Skip to main content

Full text of "Wśród Sloweńców: szkice z życia uspolecznionych pobratymców"

See other formats


This is a digital copy of a book that was preserved for generations on library shelves before it was carefully scanned by Google as part of a project 
to make the world's books discoverable online. 

It has survived long enough for the copyright to expire and the book to enter the public domain. A public domain book is one that was never subject 
to copyright or whose legał copyright term has expired. Whether a book is in the public domain may vary country to country. Public domain books 
are our gateways to the past, representing a wealth of history, culture and knowledge that's often difficult to discover. 

Marks, notations and other marginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journey from the 
publisher to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to 
prevent abuse by commercial parties, including placing technical restrictions on automated ąuerying. 

We also ask that you: 

+ Make non-commercial use of the file s We designed Google Book Search for use by individuals, and we reąuest that you use these files for 
personal, non-commercial purposes. 

+ Refrainfrom automated ąuerying Do not send automated ąueries of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a large amount of text is helpful, please contact us. We encourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attribution The Google "watermark" you see on each file is essential for informing people about this project and helping them find 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just 
because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can't offer guidance on whether any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
any where in the world. Copyright infringement liability can be ąuite severe. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's Information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps readers 
discover the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli text of this book on the web 



at |http : //books . google . com/ 




Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznych pólkach, zanim została troskliwie zeska- 
nowana przez Google w ramach projektu światowej biblioteki sieciowej. 

Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego 
dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego 
dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony 
dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy. 

Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając 
długą podróż tej książki od wydawcy do biblioteki, a wreszcie do Ciebie. 

Zasady użytkowania 

Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich 
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych 
pokoleń. Niemniej jednak, prace takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostarczać te materiały, podjęliśmy środki, 
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów 
komercyjnych. 

Prosimy również o: 

• Wykorzystywanie tych plików jedynie w celach niekomercyjnych 

Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w niekomercyjnych 
celach prywatnych. 

• Nieautomatyzowanie zapytań 

Prosimy o niewysyłanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia 
badań nad tłumaczeniami maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest 
dostęp do dużych ilości tekstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym 
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni. 

• Zachowywanie przypisań 

Znak wodny "Google w każdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowych 
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać. 

• Przestrzeganie prawa 

W każdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że 
skoro dana książka została uznana za część powszechnego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam 
sposób traktowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych krajów, a 
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność 
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej używać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za 
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe. 

Informacje o usłudze Google Book Search 

Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book 
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst 



tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem http : //books . google . com/ 






7 -^ '^ 








A» L. Szymański, 



WŚROiD 

SŁOWEŃCÓW. 



Warszaira 
1908. 



' / 






,■■ ■■ /" 



i J 



UNlvtKMiT wr wii,nitoAn 







Wśród Słoweńców. 



-H '; 



■H 




^6 

sił 



w Drukarni Noskowfkiego, Warecka 36 15. 



//R^s/:? -^^r 



w drodze. 

... A więc przedewszystkiem niech pan 
jedzie do Słoweńców! Kraj niewielki, naród rów- 
nież niezbyt liczny — ale za to tak uspołecz- 
niony, że daj Boże, abyśmy za lat dziesiątek do 
tego doszli! 

Począłem si§ zastanawiać, cz^by nie pójśó 
za tą radą, tembardziej^ że dawał mi ją człowiek, 
który nigdy nie radzi bezmyślnie. 

A kiedy rozczytałem się w uwagach ar- 
cybiskupa J. Teodorowicza , zamieszczonych 
w ankiecie „Przeglądu Powszechnego," — kiedy 
przejrzałem broszurę księdza Leopolda Lenarda 
„Praca chrześciańsko-społeczna w Południowej 
Słowiańszczyźnie," — przestałem się namyślad 
i ruszyłem via Kraków, Wiedeń do Lubiany. 

Tam w Wiedniu ^„na Dunaju''^— jak mówią 
Słoweńcy — rozpoczęły się właśnie posiedzenia 
parlamentu i wszyscy wybitniejsi przedstawicie- 
le stronnictwa chrześciańsko-społecznego jako 
posłowie przebywali w Wiedniu. 
k I Jadę tedy „na Dunaj" dla poznania się 
z posłami słoweńskimi... 



Gdy wieczorem, wyjeżdżając koleją połud- 
niową z Wiednia, robiłem przegląd swoich 



6 

wrażeń i spostrzeżeń % pobytu w nadduDajskiej 
stoli cyj to przede wszystkiem rzuciło roi sig w o- 
%%y wzmaganie żywiołu słowiańskiego w tern 
mieśoiep Prawda, że dziś jeszcze ci polacy, 
czesi, Chorwaci, sIoweńcjTj słowacy — to przeważ- 
nie robotnicyj rzeniieslnicyj wyrobnicyj drobni 
przekupnie, ale już i handel zaczynają obejmo- 
wać i do innych zawodów cora^ liczniej wcho- 
dzą. To jest widoczne, to na każdem kroku 
stwierdzić można. 

I jeżeliby Wiedeń można uważad było za 

barometr stosunków w calem państwie — to stan 

sprawy słowiańskiej w cesarstwie austryjackiera 

j byłby pomyślny. ^ 

J Dziś, po bliższem rozejrzeniu się w sto* 

I sunkach słowiańszczyzny pod berłem Austryi, 

widzę i jestem moralnie przekonany, że czesi, 

(I Chorwaci, sloweńcyj rusini — sprawy swojej 

dopilnują i zejśtJ jej z porządku dziennego na- 
turalnego rozwoju nie pozwolą. 

Te] stanowczej pewnościj tego bezwzględ- 
nego przekonania co do nas, co do sprawy po- 
laków, niestety, nie posiadam i wzbudzić w so- 
bie nie mogłem. 

Tam czesi, chorwacij a nadewszystko Sło- 
weńcy zaczęli od podstaw^ od organizowania 
I " społeczeristwaj a dopiero później, dopiero teraz 

I biorą się do „wielkiej" polityki. 

W Galicyi było odwrotnie: pierw nasi dzia- 
łacze robili „wielką" politykę, pracę społeczną 
\ trakti^ąc filantropijnie. 

^ Tymczasem ^ wielka" polityka bankrutuje^ 

a w organizowaniu społeczeństwa znaleźli się 

UjjUsłużni^ wyręczy ciele. "-Jacy? To wskazuje co- 
dzienne życie galicyjskie... 



II. 
Lubiana. 

Ledwie się wyjedzie koleją południową 
z Wiednia^ a wnet tak piękne krajobrazy za- 
czną się przesuwa<5 z obydwóch stron toru, że 
doprawdy nie wiadomo, w którą stronę pa- 
trzed. 

Mnie wybawiła z kłopotu noc ciemna: je- 
cłiałem bowiem pociągiem nocnym. Zresztą tak 
byłem zmęczony, że wątpię, czy nawet przy 
dniu najładnieiszym byłbym zdolny do napa- 
wania się pięknem roztaczających się dokoła 
krajobrazów. 

Gdy więc nad ranem z przedziału ubyło 
nieco pasażerów, skorzystałem ze sposobności, 
aby wyprostować choć na parę godzin utru- 
dzone nogi i całe ciało, a taka nieco dogodniei- 
sza pozycya rychło pozwoliła mi się przenieść 
w najcudniejszą wówczas dla mnie krainę — 
w krainę snu. 

Zbudziłem się około 8-ej rano na przystan- 
ku Koetsch i po śniadaniu, pokrzepiony podwój- 
nie: snem i jedzeniem, zacząłem rozglądać się 
w malowniczym krajobrazie gór. 



8 



Przejeżdżamy Styryę — po słoweńsku: Sata- 
jerskOf wreszcie wjeżdżamy do Krainy. Język 
słoweński panuje juz wszechwładnie. Słyszy go 
się na wszystkie strony i widzi w napisach sta- 
cyjnych: Sagor — Zagorje^ Lital — Litija^ Eress- 
mtz — Kresnice^ Laase — Laze,- Salloch— Za/ogf i... 
Laibach — Ljubljana. 

Lubiana! W jednej chwili jestem na pero- 
nie, a w drugiej — w karetce hotelu „TJnion.'' 
Prędzej, prędzej, dostad się do numeru, obmyd, 
oczyścid z pyłu i dalej na miasto! 

Nie zdążyłem jeszcze doprowadzid do cał- 
kowitego porządku swój ubiór, gdy u dzwi roz- 
legło się pukanie. 

— Proszę! 

I ukazuje się sympatyczny autor „Pracy 
chrześciańsko-społecznej w Południowej Słowian- 
szczyźnie" ;ks. Leopold Lenard. 

Dowiedział się już o mojem przybyciu i 
z prostotą a szczerością, która wogóle cechuje 
Słoweńców, ofiarowuje mi swoje usługi przewod- 
nika, póki sam się nie zaaklimatyzuję dosta- 
tecznie. 

Dziękuję serdecznie i nie tracąc czasu — 
(słoweńcy ogromnie nie lubią tracid czasu na- 
próżno) — idziemy na miasto. 

Pierwsze wrażenie bardzo dodatnie. Mia- 
sto czyste. Tramwaje elektryczne. Oświetlenie 
także. Wszystkie nowsze domy w stylUj,mo- 
derne" bez karykaturalnej przesady.. Wiele 
gmachów poważnych, publicznych. Środkiem 
miasta rzeczka Ljub^anica, dopływ Sawy. Wie- 
le nieporównanych lipowych i kasztanowych alei 
spacerowych brzegiem rzeki i dokoła miasta. 
A wszystko to otoczone, niby pierścieniem, łań- 
cuchem porosłych lasami gór. 




Nlyfi^^jl'-' >)' WJ-:.- ..*/< 




9 



Idziemy ulicami, przechodzimy przez licz- 
ne, — lekkie w swej konstrukcyi,— mosty na Lu- 
blanicy i co kilkadziesiąt kroków zatrzymuje- 
my się to przed jakim gmachem, to znów przed 
pomieszczeniem jakiej instytucyi. Robimy o- 
gólny przegląd. 

Co chwila nad licznymi sklepami spoty- 
kam już to większy, już to mniejszy napis: 

Trgovina s ra^noversłnim 
BLAGOM 

i... uśmiecham się mimowoli. 

Bod przeciętny, a „domyślny" warszawiak 
bez wahania przetłómsdtczyłby napis taki, jako: 
y^Handel wszelkiego rodmju blagą" i ze zwiedze- 
nia Lubiany gotów byłby wywieśd przekonanie, 
iż jest to centrum handlu blagą na świat cały. 

Tymczasem mało jest chyba miast w Eu- 
ropie, w którychby mniej było blagi, niż tutaj. 
A ta „blaga" na wszelki sposób na znakach 
sklepowych odmieniana, to tylko oznacza to- 
wary. „Trgovina z raznowerstnim" — 
brzmiałoby w terminologii warszawskiej: sklep 
z norymberszczyzną." („Blago" słoweń- 
skie odpowiada polskiemu „towary," chód tenże 
wyraz oznacza wogóle mienie). 

Po dwugodzinnem oglądaniu miasta podą- 
żamy na górę zamkową, która w środku miasta 
wznosi się wysoko ponad szczyty domów i 
drzew. Wejście na górę wygodne. Idzie się 
drogą wężową o łagodnym spadku, — żwirowaną; 
w miejscach bardziej stromych i na zakrętach — 
poręcze; co kawałek— ławki do odpoczynku dla 
nie wytrzymałych do chodzenia po górach mie- 
szkańców równin. Wszystko to zasługa miejsce- 



10 



wego Stowarzyszenia turystycznego, które nie- 
tylko w obrębie i w okolicach Lubiany, ale po 
całym kraju rozwija swoją działalność. 

W kwadrans jesteśmy na wierzchołku: 

— Lep raisgled! Piękny widok! 

Przepiękny można powiedzied bez przesa- 
dy. W dole wśród zieleni miasto, wokrąg ścia- 
ny gór, hen w dali na horyzoncie widad szczy- 
ty skał nagich, chmur sięgające, — a wszysko to 
skąpane w blaskach słońca, gorących, jasnych, 
jaskrawych aż do bólu oczu. 

— Chodźmy do zamku. 

Przez potężną bramę wchodzimy na dzie- 
dziniec. Przewodnik mój zwykle uśmiechnięty, — 
dziwnie poważnieje, silnym oddechem podnoszą 
mu się piersi, zakłada ręce i na chwilę rozmowa 
się przerywa... 

— Wie pan, dziwnie przyjemnego, pokrze- 
piającego uczucia doznaję za każdym pobytem 
wśród tych ponurych murów. Toc ten zamek 
jeszcze do niedawna był niemiecki, stąd niem- 
czyzna przez wieki roztaczała nad nami swoje 
panowanie — a dziś i ten zamek i wszystko, co 
widad dokoła — nasze, słoweńskie. Zaborcza fala 
niemiecka musiała ustąpid przed świadomą swej 
siły solidarną pracą narodową. Pracą u pod- 
staw, cichą, spokojną, bez rozgłosu — ale pro- 
wadzoną z planem, z wytrwałością, z jasnym 
poglądem na życie, z ideałem wiary w sercu. 

Pięddziesiąt lat temu stolicę ziemi naszej 
niemcy mogli nazywad Laibachem, bo to rze- 
czywiście było miasto niemieckie. Mowę sło- 
weńską słyszed można było tylko w górach 
wśród pastuchów, w zapadłych wsiach wśród 
ludu rolniczego. Ktokolwiek zbliżył się do 
miast, ktokolwiek wspiął się wyżej po stopniach 



u 



drabiny społecznej-^przyjraował mowę i obyczaj 
miemiecki; nieinczyj się bezpowrotnie. 

A dziś — porairao braku silniejszych trądy- 
cyi historycznych, pomimo braku inteligencyi 
rodowej j — przy niesłychanie trudnych warun- 
kach pracy, którą w każdym kierunku trzeba 
było zaczynad od najpierw szych początków — 
dziś doszliśmy do tejEro, że na swojej ziemi je- 
steśmy znowu panami. Obecnie w Krainie niem- 
cy stanowią tylko 5% ludności, 95 — ^/^ Słoweń- 
ców, a w Gorycyi, Styryij Istryi i Karyntyi 
wszędzie z dnia na dzień wymagamy się liczeb- 
nie i kulturahiie. 

Ten zaraekj tak doskonale widoczny z ka- 
żdego punktu naszej stolicy, — to ognisk o^ z któ- 
rego niemczyzna promieniowała na kraj cały, — 
dziś wykupiliśmy! Urządzimy tu muzeum naro- 
dowOj aby jak dawniej był on symbolem wła- 
dzy niemieckiej, tak dziś bgdzie godłem nieu- 
stannej pracy odrodzenia narodowego. 

Niech wszystkim rodakom przypomina o 
obowiązkach względem kraju, a przed wszyst- 
kimi obcymi niech świadczy, że tu dziś nie 
^^Laibach," lecz Lubiana],. 



i" 



Jeżeli pierwszego dnia z ogólnego przeglą- 
du miasta odniosłem wrażenie dobre, to w miarę 
dalszego zapoznawania się z niem, wrażenie po- 
czątkowe pogłębiało się^ potężniało j urastając 
do czci dla tych, co tę utraconą stolicę z po- 
wrotem dla kraju odzyskali. 

Wrażenie takie rauai odnieść każdy polak, 
przyzwyczajony do rozwichrzonych stosunków 
u siebie w domu, gdy się uważnie przyjrzy tej 



I 
h 



12 

wielkiej, poważnej, skupionej pracy społecznej 
wśród Słoweńców. 

Przedziwnie potrafili skojarzyd w swojera 
usposobieniu nabytą niemiecką praktycznośd i 
systematyczność? z wrodzoną słowiańską rzutko- 
ćcią i lotnością. 

Dzięki temu w znacznej części przypisać 
należy tak świetne i tak szybkie zwycięstwo 
narodowe w walce z niemcami. Słoweńcy, 
wchłonąwszy w siebie przymioty przeciwników, 
mieli nad nimi przewagę o cały szereg swoi- 
stych przymiotów charakteru własnego. 

Tak, to był czynnik sprzyjający zwycię- 
stwu — ale samo zwycięstwo zawdzięczają Sło- 
weńcy przedewszystkiem swemu duchowieństwu 
z episkopatem na czele. 

Księża byli głównymi przywódcami odro- 
dzenia narodowego i również księża są dziś głów- 
nymi pracownikami materyalnego wzmożenia 
ludności. 

Gdy idea odrodzenia narodowego wykwi- 
tła w południowej słowiańszczyźnie w pierw- 
szej połowie zeszłego stulecia — duchowieństwo, 
stanowiące jedyną inteligencyę słoweńskiego 
ludu, zrozumiało swe posłannictwo i podjęło je 
mężnie, podjęło z zapałem, a raz podjąwszy, do- 
prowadziło do końca z wytrwałością i zapar- 
ciem się. 

Dziś pierwsze pokolenie tych bojowników 
o budzącą się narodowośd zeszło już do grobu. 
Ci nieliczni co jeszcze pozostali, po pracowitym 
żywocie w zasłużonym spokoju spędzają resztę 
dni swoich, oddawszy pracę młodszym. A ci 
nowi, ci młodsi, ani o włos nie ustępują w dziel- 
ności swym poprzednikom. Objąwszy w posia- 



m 






danie placówki zdobyte|— z rokiem każdym ado- 
bywają coraz to nowe. 

Mało tego! Słoweńskie duchowieństwo obec- 
ne, odpowiednio przygotowane w seminaryurn 
do zrozumienia współczesoego ducłia ozasu^ n\& 
zadowolnilo się samą prac^ oświatowo-narodo- 
wą, ale nie zaniechawszy jej— całą moc wytęży- 
ło w kierunku organizowania ludu dla osiągnię- 
cia materyaluego podniesienia społeczeństwa, 

Jak tamci poprzedni dziehiie spełnili swój 
obowiązek względem narodowości, tak obecui 
następcy godnie spełniają obowiązek pracy kul- 
turalnoekonomicznej. 

I to na ziemi słoweńskiej musi przyznatS 
każdy, nie tylko bezstronny, ale i człowiek chod- 
hy jaknaj bardziej wrogo „z zasady" względem 
wsz^rlkiego duchowieństwa usposobiony. 

Obecnie do pomocy duchowieństwu w pra- 
cy społecznej stanęło już grono inteligencji, 
ale znów trudno nie zaznaozyó, że wychowanie, 
że przygotowanie tego młodego zastępu inte- 
ligencyi jest również zasługą tegoż samego du- 
chowieństwa... 

Gdym jadąc do Lublanjr spotykał się tu 
i owdzie z pochwałami dla działalności ducho- 
wieństwa słoweńskiego, z pochwałami bez za- 
fitrzeżeń prawie wyraźanemi^ mimowoli — do- 
świadczeniem życiowem kierowany — posądza- 
łem ludzi o pewną stronnoścj ale po przybyciu, 
na miejscu, po dłuższem i wszechstronnera zba- 
daniu istoty rzeczy — widzę, iż pochwały słyszane 
były raczej zamało, niż zabardzo entuzyastyczne. 

Niechże jednak przemówią same fakty^ 
niech przemówią dowody rzeczowe, boć wiado- 
mo, dzieło najlepiej świadczy o swym twórcy. 



i 



14 



Tak więc w Lublanie obecnie istnieją na- 
stępujące instytucye, powstałe dzięki lub skut- 
kiem działalności społecznej duchowieństwa: 
1) „Ljudska posojilnica'' (Ludowa kasa pożycz- 
kowa) a właściwie bank, stanowiący centralę 
^la wszystkich kas poźyczkowooszczędnościo- 
wych, rozrzuconych gęsto po prowincyach, za- 
mieszkałych przez Słoweńców. 

Zaznaczyć przytem należy, iż rozpowszech- 
nione są jedynie kasy systemu Raiffeisena, zda- 
niem tutejszych działaczy, niczem niezastąpione 
i nieocenione dla społecznego wykształcenia i 
wyrobienia ludności wiejskiej. 

2) ^Zadrużna zve8oP (Związek stowarzy- 
szeń) — ognisko wszystkich stowarzyszeń kultu- 
ralnych i ekonomicznych. Główne zadanie— to 
ideowa i praktyczna praca nad szerzeniem ru- 
chu stowarzyszeniowego, oraz kontrolowanie 
działalności wszystkich istniejących stowarzy- 
szeń. 

3) „Katolicki siwiązeh prasowy^ posiadający 
własną księgarnię i drukarnię. Związek ten wy- 
daje i popiera cały szereg pism i książek sło- 
weńskich. 

4) „Gospodarska zvezd** (związek) z filiami 
po całym kraju — zajmuje się pośrednictwem 
w zbywaniu produktów rolnych, oraz hurtowym 
zakupem nasion, nawozów sztucznych i narzę- 
dzi dla swoich członków. 

5) p8lovensJca krs£fcmnsko - socialna meza"^ 
(Ohrześciańsko - społeczny z\iiązek słoweński) 
z filiami po całym kraju. Stowarzyszenie kultu- 
ralno-oświatowe. 

6) „Kmeóka zvem^ (Związek włościański)-— 
stowarzyszenie polityczne. W organizacyi tej 



T 



15 



ludnośd skupiona okręgami, stosownie do tery- 
toryalnych okręgów wyborczych- 

Lecz to nie wszystko! Nie wymieniam tu 
instytucyi tych, co do których stosunek ducho- 
wieństwa trzeba bidzie obszerniej omówić! i 
wyjaśnid, — nto wymieniłem też całego szeregu 
związków prowincyonaloych jak ^I)rm^twQ s#- 
Mohorja^ w Celowcu (Stowarzyszenie Św. Mo- 
hora) lub też zrzeszen o specjalnym charakte- 
rzej jak ^Drus^tro detoljubow^ (Stowarzyszenie 
przyjaciół dzieci), 

A jak te stowarzyszenia działają? Nieba- 
wem opiszt'„, 



IIL 



9> 



Zadrużna Zveza/ 



Związek stowarzyszeń. O nim naj- 
pierw pisad będę, bo zaszczyt ten, jakkolwiek 
nie z wieku, ale z urzędu słusznie mu się 
należy. 

Tak się szczęśliwie złożyło, że przybyłem 
do Lubiany na dwa dni przed dorocznem ogól- 
nem zebraniem, ,,Zadrużnej Zvezy," więc od- 
razu miałem możnośd poznania i ludzi, co pro- 
wadzą instytucyę, i ludzi, co stanowią insty- 
tucyę. 

Zebranie odbyło się w wielkiej sali kon- 
certowej hotelu „Union." Przedstawiciele zrze- 
szonych stowarzyszeń przybyli nader licznie; 
wśród zebranych spora ilośd księży, większość 
młodych, chód i starszych wiekiem garstka 
znaczna. 

W oczekiwaniu rozpoczęcia obrad na sali 
potworzyły się kółka i kółeczka. Tu i owdzie 
omawiają pierwsze sesye parlamentu wiedeń- 
skiego, ale na ogół większośd zastanawia się nad 
różnemi sprawami bezpośrednio, bliżej z życiem 
codziennem związanemi. Przechodzę od gro- 



17 



madki do gromadki, przysłuchigę się rozprawom, 
rozglądam wśród ludzi. 

Każdego z nas, przywykłego do naszych 
stosunków, po przybyciu do Słoweńców muszą 
przedewszystkiem zwrócid ywagę dwie, rzucają- 
ce się w oczy, rzeczy: 1) ubranie księży, 2) spo- 
sób ich obcowania ze świeckimi bez względu 
na położenie majątkowe czy stan. 

W życiu codziennem wszyscy księża, z wy- 
jątkiem bardzo poważnych wiekiem, zamiast 
sutanny, używają zwykłych tużurków, cokol- 
wiek tylko dłuższych od używanych przez 
świeckich. I to nawet nie koniecznie z gładkiego 
szarego materjału, chód zawsze koloru ciemnego. 
^jj; mszenie tużurków daje księżom większą 

jrigj swobodę ruchów, a chód trochę ujmiye „uro- 
ji; czystościj, zewnętrznego wyglądu, to jednak 
' w najmniejszym nawet stopniu nie odbiera po- 
cjj wagi, jaką się wśród Słoweńców duchowieństwo 
(jj cieszy. (Dalszych wniosków z tej obserwacyi 
j. nie będę wysnuwał, bo to jest temat do od- 
5, • dzielnej bodaj rozprawy pod tytułem: ^Istotna 
powaga duchowieństwa a uroczysty wygląd." 
Prawdę powiedziawszy, — ale to w nawia- 
sie, — rozprawa taka bardzoby się i u nas 
przydała). 

Go do drugiego spostrzeżenia, to wśród 
Słoweńców taki jest zwyczaj, że ksiądz, — bez 
względu na stopień hierarchiczny, — do włościa- 
nina, rzemieślnika czy inteligenta zawsze w ży- 
ciu powszedniem przemawia jak równy do rów- 
nego, zawsze w stosunku jest jednakowy. 
I odwrotnie gospodarz wiejski, robotnik miej- 
ski zbliża się do księdza po radę czy pomoc nie 
jak do jakiejś „wyższej osoby," ale ot, zwyczaj- 
nie, jak równy do równego, dobrego człowieka, 

Wśród Słoweńców, 2 



18 



który całem sercem i umysłem rad zawrze swym 
bliźnim posłuźyd. 

Już to trzeba przyanad^ że demokracja 
wśród Słoweńców naprawdę weszła w życie 
i przesiąkła we zwyczaje. 

• Niechby u nas, — jak to tutaj często wi- 
dzieć można, — cłiłop na wsi czy robotnik lub 
rzemieślnik w mieście w czasie rozmowy pokle- 
pal księdza po ramieniu— to, doprawdy, nie wy- 
obrażam sobie, jaki skandal byłby następstwem 
takiej poufałości. 

A tu w Słowenii, przed chwilą chłop po- 
klepał po ramieniu swego proboszcza czy wi- 
kar^sza, w dalsz3rm ciągu rozmowy ksiąds po- 
klepie chłopa, i nikt nie czuje się obrażonym 
czy zadraśniętym' w swej godności osobistej. 

Rozumie się, — dodaję, aby ubiedsi zlośli- 
wych, — nie piszę o tem z zamiarem zalecania 
klepania się wzajemnego po ramionach w cza- 
sie rozmowy. Pakt powyższy zaznaczyłem, ja- 
ko dosadnie charaktery żyjący prostotę stosun- 
ków codziennych, pozbawionych balastu zby- 
tecznych ugrzecznień i wyszukanych wykwin- 
tności form, tak często będących płaszczykiem 
obłudy i nieszczerości, lub zarozumiałości i 
pychy!.. 

Ale tymczasem dzwonek od stołu prezy- 
dyalnego kładzie kres wszelkim rozprawom i 
moim refleksyom. Za przykładem wszystkich 
zajmuię miejsce i natężam uwagę. 

Posiedzenie zagaja ks. dr. Jan Krek, poseł 
do parlamentu, b. regens seminaryum, dusza ca- 
łego chrześciańsko - społecznego ruchu wśród 
słoweńoóWi 

Po załatwieniu zwykłych formalności po- 
siedzeniowych dr. Krek zal)iera głos, jako prze- 






ar 



tt 



19 



wodniczący zwierzchnictwa zarządu*^) i stwier- 
dza z zadowoleniem coraz większy rozwój 
związku. Dalej wskazuje na potrzebę rozwinię- 
cia działalności w Istryi i Dalmacyi, gdzie je- 
szcze najmniej ludnośd jest zorganizowana, 
wreszcie zawiadamia o pomyślnym wyniku za- 
biegów „Zadrużnej Zrezy," co do zamawiania 
przez władze wojskowe dostaw produktów u sto- 



'^ y^SiTzjszeń, należących do zrzeszenia. 
^' Z następnych przemówień i odczytanych 

sprawozdań coraz wyraziściej występuje wszech- 
^! stronna działalność i wszechstronna doniosłość 
^ ^Zadrużnej Zyezy" w spoteczno-ekonomicznem 
^ *3rciu Słoweńców, a uważne przejrzenie łaska- 
^ wie doręczonego mi na posiedzeniu drukowa- 
nego sprawozdania ostatecznie o tern przeko- 
S nywa. 

^ „Zadrużna Zyeza," z końcem roku 1906, 

1 była zrzeszeniem 841 stowarzyszeń, rozrzuco- 
nych po całym terenie osiadłości Słoweńców. 
' Dziś w połowie 1907 r. do związku należy już 
380 stowarzyszeń — do końca roku liczba ta 
z pewnością wzrośnie po nad 400. Jeżeli dla 
- porównania dodamy, iż w 1905 roku w zrzesze- 
niu było tylko 274 towarzystwa — ^to szybki roz- 
wój tego -Związku stowarzyszeń" uwydatni się 
w całej pełni. 

Wśród wymienionych pod koniec 1906 r. 
341 — zrzeszonych stowarzyszeń było: 183 kasy 
pożyczkowo - oszczędnościowe, 88 towarzystw 
spożywczych, gospodarczych i włościańskich, 



*) Sprawami „Zadrużnej Zyezy** kierują nastę- 
pujące władze: zarząd z 15 członków, zwierzchuiotwo 
zarządu z 5-oiu członków i dozór (rodzaj komisji re- 
wizyjnej) również z 5-ciu członków się składający. 



20 

46 mleczarni, 6 związków winiarzy, 2 związki 
oliwiarskie, 2 związki bliżej nieokreślone w spra- 
wozdaniu, 2 towarzystwa gwoździarzjr i meta- 
lowców, 1 związek mularzy, 1 związek stolarzj, 
1 związek kamieniarzy, 1 związek młynarzy, 1 
towarzystwo stawiania mostów, 1 związek ogrod- 
ników, 1 związek bednarzy, 1 związek szewców,^ 
1 związek towarzyszów sztuki drukarskiej, 1 
związek warzywników i wreszcie 1 związek ho- 
dowców bydła. 

Co za cel, co za pożytek kojarzenia z sobą 
stowarzyszeń tak różnorodnych. 

Cel jest przedewszystkiem ten, aby w^szy- 
stkim związkom dopomódz do prawidłowego 
działania i rozwoju. Dla osiągnięcia tego zada- 
nia wśród funkcyonaryuszów swoich „Zadrużna 
Zveza" posiada 2 rewizorów vel rewidentów 
i I-go nadrewizora, który jest zarazem sekreta- 
rzem zarządu. 

Obowiązkiem tych urzędników związku 
jest ciągłe przenoszenie się z jednej miejsco- 
wości do drugiej i sprawdzanie ksiąg stowarzy- 
szeń oraz wogóle zaznajamienie się z całym ich 
rozwojem. 

Rewizor albo może byd wezwany do zro- 
bienia rewizyi przez stowarzyszenie, albo jest 
posyłany, — co się częściej zdarza, — przez zarząd 
nZyezy^ 

Rewizor związku jest nietylko wykwalifi- 
kowanym buchalterem, ale zarazem do pewne- 
go stopnia instruktorem społecznym. On nie- 
tylko potrafi wyszukad braki czy niedokładno- 
ści w prowadzeniu ksiąg, ale i w całej działal- 
ności stowarzyszenia, a wyszukawszy zło — zaraz 
dad nań radę. 



21 



Korzyści z takich systematycznych rewi- 
zyi obliczyd się nie da, jedno jest pewne, że 
bez tego środka wiele stowarzyszeń wiodłoby 
chronicznie żywot suchotniczy. Ludzie, chodby 
najlepsi, są tylko ludźmi i zawsze im jakiś bo- 
dziec do pracy jest potrzebny. 

Wobec więc tych rewizyi, — nie tam jakichś 
hiurókratycznych^ ale rewizyi w imieniu własnego 
8toivarzy8Z€nia wspólnego — rewizyi społecz- 
nej^ — wszystkie zarządy starają się tak praco- 
wad, aby przy każdej nowej rewizyi związek 
ich mógł się pochlubić coraz większym rozwo- 
jem działalności na zewnątrz, coraz większym 
porządkiem wewnątrz. 

Jak już wspomniałem wyżej, rewizya mo- 
że byd robiona albo na żądanie stowarzyszenia 
poszczególnego, albo z rozporządzenia zarządu 

^Zvezy." 

Jeżeli naprzykład o działalności jakiegoś 
Bto warzy szenia spółdzielczego czy związku za- 
wodowego zaczynają rozchodzid się niepomyślne 
wieści, czasem może nawet zwykła plotka, ale 
znajdująca wiarę i szkodząca pewnemu towa- 
rzystwu — cZadrużna Zveza^ wysyła zaraz re- 
widenta. W tydzień w piśmie zjawia się wia- 
domośd o wynifcu rewizyi. Plotka ma skrzydła 
podcięte, ogół wie prawdę. 

Ale może też byd i tak. Zarząd ^Zadruż- 
noj Zyezy" widzi ze sprawozdania rocznego, iż 
pewne stowarzyszenie, zamiast rozwijad się, stoi 
w miejscu albo, co gorzej, upada. Wnet jedzie 
tam rewizor, sprawdza książki, bada stosunki 
miejscowe i w rezultacie przedsiębrane są na* 
tychmiast odpowiednie środki zaradcze. 



22 



Zdarza się znów, że w jakiejś miejscowością 
zachęceni powodzeniami innych osad, zakładają 
naprzykład mleczarnię. 

Po paru miesiącach zarząd spółki czy og^ół 
stowarzyszonych spostrzega, że coś tych spo- 
dziewanych zysków nie widad, a nie mogą Bo- 
bie sarai zdad sprawy, co jest przyczyną tych 
iijemnych wyników. Dalej więc udają się do 
zarządu „Zrezy;" przyjeżdża rewizor, rozglj^Ja. 
się w sposobie prowadzenia stowarzyszenia, 
i wskazuje na braki, najczęściej z niedoświad- 
czenia wynikłe. 

Czasami między stowarzyszonymi a zarzą- 
dem jakiegoś związku wynika zatarg, nieporo- 
zumienia, podejrzenia o nadużycia — i znóir 
w tym wypadku, jak w wielu, wielu innych 
przeprowadzejiie rewizyi okazuje .$ię bardzo 
skutecznem lekarstwem. 

W roku 1906-ym -Zadrużna Zyeza" doko- 
nała 162 rewizye, dokładane są jednak wszelkie 
starania, aby w najbliższej przyszłości liczbę 
dokonywanych rewizyi podwoid tak, żeby ka- 
żde stowarzyszenie przynajmniej raz na rok by- 
łó rewidowane obowiązkowo. 

Ale proszę nie myśled, ^e jedynie prze- 
prowadzanie rewizyi zrzeszonych w związek 
stowarzyszeń jest całem zadaniem „Zadrużnoj 
Zyezy." 

Dobra jest rada, pożyteczne jest wy|t|izanie 
braków, zawsze jednak najlepiej do celu pro- 
wadzi bezpośrednia czynna pomoc. Niedomaga- 
nia większości stowarzyszeń zawodowo-produk- 
cyjnych, zwłaszcza w początkach istnienia, po- 
cnodzą najczęściej z braku gotówki. Potrzebny 
więc jest tani kredyt. 



23 



„Zreza" z załołenia swego operacyami pie- 

nigżnęmi nie zajmuje się, ale występuje w roli ^ 

pośredniczki. Z 

Jako instytuoya poważna, ma kredyt otwar- 2 

ty w wielu bankach i kasach państwowych, ]\ 

oraz prywatnych. Z niego to korzystają nale- m 

tace do związku stowarzyszenia. i 

Jasna jest rzecz, że pojedynczo wzięta " 

mleczarnia, stowarzyszenie spożywcze czy za- ^ 

wodo we alboby wcale kredytu w bankach nie h* 

dostało, a w najlepszym razie gdyby dostało, 
z ilomaby to zabiegami i staraniami musiało 
byd połączone. Tymczasem stowarzyszenia skła- 
dają się ze zwykłych włościan-gospodarzy, zwy- 
kłych robotników i rzemieślników, którzy ani 
ozasu nie mają wolnego, ani częstokroć nie wie- 
dzą, ^ak się zabrad do tych starań o kredyt. 
Przy istnieniu „Zadrużnoj Żyezy^ cała manipu- 
lacya jest bardzo prosta: stowarzyszenie, po- 
trzebujące pożyczki, zwraca się do zarządu I 
„Zyezy,^ ta wydaje czek na tę lub inną insty- ^ 
tucyę pieniężną i sprawa załatwiona. 

Wyobraźmy sobie teraz takie położenie: 
jakiś związek stolarzy zaciągnął już pożyodcę 
za pośrednictwem y,Zadrużnoj 2yezy," ale mimo 
to jeszcze rozwój jego idzie kulawo. Są jednak 
widoki powodzenia, trzeba tylko z rok jeszcze 
przetrzymad, sprowadzid ulepszone narzędzia 
czy maszyny do obróbki drzewa — tego wszy- 
stkiego bez pieniędzy się nie zrobi. Związek 
nowej pożyczki zaciągad nie chce, bo by wzię- 
tym na siebie ciężarom nie podołfu, i oto znowu 
przychodzi z pomocą ta sama „Zadrużna Zyeza." 
Za pośrednictwem posłów do parlamentu robi 
starania w ministeryum o zapomogę państwową 






y 



24 



jednorazową, czy na przeciąg kilku lat dla 
owego związku. 

Przyjeżdża delegat ministeryum, sprawdza 
podane wiadomości i informacye statystyczne 
(które są zawsze wymagane) i zwykle w okre- 
sie nie dłuższym nad pół roku od dnia zrobienia 
podania następuje przyznanie zapomogi. 

Nie koniec na tem. ^Zadrużna Zyeza^ nie 
tylko opiekuje się już istniejącemi stowarzy- 
szeniami, ale niemniej stara się o ułatwienie po- 
wstawania nowych. Zdarza się bowiem, że tu 
i owdzie ludzie mieliby chęć założyd jakie od- 
powiednie dla swoich warunków stowarzyszenie, 
ale załatwienie formalności prawnych jest dla 
nich szkopułem nie do zw^alczenia. 

