiada i lud nadwiślański w okolicach Kacbowa i Sando^ 
mierzą; uwiecznił je Lesser w obrazie z następującym cztero wier- 
szowym podpisem tfZ legiendy nadwiślańskiej: " 

„Oczy Hanny czar rzucały, 
Flisom z rąk wypadły w^iosła, 
I łódź na podwodne skały 
Wartkim pędem toń uniosła," 

Wątek innej jeszcze legiendy nadreuskiej p, n,: ,,Dwaj bracia 
wrogami" spotykamy w podaniu z nad Wisty. Synowie pana na 
Sternbcrgu, Henryk i lingo, zakochują ei^^ w wychowani cy Bwego 
ojca, dalekiej swej krewnej, pic^knej Anieli. Hugo, zosta WBzy na- 
rzeczonym Anieli, udaje sii^ na w^ojm^^ krzyżową. Nie pozostał on 
wiernym Anieli, lecz ocenił się na obczysSnie z Greczynką. Po po* 
wrocie Hugona z krucjaty, Henryk, aby ukarać brata za niedotrzy- 
manie wiary narzeczonej, wyzywa go na pojedynek* Walczących 
rozbroiła Aniela, która następnie wstąpiła do klasztoru; Henryk 
również zakonnikiem został, Nasza legionda nadwiślaftska o Ua-* 
cLacU (por. Gazetę LubtUką z n 1393, nr. $4 — 86) ma teu aam 



\ 



428 



BIBLJOORArJA 



Wf^tek główny, tj. miłość dwóch braci du jednDJ dziewicy, uk w z:i- 
ko&ciseniu znacznie się różni, dając je w burdziej poetycznej i tm- 
i^ncznej postaci. Nie jest obcą ludowi nasze ran i trość opowieści 
p. n.: „Mnich z Heisterbachu:** młody zakonnik, roKrayAlając nad 
słowami Pisma Św., zachwiany był w wierze; pomiędzy innemi nie- 
jasnym był dła niego u«tęp sw. Piotra: ,, Jeden dzień n Pana jako 
tysiijc lat, a tysiąc lat jako jeden dzień.'* (II Piotra, III, 8). 
Dumał on nad znaczeniem tych słów w lesie wi*rł'łd przceudneg-© 
wpiewu ptaków i zapachu kwiatów, nie ^viedzn(' o tym, w ciijgu lat 
blizko trzystu; gdy wrócił do klasztoru, nikt ^^o nie poznał, ale 
w rocznikach klasztornych znaleziono notatk*^ o tyra, zo przed la- 
ty 300 zniknął gdzieś Maurus niedowiarek. W znanych nara oil- 
miankach polskich tej legiendy, która widocznie przez kazalnicę du 
ludu się przedostała, niema, zdaje się, wzmianki o niedowiarstwie, 
a ten właśnie wątek wyjaśnia cudowność zdarzenia (por. Kolberg, 
Pokucie, t. IV, nr. 42, wątek o śnie ^OO-fetnim; podania o e^nie 
długim, bardzo rozpowszechnione u wszystkich ludów, przytacza 
prof, Sumców w pracy „Studja nad Puszkinem*' w Rux. jiL wUsl, 
1893, t. 29, str, 359— 366).— W legiendzie ji. n.: „Egiubard i Em- 



fł 



ma/' opowiedziane są wzruszające dzieje oóry Karola Wielkiego 
i rozkochanego w niej sekretarza cesarskiego. — Powoda dlaczego ka- 
tedra kolouska przez czas tak długi wykończona nie byfa^ wyjaś- 
nia fantazja ludowa w legiendzie p. n.: ^ Budowniczy katedry ko- 
lońskiej.*' Gierard, budowniczy, założył sic z djabłem o to, ze 
skończy dzieło rozpoczęte; djabeł zaś obiecał wcześniej zbudować 
kanał od Trewizy do Kolonji, po którym kaczki pływać hqdą 
wprzód, nim Gierard ukończy mury katedry, Djabel zakład wy- 
grał dzięki ciekawości i gadatliwości iony budowniczego, który rzu- 
cił się z wieży kościelnej i zabił, a ogień od piorunu opalił dom 
Gierarda i zniszczył plany budowy. W legiendzie p. tu: „Haj munda 
von Aducht" opowiedziano cudowny powrót do źyeia uśpionej w le- 
targu. Do „Skały smoka" (Drachenfeln) przywiązano legiendę 
z pierwszych wieków chrześćjaństwa: skazana przez pogan na po- 
żarcie przez smoka chrześćjanka Frieda zdjęła z szyi złoty krzy- 
żyk i ukazała go smokowi; ten, zobaczywszy krucyfiks, znikł w prze* 
paści. Cud ten tak podziałał na plemię pognńakich Giermanów, że 
przyjęli wiarę Chrystusa, a Frieda oddała rękę wodzowi ich IŁin- 
botowi. 

Język przekładu jest poprawny, barwny styl niekiedy nieco 
nienaturalny, jak na legiendy ludowe; być jednak może, ie nie jest 
iQ winą tłumaczki, lecz oryginału Rulanda. 



Iła/ai Lubici, 



BlfiLJOGEAFJA 429 






Df- K. Matyas Podania ze Szczepanowa, rodzinnej 
wioski św, Stanisława. Kraków, 1895, str. 17 w^S-ce w. 

(Odb. z Przigiądti pows^echn.) 

Niestrudzonej pracowitości p. Mdty^sa ludoznawstwo nasze 
zawdzięcza bardzo juz wii^le; przyczynki jego odznaczają się nie- 
tylko liczebnością^ ale i wielki emi zaletami: wiernością, trafnością 
i miłym przedstawieniem rzeczy. Takim jest i wymieniony wyżej. 
Autor umieścił w nim wazystko, co mu się udało usłyszeć o prze- 
szłości od Indu W8i Szezepanowa i sąsiednicłi. 

Lud miej&cowy umie ^vłikazac miejsce na polu, gdzie się uro- 
dził Św. Stanisław; wie, zu stało isię to pod dębem i pokazuje 
resztki drzewa, obecnie obmurowane kaplicą. Pokazuje też przeszło 
ośmiowiekową lipę na rynku, na którą „wyłaził" biskup późniejszj'. 
Prawi o szkolnych czasach i wczesnych cudach jego; o wodzie, 
w której t:lileb maczał i która odtąd stała się cudowną; o „wary- 
jaatwie'* Bolesława Smialcjjo i jego ucieczce do Sadygóry, która 
jjea kajsi w Polsce; jea to dnzi góra, cał4 lasem wielgiem poroś- 
nieti, a śnieg na niej ciągle lezy." Za zbliżeniem się króla, góra 
nagle aię otworzyła, a gdy wszedł tam z wojskiem, zawarła się 
za nim na dlngio wieki, aź grzesznik odpokutuje swą winę. Tu 
jiiż legienUa wiąie się z cyklem podau o śpiących rycerzach (p. 
Wisia^ III, 845 — 50, szczep. 850)^ lecz, jak zwykle bywa, jaśnieje 
kilku nowemi, bards^o ładncmi rysami. 

Ciekawe i świcie jest podanie o „królowej polskiej Sa- 
bie*' (zapewne =;Sybilla), która, ,jC0 ij na śnie przysło," kazała 
zapisywać i drukowar: a sny wy wróżyły jej w dalekiej przyszłości 
jakąś straszną wojnę i takie wyludnienie ziemi, że „jak cłowiek 
uźry na ziemi ślad stopy drugiego cło wieka, to go będzie z rado- 
ści catowah" 

Hliczue jci^t też podanie o rucie, rosnącej na murze kościoła 
ita Boeheficii (&tr, 15)^ i ciekawe o biednym Skaryjdsu (może = 
Iskarjota?), „co aie w niem zapaliła wódka*' (str. 16). 

% K. 



Władysław Reymont Pielgrzymka do Jasnej Góry. 
Wrażenia i obrazy. Z ihistraejami. Warszawa, 1895, str, 132 
w 8-ce malej» 

Utalentowany powieściopiaarz, p, Reymont, odbył piechotą 
pielgrzymkę z Warszawy do Częstochowy. Owoc literacki tej wy- 
prawy nie należy jednak do literatury gieograficzno-podróżniczej, 
albowiem pielgrzymka sama nie miała celów krajoznawczych. Au- 
tor podróżował nie sam; przyłączył się do licznej (z 4,000 osób 
złożonej) kompanji pątników, dążących z pobudek religijnych do cu- 
downego obrazu M, Boskiej Częstochowskiej. Ten tłum pątniczy 
by I właśnie przedmiotem jego obserwacji. Kompanja składała się 



480 



BIBŁJOORAFJA 



I 



Z przedstawicieli kilku warstw ludowych [iłci obojej. Bj*la tam ma- 
zowiecka szlachta zagonowa, chłopi z pod Warńzawy, wretizcie drobuj 
mieszczanie z Pragi. Lecz autor nie patrycy na nicli oczyma etno- 
grafa lub antropologa; jest artystą i psychologiem, a interesuje g*j 
przedewszystkim jedna władza wewnętrzna tej maey: uczucie reli- 
gijne, które ją, tak niejednolitą, skupia w jedno ciało i pędzi w da- 
leką drogę, znieczuliwszy na udręczeuia fizyczne, 

„Wrażenia i obrazy" p. Reymonta, pocłiwycone i ułożone ar- 
tystycznie, są poematem tego zbiorowego uczucia, dającym wiele 
wzmszeii estetycznych; nie znaczy to jednak, aby hi/jie obserwacje, 
okładające się na te obrazy, nie miały wartoaci dla etnografji^ 

Sama pielgrzymka odpustowa w postaci t, z w. kompanfi jest 
zjawiskiem, wchodzącym do zakresu ctnografji, dotychczas mało jej 
znanym. Do rysów zasadniczych koEopHnjl należy, prócz zbioro- 
wości, pewna jej organizacja. Z pobieżny cli wzmianek p, Reymonta 
dowiadujemy się, że na czele kompan j i stoją stami bmcia^ którz}' 
utrzymują w masie karność. Jeden prowadzi ich, niosąc przed 
kompanją krzyż, godło pielgrzymki; drup zwołuje kompanj^^ za po- 
mocą dzwonka. Starszy brat prawi pod krzyżem przydrożnym mo- 
wy treści religijnej, niekiedy gromi za czyny niemoralne. Oto prób- 
ka wymowy kaznodziejskiej starszego brata: „Gdzie wy idzie ta, 
bracia i siostry? Czy idzieta na jarmarek? — to czemu krzyż jest 
z wamyl Czy do karczmów na zabasve, albo na wcaielc?,.. Grześ- 
niki jesteśta bez folgi i upamiętania i t^tkic c-ficeta dojść do ty Naj- 
świętszej Matuchny!*' Drugą przemowt^ w tym rodzaj it kończy: 
„I nie bedzieta jako te-zwierzoki, co ryjo .^izyćko, czy to haiidzie 
kierz ziółek pachnących, czy oset inch Upaniintajta sie, bracia ko- 
chane i siostry, bo idzieta do Matki kocbany, i zajdzieta brudne, 
i zajdzieta sflażone, nie podobne ludziom, Jeuo bydłu. I co powi 
ta Najświętsza Panienka, żeśta nie jej dzieci, jeno wyrodki, pa- 
aierzbie i obmierzłe! Ament." (Str. 71 — 73), 