„Zyeza'^ przewidziała możliwość takiej sy- 
tuacyi. Ma też przygotowane ustawy wszelkie- 
go rodzaju stowarzyszeń, ma gotowe blankiety 
podań do władz, ma gotowe ksi%żki do prowa- 
dzenia rachunkowości i całej administracyi sto- 
warzyszeń — słowem wszystko zawsze jest w po- 
gotowiu i na założenie nowego stowarzyszenia 
uczestnicy jego nie tracą więcej czasu nad go- 
dzinę — to jest tyle, ile trzeba na podpisanie 
i potwierdzenie aktu u rejenta. 

Czyż można się dziwid, iż przy takiej ro- 
zumnej organizacyi praca społeczna tak wiel- 
kie postępy robi z każdym rokiem wśród Sło- 
weńców, ze aż zaczyna zwracad na siebie po- 
wszechną uwagę? 

Tod w takich warunkach każdy student 
czy kleryk na wakacyach może zorganizowad 
całą okolicę gdzie przebywa. Wystarcza, aby 
przygotował grunt, abjr zachęcił włościan czy 
robotników do zrzeszenia się w najodpowiedniej- 
sze dla miejscowych warunków i potrzeb sto- 



•■^- I 



UNIYERSITY OF MICHIGAN 




25 



warzyszenie. A kiedy to zrobił, oddaje dalszy ^ 

ciąg w ręce „Zadruznoj Zvezy," która już • 

zajmie się nadaniem związkowi prawnej formy, "J 

następnie da instruktora, który pouczy pierwszy ^^ 

zarząd jak i co prowadzid należy, a i potem 1| 

w każdej chwili służy objaśnieniem czy poradą | 

prawną. ł; 

Jak szeroka w tym kierunku jest działał- M 

nośd „Zadruznoj Zyezy," to najlepiej świadczy 
sprawozdanie, odczytane na zebraniu dorocznem 
przez dyrektora d-ra Władysława Pegana: przez 
pierwsze sześd miesięcy l907-go roku zarząd 
^Zyezy" otrzymał 7,869 listów w-różnych kwe- 
styach stowarzyszeniowych. W tymże czasie 
dał piśmiennych odpowiedzi i instrukcyi 10314, 
nie licząc objaśnień ustnych, udzielonych zgła- 
szającym się do biura. 

Ten zakres pracy „Zadruznoj Zyezy" roz- 
szerzył się ogromnie w porównaniu z rokiem 
poprzednim, gdyż w ciągu całego 1906-gó roku 
zostało danych „^t/ZSa" i5,^P7 odpowiedzi listow- 
nych i instrukcyi piśmiennych. 

Pomimo takiej olbrzymiej pracy biuro 
„Zvezy" nie jest nazbyt liczne. W skład jego 
oprócz już wspomnianych dwóch rewizorów 
i nadrewizora wchodzą jeszcze: kierownik, czyli 
naczelnik, buchalter i jego pomocnica, admini- 
strator, trzy urzędniczki-korespondenki i prak- 
tykant. Rozumie się, jest też jeden woźny. Ogó- 
łem 12 osób. 

Cały personel ma roboty, jak to się mówi 
po same uszy, ale nie wymaga się odeń filan- 
tropii: wszyscy są dostatnio wynagrodzeni. Tak 
naprzykład płaca roczna dwóch rewizorów i nad- 
rewizora wynosi razem 12,540 koron (5000 ru- 
bli), a oprócz tego zwracane mają koszta po- 



-I 






m 



\ ' 



droży w czasie wyjazdóvr na rewizye- Penayo 
pozostałych urzędników i urzędniczek biura wy- 
noszą rocznie około 4^000 rb. 

Przy „ZadrużnoJ Zvezy" jest też jeszcze 
mleczarski ekspert instruktor, pod którego fa- 
chową opieką znajdują si@ należące do związku 
mleczarnie spółdzielcze. Tak samo jak rewizo- 
rzy jest on większą czgśd roku w drodze^ jeździ 
od mleczarni do mleczarni, udzielając praktycz- 
nych wskazówek prawidłowego prowadzenia sto- 
warzyszeń w kierunku fachowym. Pensya rocz- 
na tego eksperta wynosi 1,100 (440 rb.) i zwrot 
kosztów podróży, które w roku sprawozdawczym 
1906-ym dosięgły 1,232 korony (czyli prawie 
500 rb.) 

Ponieważ jednak pomimo posiadania rewi- 
dentów - instruktorów, eksperta mleczarskiego, 
biura korespondencyi — wpływ .Zadrużnoj Zve- 
zy" na stowarzyszenia nie byłby wszechstron- 
^7) więc dla osiągnięcia tego celu związek wy- 
daje też pismo pod tyt. „Narodni Gospo- 
d a r." 

Jest to dwutygodnik społeczno-ekonomicz- 
ny dla szerokich mas. Tutaj to rewizorzy z od- 
bytych rewizyi podają swoje spostrzeżenia, ma- 
jące znaczenie ogólniejsze, — tutaj się drukują 
ważniejsze wyjaśnienia z racyi zapytań po- 
szczególnych stowarzyszeń, — tutaj są sprawo- 
zdania z działalności różnorodnych związków 
krajowych, — tutaj są wreszcie artykuły spe- 
cyalne informacyjne z różnych dziedzin wiedzy 
praktycznej, jako też wiadomości o roz- 
woju ruchu stowarzyszeniowego w innych kra- 
jach. 

nNarodni Gpspodar" należącym do „Zve- 
zy" dawany jest bezpłatnie; rozumie się, że 



!( 



27 



i nieczłonkowie mogą prenumerowad, co teś bar- 
dzo wielu ludzi czyni ze względu na iyciowo 
pożyteczną treśd tego pisma, rrzedpłata roczna 
wynosi 4 korony (1 rb. 60 kop.) 



Powyżej, o ile możaa było najdokładniej 
i najwszechstronniejy starałem ńę przedstawić 
działalność „Zadrużnoj Życzy" w chwili obec- 
nej. Rzecz jasna, iż „nie odrazu Kraków zbu- 
dowano." Praca ^^Zyezy" nie szła od samego 
początku tak składnie i dokładnie, jak to ^ię 
dzisiaj widzi. Niejeden błąd w początkach po- 
pełniono, niejedną próbę daremną przeprowa- 
dzono, zanim wyrobiła się instytucya do po- 
trzeb miejficowycn dostosowuna. Ale raz uznaw- 
szy potrzebę takiego ewiązku stowarzyszeń 
i powoławszy instytucję do życia — rąk nie 
opuszczano, pierwszemi niepowodzeniami się nie 
zrażano. Za godło wzięto sobie wytrwałoiid 
i pod tem godłem zwyciężono. 

Nim jednak w dalszjm ciągu naszkicigę 
rys historyczny powstania i rozwoju „Zadrużnoj 
Zyezy" — dokończę tymczasem opisu swych 
wrażeń i spostrzeżeń z ogólnego zebrania 
związku... 

Od początku do końca szło z całą syste- 
matycznością. Mówiąc otwarcie, w pierwszej 
chwili z powodu tej składności, z jaką szło ze- 
branie, zacząłem wszystkich uczestników zebra- 
nia podejrzewać o pewną apatyczną bierność. 
Ale niebawem przekonałem się, że podejrzenia 
moje były bezpodstawne, że to, co brałem za 
bierność, było tylko tem, co zwykle wyrobie* 
niem parlamentarnem nazywamy. Ci wiejscy 
delegaci mleczarni, spółek rolniczych i hodo- 



28 



wlanych, ci prości, na pierwszy rzut oka, chłopi 
słoweńscy umieją brad udział w posiedzeniach 
i umieją obrado wad tak, że niejeden przewo- 
dniczący naszych warszawskich ^wieców wy- 
chowawczych" mógłby pójśd do nich na naukę. 
O warszawskich ucisiestnikach warszawskich wie- 
ców nawet już nie mówię... 

Żaden włościanin, — naogół biorąc, czy to 
polski czy nie polski, — nie jest wielomówny: do 
słoweńskiego stosuje się to może w większym 
jeszcze stopniu. Nie lubi tracid słów nap różno, 
zabiera wtedy tylko głos, gdy ma co dopo- 
wiedzenia. Jak widzimy jest to bardzo pro- 
sty sposób na to, aby zebrania szły porządnie. 
Polecam go wszystkim członkom naszych in- 
stytucyi i stowarzyszeń, jako jedyny wypróbo- 
wany środek niezawodny. 

Póki więc trwały odczytywania sprawo- 
zdań zwierzchnictwa, zarządu, komisyi rewizyj- 
nej i sekretarza -biura „Zvezy," mało kto gios 
zabierał, — nie krytykowano, bo nie było co kry- 
tykowad, — ale z chwilą, gdy przyszła kolej na 
wnioski zarządu i na wnioski wolne, liczba za- 

fisujących się do głosu zwiększyła się zaraz. 
tu właśnie mogłem się przekonad o wyrobie- 
niu społecznem ludu słoweńskiego, a te pierw- 
sze obserwacye moje później w ciągu dłuższego 
już pobytu wśród Słoweńców na każdym kroku 
potwierdzenie znajdują. 

Na zebraniu pomienionem poruszono spra- 
wy zasadnicze, głębszego znaczenia, jak n. p.: 
sprawę Wprowadzenia pożyczek samoamortyzu- 
jących się, kwestyę nieprzyjmowania do stowa- 
rzyszenia z nieograniczoną poręką ludzi, którzy 
już są uczestnikairii związków na takichże za- 
sadach opartych, atbo wreszcie sprawę podjęcia 



29 



starań; aby rząd uznał kasy Raiffeisenowskie za 
mogące przyjmowad fundusze nieletnich. Wszy- 
scy uczestnicy doskonale oryentowali się w tych 
dośd nieraz subtelnych kwestyach, i z prawdzi- 
wą satysfakcyą przysłuchiwałem się tym żywym, 
zwięzłym i rzeczowym chłopskim przemówie- 
niom. Żaden nie zabierał głosu dłużej nad 5 
do 10 minut. 

Pod koniec zebrania dr. Władysław Pegan, 
dzielny dyrektor „Zyezy," zawiadamia zebra- 
nych, iż kilkunastu kleryków chorwackich przy- 
jeżdża do Krainy na czas wakacyi dla zapozna- 
nia się z urządzaniem i prowadzeniem różnego 
rodzaju stowarzyszeń. 

Zainteresowała mię ta wiadomośd. Popro- 
siłem tedy przy najbliższej sposobności o wyja- 
śnienia w tej sprawie. 

Okazuje się, iż w Ohorwacyi zarówna 
oświata, jak i praca społeczna stoją daleko niżej, 
niż wśród Słoweńców. 

Dotąd zajmowano się tam najwięcej polity- 
kowaniem, ale teraz, gdy przyszła pora na czyn 
polityczny, spostrzegli się Chorwaci, iż są za 
mało wyrobieni, za mało spoiście zorgznizowani, 
za mało skupieni, do polityki czynu nieprzygo- 
towani. 

Zwróciły się oczy wielu na najbliższych 
sąsiadów, a braci-słoweóców, którzy takie po- 
stępy w tych właśnie kierunkach zrobili i oto 
klerycy chorwaccy czas wakacyjny poświęcają 
zaznajamianiu się z pracą społeczną w Krainie^ 

Słoweńcy radzi, że owocami swej pracjr 
pochlubid i podzielid się mogą, gościnnie przyj- 
mują pobratymców, rozmieszczają ich po ple- 
baniach miejscowości, gdzie stowarzyszenia naj- 



i 



80 



lepiej prosperują, i tak poprostu na przykładach 
codziennych uczą ich pracy społecznej. 

Owoce tego systemu już zaczynają sig 
w Chorwacyi uwydatniad: że są dobre, — zapew- 
niad zbyteczne. 

Gdy uderzony doniosłością takiego prak- 
tycznego zaznajamiania przyszłego duchowień- 
stwa chorwackiego z zasadami organizowania 
ludu, wdałem się na ten temat w rozmowę 
z niektórymi działaczami słoweńskimi, zasko- 
czono mię niespodzianie taką propozycyą: 

— Co tu dużo gadad! To samo, co robimy 
dziś względem kleryków chorwackich, to samo 
dałoby się w każdej chwili zrobid i dla wa- 
szych. 

— Jakto? 

— A no, bardzo prosto. Dziś kleryk chor- 
wacki, który przyjeżdża do Krainy dla zapo- 
znania się z naszą pracą chrześciańsko-społecz- 
ną wśród robotników i ludu wiejskiego, musi 
mied tylko tyle pieniędzy, ile potrzeba na prze- 
jazd i drobne minimalne wydatki codzienne, 
poza tem mieszkanie i życie otrzymuje bezpłat- 
nie od proboszcza, u którego przebywa. Prze- 
cież słowiańska gościnnośd jeszcze żyje, a zresz- 
tą od miłego gościa grzechem byłoby brad za- 
płatę. 

A dalej tak tę sprawę urządzamy, że sto- 
sownie do tego, czy ten lub ów kleryk chcący się 
zapoznad z całym ruchem w ogólnych zarysach, 
czy też specyalnie z prowadzeniem poszczegól- 
nych stowarzyszeń — zostaje cały czas pobytu 
w jednem miejscu, albo co jakiś tydzień, dwa, 
zmienia miejscowośd. Rozumie się, kto przy- 
jeżdża, musi sobie naprzód zdad sprawę, po co 
przyjeżdża, co chce poznad;— stosownie do wy- 



31 



i 



u 






ratonego zdania zarząd „Zadrużnej Zyezy'' po- ^ 

rożumiewa si§ naprzód z odpowiednimi probo- 
szczami, aby uniknąd wszelkich niespodzianek ^* 
i nieporozumień, gdyby do jednej miejscowości S 
niechcący zjechało sig kilku naraz kleryków, [% 
i byłoby rzeczą trudną lub wręcz niemożliwą \^ 
zapiBwnid wszystkim odpowiednie locum. T^ 

— Ozy jednak nie byłby dla was uciąźli- ; • 
wy taki najazd naszych kleryków? Tod przecie !•« 
kilkunastu kleryków chorwackich, kilkunastu 
polskich, — to już razem kilkudziesięciu. Byłoby 
to nadużyciem może waszej pobratymczej go- 
ścinności. 

— Tylko żadnych ceremonii! Widzi pan, 
jak tu u nas wszystko robimy, mówimy, piszemjr 
poprostu. Sądzę, ii i tę sprawę będzie najlepiej '. * 
traktowad prosto, bez obwijania słów w ba- ^ . 
wełnę. I 

— Najzupełniej się piszę na takie trakto- t 
wanie spraWy. Ą 

— Tem lepiej. Otóż kilkunastu kleryków 
utrzymad przez miesiąc czy dwa to jest drob- 
nostka, gdyż każdy będzie na innem probostwie, 
najwyżej dwóch w jednem miejscu; — a zresztą 
i tę drobnostkę mogą nam polacy taką samą^ 
motietą odpłacid. Rozpatrując się wśród naszych 
stosunków zapewne pan spostrzegł, jak my tu- 
taj' mało wiemy o was, polakach. Mało się zna- 
my, strach jak mało, a jednak tak potrzeba jest, 
abyśmy się bliżej przyjrzeli sobie i to potrzeba 
jest coraz naglejsza. Gdyby więc kilkunastu 
kletyków od nas pojechało w wasze strony na 
takich samych warunkach, jak my waszych 
przyjąd chcemy, to czyż mam obszerniej .tłóma- 
czyś, ileby pożytku wypłynęło z takiego bez- 
pośredniego zetknięcia się i poznania. Takie 



i 



osobiste przypatrzenie się sobie, takie rozgląd- 
nięcie się własnemi oczyma w stosunkach, ta- 
kie życiowe zamienienie się z myślami i uczu- 
ciami — to się nie da zastąpid przez książki 
i gazety. 

Czyż tym wywodom można było zaprze- 
czyć? Potakująco też słuchałem w dalszym cią- 
gu, gdy mój rozmówca rozwija jeszcze dalej 
swój projekt: 

Przypuszczam, że na przyszły rok przybę- 
dzie tutaj do nas 15 kleryków polskich: po pię- 
ciu z każdej dzielnicy. Bardzo ładnie! My ze 
swej strony nie omieszkamy też, nie za roK, to 
za dwa, posład wam mniej więcej taką samą 
liczbę naszych kleryków: jednych przyjmiecie 
w Królestwie, drugich w Galicyi, trzecich w Po- 
znańskiem. Nasi poduczą się polskiego, wasi 
znowu słoweńskiego i może wreszcie dojdziemy 
do tego, iż wiadomoiici o sobie nie będziemy 
czerpali wzajemnie jedynie z „Neue Fr. Presse" 
lub „Berliner Tageblattu." 

I jeszcze jedno: praca chrześciańsko-spo- 
łeczna nie może stad jedynie na samem dxicho- 
wieństwie. Działalność świeckich i to działal- 
nośd znaczna, jest niezbędna. Wiadomo, iż sami 
oni nie wyrosną, trzeba ludzi takich przygoto- 
wad. Z tych względów dobrzeby też było, iżby 
oprócz klerjrków wybrało się do nas na czas 
wakacyjny i kilku studentów co rok. Rzecz 
jasna, studentów takich, którzy się sprawą 
chrześciańsko-sp«łeczną interesują. Od nas też- 
by zawsze kilku studentów w wasze strony 
jeździło. 

W ten sposób zeszłoby się z nieuchwytnej 
dziedziny abstrakcyjnych opowiadań, że dobrze 
byłoby się zbliżyć na trzeźwy grunt praktycz- 




■^BB S-ue- i .Ji i ^. iaaBWi , ^ ^ 



33 



ny- Wybyście od nas zaczerpnęli doświadczenia 
z dokonanych prób organizacyi społecznej, my 
od was pod innymi względami z pewnością nie- 
jednego nauczy dbyśmy się mogli. Korzyśd zo- 
bopólna. 

Kładę jednak nacisk, że od nas możecie 
zaczerpnąć tylko doświadczenia w pracy 
organizacyjnej. Trzeba bowiem naprzód uprze- 
dzid tych, co tu do nas przyjeżdżad będą, że 
niech nie myślą, aby znaleźli gotowe wzory 
uniwersalne, które wystarczy dokładnie skopio- 
wad, żywcem przeflancowac schemat na grunt 
Królestwa, Galicyi czy Poznańskiego — i już 
wszystko pójdzie jak po maśle. 

Tymczasem takich gotowych schematów 
nietylko u nas na ziemi słoweńskiej, ale nigdzie 
nie znajdziecie. Nie życie do rodzaju organiza- 
cyi, ale organizacye do wymagań życia przysto- 
sowywad należy. Zasadę tę u siebie na każdym 
kroku stosujemy i bynajmniej nie mamy pre- 
tensyi, aby nasze instytucye, nasze związki 
i stowarzyszenia były czemś skończonem. Jedne 
braki już widzimy i niebawem to i owo trzeba 
będzie zmienid, poprawid— inne za rok, za kwar- 
tał nawet może uwydatnią się w całej pełni, 
i znowu wypadnie o zmianach pomyśleć; to co 
dziś wydaje się dobrem — pojutrze udoskonalad. 
Zresztą wy, polacy, powinniście to rozumied, — 
przecież nie kto inny tylko wasz polski poeta 
Asnyk tę wielką prawdę tak pięknie i obrazowo 
streścił, że trzeba 

Z żywymi naprzód iśd, 

I życie stwarzać nowe, 

A nie w uwiędłych laurów liśó 

Z uporem stroió głowęl 












\ 



Włród Słoweńców. 



3 



34 



Cóż dodad do słów powyższych? chyba tę 
informacyę jeszcze, że Kraina jest miejscowością 
górzystą, że oprócz kleryków i studentów wielu 
naszych księży i nie-księży, którzy dla poprawy 
zdrowia jeżdżą do różnych badów renomowa- 
nych, z tym samym, a może i lepszym skutkiem, 
mogliby szukad wytchnienia na ziemi słoweń- 
skiej. Takie miejscowości jak Bied, jak Boohiii 
i cały szereg innych pięknością a zdrowotnością 
przewyższa dziesiątki kurortów europejskiej sła- 
wy. Jednem słowem przyjeżdżając do Krainy, 
można za jednym zachodem zdobyd poprawę 
zdrowia i zapoznać się z rozumnie i celowo 
prowadzoną organizacyą społeczeństwa na za- 
sadach współczesnych. A to chyba rzecz nie 
do pogardzenia? 



Na samym końcu omawianego zebrania do- 
rocznego ,,ZadruźDej Zvezy" dr. Krek odczytał 
list biskupa d-ra Mahnicza, którego dyecezya 
obejmuje wyspę Kerk i inne pobrzeżne około 
Istryi, gdzie żywioł słoweński zmaga się zwy- 
cięsko z włoskim. 

Początek listu nie zapowiadał nic nowego, 
ot, zwyczajnie, przepraszanie z powodu niemo- 
żności, pomimo chęci, przybycia na zebranie. 

Ale jakoś list nie kończy się na tem; słu- 
cham dalej i przekonywam się, iż to nie pusty 
frazes to, co było powiedziane na początku; 
widzę, że ten dostojnik kościoła całą duszą od- 
dany jest pracy społecznej, że jeżeli na to do- 
roczne zebranie nie przybył, to naprawdę mu* 
siał mu nawał zajęd na to nie pozwolid. 

Przynajmniej mnie w tym kierunku prze- 
konywał dalszy ciąg listu, w którym biskup 




8i 



I I 



^ 

^ 



1 

Mahnicz zawiadamiał o sałożeiiiu udziałoweg^o ^ 

stowarzyszenia żeglugi parowej na morzu A- 
dryatyckiem, w celu uniezależnienia słoweń- ^' 

skich zwiąŁków współdzielczych od różnych S 

prywatnych (niemieckich, włoskich i węgier- [n 

skich) handlowych agentur okrętowych, które ? 

dotąd były panami sytuacyi. '^ 

Dwa statki parowe założonego przez bisku- . < 

pa stowarzyszenia już kursują. Ale to jeszcze t* 

mało do zaspokojenia potrzeb związków; należy 
jak najprędzej powiększyć ilośd parowców, więc 
o to, korzystając z ogólnego zebrania „Zadruż- 
nej Zyezy," — odwołuje się dostojnik Kościoła 
do wszystkich delegatów wszystkich zrzeszeń, 
aby poparli jego zabiegi dla wspólnego dobra 
podjęte i nabywali udziały stowarzyszenia że- 
glugi, bardzo zresztą przystępnej wysokości, bo 
po 50 koron (20 rb.) jeden. 

Wiadomość o powstaniu własnego stowa- 
rzyszenia żeęlugi przyjęto z widocznem zado- | 
woleniem. Niejedni marzyli o tem może, jako 
o rzeczy dalekiej przyszłości, a tu raz, dwa, 
trzy, zakrzątnął się dzielny biskup, żeglugę już 
założył i żąda tylko poparcia. Nie wątpię, iż to 
poparcie niezwłocznie znalazł. 

Na tym liście lubianego powszechnie do« 
stojnika Kościoła dr. Krek zamknął posie- 
dzenie. 

Dyrektor W. Pegan zatrzymuje jeszcze na 
chwilę wszystkich: oto ma całą seryę nowego 
systemu skarbonek sztucznych, z których w ża- 
den sposób wydobyć nie można raz włożonej 
monety. Wzy;wa więc interesujących się tą rze- 
czą do obejrzenia tych domowych kas oszczęd- i / 
ności. Rozumie się, suną prawie wszyscy do 
podwyższenia prezydyaluego. Zbyt wiele sło- 



{ 



\ 



36 



weniec zawdzięcza umiejętności oszczędzania, 
aby się nie zainteresował taką sprawą. 

Oglądam i ja skarbonki. Są proste, mocne, 
na klucz zamykane. Przy otworze do wpusz- 
czania pieniędzy dowcipny, chód również nie- 
skombinowany mechanizm, stawiający stanow- 
czy opór wszelkim pokusom wydostania włożo- 
nej do puszki monety. 

W zastosowaniu praktycznera taita jest 
z te mi puszkami manipulacya. Właściciel pusz- 
ki, będący jednocześnie członkiem jakiej kasy 
oszczędnościowej, klucz od skarbonki oddaje 
urzędnikowi kasy, puszkę zostawia u siebie. 
Raz na miesiąc czy częściej, stosownie do oko- 
liczności, idzie z puszką do kasy; tam otwiera- 
ją skarbonkę, przeliczają złożone oszczędności, 
wpisują do książki, a pustą, zamkniętą puszkę 
oddają z powrotem właścicielowi. 

Sposób nie nowy, doskonały do odkładania 
groszowych oszczędności. Nieraz u nas o nim 
po gazetach pisano, tylko u nas na pisaniu 
przeważnie sig skończyło, a tymczasem Słoweń- 
cy wprowadzili go w praktykę i z powodzeniem 
stosują, zwłaszcza przy przyuczaniu do oszczęd- 
ności młodego pokolenia... 

Po ostatecznem skończeniu się zebrania 
czeka mię mała niespodzianka. Bo czyż mo- 
głem przypuścić, że w kraju, gdzie mają wła- 
sne rodzime wino, nie skorzystają z takiej oka- 
zyi jak zjazd kilkuset delegatów ze wszystkich 
dzielnic słoweńskich i nie urządzą bankietu! 
„Zadrużna Zveza'' rozwija się coraz lepiej, pow- 
staje nowe doniosłego znaczenia stowarzysze- 
nie żeglugi, i ludzie nie urządzają bankietu! Czy 
to nie skandal? 

Skończyło się zebranie i uczestnicy naj- 




Korzystając z otrzymanego zaproszenia, 
w jakiś czas po opisanem wyżej zebraniu, za- 
szedłem do biura „Zadrużnej Zvezy." Posze- 
dłem, aby zobaczyd samo urządzenie biura i do- 



1 

p 

zwyczajniej w świecie rozchodzą się do domów. \ ! 

Bliżej zamieszkali wyruszają zaraz w drogę, i^| 

kilkudziesięciu tylko z dalszych okolic przecho- } 

dzi się posilid nawerendę hotelowej restauracyi. .' 

Siadają sobie do stolików grupami po czterech, ^^1 

pięciu, sześciu, skupiając się razem znajomi i vj 

sąsiedzi. Obiad każdy sobie dysponuje oddziel- .1 

nie, przestrzegając zasady „wedle stawu gro- ;^| 

bla." Nawet wino nie wszyscy każą sobie po- p 

dawad, chód ono tutaj jest powszedniem dopeł- 1^ 

nieniem jedzenia i bynajmniej nie zbytkiem. ' j 

(Krajowe kraińskie wino „cwiczek" już w re- >^ 

stauracyi kosztuje tylko 20 groszy cwierd litra. I^i 

Zwykle w karafkach tych rozmiarów do obiadu ^ ^ 

jest podawane). 

Ale duch wstrzemięźliwości od lat kilku ; I 

z powodzeniem szerzy się wśród Słoweńców, j 

zwłaszcza wśród duchowieństwa, i dlatego spot- 
kanie tutaj ludzi, którzy nie piją wina, nie na- -i 
leży już do rzadkości. Jaka ^ szkoda, że jaką i^ 
mocą czarnoksięską nie mogłem chociaż na \ 
pół godziny przenieśd na tę werendę do Lu- 
biany z parę tuzinów prezesów różnych insty- 
tucyi naszych i pokazad im na żywym przy- 
kładzie, iż to naprawdę mogą się odbywad waż- 
ne i nader doniosłe i bardzo liczne zjazdy, a 
kończyd zwyczajnie bez libacyjnego bankietu! 
A tak muszą mi wierzyd na słowo, iż to jest 
możliwe nawet w kraju, mającym własne ro- 
dzime wino. "^ 



8 



wiedzied się przytem nieco szczegółów z prze- 
szłości „Zyezy." 

Przyjął mię sympatyczny dyrektor, pan 
Ojuro (Dziuro) Raszica, chorwat, człowiek mło- 
dy, energiczny. Wśród pogawędki o działalności 
„Zyezy" przechadzam się po pomieszczeniach 
biura. Urządzone zupełnie nowocześnie, co i 
u nas widzieó można, więc nie opisuję. Jedną 
tylko rzecz zauważałem, która mi się wydaje 
praktyczną w użyciu i warta byłaby zastoso- 
wania we wszystkich instytuoyach centralizu- 
jących w sobie szereg różnych pomniejszych 
stowarzyszeń. 

Oto w jednej z sal biura cała ściana od 
dołu do góry zajęta półkami, poprzegradzanemi 
pionowo. Otrzymano w ten sposób kilkaset 
przedziałów, każdy od frontu przysłonięty jest 
ruchomą klapką, na wierzchu której wpisuje sig 
nazwę, rodzaj i miejscowośd stowarzyszenia, 
należącego do „ZTezy.** W przedziale mieszczą 
się wszelkie dokumenty, dowody i sprawozda- 
nia dotyczyce danego stowarzyszenia. Dzięki 
takiemu urządzeniu w każdej chwili,— doś<5 sięg- 
nąć do odpowiedniej przegródki, —ma się wszel- 
kie inforraacye o żądanem stowarzyszeniu. 

Widziałem różnie urządzone biura central- 
ne i stanowczo muszę stwierdzić, że w te u 
sposób szybciej się sprawy załatwia, niż gdy 
trzeba robić poszukiwania w całym szeregu 
ksiąg. 

Rozumie się, wszystkie dowody i doku- 
menty są do ksiąg wciągnięte dla koniecznej 
kontroli i wzajemnego zestawienia,— ale do do- 
raźnego praktycznego użytku służą dobrze owe 
małe przegródki razem zszeregowane w kolej- 
nym porządku. 




39 



Z natury rzeczy biuro zajmuje doś(5 duże j 

pomieszczenie. ] 

— Czyby sie nie opłaciło wjrbudowanie 

własnej siedziby? — ^zapytuję swego mformatora. j,^ 

— Opłaoid, możeby się już i opłaciło! — sły- ^. 
szę w odpowiedzi. — Ale dla instytu-^.yi do- 
piero rozwijającej się jest rzeczą ryzykowną u- :^\ 
nieruohomiad znaczniejszy kapitał w budowli. f 
I, jak obecnie, wybudowanie własnego domu '? 
byłoby dla nas korzyścią bardzo problematycz- 
ną. Nie przeczę jednak, że o tem już myślimy, 

i za lat kilka, przy sprzjrjających okolicznoś- i^ 

ciach weźmiemy się do dzieła. \ 

Zapewne niedługo te ,jSprzyjająoe okolicz- 
ności'^ nastaną, bo obecni kierownicy działalno- \ 
ści „Zyezy" w osobach dyrektora kancelaryi po 
Baszicy, sekretarza kancelaryi i nadrewizora p. 
Svetoslava Premrou i dyrektora zwierzchnictwa 1 
p. Pegana zupełną tego dają gwarancyę. | 

Dośd powiedzied, że gdy poprzednio każdy I 

rok „Zadrużna Zreza" zamykała deficytem od 
3 do 11 tysięcy koron, to w roku sprawozdaw- 
czym 1906-ym, kiedy ci trzej energiczni młodzi 
ludzie stanęli przy warsztacie pracy społecznej 
„Zvezy,'' osiągnięto 19,000 koron gysku. 

Pakt ten najlepiej wskazuje, co w kaźdem 
stowarz}rszeniu, w każdej instytucyi znaczą od- 
powiedni ludzie. Tod „Zadrużna Zyeza" od sa- 
mego początku istnienia rządziła się tą samą za- 
sadniczą ustawą, — do zarządu i kancelaryi od sa- 
mego również początku starano się dobierad lu- 
dzi najlepszych, a jednak sześd lat związek 
przynosił deficyt, póki wreszcie nie natrafiono 
na najodpowiedniejszych z pomiędzy tych naj- 
lepszych: słowem, na ludzi nietylko z przymio- 



40 



taroi charakteru, czy umysłu, ale jednocześnie 
z odpowiednią energią i praktyczną wiedzą. 

Z drugiej strony trzeba podziwiad tę wy- 
trwałość, tę wiarę w pożytek i potrzebę insty- 
tucyi, jaką bezspornie posiadali założyciele ^Za- 
drużnej Zvezy.'' Sześd lat rok za rokiem ponosid 
deficyty i nie stracid ufności w rozwój stowa- 
rzyszenia, w możnośd dalszej samoistnej egzys- 
tencyi, — to zaprawdę rzecz jest niecodzienna. 

Ale Słoweńcy zamiast się zniechęcad, zaci- 
nali się w upornej wytrwałości. Raz uświado- 
miwszy sobie niezbędnośd takiego stowarzysze- 
nia, jak „Zadrużna Zreza," poty co rok dopeł- 
niali kadry pracowników, poty wnikali w przy- 
czyny niedoborów, poty zmieniali różne szczegó- 
ły — aż wreszcie dopięli swego. Dziś „Zyeza" nie 
potrzebuje już kołatad do rządu o wsparcia, nie 
potrzebuje trwożnie patrzed w przyszłośd, bo 
stanęła już na pewnych nogach samoistnego 
rozwoju. 

W każdym razie przykład jej bardzo jest 
pouczający, zwłaszcza dla nas w Królestwie Pol- 
skiem, gdzie tyle teraz powstaje instytucyi i 
stowarzyszeń, a gdzie z powodu braku grun- 
towniejszego wyrobienia społecznego tak łatwo 
o niepowodzenie w początkach. 

Niedośd — jak widzimy — obmyśled pożytecz- 
ną instytucyę, niedośd ją nawet do życia powo- 
łać, — trzeba jeszcze mied wytrwałośd przeprowa- 
dzenia jej przez ogniowe próby pierwszych lat 
istnienia i następnie tak ją gruntownie na torze 
postępowego rozwoju obsadzid, aby jej bytem 
nie mogła zachwiad pierwsza lepsza zewnętrzna 
przyczyna. Ale jeżeli cały zapał pracy społecz- 
nej jedynie ze „słomianego ognia" energię czer- 




41 

pad będzie, to zaprawdę y^szkoda czasu i a* '^ 

tłasu." 1! 

Dzięki uprzejmości wspomnianego już wy- 
żej dyrektora biura „Zadrużnej Zyezy," p. Ra- • f 
szicy, pozyskałem materyał historyczno - staty- 
styczny, który rzuca ciekawe światło na csiy 
ruch orgauizacyjno-stowarzyszeniowy wśród Sło- 
weńców. 

Pierwociny tego ruchu rozpoczęły się w r. ^ 

18T3, kiedy dnia 9-go kwietnia wydane zostało " 

w państwie austryackiem nowe prawo o stowa- 
rzyszeniach, ułatwiające zakładanie wszelkiego 
rodzaju związków w zakresie i kulturalnym i e- ^ 

kpnomicznym. Już w roku następnym 1874 ym 
mieli Słoweńcy 6 stowarzyszeń, na początek sa- 
me kasy pożyczkowo-oszczędnościowe. A w 10 I 
lat później istniało już w dzielnicach słoweń- '! 
skich pod koniec r. 1884-go 25 różnych zwiąż- j 
ków; — dalej w r. 1894-ym było stowarzyszeń 99, .{ 
w czem pożyczkowo - oszczędnościowych 75; \ 
wreszcie z końcem sprawozdawczego 1903 r. po- ^ 
siadali słoweńcy już 676 stowarzyszeń wszelkiego 
rodzaju i typu. 

Z liczb powyższych widzimy, jaki szalony 
rozwój ruchu organizacyjnego nastąpił w okre- 
sie ostatnim. 

Ale też w tymże czasie okazała się nagląca 
potrzeba takiego stowarzyszenia, .jak „Zadrużna 
Zyeza," któraby wzięła w swoje ręce kierownic- 
two całego ruchu i rozciągnęła opiekę nad związ- 
kami już powstałymi. 

Potrzeba powstania „Zyezy" tem się prze- 
dewszystkiem uwydatniła, że w ostatnich latach 
kilkunastu, jeżeli calemi setkami powstawały 
coraz to nowe stowarzyszenia, to inne, dawniej 



42 



i 

y 

i 
1 




powstałe^ dziesiątkami upadały. O ile po- 
wstawanie nowych związków było zjawiskiem 
bardzo pożądanem, o tyle upadanie dawniej- 
szych ogromnie rzeczą przykrą i szkodliwą. Jak- 
kolwiek było do pewnego stopnia publiczną ta- 
jemnicą, że przeważnie zanikają stowarzyszenia, 
oparte na ciasnym duchu partyjnym, ale sam 
fakt upadku większej liczby związków kultural- 
nych i ekonomicznych mógł byd demoralizują- 
cym dla ogółu, mógł wy woład paraliżujący wpływ 
na dalszy rozwój całego ruchu organizacyjno 
społecznego. 

Wówczas to z inioyatywy księdza dra Ja- 
na Kreka, a przy czynnym współudziale obec- 
nego prezesa klubu słoweńskiego w parlamencie 
wiedeńskim dra Jana Szusterszicza powstała 
^Zadrużna Zyeza," w pierwszych latach istnie- " 
nia nosząca nazwę „Gospodarskiej." Stało się 
to w roku 1900 i data owa ogromne ma zna- 
czenie w historyi słoweńskiego ruchu stowarzy- 
szeniowego. 

Jak potrzeba takiego środowiska jednoczą- 
cego była potrzebna, to najlepszy dowód, że 
już do dnia 30 czerwca 1902 r. z liczby istnie- 
jących stowarzyszeń do „Zadrużnej Zyezy" 
przystąpiło 165, t.j. odrazu trzecia częśd wszyst- 
kich egzystujących wówczas związków. Teraz, 
w połowie 1907 r. liczba zrzeszonych w „Zadruż- 
nej Zyezie" dochodzi już, jak wiemy z poprzed- 
nich danych, liczby 400. 

Te stowarzyszenia, które początkowo nie 
ufnie odnosiły się do „Zvezy,^ które sądziły, że 
hlerylcaU na to ją ustanowili, aby wziąd za łeb 
wszystkich, z biegiem lat przekonały się o nie- 
słuszności swych podejrzeń. Jakkolwiek bowiem 
Zadruzna Zyeza" powstała w obrębie i siłami 



43 

obozu chrześciańsko- społecznego (mówiąc nawia- 
sem^ nic nie mającego wspólnego z IcleryJealiamem)^ 
to jednak w działalności swej stanęła na grun- 
cie bezpartyjnym i tylko dobra oraz prawidło- 
wego rozwoju ruchu zrzeszeniowego przestrzega. i 

Wyłącznośd narodowa czy religijna w ^Za- 
drużnej Zyezie" nie jest praktykowana i do 
rzadkości bynajmniej nie należy przystąpienie 
do niej jakiegoś stowarzyszenia, którego zało- 
życiele i członkowie nie sa bynajmniej z obozu > 
katolickiego. A związków chorwackich, które się 
przyłączyły do „Zvezy," na dziesiątki liczyć 
można. 