Kompanją ma też wspólne w^rdatki, wynajmuje tip. wozy dla 
towarzyszów, którzy zasłabli i piechotą iść nie mogą, WspóhiOKĆ 
przedsięwzięcia jednoczy pielgrzymów; wedle przj-jętego zwyczajem 
regulaminu, wszyscy są dla siebie braćmi i $io»tramL Przedstawiciele 
różnych grup ludowych uważają się tutaj za równych wobec Bo- 
ga, lecz obserwator z łatwością spostrzega ich odrębności fizyczne 
i obyczajowe. „Chłopi idą zawsze kupą, rozkładając się na naj- 
większym słońcu i bezładnie, mają ryny grubsze, ale mniej zmę- 
czone. Szlachta skupia się kpło wozów, zajmuje ławki przy stoli- 
kach, szuka cieniów, wybiera drogi Icptizc, ciszej mówi; ią dy skręt- 
ni ejsi w różnych funkcjach i mają w twarzach^ przeważnie regu- 
larnych, jakąś cichość i godność zamknit^tą w sobio. Noszą głowy 
wyżej i mają wygórowaną świadomość kastową," 

„Prascy (mieszczanie) poszukują najpierw azynczków.,, twarze 
zmięte, rysy niespokojne, spojrzenia buńczuczne. Krzyczą gloi^no 
i starają się trzymać wszędzie prym.,. Chłopi, a szczególnie łycz- 
kowie miasteczkowi, pokpiwają sobie z braci szlachty^ Ach, ci łycz- 
kowiel wszędzie są, wszystko wiedzą, wszystkim dają rady i wsz^- 



RIBLJOORAFJA 431 



dzli? węflKij zarobek. Wazystkifs wozy rlo nich nalolą. PocUoflza 
zo Stanisławowa, Hailzyraina i Nowo-MiiiBka, P^zQw^'lż^^c JHilą dla 
zarobku- S^ tacy, którzy po cztnfy razy przez lato jadti do Czc- 
storlKłwy i zarabiają na rzyato po 30 — 50 rubli*^ (atr. 26 — 27). 

Pomimo ,, braterstwa," w rozraowacli miedzy szlachtą i cb łop- 
at weni dochod/J niekiedy do ostry cli przycinko w* 

-*- „U mnie bracie — m^wi do chłopa ezJachcic^ — i obejściCj i de- 
Ukatnu:^i3, i hoaor 8 wuj j<iat, a ty, bracie, gliniany, f^ruby cztowirk 
jesteś.*' 

— „A bracia — chłop od rzecze — ^cieńkie ludzie jeateśta i de- 
Hkatne, bo przypowiastka powiada: 

„Torba kaszy, torba mąki i torba Kłoniny, — 
Ma Podlagiak na rok cały legumtny.'' 

,,A kiedy szlaclicic się iachnął na to, chłop mn rzucił w twarz 
il r LI gą prz y po wi ast k c : 

„Szlachta zagonowa: jeden kradnie, drugi chowa/' (Btr, S^). 

Uczucie religijne, współ ay śpiew zacierały świadomości wszel- 
kich różnic. W miarę zbUiania się do celu pod ról y, kaidy stawa! 
się „tylko tętnem jednym tego serca, co ma przeszło cztery tysią- 
ce ^lów. Nikt tu nie ma matki, nawet imienia,^* Zbliżający się cel 
podróży hipnotyzuje masę, osłabioną fizycznie^ zostawiającą na ka^ 
tnieniach krwawe ślady stóp pokalcrzonycb, (Pgólae rozrzewnienie 
udziela eię najobojetujejszym, A kiedy oczom pielgrzymów ukazał 
aię nareszcie szczyt wieży częstochowskiej, wtedy ,^tysiące ciał ru- 
nęły na ziemie z krzykiem radości ^^—Mafjtti/— wołały giosy wzruszo- 
ne radością i uuiesienreui, i zaczęły łzy płynąć rozradowaiua, a oczy 
promienieć radością; wszyscy się trzęśli w łkaniu. „ i nie było ani 
jednej duszy, ani jednej woli, eoby nie leiala w zachwycie łzawym. 
1 ten płacz tak się podnosił, że przechodził w jęk, w ryk prawie, 
zalewał mózgi i serca i stapiał wszystkich w jedną bryłc^ drgającą 
w ikaalu../' (Str. 125—126), 

Psycholog] a uczucia religijnego stanowi główny wątek „wra- 
żeń** p, Reymonta, i pod tym już względem książka jego kwalifi- 
kuje się do archiwum antropologji, W rozrzuconych po książce 
obierwacjflcb znajdnjemy kilka notatek folklorystycznych. Do ta- 
kich należą: opia zaźegnywania choroby oczu z przytoczeniem mod- 
litwy {str. 13 — 14), cytowana powyżej przemowa starszego brata 
(fltr. 71 — 73), bardzo ciekawa legienda o Panu Jezusie, św, Pio- 
trze i św, Magdalenie (str. 74 ^ 78), charakterystyka żebraków 
wiejskich (str. S2^S3), legienda a złej matce, która dzieci zabiła 
i tak szczerze tego żałowała, że M. Boska Częstochowska „prze- 
mieniła ją na brzózkę, co zaraz wyrosła w tym dołku, przemięklym 
od płakania dziecinskiego'^ (str, 115 — 117), wreszcie wzmianka 
O odzieży „Łowiczaków" (str, 117). 



i 



r 



432 



BtBLJOGRAFJA 



Spis mieJBcowoóci zaludnionych w ^nh. Radomskiej, 
Radom. Druk w typo-litogr. L Orodyjłkir^f^n, 1895, bIFp 122w4-co. 
(Drukowano z polecenia Uządu Ciubernjtilnc^ai). 

Praca wartościowa^ do której materjuły zbierano epcejahiic 
drogą urzędową z pierwszy eli j^rodcl. Wykonał ją z niemałym na- 
kładem mozołu, z wielką ńcislością i w l>ardzo umiejętnym iikl li- 
dzie, p. Teodozjusz SawiekL 

Porządek zachowany podług powiatów i gmin. Dane wypeł- 
niają rubryki następujące: 

1) Numer porządkowy. 2) Nazwa miejscowoHci zaludnionej 
i położenie. 3) Rodzaj Indnoiiei, 4) Paraf ja, 5) Stacja pocztowa, 
6) Odległość od gminy i powiatu. 7) Przestrzeń ziemi w dziesięci- 
nach, obywatelskiej i włościańskiej, 8) Iloś<^. budowli zamieszka- 
nych: drewnianych i murowany cii. 9) Liczba ludności: męskiej i źeń- 
Błiiej. 10) Fabryki i zakłady przemysłowe, 11} Imię i nazwialio 
właściciela. 