Przystąpi^pie do związku nie jest wreszcie 
żadnem ślubowaniem wiecznej nierozerwalności; 
gdyby pojedyncze stowarzyszenia widziały tedy 
ze strony „Zwezy" chęć jakiejś majoryzacyi, i 

narzucania swych zasad, to z pewnością, mając ! 

zupełną swobodę pod względem wystąpienia ze 
„Zyezy," ani chwiliby nie pozostawały dłużej, 
odkądhy się przekonały o zagrożeniu swoich 
praw czy wolności działania. 

Tymczasem wystąpienie ze „związku" raz 
przyłączonego stowarzyszenia jest wypadkiem 
bardzo rzadkim, co służy jako najlepszy dowód 
zadowolenia stowarzyszeń ze „Zyezy." Tak np. 
w r. 1906 wystąpiło jedno stowarzyszenie. Za- 
uważyd przytem należy, iż i te wystąpienia, ja 
kie się zdarzają, są wywołane albo osobistemi 
nieporozumieniami czy zatargami, albo też agi- 
tacyą zewnątrz, bo wielu, bardzo wielu, coraz 
większy rozwój „Zadriiżnej Zyezy" jest nie na 
rękę. 

„Zyeza" ma i tę jeszcze zasługę, że na 
ocznie, rzeczowo przekonała ogół, iż stowarzy- 
szenia współdzielcze wtenczas dopiero przynoszą 



\. 



44 



wszechstronny pożytek i wtenczas dopiero roz- 
wijają się należycie, gdy są połączone w duży 
związek. 

To też te stowarzyszenia słoweńskie, któ- 
re,— czy to ze względów niedogodności teryto- 
ryalnych, czy też z powodu niechęci partyjnych, 
nie przystąpiły do ^Zyezy," ratując się przed 
upadkiem, — również potworzyły samodzielne 
związki, usiłujące na swoją rękę isd śladami „Za- 
dr użnej Zyezy." 

Tak więc oprócz „Zyezy" w Lublanie ist- 
nieje „Związek słoweńskich kas pożyczkowych^ 
w Celju (Cilli) w Styryi, „Centralna kasa^ia- 
życzkowa" w Gorycy (Gorycya) i Istryacka 
kasa pożyczkowa** w Poli (nad morzem Adrya- 
tyckiem). 

Liczba tych stowarzyszeń, któreby szły lu- 
zem, stały oddzielnie, z każdym rokiem się 
zmniejsza i wkrótce zupełnie zaniknie. 

Powiedziane było peprzednio, iż ,,Zadrużna 
Zyeza" sama na swoją rękę operacyi finanso- 
wych nie podejmuje; tymczasem sprawozdanie 
za rok 19Ó6-ty wykazuje, iż obrót roczny tego 
związku wynosił prawie 44 milj. koron i w po- 
równaniu z rokiem poprzednim wzrósł o 12 pra- 
wie milionów. 

Jakże tedy ten znaczny obrót pieniężny 
jcodzi się 2 zasadą nie podejmowania interesów 
finansowych? 

A zaraz sprawa stanie się jasną, gdy za- 
poznamy się z wewnętrzną stroną organi- 
zaoyi „ZYozy." 

Otóż według ustawy „Zadrużna Zveza" jest 
sama przez się stowarzyszeniem z ograniczoną 
poręką. 



j 



45 






Każde stowarzyszenie, chcące przystąpid 
do ^Zyezy," zgłasza się do zwierzchnictwa ^ I 

związku, które stosownie do swego uznania ma * ! 

prawo przyjąd lub odmówid przyjęcia zgłasza- ^ » 

jącemu się. Stowarzyszenie, które otrzymało od- \ (\ 

mowę, może apelowad do ogólnego zebrania | 

związku, na którera sprawa rozstrzyga się osta- v ] 

tocznie. \\ 

Stowarzyszenie, przystępujące do „Zvezy,** -•I 

wpłaca 10 koron (4 rb.) wpisowego i odpowieani 
udział pieniężny. 

Udziały są dwojakiego rodzaju: główne po 
1,000 koron i handlowe po 10 kor. Każda kasa 
pożyczkowo-oszczędnościowa obowiązkowo musi 
wpłacid jeden dział główny, który może byd 
wnoszony ratami w ciągu lat 5-u, ale pierwsza 
rata przy wstępowaniu nie może być niższą po 
nad 200 koron. 

Wszelkie inne stowarzyszenia obowiązane 
są tylko do jednego handlowego udziału w wy- . g 

sokości 10 koron. Każde stowarzyszenie może ; tl 

jednak wziąd i kilka udziałów, ale potrzeba na ' ^ 

to zezwolenia zwierzchnictwa „Zyezy." 

Po co ta ostatnia formalność? 

A jest sprawa tego rodzaju, że według u- 
stawy każde stowarzyszenie, należące do związ- 
ku, a wpłacające główny 1,000 koronowy udział, 
jest odpowiedzialne pieniężnie do wysokości 5,000 
koron [1000+(4Xl000)=1000+4000=5000]; każ- 
de zaś, mające udział 10-koronowy, odpowiada 
swoim majątkiem do wysokości 200-tu koron 
[10+(19X10)=10+ 190=200]. 

Otóż zwierzchnictwo „Zrezy" musi baczyd, 
aby wzięta na siebie odpowiedzialnośd poszcze- 
gólnych stowarzyszeń faktycznie odpowiadała 



46 



rzeczywistości, i stosownie do tego udziela pra- 
wa do wpłacenia określonej liczby udziałów. 

Ten punkt ustawy jest bardzo ważny. Wy- 
sokośd wpłaconych udziałów jest jedną z waż- 
niejszych podstaw kredytu pieniężnego, jaki od- 
dają ,,Zadrużnej Zyezie" różne banki i instytu- 
cye finansowe. 

Podstawa tego kredytu musi b^d solidną, 
nie na papierze; to leży w interesie przede- 
wsz]^stkiem samej ^^Zyczy," której działalność 
nie jest Qbliczona na miesiące czy lata, ale na 
lat dziesiątki, leży też w interesie banków, któ- 
re otwierają u siebie kredyt. 

Gdyby tego punktu nie było, to stowarzy- 
szenia, należące do związku, mogłyby się bawid 
w spekulacye: brad kilka czy kilkanaście udzia- 
łów handlowych, wyjednywad sobie tym sposo- 
bem u „Zyezy'' znaczniejszy kredyt, a następ- 
nie narażad ją na straty. Bo trzeba wiedzied, iż 
„Zyeza'' z otrzymanego kredytu w bankach sa- 
ma, jako taka, z niego nie korzysta^ lecz ko- 
rzystają z niego wszystkie w „Zyezie" będące 
stowarzyszenia. Jest więc taki łańcuch: „Zyeza" 
ma kredyt w bankach, stowarzyszenia związko- 
we, stosownie do wysokości udziałów i wkła- 
dów, mają odpowiedni kredyt w „Zyezie." „Za- 
drużna Zyeza'' z posiadanego kredytu nie ko- 
rzysta sama, ale udziela go stowarzyszeniom 
swoim w stosownych rozmiarach. Wobec ban- 
ków „Zadrużna Zyeza" odpowiedzialna jest ca- 
łym swoim majątkiem, wobec Zyezy znów każ- 
de stowarzyszenie odpowiedzialne jest pieniężnie 
w opisanych już wyżej granicach. Jednem sło- 
wem, wprowadzona tu jest w czyn zasada: jeden 
za wszystkich, wszyscy za jednego... 

Stowarzyszenia związkowe od udjsiatów pro-^ 



47 



centów nie dostają, Stimy z tego osiągane idą na 
utrzymanie ^Zadrużnej Zvezy" tak samo, jak i 
wpisowe od no woprzy a typujących towarzystw. 
Ale dochód ten jest niewystarczający^ gdy zwa- 
żymy, 3ż pod koniec 1906 r. udziałów wzigto na 
159 tysięcy koron (procent od tego wyniósł tro- 
chę więcej nad półćama tysiąca koron), 
it z wpisowego osiągnięto 590 koron. 

Skąd się więc wziął zysk „Zadruźnej Życ- 
zy" w ilości 19jC)bO koron w tym roku sprawo- 
zdawczym, z czego zostały pokryte wydatki biu- 
rowe, dochodzące 44,000 koron? 

Najprostszą rzeczą byłoby te wydatki roz 
łożyd na stowarzyszenia i rzecz skończona, ale 
toby się mijało z zadaniem „Zadrużnej Zvezy;'^ 
ona bowiem postawiła sobie za cel pomagać 
zrzeszonym stowarzyszeniom, a nie stawad im 
się ciężarem. 

Prawda, istnieje w ustawie punkt, który 
powiada, iż każde stowarzyszenie, które nie 
wpłaciło udziału głównego (to jest 1,000 koron) 
może dawad „Zyezie" co rok zapomogę w su- 
mie 25 korofj. Wyraźnie jednak powiedziane, iż 
tylko może i pod tym względem przymusu 
niema. 

Najlepszym tego dowodem, iż z tego źró 
dła wpłynęło w ciągu roku do kasy „Żvezy'^ 
wszystkiego 3,426 koron, tj. zapomogę wniosio 
tylko 139 stowarzyszeń. 

Dążeniem zarządu ^Zadrużnej Zyezy" jest 
właśnie dojście do tego, aby zupełnie bez za- 
pomóg stowarzyszeń związkowych obyd się 
można, aby samej sobie na utrzymanie zarobić. 

Czyż to jest możliwe? Owszem, najzupeł- 
niej, a przekonamy się o tem z dalszego < i 

Krfiy pożyczkowo oszczędnościowe, należą- 



\ 



.1 



\ 




ce do „Zyezy," mają przeważnie nadmiar leżą- 
cych pieniędzy (jest to zresztą zjawisko całkiem 
naturalne i wszędzie się powtarzające); spółki 
zai wytwórcze poszukują zwykle gotówki, która 
jest potrzebna do obrotu. I jedne i drugie sto- 
warzyszenia potrzebują pomocy „Zadrużnej Zve- 
zy": pierwsze w lokacyi zbywających kapita- 
łów, drugie w udzieleniu respectwe wyrobieniu 
kredytu. „Zyeza" tych pieniężnych przedsięwzięć? 
nie podejmuje sama, ale pośredniczy migdzy 
swojemi stowarzyszeniami i instytucyarai ban- 
kowemi. 

Tak w r. 1906 wkłady stowarzyszeń, zro- 
bione za pośrednictwem „Zyezy," wyniosły 6 mi- 
lionów 900 tysięcy koron, a kredyt udzielony 6 
milionów 800 tysięcy z okładem. Pośrednicze- 
nie w tych tranzakcyach dało „Zadrużnej Zve- 
zie" dosyd spory dochód, jeżeli się weźmie pod 
uwagę, że od wkładów daje ona 4 i pół procent, 
a kredytu udziela na 5 procent. Ten pół procent 
stanowi zysk „Zyezy," stanowi źródło głównego 
jej dochodu, chód zwykle właściwie „Zyeza" za- 
rabia ćwieró procent, gdyż nieraz musi dzielid 
się tym półprocentowym zyskiem z instytucyą 
bankową, z której usług korzysta. 

Tak więc z procentów mi^a pZyeza" w o- 
mawianym roku sprawozdawczym 28 i pół ty- 
siąca koron zarobku. 

Zauważyd też należy, iż rewizye, jakich 
dokonywa „^adrużna Zyeza" w związkowych 
stowarzyszeniach, nie są bezpłatne. Przeciętny 
koszt jednej rewizyi wynosi 45 koron, ale każ- 
de towarzystwo płaci za rewizye w tym sto- 
sunku, ile rewizya dni trwała. Na rewizyach 
jednak „Zyeza" nie zarabia wcale, przeciwnie, 
zawsze dokłada do nich. 



49 



Roepatrując teraz te korzyści, jakie stowa- 
rzyszenie każde ma od „Zyezy" i porównywu- 
jąc je z kosztami, jakie związek każdy na „Zve- 
zę" ponosi, — musimy przyznać', że wydatki na 
„Zadrużną Zvezę," w porównaniu z temi nieob- 
liczalnemi wprost korzyściami, które daje, są 
wprost bagatelne. 

Jeżeli rozwój „Zyezy" pójdzie dalej w tym 
samym tempie, jak to się uwydatniło w ciągle 
rozpatrywanym ostatnim roku sprawozdawczym, 
to wkrótce nietylko ,JZadrużna Zyeza" nie bę- 
dzie potrzebowała żadnej pomocy od zrzeszo- 
i\ych związków, ale jeszcze co rok da znaczny 
£ysk. 

Ustawa przewiduje taką okoliczność? i po- 
wiada, że wtedy zysk odkłada się jako kapitał 
zapasowy. Kapitałem tym stosownie do swego 
uznania rozporządza ogólne zebranie „Zadrużnej 
Zvezy," ale o udzieleniu dywidendy od wkła- 
dów nie może byd mowy, gdj^ż toby się sprze- 
ciwiało zasadniczym paragratom. Wobec tego 
kapitał zapasowy może być tylko obracany na 
cele kulturalno-społeczne, czy to dla dobra sto- 
warzyszonych, czy szerszego ogółu. 



Zmierzam już ku końcowi opisu „Zadruż- 
nej Zvezy." Opis ten mógł się wydad niejedne- 
mu czytelnikowi zbyt drobiazgowym nioże, na- 
zbyt obfitym w szczegóły — ale uczynione to zo- 
stało z rozmysłem. 

W dobrze obmyślanych i umiejętnie prze- 
prowadzonych szczegółach jest właśnie siła ta- 
kiej instjtucyi, która z natury rzeczy z drobne- 
mi codziennemi sprawami ma stycznośd. 

Wśród Słoweńców. 4 



50 



wielki pomysł, o dobry projekt u nas 
w Polsce nie trudno; mniej łatwo już jest o wpro- 
wadzenie takiego dobrego projektu w życie, o u- 
rzeczywistnienie go; ale najtrudniej o ścisłe 
w szczegółach celowe wewnętrzne urządzenie 
mechanizmu działania jakiejś instytucyi czy sto- 
warzyszenia społecznego. Do tego usystematy- 
zowania pracy, do tego racyonalnego i najbar- 
dziej celowego ułożenia roboty c.zujemy wstręt, 
nie staje nam cierpliwości. 

1 dzieje się to, że wielkie instytucye filantro- 
pijne kuleją, — że inne znowu instytucye kultural- 
no-społeczne nie rozwijają się należycie, bo ich we- 
wnętrzny mechanizm jest za bardzo hiuroTcratycs • 
ny. Pod wyrazem biurokratyczny rozumiem w tym 
wypadku heismyślne prsieladowanie nic nie znaczą- 
cemi formalnościami^ a pominięcie takich szcze- 
gółów, które się przyczyniają do lepszego wy- 
pełniania celu instytucyi. 

Weźmy chód taką napozór drobnostkę dla 
przykładu. 

W wielu instytucyach, zwłaszcza handlo- 
wych, dla porządku przyjęte jest, iż na kores- 
pondencyach przychodzących przybija się stem- 
pel z datą przyjścia i później stempel z datą 
odpisu, t. j. udzielenia odpowiedzi. 

W „Zadrużnej Zyezie" spostrzegłem, iż tam 
oprócz powyższych dwóch uwag robi się jeszcze 
adnotacya, kto na list odpowiedział, kto żąda- 
nego wyjaśnienia udzielił. 

I porządek taki ma duże znaczenie prak- 
tyczne. Bo podpis urzędnika na liście załatwio- 
nym, — jest jednocześnie jego moralnem zo- 
bowiązaniem, że sprawa została załatwiona na- 
leżycie. Wobec tego żadna odpowiedź nie jest 
udzielona tak, aby zbyd, aby robotę zepchnąó, 



51 

lec7. musi byd dana z rozmysłem i zastanowię- ^ 

niera, a następnie żaden urzędnik nie może spy- 
43had roboty na drugiego (naprzykład podwład- 
nego). 

Musi między nimi wyrobić się prawidłowy i 

podział pracy z dwócłi następujących powodów: \ 

1) gdyby jeden załatwiał nadmiernie dużo ko- 
respoudencyi, a drugi nic, toby to nie mogło 
ujśd uwagi zwierzcłinictwa; 2) żaden nie może ; 

być wszechstronnym, a informacye muszą byd • 

udzielane bezwzględnie pewne, więc stąd po- 
trzeba pewnej specyalizacyi między urzędnika- , 
mi, która tylko na dobre wyjśd może zarówno 
pod względem dokładności, jak i szybkości za- 
łatwienia spraw. "" 

Prawda, że przy takiem postawieniu rzeczy 
urzędnik jakiegoś stowarzyszenia o celach spo- 
łecznych nie może byd biernem kółkiem me- 
chanizmu, nie może byd wyłącznie bezduszną i 
nakręconą maszynką, której utrzymanie tyle a .^ 
tyle na miesiąc Kosztuje. |f 

Tu potrzebni są ludzie, którzjr nie tylko B 

chcą, mogą i umieją pracowad, ale jeszcze mu- " 

szą rozumied cel instytucyi, w której pracigą, \ 

muszą się z tym celem solidaryzowad i muszą 
się starad w swej codziennej tej żmudnej niepo- 
zornej robocie ów cel wypełniad. 

Inaczej mówiąc, każdy prawie funkcyona- 
ryusz instytucyi o zadaniach społecznych musi 
pracowad z ideą przewodnią w duszy i przytem 
tą samą, która jest tej instytucyi hasłem. 

Słusznośd tego twierdzenia sprawdziła na 
sobie „Zadrużna Zyeza." Od samego początku 
istnienia w łonie swych pracowników miała 
zawsze ludzi porządnych, pewnych, solidnych — 
przynajmniej takich mied się starała, — a jednak 



/ . 



t. 



52 



> 

ł 



!i ♦ 



n 



# t 



przez pierwsze sześd łat działalnośd szła niezu- 
pełnie zadowałniająco. 

Przyczynił się do tego zapewne bralc do- 
świadczenia, może niedostateczna energia dzia- 
łania (o czem zresztą było już wyżej mówione) — 
ale najwięcej bez wątpienia przyczyniło się nie- 
dostateczne przejęcie się sprawą. Ludzie ci na- 
pewno zupełnie uczciwie zapracowali nawet na 
pobieraną pensyę, ale to jest dośd na pracowni- 
ka bankowego naprzykład, lecz nie wszystko, 
co dad z siebie powinien pracownik instytucyi 
społecznej. 

I ci trzej młodzi ludzie, których już wy- 
mieniłem, a którzy teraz prowadzą całą prak- 
tyczną działalność „Zadrużnej Zyezy," w ciągu 
jednego roku tak zadziwiająco pchnęli cały 
„związek" naprzód nietylko dlatego, iż posiada- 
ją wiedzę fachową, energię i przedsiębiorczość, 
ale dlatego, — ośmielam się twierdzid, — nade- 
wszystko, że swą pracę kochają i oddają jej nie 
tylko mięśnie, umysł, — ale i duszę. 

Duszy w pracy! Tego wszędzie u nas pa- 
trzeba! 



' I 




IV. 

^Ljudska Posojllnlca." 

Ludowa Jcasa po^yc^howa. Naprzeciwko ho- 
telu „Union," w chwili gdy piszę te słowa, do- 
chodzi już pierwszego piętra budowa solidnego 
gmachu, o jedenastu wielkich otworach fronto- 
wych, — wyrażając się fachowo. Duży znak zawie- 
szony na rusztowaniu objaśnia, iż to będzie 
gmach ^Ljadsldej FosojilnicyJ*^ 



53 . 

Dobrze to świadczy o stanie, interesach *| 

;a także i zamożności instytucyi, kiedy sobie 
na budowę domu własnego pozwala, a szczegól- 
niej dobrze świadczy w tutejszych stosunkach, j 
gdyż Słoweńcy w przedsięwzięciach materyalnych f 
są ostrożni i mało pochopni do angażowania się 
w rzeczy, w których nie czują pewnego gruntu ,'; 
pod nogami. Dlatego w całej działalności spo- j 
łecznej i politycznej Słoweńców tak mało kro- -«| 
ków fałszywych... 

Widziałem niedawno u jednego z działa- , 

czów książkę, zawierającą spis alfabetyczny gmin 
w Styryi, Karyntyi i t. d. we wszystkich pro- ^ 

wincyach, gdzie żywioł słoweński zmaga się "'" 

z żywiołem niemieckim albo włoskim. Zwróciły 
moją uwagę różnobarwne podkreślenia wielu 
nazw, oznaczenia krzyżykami, kółkami i t. p. 

— Widzi pan — to są gminy, o których wy- | 

darcie z pod przewagi nieraców walczymy. J 

W tych już mamy większośd i przy najbliższych Jf 

wyborach wszystkie urzędy obsadzimy swoimi: fi 

niemcy będą musieli się cofnąd, ustąpić. W tam- " 

tych też już mamy większość, ale jeszcze niez- 
byt ugruntowaną i zresztą dokoła jeszcze gminy 
czysto-niemieckie (przynajmniej nazewnątrz) — 
wypadnie pewno na ostateczny atak przeciw i 

niemczyźnie ze trzy lata poczekad W owych \ 

gminach, co są tak falisto zakreślone, rozpoczę- ^ 

liśmy dopiero działalność, za lat dziesięć będzie- ; 

my panami. | 

I w ten sposób kolejno objaśniał mi ów 
działacz znaczenia tych, tajemniczych narazie, f 

podkreśleń, a przederaną przewijało się niby ' 

w najbardziej udoskonalonym kinematografie /' 

zobrazowanie systematyczności i precyzyi, z jaką ! 

jest prowadzona ta cicha, spokojna, kulturalna 

» 



/> 



54 



-!l 



( • 



walka o odzyskanie od wieków przez żywioł 
obcy opanowanych dzielnic. 

— Cóż na to niemcy i wloai? 

— A no — włosi od czasu do czasu podniosą 
krzyk i ustępują, — niemcy rzadziej krzyczą lecz 
nie ustępująj bez waiki, ale zazwyczaj my zwy- 
ei^żamy. Jest sprawa taka: wydać niemcora 
wojnę nacalej Uniij— to z pewDOscią narazid się 
na stanowczą porażka. Obraliśmy system , jak- 
ty to powiedzied, walczenia na raty. Jedynie 
dla nas dogodny. 

Toć nas sloweticów wszystkiego, wszystkie- 
go jest nie wyżej nad 1 milion ÓOO tysięcy, 
S5 czego 200 1. na eraigracyi w Ameryce. Jedną Kra* 
ing tylko zamieszkujemy niepodzielnie; — w po- 
zo8tai3'ch prowincyach zmieszani jesteśmy z lud- 
nością niemieclsą, wioską, lub węgierską. Wszę- 
dzie musimy walczyć o swe istnienie, wszędzie 
zapobiegać przeciw wynaradawianiu — słowem 
walka na trzy fronty. Czyż taki raaiy naród 
mógłby ją poprowadzić z powodzeniem atakiem 
frontowy m, powszechnym? Nie, i dlatego trze- 
ba sig uciekać do zastosowanej już przez nas 
taktyki. 

Nigdy o owładnięcie jakąś gminą nie wsi^czy- 
my walki, gdy nie posiadamy bezwzf^iędnej pew- 
ności zwycięstwa. Jeżeli niemcy, spostrzegłszy 
wzmaganie się naszych sit^ chcą nas sprowoko- 
wać, zajmujemy stanowisko obrotme, ale walki 
nie przyjmujemy* I to jest tajemnica naszych 
powodzeń. Ludziom gorętszym wydaje się ten 
system zbyt oczywiście ślamazarnym, powolnym, 
ale my w odpowiedzi mamy jeden argument, 
zbijający wszystkie pretenaye malkontentów- 
tam, gdzieśmy dzięki swemu systemowi wzięli 




m 



górę, nie było wypadku, aby nas wyparto z pow- 
rotem. 

— Jedno podziwianij iż przy swoim żywym 
temperamencie udaio się wam nakłonić do ta- 
kiego sposbu działania, który wymaga i syste- 
matyczności i jeszcze większej cierpliwości. 

— Ee, wiele robi ten, co musi, Gdybyimy 
nie postarali sie opanotaać swego temperamentu, 
tob}^ nas do reszty opajwioali niemcyj włosi i wg- 
grzy. Niemcy wiele nam złego zrobili, ale też 
niejedno dobre od nich przejęliśmy, a przede- 
wszystkiem w pracy społecznej i politycznej 
nauczyliśmy się stosowania hasła: Eilemit Welle — 
pośpieszaj roważanie i zwolna. 

Zainteresowany sprawami poruszonemi przez 
mego rozmówcę, zapragnąłem dowiedzied się 
więcej szczegółów^ praktycznych z całej syste- 
matyki czy strategii tej ciekawej walki kultural- 
nej, a piszę o tem wszystkiem w rozdziale, 
w którym ma być przedstawiona działalność „Lu- 
dowej kasy pożyczkowej," bo jedna sprawa 
z drugą, w ścisłej znajduje się łączności. 

Otóż jeżeli Słoweńcy postanowili w jakiejś 
gminie wpływ swój ugruntowad czyli napowrót 
j% zesłoweńszczyd, — to nie zaczynają swej pracy 
bynajmniej od zakładania stowarzyszenia kul- 
turalno-oświatowego, czytelni lub szkoły od- 
dzielnej. 

Gdyby rozpoczynali swą działalność od in- 
stytucyi czysto oświatowych, to bezwątpienia 
budziliby odrazu czujność przeciwników i nie- 
wiele zdziaładby mogli. 

Początkiem, pierwszym etapem, — zwykle 
jest powołanie do życia kasy pożyczkowo- oszczęd- 
nościowej. 



/ J 



50 



Ludzie zaufania, naprzód upatrzeriij biorą 
zarząd w swoje ręce i tak s% obowiązatii sprawy 
prowadzić, aby bez JŁjtrzenia, btiz ogłaszania 
uiid tf^ orbi swych zamiarów i zasad, nie do- 
puszcza- praeciwników do wpływu w kasie, do 
jej ogarnięcia. 

Jednem słowem ^ zadaniem każdej takiej ka- 
sy jest nie tylko utat^v{enje robienia oszczęd- 
ności i podtrzymywanie uczestników łatwy m, 
tanim i na dogodnych warunkach opartym kre- 
dytem — a!e jednoczu^nie shupieuic i włjrahiunie 
sitolet\~tie źi/wio/u rochimego, ludności słoweńskiej 
danej miejscowości. 

Działacze słoweńscy są zdania, źe nic ule 
pomoże druków ani e^ choćby najbardziej patryo- 
tycznychj pism i książek, jeżeli ludzie nie będą 
mieli zbywaj g;cy cli jłicnigdzy na ich kupienie, 
i jeżeli nie bgdą na tyle uspoiecziueni, żeby rozu- 
mieli pożytek takich wydawnictw, 

I jedno i drugie osiąga sig właśnie za poś- 
rednictwem tych kas ^ nieogr anie mną wzajemną 
poręką. Ta nieograniczoźd wzajemnej porcki, 
rzecz nap ozór wielce niebezpieczna, ma właśnie 
takie wielkie znaczenie kształcące i wyrabiająca* 
społecznie: wyrabia ścisłosd i oglgdność. 

Na wsiach są zwykle zakładane ł^iasy sys- 
temu Reiffeisena, w osadach i miastecki ach sys* 
temu Schulze— Delitscha. 

Nie bgdę tutaj wykłada! na ozem polega 
każdy z tych systemów i ozem się od yiebie 
równią, bo to by mnie zaprowadziło zadaleko. 
Zresztą systemy te w Pozjiariskiera odda w na są 
zastosowanej a i w Królestwie nie obce. 

Znaczenie i pożytek ich nieraz juź w na- 
szem piśmiennictwie ludowem były omawiane, 
a w celach popularyzacyi tych systemów kas 




57 



wiejskich wyszły przed paru laty kilkunasto- 
kopiejkowe broszury, z których każdy, kto do 
tej pory systemów owych nie znał, z łatwością 
poinformuje się o nich dokładniej, niż bym to 
ja na tem miejscu mógł uczynid. 

Tak więc walkę kulturalną z żywiołami 
wrogimi Słoweńcy rozpoczynają od wyrobienia 
wśród siebie solidarności, od wzmożenia się ma- 
teryalnie, od wykształcenia w umiejętności współ- 
życia z drugimi. A wszystkich tych ważnych 
rzeczy, napozór przytem bardzo trudnych, doko- 
nywa się za pomocą zwykłej, niepozornej kasy 
pożyczkowo-oszczędnościowejjprzy pomocy zwjr- 
kłego, niepozornego księdza proboszcza lub wi- 
karyusza. 

Niezawsze jednak do pomocy w prowadze- 
niu kasy ksiądz proboszcz czy wikaryusz się 
znsLJdziel bo nieraz w parafii jest k siądź- niemiec 
do którego Słoweniec zaufania niema i wtedy 
ludnośd gminy sama sobie musi radę dawad. Ale 
najczęściej tak bywa, że praca kulturalna w du- 
chu słoweńskim zaczyna pulsowad dopiero z chwi- 
lą przybycia księdza-słoweńca: on daję pobudkę, 
on jest pierwszym kierownikiem, póki siły miej- 
scowe się nie wyrobią. 

Taki plan działania w duchu narodowym 
od wzmocnienia gruntu materyalnego nie jest 
wśród Słoweńców wypracowany w czasach ostat- 
nich dopiero! — nie: od samego początku jak 
tylko się rozpoczął ruch stowarzyszeniowy, roz- 
wija się on w taki właśnie sposób, że wszędzie 
przedewszystkiem powstają kasy pożyczkowo 
oszczędnościowe, ^chranilnice i posojilnice^^ jak 
je Słoweńcy w swym języku nazywają. Prze- 
konywa o tem zresztą statystyka. W roku 1880 
na U stowarzyszeń 9 było kas pożyczkowo- 



I 



m 



.1 



i 



:i 



•{ 



M 



oizczędnościowycli; w roku 1890 na 48 stowa- 
rzyszeń kas było 41; wreszcie w roku 1900-ym 
iia 388 zriseszeii istniało kas 203-y* Gdybyśrnjr 
stosunek nakładanych kas do ogólnej ilości 
wszystkich stowarzyszeń okreśIiU procentowo, to 
otrzy manay następujące liczby: w r. 1880-ym— 82Voj 
w r. 1890-ym 85Vo, w r. 1900-ym 527o. Z tych 
danych jasno jest widoczne, że dopiero gdy pow- 
stała dostateczna ilość kas oszczędności i te do- 
statecznie się rozwinęły przystępowano dopiero 
do tworzenia innych rodzajów zrzeszeń. Bod 
ostatecznie czy założenie mleczarni spółkowej^ 
czy jakiego stowarzyszenia wytwórczego, czy 
chodby spożywczego sklepu spółdzielczego lub 
zwykłego kółka włościańskiego — wszystko potrze- 
buje odrazu pewnego mniejszego lub większego 
kapitał] ku zakładow^ego, którego zgromadzenie, 
w stosunkach wiejskich zwłaszcza, nie jest tak 
łatwej pożądany też jest jaki taki kapitalik za- 
pasowy, w którym można byłoby znaleźd opar- 
cie w razie nieprzewidzianych niepowodzeń. 
A wlainie taką podporą materyalną innych zrze- 
szeń wśród Słoweńców służy zawsze kasa po- 
życzkowo oszczędnościowa. 

Nierzadko nię zdarza nawet, iż dłużej istnie- 
jąca i dobrze postawiona kasa oszczędności no- 
wopowstającemu stowarzyszeniu w tejże miej- 
scowości robi pokaźny prezent „na dobry po- 
czątek." 

Tak np, w lipcu 1907-go roku w Mengszu, 
niedaleko Lubiany, miejscowości, znanej z wy- 
robu kapeluszy słomkowych — powstało stowa- 
rzyszenie zawodowe kapeluszników miejscowych 
2 namiarem wyemancypowania się od dwóch 
wielkich fabrykantów — hurtowników, niemców. 
W tej okoliczności tamtejsza kasa oszczędności 




69 



na mocy uchwały ogólnej członków kupiła ob-^ 
szerny dom i ofiarowała go nowemu stowarzy- 
szeniu. Dom kosztował kilka tysięcy koron i jest 
tak obszerny, że się pomieści w nim nietylko 
spora fabryczka kapeluszy, ale będzie również 
obszerne pomieszczenie na składy wyrobów go- 
towych, jako też lokal na czytelnię i duża izba 
dla drużyny muzycznej, jaka istnieje w tejże 
osadzie. 

Rozumie się odrazu inaczej może taki zi^ią- 
zek prosperowad, gdy rozpoczyna swe istnienie 
w takich warunkach. 

O zgromadzenie kapitału obrotowego też 
nie trudno, bo każdy ma tam coś w kasie za- 
oszczędzonego, więc trzeba tylko z jednego sto- 
warzyszenia przekazać gotówkę do drugiego 
i sprawa gotowa. 

W tych właśnie powoli bez gorączki pow- 
stałych kasach jest tajemnica tego faktu, że 
w ostatniem dziesięcioleciu taki szalony ilościo- 
wo rozrost najrozmaitszych stowarzyszeń spo- 
strzegamy i że wszystkie związki dobrze się^ 
rozwijają. 

^Ljtidska posojilnica^ jako centrala kas po- 
życzkowo -oszczędnościowych powstała w roku 
1895-ym, jest więc o pięd lat starsza od „Za- 
drużnej Zrezy"; ale z chwilą powstania tego 
„Związku stowarzyszeń" przyłączyła się doń 
i dziś, jak każda najmniejsza wiejska kasa, pod- 
lega rewizyi „Zvezy." 

Wychodzi to jej tylko na dobre, gdyż tem 
większe przez to posiada zaufanie wśród ogółu, 
co się dodatnio odbija na obrotach pieniężnych, 
a z drugiej strony zjednoczenie się ze „Zyezą"" 




I 'j 



} 



\ 

•» 

Cl 






^Ełakomicie rozszerzyło zakres ilościowy opera- 
cji finansowych, 

Ale tylko ilościowyj bo ^Ljudshi posojUni- 
m/' jako będąca centralą kas przeważnie typu 

ReiflFeisena, jest również instytucyą, z nieograni- 
c^07ią parcką i dlatego z ogranici^omjm zakresem 
rodzaju operacyi pieniężnych. 

Ta okollcznośd spowodowała potrzebę stwo- 
rzenia oddzielnego banku słoweńskiego^ co teź 
jes^ienią 1907*go roku dojdzie do skutku. Istnie- 
ją coprawda oddawna w Lublanie dwie instytu- 
cye bankowe, ale raają je dotąd w swych rę- 
kach nieincy: Trięc Słoweńcy stracili już nadzieję 
rychłego wyrwania ich z rąk obcych j a tymcza- 
sem nie mając swojego banku zmuszeni byli 
własnymi dnpozytami zasilad wrogie sobie in- 
stytucye* 

Ustanowieniem banku słoweńskiego zajmu- 
je sig „ZadrużLia Zvezaj" a w^edług obliczeń 
twórców tej nowej instytuoyi liczba kapitałów 
nieletnich, kościelnych i t, p., które natychmiast 
po założeniu będą podjęte z banków niemieckich 
i przeniesione tutaj dojdzie 2 i pół miljonów koron. 
Od razu więc je.^st poważny podkład do rozwinig- 
cia działalności. Bank powstający będzie dosko- 
nalem uzupełnieniem „Ljudskiej posojilnicy'| 
i jeszcze bard ai ej przyczyni się pośrednio do jej 
rozwinięcia, które i dotąd szło n aj 2iu pełniej za- 
dawalniająco. Świadczy o tern następujący Bze- 
ren: danych liczbowych obrotUj który w roku 
1896'ym mało ^o przewyższał 1 rniljon koron; 
w dwa lala póź tiej dochodził już 14 milionów, 
w roku liJOO-yTM wynosił 24 mi[ioiiy, w r. 1902- 
ira — 32 i póJ -liliona, w n 1904-ym ~ 46 mi- 
lionów i wresj:^ ^e w roku ItłOO-ym przewyższył 
55 milionów koron. 




UL.. .. ._^^. 



61 



Dziś ^Ljudska Posojilnica^ ma 2199 człon- 
kóWy posiada z górą dwanaście milionów wkła- 
dów na 8732 książeczkach, nie licząc wkładów 
na rachunek bieżący. Według ustawy „Ljudska 
Posojilnica" ma prawo bowiem przyjmowania 
wkładów nie tylko od swoich członków ale i od 
wszystkich osób postronnych. Za wkłady daje 
472 proc. 

W ostatnim omawianym roku sprawozdaw- 
czym pożyczek było wydanych na sumę 11 mi- 
lionów koron. Stopa procentowa od pożyczek 
wynosiła niemniej 57©; rozumie się, że najprzy- 
stępniejsza stopa procentowa była jedynie dla 
członków. 

Wogóle ^Ljudska Posojilnica," jakto corocz- 
nie prawie powtarza w swoich sprawozdaniach-^ 
nie jest instytuoyą finansową, której chodzi 

zyski: — ma głównie na celu pożytek społeczny. 

1 to nie jest frazesem, to się uwidocznia dobitnie 
przy wniknięciu w szereg dorocznych sprawoz- 
dań, to widzi zresztą do pewnego stopnia każdy 
chód by i z tego, że przy 55 o milionow}rm obro- 
cie zysk czysty wyniósł jedynie 43 tysiące ko- 
ron. Własna gotowizna stowarzyszenia docho- 
dzi do 300 tysięcy koron. 

Do stowarzyszenia przystępuje przeciętnie 
co rok około 200 członków. Suma udziałów 
w roku 1906-ym wynosiła 14 tysięcy koron. 

Rozwój instytucyi postępuje systematycznie. 
Na czele jej w obecnej chwili stoi adwokat dr. 
Jan Szusterszioz, prezes klubu słoweńskiego 
w parlamencie wiedeńskim. 



jłM 



62 



• 






^Gospodarska Zve2a" 

Trzecie stowarzyszenie^ odgrywające '[. do- 
niosłe znaczenie w życiu gospodarczem Słoweń- 
ców, to ^Gospodarska Zve^aJ^ 

Jestem w pewnym kłopocie^ jak tę naaiwę 
oddac^ w języku polskim; bo ^(jospodarsJtV^ po 
sioweńsku jest z jednej strony równoznacznikiem 
naszego wyrazu tego samego brzmienia, a z dru- 
giej oznacza też pojecie gospodarczy czyli ehoiW' 
micznij. Działalność tego sswiązku uzasadniałaby 
w języku polskim i jedną i drugą nazwę, ale 
zdaje się, że będę bliższy intenc3^i założycieli 
tego stowarzyszenia, gdy po polsku nazwę je 
^ Ztriihfkiem gosijodarciym,^ 

^Gospodarska Zveza" zarówno jak i poprze- 
dnio opisana ^Ljudska posojilnica^ jest w auto- 
nomicznym związku z „Zadrużną Zvezą^ i pod- 
lega jej rewizyi, co jest zastrzeżone ustawą. 

W istocie swej „Związek gospodarczy" jest 
centralą dla wspólnego zakupu i sprzedaży. Za- 
kres działalności jego określa ustawa w nastę- 
pujących punktach: 

1) dla swoich członków na ich życzenie 
i rachunek kupowad wszystkie produkta dla 
zaspokojenia gospodarskich potrzeb, a zwłaszcza 
sztuczne nawozy, paszę, nasiona, inwentarz ży- 
wy, maszyny, narzędzia rolnicze, środki dla tę- 
pienia s/shodników i t. d., — w razach wyjątkowych 
nabywad te rzeczy na swój własny rachunek 
i odstępowad je członkom; — również w kupnie 
i sprzedaży pośredniczyć; 

2) dla swoich członków na ich zlecenie 
i rachunek nabywad wszelkie sprzęty domowe- 
go urządzenia i użytku; 






63 



3) płody i wytwory gospodarstw włościańskich 
oraz wyroby swoich członków na ich obstalunek 
i rachunek dostarczad i sprzedawad: szczególniej 
zaś na rachunek członków lub swej własny po- 
dejmowad się dostaw wspomnianych wytworów 
i wyrobów dla państwa, urzędów, stowarzyszeń 
i innych wielkich odbiorców; — jako też w po- 
dobnych tranzakcyach pośredniczyd; 

4) w miarę potrzeby dla osiągnięcia zadań 
swoich nabywad budynki i stosowad odpowiednie 
techniczne urządzenia, a o ileby zaszła potrzeba 
wyjednywad na to potrzebne koncesye; 

6) zakładad filie swoje i składy. 

Zakres działalności, jak widzimy, wytknię- 
ty wszechstronnie i „Gospodarska Zveza" stara 
go się w całości wypełnid, co też się jej najzu- 
pełniej udaje, .chód jest jeszcze stowarzyszeniem 
stosunkowo młodem, bo dopiero 2-i rok istnie- 
nia liczącem. 

^Związek gospodarczy" szczególniejsze usługi 
oddaje konsumom (spożywczym stowarzyszeniom 
spółdzielczym), mleczarniom spółkowym i wszel- 
kiego rodzaju towarzystwom włościańskim. 

Przy „Gospodarskiej Zvezie*' zgrupowały 
się prawie wszystkie mleczarnie, gdyż zwłaszcza 
im to stowarzyszenie oddaje cenne usługi. Nie- 
tylko wyszukuje odbiorców, ale zajmuje się rów- 
nież ściąganiem należności, tak że mleczarnie 
dostarczają tylko swe wytwory na stacyę kole- 
jową i raz lub dwa razy na miesiąc, stosownie 
do układu, otrzymują z zarządu „Gospodarskiej 
Zyezy" należne pieniądze. Po za tem żadnych 
kłopotów nie mają. Nie obchodzi je nawet, czy 
odbiorca, któremu dają swój towar, odpowiedzial- 
ny pieniężnie i wypłaca akuratnie, bo to rzeca 
^Gospodarskiej Zvezy,'' która za swoją fatygę 



/ •a.-^^ 



'1 A 



^i; 



66 



biersie sobie 2 proc. prowiayi. Zauważyć jednak 
należy, iż w tych dwóch procentach jest juz 
] aackuracya: gdyby więc zdarzyło si§, że od- 
biorca zbaokrutowal czy z innych jakich po- 
wodów przestał pJacid, — to mleczarnia nie patrzy 
odbiorcy ino „Zirezy," która musi w takim wy- 
padku całą, należność pokryć ze swoich fundu- 
szów. Mleczarnia stratna być nie może. 

Ciekawą tai jest rzeczą, ii do „Gospodar- 
skiej Zvezy" należą również niektóre kasy po- 
życzkowo-oszczędnościawe. Jak otyaśniał mię 
jeden z członków zarządu, należą kasy z tych 
miejscowości, gdzi^^ niettiŁi stowarzyszeń spożyw- 
czych czy innych związków, gospodarczych. 
Otóż członkowie tych ka?, korzystając z tego, 
ii zrzeszenie w nich pozwala im na wppónią 
dzialalnośdj za po.^rednictwem „Gospodarskiej 
Zvezy^ p^rę razy do roku robią hurtowe zaku- 
py potrzebnych przedmiotów czy produktów. 

Rozumie sig w tych przedsięwzięciach han- 
dlowych ka^y nie biorą udziału jako ,s towarzy- 
szenia^ ale tylko jako środowiska skupiające 
ludzi i przez to ułatwiające im podejmowanie 
zbiorowych tranzakcyi. 

Lublańska „Gospodarska Zveza" z końcem 
roku 190t)-go liczyła 464 członków zwykłych 
i 68 członków — stowarzyszeń. Tak podaje spra- 
wozdanie, chód zapewniał mię prokurent „Zve- 
zy,^że stowarzyszeń należy około dwustu^ tylko 
większość przystąpiła za pośrednictwem poje- 
dynczych członków swoich zarządów. 

Bo jest sprawa tego rodzaju: według usta- 
wy członkami „Gospodarskiej Zyezy" mogą być 
i stowarzyszenia i pojedyncze osoby. 

Wpisowe i dla jednych i drugich jest jed- 
iiakowe: wynosi 1 koronę — ale udziały są różne. 



06 



Dla stowarzyszeń udziały są po 20 koron, 
dla pojedynczych osób po 2 korony; przyczem 
stowarzyszenia mogą nabywać i wigcej udziałów 
lecz przestrzegając stosunku jeden udział na każ- 
dych 30 członków; — osoby zaś prywatne mogą 
kupowad tyle udziałów, ile im pozwoli zwierz- 
chnictwo stowarzyszenia, ale w każdym razie 
nie więcej po nad 50 sztuk. 

Otóż stowarzyszeniom mniej zasobnym do- 
godniej jest przystępować 'do „Zyezy" jedynie 
za pośrednJctera pojedynczych swoich członków 
i mniejsze przez to ponosid ciężary. Z tego to 
właśnie względu faktyczna ilośd będących 
w „Związku gospodarczym" stowarzyszeń wię- 
ksza jest od wykazanej sprawozdaniem, — w każ- 
dym razie ogólna liczba i jednego i drugiego 
rodzaju członków, w końcu roku 1906-go wyno- 
siła 5 3 2. 

W odróżnieniu od „Zadrużnej Zyezy" udzia- 
ły „Gospodarskiej Zyezy" procentują się, ale nie 
wyżej po nad 57o rocznie. 

Powyższe ograniczenia co do posiadania 
liczby udziałów są poczynione w ustawie ze wzglę- 
du na zapewnienie faktycznej odpowiedzialności 
pieniężnej członków. „Związek gospodarczy" jest 
bowiem stowarzyszeniem z ograniczoną poręką 
i każdy, posiadający jeden udział za 20 koron, od- 
powiada swem mieniem do wysokości 200 koron, 
posiadacz zaś udziału 2 koronowego odpowiada do 
20 koron. Rzecz prosta, iż trzeba przestrzegać 
aby odpowiedzialność była rzeczywistą a nie 
papierową. 

Na to jest we wszystkich stowarzyszeniach 
słoweńskich zwracana baczna uwaga, boć war- 
tość społeczną i ekonomiczną mogą mieć w na- 
rodzie tylko związki, oparte na solidnych pod- 

Wiród Słoweńców, 5 



e« 



stawach inateryalnych i pod każdym waględein 
przestrzegające solidności w działaniu. 

Ten wzgląd rozumnej i praktycznej ostroż- 
ności kazał też postawić w ustawie jeszcze je- 
den warunek dla chcących przystąpić stowarzy- 
szeń: oto do „Gospodarskiej Zrezy" mogą należed 
tylko te związki, które się poddają rewizyt 
„Zadrużnej Zyezy." 

Eto się nie dotykał praktycznie dzi£j:«1noś- 
oi wszelkich stowarzyszeń spółdzielczych czy 
spółkowych, temu się podobne ograniczenia wy- 
dawad mogą ciasnym biurokratyzmem. Każdy 
jednak, kto się bliżej przyjrzał podobnym związ- 
kom, a zwłaszcza nie tym, które dobrze idą, ale 
tym, które kuleją i upadają — ten bezwarunkowo 
przyzna, iż pewne karby czy ściśle zakreślone 
granice, w jakich zamykad się winna działalnośd 
stowarzyszeń — są niezbędne. Również niezbędny 
jest pewien cenzus czy probierz, któryby jasno 
stawiał i wyrażał te kwalifikacye, jakie każde 
zrzeszenie społeczno - gospodarcze prawidłowo 
działające posiadad winno. 

Ma to szczególniejsze znaczenie dla wszel- 
kich stowarzyszeń, centralizujących w sobie sze- 
reg pomniejszych towarzystw. 

Jeżeli bowiem dla pojedynczego stowarzy- 
szenia prawidłowośd działania, solidnośd ekono- 
miczna jest jego własną sprawą prywatną, — to 
dla każdego związku stowarzyszeń sprawy te 
mają znaczenie ogólne. 

To jest jeżeli pojedyncze luzem stojące 
stowarzyszenie z powodu złej działalności czy 
wadliwego urządzenia upadnie — to ostatecznie 
samo na tem cierpi. 

Zmienia się jednak postad rzeczy, gdy przez 
nieoględne przyjmowanie, (bez stawiania pewne* 



^^ 



67 



go cenzusu) dostanie się kilka źle funkcyonują- 
cych towarzystw do pewnego związku stowa- 
rzyszeń; — tod przecież wtedy upadek kilku 
wadliwych towarzystw może zachwiad całym cen- 
tralnym związkiem i wywołać nieobliczalne stra- 
ty dla ogółu. 

To są właśnie przyczyny, które chyba do- 
statecznie uzasadniają konieczność pewnych 
ostrożności pray przyjmowaniu stowarzyszeń do 
związków stowarzyszeń t. j. do centrali, obej- 
mujących pewną grupę jednakowych zrzeszeń. 

Na zakończenie wypadnie jeszcze zaznaczyd, 
że według ustawy „Gospodarskiej Zyezy" każdy 
udział 20-O koronowy daje prawo do 10 głosów na 
zebraniach ogólnych stowarzyszenia. 

Co zaś do podziału zysków to jest stosowana 
następująca zasada: przedewszystkiem 20 — 30 
proc. odkłada się na kapitał zapasowy i czyni 
się to corocznie dotąd, dopóki ten nie dojdzie 
do wysokości połowy sumy wpłaconych udzia- 
łów; potem należy do rezerwy ódkładad tylko 
5 — 10 proc. zysku; — następnie conajmniej 20 
proc. winno iśd na fundusz emerytalny dla pracu- 
. jących w stowarzyszeniu^ a reszta dopiero na opro- 
centowanie udziałów. Jeżeli jeszcze po wjrzna- 
czeniu najwyższego, przez ustawę przewidziane- 
go, procentu pozostanie jaka kwota, to ogólne 
zebranie może nią rozporządzad dowolnie. 

I jeszcze jedno: ustawa wzbrania stowarzy- 
szeniu podejmowania wszelkich niepewnych spe- 
kulacyjnych przedsiębiorstw. Przestrzegania 
tego punktu we własnym interesie pilnują sarai 
stowarzyszeni. Zresztą ^Gospodarska Zreza** 
nie potrzebuje się uganiad za spekulacyami, bo 
i bez tego obrót ma wielki, który w omawianym ro- 
ku sprawozdawczym dochodził 8 milionów koron^ 



L 




I 



oświata. 

Któregoś dnia rzuciłem znajomjTti sloweó- 
com pytanie: 

— Jakżeście doszli do tego, że macie laki 
niewielki procent analfabetów? 

— A, bardzo prostot 

Doprawdy trochę mig rozdrażniła ta odpo- 
TFiedźj o co bowiem nie zapytałem, zawsze prati- 
dewszyatkiem dowiadywałem ^ic^ 2e to i owo 
urobiło się „bardzo prosto."!]! 

No, aie był to tylko pierwszy odruch ray* 
źli człowieka, który spodziewał się usłyszedj ja- 
kąś zajmującą opowieść o wielkich wysiłkach 
i zabiegach, a tymczasem otrzymuje lakoniczne 
zapewnienie, że stało się to bardzo prosto. Opa- 
nowałem się więc niebawem, bo faktycznie roz- 
drażniać się nie było czegOj a z drugiej znów 
strony sloweńcy do najważniejszych przedsię- 
wzięd tak się biorą po prostu bez dekoracyjnych 
ceremonii, że ostatecznie rzeczywiście wielkich 
rzeczy dokonywują bardzo prosto. 

Wysunie życie jakąś potrzebę społeczną^. 
to kto żyje, a chleba jeść darmo nie lubi, zaka- 
suje rękawy i bierze sig do pracy* Dziś ta praca 




UNIYERSmr OF MICHIGAN 




69 



jiiż jest nieco łatwiejsza, odbywa się w pomyśl- 
niej szych warunkach, ale do niedawna, póki:;^s€f)' 
bie Słoweńcy sami nie wywalczyli tych pomy^l- 
niejszych warunków, zaprawdę niełatwa to była 
robota. Bynajmniej nie łatwiejsza niż w na- 
szych stosunkach. Słoweńscy działacze musieli 
walczy d nie tylko z wrogim rządem niemieckim 
ale i z własnymi zniemczonymi już w całości 
lub częściowo rodakami. Oi przeważnie porzu- 
cili swą narodowość — nie można powiedzie<S 
^,dla chleba," gdyż ten i zostając Słoweńcami 
by mieli, — ale „dla bułki albo ciastka," więc 
ruch narodowy nie był im zbyt na rękę, budził 
sumienia, zakłócał miły spokój dobrze wypeł- 
nionych żołądków, wymagał aby do czasu przy- 
najmniej wyrzekad się ciastek i wracad do zwy- 
kłego chleba. Trudne więc mieli zadanie dzia- 
łacze słoweńscy: jednych trzeba byłobudzid do 
życia, drugich z fałszywych dróg zawracad, 
a pr^ytem wszystkiem ciągle mied się na bacz- 
ności przeciw silnemu wrogowi zewnętrznemu* 
A jednak dokonali swego bez względu na 
ciężkie i wrogie warunki. 

Nie pasując się na bohaterów, bo to może 
być bardzo przyjemne dla pojedynczych jedno- 
stek, ale mało pożyteczne dla ogółu— pracowali 
wszyscy, kto mógł i ile mógł, pracowali bez 
wytchnienia nie tylko w pocie czoła, ale często 
i przy krwawieniu serc ranionych; niejeden za- 
mordował się w robocie, mając w nagrodę cześd 
pośmiertną jedynie, a wielu i tego nie zaznało. 
Jednem słowem pracowali po bohatersku, nie 
pasując się na bohaterów. 

I kto wie, czy to nie jest jedna z tajemnic 
powodzenia odrodzenia słoweńców, bo doprawdy 



70 




inaczej trudno sobie wyjaśnid ten świetlanjr 
\fl^jaw w życiu tak drobnego narodu. 

Tak więc wyższośd oświaty w porównaniu 
z sąsiednią, nawet ludnością niemiecką słoweńcy 
zdobyli hardso prosto. 

Oto księża, którzy stali na czele ruchu na- 
rodowego, ruch ten rozumie się oparli na pod- 
łożu wiary katolickiej. Chcąc zaś, aby ich praca 
nad odrodzeniem nie poszła na marne, starali 
się wynaleźć sposób na utrwalenie rozbudzanego 
uświadomienia narodowego i znaleźli go w oświa- 
cie. Środka tego jęli się wszyscy i mniej 
i więcej narodowo usposobieni, bo on nietylko 
pomagał do utrwalenia świadomości narodowej^ 
ale też ogromnie przyczyniał się do pogłębienia 
ducha religijnego ludu. 

Przy katechizacyi więc dzieci, — księża,^ 
dbając o gruntowne zapoznanie młodocianych 
serc i umysłów z prawdami wiary, — uczy- 
li je czytad, pisad, rachowad. A później dawali 
im do ręki książkę religijną, która dopełniała 
nauki ustne. 

Inni pamiętali znów, że umysł rozbudzony 
przez posiadanie umiejętności czytania nie zado- 
wolili się samą książką religijną, że sięgnie i po 
inną; — postarano się tedy, aby i ta inna była 
również dobrą i tanią. Zakładano więc drukar- 
nie Bpćłkowe i spółdzielcze, tworzono stowarzy- 
szenia dla rozpowazeclmienia uczciwych książek, 
podejmowaiio liczne wydawnictwa dla młodzie- 
ży i starszych — słowem starano się rozbudzo- 
ny głód wied/.y nietylko zaspokoid, ale i apetyty 
zdrowe w dobrym kierunku rozbudzad. 




Tl 



Dalszy ciąg, jak mówią słoweńcy, sam się 
zrobił: ci, których czytad nauczyli księża przy 
katechizacyi, mając później dostateczną ilośd 
bajecznie tanich wydawnictw naukowych, roz- 
szerzyli swoje horyzonty umysłowe, zrozumieli 
potrzebę oświaty i już nie obruszali się na wy- 
datki szkolne, lecz sami o ustanowienie szkół 
dbad poczęli. Czieci tych nauczonych przez 
księży, uczyły się już w szkołach. 

W Austryi bowiem od dłuższego już czasu 
prawnie istnieje nauka obowiązkowa, ale prawo 
to niezbyt ściśle jest przestrzegane i wszystko 
ostatecznie od władz miejscowych, krajowych, 
zależy- a z drugiej strony zależy też od samej 
ludności, która doskonale może wpływad na 
swoje władze konstytucyjne, aby ta lub inna 
sprawa gorliwiej była w życie wprowadzana. 
Słoweńcy więc, zachęceni przez swe duchowień- 
stwo do oświaty, postarali się później, aby w ich 
kraju prawo o nauczaniu powszechnem było 
ściślej wykonywane i dlatego dziś mniejszy mię- 
dzy nimi procent analfabetów niż w innych oś- 
ciennych krajach monarchii austryackiej. Praw- 
da? jak to wszystko prosto i samo się zrohilo,,. 

Żeby to u nas wszyscy ludzie chcieli tak 
pomagad temu, co się może tak samo prosto 
robie! 

Nie chwaliłem się, ile analfabetów mamy 
w Galicyi lub Królestwie, bo tu opinia o naszej 
kulturze jest dosyd wysoka, — ale chciałem się 
pochwalid naszym Promykiem, jego metodą na- 
uczania, je^o tablicami do obrazowej nauki 
czytania i jego heroicznym projektem zgnie- 
cenia analfabetyzmu przez rozesłanie po kra- 
ju szeregu ludzi z kompletami tych tablic 



72 



i organizowania po wsiach zbiorowych wykładów^ 
pierwszych tajników słowa drukowanego i pi- 
sanego. 

Słuchano mię uważnie z zupełną aprobatą, 
ale gdym skończył opowieśd i chciałem z try- 
umfującą nieco miną potoczyć okiem po słucha- 
czach swoich, — jeden z nich niespodziewanie 
zrobił uwagę: 

— Ale czyście pomyśleli o tem naprzód, 
żeby drukarnie biskupie przygotowały odpowied- 
nią ilośd wszelkiego rodzaju wydawnictw, bo 
przecież obudzi się odrazu głód wiadomości 
w szerokich masach? 

— Jakie biskupie drukarnie? — wyrwało 
mi się mimowoli. 

— No nie wiem, mpżem się źle wyraził, 
może je u was nazywają konsystorskiemi, czy 
też może są w innym więcej luźnym związku 
z władzą dyecezyalną... 

Mina moja przy tych słowach niespodzie- 
wanego interpelanta musiała być dosyd wymow- 
na, bo nie czekając na moją odpowiedź, za- 
wołał; 

— Jakto czyż u was niema podobnych 
drukarni? Ani katolickich spółko wy eh towa- 
rzystw drukarsko-wydawniczych? 

— Nie, t. j. nie słyszałem o ich istnieniu. 
A po chwili dla zatarcia złego wrażenia, 

zacząłem opowiadać, że wśród związków robot- 
ników chrześoiańskich powstał projekt założenia 
drukarni współdzielczej, że zapewne wkrótce ta . 
sprawa urzeczywistni się-, na razie tylko brak 
środków stoi na przeszkodzie i t. d. i t,*d. wy- 
tęczawiałem przyszłość dla osłonięcia ciemnej 
teraźniejszości. 

Ale niebardzo mi się to udawało... 




ilHHMiMi. 



73 



Mój rozmówca obruszył się nie na żarty: 
— Jakto na taką rzecz, jak założenie ka- 
tolickiej drukarni trzeba czekać dopiero na środ- 
ki pieniężne? Tod powinny momentalnie się zna- 
ieśd! Przecież do tego nie potrzeba milionów; 
60 tysięcy koron (20 tysięcy rubli) na przyzwo- 
ite urządzenie większej nawet drukarni wystar- 
czy. Większe i droższe maszyna każda firma 
zagraniczna da na rozpłaty takiej drukarni, za 
którą stoi cały związek robotników. 

A żeby zaś roboty dla takiej drukarni mo- 
gło zbraknąd w Warszawie, to ja chód nie zaam 
bliżej waszych stosunków, wprost sobie tego nie 
wyobrażam. Przecież macie różne pisma, różne 
wydawnictwa katolickie, niech trzy czwarte ich 
czy połowa wreszcie przeniesie się do nowo- 
powstałej drukarni „swojej'' — a już istnienie jej 
ma podstawy! No, a przecież wszelkie wydaw- 
nictwa religijne i kościelne z porządku rzeczy 
tierowałyby się do tejże drukarni. 

Czyż można było co zarzucid tym wy- 
wodom? 

Można było conaj wyżej odparować je róż- 
nymi mniej lub więcej sztucznymi argumentami, 
ale ponieważ bezprodukcyjna robota nie jest 
w moim guście, więc zamiast tego wolałem się 
poinformować u mojego rozmówcy co do dzia- 
łalności różnych słoweńskich instytucyi oświa- 
towych. 

Z toku rozmowy wypadło, iż najsampierw 
omawialiśmy: 

A.) ^Katoliszlco tishovno driisztvo" „Kato- 
lickie stowarzyszenie drukarskie" w Lublanie 
wyłoniło się przed laty dwudziestu z dawniej 
już założonej „Księgarni Katolickiej." 



[ 



f 



74 



Początki były skromne; na wiosnę 18T9-go 
roku kiJka osób, dbałych o szerzenie oświaty 
w duchu religijnym i narodowym postanowiło 
założyć spółko wą „Księgarnię katolicką," W do- 
prowadzeniu tej sprawy do skutku najwięcej się 
trudził ks, Józef Jericz i początki zarówno księ- 
garni jak i drukarni katolickiej ściśle są zwią- 
zane z jego życiem, 

Ks, Józef Jericz ur- w roku 1823 święce- 
nia kapłańskie otrzymał w roku 1847-ymj w ro- 
ku 1859-yra został proboszczem, a po 20 latach 
wyczerpującego siły duszpasterzowania w górach 
£ powodu nadwątlonego zdrowia wysaedł do 
emerytury i osiadł w Lublanie. Ale czynna 
natura jego nie pozwoliła mu siedzieć próżnia- 
cao: ciało było słabe, ale duch niezmordowany 
i ten pchał go do pracy dla dobra ogółu. Wszedł 
więc ks. Jericz do różnych instytucyi społecz- 
nych, a gdy myśl założenia „Księgarni Katolic- 
kiej" powstała, on był pierwszy, co uskutecznie- 
nie tej m}rśli podjął. 

Skupiono resztki księgarni Ottokara Klerra 
niejakiego, wystarano się o nową koncesyę na 
nazwisko ks. Jericza, dokorapletowano asorty- 
ment książek i dnia 1 sierpnia 1879-go roku 
w gmachu, sąsiadującym z kościołem katedral- 
nym, otworzono nową księgarnię. Niewielka to 
było księgarenka; wszystkich wydawnictw po- 
trzebnych dostarczała jej pewna księgarnia z Gra- 
CU. Ale niebawem zaczyna krzepnąć, wzmagać 
się w siły. Wchodzi tedy w bezpośrednie sto- 
sunki z wydawcami w Wiedniu i Lipsku, zdo- 
bywa się nawet na własnych komisyonerów 
w obydwóch miastach. Wreszcie „Księgarnia 
Katolicka" zaczyna występować w roli nakładcy: 
początkowo książek do nabożeństwa i różnych 



V 




t 



76 



wydawnictw religijnych, później książek świec- 
kich beletrystycznych i naukowych zarówno dla 
inteligencyi, jak dla ludu i młodzieży. Poczęła 
wydawad też homiletyczny miesięcznik dla księ- 
ży pod tytułem „Duchowni Pastir.'' 

Z chwilą jednak rozpoczęcia wydawnictw 
^Księgarnia Katolicka" poczuła potrzebę powo- 
łania do życia drukarni własnej. Potrzebie tej 
zaradził również niezmordowany ks. Jericz i w ro- 
ku 1883 im obok księgarni powstaje „Drukarnia 
Katolicka." 

Z biegiem czasu ks. Jericz, czując upadek 
sił, a obawiając się, żeby dzieła przezeń podjęte 
nie upadły razem z jego śmiercią, poczyna krzą- 
tad się koło założenia „Katolickiego stowarzy- 
szenia drukarskiego," któreby wzięło pod swą 
opiekę i drukarnię i księgarnię. Życzeniom zac- 
nego działacza stało się zadość, stowarzyszenie 
takie powstało w roku 1887-ym, a on sam, wy- 
czerpany ostatecznie, zmarł w roku następnym, 
65 -ym swego pracowitego żywota. 

Dzieło ks. Jericza rozpoczęte pod hasłem: 
^pro Deo et Patria^ po śmierci jego rozszerzało 
się coraz dalej. Dziś księgarnia zajmuje cały 
parter domu w którym początkowo w 4 poko- 
jach się mieściła, a drukarnia dobudowuje na 
swojej posesyi dom frontowy i oficyny, bo się 
nie może już pomieścid w dotychczasowym 
lokalu. 

Księgarnia, oprócz całego szeregu najroz- 
maitszych wydawnictw, rozpoczęła obecnie dwa 
ciągowe wydawnictwa: jedno dla inteligencyi 
pod tytułem ^Leposlovna Jcnjiśnica^ (Książnica 
belletrystyczna) w której między innymi wyszło 
właśnie tłomaczenie powieści Prusa „Placówka" 
po słoweńsku j^Strad^a-^" — drugie zaś dla sfer naj- 



76 



szerszych pod tytułem ^Ljudska IcnjiJnica^ (Książ- 
nica ludowa) w której wśród wielu innych utwo- 
rów różnych autorów wyszedł przekład Sienkie- 
wiczowskiego „Bartka zwycięzcy" po słoweńsku 
y^Jernac/si Zmagovacjs.^ 

Co zaś do drukarni — ^to ta, idąc za postępem 
i rozwojem sztuki drukarskiej, zaopatrzona jest 
we wszystkie nowości zarówno w dziale pisma, 
ornaraentacyi jako też i maszyn: posiada między 
innemi dwa najnowszego typu linotypy t. j. ma- 
szyny, zastępujące pracę zecera (składacza). 
Drukarnia drukuje cały; szereg pism, stojących 
na gruncie katolickim, jako to: dziennik nSlove- 
nec,^ tygodniki ^Domoljub^ i ^Nasza mocz^^ mie- 
sięcznik literacki „Dom in Svet^ i t. d. i t. d. Wy- 
konywa też ilustracye różnobarwne jak obr azki 
święte, pocztówki ilustrowane i inne podobne 
roboty. 

A zwiedzając urządzenie drukarni i przy- 
patrując się robotom, jakie z pod tłoczni jej wy- 
chodzą, przyznad muszę, iż nie ustępują one pod 
względem smaku i czystości wykonania naj- 
pierwszym zakładom europejskim. 

W ostatnich czasach j^Katolisisko tisJcovno 
4rnsztvo^ założyło też własną introligatornię; ma 
to szczególniej znaczenie dla wydawnictw szkol- 
nych, które przy posiadaniu własnej introligator- 
ni mogą byd tanio a trwale oprawne. 

„Katolickie stowarzyszenie drukarskie" na 
zasadzie pierwszego punktu swojej ustawy znaj- 
duje się pod protffktoratem biskupa lublańskiego, 
którym obecnie jest J. E. ks. dr. Antoni Bona- 
wentura Jeglicz(ur. 1860-go wyświęcony 1873- go, 
został biskupem 1898 -go.) 

Ustawa tego stowarzyszenia niczem się spe- 
cyalnie nie wyróżnia, przytaczanie więc jej 



k 






i t 



w całós^ci nie miałaby większego znaczenia; po- 
przestanę tedy na paru ważniejszych wyjątkach. 

§ 2. Celem stowarzyszenia jest wydawanie 
i rozpowszechnianie dobrych książek oraz wszel- 
kich druków, jako też dopomaganie czasopismom 
w duchu religijno-narodowym. 

§ 4. Środki dla spełniania swych celów 
stowarzyszenie osiąga oprócz zysków z drukarni 
i księgarni z następujących jeszcze źródeł: z ofiar 
dobrowolnych, wkładów założycieli i rocznych 
opłat członków. Kto złoży jednorazowo 100 
guldenów (80 rb.) zostaje dobroczyńcą stowarzy- 
szenia; kto wpłaci 20 guldenów (16 rb.) do- 
staje miano członka założyciela^ kto rocznie opłaca 
1 guldena staje się zwykłym członkiem. O przy- 
jęciu każdego rodzaju członka rozstrzyga zarząd. 

§ 6. O ile na to będzie pozwalał stan pio- 
niężny i zarząd odpowiednio postanowi, człon- 
kowie stowarzyszenia będą mogli otrzymywad 
wydawnictwa po zniżonej cenie. 

§ 8. Działalnością stowarzyszenia kierują 
zarząd, złożony z piętnastu członków, z których 
czternastu wybiera ogólne zebranie a piętnastego 
mianuje protektor stowarzyszenia t. j. biskup^ 
lublański. 

W roku 1905 ym stowarzyszenie liczyło 448 
członków, w tem 52 dobroczyńców i 113 człon- 
ków założycieli. Z dawniejszych dobroczyńców do 
wspomnianego roku zmarło 43-ch. 

Oprócz Lubiany podobne drukarnie kato- 
lickie istnieją jeszcze i w kilku innych miastach 
słoweńskich. I wszystkie się rozwijają, wszy- 
stkie mają dośd roboty. 

Trzeba zaś wziąd pod uwagę, że i partya 
liberalna ma też kilka związkowych drukarni,. 




f 



k 



B oprócz lego istnieje cały szereg drukarń pry- 
T\'atoych, 

Gdy t^ mnogość drukami zestawimy z liczbą 
mieszkańców, dochodzącą we wszystkich dziel- 
nicach^ z ameryk a liskiem i włącznie, do 1 miliona 
600 tysięcy — to bgdziera musieli przyznać, ż sło* 
weńcy bardzo usilnie pracują nad szerzeniem 
oświaty u siebie. 

W chwili obecnej „Księgarnia Katolicka" 
w Lublanie, spełniając polecenie trzeciego zjaz- 
du katolickiego, odbytego w temże mieście, wy- 
dała katalog wszystkich, jakie istnieją w handlu, 
ksiąiek słoweńskich, które ze swego stanowiska 
polecid może. 

Egzemplarz tego pożytecznego katalogu, 
o jakim by i u nas pomyśleć warto było, został 
TTii łaskawie przesłany. 

Przeglądając go przekonałem się, iż z na- 
szej literatury słoweńcy przyswoili sobie Sien- 
kiewicza prawie w całości, po za tem pojedyn- 
cze utwory Czajkowskiego, Grudzińskiego, Pru- 
sa, Fredry i na tem koniec. To i owo znajdzie 
się jeszcze w rocznikach pism różnych, ale na- 
ogói biorąc nasze piśmiennictwo a zwłaszcza 
nasza poezya jest dla Słoweńców ziemią nieznaną. 

Dodad wreszcie należy, iż przy księgarni 
znajduje się również antykwarnia, posiadająca 
na składzie głównie dzieła naukowe i dawne 
druki słoweńskie. 

B.) Drużba sv. Mohorja. 

Gdym zwiedzał w Lublanie zakład wycho- 
wawczy dla niezamożnych, tak zwane „Colle- 
gium Marianum," jedna z sióstr-nauczycielek za- 
kładu nie omieszkała pochwalid się, że w wielkim 
księgozbiorze, jaki posiadają, znajdują się też 




79 



książki polskie, a na dowód podała mi z półki 
ks. Jana Badeniego T. J. pod tytułem y^Mi^dsy 
słowianami.^ (Kraków, 1893). 

Przerzucając je przekonałem się, iż przed 
laty ks. Badeni podróżował tyra samym prawie 
szlakiem po południowej słowiańszczyźnie, co 
ja obecnie. 

Przy późniejszera szczegółowszem przeglą- 
daniu książki zaciekawiło mię to, co pisał o „Sto- 
warzyszeniu świętego Mołiora" (Hermagorasa). 

O Stowarzyszeniu tem słyszałem już to 
i owo, ale opis ks. Badeniego skłonił mię do 
natychmiastowego bliższego zapoznania się 
z działalnością tego niezwykłego związku oświa- 
towego. 

Nim jednak podam to, co sam zebrad zdo- 
łałem o rzeczonem stowarzyszeniu, uprzednio 
pozwolę sobie w streszczeniu przytoczyd urywek 
z dzieła ks. Badeniego: 

— „Drużba sv. Moborja" istnieje w Oelow- 
cu (Klagenfurt) w Karyntyi. Stowarzyszenie to 
powstało głównie dzięki zabiegom wielkiego sło- 
weńskiego patryoty, biskupa A. M. Słomska, 
w celu popularyzowania nauki, dostarczania sło- 
weńskiej ludności pożytecznych książek w oj- 
czystym języku, za możliwie najtańszą cenę. 

W pierwszym roku istnienia „Drużba" li- 
czyła 785 członków, z których każdy płacił 
3 korony (8 złotych) rocznej wkładki, a wza- 
raian otrzymywad miał pięd książeczek treści 
religijnej, historycznej, beletrystycznej. 

Pierwsze lata szfo jak po grudzie; liczba 
członków to zwiększała się, to znów zmniejsza- 
ła. Tak np. w roku 1865-ym rozsyłano książki 
947 członkom, w roku 1858-ym tylko 336, w rok 
później 264. 



/ 



5 



i' 



80 



Towarzystwo chyliło się do upadku i by- 
łoby smutnie zakończyło swoje iatnienie^ ^^y^^3^ 
ówczesny jego zarząd mniej miał śmiałości 
i zawahał się przed użyciem środków energicz- 
Dych^ które mogły śmierć stowarzyszenia przy- 
śpieszy (5, ale mogły też zażegnad śraiertehi^ 
chorobę. 

Chód, a raczej dlatego, że zakładowy ka- 
pitel stopniał z 1200 na 467 guldeoów (gulden 
5 zL 10 grO, uniżono roczną wkładkę z trzech 
na dwie korony (5 zl. 10 gr.)i autorom zai wy- 
daw*snych książek^ którzy dotąd gamą tylko sła- 
wą i słowneaii podziękowaniami musieli się za- 
dawalniad, postanowiono i zaczęto istotnie placie 
najmniej 10 guldenów (8 rb.) za arkusz druku* 
Hazardowne te finansowe reformy uwieńcsnone 
zostały naj pomyślni ej szym skutkiem, Pięcfdżie- 
giąt ctntów (2 zł, 20 ^r,^40 kop.) etanowi po- 
ważną ' j/frę w budżecie słoweńskiego chłopa; 
poważniejszą jeszcze cyfrę stanowi 10, a cóż do- 
piero 20 guldenów^ które od lat kilku za arkusz 
druku dostawać zaczął, w budżecie siowei^skie- 
go autora; to teź odrazo, jakby na czarodziejskie 
zaklęcie, liczba mających mniej odtąd płacie 
czytelników, i mających dostawad pewną zapłatę 
autorów, pomnożyła się w czwórnasób. 

Już r. 1860-go należało do „Stowarzysze- 
nia" 1082 rocznych członków, a 34 dożywotnich, 
płacących jednorazową wkładkę 15 guldenów 
(12 rubli). W dziesięd lat później liczba członków 
rocznych doszła do 17,027, nowych członków do- 
żywotnich przystąpiło 390; dochód wynosił 39,364 
guldenów, rozchód 32,753 guldeny. Do roku 
l885-go zapisało się w szeregi ^Stowarzyszenia" 
okoló 30 tysięcy członków rocznych; "w roku 
1891-ym najeżało doń około 50 tysięcy, cyfra 




81 



istotnie w danych okolicznościach zadziwiająca, 
i która ze względu na to, że sami słoweńcy mó- 
wią, o sobie jako o małym, półtoramilionowym 
narodzie, o wiele już nawet wzrosnąd nie może. 