Rubryki każdej gminy są podsumowane: sumy gmin tworzą 
anmy powiatów, przy koficu zan podana jest ogólna suma gubcrnji* 
Dalej następuje wykaz alt&betyczny miast, osad i gmin, z oznaczc- 
iiiera stronicy odpowiedniej. Kończy skorowidz alfabetyczny wszyst- 
kicli miejscowości zaludnionych (miast, osad miejskich, wal, majo- 
ratów, przysiółków, folwarków, osad: fabryczny cli, lej^nych, młynar- 
skich, kolonji). 

Nie zapuszczając się w szezej^^óły pracy, ograniczamy się za- 
znaczeniem rezultatów ostatecznych: Gub. Radomska zawiera w so- 
bifi miast 10, osad 52, gmin 144, powiatów 7 i 3,752 miojscowoaci 
zaludnione. Ludności posiada gluw S 14,403, w tym 403,824 moż. 
I 410,579 kobiet. Obywatele posiadają ziemi dziesięcin 484,1^55, 
włościanie 486,040. Domów mieśłzkalnycli drewnianych S6,571, mu- 
rowanych 5,752. — Według powiatów: 





Friieetfzeii Liczba 






Bierni w ilde- domów za- 


Lndnońć 


Powiat 


BięciDach imies^kanych 




A 'Z? 


, ■S' 


. -= 


J. 




H 




11 

ÓS 




o 3 


Muro W! 
nych 






Radomski . , 


9130Ci77789 


13047 


937 


68310 


692H 


Kozienicki 


5488686105 


123611 


299 


58207 


5S28S) 


Iłżecki . . . 


49348 


802S6 


14144 


IJL3 


5.'t405 


5584^i 


Opatowski . 


74397 


62304 


1321)1 


1145 


59904 


()072& 


Sandomierski. 


55648 


44121 


10729 


890 


508()9 


51838 


Opoczyński . 


71932 


76844 


10897 


977 


52101 


S433a 


Konecki . . 


8(5648 


58591 


12394 


891 


59038 


G0329 



Życzyćby należało, aby i inne gubernje 
Hudomskiej, postarały sie o apiay podobne, a 
rzylyby one podręcznik informuryjiiy wielkiej 
w wielu razach dotkliwie odczuwać trzeba. 



nasze, idąc śladem 
w połączeniu utwu- 
eeny^ którego brak 



i 



i 



i 



bibljOorafja 438 



H- StimcÓW Rozbiór prac etnograficznych E. Ro- 
manowa. Peterrbar^, 1894, str, 103. 

Ratbiór i ocenę prac ludoznawczych Romanowa podjął prnf. 
gi^meów z polecenia peterzbarsklej Akademji Nauk; na skntek zda* 
nia krytjku, przysądzono p. Romanowowi mniejsze premjnm Mąka- 
rego, Fr&ca prof, SomcoWA nie tylko zawiera ocenę wszystkich ro- 
bot etnograficznych p. R., ale nadto podaje mnóstwo cennych zesta- 
wieiL utworów fiteratury ludowej bialornskiej z innemi. Rozpoczyna 
p. 8. od rozbLoni imj ważniejszej pracy Romanowa p. n.: „Białoruski 
Sbornik/ Sprawozdawca wykazuje wszelkie uchybienia, wady, błędy I 

] braki zbioru Bomauowa. Zeetawia pieśni, zebrane przez Romano- | 

wa, z innemi zbiorami bialoraskiemi, wielkoruskiemi i małoruskiemi, ' 

ZAStanawia się obB^erniej nad 7-Iu baladami; wogóle w zbiorze p. R. i 

pieśni białoruskie przedstawiają się blado, urywkowo i są ułożone ; 

cbaotyczoie. W obszernym zbiorze bajek białoruskich lepiej się p. \ 

R-wi powiodło; zajmujące ich wątki zestawia prof. S. z bajkami, zna* 
ncmi z innych iródeK Ocenia dalej recenzent zbiór zamawian, przy- 

ałowi i zagadek, apukryfów, ogłuszonych w książce p. R. Podał ' 

j, R. w Żgw. Star. i Etn. Obozr, dwa słowniczki gwary sztucznej 
t* zw,: ^katrnsznicklego lemezaia,'' tj. języka czapników m. Dry- 
biua gnb, Mohylowskiej^ i ^ 1 ubeckiego lementu,'' tj. mowy żebraków 
w tej^e giibernji. Prof. Samców przytacza wskazówki, gdzie ogła- 
szano słowniki gwar sztucznych, I podaje nawet próbę zestawienia 
tycb gwar w tabliczce, zawierającej 25 wyrazów; szkoda, że oprócz 
maEefikiego ubiorku Ziemby z ^^^i^^y^ 1890, str. 152, nie znał prof. 
S. Innych źródeł potskich, a mianowicie Estreichera „Owary złoczyń- 
ców-*' okazałoby się, że wszystkie owe 25 wyrazów jednakowo 
w gwarach sztucznych ruskicli i polskich się nazywają. Jesteśmy 
w mDŻności v^y kazać, ie gwary sztuczne są wcale dawne i ie od 
Odry do Donu^ a mole i datej, a od Karpat do morza Białego, 
jednego muszą być pochód zeula* Wspomina też sprawozdawca o ze- 
branym przez p. R. sennikn ludowym (w Etn. Obozr. 1889) i opisie 
gier dtieci Żydów białoruskich (tamże, 1891). Pomimo wad i bra- 
ków w układzie materjałn^ oraz jednostronności w jego ocenie 
wreszcie braku charakterystyki iycia ludu itp., pracami swe- 
mi p, Romanow w2bogaclł piśmiennictwo ludoznawcze, co chętnie, 
sprawozdawca mu przyznała polei^ając odznaczenie dzieł jego na- 
grodą, 

H. Ł. 

M- SumcÓW Bajki małoruskie według zbiorów Kol- 
berga i Moszyńskiej. Moskwa, 1894. Odbitka z zesz. XX J I 

Chcąc zapoznać badiczów ruskich z treścią bajek hnculskicli, 
zawartych w liczbie 77 w t, IV „Pokucia^ Koil>erga, i ukraiiiskich 
w t IX ^Zbioru wiad, doautr,^ a etnografom polskim podać W6ka« 



L 



434 B^BLJOGRAFJA 



zówki bibljograficzne, ^których brak nawet w lak naukow^^m wyda- 
niu akadeirickim, jak Zhiór toiad^ do antrop. krajowej^ aieinowi wi- 
doczną wadę współczesnego folkloru pulBkiego," o^iosił prof, Suiiic6w 
swą pracę. Podaje on tedy w części I ej nam er za immerem treść 
bajek z „Pokncia,'' a następnie cytuje znane eobie odpaianki w rdi- 
nych językach. W ten sam sposób w cz, II opowiada tre£ć i do* 
łącza wzmianki bibijograficzne do 37 p,Dajek" Moszyiiskiej z t. IX 
Zbioru, „Bajki pani M., pisze prol', Snmców, jak rra wybór, bar* 
dzo są zajmujące pod względem historyczno-literackim. Wogólo 
jest to zbiór przepyszny pod względem treści, zupełności i wa£* 
ności odmianek.*' 

Za cenne przez prof. S. podaoe wskazówki porównawcze toU 
kloryści wdzięczni mu tylko być mogą. 

Ra/ai Lubicz, 

P. Iwanów Opowiadania ludowe o „domowych/^ 
,^leszycb/^ wodnikach i rusałkach. Materjaty do charaktery- 
styki poglądów na świat ludności wlośola/iskiej pow. KupiaAgkiego. 
Charków, 1893, str. 62. Odb. z t. V-go „Sbor, Chark. Tow. hiat. 
filologicznego.' 

Mnóstwo zebrał tu autor podań z uf^t ludo o Istocie mitycznej 
t. zw. „domowego;'' w osobnych rozdziałach podał opuwiadania o po* 
staciacli, w jakich zjawia się domowy: ^domowy pod postacią czfo* 
wieka, kota, psa, niedźwiedzia, barana, szczura, cielęcia;'* przepo* 
więdnie, wyciągane z działań domowego. Co do pojęcia ludu u tej 
istocie pisze p. Iw. co następuje: „W poglfidach włościan na domo* 
wego znajdujemy dwa główne punkty wyjścia. 2^ wracając uwagę na 
pierwszy, wniesiemy, ie domowy, równie jak doia jest to duch pra- 
ojca, przodka, dziada, tj. osoby, biorącej udział w czynnościach po<- 
tomstwa swego. Wedłng poglądu drugiego, uznamy w domowym da* 
cha złego, czyhającego na zgubę ludzką. I^ogląd pierwazy przewa<» 
ża pomiędzy włościanami dalekich od miast słobód i chutorów, dru - 
gi pomiędzy mieszkańcami siół handlowych i nieco oświeconemi osob- 
nikami." Leszy jest to djabeł leśny w rodzaju naszego Boruty^ rów- 
nież jak OD szkodliwy, rowniei jak on płatający figle różne. Duch 
nieczysty, mieszkający w wodzie, zowie się „wodianoj'' Inb „wodia<> 
oyk," odpowiada wodnikowi, wódzia Ł^owi, topielcowi; przybiera prze- 
różne postacie: człowieka starego z brodą, dziecka, kozła, psa, ka- 
czora, ryby. Rusailń są to dzieci martwo urodzone, lub zmarłe nie* 
oehrzczonemi, oraz topielice; mieszkają w wodzie, ale biegają po 
polach i lasach; dzieci, które zmarły iiiechrzczonemi, zowią htkatow- 
kamt; napadają one na ludzi i niekiedy zalaskoczą na śmierć. „Rusał^ 
kin welykdeń/ święto rusałek bywx we czwartek po Zielonych Świąt- 
kach; cały tydzień po Zielonych Swjątlcach im jegt poświęcony; opie- 
wano wtedy pieśni rusalne, z których dwie przytaczał zbieracz. 

Opowiadania ludowe w pracy Iwanowa podano przeważnie w do - 
słownym brzmieniu, niekiedy tylkt^ w afree^cieTiMi. Wogjóle k»fążecz-' 
ka bardzo cenny do mitologji słowiańskiej przycj^ynck stan^ft^^j, 

if. Lubicz t 



r 



HiniiJOOKĄF,Tl 435 



PRZEGLĄD CZASOPISM. 