Co do wewnętrznej organizacyi „Stowarzy- 
szenia" ks. Badeni zebrał następujące wiado- 
mości: 

— „Obowiązkiem sekretarza'' „Drużby" pro- 
wadzić korespondencyę, czytać nadesłane ma- 
nuskrypty, przygotowywać je do druku, pilnować 
korekty. Za to wszystko pobiera 300 guldenów 
rocznie (240 rubli). Dyrefetor „Drużby" ma sta- 
nowisko niezależne: bierze 2000 guldenów (1600 
rubli) pensyi, ale czas jego wypełniony admi» 
nistracyą majątku „Stowarzyszenia," zarządem 
drukarni i dwóch prywatnym lokatorom wynaj- 
mowanych domów, które obecnie „Drużba" 
w Celowcu posiada; czasem arcy niemiłymi spo- 
rami z niechętnym Słoweńcom niemieckim ma- 
gistratem. Zarząd, stanowiący pewnego rodzaju 
radę nadzorczą, składa się z dziewięciu w zasa* 
dzie niepłatnych członków: trzech świeckich 
i sześciu księży. 

Wogóle powodzenie i rozwój „Stowarzysze- 
nia," zawdzięczać głównie należy księżom. Pro- 
boszczowie są skarbnikami „Drużby" każdy 
w swej parafii; przypominają z ambony, iż czas 
płacić składki. „Proboszczowie przysyłają do biu- 
ra „Stowarzyszenia" pieniądze od całej parafii, 
odbierają też książki dla całej parafii i zajmują 
się ich doręczeniem członkom." 

Tak było przed laty 16 tu gdy ks. Badeni 
podróżował wśród Słoweńców. A dziś? 

Dziś „Drużba 8V. Mohorja" rozwinęła się 
tak, jak sami słoweńcy ani przypuszczać śmiel 
sprawozdanie za rok 1904—1906 {t. j. od 1 sierp- 

Włród shwł^ów. 6 



I 



nia 1904-go do 1 sierpnia 1905-go) wykazuj© 
83j572 cztoaków, w tern 1608 dożywotnich, ^Sto- 
warzyszenie^ obecni© członkom swoim^ opróca 
pięciu już nie książeczek ale w calern znaczenia 
tego słowa książek, daje również duży kalendarz 
o 160+64 stronicach wielkiego formatu z dzia- 
łem naukowo-beletrj^^stycanym obficie ilu^trowa- 
nyiTi. Słowem każdy co rok za 80 kop, otrzy- 
muje G obszernych książek. 

Tym Bposobem w aaraym tylko ]906;yrB 
rnku „Drużba^ rzuciła w naród 601,432 książki, 
a od czasu swep^o załoienia do roku 1907 -ge 
„stowarzyszenie'' ogółem ofiarowało swoim czloa- 
kom 10,309,0TO książek — wyraźnie d^if^siri' milio- 
nów trzysta dHewięó ty^iępy sześć Iziesiąt tomów. 

To są liczby, którymi poszczyci (^ by si§ mógł 
każdy najwiękazy chodby naród, a cóż dopiero 
tacy sobie półtoraiiiiliouowi stoweucy! 

Ale oni nie tracą czasu na przechwalanie 
się, — tylko pracują dalej, aby dojSd do 100 ty- 
sięcy członków. 

Kalendarz „Drużby sv. Mohorja" podają 
z roku na rok imienną listę wszystkich swoich 
członków. 

Cóż w tern zajmującego? 

A jednak to suche wyliczenie jakże pou- 
czające! Z niego dobitnie okazuje sic^. że ksi^ż* 
ki „Stowarzyszenia" wszędzie idą za Słoweńca- 
mi, gdziekolwiek ooi się znajdują, że S4 tą nicią, 
co ich mimo wyemigrowania w obce kraje 
z ziemią rodzinną łi^czyj są tern •ohem które im 
ojczyznę porzuconą na pamięć przywodzi. 

Nie będę przytaczał danych z miejscowości 
słoweńskich lub Bąaiadujących ss nimi jak Dil- 
raacya, Uhorwacya, Sławonia, Boi^aia, i U d.^ bo 
tara książki „Drużby" idą tysiącami; ale wezmg 



WK^M I iJMjm 



83 



inne kraje europejskie. Otóż z wykazu oma* 
wianego widdd, iż książki „Drużby" rozsyłane .s% 
<lo 74 miast Europy, między innerai 3 komplety 
do Konstantynopola i 2 do naszego Krakowa. 

Ale nietylko po Europie całej rozchodzą 
się książki, idą one przez morza i oceany da 
Ameryki, Afryki i Azyi — słowem na świat cały. 

jak spis wykazuje wydawnictwa „Drużby 

* sw, Mohora" są posyłane do 68 miejscowości 

Ameryki Północnej i 6-u Ameryki Południowej. 

Najwięcej książek idzie do Noweg)- Yorku (461 

kompletów) i do Cleyelandu (142 l|omplety). 

W Afryce książki „Drużby" rozpowszech- 
nione są w 7 miejscowościach (do Aleksandryt 
idzie 196 kompletów, a d> Kairu— 44), wreszcie 
w Azyi idą książki d> dwóch miast: Jerozolimy 
i Kinsj-gja-dżuan, kolonia misyjna w Chinach. 

Wśród 6 książek, jakie każdy członek druż- 
by otrzymał w roku ubiegłym, na uwagę naszę 
zasługuje dosyd obfi^MO ilustrowany tom p. t. 
„Pri severnich slovanih.^ Potopis. Spisał Josip Laih 
Użar („Wśród słowian półnotinych." Opis pod- 
róży. Napisał Józef Laytiża ). 

W książce tej podany jest opis podróży pa 
Czechach, Morawach i Galicyi. Autor zapuszcza 
się też nieco do Królestwa i podaje opis Często- 
chowy, Jasnej Góry i cuiowneg) obrazu Matki 
Boskiej. Galosd napisaia jest barwnie i przed- 
stawia się sympaty *.znie. 

Że naogót biorą-i „Drużba" daje swym 
-członkom nie lichą bibułę, ale książki rzeczy- 
wiście dobre, — to najlepszy dowód, iż każda książ- 
ka drukowana jest w większej ilości niż wynosi 
liczba członków i znajduje chętnych nabywców 
w księgarniach; przv tem nar^ywcó^ w takiej 
liczbie, że wiele wydawnictw wychodzi extra 



84 



ł 

I 



\ 



wyłącznie dla handlu księgarskiego w drugiera 
wydaniu. 

Dz\ś „Drużba sv. Mohorja" stoi na tej sto* 
pie rozwoju raateryalnego, źe nietylko może 
płaci(5 honorarya autorskie, ale nawet dla po- 
zyskania dobrych dzieł dla swoich wydawnic tw 
urządza umyślne konkursy z wcale wysokierai 
DEgrodaiT^i, uwłaszcza na stosunki słoweńskie. 
Tak naprzykład przed rokiem był konkurs na ' 
dwie powieści na tle obyczajowem lub histo- 
ryc2:nem z nagrodami 3000 i 1500 koron (1200 
i 6C0 rubli). ^ 

No, ale też dzisiaj „Drużba" rozporządza 
innymi środkami raateryalnymi niż w pierwszych 
latach po awojem założeniu. Jak wykazuje spra- 
wozdanie za czas od 1 sierpnia 1904-go do 1 sierp. 
1605 obrót roczny w tym czasie wyniósł 429 ty- 
sięcy koron. W rubryce dochodów za ten sam 
okres zwracają uwagę następujące pozycye: 
Składki członków rocznych 163,928 koron; pro- 
cent od kapitałów „Drużby" 3104 korony; ze 
sprzedaży książek z lat dawniejszych 4143 koron; 
za okJadki do książek robione na żądanie człon- 
ków 31,757 koron; z zysków drukarni 11,556 
koron i t. d. 

Pozycye te rzucają światło na finansową 
stronę rzeczonego stowarzyszenia, wskazują jak 
btz uciekania się do filantropii można stworzyó 
instyiucyę lak dobroczynnie działającą na polu 
oświaty. 

Być może, iż opis powyższy podda komu 
myślj aly u nas podobne stowarzyszenie oświa- 
towe iitwor^yd: ola tego przytoczę obszerniejsze 
wyjątki z utiiawy „Drużby,'* gdyż wiele z tych 
punktu' w usiawy niożnaby i w naszych stosun- 
kach z ptwnemi zmianami użyd. 




— ~' J liMilMJ^^ ^ 



86 



^Drużba sv. Mohora" jest stowarzyszeoiera 
o charakterze religijnym, do pewnego stopnia 
stanowi bractwo oświatowe. 

Według I-go punktu usfawy celem „Druż- 
by sv. Mohora" jest umacnianie w dob^y^"/h po- 
bożnych obyczajach i obrona wiary katolickiej 
w narodzie; dla osiągnięcia tego stowarzyszenie 
ma wyda wad i rozpowszeohniad wśród Słoweń- 
ców dobre książki katolickie. 

§ 2. Prawo wstąpienia do stowarzyszenia 
ma każdy chrześcianin-katolik bez różnicy ploi, 
stanu i wieku, o ile chce i może spełniad obo- 
wiązki włożone na członków. 

Kto zostanie przyjęty do stowarzyszenia 
jest w niem póki sam zechce, lec2; może byd 
usunięty, o ile nie spełnia obowiązków człon- 
kowskich. 

§ 3. Obowiązki czlonhów: I.) Każdy sto- 
warzyszony ma codziennie odmawiad „Ojcze 
nasz*^ i „Zdrowaś Marya" z dodatkiem stów: 
„Święty Mohorze, wstaw się do Boga za nami!'' 

To ma byd odmawiane na tę intenoyę, aby 
wiara katolicka wszędzie, a zwłaszcza międsy 
ludnością słoweńsk?ł, utrwalała się i szerzyła. 

II.) .Każdy członek - ksiądz oprócz tego, 
o ile to możliwe, w dniu 12-ym lipca, w którym 
przypada Św. Mohora, winien odprawid Mszę 
Św. na intencyę żywych i umarłych członków 
stowarzyszenia. 

III.) Każdy członek płaci corocznie z góry 
2 korony (80 kop.), aby stowarzyszenie mogło 
wydawad dobre książki. Kto po wielokrotnem 
przypominaniu nie opłaca rocznej składki wyłą- 
cza się z liczby stowarzyszonych. 



86 



IV.) Każdy członek jest obowiązany do- 
iładad wszelkich starań, do rozpowszechnienia 
dobrych książek w^ród Słoweńców. 

§ 4. Prawa i Tcorey^ci c^łorików, 

I) Każdy członek, o ile ściśle spełnia swo- 
^e obowiązki, dostępuje wszystkich odpustów^. 
jakie nadał stowarzyszeniu ojciec św. Pius IX 
w swjm liście z dnia 18-go maja 1860 go roku,, 
a mianowicie: 

a) Zupełny odpust w dniu wstąpienia do 
stowarzyszenia, o ile kto przystąpi do spowie- 
dzi i przyjmie Komunię św. 

b) Zupełny odpust w godzinę śmierci, o ile 
kto się wyspowiada i Komunię św. przyjmie. 
Jeżeli jednak tego uczynid nie może, niech z na- 
bożeństwem wymawia przenajsłodsze imię ^Je- 
sus" lub westchnie pobożnie z głębi skruszonega 
serca. 

c) Odpust zupełny jeżeli członek w dniu 
Św. Mohora przystąpi do sakramentów i poboż- 
nie pomodli się na intencyę jedności monarchów 
chrześciańskich, wygaśnięcia wszelkich rozła- 
mów herezyi i wy\vyźs2enie Kościoła kato- 
lickiego. 

Wszystkie te odpusty można też ofiarowad 
sa dusze w czyścu cierpiące. 

II) Każdy członek jest uczestnikiem łask, 
jakie opływają z modlitw i ofiar Mszy św. na 

intencyę vStowarzyszenia odprawionych. 

III) Każdy członek otrzymuje po jednym 
egzemplarzu każdej książki wydanej przez sto- 
warzyszenie. O ile kto opłaca podwójną, albo 
potrójną składkę — to i otrzymuje odpowiednią 
ilośd książek. 

IV) Każdy członek ma prawo wskazywać 
narządowi stowarzyszenia te dzieła czy utwory^ 



87 



których wydanie uważałby za korzystne i po- 
żyteczne dla ogółu. 

Z dalszych punktów dowiadujemy się, że 
^Drużba" znajduje się pod zwierzchnictwem 
miejscowego biski^pa, że książki ze względu na 
koszty rozsyłają się raz do roku w pakach do 
jednego z zaufanych stowarzyszenia w każdej 
miejscowości, że kapitał żelazny stowarzyszenia 
składa się z opłat członków dożywotnich, zapi- 
sów i darów dobrowolnych. 

Z podobnych wyjątków widad, że o ileby 
u nas o takiem stowarzyszeniu pomyślano, to 
całkowicie na słoweńskiej ustawie wzorowad by 
się nie można, ale ogólne wytyczne punkty 
i w naszych warunkai h w zupełności mocą byd 
zastosowane. Teraz zaś, gdy ruch oświatowy 
budzi się coraz silniej, należałoby naprawdę 
o podobnem stowarzyszeniu chrześcijaóskiem 
pomyśled. 



B) Szolska drużba sv. Clrlla 
in Metoda. 

W roku 1885-yna, kiedy uroczyście obcho- 
dyiono tysiąclecie działaltiości apostołów zachod- 
niej i południowej St jwiaósz czyż ny, w dniu ty- 
sificznej rocznicy śmierci ^w. Metodego, — pow- 
stał wówczas w Chorwacyi, Serbii, Słowenii, 
Czechach cały szereg najrozmaitszy eh insty- 
tucyi pod wezwaniem świętych Cyryla i Meto- 
dego, W tymto roku powstała też wśród 
Słoweńców ^SmUka druiha sv. Cirih in 3Iefodd^ 
(Szkolne stowarzyszanie św, Cyryla i Metodego) 
2 giówną siedzibą w Luhlanie. 

Stowarzyszenie to charakterkom swoim zbli- 
żone jest do naszych „^acterzv Szkolnych*' czy 
w Królestwie czy na Śląsku Austryackim i rów- 
nie* poważne znaczenie odąrywa w sprawie 
szkolnictwa zwłaszcza w tych prowincyach 
osiedlenia Słoweńców, jijriaie Hą zmieszani z lud- 
nością niemiecką lub wioską. 

Słoweńcy bowiem są ludźmi praktjcany^nai; 
w tych stronach, jak naprzykład w cale,) Krainie^ 
gdzie sta^iowią znaczną większośd mieszkań- 




89 



c6w, o ile są im potrzebne szkoły, to wpływają 
na rząd i kołaczą do władz krajowych o ich 
otwarcie. W tern postępowaniu słusznie kieru- 
ją się zdaniem, że swego g^rosza należy szczę- 
dzić, bo i tak jest aż nadto potrzeb, na które 
sam naród sobie musi radę znajdowad. 

Taktyka ta bardzo iest rozumna, gdyż przy 
swoich dosyd skromnych funduszach „Drużba 
Św. Cyryla i Metodego" z pewnością niewiele 
byłaby w stanie zrobid, jeżeliby na całe bez 
wyjątku terytoryum osiadłości Słoweńców musia- 
ła swą pracę rozkładad, a tymczasem, gdy 
o środkowe strony mniej się musi kłopotad, to 
przez to samo, skupiając swą działalnośd na za- 
grożonych narodowo kresach znacznie .więcej 
może zdziaład. 

Jak Stowarzyszenie św. Cyryla i Metodego 
rozwija swą pracę, to widad ze sprawozdania 
wydanego w dwudziestą rocznicę istnienia sto- 
warzyszenia. Otóż w roku 1903-ym ^Drużba 
Ąw, Cyryla i Metodego'' miała 161 filii t. j. kół 
w różnych miejscowościach z 7960 czlonkaraL 
Charakterystyczną jest rzeczą, iż wśród Słoweń- 
ców koła „Drużby" są trzech rodzajów: czysto 
męzkie, czysto żeńskie i mieszane; pierwszego 
rodzaju było 31 kół, drugiego 38 i trzeciego 82. 
^Koła" dostarczały Stowarzyszeniu 26,608 koron 
przychodu, więc zaciekawiło mię z jakich źródeł 
czerpana jest pozostała suma. 

Rozejrzawszy się w sprawozdaniu rachun- 
kowem, znalazłem tam następujące pozycye: od 
„stowarzyszeniowych zapałek" 2600 koron, od 
„stowarzyszeniowej kawy" 1222 korony, od „sto- 
warzyszeniowego mydła" 417 koron, od „stowa- 
rzyszeniowego płótna" 400 koron, ze sprzedaży 
„stowarzyszeniowego kalendarza" 3284 koron, 



90 



li 



i 

i 



sa „marki stowarzyszeniowe" 2162 koron 
i t. d. i t. d. 

W czasie czytania tego spisu przyszedł mi 
na myśl cały szereg naszych instytucyi społecz- 
nych i dobroczynnych, które chronicznie narze- 
kają i cierpią na brak funduszów, ale dla ich 
pozyskania zazwyczaj nie potrafią sig na nic 
więcej zdobyc5, jak na koncerty, bale i cabarety. 

Niewieleby zyskały instytucye słoweńskie 
gdyby się zechciały uciekaó tylko do tych tań- 
cu jąco-zabawowych sposobów. Słoweńcy, nao- 
gół biorąc, są narodem chłopskim; jak już wia- 
domo z poprzednich rozdziałów arystokracyi 
i inteligencyi rodowej nie mają, gdyż się od 
wieków zniemczyła; — inteligencya umysłowa nie 
jest nazbyt liczna; więc też siłą rzeczy trzeba 
było poszukad takich sposobów zdobywania fun- 
duszów, przy których cały naród mógłby się 
przy czy niad do powiększenia dochodów stowa- 
rssyssseń. 

Poczęto więc wchodzid w umowy z różny- 
mi fabrykantami i kupcami przedmiotów codzien- 
nego użytku, jako to zapałki, kawa, mydło i t. d. 

Sprawy nie traktowano filantropijnie lecz 
handlowo: 

— Daj nam pan 1, 2, 3, 6 czy 10 procent 
od sprzedaży produkowanych towarów, a my za 
to będziemy zalecali ogółowi pańskie wyroby, 
pozwalamy w reklamach powoływad się na na 
nas, nawet sami będziemy pana reklamowali 
w swoich wydawnictwach a zwłaszcza w kalen* 
darzu własnym. Rozumie się warunek, że to- 
wary pod naszą egidą puszczane w świat win- 
ay byd dobre, solidne i nie droższe od przyję- 
tych normalnych cen targowych. 



91 



I fabrykant, czy kupiec hurtowy godzi się jak- 
Bajchętniej, sam nawet ofiarowuje się ze swerai 
usjtugami, bo to dla niego doskonaiy interest 
procenty jaki da, odbije sobie z nawiązką na po- 
większeniu konsumcyi. 

Tym sposobem wśród Słoweńców są za- 

Eałki, stalki, szkła do lamp, ołówki, kawa, cy- 
orya, piwo, wina szampańskie, mydło, papier 
listowy, płótno, biszkopty, pasta do butów i bi- 
bułka do papierosów — wszystko „stowarzysze- 
niowe" t. j. że od tych produktów „Stowarzy- 
szenie Św. Cyryla i Metodego" ma procenty. 

Zwykle na opakowaniach tych produktów 
zaznaczone jest, źe częśd dochodu idzie na ko* 
rzyść „Drużby." Tak naprzykład etykieta na 
zapałkach drobniutkiemi literkami podaje tylko 
firmę fabrykanta, a przedewszystkiem rzuca się 
w oczy, że to są: zapałki „Stowarzyszenia^ Cy- 
ryla i Metodego." 

Po środku wielkiemi głoskami sentencya: 

Mai polożi dar 
Domu na altar! 

(Niech każdy złoży dar skromny na ołtarza 
ojczyzny!) 

Pod spodem dopisek: te zapałki są na korzy śd 
„Stowarzyszenia Św. Cyryla i Metodego" w Lu- 
blanie. 

I każdy słoweniec, któremu sprawa oświaty 
narodowej nie jest obojętną, uważa za swój obo- 
wiązek tylko te zapałki kupowad, tylko tych w» 
wszystkich sklepach się domagad. 

Podobnie postępują cborwaci i jak zagrzeb- 
skiemu tak lublańskiemu stowarzyszeniu zapałki 
i marki stowarzyszeniowe dosyd spore dostarcza- 
ją zyski. Kiedy już dotknąłem sprawy „marek 



92 



na rzecz oświaty,^ to nie mogę nie skorzy stad 
ze sposobności, aby nie rzucid paru uwag pod 
adresem „Macierzy Szkolnej" w Królestwie. 

„Macierz," pragnąc przysporzyć sobie do- 
chodów, też wydała marki na rzecz swoją, ale 
popełniła przytem jeden błąd, iż wydała marki 
za drogie: 10 i 20 groszy, to już są kwoty, nad 
których częstem wydawaniem niejeden już się 
musi zastanowić. Podobno „Macierz" ma wy- 
dad i tańsze marki ale dot!|d to nie nastąpiło 
z oczywistą stratą samej „Macierzy." Na zale- 
pienie listu dwugroszową marką „Macierzy" dla 
uchronienia go przed niepotrzebną ciekawością 
— może sobie pozwolid mniej więcej każdy; uży- 
wanie jednak do tego celu marek dziesięcio lub 
dwudziesto groszowych dla wielu już staje się 
wydatkiem po nad raożnośd. Wynik tego takr, 
iż marki „Macierzy" nie wchodzą w takie po- 
wszechne użycie, jakby na to zasługiwały. 

Tymczasem marki „Drużby św. Cyryla 
i Metodego" czy chorwackie w Zagrzebiu czy 
słoweńskie w Lublanie są tylko po 2 halerze 
(nieco mnie i niż 2 grosze) i dzięki temu licznie 
się rozchodzą, co poświadcza dochód z tego 
źródła stowarzyszenia słoweńskiego w wysoko- 
ści 2152 koron rocznie, który w tamtejszych 
stosunkach uważad należy za znaczny. 

Zaznaczyd należy, iż Towarzystwo Szkoły 
Ludowej w Galicy i wydało również tylko dwu- 
hulerzowe marki dochodowe i nie słyszałem, aby 
żałowało swego uczynku. 

Poparciem mojego zdania jest też wydanie 
dwugro-zowych marek przez Warszawskie Po- 
gotowie z okoliczności swego dziesięciolecia. 

W Zagrzebiu w uniwersytecie widziałem, 
iż tam stowarzyszenia studentów chorwackiołi 



93 



na każdej odezwie przylepiają chód jedną mar- 
kę, a niektóre nawet na ogłoszeniach, przez 
czas dłuższy mających byd wywieszonemi, robią 
ramki z marek na dochód „Drużby". Chorwac- 
kie stowarzyszenie szkolne tak samo jak sło- 
weńskie jest pod wezwaniem św. Cyryla i Me- 
todego.) 

Rozumie się, gdyby te marki były po 10 
lub 20 halerzy, to z pewnością nie mogąc sobie 
pozwolid na ich używanie w sposób opisany, 
nie używaliby ich wcale. 

I jeszcze na jedno chciałem zwrócid uwa- 
gę: w Zagrzebiu istnieje księgarnia, która pe- 
wien procent od dochodu brutto ( ddaje na rzecz 
choiwackiego stowarzyszenia św. Cyryla i Me- 
todego. 

Czyżby u nas nie można było zrobid cze- 
goś podobnego? 

Obecnie księgarze w Królestwie postanowili 
nie dawad procentów na\^ et stałym nabywcom, 
o ile ci są prywatnemi osobami. No, wolna wo- 
la, chód nawet z punktu czysto handlowego 
dziwnie brzmi uchwala. Skoro jednak ma już 
obowiązy wad, tobyłoby dobrze, aby jednocześnie 
weszła w życie i druga uchwała, której mocą 
Jcaźda księgarnia dawałaby jeden procent od 
dochodu brutto na rzecz „Macier/y ," „Tow. bibliotek 
parafialnych" czy innej instytucyi oświatowej. 
Wybór pozostawia się osobistemu uznaniu księ- 
garza; rzecz w tem, aby tylko ten jeden procent 
był dawany: nasze stowarzyszenia oświatowe 
niemały zyskałyby zasiłek tym sposobem, a księ- 
garnie też by nie straciły, posiadając poparcie 
członków odpowiednich towarzystw. 

Może projekt ten trafi, gdzie należy... 



94 

Opis Stowarzyszenia św. Cyryla i Metode- 
go rozpocząłem od sposobów pozyskiwania prze- 
ceń środków na utrzymanie, gdyż sprawa ta jest 
palącą dla wielu naszych instytucyi społecznych, 
bobrze więc jest przyjrzed się nieraz bliżej, jak 
osobie pod tym względem radzą gdziniindziej. 

Co do działalności, „Drużby" to rozwijają ona 
w dwóch kierunkach: I) zakładfanie szkół i ochro- 
nek, 2) wydawanie książek w zakresie dziejów 
literatury i historyi ojczystej 5 inne rodzaje pi- 
śmiennictwa mniej są uwzględniane. 

W ciągu dwudziestulecia istnienia stowa- 
rzyszenia powstało 25 zakładów oświatowo-wy- 
chowawczych, z których 12 były całkowicie 
oitrzymane na koszt „Stowarzyszenia św. Cyr. 
i Met.," a 13 wspieranych tylkj przez nie. Pra- 
cę ułatwiały ogromnie w wielu wypadkach za- 
konnice, biorąc udział już to w kierownictwie 
już to w nauczaniu w poszczególnych szkołach, 
a pełniąc obowiązki prawie zadarmo. 

W roku 1905 ym w zakładach „Drużby" 
kształciło się 2600 dzieci; przeglądając sprawo- 
zdania „Stowarzyszenia" lat dawniejszych od sa- 
mego początku widzi się, iż corocznie uczyło 
«ię od 600 do 1000 dzieci. Słowem w szkołach 
i zakładach „Drużby" znalazło ogółem dotąd 
około 20,000 dzieci naukę i przea to samo zostało 
uchronionych od zcudzoziemozeciia, kt(5re im 
groziło w szkołach włoskich lub niemieckich. 

Pomimo wytężenia sił „Drużba św. Cyryla 
i Metodego" nie może wydoład zaspokojeniu wszy- 
stkich potrzeb ludności słoweńskie) w miejsco- 
wościach zagrożonych narodowo; to też gdzie 
tylko Słoweńcy wzrosną w siły, podejmowane 
są usilne zabiegi i starania o upaństwowianie 
Szkół, utrzymywanych przez „Stowarzyszenie." 



IMIYERSITY OF MICHIGAN 




9b 



Tak np. obecnie w Tryeście udało się Słoweń- 
com, pomimo wrogieero stanowiska włochów, 
upaóstwowid pięcio-oddziałową szkołę ludową. 

Rozumie się dla „Drużby" jest to wielka 
ulga i może ona zaraz pomyśled o rozwinięciu dzia- 
łalności w innej miejscowości lub chodby nawet 
w tymże samym Tryeście, gdzie ze względu na 
ilość mieszkańców słoweńskich potrzebne s% 
przynajmniej trzy szkoły ludowe. 

Działalnośd wydawnicza stowarzyszenia wy- 
raziła się głównie w powołaniu do życia ^Książni- 
cy Św. Cyryla i Metodego," w której do roku 
1906go wyszło 14 broszur, przeważnie biogra- 
ficzno-historycznych jako to: „Walenty Yodnik'* 
pierwszy poeta słoweński; „Mateusz RaTnikar''bi- 
skup tryesteński, „Jan Cigler" pisarz słoweński 
^Andrzej baron Czehorin" bohater słoweński it.d. 

Stale też wydawany jest kalendarz „Druż- 
by," który spełnia dwa zadania: 1-e, informuje 
ogół o działalności stowarzyszenia i utrzymiye 
tym sposobem stałą łącznośd Stowarzyszenia z% 
społeczeństwem i 

2-e, dostarcza dośd poważnego zasiłku ka- 
sie Stowarzyszenia (EiCzemplarz kalendarza 
kosztuje 1 k. 20 kalendarzy t. j. około 50 ko- 
piejek. 

Oprócz wydawania książek włas^iych „Druż- 
ba" kupuje też i ofiarowuje różnym szkołom 
książki naukowe i beletrystyczne, potrzebne dla 
użytku ciała nauczycielskiego czy biblioteki 
szkolnej. Tak, że ogółem w ciągu dwudziestu- 
lecia s^ ojego istnienia „Stowarzyszenie św. Cy- 
ryla i Metodego" posłało w świat przeszło 100 
tysięcy egzemplarzy książek pożytecznych. 
Zapewne, że to jest niewiele w porównaniu 
z 11 milionami książek „Drużby św. Mohora," 



^6 



ale tern niemniej te 100 tysięcy wydawnictw, 
rozpowszechnionych w społeczeństwie a głów- 
nie wśród młodzieży, ma swoje niepoiflednie 
znaczenie w dcrobku oświatowym narodu. 

^Drużba św. Cyryla i Metodego" była do 
ostatnich czasów bezpartyjną a właściwie wszech- 
partyjną, gdyż członkowie wszystkich party i do 
niej należą, i dla dobra ogólnego wspólnie 
pracują. 

Zarząd stowarzyszenia zwykle był kom- 
promisowy i trwało to tak do roku obecnego. 
Ale przy wyborach ostatnich do parlamentu, 
a pierwszych przeprowadzonych na zasadzie 
prawa powszechnego głosowania między stron- 
nictwami liberalnem a chrześciaósko społecznem 
przyszło do zażartej ^alki, w której liberali po- 
nieśli cały szereg kięBk. 

Taki wynik wyborów wywołał zaostrzenie 
antagonizmów partyjnych i tegoroczny obiór 
aarządu ^Drużby Św. Cyryla i Metodego" odbył 
się pod hasłem walki. Okoliczności tak się zło- 
żyły, że, wbrew rzeczywistemu składowi ogółu 
członków stowarzyszenia, zwycięstwo przypadło 
w udziale liberałom. 

Spowodowało to rozgoryczenie wśród obo- 
zu cbrześciaóskiego, gdyż faktycznie stowarzy- 
szenie dużo zawdzięcza pracy księży i zakonnic^ 
a choć i liberali nie są bez zasług zwłaszcza przy 
gromadzeniu środków pieniężnych za pomocą 
zabaw, sprzedaży marek i różnych towarów, 
— to znów nie można powiedzieć, aby ich wyłącz* 
na działalnością stowarzyszenie stało. 

Jednem słowem członkowie każdego ze 
stronnictw na swój sposób i jedni i drudzy byli 
pożyteczni stowarzyszeniu, szkoda więc, że zgo- 



97 



dna kulturalna praca została zakłócona dyso- 
nansem wyborczym. 

• Zapewne, jeżeli liberali nie będą chcieli 
wyzyskad położenia i będą lojalnie zarządzali 
stowarzyszeniem, — to jakoś się stosunki ułożą z 
przypadkowo zwyciężoną większością członków 
ze stronnictwa chrześciańskiego. Gdyby jednak 
ssarząd liberalny zaczął rozwijad działalność w 
kierunku antyreligijnym, to bezwarunkowo do^-^ 
dzie do przesilenia wewnętrznego, do ustąpie- 
nia członków z obozu chrześciańskiego, co by- 
łoby początkiem upadku „Drużby." 

Już dziś gorętsi nawołują, aby nie czekad, 
aż liberali „pokażą pazury*^ lecz odrazu pomy- 
śled o założeniu własnego stowarzyszenia szkol- 
nego; mniej zapalni radzą czekad z tym sta- 
nowczym krokiem. I ten ostatni głos zdaje mi 
się dosyd słusznym, bo jeżeli w żadnym naro- 
dzie zbytnie rozdrabianie pracy społeczno- oświa- 
towej po warsztacikaoh partyjnych nie jest ko- 
rzystne w ostatecznych swych wynikach, to 
tembardziej w tak niewielkim narodzie jak sło- 
weński. 

Tak czy inaczej nastrojony zarząd tego 
rodzaju stowarzyszeń jak „Drużba św. Cyryla 
i Metodego" w niewielkim tylko zakresie wy- 
wierad może wpływ na działalnośd poszczegól- 
nych kół, rozrzuconych po całym kraju. 

Większośd kół i szkół „Drużby" jest pod 
wpływem księży lub wogóle ludzi ze stronnic- 
twa chrześciańskiego; związek poszczególnych 
kół z zarządem jest dosyd luźny (tak samo jak 
w naszej „Macierzy*') i ludziom pracującym 
w duchu idei katolickiej zarząd, chodby chciał, 
niezbyt bruździd może. 

Wiriid Słoweńców. 7 




Słoweńcy^ dzięki pracy usilnej w odpowie- 
dnieli organizacyachj daleko już zaszli na dra- 
dze oświaty powszechnej; wyprzedzili włoahów 
a częściowo i Diemców; — wrodzy sąsiedzi nie 
śpią jednak i słoweńcy z całą intensywnością 
miiBzą pracowad dalej, aby się utrzyrarfd stale 
na scdobytych placówkach. 

Szkoda byioby, żeby z racyi rozterek par- 
tyjnych ta praca oświatowa miała oslabnąd 
w swem natężeniu. 




C). Słow^eńska Matlca. 

Trzecią wreszcie instytucyą oświatową jest 
Macierz Słoweńska. Stowarzyszenie to raa inne 
cele, ,niż „Macierze" u nas w Królestwie czy 
na Śląsku, gdyż, jak widad było z rozdziałów 
poprzednich, tam szkolnictwem opiekuje się 
„Drużba sv. Cirila in Metoda," a „Slovenska 
Matica" ma za zadanie dopomaganie społeczeń 
stwu do krzewienia kultury przez podejmowa- 
nie wzorowych wydawnictw, jako*teź dopoma- 
nie autorom i księgarzom do wydawania poży- 
tecznych dzieł. Tak określa cel ;, Macierzy Sło- 
weńskiej" paragraf pierwszy ustawy. 

W praktyce to napozór bardzo ograniczo- 
ne zadanie urzeczywistnia się w tej formie, że 
„Macierz" w Lublanie stała się instytucyą, sku- 
piającą większośó ludzi, pracujących na polu 
piśmiennictwa i nauki, Wskutek czego dla spo- 
łeczeństwa ma takie znaczenie, jak akademie 
umiejętności w innych krajach, wśród innych 
narodów. 

W roku sprawozdawczym 1906-ym liczyła 
3461 członków, z tych 6 honorowych, 208 zało- 
życieli (t. j. takich którzy conajmniej złożyli 
100 koron), 3121 zwykłych, i 126 prenumerato- 
rów wydawnictw. 



100 



Obrót pieniężny za tenże okres działalnoś- 
ci wynosił przeszło 63 tysiące koron. Rozpa- 
trując poszczególne pozycye docłiodów i wy- 
datków, widzimy iż największą pozycyę w do- 
chodach stanowią składki członkowskie (11816 
koron), spostrzegamy też, że państwo daje sub- 
wencyę w wysokości 1000 koron. W rubryce 
wydatków najwyższą pozycyę stanowią koszta 
wydawnictw, dochodzące przeszło 15 tysięcy 
koron, z czego możemy wnioskowad, iż właści- 
we zadanie „Macierzy" jest przez nią spełnio- 
ne. Warto się jednocześnie rozejrzed, jak to 
zadanie jest spełniane t. j. jakie wydawnictwa 
daje „Macierz Słoweńska" swemu społeczeń- 
stwu. 

Ogólna liczba dotychczasowych wydaw- 
nictw dochodzi setki niemal i rozpada się pod 
względem treści na dwa zasadnicze działy: nau- 
kowy i belletrystyczny. Wśród naukowych 
widzimy przyrodnicze, techniczne, historyczne, 
filologiczne, folklorystyczne i filozoficzne. W tym 
dziale na uwagę obcych zwłaszcza zasługują 
takie fundamentalne wydawnictwa jak ^Sloven- 
ska bibliografijaj^ której wyszły już trzy zeszy- 
ty pod umiejętną redakcyą dr. Pr. Simonicza; 
dalej napisana przez dr. K. Glasera „Zgodovina 
slovenskega slovstwa^ (Historya literatury słoweń- 
skiej) w 4 tomach; następnie jSlc^ensh^ narodne 
pesmi^ (Ludowe pieśni słoweńskie) z wielką su- 
miennością zebrane i uporządkowane naukowo 
pod redakcyą dra prof. K. Sztrukelja, wyszły 
dotąd w 10 obszernych zeszytach, zawierają- 
cych pól siódma tysiąca utworów poezyi ludo- 
wej: wreszcie również pożyteczna wspólna pra- 
ca S, Rutara i Pr. Ozożna ^^Sloyenslca ^emlja,^ 
dzieło historyczno geograficzne, którego dotąd 




101 



ukazały się 4 tomy, zawierające opis Tryestu, 
Istryi, Słowenii i Województwa Kraińskiep;o. 

Niemniej liczne są wydawnictwa belletry- 
styozne, ufcrupowane w kilka działów jak ^Za- 
bawna knjiźnica^ (Książnica belletrystyczna), 
y^Ant Kneisowa knjiinica^ (Książnica im. Ant. 
Kneza), „Zer svetovne knjiievnosti^ (Z piśmiennic- 
twa wszechświatowego). W pierwszych dwóch 
wydawnictwach są prawie wyłącznie utwory 
autorów słoweńskich, w trzeciem, liczącem do- 
tąd dopiero 3 tomy, znajdujemy „Króla Leara" 
i „Kupca Weneckiego" Szekspira oraz „Potęgę 
Ciemnoty" Tołstoja. Z f)olskich autorów dotąd 
nic nie przyswojono, spodziewad się jednak na- 
leży, iż w niezbyt odległej przyszłości ten brak 
zostanie usunięty. 

Co prawda o ten brak niezbyt można wi- 
nid Słoweńców, bod przy swoich skromnych 
środkach, jakie mogą poświęcad na cele szcze- 
pienia wyifssfej kultury, zapełniają najpierw te 
luki, które sami odczuwają, albo co do których 
postarano się żeby odczuli. U nas pod tym 
względem do czasów ostatnich prawie nic nie 
robiono, więc i pretensye do życzliwych skąd- 
inąd pobratymców byłyby nieuzasadnione. 

Scójrzmy tylko na spis instytucyi, które 
zamieniały się z ^Macierzą Słoweńską" swemi 
wydawnictwami w ciągu 1906-go roku. Na 43 
stowarzyszenia^ redakcye pism i instytucye kul 
turalne różnych ludów słowiańskich znajdujemy 
jedynie „Towarjsfystwo ludoisnawcze^ i redakcye 
y^Kwartalnika historycznego^ ze Lwowa. Patrzę 
dalej, przeszukuję pilnie, natykam się lia „Aka- 
demię cesarską** w Petersburgu, „Uniwersytet 
cesarski" w Kijowie, „Rosyjskie towarzystwo 
geograficzne" w Petersburgu, „Uniwersytet ce- 



102 



sarski" w Jurjewie (Dorpat), „Uniwersytet ce- 
sarski" w Kazaniu, „Instytut historyczno-filozo- 
ficźny** w Nieżynie spotykam nawet „Macierz 
rusińską" i ^Literackie stowarzyszenie im. Szew- 
czenki" ze Lwowa — a z polskich wydawnictw 
naukowych, — z polskich stowarzyszeń oświato- 
wych,— z polskich licznych przecież instytucyi 
kulturalnych ani jednej więcej! 

Wiadomo jednak przecież, iż na uniwersy- 
tetach Krakowskim i Lwowskim są wykładane 
języki słowiańskie, — więc jeżeli już nie z innych 
względów, to chodby z samych powodów czy- 
sto naukowych wszechnice nasze winny się' 
przecież zainteresowad wydawnictwami „Macie- 
rzy Słoweńskiej," bez których, jak każdy mógł 
zauważyd, wprost trudno mówid o jakichś stu- 
dyach rzeczywistych i poważnych nad znajo- 
mością Słoweńców. 

Rozmawiałem w tej sprawie z jednym 
z profesorów naszych: — „Widzi pan, trudno mó- 
wid o zamianie, gdyż uniwersytety nasze bez- 
pośrednio specyalnych wydawnictw nie pro- 
wadzą." 

— Dobrze, ależ ta sama historya powta- 
rza się na wszystkich uniwersytetach prawie 
bez wyjątku. Każda wszechnica jednak wydaje 
obszerne spisy wykładów na każde półrocze, 
sprawozdania z działalności — a te, że tak po- 
wiem, statystyczne opisy dają ogromnie dużo 
materyału dla obcokrajowca, chcącego się za- 
poznad z życiem i rozwojem naszych wyższych 
uczelni naukowych. 

Jeżeli wreszcie rektoraty naszych wszech- 
nic są tak drażliwe, że nie chcą za swych kil- 
ka wydawnictw czysto informacyjnych otrzy- 



103 



mad dzieła naukowe nienazbyt zamożnej „Ma- 
cierzy Słoweńskiej," to nic łatwiejszego, jak 
zapisad się na zwykłego członka kosztem 4 ko- 
ron (1 rb. 60 kop.) rocznie. Cłiyba nasze uni- 
wersytety stad na to! 

Mogliby też pozapisywad się na członków 
nasi profesorowie języków słowiańskicłi czy iń- 
nycłi przedmiotów, z językoznawstwem sło- 
wiańskiem związanych. Bo jeżeli mógł to uczy- 
nid profesor W. B. Morfill z Oxfordu, prof. dr. 
J, J. Mihhóla z Helsingforsu — to nasze „sławy" 
naukowe bynajmniej by sobie nie ubliżyły idąc 
śladem wspomnianych slawistów. 

Przeglądając w dalszym ciągu szczegóło- 
we sprawozdania z posiedzeń „Maticy" spostrze- 
gam bardzo doniosły projekt poruszony na je- 
dnem z tych zebrań, a następnie, co ważniejsza, 
wprowadzony w czyn. Otóż „Macierz Słoweń- 
ska** weszła w bliższe porozumienie z „Macie- 
rzą Chorwacką" i postanowiono, że pierwsza z 
tych instytucyi będzie wydawała co rok jedną 
książkę chorwacką, a druga — jedną słoweńską, 
zakładając w tym celu umyślne wydawnictwa 
pod tytułami „Chorwackiej — względnie Słoweń- 
skiej Książnicy." 

Tym sposobem dwa narody słowiańskie 
bliżej się wzajemnie poznają a bezwątpienia le- 
piej i gruntowniej niż za pośrednictwem szum- 
nych kongresów dziennikarskich, których naj- 
głośniejszą osią bywa zazwyczaj wspólny obiad 
z odpowiednią ilością wypróżnionych butelek. 

Warto, aby nasze towarzystwa kulturalno- 
oświatowe pomyślały o wejściu w podobne sto- 
sunki z odpowiedniemi instytucyami pobratym- 
czemi... 



104 



„Macierz Słoweńska" w Lublanie, wypeł- 
niając omawianą umowę wydała już pierw^szy 
tom „Chorwackiej Książnicy," podając w nim 
antologię poezyi słoweńskiej pod* redakcyą dr. 
Heszicza. 

Pracę tę zaliczyd należy do działalnoi^ci 
zewnętrznej „Maticy," ale i wewnętrzna przy- 
gotowawcza działalnośd „Macierzy Słoweńskiej" 
zasługuje na baczniejszą uwagę. Więc komisya 
folklorystyczna zbiera materyały, które nastę- 
pnie są ogłaszane w j^Zbornihu 8lovenske Matice^^ 
którego wyszło już 8 tomów; więc znów inna 
komisya zajmuje się zbieraniem nazw geogra- 
ficznych. 

Sprawa to bardzo ważna wobec tego, że 
prowincye, zamieszkałe przez Słoweńców, są w 
sferze wpływów niemieckich, węgierskich i 
włoskich, nieraz tedy zdarza się, iż jedna i ta 
sama miejscowośd ma po trzy nazwy: rodzimą 
słoweńską oraz narzucone węgierską lub włos- 
ką i niemiecką. Słowem jest w większym sto 
pniu to samo, co nam dokucza w Polsce, a 
zwłaszcza w zaborze Pruskim. 

W poznańskiem zakrzątnięto się około wy- 
dania słownika, podającego rzeczywiste polskie 
brzmienie nazw zgermanizowanych; otóż nad 
podobnym słownikiem pracuje rzeczona komi- 
sya „Maticy." 

Gdy wszystkie szczepy słowiańskie będą 
posiadały takie słowniki geograficzne swoich 
krajów, wtenczas będzie można pomyśled o 
wspólnym słowniku wszystkich ziem słowiań- 
skich, którego potrzeba z dniem każdym coraz 
bardziej odczuwad się daje, — o czem mogą coś 
powiedzied redakcye pism. 



UNIVERSITY Of MICHIGAN 




105 



fiez takiego słownika będzie sig ciągle po- 
wtarzała ta łiistorya, że w pismacłi polskich 
zamiast Zagrzebia i Lubiany figuro wad będzie 
Agram i Laibach, a znów w gazetach chor- 
wackiołi, słoweńskich czy czeskich różne Lem- 
hergi i Danzigi, 

Jak widzimy więc jest to wspólnym in- 
teresem wszystkich słowian, aby taki ogólnjr 
słownik geograficzny możliwie jaknajprędzej 
doszedł do skutku. 

W roku 1910 ym ma byd wystawa sło- 
wiańska w Pradze Czeskiej; mają w niej wziąd 
udział i instytucye kulturalno-oświatowe; omó- 
wienie więc na tej wystawie kwesty i rzeczone- 
go słownika nie przedstawiało by trudności. 

Pracą przygotowawczą w tym kierunku 
mogłyby się zajad ledakcye i,Swiata słowiań- 
skiego" w Krakowie i „Przeglądu słowiańskie- 
go" w Pradze Czeskiej. 

Wracając do „Macierzy Słoweńskiej" za- 
znaczyd należy, iż corocznie wydaje też swój 
j^Letopis^ t. j. Kronikę działalności, w której na 
uwagę to zasługuje, że nie tylko są podane 
wiadomości o stanie kasy, ilości członków i sta- 
nie biblioteki stowarzyszenia, ale zarazem szcze- 
gółowe sprawozdania ze wszystkich w ciągu 
roku odbytych posiedzeń zarządu. W ten spo- 
sób zarząd instytucyi nie osłania się żadnym 
nimbem tajemniczości, z czynności swoich nie 
robi sekretu, jak to się u nas tak często jeszcze 
praktykuje. „Letopisy" otrzymują nie tylko 
członkowie „Maticy" ale dostępne są one dla 
wszystkich: każdy interesujący się „Macierzą 
Słoweńską," może posiąśd owe sprawozdanie 
niewielkim kosztem 60 halerzy (24 kop.) 



106 



Że taka jawnośd tylko na dobre towarzy- 
stwu wychodzi, to o tem i zapewniad zbyteczne. 

Opisywane poprzednio „Drużba 8V. Moho- 
rja" i „Drużba sv. Oirila in Metoda" rówńieA 
podają do publicznej wiadomości sprawozdania 
ze swej pracy w wydawanych corocznie kalen- 
darzach stowarzyszeniowych. Rozumna tedy 
zasada jawności praktykowana jest we wszyst- 
kich słoweńskich instytucyach publicznych. 



D) Ułatwianie oświaty. 

W czasie mego pobytu w Krainie -opadło 
mi do ręki jedno z pism codziennych warszaw- 
skich, w którem omawiana była sprawa „pry- 
musów wioskowych." 

Autor owego artykuliku pisał między in- 
nemi: „Dziatwa wiejska uczy się chętnie i pil- 
nie, ujawniając duże postępy i duże zdolności. 
Zdarzają się w szkołach wiejskich uczniowie, 
którzjr zdolnościami swemi zdumiewają nauczy- 
cieli i wizytatorów. Pomiędzy „prymusami^^ 
szkół wioskowych są tacy, którzyby mogli byd 
chlubą szkoły średniej, potem uczelni wyższej, 
potem chlubą społeczeństwa. 

Niestety! te siły się marnują. Zdolny uczeń 
szkoły ludowej, po ukończeniu dwóchlotniego 
kursu, ma- zamkniętą drogę do dalszej nauki. 
Średnie szkoły prywatne stypendyów nie po- 
siadają, wpis w nich wynosi od 100 do 150 rb. 
rocznie, stancya zaś lub internat kilkaset rubli 
pochłania. 

Prymusi wioskowi rzucają z konieczności 
naukę, tworząc plejadę niezadowolonych z nie* 
wdzięcznego losu. 



108 



Tej młodzieży należałoby utorowad drogg 
do szkół średnich, a przyjśd im winni z pomo- 
cą nasi właściciele szkół miejskich i nasza inte- 
ligenoya. 

SzKoły nasze uwalniają rok rocznie pewien 
odsetek uczniów od wpisów; czgśd takich wa- 
kansów powinna każda szkoła zarezerwowad 
dla uczniów szkół ludowych, przyjmując ich ż 
rekomendacyi nauczycieli ludowych. 

Pozostaje do rozstrzygnięcia jeszcze kwe- 
stya „stancyi." 

Zajad sig tem powinni ci rodzice, którzy 
mają synów jedynaków i potrzebują dla nich 
towarzystwa. 

Przyjąd do domu zdolnego chłopca ze wsi, 
przeznaczyd mu kącik, otoczyd rodzicielską 
opieką i dad możnośd do nauki — oto wdzięczne 
zadanie. 

Poza uprzystępnieniem nauki dziatwie wio- 
skowej akcya ta ma jeszcze inne doniosłe zna 
czenie: nasza młodzież miejska będzie miała 
sposobnośd zbliżyd się do młodzieży wiejskiej 
i odwrotnie — i tą drogą stopniowo zmniejszać 
przepaśd, jaka dotychczas istnieje między war- 
stwami społecznemi. 

Zyska na tem demokratyzacya kraju, bliż- 
szą urzeczywistnienia stanie się idea Polski 
ludowej!" 

Tyle autor notatki, który bezwątpienia wie- 
le ma słuszności, ale sposób podany przezeń 
nie rozstrzyga sprawy i konieczną jest organi- 
zacya tanich internatów po naszych miastach 
gubernialnych i większych powiatowych na wzór 
tego, jak to posiadają słoweńcy w Lublanie. 



109 



jiGollegium Aloisianwm^'^ pod którego da- 
chem znajduje schronisko około dwóch setek 
uczniów szkół średnich, daje życie i mieszka- 
nie za cenę bardzo umiarkowaną, od której jesz- 
cze dla niezamożnych robi się znaczne ustępstwa, 
a częstokrod i zupełnie uwalnia. To ostatnie 
jest możliwe dzięki licznym zapisom i stypen- 
dyom, będącym w rozporządzeniu „Collegium." 
Jak już wiadomo z poprzednich rozdziałów, Sło- 
weńcy są w całem znaczeniu tego wyrazu na- 
rodem chłopskim, wieśniaczym; wszystkie war- 
stwy iune wyrastają bezpośrednio z włościań- 
stwa. Rzecz jasna wobec tego, że większość 
ojców uczniów szkół średnich składa się z go- 
spodarzy wiejskich; mając ten fakt na uwadze 
„Collegium** częśd należnej zapłaty przyjmuje 
też w naturze w produktach rolnych. Jest to 
ważne ułatwienie zwłaszcza dla bliżej miasta 
zamieszkałych. 

Oprócz „Collegium Aloisianum" istnieje 
jeszcze w Lublanie inna podobna iustytucya 
jfCollegium Marianum,^ przy którem jest szkoła 
niższa i następnie szkoła gospodarstwa dla dziew- 
cząt. Dyrektorem „Collegium Marianum** jest 
ks. kanonik Kalan, w pracy wewnętrznej tej 
instytucyi ogromne usługi oddają zakonnice; 
dzięki ich skrzętności i pracy „Collegium" mo- 
że dad naukę i mieszkanie paruset uczniom, a 
koło czterdziestu sierot ma na swem całkowi- 
tem utrzymaniu. 

Jak widad z powyższego „Collegium Ma- 
rianum" daje swym wychowańcom tylko ele- 
mentarne wykształcenie, ale nie zapomina o swo- 
ich „prymusach" o tych „prymusach wiosko- 
wych," o których chodziło autorowi przytoczo- 
nego w streszczeniu artykułu. Oto „Collegium" 



110 



zdolniejszych z pomiędzy swych uczniów kształ- 
ci wyż€ij swoim kosztem jużto całkowicie, już - 
to częściowo o ile wyohowaniec ma rodziców, 
mogących ponosid pozostałą częśd wydatków 
wykształcenia. 

Sprawa ułatwienia wykształcenia u nas 
zwłaszcza w czasach obecnych nabiera donio- 
Błego znaczenia. Nie można się łudzid, aby tej 
potrzebie zaradził jeden jakiś uniwersalny śro- 
dek. Staje się tedy obowiązkiem wszystkich, 
mających sposobność ku temu, badad i wnikad, 
jak sobie w tym względzie radzą w krajach in- 
nych i spostrzeżeniami swemi dzielid się z ogó- 
łem dla dobra społecznego. 

Swoją drogą z akcyą w kierunku ułatwie- 
nia wykształcenia średniego nie należy zwlekad 
i wyczekiwad póki się nie zbierze materyały 
przygotowawcze z całego świata: do pracy trze- 
ba się brad odrazu i robid tak jak w danych 
warunkach oraz okolicznościach można najle- 
piej. Niech więc zasobniejsi rodzice jedynaków 
biorą pod swój dach zdolniejszych synów ludu, 
niech stowarzyszenia i działacze społeczni two- 
rzą instytucye na podobieństwo opisanych kol- 
legiów w Lublanie, niech możni w narodzie pa- 
miętają o fundowaniu stypendyów odpowie- 
dnich. 

A tym sposobem, jeżeli nie odrazu to sto- 
pniowo, dopnie się celu. 



UN1VŁKMIT W MltnibAN 




VIL 

Ruch tpzeźwościowy. 

Jako dopełnienie wytężonej pracy gospo- 
darczej i oświatowej w Słowenii powstał w os- 
tatnich latach ruch przeciw-alkoholizmowi. I tu- 
taj, jak we wszystkich innych kierunkach pracjr 
społecznej, pierwszymi pionierami byli młodzi 



A było to tak: przed kilku laty na imieni- 
nach czy jakimś jubileuszu jednego z kanoników 
w Lub lanie znalazło sig dwóch młodych wika- 
ryuszów, którzy nie chcieli pid wina. 

Horrrendum! 

W kraju posiadającym winnice ąjawiają się 
ludzie, którzy nie chcą pid wina! 

Rozumie się powstaje oburzenie ogólne 
zgromadzonych na uroczystości. 

Młodzi wikaryusze obstają przy swojem. 

Wznosi się zdrowie solenizanta, — ci chcą je 
pid limonadą. 

Gospodarz domu czuje się dotkniętym. 

Obrazę jego podzielają wszyscy obecni 
proboszczowie, kanonicy, dziekani. 

„Co to?! dwóch miedziaków śmie występo- 
wad przeciw tradycyi! phcą nauki moralne da- 



112 



wad starszym od siebie i wiekiem i godnością 
hierarchiczną?!!! Trzeba nauczyd młodziaków, 
złamać ich upór!!! 

Jeden r; kanoników, bezpośredni przełożonj 
winowajców ogólnego zgorszenia unosi sig i... na- 
kazuje im wypid zdrowie winem. 

Wikaryusze spokojnie, z godnością odpo- 
wiadają, że znają prawo kanoniczne i wiedzą, 
kiedy winni są posłuszeństwo swym przełożonym; 
a ponieważ otrzymany nakaz leży po za sferą 
praw, więc bardzo im przykro, ale go nie speł- 
nią, bo jest przeciwny ich własnym przekona- 
niom wewnętrznym. 

Robi się tedy gruba awantura. Sprawa 
opiera się o biskupa. Ten wysłuchuje obie stro- 
ny i... i przeważa szalę na stronę młodych pio- 
nierów aostynencyi. 

W najbliższym liście pasterskim biskup 
zwraca uwagę, iż rzeczywiście nazbyt dużo się 
w całej dyecezyi pije; że księża powinni dawad przy- 
kład umiarkowania parafianom i mniej sute urzą- 
dzad przyjęcia z okazji odpustów czy innych 
wydarzeń. Zarazem jednak zwraca uwagę mło- 
dym propagatorom antyalkoholizmu, aby hasła 
swoje wprowadzali w życie z miłością, bez na- 
ruszenia przyjaznego współżycia i braterskiej 
życzliwości względem współtowarzyszy duchow- 
nych. 

Z ogólnego tonu tej części listu, która była 
poświęcona sprawie wstrzemięźliwości, widocz- 
nem by;ło, iż biskup chciał dopomódz młodym 
bojownikom o trzeźwośd ludu w ich pracy; ale 
tymczasem owym nieszczęsnym frazesem o yfia- 
ruseaniu braterskiej j^yc^liwości^ utrudnił im ogrom- 
nie stanowisko wśród reszty księży. 



UNWERSTTY OF MICHIGAN 




113 



Gdziekolwiek sie znaleźli w liczniej szeui 
gronie zebranych ci dwaj pionierowie abstyneu- 
cyiy — zmuszano ich zaraz do picia: Jesteście zwo- 
lennikami wstrzemięźliwości, — dobrze, nic nie 
mamy przeciwko temu, — zresztą my wszycy 
jesteśmy przeciwni pijaństwu, ale dla towarzy- 
stwa możecie się z nami napić po szklance wi- 
na!' — flCo? nie chcecie? więc naruszacie „i>r^.v- 
jazne wspólź^ycie,^ występujecie przeciw Jbrater- 
skiej aycdiwości^'^ jaknajwyraźniej sprzeciwiacie 
9ię tem samem poleceniom biskupa!^ 

Nieszczęśni abstynenci w sutannie przecho- 
dzili istne tortury; stronid też poczęli od wszel- 
kich zebrań, a za to usilniej rozwijali propagan- 
dę swoją, oddziaływując na pojedyncze jednostki 
czy to wśród parafian, czy też wśród koła bli- 
żej znajomych księży. Stopniowo więc grono 
zwolenników powiększało się, a wzrastający ruch 
trzeźwościowy zmuszał coraz szerszy ogół do 
zastanawiania się nad sprawą używania napojów 
alkoholowych, co nie było bez znaczenia dla 
idei przewodniej, której służyli ci pionierzy. 

Wśród takich okoliczności nadszedł zjazd 
dyecezyalny duchowieństwa w celu omówienia 
rożnych spraw bieżących, dotyczących wiary, 
kościoła i duchowieństwa. 

Poruszano też kwestyę oddawania się księ- 
ży myśllwstwu, przyczem orzeczono, że ponieważ 
w pewnych wypadkach jest to jedyna rozrywka, 
więc nie nakazy wad duchownym zupełnego pow- 
strzymania się od polowań. 

Po sprawie myśliwstwa przyszła kolej na 
abstynencyę. 

Tak się jednak złożyło, że ów ksiądz- pro- 
pagator antyalkoholizmu, który się szykował do 
wystąpienia gorącego w tej kwe3tyi| znajdował 



114 



się władnie w innej sali przy obradach nad inną 
kwestyą. Skorzystali z tego niechętni propa- 
gandzie abstynenckiej: — raz, dwa, trzy, ze spra- 
wą się załatwili, — powiedzieli, iż niema o ozem 
gadać, gdyż nikt z księży pijaństwa nie pochwala 
a umiarkowanie każdy wszystkim zaleca — 
i w tym duchu powzięto natj^chmiast uchwałę. 

Ksiądz ów dowiaduje się, że tam obok 
weszła pod obrady kwestya abstynency i, pośpie- 
sza tedy co tchu i wchodzi do sali w chwili, 
gdy już sprawę we wiadomy sposób załatwiono. 

Zwraca się tedy do przewodniczącego 
z prośbą o przedłużenie obrad, ale ten odpowia- 
da, że prawie jednomyślnie uznano, iż „niema 
się nad czem zastanawiać'' dłużej i obszerniej. 

Wówczas spóźniony interpelant, widząc do- 
koła złośliwe uśmiechy nieprzyjaciół swej idei, 
wpada w oburzenie: w namiętnych słowach, pod- 
niesionym głosem robi wymówkę wszystkim 
zgromadzonym, czyni im zarzut, iż tak ważnej 
pod względem moralnym i materyalnym sprawie 
trzeźwości nie chcą poświęcid tyle czasu, co 
poprzednio omawianej kwestyi sportowej myśliw- 
stwa, i z trzaśnięciem drzwiami opuszcza salę. 

Widząc, iż to oburzenie wypłynęło z czy- 
stych i szlachetnych pobudek, poruszeni górą* 
cemi słowy zrozpaczonego pioniera wstrzemięź 
liwości, wypadaj ^Ij za nim na korytarz... a na 
czele pewien profesor seminaryum i redaktor 
poważnego miesięcznika katolickiego, i starają 
się uspokoić podnieconego i rozdrażnionego ide- 
owca. Przekładają mu, iż nie wszystko prze- 
cież stracone, uchwały idą bowiem do zatwier- 
dzenia biskupa, można tedjr przeciw nim założyd 
protest, sami się ofiarowują z własnymi podpi- 
sami dla nadania protestowi większej wagi. Za 



115 



przykładem profesora i redaktora przyłącza się 
jeszcze gromadka śmielszych: protest dochodzi 
do skutku; w ogłoszonych drukiem uchwałach 
zjazdu rezolucya, lekceważąca abstynencyg, jest 
usunięta. 

Sprzyjanie więc biskupa idei wstrzemięźli- 
wości zaznacza się bardzo wyraźnie. 

Wobec tego gromadka abstynentów zaczy- 
na myśled o rozszerzeniu swego działania: pow- 
staje zamiar założenia stowarzyszenia antyalko- 
holicznego. Projekt się wkrótce urzeczywistnia 
i dla przykładu sam biskup zaprzestaje zu- 
pełnie picia wina. 



Pada na całe duchowieństwo strach: a nui^ 
biskup zechce wszystkim księżom nakazać ab* 
stynencyę? 



Strach padł i na zwolenników wstrzemięź- 
liwości, b.) przeczuwali, że biskup, człowiek 
starszy, a pochodzący z południowych okolic 
kraju, gdzie najubożsi nawet, zamiast wody, po- 
pijają wino przy obiedzie, nie wytrzyma w swem 
postanowieniu! 

Mijał miesiąc jeden, drugi, — biskup nadspo- 
dziewanie długo trwał przy absbynencyi. Od 
czasu do czasu tylko od służby pałacu bisku- 
piego przechodziły do ogółu anegdotki i wieści, 
świadczące jaką męką było dla biskupa to do- 
trzymanie postanowienia, ale zacny biskup ła- 
mał się ze swem przyzwyczajeniem zastarzałem 
i trwał wiernie w danem przyrzeczeniu. 




Aż kiedyś wyjechał w objazd dyecezyi; 
skorzystali z togo ci, którym abstynencya bi- 
skupa była nie na rękę; przy pierwszej okazy i 
jak Eaczęli go prosid, błaga<5, „żeby dbał o swoje 
zdrowie, zagrożone oagłem wyrzeczeniem się 
wina,"— ^tak postawili na swojem: biakup wypił 
aitklaneczkę wina. 

Rozumie si^ nie omieszkali rozgłosić na* 
ijcłimiast tego faktu, jako oczywistego dowodu, 
te abatjneacya^ j^st nonsensem, bo nawet bi- 
skup me mógł jej zachowad! 



Biskup tymczasem o ile przedtem męczy i 
ii§ abatynencyą, o tyle teraz mocno był nieza* 
dowolony z siebie, że nie wytrzymał w posta- 
nowieniu. 

Rozumiał przytem dobrze, o ile swą osobą 
utrudnił pracę młodemu stowarzyszeniu watrze- 

Chcąc tg szkodę wynagrodzić występuje 
do prezesa stowarzyszenia z projektem, żeby 
utworzył 3pt?cyalny rodzaj członków obowiąza- 
nych tylko do umiarkowania, gdyż chce wszyst- 
kim księżom zalecić wstąpienie do związku ab- 
stynenckiego* 



Przedstawiciele stowarzyszenia nie godz^ 
jiię jednak z tym projektem, wychodząc z tego 
stanowiska^ iż 

lo, „umiarkowanie" jest to taka tzbq%^ 
której ^^ranice dla każdego człowieka są inne 
i ogólnie okre^Hd jej nie mo£aar 





111 Ii I 



IKS 




11T 

a 2-0 wstrzemięiliwość wmaa się zasadzać 
na dobrej woli~i związek nie pożąda bynajmniej 
członków, którzyby z musu należeli, lecz prag- 
nie skupiać jedynie ludzi przekonanych i odda- 
nych sprawie! 

Biskup przyznaje sKiszno^ć, cofa się ze 
swym projektem, ale ani na chwilę nie przesta- 
je popierać przy każdej sposobności kierowników 
całego ruchu, na czele którego stanęli od owe- 
go opisanego zjazdu ów profesor seminaryum 
i ów redaktor miesięcznika katolickiego. 

Powstaje wreszcie z pozwolenia biskupa 
piamo^ redagowane przez jednego z młodych 
księly a poświecone całkowicie zwalczaniu alko* 
holizmu^ 

Jest to wojowniczo usposobiony miesięcznikp 
który szeregiem artykułów gorących robi znacz- 
ną wrzawę w społeczeństwie. Odważnie rzuca- 
nymi wywodaroi jego zajmuje się cala praea 
i cały ogół. Rozumie sig, ów impet, z jakim 
pismo rozpoczęło służenie idei wstrzemięźliwoici^ H 

znów ludzi aacz^t bardzo kłuć w oczy* Więo 
ci, którym cala ta coraz energiczniejsza akcya 
tr^eźwoóciowa była z jakichkolwiekbądi powo- 
dów niewygodna, powzięli myil skręcenia jej 
karku raz na zawsze. 1 wzięli się do rzeczy 
wcale sprytnie. 

Trzeba bowiem wiedzieć, że na ziemiach^ 
zamieszkałych przez Słoweńców, a specyalnie 
w Krainie alkohol używany jest najobficiej w for- 
mie wina i piwa, wódka raniej jest rozpowszech- 
niona. Cała tedy propaganda antyalkoholiczna 
jest przedewszystkiem skierowana przeciw tyra 
dwora napojom. 

Jak już wiadomo ruch trzeźwościowy zai- 
nicyowali i prowadzili księża, ale „roztropni sy* 



>i 



18 



nowie tej zierai^ postanowili i na księży propa- 
gatorów znaleźd i5rodek radykalny. Oto Fran- 
ciszkanie w Lublanie wydają dla bractw tercyar- 
skich piserako reli^iine p. t. „Kwiaty z ogrodów 
iw. Franciszka." Różni więc przeciwnicy zbyt- 
niej trzeźwości postarali się poczciwych a gor- 
liwych o wiarę zakonników zwrócid przeciw 
propagandzie antyalkoholicznej, jako sprzeciwia- 
jącej się podstawom religii. 

Gdzie Rzym, gdzie Krym? 

A jednak na łamach pisma religijnego padł 
zarzut przeciwreligijuości ruchu abstyneckiego. 
Zjawił się bowiem artykuł, w którym redakcya 
broniła wina i oburzała się srodze na abstynen- 
tów, że śmią potępiad ten napój; a przecież Pan 
Jezus na ostatniej wieczerzy zamienił wina 
w Krew SwojJi, a przecież poprzednio jeszcze 
na godach w Kanie zamienił wodę w wino, aby 
biesiadnicy weselni napoju dosyd mieli. Z tego 
więc wniosek zrobiono, że używanie wina jest 
aprobowane przez Pana Jezusa. Ergo kto wy- 
stępuje przeciw winu — występuje przeciw chrze- 
ścianizmowi wogóle a wyznaniu katolickiemu 
specyalnie. Słowem abstynenci zostali obwołani 
za heretyków a ich propaganda za antyreligijną! 

Wystąpienie to gazetki franciszkańskiej 
stało się bardzo nieprzyjemnym zgrzytem, tem 
przykrzejszym, iż ogólnie wiedziano, że autorem 
omawianego artykułu był zakonnik znany ze 
szczególnie wstrzemięźliwego życia, który tylko 
uniesiony gorliwością religijną dał się użyd za 
narzędzie przeciw propagandzie trzeźwościowej. 

Miesięcznik abstynencki nie pozostawił tych 
dowodzeń franciszkańskich bez odpowiedzi: wy- 
kazał, że rozumowanie autora owego artykułu 
podol)ne jest do logiki myślenia ciemnego ludu 



119 

w niektórych krajach Europjr, gdzie gołębie 
otaczane są pewną czcią religijną i zabicie go- 
łębia za grzech jest poczytywane, bo... przed 
wiekami Duch św. zstąpił przy chrzcie P. Jezu- 
sa w postaci gołębia. 

Tym sposobem ze sprawy wstrzemięźliwo- 
ści od alkoholowych napojów wywiązała się 
polemika o zabarwieniu ściśle religijnem. Ale gdy 
jeden z profesorów seminarium oświadczył na 
jakiemś liczniejszem zebraniu, że gdyb;^ mu na 
egzaminie alumn wystąpił z podobnymi wywo- 
dami, jak ów autor artykułu w gazecie francisz- 
kańskiej, to by go. bez apelu na drugi rok na 
tym samym kursie zostawił, — zakonnicy wów- 
czas postarali się o wycofanie z całej polemiki. 
Na tem się skończył pierwszy okres rozwoju 
ruchu trzeźwościowego wśród Słoweńców. Nastą- 
pił drugi nieco spokojniejszy, mniej przeszkód 
spotykający. Okres ten trwa obecnie. 

Podane powyżej początkowe dzieje ruchu 
abstyneckiego opowiadano mi z przytaczaniem 
nazwisk osób i dat ścisłych. Szczegóły te opuści- 
łem, bo ostatecznie dla nas nie mają większego 
znaczenia, a podając ie sprawiłbym przykrośd tym 
z bohaterów owych wydarzeń, którzy z biegiem 
czasu zmienili swe wrogie stanowisko względem 
abstynencyi, a nawet stali się jej poplecznikami. 

Tem niemniej cały ten przebieg początko- 
wych walk, trudności i szykan, z jakiemi spot- 
kała się cropaganda antyalkoholiczna wśród Sło- 
weńców jest pouczającym dla nas, a zwłaszcza .? 
dla naszych działaczy społecznych, gdyż wska- |. 
żuje dowodnie, że nic nigdzie nie szło tak ła- t ! 
two, — a jeżeli gdzieindziej osiągane są lepsze 
wyniki pracy, to jest w tem zasługa przede- | 



I 

I 



120 



ws^ystkiera enerąii i wytrwałości tych^ którsj 
pewnej sprawie służą. 

Na zakończenie kilka danych z rozwoju 
ruchu trzeźwości o wGgn: towar/^jstwo ^Ahstł/>tent^ 
istnieje w Lubiani e od roku 1903 go i stale się 
rozwija coraz lepiej* Obecnie powstają, nowe 
jego filio w innych pomniejszych miastach sło- 
weńskicli, Wedtu^ ustawy do stowarzyszenia 
t^go mogą należyd nietylko ci, co zobowiązują 
si§ do ścisłej ahstynencyii ale też i taojr? którzy 
zobowiązują się do częściowej wstrzemięźliwości 
np- od wódki tylko. Celera wprowadzenia tych 
różnych kategoryi członków jest ułatwienie 
przystępowania do stowarzyszenia tym, którym 
od razu całkowite wyrzeczenie sig wszystkich 
napojów alkoholowych byłoby rzeczą nazbyt 
trudną do uskutecznienia. A przy takim syste- 
mie ludzie powoli wciągają się do stowarzysze- 
nia i z biegiem czasu stają się zupełnymi absty- 
iientami, 

Pierwszem pismem^ które niepodzielnie od- 
dało Bi§ na usługi ruchu trzeźwościowego był 
miesięczoik ^Fw^cmlka^^ redagowany z tempera* 
meutem przez ks. Leopolda Lł^^narda, a przezna- 
czony według brzmienia nagłówka „dla abstynen- 
tów, pijących i pijaków.'' Po roku, z powodu 
wyjazdu ks. Lenarda ^Piszczalka,^ zrobiwszy 
wielkie poruszenie wśród ogółj swoimi artyku- 
łami, przestała wychodzić. Następczynią jej so- 
stuła j^Zlata I)oł>n^' również miesięcznik, pisany 
mtiiej radykalniej traktujący sprawy więcej po 
akademicku. Oprócz pism ^pecyaloych sprawę 
alkoholizmu omawiają liczne broszury tanie^ 
£ których kilka wydało swoim nakładem chrze- 
ścijańskie stowarzyszenie robotników słoweń- 
skich. Wogóle pocieszającem zjawiskiem jeat 



_J 



121 



fakt, że ruch trzeźwoźciowy, powstały początko- 
wo w łonie duchowieństwa, tak szybko się przy- 
jął wśród robotników i w znacznej liczbie po- 
zyskuje sobie wśród nich zwolenników. I jednym 
z gorliwszych współczesnych propagatorów an- 
tyalkoholizmu wśród Słoweńców jest poseł-ro- 
botnik Gostinczar. W znacznym stopniu dla 
sprawy trzeźwości zasłużeni są: dr. Jan Krek, 
poseł do parlamentu, redaktor Uszeniczny, i ka- 
nonik J. Kalan. Po za nimi stoi już cały sze- 
reg duchownych bojowników abstynencyi; świec- 
cy propagatorowie tego ruchu są jeszcze w mniej- 
szości: — jak zwykle wśród Słoweńców, we 
loszelkich zapoczątkowaniach, pożytecznych dla spo- 
teczeństwa, pierwsi są zawsze księża. 



ii 



ti 



VIIL 

W ciągu poprzednich rozdziałów parokrot- 
nie już zaznaczałem, że słowency są narodem 
chłopskim: intelicencyi rodowej nie mają, a in- 
teligencya, jaka jest obecnie, wyszła całkowicie 
z łona włościaństwa. 

Dla poznania wigc Słoweńców nie wystar* 
cza chodby najdłuższy pobyt w miastach, bo na 
wsi dopiero występują wszystkie rodzime, przy- 
mioty ich charakteru w swej czystej formie. 
Zresztą to samo powtarza się wszędzie i w na- 
rodach, w których włościaństwo stanowi znacz- 
nie mniejszy procent ogółu: nigdzie poznanie 
mieszczaństwa bez znajomości ludności wiejskiej 
nie da dokładnego pojęcia o charakterze na- 
rodu. 

Kierowany tymi poglądami nie zaniedby* 
wałem żadnej okazyi, aby jaknajczęściej na .wsi 
słoweńskiej bywad, z ludnością wiejską stykać 
się i zapoznawać. A że w ciągu kilkumiesięcz- 
nego pobytu sposobności takich była liczba 
znaczna, więc też wcale dokładnie przyjrzsdem 
się życiu wsi słoweńskiej i jej mieszkańców. 




12^ 

Żywo mam w pamigci pierwsaą swą wy^ 
cieczkę wiejską, którą dokonałem na drugi dzień 
po przybyciu do Lubiany. A pierwsze dodatnie^ 
wrażenia jakie wtenczas odniosłem nietylko nie 
zatarły się później, ale coraz się z każdym no- 
wym pobytem na wsi bardziej utrwalały. 

Jechałem wczesnym rankiem dwuosobowa 
karetką pocztową. Jazda nie odznaczała się 
pośpiechem, o co bynajmniej do pocztyliona 
pretensyi nie miałem, bo mogłem dokładniej 
rozglądad się w pięknym krajobrazie, uważniej 
przypatrywać się napotykanym ludziom. Pocz- 
tylion oddawał pakiety, zabierał korespondencyę 
nietylko w napotykanych urzędach pocztowych 
ale na każdym kroku prawie wzdłuż całej od- 
bywanej drogi. Na odgłos nadjeżdżającej ka- 
retki wychodziły kobiety z chat: jedna zabierała 
zamówione dnia poprzedniego drożdże, inna róż- 
ne towary kolonialne, a jeszcze inne oddawały 
listy i paczki do dalszych miejscowości. Co ka- 
retka przystanęła, wymijały ją śpieszące do do- 
mu dziewczęta i starsze kobiety, energicznie po- 
pychając przed sobą lekkie dwukołowe wózki 
z resztkami niesprzedanych w mieście warzyw. 
Pocztylion znał wszystkich, przejeżdżając pozdra- 
wiał tych i owych, rzucał dowcipami i uwagami . 
w stronę napotykanych dziewcząt z warzywami 
lub pogwizdywał głośno na konia, gdy ten pod 
górę nazbyt zwalniał i tak już niepospieszną 
jazdę. Zapewne, gdyby komu się bardzo spie- 
szyło, toby go ta pełna sielskich i sielankowych 
powabów jazda, poważnie mogła z równowagi 
wyprowadzić; ale ja byłem naprzód uprzedzona 
o długości trwania jazdy, a przytem tak się do- 
brze czułem wśród tych o pogodnych obliczach, 
ludzi na tle pięknego krajobrazu górskiego, ską- 



124 



panego w blaskach słońca pod lazurową kopułą 
nieba, że i na jeszcze powolniejszą jazdg nie 
byłbym w stanie sarkad. 