Ćesky Lid, rocznik III (2 r> lS9i), 

Ze$z^i 4, Dr. Novaciek podaje kopję dawnego regicstru o spo- 
sobie werbowania iolnierzy w Czechach w r. 18'34, — ^P. Hoatinaky 
(O nasi av£tsk6 piani lidoye) zauważyt, ie pielni południowe caiea- 
kie sączy nają §vc przewainie od intonacji; t,Ag]i, neni Lu, nenf.^ 
Erben intonacja t§ do nijnowa^yrh odnoai C2a86w i ntr^yrauje, ie 
początek awó] wywod^t od Łafica niemieckiego, który przekształci- 
wezy fiię w Czechach, priybrał cechy odrębne, różne od pierwotnego 
j.Landiera,*' P, Hostinskj przyznaje wprawdzie Erbenowi, ie od 
niemieckiego „Lftndlera" mole być zawrai taniec, a wl^c i rytm je- 
nm odpowiedni, ale przenigdy aama piesiL — Wincenty Zibrt podaje 
ilnatracje pochodów weselnych i dożynkowych, wyprawianych pod* 
czas koronacji Ferdynanda I w Pradze (dnia 14 wrze^aia 1836 r.), 
Ilustracji jeat oŚeo^ z tych sześć weselnych i dwie dożynkowe. — P, 
Ludmiła PodJaToriuska przynosi recepta słowacką na oczy, ró% ko-^ 
azel; podaje również sposoby łowienia ryb, oglądania skarb a i za- 
klinania. Recepta pocbodzi z n ISBO.^P. Dvorzak obdarza naa 
rękopisem % pierwszej połowy XVIII w,^ traktującym o przesądach 
ludowych, ^Zibrt amiescił rycinę tytułową z pamiętnego zbiorą Rit" 
tersberga (w Pradze 1825 r,}. Wyobraża ona muzyka, taniec i śpiew. 
—Nietoperz w mowie zwierząt u Słowaków (Gizraar, Zvireci mIova 
»a 3IovenskQ) nchodzl za czarta. Wróble na widok tego zwierzęcia 
ukrywają się na strychach, a gdy już straszydło zniknie im z oczu, 
jeden z najodważniejszych wróbli zapytuje: f|Był tu czart?*' Chór 
odpowiada: „Był^ był, był!" Następuje drin^ie pytanie: „A czy wziął 
kogo?" Chór na to: ,, Wziął, wziął, wziął! ' ,.A kogo?*' ,,Ciiłopa, 
chłopa, chłopa! '^ Wrona, mając w lecŁe dosyó żywności, gdy zoczy 
gnój koński, woła ze wstrętem: „Kak, kak^ kakl ' W zimie głodna, 
znalazszy cokolwiek, wykrzykuje: ,,Kolac7f kołacz, kołaczl^' Sruka, 
widząc zdechłego konia, pyta się wron: „Czyj to koń?'* One odpo- 
wiadają: ,,Nasz, nasz!" Następnie podrażniono takim pytaniem, wo- 
łają: „Biczykiem, biczykiem!'^ łnb: „Kołem, kołem!" Słowik, rankiem 
bndiąc człowieka, śpiewa: „Śpi, śpi, śpi — czapka gorel'^ Kogut sam 
tylko słyszy i^picw aniołów w niebie,- dlatego człowiek poboiny, sły- 
sząc jego pianie, powinien się prKeiegnae i pomodlić, — W powieś- 
ciach Czech południowych znać wpływ giermanski, ądzie karły ko* 
pią skarby (Povditi o pokladeeh z Jihoceska). — J. Żitek objaśnia 
znaczenie ^paszki," tj, zabawy przy ostatniej młócce pr^ed Bożym 
Narodzeniem. Jedna z dziewcząt bierze wiecheć ze słomy, a rznciw- 
szy miedzy parobków^ młócących w stodole, ncteka. Chłopcy rzucają 
się w pogoru Nagrodą szczęiliwego doganiacza bywa całus, n je- 
iełi schwytana jest gospodynie, muel przyrządzie ^ woje 31 a dogania* 



I 



436 BIBLJOOKAFJA 

OEOwi jajecznicę na maśle.— P. Staniek mówi o cearacli w okolicach 
Tyna nad Wełtawą. - Z lista p. Stnduiczki, o którym relację zdaje 
p, Zibrt, dowiadujemy się, ie w mniemaDiu Indu ezeakiego deazcEO- 
mierz ma własność rozpędzania chmur. Krążą takie wieści w^ród 
pospólstwa, jakoby niektóre towarzystwa ubezpieczeń iimyśfule przy- 
syłały na wieś te przyrządy, aby nie dopuściwszy de.szcziif nie pła- 
ciły za szkody od gradobicia. — Kr/ykacz (Ijejkal) w podaniach lu- 
dowych objawia się bądź w po&Łnci ptaka, hi\di człowieka (J6£. 
8oukal, O hejkaloYi). W pierwszym wypadku siada Da drzewie^ 
wykrzykując na przechodnia: „hej^ hej!'^ Na tego, kto się odezwie, 
wskakuje, tłucze skrzydłami i dziobie. Jako człowiek występuje w roz- 
maity cb postaciach. — Zibrt przywodzi trzy form a larze za prosi a 
na wesele i chrzty w XVIII w. — Z rysunkńw archi tektonicznych 
malarza J. Prouska, których publikację zawdzięczamy p, Zibrtowi, 
zwraca uwagę dzwoniea. Charakterystyką tych badowJi gą wysokie, 
gontami pokryte dachy, na których wznoszą się czworokątne ze 
czterema okienkami dzwonice, opatrzone trójkatnemi i sześć iciineoii 
daflzkami. Podstawą tej architektury jest bąd£ sześcian, bądź czw(>- 
ro^cian, przeprowadzony w całej figuraoji budynku. Okazy podobnej 
architektury są nierzadkie i u nas. Jest to^ o ile sądzić molemy, 
pierwowzór architektury zacłiodnio-sło w iauakiej. Nie widzimy tu jed- 
nakie ładnego symbolizmu. Gleki^we są ozdoby arcłtl tektoniczne, 
rzezane kozikiem. Jest tego ośm wzorów. Półkola w rozlicznych mo- 
dyfikacjach stanowią temat tej rzeźby ludowej. Inno cztery wzory 
wyobraiają kielichy, o ile się zdaje, wzorowane na kwiatach. Od- 
mian tych kielichów jest dziewięi'. Są tam figury^ zbliżone ks£ta!teai 
do odwróconego, z szeroką podstawą przecinka (comuia)^ następnie 
serca, poziomego s i asa z kart do gry. - Wacław Szwatz mówi 
o zwyczaju płacenia od maju, tj. od muzyki, która odbywa się w dm-* 
gi dzień Zielonych Świątek w Strakonicath.^ — Antoni Tomiczek objaś- 
nia, że woda studzienna w przesądach ludu czeukiego^ jest uwaiana 
za rzecz czystą. Dawniej dziewczęta zn oczyszczenie obrzędowe wo* 
dy studziennej otrzymywały w nagrodę od gospodyń jajka i masło, 
Plwanie na wodę jest uważane za grzech. Podobną r^lę odgrywa 
w pojęciach ludu ogień, będący dobrodziejstwem t karą bt^ią. Kto 
pluje na ogień, zarażony bywa strupami na ustach. (I u nas istnieje 
podobne mniemanie). Dzieci w zabawach ogień gasnący obrzucają 
kamieniami. Ziemia jest matką.^ Między referatami czytamy spiŁ* 
wozdanie p. Zibrta z pracy p. Dowojny-Sylwestrowicza ^Podania 
imujdzkie" (Bibl. msiy^ t. XII, Warszawa, 1892). Sprawozdawca 
zauważył, ie podania litewskie co do materjału często zgadzają sit^ 
z cieskiemi. — Zasługuje na uwagę dokończenie rozprawy p. Lubora 
Niederiego ,,0 nowszej epoce kamiennej w Czechach.'' — Ciekawą jest 
praca p. Matiegki o sierpach, tudzież p, Jarosława Haasza a kon- 
serwacji pamiątek archeologicznych, i p. Naleyki o kopcu we wsi 
Wrześniku w Miietinskim. — Krytyka i obfite wiadomości bibljogra- 
ficzae kończą ten zeszyt. 