Robota na polach była w crfej pełni; wszę- 
dzie zwijały się gromadki pracujących, tu i owdzie 
rozlegał się śmiech dźwięczny lub piosnka. 

Wogóle widad było, że ci ludzie z pracy 
nie robią dramatu. 

A trzeba wiedzied, że praca na polu wobec 
górzystości położenia dużo jest cięższą niż w rów- 
ninach. Pólka uprawne nieraz są na takiej po- 
chyłości, iż o oraniu w^konia nie może byd mo- 
wy i trzeba je uprawiad ręcznie, a górskie łączki 
kosid nieraz nie da się inaczej, jak zakładając 
specyalne żelaza na nogi, i z ich pomocą dopie- 
ro można się utrzymad na stromych zbo- 
czach gór. 

Przy tak ciężkiej pracy Słoweniec nie traci 
Jednak pogody ducha i* nie narzeka na swą do- 
lę. Przyczynia się zapewne do te^o spokój 
t> przyszłośd, gdyż^ dzięki całej sieci różnych 
instytucyi społecznych i stowarzyszeń ekono- 
micznych, gospodarz wiejski w Krainie zawsze 
snajdzie pomoc w chwili krytycznej i to pomoc 
«zybką, doraźną, bez lichwiarskich ciężarów. 
Zresztą, wobec rozmaitego typu związków samo- 
pocy, każdy prawie ma jakieś zasoby pieniężne, 
wobec czego z większą równowagą umysłu mo- 
Ae oczekiwad różnych niepowodzeń, tak powsze- 
dnich i nieuniknionych w gospodarstwie. 

Jeżdżąc tu i owdzie po ziemiach, zamieszka- 
łych przez Słoweńców, literalnie nie spotkałem 
wsi kościelnej, w której by nie było chociaż pa- 
fu jeżeli nie kilku stowarzyszeń jako to: kasa 
ReifFeisena, kółko gospodarskie, (odpowiadające 
naszym rolniczym), stowarzyszenie hodowlane, 



125 



mlecsarnia spółkowa, czytelnia z biblioteką, to- 
warzystwo oświatowe {izohraż*vdlno dru8gtvo) 
przy którem istnieje zwykle jakiś chór^ orkiestra^ 
a które skupia w sobie i podnosi poziom wiejskie- 
go życia towarzyskiego. 

Widziałem torsie, w których ^było po pięć 
i sześć różnych stowarzyszeń i wszystkie praco- 
wały normalnie, rozwijając z powodzeniem swą 
działalność. Nieraz mi się zdawało, że to jest 
rzeczą błędną takie rozczłonkowanie pracy spo- 
łecznej, a jednak przekonałem się, iż system ten 
ma swoje dobre strony. Specyalizacya pracy 
i w obrębie stowarzyszeń dodatnie wydaje re- 
zultaty. W Królestwie Polskiem sposób ten do 
czasów ostatnich nie mógł byd stosowany ze 
względu na warunki panujące. Wyjednanie po- 
zwolenia na jakiekolwiek stowarzyszenie było 
połączone z tyloma trudnościami, że żadne zrze- 
szenia nie mogły powstawać w dostatecznej ilości. 
Z tego względu te związki, które powstawały, 
starały się objąć jaknajszerszy zakres pracy spo- 
łecznej, a w tym celu układały dla siebie obszer- 
ne możliwie wszechstronne ustawy, ogarniające 
bardzo szerokie pole działania. Tym sposobem 
każde niemal stowarzyszenie oprócz celu głów- 
nego tyle sobie wytykało zadań ubocznych, że 
tylko w nadzwyczajnych wypadkach mogło 
swój program wypełniać. Najczęściej jednak alba 
cel główny ginął wśród mnóstwa ubocznych, 
albo żadne z zadań nie było wypełnione. To 
drugie zdarzało się częściej wobec chronicznego 
braku ludzi, chcących i mogących z pożytkiem 
pracować na społecznej niwie. 

Podobny okres w rozwoju stowarzyszeń 
i związków zauważyć można również w Krainie 
w licznych ustawach zrzeszeń kulturalno- oświa- 



126 

^towych, dawniej powstałych. Obecnie jednak 
-dla każdej nowej potrzeby społecznej tworzone 
jest nowe stowarzyszenie i wogóle silnie zazna- 
cza s^g dążenie, ab^ związki skupiały swą dzia- 
Jalnośd w jednym jasno i wyraźnie wytkniętym 
kierunku. Bezwarunkowo taki porządek rzeczy 
^znakomicie zwiększa intensjwnośd pracy wszel- 
kich towarzystw. Teraz, gdy bądź cobądź i u nas 
większa jest łatwośd powoływania do życia 
zrzeszeń zwłaszcza ekonomicznych, stanowczo 
o podobnej specyalizacyi działalności stowarzy- 
szeń pomyśled należy. Rozumie się nie jest to 
sprawa, którą z dziś na jutro zrobić można, pa- 
miętad jednak o tej zasadzie specyalizacyi przy 
powstawaniu nowych stowarzyszeń ustawicznie 
wypada i potrzeba. Kwesty a ta ważna jest 
jeszcze i z tego względu, że tak jak u nas, gdzie 
ludzi dopiero potrzeba wyrabiać w pracy spo- 
łecznej, łatwiej jest wyro bid kogoś w stowarzy- 
szeniu jednolicie w pewnym zakresie pracu- 
jącem, niż w towarzystwie o działalności na 
wszystkie strony rozproszonej. 

Jeżeli idzie o wyrobienie społeczne ludno- 
ści wiejskiej, to wśród Słoweńców całkowicie się 
potwierdziło doświadczenie, gdzieindziej wszędzie 
już zrobione, że najlepszerai w tym kierunku są ka- 
sy pożyczkowo oszczędnościowe systemu Reiffe i- 
sena. Jak wiadomo kasy te oparte są na zasadzie 
nieograniczonej porękit. j. każdy członek za intere- 
sy odpowiada całym swoim majątkiem. Wobec te- 
go wszyscy członkowie dla własnego dobra do- 
pilnowują prawidłowej działalności kasy; w dawa- 
niu pożyczek nie powodują się względami przy- 
jaźni, znajomości czy powinowactwa lecz rze- 
czywistą wartością moralną i odpowiedzialnością 
..kredytową starającego się o pożyczkę, przestrze- 



127 



^ają również porządku w akuratnem spłacaniu 
przyjętych zobowiązań. Słowem włościanie 
^w kasach Reiffeisena przyuczają si^ do poważ- 
nego i solidnego traktowania interesów, wyra- 
biają w sobie poczucie solidarności i termino- 
wości w regulowaniu rachunków, nabierają ra- 
cyonalnego pojęcia o kredycie i jego znaczeniu 
oraz pożytku gospodarczym. Wyrabianie się 
społeczne w kasach Reiffeisena tym szybciej 
postępuje, że właśnie mają one ściśle wytkniętą 
sferę działania, nie dopuszczającą zboczeń i roz- 
proszeń. 

„W kasach Reiffeisena" — nadmienia S. Sa- 
ryusz Zaleski — wymagana odpowiedzialność TcredytO" 
wa nie tyle polega na bogactwie człowieka po- 
szukującego kredytu, — ile chodzi o to, żeby 
przedstawiał on rękojmię, że pieniądze przezeń 
zużytkowane będą dobrze: że obróci nimi z ko- 
rzyścią dla siebie, a bez straty dla kasy. Wy- 
nika z tego samo przez się, że każdy kto miałby 
zamiar kiedyś w przyszłości o pożyczkę się sta- 
raó, — ma się na baczności: każdy dba o to, aby 
prawością, obrotnością, zabiegliwością i umie- 
jętnem prowadzeniem spraw swoich zyskad do- 
bre imię, wyrobid sobie u swoich kredyt mo- 
ralny, bez którego nie pozyska kredytu pienięż- 
nego, jakiego kiedykolwiek potrzebowad może: 

y^Cmwaj sam nad sobą jeżeli chcesz, aby ci 
się dobrze w interesach działo!" — w ten sposób 
przemawiają kasy Reiffeisena — mając argumenta 
dobitne i jaknajrealniejsze. W działaniu ich tkwi 
nieporównany wpływ społeczny, urabiający ludzi 
samych przez się i samych sobie nie tylko bez 
Jiadnych kosztów, ale udzielając jeszcze w swo- 
im zakresie swego rodzaju ^premium cnoty." 



128 



„Kasy ReiflFeisena na wsi — to najcelaiej- 
sza szkoła gospodarczego i społecznego życia!'' 

Wieś słoweńska wogóle nie bjrwa zbyt wiel- 
ka; jeszcze tam, gdzie jest kościół parafialny^ 
można doliczy (5 się kilkudziesięciu domostw; ale 
częściej wioski są porozrzucane po zboczach gór 
na dosyó znacznej przestrzeni. Domy mieszkal- 
ne są po większej części murowane, pokryte 
dachówką z gliny, cementu lub szyfru. Cemen- 
towe i gliniane dachówki używane są po doli- 
nach, szyfrowe przeważnie na budynkach w gó- 
rach aby się skuteczniej opierad mogły jesiennym 
i zimowym wiatrom. Pokrycie gontami lub sło- 
mą należy już obecnie do rzadkości i tylka 
w bardzo zapadłych miejscowościach częściej 
się spotyka. 

Większośd gór słoweńskich porosła jest la- 
sami, z których spora ilośó znajduje się w rę- 
kach drobnych gospodarzy, więc wznoszenie 
murowanych pomieszkań nie jest bynajmniej 
wynikiem braku drzewa, ale jedynie wywołane 
i&ostały względami trwałości i bezpieczeństwa 
od ognia. Dbałośd o to bezpieczeństwo posu- 
nięta jest bardzo daleko, dowodem wielka ilośd 
wiejskich straży ogniowych. Jak się przejeżdża 
przez wsie w Krainie, w każdej niemal ujrzeó 
można wysoki w kształcie baszty, zazwyczaj 
murowany, budynek z napisem „GasUni dom.^ 
Taka baszta strażacka służy do dwiczeń dla 
•słonko w wiejskich straży ochotniczych, a na 
dole mieszczą się w niej narzędzia i przyrządy 
przeciwpożarowe. Ćwiczenia strażackie odbywa- 

esię zwykle w niedziele i są rodzajem rozryw- 
dla całej wsi, a wielką uciechą dla wiejsRich 
Sodrostków, którzy niejednokrotnie tworzą mię- 
zy sobą straż na wzór starszych i w papiero- 



j 



129 



wych kaskach z wielką powagą powtarzają dwi- 
czenia^ wykonywane w pobliżu przez straż rze- 
czywistą. Te zabawy dzieciarni mają też swoje 
dobre strony,, bo 1-mo chłopcy, zaprawiając się 
od maleńkości w dwiczeniaoh strażackich, wy- 
rastają później na dzielnych strażaków, a 2-0, 
obznajmieni ze sposobami ratowania od ognia, 
nieraz jako dzieci jeszcze oddają usługi rzeczy- 
wiste na wypadek wybuchu pożaru. 

Ludność słoweńska wiejska ma sig dosyd 
dobrze. Rozumie się o nadzwyczajnych bo- 
gactwach niema mowy, ale biedy nie widad. 
Chleba wszyscy mają dosyd; a jeżeli emigracya 
do Ameryki jest stosunkowo znaczna, to pociąga 
ludzi chęd lepszego bytu i lżejszej pracy. W celu 
zmiejszenia tej emigracyi posłowie słoweńscy 
starają się o możliwe przyspieszenie przeprowa- 
dzenia w parlamencie wiedeńskim prawa o ubez- 
pieczeniu na starośd robotników rolnych, coby 
znacznie wpłynęło na wstrzymanie od wychodź- 
ctwa ludzi tej kategoryi. 

Słoweńcy Wieśniacy dobrobyt swój czerpią 
nie tyle z »amego rolnictwa, które, z powodu 
naturalnych warunków położenia kraju, w bar- 
dzo wielu okolicach szerzej traktowane i upra- 
wiane byd nie może, — ile głównie z prowadzenia 
gospodarstwa przemysłowego. Mleczarstwo i le- 
śnictwo w jednych okolicach, a winogradnictwo 
w innych stanowią poważne źródła dochodu dla 
gospodarzy słoweńskich. W wielu miejscowo- 
ściach znaczne również źródło dochodu dodatko- 
wego przedstawia wskrzeszony w ostatnich la- 
tach przemysł ludowy, który szczególniej po- 
myślnie się rozwija w mało przemysłowej Krainie. 
Przemysł ludowy wśród Słoweńców przed laty 
rozwinięty był dosyd szeroko, ale stopniowo 
Wśród ShwiAcdw. 9 



130 



wskutek konkurencyi wzrastającego w ościen- 
nych prowincyach przemysłu- fabrycznego począł 
się chylid do upadku, a nawet w niektórych 
miejscowościach upadł prawie zupełnie. I oto 
znów grono młodych księży stanęło do pracy 
i znów ze znakomitymi wynikami. 

Przedewszystkiem starsi alumni jw czasie 
wakacyi letnich i młodsi wikaryuszowie syste- 
matycznie w ciągu lat kilku zbierali wiadomo- 
ści o kwitnących dawniej rodzajacłi przemysłu 
domowego i o ich obecnym stanie. Zebrane 
tym sposobem porównawcze dane statystyczne 
ogłaszane były w miesięczniku „Dom in 8vet^^ 
i posłużyły do przedsiębrania skutecznych usiło- 
wań podźwignięcia tych upadających gałęzi dobro- 
bytu. 

. Tak np. w okolicach miejscowości Pod- 
nart-Kroppa w Krainie przed laty, mieszkańcy 
z powodu upadku przemysłu gwoździarskiego 
zeszli na żebraków w dosłownem tego słowa zna- 
czeniu i żebrzących z tamtych stron można by- 
ło spotkad w całej Krainie. Dziś przemysł 
gwoździarski znowu wśród nich rozkwita i lud- 
nośó znowu jest na drodze do lepszego bytu. 

Jak przemysł gwoździarski w okolicach 
Podnart-Kjoppy, tak bednarstwo w dolinie Sie- 
leckiej, tak kapelusznictwo słomkowe w okoli- 
cach Mengszu, tak garncarstwo, sitarstwo i ko- 
szykarstwo w innych stronach kraju odżyło 
i zakwitło. Nowym do pewnego stopnia ro- 
dzajem przemysłu domowego jest wyrób da- 
chówki cementowej, której używanie coraz bar- 
dziej się rozpowszechnia w budowlach wiej- 
skich. 

U nas w Królestwie, gdzie Towarzystwa 
Ubezpieczeniowe podjęły w ostatnich latach 



131 



czynną agitacyę w kierunku zachęcenia gospo- 
darzy wiejskich do dachów ogniotrwałych, ten 
ostatni rodzaj przemysłu wiejskiego miałby wie- 
le widoków powodzenia zwłaszcza w tych oko- 
licach, gdzie w miejscu znajduje się piasek 
ostry, do wyrobu dachówek cementowych nie- 
zbędny. 

Obecnie myślą jeszcze w Krainie o dźwig- 
nięciu grzebieniarstwa i utrwalenia rozwoju 
garncarstwa, koszykarstwa i sitarstwa na wzór 
mających silne podstawy ekonomiczne bednar- 
stwa, kapeluszuictwa, i gwoździarstwa które 
na zasadach oparto współdzielczych. 

Niemniej od niektórych rodzajów przemy- 
słu ludowego rozwija się w ostatnich czasach 
wśród Słoweńców mleczarstwo. Pracują w tym 
kierunku związki hodowlane, starające się o po- 
prawę rasy inwentarza, i mleczarnie związkowe, 
które znów zajmigą się zbytem produktów mlecz- 
nych. Właściwie przerabianiem mleka na ser 
i masło zajmują się mleczarnie daleko od linii 
kolejowych położonej gdyż wszystkie inne prze- 
kładają sprzedaż mleka do miast, co jest dale- 
ko korzystniejsze. Jak już wspomniałem w jed- 
nym z początkowych rozdziałów wyszukiwaniem 
rynków zbytu i pośrednictwem handlowem 
w tym względzie zajmowała się „Gospodarska 
Zve£fa^j centrala związków rolniczych. Dowie- 
działem się jednak w chwili kończenia druku 
książki niniejszej, że wobec szybko zwiększają- 
cej się ilości mleczarni spółkowych uznano za 
pożądane założenie specyalnej centrali dla nioh 
i powstała obecnie „MlekarsJea Zve0a^ w Lubla- 
nie. Jest to niewątpliwie nowy pomyślny czyn- 
nik dla dalszego rozwoju gospodarstwa mleczne- 
go na ziemi słoweńskiej. 



132 



Niemniej do podniesienia mleczarstwa przy- 
czynia się szkoła zawodowa z wzorową mleczar- 
nią, istniejąca w Yrhnice. (Yrhnika^ czyta si§ 
Werchnika, po niemiecku nazywają Ober Lai- 
bach, miasteczko niedaleko Lubiany, połączone 
z nią koleją lokalną). Go rocznie odbywają się 
w niej w okresie zimowym kilkoniiesięczne kur- 
sy mleczarstwa, maślarstwa i serowarstwa. Szko- 
ła mieści siew ładnym budynku piętrowym, umy- 
ślnie na ten cel wzniesionym. Na parterze mie- 
ści się właściwa mleczarnia wraz z maślaruią 
oraz pracownią chemiczną i kancelarya. Sero- 
warnia znajduje się w wysokich suterenach. Na 
piętrze sale wykładowe i sypialnie dla uczestni- 
ków kursów, przybyłych z dalszych okolic. 
Wszystkie najnowsze postępy w zakresie prze- 
mysłu mleczniczego są w tej wzorowej mle- 
czarni szkolnej zastosowane, dzięki czemu mle- 
czarnie włościańskie różnych nowych maszyn 
czy przyrządów nie potrzebują wprowadzać 
u siebie na ślepo, gdyż zawsze mogą korzystad 
z doświadczeń, przeprowadzonych w szkole mle- 
czarskiej. 

Tym sposobem szkoła w Vrhnice nietylko 
kształci i wydaje uzdolnionych kierowników 
mleczarni spółkowych, ale jest jednocześnie 
jakby stacyą doświadczalną w zakresie mleczar- 
stwa. Słowem przynosi gospodarzom wiejskim 
podwójną korzyśd. 

^W ogóle wśród Słoweńców zrozumiano żywo 
doniosłość przykładu czy to w pracy czy w go- 
spodarce społecznej. Tak naprzykład związki 
hodowlane zajmują się nietylko sprowadzaniem 
rasowych rozpłodników ale zarazem dbają, aby 
ta obora czy stajnia, gdzie rozpłodnik jest utrzy- 
mywany, była urządzona wzorowo. Dzięki te- 



133 



mu widziałem po wsiach w Krainie obory tak' 
urządzone, jak u nas tylko jako niedościgły 
idesS oglądałem na wystawach jedynie. 

Miałem też sposobnośd zauwaźyd dodatni 
wpływ takich obór wzorowych. Jeden gospo- 
darz w takiej wiosce urządził w swej oborze 
ścieki, drugi zaprowadził żłoby racyonalne, trze- 
ci powiększył okienka, aby światła było więcej, 
czwarty założył przy oborze prawidłowy gno- 
jownik, piąty zaczął dbad o większą czystośd 
w utrzymaniu krów. Ci zaś, co wznosili nowe 
obory lub stajnie, już zastosowali wszystkie ulep- 
szenia, wprowadzone we wzorowej oborze czy 
stajni. 

Nieraz gdy zwracałem u nas uwagę wło- 
ścianom a nawet pomniejszym obywatelom ziem- 
skim na hygieniczniejsze urządzenie zabudowań 
gospodarczych, gdy namawiałem do naśladowa- 
nia wzorów, przedstawianych wielokrotnie na 
wszelakich wystawach, gdy przekonywałem, iż 
nieco większy koszt tych urządzeń sowicie się 
wynagrodzi w poprawie inwentarza i w powię- 
kszeniu wartości nawozu, — spotykałem się 
zawsze z jedną i tą samą odpowiedzią. „Można 
sobie tak urządzid na wystawie, na pokaz na 
kilka dni, ale ktoby tam się bawił z hygieną dla 
bydła w zwykłych codziennych warunkach." 

Podobne argumenty bardzo są pospolite 
i one to sprawiają, że wzorowe urządzenia wy- 
staw rolniczych nie sprawiają takiego wpływu, 
jakiegoby oczekiwad należało. 

I jeszcze jedno zaznaczyd należy, iż owe 
wzorowe obory nie są specyalnie oddzielnie 
wznoszone przez związek hodowlany, bo wten- 
czas teżby opowiadano, że tak może urządzid 
swą oborę związek, ale to przechodzi możnośd 



u 



przeciętnego gospodarza. 2/wykle tak byw^^ \t 
zarząd związku stowarzyszeń hodowlanych za- 
chęca przewodniczącego lub kogoś z prezydyura 
poszczególnego stowarzyszenia w pewnej miej- 
scowością aby u siebie taką wzorową oborę 
urządził i tylko w razie potrzeby zarząd związku 
daje niewielką jednorazową zaporaogę. 

Gospodarze wiejscy widzą tedy dowodnie, 
iż wzorowe urządzenie obory możliwe jest nie- 
tylko na wystawie ale i w zwykłych waruukach 
zastosować się daje, a mając codziennie przed 
oczyma wzór żywy, pozbywają się uprzedzeń 
i iHą za postępem. 

Znacznie też rozwinięta jest wśród Słoweń- 
ców, zwłaszcza w południowej czę.Hci Krainy 
i na wybrzeżu Adryatyckiem, hodowla winnej 
łozy. Jeżeli nie każdy gospodarz ma fiwoją 
winnicę j to bezwarunkowo kaśdy przynajmniej 
koło domu posiada pewną iloś(5 łóz winnych. 
O posiadanie własnego wina na rok cały tak dba 
wieśniak słoweński, jak u nas zabiega się o zdo- 
bycie odpowiedni eff o zapasu kapusty czy kar- 
tofli. Roczna produkcya wina w samej tylko 
Krainie oblicza się na miliony litrów, ale wywóz 
wina stosunkowo jest nie^^naczny i większa częśó 
produkcyi skonsumowana bywa przez ludnośó 
miejscu, Nie należy sobie wyobrażać, iA 



w 



przy takim obrocie rzeczy kraj cały roi się od pija- 
ków. Byłoby to mylne przypuszczenie: pijanych 
spotyka się rzadko w Krainie, częściej to się 
zdarzy w więcej przemysłowej Styryi lub na 
pobrzeżuAdryatyckiem, gdzie oprócz wina cieszy 
się uznaniem arak^ — zwłaszcza w dzień świą- 
teczny pijanego można spotkad prawie tak czę- 
sto jak i u nas. Jeżeli jednak pijaństwo indy- 
widualne jest mniejszOj to za to ogół ludności 




136 



więcej pije i wino codzień do obiadu na stole 
zamożniejszego włościanina nie jest rzadkością, 
a trzeba wiedzieć, iż wino wśród Słoweńców nie 
pija się kieliszkami lecz szklankami. 

Tak więc pijaków jest niewiele, ale pijącycli 
dużo. Z napojów alkoholowycłi pierwsze miej- 
sce pod względem konsumcyi zajmuje wino i pi- 
wo; arak i wódka stoją na dalszym planie. 
Wieś spożywa więcej pierwszycłi dwócli napo- 
jów, okolice nadmorskie i przemysłowe oprócz 
wina i piwa hołdują również wódce i arakowi. 

Z tego widad, ile trudności do zwalczenia 
ma ruch antyalkoholiczny i ile pracy wkładać 
muszą weń jego duchowni kierownicy skoro mi- 
mo wszystko abstynencya na gruncie słoweń- 
skim robi stałe, chód powolne, postępy. 

W gospodarstwie rolnem Słoweńców poważ- 
ną rolę odgrywa również kukurydza, której 
uprawia się wiele i kasza kukurydzana ze sło- 
niną (bardzo posilna: ta potrawa nazywa się 
zgance) stanowi częsty posiłek wieśniaka, 
a zwłaszcza górala słoweńskiego, który uważa 
ją za przysmak. Nie jest to nic dziwnego, gdy 
się weźmie pod uwagę, iż górale zwykle jadają 
chleb, skombinowany z owsa i gryki. Chleb 
taki posiada goryczkę, do której się przyzwy- 
czaid można w krótkim czasie, ale jednocześnie 
zawiera zbyt mało wilgoci i wskutek tej sucho- 
ści tak jest duszącym w jedzeniu, że trudno go 
samego zjeśd większą ilośd. Przeważnie też 
górale słoweńscy jedzą go nie sam lecz z inne- 
mi potrawami. W dolinach zaś słoweńcy po- 
siadają takie samo pieczywo żytnie jak i u nas 
po wsiach, a na święta i uroczystości przygo- 
towują różnego gatunku strucle i placki z mąki 
kukurydzanej. 



tm 



Dla uzupełnienia ugdlnego szkicu wal sło- 
weńskiej dodatS należy^ iż ludno^d bardzo jest 
pobożna i pod względem religijnym głębiej 
uświadomiona, do czego przyczynia si§ zapew- 
ne nietylko osobista praca ducnowieństwaj ale 
również liczne rozpowszechnienie książek reli- 
gijnych o wyżtzym poziomie^ co jest już zasługą 
„Stowarzyszenia św, Mohora." 

Z togo co mówiłem poprzednio widad, że 
ludnośó góralska uboższa jest nieco od pozosta- 
łej ludności wiejskiej, ale pod względem oświaty 
i kultury górale nie ustępuje doliniarzom, za- 
równo u jednych jak i u drugich w domu zaw^ 
szf? można znaleźd gromadkę keiążek treści 
praktyczno-naukowej i powieściowej, a posiada- 
nie różnych kalendarzy i broszur religijnych 
jest rzeczą bez której nie można sobie wyobra- 
mć mieszkania wieśniaka słoweńskiego. 

Wogóle znaczne jest zamiłowanie do cay- 
tauia zarówno wśród starszych jak i dzieci: sam 
nieraz widziałem, jak dziewczynka, piast lyąca . 
na polu swego małego braciszka, zajęta jedno- 
cześnie była czytaniem „Domoljuba.^^ Popularny 
ten ty^godfnik liczy około 26 tysięcy przedpłatni- , 
ków i jest jednym dowodem więcej oświaty 
słoweńskiej ludności wiejskiej. 



i 



IX. 

Robotnicy. 

Na ziemi, zamieszkałej przez sl^oweńoów, 
przemysł fabryczny jest niezbyt rozwinięty 
i wielkicłi ognisk przemysłowych, gdzieby się 
"skupiały dziesiątki tysięcy robotników, — niema. 

W Krainie największą, zdaje się, jest rzą- 
dowa fabryka wyrobów tytuniowych w Lubla- 
nie, zatrudniająca około ,2,300 robotnic i robot- 
ników, przyczem kobiety stanowią dziewięó dzie- 
siątych ogółu pracujących. Po za tern w Krainie tu 
i owdzie znajdują się pomniejsze zakłady prze- 
mysłowe, ale wszędzie robotników jest mniej niż 
w lublańskiej tytuniarni. Większe skupiny pra- 
cującej ludności słoweńskiej znajdują się dopiero 
po krańcach osiadłości Słoweńców, jak np. w ko- 
palniach południowej Styryi lub w portach 
austryackich nad Adryatykiem. 

W każdym razie ludnośd wiejska wielo- 
krotnie przewyższa ilościowo ogólną sumę ro- 
botników przemysłowo-fabrycznych i z tego po- 
wodu praca społeczna przedewszytkiem rozwijana 
była na terenie wsi. Ale ostatni lat dziesiątek, 
wysuwający na pierwsze miejsce we wszystkich 



t 

r 



138 



społeczeństwach aprawę robotnicza, nie przeminął 
tei bez wpływu na kierunek pracy społecznej 
i wśród Słoweńców. Sloven^¥a LudsJca Stranka (Sło- 
weńskie stronnictwo ludowe) przed laty kilkunastu 
rozwinęła dzialalno^d również w^ród robotników, 
a chód praca na tern polu szła nie tak lati^Oj 
tern niemniej dziś już może się pochlubid wielo- 
rakimi dodatnimi wynikami. 

Jak wiadomo ze stronic poprzednich Sło- 
weńskie Stronnictwo Ludowe rządzi się progra* 
mem deraokracyi chrzesdjańskiej i w tym sa- 
m)ra fluchu prowadzone są wszelkie instytucye 
społeczne w obrębie stronnictwa i je^o siłami 
powstałe. Sprawami robotniczemi zajmuje się 
specyalnie „ShvensJca Krs.^cj^ansJco-Sociaina Zweza'^ 
(Chrześciańsko-społeczny związek słoweński), 
która skutecznie walczy zarówno z socyalizmem 
jak i z liberalizmem, usiłującymi woiągnąd ro- 
botnika w swoje nieliczne na ziemi słoweńskiej 
szeregi. 

„SIovenska Krszczansko-Socialna Zyeza" 
jak wogóle większośd stowarzyszeń znaczenia 
ogólnego powstała z zapoczątkowania d-ra Jana 
Kreka. Do wprowadzenia ^w czyn tego dzieła 
sporo przyczynił się też obecny poseł robotni- 
czy do parlamentu wiedeńskiego Józef Gostin- 
czar. Ciekawa to postad ten Gostinczar. Tkacz 
z zawodu, należał dawniej do socyalistów i na- 
wet miał widoki zrobienia karyery w łonie par- 
ty). Ruchliwy jednak umysł jego nie zadawal- 
niał się tem, co słyszał od wodzów partyjnych. 
Szukał prawdy na swoją rękę, każdą wolną 
chwilę poświęcał samokształceniu i z czasem 
doszedł do przekonania, że socyalłzm złą przy- 
sługę oddaje sprawie robotniczej i nie prowadzi 




139 



5fc- 
siu 



do pożądanego dla ogółu celu poprawy obecnych 
stosunków społecznych. 

Wystąpiwszy z partyi, przez lat kilka nie 
należał do żadnego stronnictwa, ale w dalszym 
ciągu pracował nad sobą. Ciężkie jednak koleje 
życia, jakie, przechodził w tym okresie, wysu- 
wałjr w je^o rozmyślaniach koniecznośd stwo- 
rzenia jakiejś organizacyi, któraby się zajęła 
rzetelnie poprawą doli robotniczej, W tym cza- 
sie przy jakiejś okazyi Gostinczar poznał się 
z księdzem Krokiem, będącym wówczas profe- 
sorem nauk społecznych w serainaryum lublań- 
skiem. Dr. Krek ocenił trafnie zdolności swego 
nowego znajomego i postanowił go spożytkować 
w zamierzanej pracy społecznej. Program de- 
mokracyi chrześcijańskiej w zastosowaniu do 
ludności robotniczej ogromnie trafił Gostin cza- 
rowi do przekonania: ujrzał w nim ziszczenie 
swych pragnień. 

Zapoznawszy się z zasadami demokracyi 
chrześcijańskiej, zjednał dla tej idei kilku innych 
robotników wśród swych znajomych; nieco swo- 
ich znajomych miał też ks. dr. Krek — i tym 
sposobem zebrała się grupka skromna ludzi, 
dzięki działalności których powstała wkrótce 
„Slovenska Krszczansko-Socialna Zyeza." 

Gdy postanowiwszy działad wspólnie, roz- 
poczęli pracę od wysłuchania Mszy Św., odpra- 
wionej na intenoyę powodzenia przez ks. Kreka, 
to wówczas przeciwnicy obrzucili ich kamienia- 
mi w czasie powrotu z kościoła. A dziś? Dziś 
„SlovenskaKr.-SocialnaZveza" liczy nie 12— jak 
wówczas na tej Mszy św. przed laty kilkunastu— 
lecz tysiące członków i setki kół, po całym kraju 
rozrzuconych. Tak to zwyciężyła sprawa w imię 
Boże rozpoczęta. 



I 



140 



^Sloyenska Krszczansko-Socialna Zyeza" or- 
ganizuje zarówno robotników jak robotnice, two- 
rząc dla każdej grupy koła oddzielne. Wogóle 
„Zyeza'' rozwija wszechstronną działalność, sta- 
rając się w miarę możności o poprawę bytu 
ludności, pracującej w przemyśle. ^Sl. Kr.-Soc. 
Zyeza" wybudowała w Lublanie 104 domki ro- 
botnicze z ogródkami, które z biegiem lat prze- 
chodzą na wyłączną własnośd udziałowców; da- 
lej urządza doroczne kursy społeczne dla swych 
członków; następnie specyalne kursy praktjrczne 
dla robotnic, mające na celu przygotowanie ich 
do stanowiska matki i gospodyni domu; wreszcie 
czynnie zajmuje się kwestyą uregulowania wa- 
runków płacy i pracy. Rozwija również obszer- 
ną działalność oświatową: zakłada czytelnie 
i biblioteki; wydaje pismo ,^Nasza mocz^t poświę- 
cone wyłącznie sprawom robotniczym; wydaje 
również książki pożyteczne jako też kieszonko- 
wy kalendarzyk stowarzyszeniowy, w którym 
corocznie zobrazowana jest działalność związku 
oraz podawane są wskazówki dla członków i za- 
rządów poszczególnych kół. Z książek wyda- 
nych przez „Zyezę" zaznaczyć należy takie jak 
„Prawa o stowarzyszeniach i zebraniach", „Po- 
czątek ruchu przeciw alkoholowego w Słowenii", 
księgi administracyjne dla związków, ustawy 
stowarzyszeń, sztuki ludowe dla teatrów ama- 
torskich przy stowarzyszeniach i wiele innych. 

Z tych tytułów widać, że „Slorenska 
Krszczansko-Socialna Zyeza" zajmuje się rów- 
nież ruchem trzeźwościowym, co zasługuje na 
szczególniejsze zaznaczenie oraz uwagę zwłasz- 
cza wśród naszych młodych stowarzyszeń ro- 
botniczych. 



141 



WięRBzośd robotników słoweńskich należy 
do obozu chrzęści jańsko-społecznego, pomimo 
tego, że na polu sprawy robotniczej socyaliści 
wcześniej pracę rozpoczęli. Ale socyalizm jakoś 
nie może się przyjąć na gruncie słoweńskim. 
Dwie są ku temu przyczyny: 1) same zasady 
socyalizmu z jego zaczepnem stanowiskiem 
względem religii, gdy lud słoweński wielce jest 
religijny, 2) propagatorami socyalizmu byli naj- 
częściej przybysze niemieccy, niesympatyczni 
dla ogółu z racyi swego pochodzenia. 

Słabości socjralizmu na ziemiach słoweń- 
skich dowiodły pierwsze powszechne wybory 
do parlamentu wiedeńskiego: większość manda- 
tów od Słoweńców zdobyła Slovenska Ljudska 
Stranka (Słoweńskie Stronnictwo Ludowe, rzą- 
dzące się programem demokracyi chrześciańskiej) 
skromną mniejszość zdobyli liberali, nazywający 
się też narodowymi postępowcami, a socyali- 
ści— ani jednego krzesła poselskiego. Jeżeli 
jednak pomimo stałego niepowodzenia stron- 
nictwo socyalistyczne wydaje aż 3 pisma par- 
tyjne, z których dwa słoweńskie, a trzecie sło- 
weńsko-włoskie, — to czyni to więcej dla honoru 
socyalizmu niż ze względu na rzeczywiste ko- 
rzyści swego programu. 

Charakterystycznem dla stosunków słoweń- 
skich jeat pewne powodzenie stronnictwa libe- 
ralnego w szeregach robotniczych, które najsil- 
niej uwydatnia się w Tryeście, gdzie liczba Sło- 
weńców według ostatnich obliczeń dochodzi do 
pięćdziesięciu tysięcy ludności. Tłomaczy się 
to tem zjawiskiem, że w stosunkach wielko- 
miejskich robotnik zatraca religijność, skutkiem 
czego staje się zdobyczą stronnictw bezwyzna- 
niowych, a ponieważ w większości ludności pra- 



142 



\ '. 



cującej poczucie narodowe dośd silnie pulsuje, 
więc też i więcej tych odreligijnionych przystępuje 
do liberałów {respective narodowych postępow- 
ców) niż do socyalistów. 

W każdym razie do liberałów i socyalistów 
razem należy trzecia część tej liczby robotników 
co do stronnictwa chrześciańsko-społecznego. 
A taki stan rzeczy panuje jedynie dzięki usilnie 
prowadzonej pracy społecznej, która początko- 
wo obejmowała tylko lud wiejski, a teraz wszy- 
stkie warstwy narodu. Że to był słuszny plan 
pracy w tamtejszych stosunkach to dziś po- 
twierdza rzeczywistość, bo trzeba przytem pa- 
miętać, iż u Słoweńców wszystkie sfery wyszły 
z ludu, więc i od niego jak od krynicy narodu 
należało rozpocząć pracę pod znakiem Krzyża 
prowadzoną. 



ii ' 




studenci. 

Jak praca społeczna szeroko rozwinięta jest 
wśród wszystkich warstw narodu słoweńskiego — 
widoczne to było z poprzednich rozdziałów ni- 
niejszej książki. Obecnie chcę zaznaczyć stosu- 
nek młodzieży do tej pracy, a głównie młodzie- 
ży uniwersyteckiej, stanowiącej kwiat narodu, 
jak to się zwykło było mawiad... 