W zesz. 6 p. Nowak przytacza pr(;ki]y ^^\l\t przy sl owi i przy- 
powieści, zebrany przez pedagoga sbwackie^^ti, ZhturccUlcgo, Jc&t tu 



! 



BifiLjaoRAj^ji 43? 



2,500 roiDsaitych przysłoni i przypowieiSci słowacki di, z który cl* 
wiele eamorodnych^ np.: Dziecię^ ^dj malc, zjada chleba a gdy duio 
serce poiera; Im więcej dziecię tym więcej OjczeD&szdw, a im wię- 
cej Ojctenaszów, tym wt^cej chleba: Starty iudzie mają aęby w io- 
łądka; Nie kaidy młynarz w zamączoDym kapelusza cUodzi; Co na- 
pisane, tego i kot nie wyliże. Niektóre przyfiłowia zgadzają się 
X polskiemj, np.: Kto wlezie między wrony, mugi krakać jak i ony; 
Co tam słychać? Nie cbcą stare baby zdycba^, a młode wyjść 2A 
m%ł,— Następuje ciąg dalaty artykuł Ja aa Hroazki o statku i cha- 
łapie w Chodzku; Pastmaka o nazwaeh ubiorów ałowackicb; o pod- 
danych w dobrach Podiebradzkicb w XVIII atuleciu- — P< Ernest 
Kraus w art. „Uoria i Głoska^ mówi oznaczeniu roi^bójnikó w w dra- 
matach ludowych, Horia i GEoska są to imiona przywódców ruchów 
iudowych w Siedmiogrodzie w XVin w. — p. Józet' Kiwania opisuje 
ubiory ludowe Słowaków na MoraAv;ich — Win, Ztbrt, Jan Soukup 
i Fr. Bareaz dają nam sprawę o hospodarzicifikach, czyli bó- 
stwach domowych w Ozechacli, H os poda rzicz e k Btrzsie dobyt- 
ku. Coś podobnego widzimy w przesądach ludowych na Litwie co 
do węiów, powszechnie w domach chowanych. O zwyczaju tym 
świadczy Hjeronim z Pragi w XV w, — August Hojny podaje nuty 
na tafice czeskie z oko Ho Nimburga. — P^ J, Knies mówi o wykopa- 
liskach przedhistorycznych % późniejszej epoki słowiańskiej na Mo- 
rawach, RefcTsty i nowiny archeologiczne kończą zesz, 5-y. 

J. F. Gajiler, 



Wiadomości Ces. Rus. Towarzystwa Etieografioznego. 
T. XXX, 1894. Zesz, I, II, III. 

Treić'-^ Tan6lew: W tnndracii Samojedów timauskich. Ohrucaew: 
Orograficzny zarys Nan Szanu. Stebnif^ki: Oznaczenie przyśpieszenia 
siiy ciężkości w Krymie i Szwajcarji, Roborowski: Wieńci z wypra- 
wy, Obrucżew: Wieści z wyprawy, {Zeaz* I). — Pozdniejew: Wyciecz- 
ka do Mongolji (z przedmową Semenowa), Stebnicki: Nieprawidłowe 
zboczenie pionu około Moskwy. Obrnczew: Orograficzny i gieotogtez^ 
ny zarys centralnej Mongolji^ Ordosu, wschodniej Gansu i północnej 
Szeusi, Wieści z wypraw, referaty itd, (Zesz, II). — Istomin i Lapu^ 
nów: Sprawozdanie z wyprawy w celu zbierania ruskich pieśni lu- 
dowych. Warnek: O organizacji przepowiadania pogody dla celów 
gospodarstwa wiejskiego 1 żeglugi w Stanach Zjednoczonych, Bogda ^ 
Dowicz: Uwagi o Knen Lunie. Zaleski: Temperatura wody w atad- 
niacb stepu Kulundiusktego itd, (Zesz, łll). 

Nie mamy tu miejsca na streszczanie bogatego materjału po- 
dróżniczego, zawartego w powyższych artykułach; podniesiemy więc 
tak z artykułów, jak i referatów tylko rzeczy ogólniejsze. 

Szczególnie zasługują tn na uwagę znów prace Obruczewa; uczo- 
ny ten daje w pierwszej z wyiej wymienionych prac taki zarys gie* 
miy Nan Szanu (wschodnia czę6ó Jiuen Lun u w okolicy jeziora 
Kakunor): 



438 BmLlOGUAFJA 



! 