W Lublanie dotąd uniwersytetu niema; to 
też młodzież słoweńska zmuszona jest szukad 
wiedzy wyżgzej po za granicami swej cyczyzny, 
udając się na studya przeważnie do Wiednia, 
Pragi Czeskiej i Gradcu. Są też małoliczne ko- 
lonie studentów słoweńskich w Zagrzebiu, Loe- 
ben i Insbruku — ogółem kształcących się w wyż- 
szych uczelniach Austro- Węgier można naliczyd 
do 700 Słoweńców. Liczba to znaczna i stanow- 
czo usprawiedliwiająca natarczywośd Słoweńców 
w domaganiu się własnego uniwersytetu w sto- 
licy swego kraju, — ale nie o to w tej chwili 
nam idzie. 

Wśród tej rzeszy studenckiej, jak i w ca- 
łym społeczeństwie, panują różne poglądy i kie- 



144 



runki, przyczem stosunek iloćciowy zwolenni- 
ków różnych prądów społeczno-politycznych jest 
dosyć różny od istniejącego w reszcie narodu. 

Wiemy już^ że większość Słoweńców jest 
zwolennikami stronnictwa chrześciańsko-społecz- 
nego; tymczasem wśród studentów słoweńskich 
większość hołduje zapatr^aniom liberalnym 
lub radykalnym. Szczególniej charakterystyczne 
jest istnienie słoweńskiej radykalnej studente- 
ryi, gdyż radykalnego stronnictwa w kraju nie- 
ma i młodzi radykaliści nie próbują nawet go 
wytworzyć: wystarcza im radykaUzowanie za 
czasów studenckich, a później rozpraszają się 
po stronnictwach istniejących, przyczem bardzo 
a bardzo mała grupa byłycn rad}rkałów robi 
zwrot ku socyalizmowi w wieku dojrzalszym. 

Dosyć dokładne pojęcie o liczbowym sto- 
sunku między studentami różnych stronnictw da- 
je ilość różnych korporacyi studenckich. Istnieje 
ich ogółem około piętnastu. Tak więc w Wied- 
niu są: katolicka j^Danica^, radykalna j^Slope- 
nija^ i liberalna j^SawaP-^ — dalej w Gradcu: ka- 
tolicka ^Zarja^, radykalny ^^Tahor^ i liberalny 
^Trigla/v^\ — wreszcie w rradze Czeskiej rady- 
kalna fiAdrija^ i liberalna j^Kirija^. 

Ciekawą rzeczą dla stosunków słoweńskich 
jest istnienie wakacyjnych czyli feryalnych sto- 
warzyszeń studenckich, które rozwijają swą 
działalność głównie w okresie wakacyi letnich, 
kierując pracą społeczną swych członków. Do 
takich należą katolicka y,8loven8ha dijaseka ^e- 
aa^y oraz radykalna „Prosveta^. Po za temi dwo- 
ma jest jeszcze pięć innych, w różnych miejsco- 
wościach działających, które nie posiadają spe- 



145 



cyalnego zabarwienia i stoją ogólnie na gruncie 
narodowyni. Takiemi są j^Gorotan'' w Karyntyi, 
f^Adrija^ na pobrzeću Adijatyckiem (należy je 
odróżniać od stowarsyszenia tejże nazwy w Pra- 
dze Czeskiej). j^Boaocmwsf" w Styryi, j^8avaP 
i jfSamca^ w Krainie. 

Idea więc zrzeszeń szerokie znajduje za- 
stosowanie wśród młodzieży słoweńskiej, na któ- 
rej pochwałę i to jeszcze dodać należy, iż sło- 
weńskie stowarzyszenia studenckie wyróżniają 
się od niemieckich mniejszem uprawianiem kul- 
tu piwnego, a większą uwagę zwracają na sa- 
mokształcenie i udzi^ czynny w pracy społecz- 
nej. Zbieranie ftmduszów na instytucye oświa- 
towe, jak np. „Drużba sy. Girila in Metoda", 
zakładanie czytelni wiejskich lub urządzanie bi- 
bliotek latających w prowincyach walki naro- 
dowej z niemcami lub włochami — to wszystko 
jest pełnione przeważnie przez studentów, a bez 
żadnej stronniczości przyznać trzeba, iż człon- 
kowie katolickich stowarzyszeń' prym wiodą w 
tym kierunku. 

Początkowo bowiem radykalne i liberalne 
stowarzyszenia studentów słoweńskich całkowi- 
cie wzorowały się na niemieckich „Burschen- 
schaftach" i tak samo hołdowały piciu piwa i ro- 
bieniu burd; dopiero gdy w roku 1894 powsta- 
ła w Wiedniu katolicka „Danica", a wkrótce 
w Gradcu „Zarja" — odrazu podniósł się poziom 
wszystkich słoweńskich stowarzyszeń studen- 
ckich, a zwłaszcza w tych dwóch miastach. 

Katolickie związki zajęły stanowisko opo- 
zycyjne względem burszowskich obyczajów; wy- 
stawiły hasło pT2Loy nad sobą i dla ogółu, czem 
zmusiły i wszystkie inne stowarzyszenia mło^ 

Wśród Sioweńców. 10 



146 



daieży słoweńskiej do zastanowienia się iiad do- ! 
tyobozasową swoją dsiałalnośoit. Zamiast do- 
tyGhozaeowej pijatyki rjozpooz^ło się teraz w^pół- 
zawodniotwo w rozwijaniu pi»cy społeofsiej 
i trzeba przy^nad, iź młodzieży słoweńskiej nie- 
jedną rzecz dobrą cały ogół zawdzięcza. 

Stosownie do podziału pod wzglgdem za- 
patrywań na trzy grupy zasadnicze, studenci 
słoweńscy posiadają też trzy własne oceany: 
^OnUadina^j JSvoboda^ i j^Zora'*. Ten ostatni naie- 

jsięcznik, bgdący pismem katolickiego odłamu 
studenteryi, wyróżnia się powagą tonu i ży- 
wotnością bez spekulacyi na efektowne frazesy. 

.„Zora" wychodzi od roku 1894-go w zeszytach 
miesięcznych, objętości arkusza druku wielkiej 
ósemki. Ód wafcacyi roku 1907-go ^Zora^ wpro- 
wadziła półarkuszowy dodatek pod nagłówkiem 
jfSrednjesaolec^ j przeznaczywszy go dla uczniów 
szkół średnich. Redakcya »2ory'' znajpliye się 
w Wiedniu, ale pismo drukowane. jest w udzia- 
łowej tłoczni katolickiej w Lublanie. 

Pierwszymi Słoweńcami, jakich w swojiem 
życiu poznałem, byli właśnie członkowie „I)a- 
nicy" w Wiedniu, stojący blisko redakcyi mie- , 
sięcznika „Zora^. Zaznajomienie to odrazu sym- 
patycznie usposobiło mię dla całego narodu, 
a bliższe następnie obcowanie przez czas dłuż* 
szy bynajmniej tego pierwotnego usposobienia 
nie zmieniło. Energia, przedsiębiorczośd i wy- 
trwałość w czynie, a wyrozumiałośd dla cudzych 
uchybień czy błędów — oto sympatyczne ce- 
chy „danicowca" w Wiedniu lub „zarjanisty'' 
w Gradcu. Znad w ich postępowaniu, ii tam 
niema tylko samego szyldu katolickiego, za któ- 
ry nieraz lubi si^ fcryc ospalstwo, niezaradnośtS 
i nieudolnośd-^Ie że ci ludiió gruntownie zda^ją 



147 



sobie sprawę z obowiązków społeczno - narodo- 
wych katolika współczesnego. 

Disięki temu wszystkiemu, chód słoweńska 
studenterya katolicka (ciągle mówi§ o tych, 
którzy mają cywilną odwagę jawnie stanąd pod 
znakiem Krz^y^ża) stanowi mniejszośd — mimo to 
liczą się z nią poważnie i radykaliści i liberali. 



Tutaj wyjaśnid należy, skąd to wynikło, że 
chód większośd narodu uznaje program chrze- 
ściańsko - społeczny, — wśród studentów słoweń- 
skich zwolennicy tego prądu są w mniejszości? 

A powstał taki stan rzeczy z tego powo- 
du, że większośd studentów rekrutuje się z sy- 
nów mieszkańców miast, którzy naj prze ważniej 
są zwolennikami liberalizmu, gdy tymczasem 
główne kadry stronnictwa chrześciańskiego sta- 
nowią włościanie i wogóle wieśniacy, z których 
środowiska mniej wychodzi studentów. Nie na- 
leży z tego wnioskowad, aby włościanie nie mo- 
gli czy nie chcieli swych synów kształcid wy- 
żej, — owszem kształcą ich, tylko najchętniej 
kierują na księży. 

Studenci słoweńscy większośd łata spędza- 
ją na poznawaniu swego kraju, a o to wszyscy 
z równą pilnością zabiegają i starają się zarówno 
chrześciańsko - społeczni, jak radykaliści i libe- 
rali. Wprost trudno zrobid jaj^ąś wycieczkę la- 
tem po Krainie, Styryi czy Pobrzeżu Adryaty- 
ckiem, aby nie spotkad kilku partyi 'wrędrują- 
oych studentów. Urządzają się przytem nader 
praktycznie: przed wakacyami zbierane są do- 
kładaę adresy wszystkich członków stowąrzy- 
fizeaią i każdy otrzymiye hektografowany lub 
litografowany arkusz z adresami swoich Jtole- 



m 



ii 




g5w w opasie lata. Ka*ily, mieszkający u rodzi- 
ców, obowiązany jest dac przechodzącym kole- 
gom posiłek, a w razie potrzeby i nocleg. Tym 
Bposobem poznawanie kraju dla studentów zna- 
cznie jest ułatwione, a ie tam sobie ludzie żad- 
nych ceremonii w obcowania między sobą nie 
robią, — więc i dla raieszkariców wsi te najścia, 
(nieraz doayc częste) młodych wgdrowców— nie 
84: uciążliwe. Rzecz prosta, iż te wzajemne od- 
wiedzania Bi§ robione są pieBZO, bo inna komu- 
nikacya w kraju górzystym należy do zbytku. 

Drugą ogromnie sympatyczną rzeczą są 
wakacyjne kursy społeczne dla studentów, od*>y- 
wające się zwykle w jakiem ustroniu^ gdzieś 
wśród gór „na łonie cudnej natury^. Kursy te or- 
ganizpje ks. J. Krek, o którego działalnolci wie- 
lokrotnie już wspominaliśmy, bo rzeczywiście 
trudno jest mówicS o jakiejkolwiek |)racy spo- 
łecznej i^śród słowerirow, żeby się nie zetknąd 
z nazwiskiem tego posła do sejmu i profesora 
seminaryum w jednej osobie. Ks, Krek po cało- 
rocznej pracy zwykle na kilka letnich tygodni 
znika z Lubiany i szuka wytchnienia wśród gór 
rodzinnych. Omija przytem starannie krajowe 
zdrojowiska czy letniska, ale ot! — zwyczajnie — 
zamieszkuje w chacie pierwszego lepszego gó- 
rala w jakiej pfęknej okolicy i prowadzi życie 
proste, niewyszukane, jak przc^ciętny wieśniak. 
Większośd odpoczynku zużywa na prace piś- 
miennicze, a kilka dni przeznacza na kurs) spo^ 
łeczne dla studentów, które odbywają się w na- 
stępujący sposób. W miejscu swego stałego po- 
bytu, czy też w innt^j raiejscowo,^ci, mającej 
odpowiednie pomieszczenie na nocleg dla więk- 
szej ilaści osób, na wyznaczony termin, zbiera 



149 



się kilkudziesięciu studentów. Ks. Krek ma co- 
dziennie jakieś dwie godziny systematycznego 
wykładu, a reszta czasu zużywa się na wyciecz- 
ki zbiorowe po okolicy, w czasie których roz- 
mowy toczą się na tematy, poruszone w wykła- 
dach. Tym sposobem profesor ze swymi słucha- 
czami spędza całe dni od świtu do nocy, dzie- 
ląc się z nimi całem sercem całkowitą swą 
wiedzą. 

W czasie swego pobytu wśród Słoweńców 
miałem sposobnośd wziąd udział w tych kursach 
i sympatyczną pamięd o nich zachowam na dłu- 
go, — a rozmowy, jakieśmy prowadzili w sprawach 
różnych zagadnień społecznych doby współcze- 
snej, ogromnie mi dopomogły do wewnętrzne- 
|;o poznania Słoweńców, do zrozumienia istnie- 
jących wśród nich stosunków i prądów panu- 
jących. 

W roku 1907-ym jeszcze jeden dobry po- 
mysł, wyszły z łona studentów słoweńskich, zo- 
stał urzeczywistniony. Oto w ciągu letnich wa- 
kacyi odbył się w Zagrzebiu zjazd chorwackich 
i słoweńskich kleryków i studentów. Zjazd udał 
się znakomicie: wzięło w nim udział kilkaset 
osób, ożywione obrady trwały przez trzy dni 
i postanowiono w przyszłości zjazdy podobne 
powtarzad, o ile Sę da, corocznie. Doniosłość 
takich zjazdów jest olbrzymia, bo wytwarzają 
harmonię, usuwają nieufność, wskazują środki 
współdziałania dla tych, którzy będą kierowali 
pracą kulturalną w narodzie. 

Wymiana zdań i poglądów międzjr kler3r- 
kami i studentami, z których wychodzi inteli- 

fencya duchowna i świecka narodu, ileż do- 
roczynnych skutków przynieść może dla stron 
obu! 



160 



Przedewszystkiem rozszerza widnokręgi jed- 
nych i drugich, zapobiega wytwarzaniu się cia- 
snej jednostronności w poglądach, przeciwdziała 
wyradzaniu się zgubnej kastowości, która tak 
często wprowadza rozdźwięk do pracy społecz- 
nej. Ileż to zgrzytów możnaby nieraz uniknąd 
hyło, gdyby świeccy znali dokładnie wytyczne 
idee, kierujące postępowaniem księży i gdyby 
odwrotnie duchowieństwo lepiej wnikało w prą- 
dy, panujące wśród inteligencyi świeckiej?! 

Z tych względów zjazdy młodzieży, po- 
święcającej się stanowi duchownemu z oddającą 
się studyom w kierunku zawodów wolnych,— 
wszędzie w każdym kraju tylko z radością po- 
witadby można i życzyd i pragnąd z całego ser- 
ca należy, aby i na naszym polskim gruncie ta- 
kie zjazdy poczęły doohodzid do skutku! 

W stosunkach chorwacko-słoweńskich zja- 
zdy takie mają jeszcze wszechstronniejsze zna- 
czenie, gdyż 1-0, zbliżają do siebie dwa bratnie 
ludy, posiadające dużo wspólnych interesów, 
a 2-0, chorwaccy klerycy i studenci zapoznają 
się z. pracą społeczną Słoweńców, którą dopiero 
teraz zaczynają przeszczepiad na swój grunt. 

We wspomnianym pierwszym zjeździe stu- 
dentów i kleryków chorwackich i słoweńskich 
brały udział katolickie stowarzyszenia y^Doma- 
goj^ i J^rvatstvó" ze strony Chorwatów, oraz 
^Danica^j ,^Zarja^ i „Slovensha dijas/ska £veza^ 
ze strony Słoweńców, jako też znaczna liczba 
kleryków ze stron obu. 

Wśród organizatorów tego pierwszego zja- 
zdu podniesiono myśl, aby na przyszłe zjazdy 
zapraszać przedstawicieli nołodzieży polskiej. Są- 
dzę, że z naszej strony projekt ten powinien się 
spotkad z jaknajżywszem przyjęciem. W począt- 



._l: 



161 



kach przewiduję pewne trudności co do udjsiału 
kleryków polskich, ale przedstawiciele stowa- 
rzyszeń studenckich młodzieży katolickiej i na- 
rodowej mogliby odrazu wziąd udział w tych 
zjazdach. Zwłaszcza mam na myśli młodzież 
polską, rozproszoną po uczelniach zagranicz- 
nych (Fryburg w Szwajcaryi), oraz kształcącą 
się w Galicyi. 

Niechby ten projekt rozpatrzyły bliżej odpo- 
wiednie organizacye studenteryi polskiej, — a dla 
usunięcia wszelkich obaw dodad i wyjaśnid mu- 
szę, że katolicka młodzież słoweńska niema nic 
wspólnego z konserwatyzmem. Nawskroś jest 
demokratyczna i ogromnie dobrzeby nam zro- 
biło, gdybyśmy się od nich przez zjazdy i bliż- 
szą łącznośd nieco zarazili tym ich zdrowym 
i ssyczerym demokratysmiem. 

Zresztą za wytworzemem się jakiegoś sta- 
łego łącznika między młodzieżą polską a sło- 
weńską, tyle najrozmaitszych wzgl^ędów prze- 
mawia, że tylko wziąd się należy do stopniowe^ 
go urzeczywistnienia dobrego projektu. 



f 



i 



XI. 

Duchow^leństwo. 

W społeczeństwie słoweńskiem księża do- 
tychczas odgrywają wybitną rolę i wątpię, aby 
kiedy roli tej odgrywad zaprzestali. Zapewne, 
ie z czasem przestaną byd jedynymi prawie 
przewodnikami społeczeństwa; ale też większość 
duchowieństwa sama tego pragnie, żeby jak- 
naj więcej powstało zdolnych pracowników świe- 
okiohj którzyby w dalszym ciągu w tym samym 
kierunku uczciwym i rozumnym rozpoczętą 
działalność poprowadzili. Dziś bowiem wielu 
księży ponad siły ludzkie pracować musi, aby 
tylko wzrastającym potrzebom swego ludu za- 
dość uczynić. 

Jeżeli duohowjeństwo słoweńskie zajmuje 
pierwsze stanowisko w narodzie to nie dlateąo, 
żeby przez jakąś żądzę władzy do tego doszło: 
ale stało się to naturalnym porządkiem rzeczy, 
gdyż księża pierwsi stanęli na placówkach pra- 
cy narodowej i społecznej. Słusznie więc pier- 
wsi w robocie stali się pierwszymi w społeczeń- 
stwie: inaczej być nie mogło. 

Przedstawiłem to zresztą w rozdziałach 
poprzednich, już to przy opisie pracy oświato- 




153 



wejj już to przy omawianiu życia społecznego, 
gdzie duchowieństwo wszgdzie dawało inicya- 
ty wg lub zapoczątkowaniem kierowało. 

„Księża byli głównymi przywódcami odro- 
dzenia narodowego i również księża są dziś 
głównymi pracownikami materyalnego wzmoże- 
nia ludności!" — zdanie to, wypowiedziane 
w jednym z poozątkowycli rozdziałów, powta- 
rzam obecnie, ąiyż objektywny opis tego, co 
się robiło i robi wśród Słoweńców, zupełnie ten 
sąd potwierdza. 

A jak jest u nas pod tym względem? To 
pytanie, ta chęd porównania nasuwa się z nie- 
przepartą siłą, — ustępuję jej: bo i dlaczegóż się 
cofać przed sposobnością do uwag i refleksyi, 
które tylko na pożytek wyjśd moj^ą? 

Krzywdę wielką zrobiłby ten duchowień- 
stwu polskiemu, ktoby mu odmówił patryoty- 
zrau. Jak żywe uczucie pod tym względem 
panuje wśród księży naszych, — na to dosta- 
teczną ilośd dowodów mieliśmy dawniej i mie- 
wamy je ciągle aż do ostatnich chwil włącznie. 

Ale gdy przeniesiemy się na pole pracy 
społecznej, — to porównanie ze Słoweńcami 
wypadnie mniej korzystnie. Niewłaściwem by- 
łoby obwiniaó o ten stan rzeczy same ducho- 
wieństwo jedynie, gdyż wszyscy winniśmy po- 
tros^, zwłaszcza, że zawsze mieliśmy inteli- 
gencyę świecką, która oddawna pracę tę podjąd 
mogła i była powinna. Że tak się nie stało, 
nie czas tu na tern miejscu zgłębiać: dlaczego? 

Co zaś do księży polskich speoyalnie, toć 
wiemy dobrze, że lo) warunki zewnętrzne nie 
pozwalały większości na swobodę ruchów i dzia- 
łania, 2-o) przy najlepszych chęciach i zamia- 




I 



rach niektórych, nic zdziaład nie mogli wobee 
braku znajomości rzeczy* 

Sama dobra wola nie wystarcza: potrzeba 
umiejętności i wyrobienia* 

Teraz, jeżeli weźmiemy pod uwagę tylko 
Królestwo i prowincye zabrane, to bez względu 
na całą reakcygj jest pewna moźnoid swobod- 
niejszego poruszania się na niwie społecznej i je- 
żeli ta fipogobnośc od razu nie została wyzyska- 
na przez duchowieństwo należycie, to jedynie 
brakiem przygotowania tłomaczyd należy. Że 
to jest rozumiane w sferach decydujących, wi- 
dad z wprowadzenia wykładów socyologii już 
w czterech seminaryach duchownych Królestwa. 
W Galicy i tego samego w podwladnem sobie 
seminaryum dokonał ks. arcybiskup Bilczewski. 
W Petersaburgu w Akademii duchownej również 
utworzono katedrę nauk społecznych. Słowem 
należy mied nadzieję, że wkrótce we wszystkich 
uczelniach dla kleru polskiego, socyologia bę- 
dzie uwzględniana odpowiednio, a jeżeli nie sta- 
ło się to odrazu we wszystkich seminaryach, to 
sapewne brak potrzebnej ilości sil profesorskich 
stanął temu na przeszkodzie. 

W czasach obecnych praca społeczna du- 
cłiowieóstwa stała się nierozdzielną niemal czę- 
ścią duszpasterstwa i w wielu razach ona to roz- 
strzyga o podtrzymaniu ducha religii w naro- 
dzie. Jeżelibys^my nie mieli innych dowodów po 
temu, — to stosunki słoweńskie są świadectwem 
najzupełniej nas o tern przekonywającem. 

Ale też w seminaryum duchów nera w Lu- 
Manie nauki społeczne wykładane są już od lat 
przeszło dwunastu. Prowadzi je ks. dr. J, Krek, 
a kurs dwuletni socyologii tak rozkłada, aby 
słuchacze nie byli przeładowywani suchą teoryą, 



4 




156 



\, 



lecz aby, zdobywszy ogólne podstawy wiedzy 
socyalnej, umieli posiadane wiadomości stoso- 
wad praktycznie. 

Z tych względów klerycy zachęcani są, aby, 
w czasie odpoczynku wakacyjnego, na gruncie *J 

zajmowali się badaniem stosunków społecznych 
w swej okolicy, a zebrany tym sposobem matę- 
ryał służy później do opracowywania samodziel- 
nych referatów. 

Ma to wielce doniosłe znaczenie, gdyi kle* 
rycy— miast przeżuwać w swych pracach dane 
książkowe — odrazu do zakresu wiedzy teore- 
tycznej wprowadzają realne wiadomoiści, włas- 
nemi siłami, na własnym rodzinnym gruncie po- 
zyskane: tod podźwignięcie przemysłu ludowe- 
go wśród Słoweńców, dokonane zostało głównie 
dzięki badaniom kleryków, którzy, podaniem do 
ogólnej wiadomości wyników swych spostrze- 
żeń, zwrócili uwagę ogółu na tę doniosią spra- 
wę, i dziś dział za działem przemysł wiejski od- 
żywa, a nawet w niektórych miejscowościach 
już i zakwitad poczynał 

Czyż jednak samo tylko posiadanie zasad 
wiedzy socyalnej sprawiło te sukcesy ducho- 
wieństwa słoweńskiego w pracy chrześciańsko- 
społecznej ? 

Co do tego dwóch zdań niema, że wiedza 
pomogła dużo w pracy; ale fundamentem było 
całkowite oddanie się interesom ludu, poświęca- 
jących się tej pracy księży. 

W przeciętnej wsi słoweńskiej ksiądz jest 
nietylko duszpasterzem, ale i najlepszym do- 
radcą w życiowych sprawach codziennych, i sę- 
dzią rozjemczym w razie sporów, i obrońcą wo- 
bec grożącej krzywdy. Na sto — w dziewięćdzie- 
sięciu wypadkach, jeżeli kmied słoweński znaj- 



1 



166 






dzie się w położeniu, w którem sam sobie pora- 
dzid nie umie, — zwróci się napewno do swego 
proboszcza lub wikary usza miejscowego po radę. 

O ile wieśniak słoweński odnosi się z wiel- 
ką nieufnością do każdego obcego, a zwłaszcza 
niemca^ o tyle przed swoim proboszczem można 
powiftdzied, że niema tajemnic. 

Ksiądz słoweński jest dla swych parafian 
dobrym ojcem, — a jeszcze częściej dobrym 
bratem. 

Żadnym tam bratem ^stars^ym^^ ale zwy- 
kłym dobrym bratem, który wie i umie więcej 
po to tylko, aby więcej dobrego módz świad- 
ojsyć współbraciom. 

Duchowieństwo słoweńskie wyszło z ludu 
i węzły serdeczne ani na chwilę nie przestały 
go łączyd z tym ludem. W stosunkach wza- 
jemnych niema ani krzty oficyalności, oschłości 
czy chłodnej obojętności — zawsze i wszędzie 
widziałem gorącą serdecznośd, naturalną prosto • 
tę i bezpośrednią szczerośd. 

Lud i duchowieństwo stanowią jedno. Szczę- 
śliw}r lud i szczęśliwe duchowieństwo, że sto- 
sunki słoweńskie na takie zespolenie pozwa- 
lają . . . 

Praca duszpasterska księży słoweńskich je- 
żeli ma jakie przeszkody, to tylko ze strony te- 
renu. Kraj, zamieszkały przez Słoweńców, jest 
górzysty^ większośd kościołów, jeżeli nie para- 
fialnych to filialnych, stoi na wierzchołkach gór; 
stąd naturalne trudności w działalności. 

Proboszcz jest przytem jednocześnie kate- 
chetą w szkole, — nawet nieraz w dwóch: miej- 
scowej i sąsiedniej, znajdującej się naprzykład 
w pobliskiej dolinie, do której droga prowadzi 
przez wierzchołek góry. Bardzo ładny spacer: 




157 



półtrzeciej godziny w jedną stronę i tyle* w dru- 
gą. Trzy razy w tygodniu, — zwłaszcza zimą — 
zdaje się, że i najzapaleńszy turysta miałby do- 
syd po jednym tygodniu! A ksiądz lata całe 
musi takie kursy robid, bo to jest związane 
z obowiązkiem jego stanowiska *). 

Skoro już mowa o pracy duchowieństwa, 
to trudno nie wspomnied przy tej sposobności 
o dobrym zwyczaju, jaki zauważyłem w wielu 
parafiacli Krainy, W niedzielę po nieszporach 
urządzane są w kościele dla parafian czytania. 
Czytane bywają nietylko żywoty świętych i rze^ 
czy religyne, ale też artykuły poważne w spra- 
wach najróżnorodniejszych, z wyłączeniem po- 
lityki i takich kwestyi gospodarskich, które się 
do poruszania w murach kościoła nie nadają. 
Nieraz czytania takie bywają urząd^sane osobno 
dla kobiet, osobno dla mężczyzn i osobno dla 
młodzieży, o ile trzeba poruszyd sprawy, spe- 
cyalnie daną grupę obchodzące. Sam byłem 
świadkiem takiego czytania dla kobiet o obo- 
wiązkach moralnych matki względem dzieci. 

Jak stosunek ludu do księży, tak samo sto- 
sunek księży do biskupa jest prosty i serdeczny 
bez sztywnej etykiety i ceremonialności. 

Biskup wszystko wiedzied musi, co się w 
dyecezyi dzieje, a wiadomości te posiada z pier- 
wszej ręki od samych działających. 

Pozostawia szerokie pole inicyatywie oso- 
bistej księży — działaczy, zawsze polecając pa- 
miętad tylko o dobru Kościoła i ojczyzny. 

*) Zaznaczyć przy tern należy, iż przy takiej 
uciążliwej pracy więks^o^ć duchowieństwa ma bardzo 
mierne uposażenie, a parafie przytem, jakkolwiek roE- 
rzucone na dosyć stosunkowo znacznej przestrzeni, 
niezbyt są liczne. 



158 



Tern się też tłómaczy ten szeroki zakres, 
ta wszechstronnośd pracy księży słoweńskich, że 
nikt im nie zakreśla wąziutkich granic działal- 
ności, nikt im nie nakazuje: „rób tylko to a to", 
„ztąd — dotąd", lecz dane im jest przygotowanie 
odpowiednie i zaszczepiony głęboko w serce po- 
gląd: „rób, co na swem stanowisku, w swoich 
warunkach uważasz za dobre dla spraw Bożych 
i ludzkich". „Czynią każdy w swem kółku" i ca- 



łośdi — rzeczywiście — się „składa", bo mają: 

1) wolę czynie, 

2) umiejętnośd czynu, i 

3) jest ich tylu chętnych do czynu, że wy- 
tworzone „kółka" nie obracają się jak błędne 
w przestrzeni, lecz tworzą zgodny harmonijny 
i całkowity mechanizm społeczny! 

Tam, w Krainie, przekonałem się, że jeżeli 
są trzy wyżej wymienione warunki, to ten, po- 
zornie sentymentalno - czułostkowy, dwuwiersz 
Brodzińskiego ma głębokie znaczenie społeczne. 




Illlf 



XIL 
D O m ó w^ i e n 1 a. 

W rozwoju praoy chrzelciańsko-apołecznej 
wśród Słoweńców, niewątpliwie czasopiśmienni- 
ctwo odegrało rolg wybitną i w dalszym ciągu 
ustawicznie się przyczynia do dalszego jej po 
wodzenia. 

W służbie ideałów ołirzBŚciańskich mają 
Słoweńcy dziennik ^Slovenec^^ tygodnik ludowy 
„Domoljub^, tygodnik r.eligijny ^Bogoljub^, mie- 
sięcznik beletrystyczny j^Dom in Svef*j miesięcz- 
nik naukowy j^C^as^^ tygodniki dla robotników 
y^Nasaa moce^ i „ Primorski listwy pisma dla dzieci: 
^KrsjsfcansJci detoljub^j „Angele^eJc^ i „Fr^ec", mie- 
sięcznik dla studentów \^Zora^ z dodatkiem dla 
uczniów jfSrednjesaolec^, miesięcznik j^Zlata Do- 
i&a", szerzący ruch trzeźwościowy. A szereg ten 
nie jest jeszcze całkowity, gd\rż pominąłem ta- 
kie pisma specyalne, jak „8loven$ki Oospodat^ 
lub jiNoTodni Gospodaruj nie licząc sporej liczby 
ró^żnjrch katolickich tygodników lokalnych, jakie 
prawie w ka*dem większem mieście wychod zą. 

Ta \\oi6 pism wyda się nam zwłaszcza im- 
ponuiącą, gdy jeszcze raz przypomriimy sobie, 



I I* 



i 



160 



że Słoweńców w Europie jesi niespełna półtora mi- 
liana, rachując już hojnie. 

Drugie tyle co katolickich można liczyd 
pism liberalnych i socjalistycznych, — a chód te 
ostatnie rozchodzą się w bardzo skromnej licz- 
bie egzemplarzy w porównaniu z pismami chrze- 
ściańskiego kierunku — tern niemniej przyznad 
trzeba, iż na ziemi słoweńskiąj czytelnictwo roz- 
powszechnione jest szeroko, rrzez to samo i po- 
mocnicze znaczenie prasy w torowaniu dróg 
ideom pracy społecznej jest znacznie większe, 
niż np. u nas. 

Opis organizacyi społecznej wśród Słoweń- 
ców nie byłby całkowity, gdybym nie wspomniał 
jeszcze, iż w Krainie żyd i żebrak należą do zja- 
wisk wyjątkowych. Według statystyki z roku 
1900-go w całej Krainie, liczącej z górą pół mi- 
liona mieszkańców, było około półtorej setki ży- 
dów, a żebraków napewno nie więcej. 

Żydów na ziemi słoweńskiej musiało kie- 
dyś byd znacznie więcej, na co wskazuje chod- 
by istnienie w Lublanie do dziś dnia ulicy y,Ży- 
dowskiej"; obecnie jednak, — gdy się społeczeń- 
stwo zorganizowało na zasadach demokratycz- 
nych i chrześciańskich, — żywioł żjrdowski stracił 
grunt dla swej działalności i wyniósł się gdzie- 
indziej. 

Go zaś do ubogich, to tak się tam urzą- 
dzają, że albo w gminie musi byd przytułek dla 
niezdolnych do pracy, albo też biedaka muszą 
dolejno gospodarze utrzymywad. Rzadko to jed- 
nak do tego dochodzi, gdyż rzadko się zdarza, 
aby ktoś przy obecnym systemie gospodarstwa 
społecznego znalazł się bez mniej lub więcej za- 
bezpieczonej starości. A jeżeli się i znajdzie 




fflip; 



m 

taki nieazozęŚliwy, to w sposób wgpomnian]^ ni® 
dopuszczają do tułania si^ jego po żebraninie. 

Wapomnied wreszcie też należy- że kasy 
pożyczko wo-oszczędnoicio we przy dzieleniu z^- 
skó^ swoich pamiętają zawsze o uczącej się 
młodzieży i przi^znaczają corocznie pewne kwo- 
ty na stypendya dla studentów i uczniów; przy- 
casem pierwszeństwo zwykle mają cij którzy 
pochodzą z tej samej okolicyj w której kasa 
działa. Podziałem tych ofiar między studentów 
i uczniów potrzebujących, zajmują eię albo sto- 
warzyszenia młodzieży } albo komitety osób, god- 
nych zaufania. Nieraz i tak się zdarza^ ie z ja- 
kiejś okolicy kształci się kilku młodzieńców 
ubogich; wtenczas stowarzyszenie albo komitet 
wprost się zwraca do zarządu kasy, operującej 
w tej miejscowości z przedstawieniem kwesty i: 
i nie zdarza się, aby kasa^ o ile ma zyski, od- 
mówiła takiego wsparcia. Dzięki to podobnym 
zwyczajom prawie siedmiuset młodych Słoweń- 
ców, w tern sporo synów włościańskich, może się 
kształcić w wyższych uczelniach. 

Po odrodzeniu się narodowem^ po zorga- 
nizowaniu się społecznem, poczynają się teraz 
wśród Słoweńców na tak przygotowanym gruo^ 
cie rozwija<5 sztuki piękne; zakwita poezya, wzra- 
sta beletrystyka, wytwarza się malarstwo, rzeź- 
ba i muzyka. Są to dopiero w większej części 
pierwociny, ale pierwociny, pozwalające mied 
jaknajlepsze nadzieje co do przyszłości, tembar- 
dziej, że już obecnie coraz liczniejsze są szeregi 
pracujących i na polu umiejętności. 

Dobiegam do końca. 

Postawiłem sobie za zadanie skreślenie 

Wśród sUtweAców. U 



162 

obrazu msLoy chrześoiańsko - społecznej wśród 
Słoweńców — i, jakkolwiek nie bez pewnych nie- 
uniknionycłi braków, — plan swój wykonałem. 
Przeglądam karty streślone i widzę, 4e obraz 
cały wypadł w barwach jasnych,— źe ciemnych 
kolorów prawie w nim niema! 

Może mi kto robid zarzut z tego, bod prze- 
cie nigdzie niema rai u na ziemi! 

Mnie się jednak zdaje, źe miałem prawo 
dad taki obraz dodatni, jaki przedstawiłem, na 
tej samej zasadzie, na której o człowieku, po- 
siadającym znacznie więcej zalet niż wad, mó- 
wimy, że jest dobry lub szlachetny. 

Dodatnich stron organizacyi i pracy spo- 
łecznej na ziemi słoweńskiej ani nie przesadza- 
łem, ani nie wyjaskrawiałem. Pisałem tak, jak 
rzeczy widziałem, a w czasie swych kilkumie- 
sięcznych studyów starałem się wszystko wi- 
dzied dobrze i o ile można było dokładnie. 

Czasami na niektóre rzeczy, których wpro- 
wadzenie czy zastosowanie u nas uważałem za 
pożyteczne, kładłem większy nacisk. A jeżeli 
niekiedy przytem z pod pióra i gorzkie słowo 
wypłynęło, to nigdy nie miałem zamiaru doku- 
czenia nikomu, ale był to wynik bólu serdecs- 
nego, iż tyle, tyle jeszcze w tej naszej Polsce 
nieszczęsnej braków rozmaitych. 

Mało pisałem o Słoweńcach, stojących po 
za kołami chrześciańsko-społecznemi, lecz I-o ta 
grupa Słoweńców nie jest zbyt liczna, 2-o nie- 
ma wśród nich nic takiego, coby na baczniejszą 
uwagę zasługiwało. 

Zaznaczam te^, iż książka niniejsza nie 
przedstawia całokształtu życia Słoweńców we 
wszystkich jego przejawach doby współczesnej, 



188 



co zresztą uważny czytelnik sam spostrzudz miał 
moźnoiSd 

Byłb}rm szczęśliwy, gdyby urządzenia, na 
które w tej książce zwróciłem uwagę^ były jesz- 
cze raz pTzez ludzi kompetentniej szych odemnis 
na gruncie słoweóskim przestudyowane i do na- 
szycli stosunków przeszczepione. Ogromnie wie- 
le zyskałoby na tem społeczeństwo polskier 

Wreszcie pozwalam sobie na tem miejscu 
złoży d najserdeczniejsze podziękowanie dr. Ja- 
nowi KreKOwi, dr. Eugeniuszowi Lampemu^ ks. 
Leopoldowi Lenardowij Josipowi Regalemu, ojcu 
i synowi Gostinczarom, oraz tym wszystkim, 
którym zawdzięczam ułatwienie badania sto- 
sunków jako też otwarcie dostępu do wszystkich 
stowarzyszeń w kraju. 

Przyjmowany wszędzie z i^cie braterska 
serdecznością i lymującą prostotą, pobyt swój 
na ziemi słoweńskiej zawsze mile wspominać 
będę ! 



i 



1907 — 190%, 



Lubiana — KrahoiiK 



i