Wielki przeciąg csasn oddziela morskie osady kamienno^węglo- 
iPej €ty (tj. osady nie tylko ptrjodu węglowego, ale oraa nieco od 
nich starsze i nieco młodsze) v; Nan Bzanie od osadów najnowsrego 
moFf^kiego zalewa; w ciąga tego czasti na powierEcbni dawnego dna 
morskiego wzniosły się potężne laucuchy górskie, w których dawne 
marskie osady zostały podniesione ua 18 — 20,000 stóp nad po wierzch-* 
nię morza, góry te podległy naturaSnio burzącej ^^.ialalności czyn- 
ników atmosferycznych, która trwa Uo chwili obi^cnej i nd bywała się 
bez przerwy, albowiem nowy morski zalew nie miał charaktem 
transgresji, jak dawny, lecz ingresji, to znaczy, że tale morskie nie 
zestry chowały gór (abrazja), jak w erze kamienno- węglowej, osa- 
ds^jąc na wygładzonej powierzchni abrazyjnej swoje osady, lecz 
wtargnęło tylko w doliny podłnźne z zachód a i wschodu. Ctaa tego 
ostatniego zalewa nie da się ściśle oznaczyć, ponieważ w jego ota- 
dach nie znaleziono dotąd szczątków organicznych; być moie obej* 
mnje on część perjodu kredowego i cały trzeciorzędowy. 

Nie wszystkie warstwy tycb osadów wy stępo ją w całym Nan- 
Szanie; prrytym charakter ich w różnych miejscach ulega zmianom* 
Wynika to stąd, ii z początkiem osŁatniego perjodu lądowego w Nan 
dzanie zaczęło się energiczne burzenie tycb kruchych osadów mor- 
akich i przeróbka ich na osady rzcczn o -jeziorne potrzedorzędowe 
i obecne; powtóre, warnnki osadzania się w tym płytkim morza 
z jego ticznemi zatokami i cieśninami łatwo mogły ulegać zmianoin 
w różny cb częściach Nan Szanu: gdy w jakiej S głębokiej zatoce 
osadzały się gliny, w aąsiedotej płytkiej równocześnie osadzały się 
piaski, a wpobliżu brzegów kongloaneraty; wreazcie zabarwienie osa- 
dów morskich zależy głównie od mineralogicznego i chemicznego 
skład n akał wypłókiwanych przez f&te morza lub przez rzeki do nie- 
go wpadające, a skały składające Nan Szan eą bardzo rozmaitej stąd 
możliwość różnego zabarwienia osadów jednoczesnych i mechanicznie 
jednakowych w różnych częściach Nan 3zanu. Z tych powodów do- 
kładna klasyfikacja tych najnowszych morskich osadów przy braku 
cech paEcontologicznych staje się niemożebną. 

Intensywna barwa czerwona, właściwa dolnej połowie tycb osa- 
dów, zależna od obfitości tlennikn żelaza, każe przypuszczać wilgot* 
ny zwrotnikowy klimat z bogatą roślinnością na górskich wyspach, 
które sterczały nad morzem tej epoki; przy obUtości wilgoci i wyso- 
kie) temperatnrze grantu, zasłonionego od osuszającego bezpośrednie- 
go wptywn promieni słonecznych i od apłó kującego działania deaz* 
czów przez bnjną roślinność, odbywa się energiczne wietrzenie skał, 
sięgające na znaczną głębokość; gnijąca roślinność pochłania z po- 
wietrza znaczną ilość kwasn węglanego, który zamienia różne sole 
żelaza, zawarte w skałach, na tlenniki, i takim sposobem tworzy się 
latcrytj ceglano-czerwony grnnt Indji^ Brazylji i innych krain zwrot<> 
nikowych z klimatem wilgotnym, (Porówn, „Rroiiikę gieograficiną" 
w W/śie^ V, 526, 1891 r.). Ten sam proces musiał się odbywać na 
wyupach Kan Szann, a spłókujaca działalno.-^r wody j;ruiiiad/fła wsa- 
Mitidnim morza osady czerwona. 

luteasywność zabarwi eitia czerwuuego ataUnie ku warslwom 



r 



blfeLJOGRAFJA 43d 

wyzftiyn>, nJoiIs/jin; to pokazuje, źc klimnt z liic^icai c/asn nlo^ral 
imianie^ a]iaiio\\i^ie eti^wal się Bucliszym; w ki. macic siicliyfo prze 
waift rozkład mecljaniezny nad chemicznym, i dlatego osady morskie 
mają przybliżenie tę laroą barwę, co i skały, z których rozkrnszenia 
powstały. 

To oenszcnie klimatu wywarło w końca wpływ i na morze, 
które zaoieło Bię zmniejszać, i Nan Szan osuszył się (czy nie od- 
wrotnie, tj, czy natępowanie morza nie wywarło wpływa na osusze- 
nie klimatu? — Rtf,) Tym sposobem zbadanie najnowszych morskich 
oaadów Kan ^zanu doprowadza do ciekawego wniosku, że zwrot od 
klimnt u wilgotnego do sncbego, który panuje obecnie w Azji Cen- 
tralnej, rozpoczął eię j^t w perjodzie trzeciorzędowym. Morze, które 
w Xan Szanie pozo»tatviło wyżej wspomniane osady, zalewało leź 
i puetyuię Gobi; jest to Chan Chaj Richthofena: Po nstąpienin tę- 
ga morzA z obszaru Nan Sza nu (w Qobi mogły jeszcze pozostać 
wtedy }ego resztki)^ zaczął się dla tych gór perjod lądowy, trwający 
dotąd; na początku tego perjodu nastąpiły dyziokacje: serja warstw 
cbanehajskich utworzyła szereg fałd w dolinach podłuiuych między 
grzbietami i na skrajach Nan Szanu; dyziokacje to są znaczniejsze 
w zachodnim Nan Szanie, niż we wschodnim, gdzie w kotlinie Si' 
niuskiej nawet nie ttylo dyzlokacji fałdowej. Najnowsza dyzlokacja 
wzmocniła dzi